Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 926 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



POPATRZCIE NA TĄ PLAŻĘ i NA TE ŁADNE DZIEWCZYNY

środa, 10 marca 2010 23:20
Maciej Kwiatkowski

źródło: nba.com

- Powyższe kociaki

- Staples Center

- Hollywood

- kalifornijskie plaże

- maksymalny kontrakt

- największą rywalizację od czasów M.J.'a i Knicks

- Blake Griffin

- Baron Davis, Chris Kaman i Eric Gordon

- Jordan

- nr 6

- wybór generalnego menedżera

- wybór trenera


To wszystko mogą zaoferować LeBronowi Jamesowi Los Angeles Clippers, po tym jak wyrzucili z klubu Mike'a Dunleavy'ego.




Podziel się:

komentarze (33) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MARCIN GORTAT BETWEEN-THE-LEGS

środa, 10 marca 2010 19:07

NCAA: CHAMP WEEK - CZ.1

środa, 10 marca 2010 18:16



Sebastian Hetman

Z pewnością wielu z Was śledzi Turnieje Konferencji, które rozpoczęły się w ubiegłym tygodniu. Szczęście w nieszczęściu dzisiaj znalazłem chwilę czasu po pracy aby się temu przyjrzeć. Spora garstka drużyn już zapewniła sobie awans do Tournamentu wygrywając swoje spotkania w finałach poszczególnych konferencji.

Przypominam, że zwycięzca danego Conference Tournament zapewnia sobie awans do NCAA Tournament. Poniżej tabelka przedstawiająca rozstrzygnięcia w niektórych konferencjach.

 

ZA NAMI:

Horizon League
- bezapelacyjnie, tak samo jak w sezonie regularnym gracze Butler udowodnili swoją dominację. W finale zdemolowali Wright State 70-45. Dla Bulldogs był to szósty tytuł Turnieju Horizon League, a co za tym idzie czwarty z rzędu awans do NCAA Tournament. Przy okazji był to dwudziesty wygrany mecz z rzędu w tym sezonie. Podczas March Madness Bulldogs jak zwykle będą groźni i nieprzewidywalni.

West Coast Conference (WCC
)
- zasłużenie po swój drugi tytuł w historii sięgnęli gracze Saint Mary's Gaels. Pierwszy raz udało im się w 1997 roku, zaś każdy stawiał raczej w tym na Gonzagę. Gaels zagrali najlepszy mecz w tym sezonie, zagrali najlepsze spotkanie jakie widziałem z ich udziałem, zagrali po prostu rewelacyjnie całą druga połowę i pokonali mocną ekipę Bulldogs 81-62. Grali z polotem, szczególnie w defensywie i nikt mi nie powie, że Omar Samhan nie potrafi bronić. Najlepszy defensywny gracz w WCC miał problemy w pierwszej połowie, zaś w drugiej zagrał rewealcyjnie.W całym spotkaniu uzbierał 9 punktów, 7 zbiórek i 6 bloków. Dla Saint Mary's jest to pierwszy awans do NCAA Tournament od 2008 roku. W finale WCC świetne zawody rozegrali także Ben Allen (20p-9z) oraz Mickey McConnell (26p, 4-7 za 3).

Metro Atlantic Athletic Conference (MAAC)
- tak jest, Siena Saints. Święci w finale pokazali niesamowitę wolę walki. Przegrywali różnicą 11 oczek po pierwszej połowie. W drugiej części spotkania „Świętych" do walki poderwał Edwin Ubiles (27p-7z), który trafił dwa bardzo ważne rzuty za 3 punkty. W dogrywce Saints nie oddali prowadzenia i wygrali po raz trzeci z rzędu MAAC Tournament.

JUŻ GRAJĄ:

Atlantic 10
- w pierwszym dniu rozgrywek turnieju A-10 miłą niespodziankę sprawili gracze Massachussetts. U-MASS pokonali wyżej rozstawioną ekipę Charlotte po nerwowej końcówce 59-56. Spotkania ćwierćfinałowe zostaną rozegrane w czwartek. Faworytem są raczej gracze Temple, ale nie skreślałbym walcznych Dayton Flyers, Z drugim numerem twardo grającym w obronie gracze Xavier również są kandydatem do tytułu.



Big East
- najlepszy według mnie Conference Tournament w USA. Pamiętacie co działo się w ubiegłym roku? 6 dogrywek pomiędzy U-Conn i Syracuse oraz mocne występy West Virginii i Louisville były nieodłączną cześcią spektaklu w Madison Square Garden. W tym roku również nie zabraknie emocji w Nowym Jorku.

Już wczoraj sporą niespodziankę sprawili miejscowi i nieobliczalni St. John's, którzy pokonali dość łatwo Connecticut 73-71. Sporo emocji dostarczył także pojedynek Cincinatti z Rutgers. Bearcats wygrali 69-68. Chciałbym zwrócić uwagę na pierwsze cztery drużyny sezonu zasadniczego. Syracuse, Pittsburgh, West Virginia i Villanova grają koszykówkę na najwyższym poziomie i jestem ciekaw jak podejdą do spotkań z teoretycznie niżej rozstawionymi rywalami.

Po cichu liczę także na Notre Dame. Irish w tym sezonie mieli kłopoty, grali bez Luke'a Harangody'ego i co najważniejsze, nie szło im bez niego wcale tak fatalnie. Dzisiaj zagrają z Seton Hall, którzy w pierwszej rundzie po wyrównanym spotkaniu pokonali Providence 109-106.

Jeżeli macie okazję obejrzeć na dobrych łączach Big East Tournament - nie zwlekajcie!!! Uwierzcie mi, że jest na co popatrzeć. Emocje, emocje, emocje!!!



ROZPOCZYNAJĄ DZISIAJ:

Swoje zmagania rozpoczynają dzisiaj drużyny z konferencji Big 12, Big West, C-USA, MVC, PAC-10, Southland i SWAC. O wynikach poszczególnych spotkań i drabinkach napiszę kilka słów w najbliższym czasie.


Stay tuned!!! It's Champ Week!!!



Podziel się:

komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NETS NIE ZDOBĘDĄ MISTRZOSTWA NBA DO 2015?

środa, 10 marca 2010 16:15

 

Piotr Makulec

 

Pamiętacie ostatnią sondę Sports Illustraited, w której pytano o największego brutala w NBA? Tym razem SI.com zapytało 173 zawodników z ligi o to, "który zespół ma najmniejsze szanse na zdobycie mistrzostwa w ciągu najbliższych pięciu lat?" Najczęsciej wymienianymi drużynami były...


New Jersey Nets: 31%
Minnesota Timberwolves: 16%
Memphis Grizzlies: 15%
New York Knicks: 11%
Los Angeles Clippers: 5%

Charlotte Bobcats: 5%


Cleveland Cavaliers i Indiana Pacers otrzymały po jednym głosie. Mnie tylko trochę dziwi, że w pierwszej piątce (szóstce, bo Bobcats i Clippers ex aequo na piątym miejscu) zabrakło Golden State Warriors... A Wy jak uważacie? Zgadzacie się z wynikami głosowania?

 



Podziel się:

komentarze (18) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 9 MARCA

środa, 10 marca 2010 11:32

GDZIE TO ANDREW BOGUT POWINIEN BYĆ TŁUMNIE OGLĄDANY (NIE LAKERS)

środa, 10 marca 2010 9:27
Maciej Kwiatkowski


MIAMI 78, CHARLOTTE 83


Na pięć minut przed końcem drugiej kwarty Miami Heat prowadziło 42:27, na 9 minut przed końcem meczu jeszcze dziewięcioma, ale przez całą drugą połowę Raymond Felton (15 pkt, 11 as) i D.J. "Gdzie byłeś przez cały sezon?" Augustin (10 pkt) robili wszystko, by możliwie jak najszybciej przeprowadzić piłkę na stronę Heat. Dla Bobcats zwykle jest to niezmiernie istotne z dwóch przyczyn. Po utracie Flipa Murray'a, w half-court offense mogą w zasadzie polegać tylko na rzutach Stephena Jacksona (17 pkt, 6/17), który jako jedyny gracz Rysiów jest w stanie wykreować sobie pozycję do rzutu i trafiać (w przeciwieństwie np do Feltona) te z ciężkich pozycji. Zarówno Felton, Gerald Wallace (8 pkt, 17 zb), jak i Boris Diaw (11 pkt, 8 zb, 5 as, 3 blk, 4/11) potrzebują natomiast czystych pozycji, a o te nie jest łatwo jeśli nie posiada się żadnej podkoszowej broni w grze tyłem do kosza. Tą rolę zwykle pełnią swing-mani, Jackson albo Wallace - ten drugi jednak tylko okazjonalnie.

Bobcats szukali więc jak najwięcej łatwych okazji do rzutu lub aby mieć po prostu jak najwięcej czasu na rozegranie ataku pozycyjnego w celu znalezienia możliwie jak najlepszej pozycji.

Dwyane Wade (27 pkt, 2 as, 11/26) miał podobny problem z doborem okazji. Dopóki Wade radził sobie  w pierwszej połowie z defensywą Cats, Heat prowadzili. Kiedy dobra defensywa Jacksona zmusiła go do oddawania jump-shotów - Wade trafił w całym meczu tylko 1/12 (10/14 z lay-upów).

Przez dwie i pół kwarty tego meczu Heat grali jednak bardzo dobrze - kolejny raz po ostatnich zwycięstwach z Lakers i Hawks. Erik Spoelstra rzucał na parkiet różnego rodzaju strefy (najwięcej widzialem tych 2-3 i 1-1-3), coś co powinno stać się regularną metodą na Cats. Felton jednak nieustępliwie przyspieszał tempo i choć tego dnia Jermaine O'Neal trafiał niemal wszystko z lewego skrzydła (6/9), to Heat mieli tylko 12 asyst w całym spotkaniu.

Lubię takie zażarte defensywnie mecze dwóch dosyć ułomnych ofensywnie drużyn. Wolę to niż zażarte ofensywne mecze dwóch dosyć ułomnych defensywnie drużyn. Zresztą publice w Charlotte też się chyba podobało, bo jeszcze nie widziałem ich w tym sezonie tak rozpalonych. Nawet przy zwycięstwach nad Lakers czy Cavaliers. Dla Charlotte spotkania z Miami znaczą najwyraźniej coś więcej. To regionalne derby południowego wschodu i to takie, w których Bobcats mają w tym sezonie bilans 3-0.

Nie widzę jednak sytuacji, w której i Cats i Heat dadzą się na koniec sezonu wyprzedzić przez Bulls, tracących swoje serce defensywy, czyli Joakima Noah (vide 132 punkty stracone u siebie przeciwko Utah). To niesprawiedliwe dla Bulls ,ale z drugiej strony oddając Salmonsa sami przyznali, że nie chodzi o ten sezon, tylko o kolejne.


BOSTON 84, MILWAUKEE 86


Kolejny minionej noc mecz z tych jakie lubię. Dużo dobrej defensywy i pośrodku absolutnie dominujący center (najbardziej kompletny środkowy ligi), któremu Celtics nie mogli sprostać w żadnym momencie tego meczu. Kendrick Perkins może dawać wycisk Dwightowi Howardowi, ale nadal jeszcze ma duże problemy w zatrzymaniu środkowych próbujących grać przodem do kosza.


Andrew Bogut (25 pkt, 17 zb, 4 blk) jest w rewelacyjnej formie po All-Star Weekend, a Bucks są już na piątym miejscu i może nie dogonią Bostonu i Atlanty, ale z jedną z tych drużyn powinni zaliczyć co najmniej sześciomeczową serię play-offs. Już dwa tygodnie temu Hawks potrzebowali dogrywki, by pokonać ich na własnym parkiecie. Pamiętam też, bo oglądalem i opisywałem tamten mecz, że podwajali go wtedy od pierwszej kwarty. Minionej nocy Celtics grali zupełnie nieźle, ale mieli po prostu za mało, by pokonać Milwaukee Boguta.

Poza Australijczykiem drugą różnicę w tym meczu zrobił Paul Pierce, pudłując 9 z 12 rzutów (1/7 z jump-shotów). Przez cały mecz Celtics nie mogli też uaktywnić Ray'a Allena, który oddał zaledwie trzy rzuty, wszystkie za trzy punkty - niecelne.

Ale i tutaj w dużej mierze było to spowodowane fantastycznym (i to jest dobre słowo o czym poniżej) interior-defense trzymanym przez Boguta, który dominował ten mecz, trafiając też różnego rodzaju lewe pół-haki oraz dwukrotnie oplakatował Perkinsa i Glena Davisa. Ciężko mi to w zasadzie ująć w słowa, ale Celtics byli bardziej wystraszeni pod koszem niż ostatnio Pau Gasol.


Mecz był zacięty od pierwszych minut. Celtics prowadzili najwyżej 45-39 w drugiej kwarcie, za sprawą aż 20-punktowego wejścia ławki rezerwowych, która po All-Star Weekend jest zdecydowanie jedną z najlepszych w lidze (Robinson-Finley/Allen-Daniels-Davis-Wallace). Debiutujący Michael Finley rzucił szybkie 5 punktów w pierwsze 5 minut swojej gry. Bucks byli za to 7 punktów do przodu na 2.40 minuty przed końcem (86-79) - to była ich największa przewaga, ale od tego momentu nic już nie rzucili. Nie musieli, bo jeden Bogut trzymał Celtics z dala od kosza, a wcześniej przez cały mecz wspomagały go rzuty Carlosa Delfino (19 pkt, 8 zb, 5/8 za 3) i 6/11 jump-shotów Johna Salmonsa (16 pkt).

Aby jeszcze lepiej pokazać totalną dominację Boguta:

Perkins oddał aż 6 jumperów (pierwszy raz w sezonie aż tyle) i miał tylko 3 próby spod kosza. . Garnett trafiał z półdystansu (4/10), ale miał tylko jedną skuteczną akcję in-the-paint - w dodatku technicznie był to dunk w kontrze. Pierce w pomalowanym był 1/4. Tylko Rajon Rondo (20 pkt, 6 as, 8/9 ft) niewiele sobie z tego wszystkiego robił, ale to akurat cały Rondo.


Po All-Star Weekend Milwaukee w 8 z 12 meczów nie dało sobie rzucić więcej niż 90 punktów i od 17 lutego przegrali tylko raz - w Atlancie, w back-2-back, po dogrywce. Bogut plus banda średnich graczy, którzy chcą ze sobą grać oraz świetny trener, który jak mało kto w NBA potrafi tak szybko przekładać teorię w praktykę, czyli w grę swojej drużyny.


TORONTO 107, LA LAKERS 109


Pamiętacie jeszcze określenie "Kobe and the Lake Show"? Jak przez mgłę? Ja też. Kobe Bryant (32 pkt, 6 as, 11/20) po raz kolejny uratował Lakers. Pau Gasol (17 pkt, 9 zb, 4/11) spudłował sześć z dziewięciu lay-upów, dwa razy nawet przerzucił obręcz, kolejny raz robiąc "pupu" na środku parkietu - Bryant wziął, zamiótł i posprzątał wszystko. Jak zwykle. W tym sezonie trafił 7 z 13 10 ostatnich rzutów w meczu i jest w tym absolutnie genialny. Możecie nie znosić gościa, nie lubić gościa, ale to też dlatego, że boicie się tego gościa. Nawet nie ruszyłem brwiami, gdy trafił jeden z najcięższych game-winnerów jakie widziałem. Nie przypadkowych - po prostu ciężki rzut, gdzieś z rogu, prawie zza tablicy, przy asyście dwóch obrońców.

Raptors nie mieli jakichkolwiek szans, siły fizycznej czy może po prostu czasem 'jaj' (szczególnie Andrea Bargnani) i energii by zatrzymać Andrew Bynuma (22 pkt, 6 zb). Bynum działał na pomalowane Raptors jak zastrzyk usypiający w zadek. Mógł do woli kręcić piruety, by opuszczać piłkę nad obręczą. Gdy Lakers przestali wrzucać mu piłkę w drugiej kwarcie - schodzili na przerwę z 8 punktami straty, też przez 7/10 trójek Toronto. Gdy przestali mu dogrywać w czwartej kwarcie - potrzebowali rzutu Bryanta, by pokonać najgorzej broniący team tego sezonu.

Słaby ball-movement ratowała dobra defensywa w polu trzech sekund i na półdystansie, ale z kolei Raptors przez cały mecz mieli otwarte trójki, więc nie było tutaj tak dobrze jak w Orlando - w drugiej połowie Raptors po prostu przestali je trafiać. Gdyby Chris Bosh (22 pkt, 7 zb, 7/18) był w swojej formie z tego sezonu, a póki co szuka jej po ponad dwutygodniowej absencji, Raptors może mieliby lidera w czwartej kwarcie, którego im ewidentnie zabrakło.

To o czym napisał któryś z dziennikarzy Lakers w trakcie meczu (bodajże Dave McMenamin, najlepszy w całym Lakerlandzie) - triangle-offense polega na wybieraniu opcji w zależności od tego jak zachowuje się defensywa. Reagowanie na nią i szybkie podejmowanie decyzji jest jej główną siłą. Lakers tymczasem narzucali sobie opcje z góry, nie czytając obrony Raptors, która w zasadzie tylko czekała by rzucić jej 125 punktów tej nocy. Do tego doszło 2/12 z jump-shotów Rona Artesta, Shannona Browna (to jest cały czas pozycja jaką grał rok temu Trevor Ariza, który trafiał każdą czystą trójkę...) i 3/15 za trzy całego zespołu. Jakiś plus to tylko 16 strat w ostatnich dwóch meczach i chwile konsekwencji gdy piłka grana była pod kosz do Bynuma, który powinien był tutaj rzucić spokojnie 40 punktów, gdyby dostawał ją regularnie.

Najwięcej talentu, wzrostu/długości ramion pod koszami, jeden z najlepszych trenerów w historii, najlepszy closer, gracz (widzicie jak po cichu to przemieszczam, subtelnie? Tak dobry jest LeBron w tym roku) najlepszy podkoszowy jakiego od czasu Sabonisa dał nasz kontynent, najwszechstronniejszy silny skrzydłowy dekady, dwóch. Tymczasem nadal trwa Kobe and the Lake No-Show. Naprawdę dużo lepiej ogląda się ostatnio zespoły ubogie w talent jak Bobcats czy Bucks, ale które grają chociaż do swoich możliwości. To niedorastanie do nich staje się w wykonaniu Lakers zwyczajnie frustrujące, a to był już mój siódmy mecz z kolei i zanosi się na ósmy w piątek z Phoenix.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że grając tylko trochę lepiej mogą nadal wygrać mistrzostwo w tym roku. Są jednak małe szanse, że zrobią to jako 'wielki zespół', mogący się równać z tymi najlepszymi z minionych 20-30 lat.

PS. Lapo Elkann...właśnie. Pisze o tym w pierwszym artykule ESPN'owski Daily Dime. Tak nazywa się jeden z kibiców w Staples Center, który w kluczowym momencie przeszkodził Jose Calderonowi w uratowaniu piłki na aucie. Tak więc Kobe Bryant, Lapo Elkann & The Lake No-Show.



Podziel się:

komentarze (26) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 104 095

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u