Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 926 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



JUST DO IT TORONTO, JUST DO IT

niedziela, 14 marca 2010 19:41

Marek Dziuba




Co się dzieje w Toronto? Dzieje się źle. Na szczęście widzi to Chris Bosh i wściekły po porażce z Warriors "pokazał jaja" [standing ovation] i przemówił odważnie w cichej szatni Raptors. (swoją drogą bardzo ciekawie musi być w niej po porażkach z New Jersey)

"Po prostu zróbmy to. Zacznijmy poważnie traktować walkę o Playoffy. Pokażcie, że Wam też zależy!

Musimy robić te rzeczy, które wygrywają mecze. Nie wykonujemy ich. Ławka Warriors była głośniejsza od nas, a przecież oni grają o nic, a my walczymy o Playoffy. Staramy się o piąte miejsce, ale każdego dnia spada
my coraz niżej. Powinniśmy nastawiać się na koszykówkę w Playoff, a to nie jest koszykówka na tym poziomie. Ich ławka była żywsza od naszej. Ich zawodnicy częściej nas powstrzymywali. Zbierali więcej piłek w ataku. Każdy starał się robić wszystko. [...] Jestem przekonany, że kiedy ludzie spoglądają na terminarz i widząc Toronto, zaznaczają nas w zwycięskiej kolumnie. Zawodzimy ich. Potrafię zrozumieć, jeśli przegramy spotkanie po walce, ale my.. nie walczymy."

Pewnie pojawiły się też niecenzuralne słowa, ale je sobie odpuśćmy. "Dinozaury" grają jak.. "Dinusie". Przegrały 8 z 9. ostatnich spotkań, wczoraj z cyrkiem drużyną Dona Nelsona i mają obecnie bilans 32-32. Zajmują więc ósmą lokatę na Wschodzie.


Szkoda, że żaden zespół nie jest w stanie im jakoś zagrozić. Dziewiąte w tabeli Chicago, które mogłoby nawiązać walkę, zaatakowane plagami kontuzji wywiesiło białą flagę, a pozostałe drużyny są zwyczajnie za daleko. Raptors awansują do Playoffs. Tak. Ale jeśli to tak dalej będzie wyglądać to nie wiem, czego chcą tam szukać. Bez obrony? Are you kidding me? Inna rzecz: zwyczajnie na to nie zasługują.


Gdyby Playoffy na Wschodzie stratowały dziś:

 

Cleveland (1) - Toronto (8)
Orlando (2) - Miami (7)
Atlanta (3) - Charlotte (6)
Boston (4) - Milwaukee (5)


Która rywalizacja zapowiadałaby się najciekawiej?




Podziel się:

komentarze (30) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 13 MARCA 2010

niedziela, 14 marca 2010 9:59

DAY-TO-DAY: GDZIE LEPIEJ NIE PRÓBUJ WYGRAĆ MECZU 50 PUNKTAMI

niedziela, 14 marca 2010 5:50
Maciej Kwiatkowski

ORLANDO 109, WASHINGTON 95

Dwight Howard (28 pkt, 15 zb, 5 as, 2 blk) na pewno dostanie jeden z moich głosów na miejsce w pierwszej trójce MVP. Z Howardem jest tak jak tylko z LeBronem Jamesem. Obaj nie wybierają meczów, w których mogą wrzucić na luz - po prostu dominują konkurencję. Howard wziął ze sobą do Waszyngtonu swój kostium bestii, Brandon Bass (30 min, 16 pkt, 9 zb) pożyczył od niego drugi zapasowy i obaj zdominowali strefę podkoszową. Nie Andray Blatche i jego 32 punkty.


Magic wygrali ósmy mecz z rzędu i choć pozwolili Wizards na 49% z gry, czy też być może ich najlepszą pierwszą kwartę w tym sezonie (33-20), to jeszcze przed czwartą Wizards mieli na koncie tylko 17 zbiórek. Blatche był rewelacyjny jako go-to-guy w pierwszych 15 minut. Flip Saunders gra nawet jedną zagrywkę, w której Blatche jest podsłaniany aż przez trzech swoich kumpli, by dostać piłkę 4-5 metrów od kosza po przebiegnięciu wzdłuż linii końcowej. Takie rzeczy przechodziły w pierwszej kwarcie, gdy Blatche trafił 7 z 8 rzutów. Wizards prowadzili na początku drugiej nawet 43-30, ale Magic po jednym z time-outów po prostu założyli im kaganiec i zrobili od tego momentu run 39-12 w 2 i 3q. Blatche tymczasem ubrał kostium Davida Westa i jako pierwszy silny skrzydłowy od dwóch lat zaliczył mecz z 32 punktami i tylko 4 zbiórkami.

Oczywiście - mecz toczył się nawet już w pierwszej kwarcie swoim torem dla Howarda. Po 14 minutach miał double-double (14/10), a potem dołączyli do niego inni. Zwłaszcza jeden - wyrastający na jednego z moich ulubionych graczy w lidze.

Kibice w Waszyngtonie prawdopodobnie bardziej niż inni gdziekolwiek nie znoszą uczelni Duke. Gdy JJ Redick (18 pkt, 2/3 za 3) był gwiazdą Blue Devils, fani uczelni Maryland przychodzili na mecze nawet w koszulkach "F*** Duke". Raz udało im się wykraśc numer komórki Redicka, by następnie zaspamować mu skrzynkę odbiorczą sms-ami treści wiadomo jakiej. Gdy Redick zmienił numer, fani Terappins zdobyli numer jego rodziców i zaczęli dręczyć także i nich. Rodzice Redicka też musieli zmienić numer, a gdy Duke gościło w Maryland, gwizdy, buczenie, drwienie i obrażanie były na porządku dziennym.

Tym razem gdy Redick wszedł pierwszy raz na parkiet nie było tak dużo hałasu. Było go jeszcze mniej potem. Redick trafiał trójki, gościł na linii (6/6), trafiał rzuty po screen&rollach. Świetny mecz. Tego lata będzie zastrzeżonym wolnym agentem i Otis Smith może być zmuszony wyrzucić za niego niemałe pieniądze. Choć może nie 6 mln rocznie jak w przypadku Marcina Gortata, ale za 4-5 mln na 4 lata ktoś na pewno zapragnie mieć go u siebie. A wracając do Duke - może gdyby nie był graczem Duke, to poddałby się wcześniej po dwóch pierwszych sezonach przesiedzianych na ławce.

Magic oddali tylko 14 trójek (trafili 8), nie więcej, bo niszczyli Weezies w polu trzech sekund. Blatche nie miał za sobą na zbiórce nikogo kto trzymałby go w asekuracji. JaVale McGeeTree - 22 min., 1/6, 3 zb., wszystkie w ataku) . Alonzo Gee, którego pierwszy raz w życiu widziałem w grze, był liderem Wizards na deskach - całe 5 zbiórek. Gortat miał jedną więcej.

Jedna rzecz jeszcze - Shaun Livingston (31 min, 8/11) miał pierwszy znakomity mecz od kiedy pamiętam. W Thunder rok temu ani razu nie zagrał tak dobrze. Trafił 7 z 10 jump-shotów, grając jako jedynka i za każdym razem gdy trafiał w pierwszych 10 sekundach akcji, gdy była to kontra, czy taka nabiegana pół-kontra - miałem te fleszbeki, które towarzyszyły mi w sezonie 2005/06 Clippers. Na początku tej dekady też marzyłem, by Livingston stał się drugim wcieleniem Penny'ego Hardaway'a. wczoraj miał 18 punktów, 8 asyst w swoim drugim 10-dniowym kontrakcie. I mam nadzieję, że zarówno on, jak i Josh Howard z zerwanym ACL znajdą nowe kontrakty właśnie w Waszyngtonie. To wbrew pozorom dobra i szanująca swoich graczy organizacja.

Al Thornton (15 pkt, 0 as, 6/15) dla mnie, a kto dla Was ma najgorzej wyglądający rzut w lidze?

Taki, że oglądacie mecz, patrzycie jak rzuca i macie ochotę zmienić kanał - podkoszowych nie licząc, Shawn Marion to też zbyt proste. Kevin Martin też. Darren Collison? Pamiętam, że przed debiutanckim sezonem Thornton został w sondzie nba.com wskazany przez innych rookies, jako ten, który jest najbardziej gotowy do gry w NBA. Zrobiłem małą sondę u siebie w pokoju i wyszło mi, że Thornton jest też przygotowany do gry w lidze hiszpańskiej lub greckiej.


DENVER 125, MEMPHIS 108

Marc Gasol (17 pkt, 7 zb, 6 as, 6/8 z gry) z pewnością powinien otrzymać nagrodę MIP. Dla mnie to pewniak. Chyba przełknąłbym tylko nominację dla Russella Westbrooka. W każdym razie Gasol zaczął te swoje postępy od biegania latem po Pirenejach, zrzucenia jakiś dziesięciu kilo, by potem zostawić mnie w totalnym rozczarowaniu, po tym jak widziałem jego bardzo przeciętną grę na EuroBaskecie.

Tymczasem przyszedł training-camp, nadszedł sezon i nowa wersja przystrzyżonego Marca Gasola to jeden z moich ulubionych środkowych. Przyznaję, że trochę nie doceniałem tych postępów z pierwszych miesięcy rozgrywek (czytaj: nie robiłem wszystkiego, by przechwycić go w lidze dynastycznej w fantasy), ale sezon dalej trwa, a Gasol nadal trzyma ten równy poziom. Mimo bardzo długiego lata. Dlatego tutaj ma dla mnie przewagę nad Westbrookiem, który w tym sezonie jest tym kim Don Nelson chciał by został Monta Ellis.

Problem w tym, że Gasol jest jeszcze nadal zbyt grzeczny na boisku. W tym sensie, że mógłby dla Grizz znaczyć więcej, gdyby tylko wiedział jak przy zdobywaniu punktów bezpardonowo wykorzystywać przewagę siły fizycznej i finezyjnych umiejętności. Tymczasem 37 minut gry i zaledwie 8 rzutów.

Nene zagrał bowiem 4 minuty w pierwszej połowie (3 faule). Nie było Kenyona Martina, a Nuggets grali obok Chrisa Andersena Johanem Petro czy Malikem Allenem. Niestety nie robiło to na Gasolu wrażenia typu "Muszę zabić tego gościa". Gdyby tak było - Grizzlies powinni prowadzić do przerwy dużo wyżej niż sześcioma punktami i być może nie zgasliby tak łatwo po przerwie.

Gdy tylko jednak Nuggets poprawili słabą w pierwszej połowie defensywę i gdy tylko - co widać było wyraźnie po energii - wyszli po przerwie jakby ktoś kazał w szatni chodzić im pół minuty po rozżarzonym węglu - stopy ruszały się szybciej na pomocy, stopy ruszały się szybciej w kontrze. A potem J.R. Smith (30 pkt, 7/10 za 3) postanowił zamordować Grizzlies.

Nuggets zdobyli 40 punktów w czwartej kwarcie, a w zasadzie ósmej - bo grali b-2-b (Grizz zresztą też), a Smith miał ten dzień, w którym nie możesz nic zrobić, by go zatrzymać. Wyjdź na 7 metr, to rzuci trójkę z ósmego itd itd. JR Swish trafił siedem trójek i w samej czwartej kwarcie rzucił 19 punktów, gdy Rudy Gay (12 pkt, 38 min) po przerwie nie rzucił ani jednego. Zero. 5/11? Przynajmniej pięć rzutów za mało. Mike Conley (3/10, 2 a) zrobił fatalną robotę w dystrybuowani piłki, OJ Mayo równie znakomitą. Gay stał w rogu i akcje po prostu nie szły przez niego. Mayo miał 25 punktów, ale 1 asystę. Mike Conley 2 asysty. 3 asysty od swojego startującego backcourtu.

Nuggets pokazali jednak w tym meczu, że podobnie jak Orlando mają ten przełącznik ON/OFF, który obecnie posiadają jeszcze chyba tylko Cavaliers. Włączyli go w drugiej połowie i połknęli Grizzlies na starcie czwartej kwarty (12-0 i przewaga +12 po 3 minutach). 58% z gry, 38-30 na deskach przeciwko jednej z najlepiej zbierających drużyn i tylko 8 strat. Bez 60 minut w rotacji Martina i Ty'a Lawsona. Denver Earthquakes, bo tak wyglądają gdy robią "run", fizycznie i szybkościowo dominując mecz w ofensywie.


NEW YORK 128, DALLAS 94

Widziałem ten mecz. Nielegalnym torem, toteż miałem zwyczajny problem ze streamem, który zamrażał mi go co 15-20 sekund na 4-5 kolejnych. Jak dla mnie to Mavericks mieli może z 40 punktów w tym meczu. Nie będę nic pisał konkretnie o grze Knicks, prócz tego, że mieli ten dzień, jeden w miesiącu, gdy trafili 16 z 30 trójek, Toney Douglas (po raz trzeci w piątce) miał 21 punktów i 8 asyst. Bill Walker miał 23 punkty - widziałem może z cztery. Mavericks natomiast trafiali zaledwie 41%, nie przegrali desek, ale byli -27 w rzutach za trzy punkty.

W każdym razie mam taki ciekawy stat. W zasadzie dwa - nie wiem który lepszy. Mavericks jak może pamiętacie pokonali Knicks w Nowym Jorku 50 punktami, by teraz w rewanżu przegrać u siebie -34. Interesujące?

Być może, ale lepsze jest to: każda z czterech drużyn w historii, która przegrała mecz różnicą 50 punktów - wygrała potem kolejny mecz między tymi zespołami.


Tak więc Mavericks nauczyli się, że lepiej nie wygrywać z kimś różnicą 50 punktów. Zwłaszcza u niego w hali. Nueva York - jak mieli na koszulkach Knicks minionej nocy. W zasadzie jestem ciekaw - jak to być kibicem Knicks po takiej krwawej i genialnej uroczystości w wykonaniu graczy Waszej drużyny? Dla Dallas była to pierwsza porażka po 13 zwycięstwach z rzędu.


W piątek nie było day-to-day, bo i Orlando/Chicago było bardziej krwawe dla Bulls niż genialne dla Magic. A Warriors (przegrali z Portland) zwyczajnie w tym sezonie nie mogę oglądać. Stephena Curry'ego w tym sezonie znam prawie tylko z opinii innych i kilku pojedynczych kwart. Z kolei mam nadzieję, że widzieliście Lakers w Phoenix w nocy z piątku na sobotę. Mecz pod napięciem w drugiej połowie. Tyle złego sędziowania dla drużyny gospodarzy nie widziałem już dawno. Suns w zasadzie nie mają tutaj jednak match-upu, co zresztą chyba pisałem po tym jak zostali rozbici dwa razy w Staples Center w pierwszej połowie sezonu. Suns są jednym z tych niewielu dobrych zespołów w tym sezonie, który wyraźnie ma problem z odnalezieniem swojej tożsamości, gdy widzi przed sobą żółty trykot Lakers.

Tymczasem po porażce Memphis można już wstępnie założyć, że na miesiąc przed play-offami będzie się o nie bić tylko 17 drużyn. I to dając jeszcze dosyć iluzoryczne mimo wszystko szanse Bulls, a raczej Bulls-less, bo bez Joakima Noaha, Luola Denga, czy nawet teraz bez Derricka Rose'a to najzwyczajniej zupełnie inny zespół. Czeka nas więc dużo meczów o nic, ale też spotkań pułapek, gdy rzadziej wykorzystywani gracze dostaną swoją szansę i pogrążą jakiegoś faworyta. Tak jak Douglas i Walker zrobili to minionej nocy w Dallas. Miłego dnia.



Podziel się:

komentarze (12) | zaloguj się, aby dodać komentarz

A TY KOMU ODDASZ PIŁKĘ W DECYDUJĄCEJ AKCJI?

niedziela, 14 marca 2010 2:48
Marek Dziuba


Pierwsze odpowiedzi na to, co mogło przyjść Wam do głowy po zobaczeniu wpisu: nie to nie jest Day-to-Day, Kobe nie trafił wczoraj game-winnera, bo jak skoro Lakers w ogóle wczoraj nie grali. A więc o co chodzi? To tylko mały sondaż.


Wielu z Was zarzuca mi to, że jestem ślepo zapatrzony w LeBrona. Muszę się troszkę obronić, bo skoro mam za zadanie pisać głównie o sprawach Cavs [czego staram się unikać], to trudno o nim nie pisać. Tak. Jestem pod wrażeniem jego gry, ale dostrzegam też jego gorsze strony, występy itd. Potrafię też docenić jego największego konkurenta, Kobe'go Bryanta, co dla wielu (obustronnie) stanowi problem.

To właśnie o Kobe'm chciałem nawiązać, bo nie można zaprzeczyć, że to wielki zawodnik i trudno to podważać, po tym jak zamknął wszystkim usta po zdobyciu mistrzostwa bez Shaqa. W tym sezonie zgubiłem się już w tym, ile rzutów na wagę zwycięstwa trafił. Być może było ich więcej od wygranych New Jersey Nets.

Podeprę się dzisiaj opinią trenera Suns [ulegli Lakersom w piątek 96:102], Alvina Gentry'ego. Gentry uważa Kobe'go za najlepszego "closera" w historii NBA. Jak się domyślam, chodzi o zawodnika, który najskuteczniej "zamyka" mecze, dobija swoich rywali przy decydujących akcjach.

  • "Dla mnie jest najlepszym "closerem" w historii tej gry. I tak, na tej liście znajduje się też Michael Jordan. Po prostu to co zrobił w tym roku, 6 zwycięskich rzutów, które przychodziły w ostatnich akcjach.. to coś, czego chyba jeszcze nikt nie dokonał. Staraliśmy się sprawić, aby ktoś inny w ich zespole [Lakers] był takim 'zamykaczem', ale on nie odpuszcza. Widziałem nawet, że rzucał, mając na sobie trzech obrońców. Zawsze trzeba się jednak starać, aby piłka nie trafiła w jego ręce."

Poniżej tylko trzy game-winnery Black Mamby z tego sezonu. Te równo z syreną:



Hmm.. to (Kobe)mu oddałbym piłkę w decydujących sekundach meczu, a Wy?




Podziel się:

komentarze (23) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MIKE BROWN, CLEVELAND I PRESJA PRZEZ DUŻE "P"

niedziela, 14 marca 2010 2:03
Marek Dziuba

Zawsze staram się o to, aby na blogu pisać to co sam myślę, tworzyć specyficzne wpisy. Ciągle się uczę. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że bardzo lubię również tłumaczyć artykuły zza oceanu. Sądzę, że to też poniekąd sztuka, bo bez pewnej znajomości NBA nawet to nie jest łatwe. Chciałbym Wam więc przedstawić przełożony na nasz język ojczysty tekst jednego z moich ulubionych NBA-owskich pisarzy, Johna Schuhmanna o trenerze Mike'u Brownie i ogromnej presji, jaka na nim ciąży. Mam nadzieję, że nie będziecie mi mieli tego za złe.

 

 

Zanim LeBron James powrócił w piątek do gry po dwumeczowej absencji, został zapytany o to, czy istnieje szansa na to, że po swojej zawodniczej karierze w NBA zostanie szkoleniowcem.

W swoim siódmym sezonie w lidze LeBron na parkiecie stał się kimś w rodzaju trenera i przyznał nawet, że potrafi sobie wyobrazić siebie kiedyś jako asystenta. Ale to byłoby na tyle.

"Nie chcę być głównym szkoleniowcem, mogę od razu wam to powiedzieć. Nigdy nie będę trenerem w NBA.

Na tym stanowisku ciąży zbyt duża presja."

James powinien bez problemu dostrzegać to, jak ogromna odpowiedzialność leży w rękach trenerów, ponieważ ostatnio na żadnym ta nie jest tak wysoka jak na Mike’u Brownie.

W poszukiwaniu pierwszego mistrzostwa NBA zarówno dla Jamesa jak i Cleveland, generalny menadżer klubu Danny Ferry wykonał już swoją robotę. Kiedy drużyna potrzebowała zawodnika, który miał ściągnąć ciężar zdobywania punktów z barków LeBrona, Ferry sięgnął po Mo Williamsa. Kiedy zaś potrzebowała dodać masy i centymetrów pod kosz by lepiej zmagać się z Dwightem Howardem, Ferry pozyskał Shaquille’a O’Neala. Gdy brakowało wzrostu na skrzydłach, Danny podpisał umowy z Anthonym Parkerem i Jamario Moonem. A kiedy Kawalerzyści potrzebowali silnego skrzydłowego potrafiącego rozciągnąć grę, Ferry ściągnął Antawna Jamisona.

Właściciel Cavs, Dan Gilbert chętnie finansował każdy ruch. Był i jest gotowy wydać pieniądze na wszystko, aby tylko wyprowadzić zespół na jak najlepszą pozycję w walce o upragniony tytuł mistrzowski.

Teraz ogromna presja spoczywa oczywiście na Brownie. To on musi złożyć wszystkie elementy do kupy i w czerwcu oddać trofeum Larry’ego O’Briena w ręce Gilberta.

Cavs są w gruncie rzeczy w analogicznej sytuacji, co rok temu. Mają zarówno najlepszy bilans jak i najlepszego  (spornie) zawodnika w lidze. Tym razem dysponują jednak głębszym, bardziej utalentowanym i wszechstronnym składem. Nie przegrali żadnego z 11 spotkań, gdy przez kontuzję ramienia z gry wypadł Mo Williams, a bez Shaqa mają na swoim koncie 11 zwycięstw i tylko 2. porażki. Po raz pierwszy od trzech lat wygrali nawet mecz bez Jamesa.

„Coach B” będzie pierwszą osobą, która powie wam, że to najlepszy zespół, jaki kiedykolwiek prowadził, ale wspomni również, że presja, jaką odczuwa nie różni się wcale od tej, przez którą przechodził sezon temu, czy w 2007 roku, kiedy Cavs dotarli do Finałów.

Dla mnie jest ona ciągle taka sama. Nie gramy o drugie miejsce, by mieć najlepszy bilans czy zdobyć tytuł mistrza dywizji. Naszym celem jest mistrzostwo. I jeśli go nie wygramy, to będę przejęty. Przez ostatnie cztery lata zdążyłem przez to przechodzić.

Nigdy nie zabolało tak mocno jak w ubiegłorocznych Finałach Konferencji, gdzie Cavs ulegli Magic. Winno-Złoci nie mieli wówczas nikogo, kto mógłby przeciwstawić się Dwightowi Howardowi, choć gdyby Rafer Alston nie trafił sześciu trójek w Game4 wynik być może byłby inny - gdybanie powiecie. Bądź co bądź Brown ciągle zastanawia się, co mógł zrobić inaczej, aby zmienić przebieg tamtej serii.

Przed i w tegorocznym postseason również czeka go mnóstwo trudnych decyzji.

Dopiero za 8 dni Cavaliers będą mogli ponownie związać się z Zydrunasem Ilgausasem, Shaq prawdopodobnie nie będzie gotowy do wyjścia na boisko do samych Playoffs, a Jamison opuścił piątkowy pojedynek z Sixers przez uraz kolana. Lecz w pewnym momencie Mike będzie musiał wybierać spośród sześciu wysokich, mając również opcję gry Jamesem na czwórce. Sortowanie czeka także rotację na obwodzie.

"Kiedy masz tak głęboki team jak my, to jedno z największych wyzwań. Trzeba przy tym dać poczuć każdemu zawodnikowi, że jest jego częścią, upewnić się, że w danym momencie gra się właściwymi kombinacjami. Wolę mieć jednak takie problemy.

Absencja O’Neala i niewiadoma w sprawie czasu jego powrotu utrudnia zadanie szkoleniowcowi. W każdym razie Brown przeszedł już dwa eksperymentalne etapy w tym sezonie: w listopadzie, kiedy badał, którymi podkoszowymi grać jednocześnie, i miesiąc temu, gdy na „pokład” przybył Jamison.

W obu etapach występowały pewne komplikacje, ale szybkie spojrzenie na statystyki powie wam, że były one niewielkie. Możliwe, że w tych rozgrywkach Cavs osiągną nieco mniej zwycięstw niż rok temu (66), ale mają obecnie 3 mecze przewagi nad Lakers.

Oczywiście, kiedy przyjdzie 17 kwietnia, drużyna Browna zacznie wszystko od zera, tak jak każdy inny klub, który awansował do Playoffs. 16 zwycięstw od tytułu.

I to jest ten czas, w którym naciśnięty zostanie pewien „przycisk” a presja na Brownie da o sobie znać mocniej.

I nie zapominajmy też, że James latem stanie się wolnym agentem I że miasto Cleveland nie cieszyło się z mistrzostwa w jakiejkolwiek sportowej dyscyplinie od 46 lat.



Podziel się:

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 104 095

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u