Bartek Tomczak
Najnowsza Przerwa na Żądanie z podsumowaniem sobotnich spotkań, z daniem głównym w postaci meczu Dallas Mavericks vs. Portland Trail Blazers.
Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

Maciej Kwiatkowski
Może brzmię jak pijany, ale takie teamy są najpiękniejszą stroną tego sportu. Niedoceniane, zupełnie znikąd. Białe bystrzaki, wyśmiewani wcześniej role-players typu Jared Jeffires i ludzie tacy jak Tyson Chandler w środku. Cały ten team, który jest w trakcie serii 5-0, nie licząc Chandlera jest na papierze wart tyle co Michael Beasley.
Jeremy Lin trafił 8 rzutów, ale spudłował 16. Rozdał też 8 asyst, ale popełnił 6 strat. Kevin Love i Nikola Pekovic rzucili 53 punkty i mieli 33 zbiórki, Ricky Rubio grał dobry defense na Linie, a Timberwolves schodzili po dwóch w pomalowane, żeby odciąć pick/roll Lina z Tysonem Chandlerem - aktualnie największą broń New York Knicks. Timberwolves utrudniali decyzje Linowi, gdy ten wchodził po zasłonie na 4-5 metr, tak jak dzień wcześniej zrobili to Dallas Mavericks z Rubio. Przez 42 minuty Timberwolves wyglądali jakby nie mogli tego przegrać...
Piękno, o którym Lin powiedział po meczu, to piękno koszykówki. "Brzydkiej koszykówki", o której powiedział od razu, bo twardo stąpa po ziemi i oddaje wszystkie zasługi całemu zespołowi - tak jak Tim Tebowi robił to w NFL. W NBA jest teraz wiele takich brzydkich spotkań. David Thorpe z ESPN mówi o tym ciągle w True Hoop TV - że być może nie wszyscy zauważamy jak strasznie zmęczeni są koszykarze tym ciężkim sezonem. Gdyby nie Lin, to właśnie to byłoby tematem nr 1 w NBA w ostatnim tygodniu.
Piękno, o którym powiedział Lin to "Beautiful Struggle". Jednym z moich ulubionych teamów jakie w życiu widziałem byli Butler, którzy nigdy nie przestawali wierzyć w zwycięstwo i autentycznie grali do końca. Nie byli najbardziej utalentowanym teamem w NCAA, ale dwa razy z rzędu docierali do Finałów dzięki "jajom", defensywie i egzekucji w kluczowych momentach. W tym czasie każdy mógł zostać bohaterem, a doceniane stawały się nie tylko punkty. Jeśli wygrywasz, to tak właśnie się dzieje. Nie tylko więc Gordon Hayward czy Shelvin Mack, ale Matt Howard ze swoim pick/roll defense, Ronald Nored z obroną na piłce czy wingmani robiący wszystko jak Shawn Vanzant czy Willie Veasley. To działo się z racji na trenera Brada Stevensa i odpowiednie nastawienie gwiazd, które rozlewało się potem z liderów na role-players.
Tak dzieję się we wszystkich zespołach przez duże Z. Nie wiem jak dużo ma z tym wspólnego Mike D'Antoni, ale to zrobił Jeremy Lin z New York Knicks. Nie wiem jeszcze do końca jak, ale wyraźnie pozostałym zawodnikom Knicks gra się lepiej bez widzących tylko tunel do kosza i światełko na końcu Carmelo i Amare.
Iman Shumpert, w końcu odciążony koniecznością rozgrywania, rzucił 20 punktów i był najlepszym graczem Knicks na parkiecie. Landry Fields ograniczył Rubio i trafił 8 z 10 rzutów z drugiej strony. Steve Novak Mania trafił kolejne cztery trójki, w tym jedną na remis w ostatniej minucie - nikt nie rzuca lepiej za trzy w ostatnim tygodniu. Tyson Chandler ukradł piłkę Rubio na 25 sek. przed końcem, a Jared Jeffries po tym jak do przerwy był miażdżony pod obręczą przez Love'a i Pekovica, w drugiej połowie zaczął ich zastawiać i bić się - jak defense, który dał w piątek przeciwko Andrew Bynumowi.
Pięknem koszykówki jest to, że dzięki metamorfozie Lina w wielką sensację NBA, możemy znów pisać o tym jak to małe rzeczy są ważne w koszykówce. Że izolacyjne strzelanki Melo czy fatalny defense w polu trzech sekund Amare zaczną być teraz prześwietlane i punktowane do bólu jeszcze bardziej niż były wcześniej, a dwie 'gwiazdy' Knicks będą musiały pracować inaczej - dla drużyny.
Amare może funkcjonować bardzo dobrze z Linem - w rzeczy samej to może być świetne combo + Chandler, który jest w Top10 rolujących drugi sezon z rzędu. Anthony jeszcze przed nadejściem Lina zrozumiał, że koncept Mike'a D'Antoniego to nie beasleyowanie sobie na skrzydle, ale ball-movement i pick/roll game. Dajmy mu szansę.
Nie wiadomo skąd, nie wiadomo do końca jak, Knicks są w tym momencie najciekawszym teamem w NBA. Oczywiście dlatego, że grają w Nowym Jorku, dlatego że Lin staje się Yao Mingiem 2.0, ale myślę, że głównie też dlatego, że dochodzi do zetknięcia się gwiazdorstwa, za które James Dolan płaci 40 mln, z drużynowym konceptem, który bez Chandlera, kosztuje Dolana w tym sezonie 7 mln dolarów.
"This is a credit to the team," Lin said. That's what I've been saying this whole time. This team is a team, and that's why it's so fun to play with them" - Jeremy Lin. Nawet Mike Bibby się załapał. A teraz pozwólcie, że otaguję w tym poście Steve'a Novaka.
Marek Dziuba
W czwartek przed meczem Dallas Mavericks w Minnesocie, trener Rick Carlisle w ten sposób wypowiedział się o Ricky'm Rubio:
"Widać w nim podobieństwa do najlepszych rozgrywających wszech czasów. Widzę Pete'a Maravicha, widzę Jasona Kidda, widzę nieco Steve'a Nasha. Gra twardą koszykówkę i potrafi przy tym zachwycać. To świetnie dla całej ligi i Minnesoty."
Można powiedzieć, że gdyby Ricky rzucał jeszcze jak Steve to mielibyśmy w zasadzie idealnego zawodnika na pozycji numer 1... ale nie o takie gdybanie mi tutaj chodzi. Zastanawialiście się kiedykolwiek, jak rzeczywiście mógłby wyglądać Ricardo Jason Nash? (fryzurę Maravicha już ma...), tak?
Dlatego po wnikliwej mieszance DNA ich wszystkich w pewnym programie graficznym, przychodzę z odpowiedzią, ale od razu ostrzegam, że możecie się przestraszyć:

Sebastian Hetman
Nadal jesteśmy z NCAA Rivalry Week, zaś sobota przynosi nam sporo fantastycznych spotkań. Z powodu innych obowiązków obejdzie się niestety bez zapowiedzi, dlatego odsyłam do kalendarza Krzyśka Kosidowskiego, który świetnie przedstawił cały tydzień wraz z sobotą. Co dzisiaj warto obejrzeć? Linki i zapowiedzi spotkań znajdziecie w jego wpisie TUTAJ!
Enjoy!

Sebastian Hetman
Młodzi gniewni na ZawszePoPierwsze w zasadzie co dwa tygodnie. O młokosach, podlotkach, żółtodziobach, kotach i jak kto woli… Serdecznie zapraszam do lektury. Rookie Ranking na ZP-1 – wydanie numer 3.

Wracamy z rankingiem debiutantów po nieco dłuższej przerwie. Może to i dobrze, bo miałem okazję przez prawie miesiąc śledzić poczynania młodych ludzi, których jedyną pasją jest kokaina. Nie koszykówka, ale kokaina, bo tacy młodzi ludzie nie mogą w spokoju patrzeć na wybryki dziecka LG. Jeremy Lin miał wczoraj 38/7 przeciwko Lakers i szkoda, że gość nie jest debiutantem.
Tak czy owak, wracamy. Z nowym banerem – wielka piona Marek Dziuba! W komentarzach mile widziane wasze wnioski, propozycje swoich rankingów i hejty, których nie da się uniknąć, a pociesza tylko fakt, że co środę piszecie słabiaste dniówki na maila Przemka. Ot co, taki nieudany sobotni żart.
NAJLEPSZY WYSTĘP TYGODNI 4-7:
Kemba Walker – vs Wizards (28.01.2012): 20 pkt., 10 zb., 11 ast., 2 blk. (8/18 z gry, 2/4 za trzy)
TOP 10 ROOKIES:
1. Kyrie Irving – Cleveland Cavaliers #2 PG
College: Duke (Draft – nr 1 2011)
Wzrost: 190 cm
Waga: 87 kg
Rocznik: 1992
Poprzednio w rankingu: 1
Quick stats: 18,0 ppg, 3,5 rpg, 5,1 apg, 49,2% FG, 41,3% 3P (23 spotkania – 29,8 min)
Jeszcze do niedawna Kryie Irving był obok Michaela Jordana i Magica Johnsona jedynym debiutantem, który notował minimum 18 punktów i 5 asyst przy 50% z gry. Do niedawna, bo na dzień dzisiejszy jego skuteczność to 49,2%. Tak czy owak, Irving w przeciągu ostatnich czterech tygodni dwa razy wygrał mecze dla swojego zespołu. I to nie z byle kim, bo najpierw w ostatnich sekundach pogrążył Celtics, a kilka dni później zrobił to przeciwko Dallas. Gość ma niesamowitą pewność w tym co robi. Może gra bez tego amerykańskiego swaggera, bez gwiazdorskiej otoczki, ale po co mu to? Irving i jego skromność idą w parze od czasów szkoły średniej, a więcej na temat tego chłopaka będziecie mogli przeczytać w najnowszym wydaniu MVP Magazyn, który ukaże się 15 lutego. Poza tym dzięki niemu Cavaliers walczą jeszcze o Playoffs. Najsłabszy występ playmaker Cavs zanotował dopiero w Orlando (7/21 z gry), a przez ostatnie dwa spotkania pauzował (podejrzenie wstrząsu mózgu po meczu z Miami). Jednak to nadal numer 1 wśród Rookies i ma już na koncie swoją pierwszą reklamę.
2. Ricky Rubio – Minnesota Timberwolves #9 PG
College: brak – Hiszpania (Draft – nr 5 2009)
Wzrost: 192 cm
Waga: 82 kg
Rocznik: 1990
Poprzednio w rankingu: 2
Quick stats: 10,9 ppg, 4,6 rpg, 8,7 apg, 2,4 spg, 37,3% FG (27 spotkań – 34,7 min)
Rubio na stałe zadomowił się w piątce Wolves i miażdży debiutantów w kategorii double-doubles. Ma ich już 11, a dla porównania drugi w tej kategorii Kawhi Leonard ma 2. Hiszpan to maszyna do rozdawania piłek, ale niepokoi przede wszystkim jego skuteczność z gry. Tragicznie było pod koniec stycznia (7 gier – 33%), ale z początkiem lutego Rubio oddaje nieco mniej rzutów (średnio 7,4) i rozdaje ponad 8 asyst, lecz zdarzyła mu się wpadka we wczorajszym meczu z Dallas (Wolves polegli 80:85). Wydaje mi się, że on i Kyrie Irving są już poza zasięgiem innych Rookies i chyba tylko MarShon Brooks (kontuzja) mógłby powalczyć z nimi o ROY. Najbardziej cieszy mnie fakt, że Hiszpan w NBA czuje się doskonale i kto wie, może zabawi w Minneapolis na długie lata? Jego popularność stale rośnie, więc z końcem kontraktu debiutanckiego będzie mógł się spodziewać wielu ofert z nieco atrakcyjniejszych miejsc (Los Angeles, Miami, New York itd.). Jest nadal numerem 2, chyba dlatego, że nie potrafi przejąć spotkania, tak jak potrafi to zrobić Irving. Nie te możliwości strzeleckie, ale już teraz jest jednym z pięciu najlepszych podających w NBA i uwaga – najlepszym przechwytującym!
3. Kemba Walker – Charlotte Bobcats #1 PG
College: Connecticut (Draft – nr 9 2011)
Wzrost: 185 cm
Waga: 78 kg
Rocznik: 1990
Poprzednio w rankingu: 12
Quick stats: 12,3 ppg, 4,1 rpg, 3,6 apg, 1,0 spg, 36% FG, 35,7% 3P (26 spotkań – 28,7 min)
Kemba Walker wraca do łask po świetnej końcówce stycznia, kiedy kręcił niezłe cyferki i zanotował pierwsze triple-double w karierze! Walker ma ten dar do zdobywania punktów, ale podobnie jak w przypadku Rubio, czasami zawodzi skuteczność z gry. Na dzień dzisiejszy oddaje 12 rzutów w każdym meczu i podejrzewam, że będzie kiedyś All-Starem, o ile nauczy się szanować piłkę. I tak widzę różnicę między NCAA a NBA, bo Kemba jest bardziej utemperowany. W barwach UConn był bezapelacyjnym liderem, który na parkiecie mógł robić wszystko. Tymczasem w NBA na spokojnie Bobcats próbowali wprowadzać go z ławki (14 startów z 26 spotkań), od jakiegoś czasu Walker ma zapewnione miejsce w pierwszej piątce. Dlatego myślę, że chłopak pochodzący z Bronxu jeszcze w tym sezonie zabłyśnie. Chciałbym widzieć o 3 lub 4 asysty więcej w jego statystykach, chociaż ponad rok temu pisałem, że to typ Bena Gordona. Dzisiaj wraca w wielkim stylu, a luty w jego wykonaniu może być jeszcze lepszy, bo jak wiadomo, ‘Cats nie grają już o Playoffs i są najgorszym teamem w lidze (bilans 3-23).
4. MarShon Brooks – New Jersey Nets #9 SG
College: Providence (Draft – nr 25 2011)
Wzrost: 195 cm
Waga: 91 kg
Rocznik: 1989
Poprzednio w rankingu: 3
Quick stats: 14,4 ppg, 4,2 rpg, 1,1 spg, 45,4% FG, 36,4% 3P (18 spotkań – 28,7 min)
Ciężko jest wyrzucić z rankingu MarShona Brooksa i wiem, że miałem działać na podstawie ostatnich obserwacji. Brooks nie grał od 23 stycznia z powodu złamanego palca w prawej stopie, a zaskakująco szybko pojawił się już 29 stycznia w meczu z Raptors, gdzie miał raptem 3/10 z gry. Szalony strzelec potrzebuje się wykurować do końca i tak jak pisałem pod profilem Ricky’ego Rubio. To trzeci debiutant, który mógłby dorównać pierwszej dwójce, bo co najważniejsze, grał na stałym (przyzwoitym) poziomie. Wczoraj oficjalnie wrócił, ale w Detroit zagrał tylko przez 17 minut i trzymam za niego kciuki, bo chłopak naprawdę na instynkt do zdobywania punktów.

5. Brandon Knight – Detroit Pistons #7 PG
College: Kentucky (Draft – nr 8 2011)
Wzrost: 190 cm
Waga: 86 kg
Rocznik: 1991
Poprzednio w rankingu: 4
Quick stats: 12,5 ppg, 3,5 rpg, 3,5 apg, 0,7 spg, 40,9% FG, 36,5% 3P (28 spotkań – 31,6 min)
Knight od dłuższego czasu ma zielone światło, zaś coach Lawrence Frank ufa mu bezgranicznie. „The Real Deal” oddaje najwięcej rzutów za trzy wśród debiutantów (4,1) i trafia przyzwoite 36,5%. Mnie martwi jednak jego gorąca głowa, bo o ile w barwach Kentucky grał na poziomie NCAA z rozwagą, o tyle w Pistons szaleje i wierzy w swoje możliwości rzutowe. Nie jest źle, ale z takimi warunkami fizycznymi Knight powinien więcej penetrować i szukać częściej drogi do kosza. Uważam, że Kyrie Irving ma nieco lepszy rzut od niego, a często wjeżdża w pomalowane, gdzie szuka pewnych punktów i akcji „2+1”. Fakt faktem, Brandon to nieco inny typ gracza, ale nie od razu Rzym zbudowano. Okrzepnie, dojrzeje i będą z niego ludzie. Uwaga – Pistons mają serię czterech wygranych z rzędu, a Knight wczoraj przeciwko Nets miał 13/7/5 17 minut.
6. Isaiah Thomas – Sacramento Kings #22 PG
College: Washington (Draft – nr 60 2011)
Wzrost: 175 cm
Waga: 84 kg
Rocznik: 1989
Poprzednio w rankingu: 20
Quick stats: 7,0 ppg, 2,4 apg, 0,6 spg, 37,6% FG, 33,3% 3P (25 spotkań – 17,0 min)
Od drugiej połowy stycznia filigranowy Isaiah Thomas dostaje regularne minuty w Sacramento. Zrobił niesamowite postępy od początku sezonu i widać, że nie boi się grać z najlepszymi. Z resztą to samo robił w NCAA, a pomyśleć, że został wybrany rzutem na taśmę z ostatnim numerem w drugiej rundzie. Momentami Thomas ma przebłyski i potrafi zdobywać punkty seriami i niech nie zmylą Was średnie statystyki. Nieźle wygląda na boisku z Tyrekem Evansem, a Kings grają także rotacją z Fredettem, gdzie Thomas często występuje przemiennie jako PG i SG. Zasłużył swoją grą na Top 6, ale z biegiem czasu może spadać w rankingu, może dlatego, że pozostali Rookies z meczu na mecz radzą sobie coraz lepiej. Poza tym to wojownik, energizer, który nie odpuszcza każdej piłki.
7. Kawhi Leonard – San Antonio Spurs #2 SF
College: San Diego State (Draft – nr 15 2011)
Wzrost: 201 cm
Waga: 102 kg
Rocznik: 1991
Poprzednio w rankingu: 7
Quick stats: 6,9 ppg, 4,8 rpg, 1,1 spg, 44,9% FG (27 spotkań – 23,7 min)
Leonard obniżył nieco loty w ofensywie, ale wnosi o wiele więcej do gry Spurs, niż można by przypuszczać. Jego zaangażowanie w defensywie to poziom profesjonalistów, zaś Kawhi nadal angażuje się w walkę na tablicach. Wśród Rookies jest czwarty w zbiórkach i przechwytach, drugi w kategorii double-doubles i szósty w skuteczności rzutów z gry. Na dzień dzisiejszy skrzydłowy San Antonio to solidna firma, dlatego Greg Popovich nadal trzyma go w stałej rotacji, a my możemy tylko czekać, kiedy talent Leonarda eksploduje. Już teraz ma zadatki na jednego z lepszych defensorów ligi. Moim zdaniem to najlepiej przygotowany atletycznie debiutant do gry na najwyższym poziomie.

8. Derrick Williams – Minnesota Timberwolves #7 SF/PF
College: Arizona (Draft – nr 2 2011)
Wzrost: 203 cm
Waga: 109 kg
Rocznik: 1991
Poprzednio w rankingu: 8
Quick stats: 7,7 ppg, 4,2 rpg, 0,6 spg, 43% FG (27 spotkań – 19,0 min)
Po niepewnej pierwszej połowie stycznia Williams prezentują stabilną formę z ławki, a pod nieobecność Kevina Love udowodnił, że może sprawdzać się jako starter. W dwóch meczach back-to-back w lutym miał 14/8/3 i 13/9/1, a końcówka stycznia również była niczego sobie. Dzisiaj w rankingu bez zmian, nadal na pozycji numer 8 i wierzę, że Rick Adelman będzie powoli wprowadzał go do pierwszej piątki na stałe. Z resztą Williams jest pewnym zabezpieczeniem na przyszłość, na wypadek gdyby Michael Beasley nadal świrował jarzębia. Przed Wolves ciężkie dwa mecze z gorącymi Knicks i solidnymi Magic, więc Williams będzie miał okazję sprawdzić się na zaawansowanym poziomie.
9. Iman Shumpert – New York Knicks #21 SG/PG
College: Georgia Tech (Draft – nr 17 2011)
Wzrost: 195 cm
Waga: 99 kg
Rocznik: 1990
Poprzednio w rankingu: 6
Quick stats: 10,3 ppg, 3,6 rpg, 3,5 apg, 2,0 spg, 37,3% FG (23 spotkania – 31,4 min)
Shumpert spada w tym wydaniu na pozycję numer 9, ale od trzech spotkań wychodzi z ławki, kiedy Jeremy Lin staje się sensacją NBA. Iman radzi sobie nieco lepiej pod nieobecność liderów Knicks i moim zdaniem D’Antoni powinien wypuszczać właśnie z ławki. Jego cyferki spadły, a ja żałuje jedynie, że taki gracz z takim potencjałem defensywnym trafił do Knicks. W innym zespole pełniłby nieco inną rolę, bo na dzień dzisiejszy on i Landry Fields dublują się pozycjami, chociaż Knicks grają i mają się dobrze, kiedy Anthony i Stoudemire są poza grą. Tak czy owak, Shumpert jeszcze cos ugra w tym sezonie.
10. Jimmer Fredette – Sacramento Kings #7 PG
College: BYU (Draft – nr 10 2011)
Wzrost: 188 cm
Waga: 88 kg
Rocznik: 1989
Poprzednio w rankingu: 17
Quick stats: 8,5 ppg, 2,0 apg, 0,7 spg, 37,8% FG, 39,6% 3P (3 mecze – 24,7 min)
Pupilek studentów wraca do łask, po tym jak w czwartym tygodniu stycznia zaczął wykorzystywać swoje szanse, szczególnie w drugich połowach spotkań. Fredette ma zasięg rzutowy, ale niepokoi mnie fakt, że gra w kratkę, chociaż w dużej mierze zależy to od ilości minut. 7 lutego w Minnesocie w samej czwartej kwarcie zdobył 13 punktów i rozdał kilka asyst. Na dzień dzisiejszy sprawdza się moja teoria, że Fredette obecnie to tylko role-player pokroju J.J. Reddicka, o którego wyczynach powoli zapominają najbardziej zagorzali fani NCAA. Oby było lepiej, bo gośc potrafi rzucać z dystansu (prawie 40% zza łuku). Dzisiaj załapuje się na Top 10.
W TOP 20:
11. Chandler Parsons – Houston Rockets
12. Ivan Johnson – Atlanta Hawks
13. Bismack Biyombo – Charlotte Bobcats
14. Andrew Goudelock – Los Angeles Lakers
15. Tristan Thompson – Cleveland Cavaliers
16. Enes Kanter – Utah Jazz
17. Klay Thompson – Golden State Warriors
18. Jon Leuer – Milwaukee Bucks
19. Norris Cole – Miami Heat
20. Kenneth Faried – Denver Nuggets + Markieff Morris – Phoenix Suns
Bartek Tomczak
Świeżutka Przerwa na Żądanie z podsumowaniem minonej nocy, czyli Jeremy Lin i kilka zaciętych końcówek.
Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

Marek Dziuba
Snubbed. Po polsku znaczy tyle co zlekceważony, pominięty, zignorowany. W przypadku wyborów do Meczu Gwiazd NBA, właściwie można by te słowo z powodzeniem zastąpić nowym: Smithed...
Kilkanaście dni temu rozmawialiśmy o rezerwowych do Meczu Gwiazd, gdzie napisałem, że trenerzy nie mogą po raz kolejny pominąć Josha Smitha. Zresztą swego czasu (bodaj dwa lata temu) "narazili" przez to nasz blog na zamknięcie. J-Smoove ze swoim nieprzeciętnym atletyzmem jest stworzony do takiego spotkania, ale jezu, przecież nie chodzi tylko o efektowne wsady i bloki. Smith zwyczajnie zasługiwał na to wyróżnienie już od kilku lat swoją wszechstronną grą, będąc czołowym graczem Hawks. W obecnej kampanii pod nieobecność kontuzjowanego Ala Horforda stał się wyraźnie najlepszym spośród "Jastrzębi".
Nie rzuca najwięcej punktów, fakt, ale pozostawia swój akcent na każdej innej płaszczyźnie, notując najwyższy PER wśród graczy Atlanty - 19.7. Szczypta statystyk:
15.6 punktów, 47% z gry
8.9 zbiórek
3.2 asyst
1.4 przechwytów
2.4 bloków
Nominacja należała mu się jak najbardziej, zresztą, choć nie przepadam, wystarczy włączyć sobie mecz Hawks i zawsze wszędzie będzie go pełno. Zamiast Josha, reprezentantem Atlanty w Orlando będzie.. Joe Johnson. Tak, Joe Johnson. Nie to, żebym miał coś przeciwko Joe'mu, ale mam wrażenie, że zagrało głównie nazwisko. Tyle.
Sam Josh jest strasznie zdegustowany pominięciem i wyraził odważną opinię:
- You’ve got to factor in there is a lot of politics involved in the All-Star selection. Once you get that it’s really about politics, then nothing really surprises you. I call it ‘Nothing But Associates,’ NBA. It’s all who you know. I guess I don't know the right people.
W skrócie, Josh chce przez to powiedzieć, że w lidze panują układy. Taka polityka, że, aby zaistnieć musisz mieć znajomości. Ktoś musi lobbować w twoim imieniu, tak jak podobno Rick Carlisle, zachęcając innych trenerów do głosowania na Dirka. Sfrustrowany Josh przed dzisiejszym meczem z Magic w Orlando wspomniał dziennikarzowi Atlanta Journal-Constitution, że nie zamierza już dłużej traktować dostania się do All-Star jako jakiejkolwiek mobilizacji, bo sam ma świadomość, że gra na tym poziomie od dawna:
- Jedyne co mogę zrobić, to grać swoje. Cały świat wie, że zasłużyłem na All-Star. Nie mogę się tym przejmować. Muszę w dalszym ciągu wykonywać swoje zadania na boisku i po prostu grać na wysokim poziomie.
Akuku: 23 punkty (9-22), 19 zbiórek, 5 asyst, 3 bloki. To jego linijka z wygranej nad Magic 89:87 (po dogrywce)

Marek Dziuba
Walentynki już we wtorek. Spece od marketingu w Memphis Grizzlies przygotowali z tej okazji - nieco wcześniej, bo na dzisiejszy mecz z Pacers - specjalne kartki dla fanów i co tu dużo mówić... przeszli samych siebie. Życzę podobnej kreatywności słownej, gdy będziecie szykować niespodziankę dla swojej sympatii.
Licznik odwiedzin: 15 105 964




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: