Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

"GDZIE JAKI ZESPÓŁ TACY LEKARZE"

piątek, 19 marca 2010 20:59


Marek Dziuba

Tyler Hansbrough, na którego chciałem zwrócić uwagę w tym sezonie, bo sądziłem, że będzie wyróżniającym się debiutantem, nie pojawia się na parkiecie od ponad dwóch miesięcy. Prawdopodobnie już w ogóle nie zobaczymy go w tym sezonie.

Zdarza się. Najciekawszy jest jednak powód jego absencji. Nie jest to ani jakiś poważny uraz kolana czy bóle pleców. Od grudnia jako przyczynę takiego stanu rzeczy podaje się.. wewnętrzne zapalenie ucha. Tak, dobrze przeczytaliście - wewnętrzne zapalanie ucha i tak naprawdę lekarze Indiany sami nie wiedzą, co mu jest.

Wiecie może, czy w tym sezonie ktoś doznał dziwniejszego urazu?

  • Jestem naprawdę zawiedziony, że muszę zmagać się z tą kontuzją. Nigdy wcześniej żadna nie wyłączyła mnie na tak długi czas. Muszę ją przezwyciężyć.

Trener Jim O'Brien zasugerował dwa tygodnie temu, że może to być wstrząśnienie błędnika. To przykra sprawa i dużo by wyjaśniła.

Jeszcze rok temu Tyler przeżywał swoje najlepsze chwile, gdy prowadził North Carolina Tar Heels do mistrzostwa NCAA. Uznano go tam za legendę. W barwach Pacers póki co wiele nie pokazał. Rozegrał tylko 29 spotkań, wchodząc z ławki. W ciągu niespełna 18 minut "dostarczał" po 8 punktów i 5 zbiórek na mecz. Nikogo nie powalił z krzesła, ale spisywał się solidnie jak na "żółtodzioba".

Do końca rozgrywek pogra, ale jedynie w NBA2K10. Pacers i tak grają już tylko o honor, choć tutaj bardziej chodziło mi o kolejne cenne minuty na parkiecie dla utalentowanego skrzydłowego. Cóż, trzymam kciuki, że w następnych rozgrywkach wróci zdrowy. Przejdzie przez "drugi sezon debiutancki". Ten nie powinien być gorszy. Czuję, że Tyler da jeszcze o sobie znać w tej lidze.

Chociaż brzmi to zabawnie.. to jak widać infekcja ucha może być naprawdę uporczywa i pomyślcie sami, jak musi przeszkadzać. Wiadomo przecież, jak trudno się skupić na czymkolwiek, gdy ma się zawroty głowy.

komentarze (7) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (18.03.2010)

piątek, 19 marca 2010 16:28

W dzisiejszej Przerwie na Żądanie poza standardowym podsumowaniem tygodnia czeka na Was mały time-out z Brandonem Royem. Lider Blazers opowie m.in o tym przeciwko której drużynie najbardziej lubi grać i w jakim meczu z przeszłości NBA chciałby zagrać.

 

 

komentarze (13) | dodaj komentarz

DJ MBENGA MA GEST

piątek, 19 marca 2010 14:52


Marek Dziuba

Fani często drwią z DJ'a Mbengi, ale zapominają o tym, że osiągnął coś o czym każdy z nas może jedynie pomarzyć. Tak poza tym to niezwykle dobroduszny człowiek.  Ma własną fundację i choć nie zarabia wiele w stosunku do reszty swoich kolegów tak spośród nich przeznacza na szczytne cele prawdopodobnie najwyższy procent. Najpiękniejsze jest to, że robi to prosto z serca.

Mu udało się wyrwać z nędzy i teraz stara się pomagać innym dzieciakom z Afryki.

W poprzednim sezonie DJ razem z Los Angeles Lakers  wywalczył mistrzostwo. Jest wdzięczny za to przede wszystkim liderowi LAL. W ramach podziękowania Mbenga wybuduje w Kongo boisko imienia Kobe'go Bryanta.

"Powiedziałem mu tak: 'Zamierzam dać ci najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymałeś. Buduję boisko koszykarskie w Kongo, które będzie nazwane twoim imieniem. Ludzie cię tam kochają. Ty pomogłeś mi zdobyć pierścień, dlatego muszę dać ci coś w zamian. To coś, czym nikt inny nie może się pochwalić. Nawet Michael Jordan. Będziesz dawał ludziom nadzieje. Dzieciaki zabijają się tam, kradną, biorą narkotyki, zamiast tego chcę im dać pograć w koszykówkę na boisku im. Kobe'go Bryanta'. Powstanie ono w miejscowości Kinshasa.
"

Jak zareagował Kobe?

"Mówił, że szykuje dla mnie niespodziankę. Często rozmawialiśmy o wspólnej wizycie w Kongo i zabawą z  miejscowymi dzieciakami. DJ i ja mamy bardzo dobre relacje. Dla mnie jego prezent to ogromne wyróżnienie, coś, czego się nie spodziewałem. DJ wykonuje nieocenioną robotę dla swojego kraju. To coś, o czym ludzie nie słyszą, ale on nie robi tego po to, by zwrócić uwagę, lecz z potrzeby serca. Koniecznie muszę odwiedzić Kongo."

Trudno będzie mi uwierzyć, jeśli po tym co przeczytaliście Didier Ilunga-Mbenga nie zyska w Waszych oczach.

komentarze (19) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE NAWET RICKY RUBIO KIBICUJE ORLANDO

piątek, 19 marca 2010 13:22



Maciej Kwiatkowski



ORLANDO 108, MIAMI 102 (OT)

Wczoraj rozegrano 16 spotkań w NCAA i nawet Chad Ford z ESPN okrzyknął tą noc najlepszym pierwszym dniem turnieju jaki widział. Widziałem kilka meczów, więcej emocji niż fajnej gry, ale to przecież nadal pierwszy dzień, choć niespodzianek było sporo. Mimo wszystko zastanawiam się czy rozegrano lepsze spotkanie niż to w Miami, w tej lidze braci starszych, o której tutaj pisujemy. Obrona była jak zwykle kluczem, ale dobra obrona czasem nie przeciwstawi się tej najlepszej ofensywie. I gdy takie mecze mają miejsce czuje się tak.


Były trzy znakomite sekwencje w tym meczu. Zacznę od końca. Jameer Nelson (15 pkt, 5 zb, 3 prz), Vince Carter (27 pkt, 6 as, 9/21) i Rashard Lewis (24 pkt, 11 zb, 4/8 za 3) - każdy z nich trafiał rzuty w crunch-time i każdy był lepszy od następnego. Na minutę przed końcem czwartej kwarty Nelson zebrał air-ball Matta Barnesa (40 min, 13 pkt, 5/8, 9 zb) i został sfaulowany, gdy próbował dobić spod samej obręczy. Miał akurat osobiste, nie trafił z faulem, ale to nic, bo tuż po tym miał w sobie tyle energii, że próbował dosłownie przejść przez jednego z graczy Heat, już nie pamiętam dokładnie kogo. To tylko pokazało jak zmieniła się gra Nelsona z biegiem sezonu. Nadal oddał 11 rzutów z wyskoku, ale jakbym zapamiętał z tego meczu tylko jego wjazdy pod kosz. Odzyskał pewność tego, że wchodząc pod obręcz nic mu się nie stanie. Przestał się martwić o swoje ramię, odzyskał pierwszy krok po urazie kolana. Trafił kilka wysokich floaterów nad Jermaine'm O'Nealem (4/13, 5 blk), który nie chciał oddać pola pod koszem w pierwszej połowie, ale też gdy zablokował wsad Dwighta Howarda (31 min, 3/9, 11 zb, 4 blk) w ostatniej minucie czwartej kwarty. Howard miał w całym meczu tylko cztery próby spod kosza, z czego dwie skończył.

Magic dali popis w crunch-time, ale najpierw Heat prowadzeni przez Dwyane'a Wade'a (36 pkt, 12/26, 10 zb, 7 as) odrobili 12 punktów straty z 5 minut przed końcem. Trafiali też Dorell Wright i Mario Chalmers (wielka trójka na 88:88), ale potem brylował już tylko Wade. W jednej z akcji (na 92:92), Wade minął łatwo kryjącego go wczoraj Barnesa, mając zostawioną całą lewą stronę boiska. Niby zwykłe zagranie, ale pod koszem O'Neal już w momencie minięcia Barnesa przez Wade'a postawił delikatną zasłonę na Howardzie. Superman nie miał jak przejść z jednej strony trumny na drugą, by zablokować lub przeszkodzić mu w wykończeniu lay-upu. Wade skończył akcję i wyglądało to na zaplanowane zagranie. Punkty dla Wade'a i Miami, jeśli tak było.

Trzeci moment to większość trzeciej kwarty w wykonaniu Orlando. Z Howardem na ławce (4 faul) i z Marcinem Gortatem wykorzystywanym przy pick&rollach (...i niestety nie łapiącym dwóch piłek pod kosz od Nelsona), Magic uruchamiali extra-passy, robili masę pump-fake'ów i przez dobre 5-6 minut poza znakomitym ruchem piłki akcje kończyli czy to Nelson, czy Carter, czy Barnes, grający przecież z kontuzją palca. Był to taki krótki film instruktażowy o tym jak stworzyć ofensywę na prostych zagraniach i dobrej dystrybucji bez używania gry post-up oraz jak istotny jest pump-fake w NBA (Barnes). Gortat nawet po pick&rollach trochę zbyt mało agresywnie pokazywał się pod koszem, ale jego koledzy w tym czasie nie próżnowali.

Nie było to łatwe zwycięstwo Magic. Przypominany przez Douga Collinsa fakt, że grali w b-2-b niekoniecznie znaczył akurat tak wiele, bo mecz z San Antonio skończył się już w 28 minucie, ale Wade przejmował to spotkanie i tym razem miał trochę wsparcia od reszty zespołu. Nawet Mike Beasley (32 min, 3/11) trafił arcyważny floater w końcówce czwartej kwarty. Potem jednak ci sami koledzy Wade'a popełnili kilka błędów w dogrywce, a Beasley stracił piłkę w koźle czy zagapił się zostawiając Lewisa, który trafił daggera na 108:102. Nie było to dla Magic łatwe zwycięstwo, bo brakowało też Mickaela Pietrusa, a o Howardzie niewiele dobrego możnaby drugi dzień z rzędu powiedzieć.

A jednak znowu: Nelson, Carter i znowu Lewis, drugi dzień z rzędu. Orlando gra coraz lepszą koszykówkę, gdy inne teamy z czołówki dopiero szukają (Lakers, Dallas) albo zaczynają już same nudzić się swoją grą (Denver, Cavaliers), czekając na play-offy i powrót nieobecnych.

To było bardzo dobre 2.5 h z NBA. Jeden z najlepszych meczów, jeśli nie najlepszy w tym miesiącu. Był taki moment w trzeciej kwarcie, gdy między kolejnymi zagraniami - choć wynik był na styku - Barnes i Nelson uśmiechali się do siebie. Grali z wielką pewnością, tak samo Carter, ale tymczasem Heat kolejny raz pokazali, że potrafią grać z kontenderami. Przed nimi jeszcze 8 meczów na wyjeździe i aż 11 z drużynami powyżej 0.500. Jeśli to ma pomóc Beasley'owi wrócić do formy, to pierwsza runda play-offów na Wschodzie powinna być ciekawsza niż rok temu i może wcale nie Bucks czy Bobcats, ale jednak Heat mogą mieć największe szanse, by wyeliminować kogoś z pierwszej czwórki.

Orlando - Charlotte, Boston - Miami, Atlanta - Milwaukee i Cleveland w nagrodę z Toronto. Może być?

Drugi mecz minionej nocy "zaczął się" dopiero w drugiej kwarcie. TNT pokazywało dogrywkę z Miami. Tymczasem już w drugiej kwarcie Denver miało 20 punktów przewagi nad Nowym Orleanem..

Od jutra do przyszłego piątku nie będę raczej w stanie przeszkadzać Wam w surfowaniu po internecie swoją wersją wydarzeń w Day-to-Day'u. Przez tydzień zostanie on w rękach Przemka. W weekend czeka mnie wyjazd do Lublina na Mecz Gwiazd i innych graczy PLK, a od poniedziałku razem z Michałem Górnym będziemy reprezentować Zawszepopierwsze na kolejnych Mistrzostwach Polski Dziennikarzy w kosza, tym razem wyjątkowo w Brennej. W tym roku gramy w ekipie, której nazwy w zasadzie nie znam, ale będą w niej m.in. Wojciech Zeidler z PolskiegoKosza, Krzysiek Srogosz z Eurosportu czy Jakub Nowacki z rozgrywki.pzkosz.pl. Ostatnim razem energii starczyło nam do startu drugiej połowy (2x15min), więc w tym roku definitywnie liczymy na poprawę. Jeśli bylibyście gdzieś w pobliżu to nawet się nie zastanawiajcie - jeśli wolicie niewymuszone straty i spudłowane lay-upy, to lepiej zostańcie w domach, trwa przecież turniej NCAA (do niedzieli - www.mmod.ncaa.com i potem znowu od czwartku do niedzieli).

I czemu Ricky Rubio podaje ręczniki w Orlando (na zdjęciu)

komentarze (7) | dodaj komentarz

NCAA: MARCH MADNESS - FIRST ROUND - DZIEŃ PIERWSZY

piątek, 19 marca 2010 12:29


Sebastian Hetman

Pierwszy dzień TOURNAMENTU dostarczył chyba wszystkim sporo emocji. Odpadli faworyci, nie obyło się bez dogrywek i nerwowych końcówek. Zapraszam do podsumowania pierwszego dnia March Madness!!! Czujecie, że żyjecie?!? Ja tak!!!



MIDWEST REGION:


(1)Kansas Jayhawks vs.(16)Lehigh Mountain Hawks  90:74
Bez problemu rozstawieni z numerem jeden Jayhawks poradzili sobie z ekipą Lehigh. Trener Bill Self oszczędzał w tym spotkaniu przede wszystkim Cole'a Aldricha, który grał w sumie przez 25 minut. Kansas po pierwszej połowie prowadzili tylko sześcioma oczkami, ale spokojna gra w drugiej części spotkania pozwoliła im odjechać w sumie na 16 punktów. Marcus Morris, o którym wspominałem, iż będzie bardzo ważnym elementem KU rzucił 26 punktów i zebrał 10 piłek. Sherron Collins dodał 18 oczek i 6 asyst. Kansas bez problemu przeszli do drugiej rundy, gdzie czeka na nich niepozorna ekipa z Northern Iowa. Warto wspomnieć, że pośród graczy Lehigh wyróżnił się C.J. McCollum (26p-7z).
BOX SCORE

(8)UNLV Rebels vs.
(9)Northern Iowa Panthers  66:69
Rewelacyjnie spotkanie na styku. Przez cały mecz Rebels i Panthers wymieniali ciosy, więc nie obyło się bez nerwowej końcówki. Gracze UNLVprowadzili po pierwszej połowie, lecz ekipę Panthers do walki poderwał Ali Farokhmanesh (17p, 5-9 za 3). Przy stanie 66-63 na Northern Iowa wyrównującą trójkę trafił Oscar Bellfield (13 punktów) i Rebels doprowadzili do remisu po 66. Na 5 sekund przed końcem spotkania nie kto inny jak Farokhmanesh trafił game-winnera chyba z 458 metrów. Żartuję, ale rzut obrońcy Panthers był naprawdę z najwyższej półki, jeśli chodzi oczywiście o zimną krew i opanowanie. Zobaczcie sami! Panthers w second round zagrają z Kansas Jayhawks.
BOX SCORE



(6)Tennessee Volunteers vs. (11)San Diego State  62:59
Vols ku mojej przestrodze uniknęli porażki z solidną ekipą SDS. Po pierwszej połowie radosna koszykówka Tennessee zagwarantowała prowadzenie 34-26. W drugiej części spotkania D.J. Gay (16 pkt.) i Kelvin Davis (11 pkt.) ruszyli nieco ospały atak Aztecs. Volunteers wytrzymali końcówkę i przechodzą do drugiej rundy, gdzie zagrają z niesamowitą ekipę Ohio, która odesłałą do domu Georgetown Hoyas!!!
BOX SCORE

The Biggest Upset:
(3)Georgetown Hoyas  vs. (14)Ohio Bobcats  83:97
Nie mam pojęcia jak mam to wytłumaczyć, ale na tym polega całe piękno Turnieju NCAA. Rozstawieni z wysokiem numerem 3 Georgetown Hoyas pożegnali się z NCAA Tournament. Jestem nadal w szoku, ponieważ wielu ekspertów typowało Hoyas co najmniej do Elite Eight. Sam umieściłem ich w finale Midwest Region. Ohio Bobcats w samej pierwszej połowie rzucili aż 48 punktów, by w drugiej dorzucić 49. Nie do zatrzymania był Armon Basset, który robił co chciał z obrońcami GU (32 pkt.). Dobre spotkanie rozegrał także D.J. Cooper, zdobywca 23 oczek. Bobcats w całym spotkaniu trafili aż 13 trójek na 23 oddane. Nie pomogła dobra gra Chrisa Wrighta, który dla Hoyas uzbierał 28 punktów. Greg Monroe zagrał na swoim poziomie (19p-13z-6a-2b), ale i tak zabrakło wsparcia od pozostałych graczy, przede wszystkim od Austina Freemana (9 pkt, 4-11 z gry). Hoyas wracają do domu i jest to na dzień dzisiejszy największa niespodzianka pierwszej rundy. Ohio Bobcats w drugiej rundzie zagrają z Tennessee.
BOX SCORE



WEST REGION:

(5)Butler Bulldogs vs. (11)UTEP Miners  77:59
Jeśli chodzi o to spotkanie, widziałem tylko pierwszą połowę i naprawdę twardą grę zawodników UTEP. 33-27 po pierwszej części spotkanio zapowiadało raczej kontrolowaną grę ekipy Miners. W drugiej połowie Bulldogs zaatakowali, a w zasadzie zrobił to Shelvin Mack (25 punktów), który w całym spotkaniu trafił aż 7 trójek na 9 prób! Bulldogs byli w transie, a w zasadzie w transie był Mack, co zaowocowało rozbiciem w pył defensywy UTEP. Miners w drugiej połowie rzucili tylko 26 punktów, a Butler aż 50. W sumie drugą część spotkania mistrzowie Horizon League wygrali różnicą 24 punktów. Typowałem w tym spotkaniu UTEP, ale cieszę się, że Butler zagrają w drugiej rundzie. Są nieobliczalni, co przede wszystkim pokazało wczorajsze spotkanie. Shelvin Mack proszę Państwa!
BOX SCORE

The Biggest Upset:
(4)Vanderbilt Commodores vs. (13)Murray State Racers  65:66
Kolejną ofiarą March Madness zostali gracze Vanderbilt, którzy w tym sezonie byli rewelacją rozgrywek Big 12. Spotkania niestety nie widziałem, ale Danero Thomas z Murray State trafił chyba najważniejszy rzut w swojej dotychczasowej karierze. Murray State pokazali charakter , w zasadzie przez całą drugą połowę gonili wyżej rozstawioną ekipę Vanderbilt. Zobaczcie sami końcówkę. Danero Thomas odsyła Commodores do domu.
BOX SCORE



(7)Brigham Young Cougars vs. (11)Florida Gators  99:92 2OT
Gators w tym spotkaniu mieli w zasadzie dwie szanse, których nie wykorzystali. Ci, którzy oglądali to spotkanie zdają sobie z tego sprawę. W drugiej dogrywce szanse na awans Gators pogrzebał Jimmer Fredette, który w całym spotkaniu rzucił aż 37 punktów, w tym dwie bardzo ważne trójki w 2nd OT.  BYU zasłużenie przechodzą do drugiej rundy,tam czekaja na nich mocni Kansas State Wildcats.
BOX SCORE

(2)Kansas State Wildcats vs. (15)North Texas Mean Green  82:62
Tak jak podejrzewałem, K-State rozjechali niżej rozstawionych graczy North Texas. Wildcats grali bardzo luźno i w zasadzie zdominowali ekipę Mean Green już w pierwszej połowie. Z dobrej strony zaprezentował się Dennis Clemente (17p-6a), który możę w March Madness pokazać swoje prawdziwe oblicze. Jacob Pullen i Curtis Kelly dorzucili po 15 oczek. K-State w drugiej rundzie zagrają z BYU.
BOX SCORE



EAST REGION:

(1)Kentucky Wildcats vs.
(16)East Tennessee State Buccaneers  100:71
Spotkanie bez historii. Gdyby nie to, iż Wildcats odpuścili drugą połowę, Buccaneers mogli przegrać nawet różnicą 50ciu oczek. Eric Bledsoe rzucił 29 punktów (8-9 za 3), John Wall dorzucił 17 oczek (3-4 za 3) i Pattrick Patterson 22. W sumie UK trafili 15 trójek na 33, co w zasadzie jest niezłą zapowiedzią na kolejne rundy. Pośród ETS wyróżnił się Micah Williams, zdobywca 19 punktów.
BOX SCORE

The Biggest Upset:
(8)Texas Longhorns vs. (9)Wake Forest Demon Deacons  80:81 OT
Bardzo żałuję, że zasnąłem i nie obejrzałem tego spotkania. Pozostały mi mizerne skróty, ale poszperam gdzieś w sieci, aby obejrzeć całe spotkanie. Zacznę od tego, iż Texas Longhorns do połowy stycznia byli uważani za jeden z najlepszych zespołów w kraju. We wczorajszym spotkaniu niespodziewanie przegrali deskę aż 56-31, zawiedli zaś podkoszowi z Texasu - Damion James i Dexter Pittman, którzy razem rzucili tylko 21 punktów i zebrali TYLKO 14 piłek. Pośród Wake Forest rewelacyjnie zagrał Al-Farouq Aminu  (20p-15z) i Ishmael Smith (19p-12z-7a), który w dogrywce trafił rzut dający zwycięstwo i awans do drugiej rundy. Deacons odkupili winy za ubiegły rok, w którym nieoczekiwanie odpadli już w pierwszej rundzie za sprawą pamiętnej ekipy Cleveland State. WF w drugiej rundzie zagrają z Kentucky i będzie to jedno z ciekawszych spotkań, które odbędą się w nadchodzący weekend.
BOX SCORE



(6)Marquette Golden Eagles  vs.
(11)Washington Huskies  80:78
Kolejny świetny mecz, kolejna nerwowa końcówka. Quincy Pondexter na niecałe 2 sekundy przed końcem spotkania trafia, a Lazar Hayward niestety pudłuje z połowy boiska i to Huskies przechodzą do drugiej rundy, Smutny scenariusz dla Marquette, którzy pechowo trafili w peirwszej rundzie na solidną ekipę z konferencji Pac-10. Lazar Hayward (20p, 4-9 za 3) kończy karierę akademicką w dość niepożądany sposób, zaś Huskies na czele z Thomasem (19 pkt.) i Podexterem (18p-11z) zagrają z New Mexico.
BOX SCORE

(3)New Mexico Lobos vs. (14)Montana Grizzlies  62:57
Spotkania nie widziałem, ale Lobos uratowali swoje pupy w zasadzie pod koniec drugiej połowy. W drugiej rundzie zagrają z Washington Huskies, więc czeka ich bardzo trudny sprawdzian, który najzwyczajniej mogą oblać.
BOX SCORE



SOUTH REGION:

(6)Notre Dame Fighting Irish vs.
(11)Old Dominion Monarchs  50:51
Irish dość szybko pożegnali sie z Turniejem, a Luke Harangody zakończył karierę akademicką. W całym spotkaniu rzucił tylko 4 punkty, zaś ND w końcówce nie sprostali ekipie Monarchs. Carleton Scott (14p-10z) zagrał przyzwoicie, ale podczas nerwowej końcówki i próby dobitki z góry zawiesił się na obręczy i dotknął opadającą piłkę, czego oczywiście sędziowie nie zauważyli. Zebrał wtedy nie kto inny jak Gooody i trafił o deskę za dwa punkty. Nie zmieniło to zbytnio przebiegu spotkaniu i to Old Dominion zagrają w drugiej rundzie South Region.
BOX SCORE

(3)Baylor Bears vs.
(14)Sam Houston State Bearkats  68:59
Bears spotkanie rozpoczęli dośc ospale I po pierwszej połowie przegrywali 31-30. Gilberto Clavell (23 pkt.) z SHS nie odpuszczał i dziurawił razem za razem kosz rywali. W drugiej części spotkania obudził się lider Baylor - LaceDarius Dunn. Co prawda rzucił tylko 13 punktów, ale przy podwajaniu uruchamiał Ekpe Udoha (20p-13z-2b). Bears poradzili sobie w pierwszej rundzie, chociaż dopiero na około 5 minut przed końcem spotkanie wyszli na znaczące prowadzenie. W drugiej rundzie zagrają z Old Dominion.
BOX SCORE

The Biggest Upset:
(7)Richmond Spiders  vs. (10)Saint Mary's Gaels  71:80
Podejrzewałem, że gracze Gaels w tym roku pokażą na co ich tak naprawdę stać. Końcowy wynik spotkania z Richmond nie ukazuje przebiegu spotkania, ponieważ Gaels w pewnym momencie prowadzili różnicą 18 punktów. Omar Samhan (29p-12z)potwerdził swoją klasę i fakt, iż jest jednym z najlepszych środkowych w NCAA. Mickey McConnell i Clint Steindl trafili razem 8 trójek na 14 prób, zaś cała drużyna Gaels wygrała deskę 39-16. W drugiej rundzie spotkają się z Villanovą, którzy mają ogromny problem na tablicach i o mało nie odpadli wczoraj z Tournamentu.
BOX SCORE

(2)Villanova Wildcats vs. (15)Robert Morris Colonials  73:70
Scottie Reynolds trafił wczoraj tylko dwa rzuty z gry (2-15), ale był rewelacyjny na lini rzutów wolnych (15-16) i bezlitośnie wymuszał faule rywali. Gracze Robert Morris przez wiekszą część spotkania zaskakująco prowadzili róznicą 8-10 punktów. Końcówka należała do Reynoldsa, któremu sędziowie w zasadzie „podarowali" 4 rzuty wolne przy dwóch dyskusyjnych przewinieniach i jak to powiedział Maciek: „Gdybym był kibicem Robert Morris to bym się w%^&$#@". Przyznaję oczywiście rację, ponieważ nawet w dogrywce po raz kolejny nawalili sędziowie przy dyskusyjnym przewinieniu. Wildcats w doliczonym czasie gry uratował Mouphataou Yarou (17p-8z-3b), który wykorzystywał 4 przewinienia Dallasa Greena i skutecznie punktował w strefie pomalowanej. Karon Abraham (23 pkt., 5-11 za 3) był nie do zatrzymania i równo z końcową syreną mógł doprowadzić do drugiej dogrywki. Fakt faktem Wildcats w dogrywce bardzo przycisnęli w defensywie, ale Colonials nie mięli po prostu szczęścia przy w sumie trzech dyskusyjnych gwizdkach sędziów. W drugiej rundzie Villanova trafia na Saint Mary's i uwaga - będzie to kolejny trudny sprawdzian dla podopiecznych Jaya Wrighta.
BOX SCORE


ZAGRAJĄ DZISIAJ:

ZOBACZ

ESPN America pokaże:


 

komentarze (12) | dodaj komentarz

THE ROUND MOUND OF REBOUND

piątek, 19 marca 2010 10:17


Rafał Niewiadomski


Tęsknicie za nim czasami? Trochę? W ogóle? Nie chcę Was zamęczać długimi tekstami na temat tego kim był Barkley a kim nie był bo to już było wiele razy wałkowane. Był graczem wybitnym, jednym z tych, którzy urodzili się w złym czasie, bo o tytuły musiał walczyć z Michaelem Jordanem. A jak Mike zrobił sobie przerwę, to znaleźli się Rockets Olajuwona, którzy także nie dali szans Barkleyowi.

Nieważne. Barkley wciąż jest barwną postacią świata NBA. Tak sobię o nim przypomniałem bo na cnnsi.com pokazała się mała galeria zdjęć z różnych okresów jego kariery. Jest kilka fotek, których nie widziałem, więc i Wam polecam przejrzeć ją. W ogóle często zaglądajcie na cnnsi, bo bardzo często wrzucają arcy ciekawe galerie, jak choćby ta poświęcona uniwersyteckim latom Patricka Ewinga czy ta poświęcona underdogom March Madness. Często można znaleźć naprawdę fajne fotki. Zresztą kto widział kalendarze fachowców ze Sports Illustrated, tego namawiać specjalnie nie potrzeba...


A Barkley? Strasznie za nim tęsknię. Sir Charles w telewizyjnym studio to jednak nie to samo, co Charles na boisku. Nie ma i szybko nie będzie gościa, który choć trochę będzie taki jak on. Do tej pory nie potrafię znaleźć odpowiedzi na tak proste pytanie: jak to się stało, że taki gość osiągnął tak wiele.

komentarze (10) | dodaj komentarz

MNIEJ BIRDMANA W NAJBLIŻSZYCH TOP10?

piątek, 19 marca 2010 2:20

 

Marek Dziuba

Denver Nuggets zagrają dzisiaj mecz po trzech dniach przerwy. Ich rywalem będą New Orleans Hornets. Zapachniało trochę dniówką. Przyjrzyjmy się jednak pewemu niecodziennemu zjawisku. W poniedziałek w starciu z Houston Rockets nasz i Wasz ulubioniec - Chris "Pkaaa" Andersen nie był sobą (czytaj: nie wybił ani jednej piłki przy bloku w trzeci rząd trybun). Żeby tego było mało w ciągu 16 minut nie miał żadnego bloku. Pogrubiłem to nie bez powodu.

Raporty z Denver Post podały, że powodem może być złamany palec obrączkowy prawej dłoni. Wspomnianej kontuzji Andersen doznał w sobotę, kiedy Nuggets ograli Grizzlies. Wówczas rozdał pięć czap. A może to przez kostki? Albo kolana? Oczekuje się, w każdym razie że żaden z tych urazów nie powstrzyma go od gry. Mimo to procent spektakularnych bloków pewnie trochę spadnie. Nuggets powinni wiedzieć najlepiej, co robić. Na pewno muszą uważać na zdrowie tak kluczowego gracza.

Update: Decyzja o jego występie ma zapaść przed meczem.
Z innej beczki Birdman nie dotrzymał słowa i już dawno temu ściął brodę, ale nie miałem okazji o tym wspomnieć.

komentarze (3) | dodaj komentarz

RZUTY OSOBISTE, CZYLI NIE TAKIE ŁATWE PUNKTY JAK JE MALUJĄ

piątek, 19 marca 2010 1:14

"Antawn Jamison nie dowierza po spudłowanym osobistym numer 14776852322"            źródło: Getty Images

Marek Dziuba

Środowisko koszykarskie zwykło nazywać rzuty osobiste łatwymi punktami. (Shaq i Ben Wallace robią w tym momencie wielkie oczy). Te z reguły takimi powinny być, ale określenie "easy points" dla wielu zawodników nie ma z nimi nic wspólnego. Andris Biedrins "wolał" skończyć sezon niż dalej męczyć się na linii, niedługo potem Maciek wstawił video, jak to Emeka Okafor oddał mu hołd, wykonując dwa "soczyste" niedoloty.
Jeśli Was to ominęło to przeszukajcie archiwum z marca.

Ale powiedzcie mi, jak tłumaczyć zawodnika rozgrywającego 12 sezon w NBA, który w swojej karierze trafia ponad 70% osobistych, a odkąd gra w nowym klubie rzuca gorzej nawet o samego O'Neala? Simply amazing.

Tak Antawnie Jamison. AJ, choć ogólnie prezentuje się w barwach Cavs bardzo dobrze, tak to, co wyprawia na linii woła o pomstę do nieba. Z ostatnich 32 oddanych trafił zaledwie 11! 
I Ty, tak mówię do Ciebie, trafiłbyś więcej mój przyjacielu!

  • "To dobija, ponieważ obecnie każdy mój rzut osobisty jest za krótki. Niekiedy ledwo trafiam w obręcz. Sam w myślach mówię sobie, co jest grane?"

Być może to kwestia numeru. Jamison gra w Cavaliers z #4 na koszulce,i wykonuje osobiste podobnie jak poprzedni nosiciel "czwórki" Big Ben, a każdy wie jaką opinią jeśli chodzi o osobiste cieszy się Benio. Dobra, to wygląda już jak rozpaczliwe doszukiwanie się winy.

Antoni przyznał, że wpadł  w dołek
w tym elemencie. Sądzi, że wyjście z niego to kwestia mentalna i ja też tak myślę:

  • "Tu chodzi przede wszystkim o moją psychikę. Dopadło mnie coś takiego, że gdy na linii pudłuję jeden rzut to, to automatycznie wpływa na kolejny. Muszę to zmienić i zostawić za sobą. Przechodzę chwilowo przez ten kryzys, normalnie nie pozwalam, aby wpływało to na moją grę. Kiedy jesteś w rzutowym dołku, najważniejsze jest to, aby w nim nie zostać."

A żeby w nim nie zostać trzeba także ćwiczyć osobiste do bólu. Rzucać, rzucać, rzucać... i rzucać. Nie uwierzę, jeśli się ze mną nie zgadzacie. Zresztą Mike oddaję Ci głos.

komentarze (3) | dodaj komentarz

SZYBKI JAK...

piątek, 19 marca 2010 0:26

 

Marek Dziuba


Jest - jak widzicie na zdjęciu wyżej (jeśli coś widzicie) - tak szybki, że trudno ująć go w obiektywie. Kto to taki? Jeśli obserwujecie choć trochę New Orleans Hornets w tym sezonie nie powinniście mieć z tym najmniejszego kłopotu, ale zaraz, zaraz. To nie Chris Paul.


To oczywiście Darren Collison. Chłopak, o którym na początku rozgrywek niewiele wiedzieliśmy, wyszedł z cienia podczas absencji CP#3. Świetnie wykorzystał ten okres i grał (gra) rewelacyjnie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Sam Paul przyznał, że z każdej jego udanej akcji cieszy się tak samo lub nawet bardziej niż z własnej. W lutym Darren rzucał średnio prawie 22 punkty i rozdawał ponad 8 kluczowych podań co mecz, w marcu jego średnia punktowa nieco zmalała, ale kosztem asyst. Może żałować, że do wyścigu o tytuł Debiutanta Roku podłączył się zbyt późno. Lecz nie przejmuje się tym zbytnio i ma na oku pewien.. nieoficjalny tytuł.


Najszybszego zawodnika w lidze. Czemu nie?


  • "Uważam, że jestem najszybszym graczem w NBA. Miałem okazję zobaczyć w akcji Ty Lawsona i on też liczy się w tej kategorii, ale powiedziałbym bez wahania, że to ja jestem tym najszybszym."


Trudno to oszacować. Różnice między nimi są pewnie minimalne. Tym bardziej, że jeden może być szybszy bez,  a drugi z piłką. Jestem pewny jedynie tego, że krycie ich nie należy do przyjemności, skoro nie jest łatwo nadążyć za nimi nawet podczas transmisji ze spotkania. Szybkość to jest jednak jedna z tych zalet, która z wiekiem często drastycznie zaczyna zanikać.. ale nie ma co marudzić, póki co delektujmy się grą naszych sprinterów.

Kto jeszcze może się do nich zaliczyć? Aaron Brooks? Rajon Rondo? Derrick Rose? Leandro Barbosa? Macie jakiś swoich kandydatów?

komentarze (21) | dodaj komentarz

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 3210939

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1