Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 927 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



DWIGHT SIĘ ZIRYTOWAŁ

czwartek, 18 marca 2010 17:46
Przemek Kujawiński

W dzisiejszym wpisie na swoim blogu Dwight Howard postanowił napisać kilka słów do swoich krytyków. Bezpośrednim powodem były wczorajsze słowa analityka ESPN Skipa Baylessa, który powiedział, że Dwight jest jednym z najmniej atletycznych (sic!) dużych graczy w lidze. Miał dodać do tego stwierdzenie, że Howard nie jest "zwycięzcą" i że nie jest pewny, czy Dwight będzie w stanie zagrać wielki mecz w playoffs. Nie słyszałem jakie były to dokładnie słowa (bo kto wie, czy Howard ich trochę nie przekręcił) ale znając Baylessa pewnie nie było to nic przyjemnego. Skip najwyraźniej postanowił odpuścić trochę LeBronowi (to on właśnie nazwał go księciem Jamesem) i znaleźć inny obiekt krytyki. Howarda zabolało to na tyle mocno, że jak sam napisał musiał zrzucić to z piersi:

"(...) Czyżbym 40 punktów i 14 zbiórek w zaciętym meczu finałów konferencji to nie był wielki mecz w playoffs?(...) Wygląda na to, że mnóstwo ludzi ma problem z tym jak gram ale kiedy ostatni raz sprawdzałem to doszliśmy w zeszłym roku do finałów. Ze mną grającym dokładnie tak samo jak teraz. Ludzie krytykują mnie za uśmiechanie się i zabawę na parkiecie ale nie zamierzam zmieniać tego kim jestem, mojej osobowości, czy czegokolwiek we mnie dla kogoś. (...) Gra sprawia mi przyjemność i nie  obchodzi mnie, to co ludzie mówią o tym, że za dużo się uśmiecham, czy mam za dużo zabawy. Hej robię to co kocham i zamierzam czerpać z tego przyjemność. (...) Mogę mieć noce, kiedy nie będę za dużo trafiał ale wciąż będę grał w obronie, zbierał i robił wszystkie te małe rzeczy. Liczby nie kłamią.(...) Jeśli myślicie, że uśmiecham się za dużo i mam za dużo zabawy to idźcie zapytać tych, którzy muszą bronić przeciw mnie całą noc czy jestem taki miły.(...)"

Dwight wydaje się być zwyczajnie miłym człowiekiem. Swoją drogą ostatnio poznałem kogoś, kto chodził z Howardem do liceum i powiedział mi, że to nie są pozory. Nie da się jednak ukryć, że przeważnie lepiej oceniamy tych graczy, którzy mają zacięte miny i po których widać, że "się starają". Howard bywa oceniany po swoim uśmiechu, który ma czynić z niego mięczaka i kogoś bez pasji zwycięstwa. Czy faktycznie tak jest? Zgodzę się z Dwightem w dwóch rzeczach. Liczby nie kłamią a najlepiej o tym, czy Howard jest mięczakiem powinni wiedzieć jego rywale. Choćby Celtics i Cavaliers, którzy nadziali się na Orlando w zeszłym roku.

Nie jestem wielkim fanem Howarda. Nie ze względów personalnych. Jeśli kibicuję komuś w tej lidze to właśnie Orlando. I właśnie dlatego do Dwighta nie mogę się do końca przekonać bo uważam, że ma dużo większy potencjał i chciałbym go w końcu zobaczyć w repertuarze zagrań a'la Hakeem Olajuwon. Być może fajnie byłoby kiedyś doczekać się Howarda z zaciśniętymi ustami bijącego się w piersi ale jak sam mówi nie ma zamiaru się zmieniać i wychodzi na to, że musimy to uszanować. Howard zostanie tym uśmiechniętym "dzieciakiem" i dobrze. Choć niestety może mu to czasem przeszkodzić w byciu docenionym i zebraniu kilku punktów więcej w głosowaniu na MVP sezonu. Zwłaszcza, że kto wie, czy na dzień dzisiejszy nie zasługuje już nawet na miejsce numer 2.



Podziel się:

komentarze (18) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NCAA: MARCH MADNESS - THE BIG DANCE

czwartek, 18 marca 2010 16:21

Sebastian Hetman


Zatańczymy? Owszem! Dzisiaj swój taniec rozpoczynają 64 zespoły z Division I. Jakby to rzekł Dick Vitale - „It's Madness baby, it's Madness!!!". NCAA TOURNAMENT rusza dzisiaj pełną parą i nie zabraknie emocji, tak jak w ubiegłym roku. Chciałbym się z Wami podzielić swoimi typami, spostrzeżeniami i przede wszystkim pokazać swój „bracket", który poprowadzi mnie aż do samego Final Four w Indianapolis.

Na początek wracamy na chwilę do CONFERENCE CHAMPIONSHIP. Turnieje konferencji również dały „do wiwatu" wszystkim fanom NCAA. Przede wszystkim Big East Championship był jednym z najciekawszych turniejów w tym roku. Poniżej tabelka przedstawiająca końcowe wyniki w poszczególnych konferencjach.




Wracając do March Madness - podzielę sobie całą zapowiedź na kilka kategorii. Jestem na L4, więc postaram się zrobić to w trybie bardziej zaangażowanym. Oto moja wizja NCAA TOURNAMENT 2010!!!


NAJWIĘKSI PRZEGRANI:
North Carolina Tar Heels - ubiegłoroczny mistrz NCAA nie zakwalifikował się do Turnieju, a po rewelacyjnej drużynie z ubiegłego roku została tylko w miarę stabilna forma Deona Thompsona. Tar Heels zostali zaproszeni do Turnieju NIT, chociaż ten fakt nie zadowala raczej kibiców UNC. Roy Williams musi włożyć w zespół wiele pracy przed sezonem 2010/2011.


Mississippi State Bulldogs - Bulldogs od awansu do Turnieju dzielił zaledwie jeden kosz. W Finale SEC Championship zagrali z Kentucky Wildcats i równo z końcową syreną do dogrywki doprowadził środkowy UK DeMarcus Cousins. Ostatecznie Bulldogs przegrali 75-74 i można tylko spekulować co by było gdyby zagrał w tym sezonie Renardo Sidney. Miss-State grają obecnie w Turnieju NIT.


NAJWIĘKSI WYGRANI:
Notre Dame Fighting Irish - w przeciwieństwie do ubiegłego seoznu Irish wytrzymali trudną końcówkę i w Big East Championship dotarli aż do półfinału. Grali kilka spotkań bez Luke'a Harangody'ego, dla którego jest to ostatni sezon w barwach Notre Dame. Cieszy fakt, iż Notre Dame zagrają w NCAA TOURNAMENT. W pierwszej rundzie spotkają się z nieobliczalną ekipą Old Dominion.

Saint Mary's Gaels - rewelacyjny występ w finale WCC Championship zapewnił graczom Gaels automatyczny awans do Turnieju. Świetnie spisujący się Omar Samhan może być głownym motorem napędowym w pierwszej rundzie. Gaels spotkają się z drugim zespołem konferencji A-10 - Richmond. Trzymam kciuki!



WYGRALI OPENING ROUND:

Arkansas-Pine Bluff Golden Lions - w rundzie kwalifikacyjnej pokonali Winthrop Eagles 61-44. W pierwszej rundzie NCAA TOURNAMENT zagrają z Duke Blue Devils.




MIDWEST REGION -
TAM, GDZIE AŻ STRACH ZAGRAĆ

Najciekawsze spotkanie pierwszej rundy:
(7)Oklahoma State vs. (10)Georgia Tech - rewelacyjny match-up z rewelacyjnymi zespołami. Plusem Oklahoma State jest z pewnością Big 12 POY James Anderson. Anderson z łatwością zdobywa punkty praktycznie z każdej pozycji na boisku.  22 punkty w każdym spotkaniu to spore wyzwanie dla obrońców Georgia Tech, tak samo jak upilnowanie drugiego strzelca Cowboys. Obi Muonelo to znakomity stricky-shooter, który nie boi się rzucać za 3 punkty. 43% skuteczności - Yellow Jackets uważajcie. Geergia Tech natomiast dysponują znakomitą siłą podkoszową. Gani Lawal i Derrick Favors powinni dać z siebie jeszcze więcej niż po 12-8 w każdym spotkaniu. Ich gra na bardzo dobrym poziomie w pierwszej rundzie może okazać się kluczem do zwycięstwa nad mocąa ekipą z konferencji Big 12. Tak czy inaczej nie można przegapić tego spotkania, które pokaże ESPN America w piątek o godz. 00:00 czasu polskiego.

Mogą rozczarować:
Tennessee Volunteers - Vols w pierwszej rundzie grają z nieobliczalną ekipą San Diego State, których cała liga zna z rewelacyjnej gry na tablicach. Gracze Tennessee mają ogromne problemy na bronionej tablicy i brakuje im centymetrów. Wayne Chism będzie musiał zagrać spotkanie życia, aby poradzić sobie z wysokimi SDS. Podobnie jak Scotty Hopson, który w NCAA TOURNAMENT może być główną bronią podopiecznych Bruce'a Pearla.

Czarny koń:
Georgetown Hoyas - legendarni Hoyas przegrali po zaciętej końcówce w finale Big East Championship z West Vriginią, ale są o wiele mocniejsi niż mogłoby się wydawać. Greg Monroe od początku marca gra rewelacyjnie. RE-WE-LA-CYJ-NIE! Żaden środkowy w NCAA nie rusza się z taką łatwością i nie ma tak szerokiego pola widzenia. Monroe gra bardzo dobrze tyłem do kosza i co najważniejsze - kreuje swoich partnerów w grze inside-outside. Chris Wright i Austin Freeman - na nich będzie spoczywać ogromna odpowiedzialność rozbijania obrony strefowej i gry w kontrataku. Ten pierwszy jest znakomitym móżgiem podopiecznych trenera Thompsona III, zaś Freeman to seryjny strzelec, który w jednej połowie spoktania potrafi rzucić co najmniej 20 punktów. Hoyas będą bardzo groźni i mogą zajść co najmniej do Elite Eight.

Nie mogą zawieść:
Kansas Jayhawks - od najlepszej (najwyżej rozstawionej) drużyny w kraju wszyscy będą dużo wymagać, lecz nie chodzi tu tylko o Final Four. Jayhawks przegrali tylko dwa spotkania w tym sezonie i są bardzo mocnym kandydatem do wygrania TOURNAMENTU. Kluczowym aspektem nie będzie gra Sherrona Collinsa i Cole'a Aldricha (ponieważ Bill Self może zawsze na nich liczyć), ale dobre występy freshmana Xaviera Henry'ego i rewelacyjnie spisującego się ostatnio Marcusa Morrisa. Starterzy KU będą potrzebować także wsparcia z ławki, a tam ognia dodają biały strzelec Brady Morningstar , Tyshawn Taylor i Markieff Morris. Jayhawks mogą zdobyć drugi tytuł na przełomie trzech ostanich lat.

Musi podkręcić poziom:
Evan Turner (Ohio State) - kandydat do nagrody National Player of The Year i najlepszy gracz konferencji Big Ten będzie grał z pewnością na najwyższych obrotach, aby Buckeyes dotarli co najmniej do Elite Eight. Turner jest w pierwszej piątce kandydatów do Draftu 2010 i będzie musiał to potwerdzić znakomitymi występami podczas Turnieju.



Zagrają w REGIONAL FINAL: (1)Kansas Jayhawks i (3)Georgetown Hoyas




WEST REGION -
TAM, GDZIE BĘDĄ WALCZYĆ

Najciekawsze spotkanie pierwszej rundy:

(8)Gonzaga vs. (9)Florida State - zarówno Bulldogs jak i Seminoles to dwie bardzo nieobliczalne ekipy. Zags przegrali nieoczekiwanie w finale WCC, zaś Florida State ma sporo do udowodnienia. W szeregach Bulldogs kluczową postacią powinien być Matt Bouldin, który nieco zawiódł w finale WCC. Również środkowy Robert Sacre i skrzydłowy Elias Harris muszą spełniać podobne role jakie spełniali w ubiegłym roku Josh Heytvelt i Austin Daye. Z kolei w szeregach FSU przełomowy sezon miał środkowy Solomon Alabi, który przybrał na masie i poprawił grę w ofensywie. Najlepszy obrońca ACC - Chris Singleton powinien udowodnić swoją wartość i ograniczyć poczynania Graya, czy Harrisa.

Mogą rozczarować:
Butler Bulldogs - gracze Butler w pierwszej rundzie spotykają się z mocną ekipa UTEP. Silni i wysocy podkoszowi ograniczą z pewnością poczynania Matta Howarda, więc Butler powinni być zmuszani do ciągłej gry na obwodzie. Plusem Bulldogs jest z pewnością dobra gra piłką, która bardzo szybko chodzi na obwodzie. Gordon Hayward będzie musiał dać z siebie wszystko.

Czarny koń:
Pittsburgh Panthers - graczePanthers pokazali w tym sezonie charakter i znaleźli się bardzo wysoko w WEST REGION. Patrząc na „bracket" mają łatwą drogę do Sweet 16 i schody zaczną się dopiero przy walce o awans do Elite Eight. Nie skreślałbym jednak szans podopiecznych trenera Dixona, o których sile w tym roku stanowią gracze obwodowi - Gibbs, Wanamaker i Dixon. Panthers będą bardzo niewygodnym rywalem i kto wie, może awnasują do Elite Eight.

Nie mogą zawieść:
Syracuse Orange - zawiedli w zasadzie w ćwierćfinale Big East Championship przegrywając z ekipą Georgetown. Co najgorsze - kontuzji nabawił się podstawowy środkowy Orange Arinze Onuaku, bez którego będzie bardzo ciężko dojśc do Final Four. Onuaku ponoć ma zagrać, nie wiadomo jednak czy już w pierwszej rundzie przeciwko Vermont, którzy 5 lat temu sprawili nie lada niespodziankę.  pokonując w pierwszej rundzie właśnie ekipę Syracuse. Co ciekawe, w tym roku po obu stronach parkietu staną dwaj bracia - Kris Joseph (Syracuse) i Maurice Joseph (Vermont). Orange są faworytem, ale stały poziom muszą utrzymać podstawowi gracze Jima Boihema. W drodze do Indianapolis dużo będzie zależeć od Rautinsa i Jacksona. Szczególnie ten drugi będzie musiał dać z siebie o wiele więcej, nawet gdy zagra obolały Arinze Onuaku. Najważniejszym kluczem będzie tak czy inaczej obrona strefowa, która pozwołila Pomarańczowym w tym sezonie wygrać  aż 28 spotkań.

Musi podkręcić poziom:
Wesley Johnson (Syracuse) - lider Syracuse będzie musiał zagrać na wyższym poziomie niż Carmelo Anthony w pamiętnym roku 2003. Johnson obniżył nieco loty z początkiem marca, ale biorąc pod uwagę ciężką sytuację z Onuaku - nie ma innego wyjścia, musi zagrać na poziomie Most Outstanding Player i poprowadzić ekipę Orange do Indianapolis.



Zagrają w REGIONAL FINAL: (1)Syracuse i (2)Kansas State




EAST REGION - TAM, GDZIE ZAGRA JOHN WALL

Najciekawsze spotkanie pierwszej rundy:

(6)Marquette vs. (11)Washington - dwa zespoły, które grają podobną koszykówkę, opierającą się na ścisłej taktyce i grze na tablicach. Świetne spotkanie ukazujące drużyny z dwóch legendarnych konferencji, reprezentujących inne style gry - Big East i Pac-10. Washington Huskies wygrali Pac-10 Championship i pokazali, iż mimo średniego sezonu mogą grać na bardzo przyzwoitym poziomie. Z kolei Golden Eagles dzielnie walczyli w trudnej konferencji Big East i zasłużenie zostali rozstawieni z szóstą lokatą w EAST REGIONAL. Pod lupę należy brać pojedynek na dwóch pozycjach. Quincy Pondexter i Isaiah Thomas sprawdzą swoje możliwości przeciwko liderom z druzyny trenera Buzza Williamsa. Lazar Hayward i Jimmy Butler powinni stoczyć świetny bój odpowiednio z Pondexterem i Thomasem.

Mogą rozczarować:
Kentucky Wildcats - UK już przed sezonem zostali mianowani najlepszym zespołem na przełomie pięciu ostatnich lat. Co ciekawe naszpikowany gwiazdami zespoł Johna Calipari ma ogromne problemy z rzutami za 3 punkty. Ledwie 34% może nie wystarczyć do zdobycia mistrzostwa NCAA. Baaa! Wildcats mogą odpaść w Elite Eight z mocną ekipą West Virginii. Obawiam się, iż Kentucky może podążyć drogą Memphis Tigers z 2008 roku, którzy pod wodzą Johna C przegrali po dogrywce w finale z Kansas Jayhawks. UK może zgubić niedoświadczenie trzech podstawowych freshmanów - Johna Walla, DeMarcusa Cousinsa i Erica Bledsoe.

Czarny koń:
West Virginia Mountaineers - rewelacyjna maszyna z WVU powinna działać bez zarzutu. Posezonowi mistrzowie Big East są kandydatem do Final Four i moim faworytem do sprawienia niespodzianki w Elite Eight. Najmocniejszym punktem zespołu będzie Da'Sean Butler. Butler to typowy lider i najlepszy cluth-player w NCAA. W ostatnich sekundach wygrał co najmniej 6 spotkań dla Mountaineers, w tym dwa w ostatnio rozgrywanym turnieju Big East Champioship. Na Butlera mogą liczyć nie tylko jego koledzy z zespołu, ale także trener i kibice. Nie powinien zawieść w kluczowych momentach spotkań.

Nie mogą zawieść:
Kentucky Wildcats - dlaczego? „UK już przed sezonem zostali mianowani najlepszym zespołem na przełomie pięciu ostatnich lat." Chyba nikt nie dopuszcza myśli, iż Wildcats nie zagrają co najmniej w Final Four. Od Johna Walla będą oczekiwać cudów, gry na kosmicznym poziomie. Również trener Calipari będzie pod presją. Czy Wildcats wytrzymają? Przekonamy się o tym za jakieś 2-3 tygodnie.

Musi podkręcić poziom:
John Wall (Kentucky) - „Mesjasz" i przyszły nr. 1 Draftu 2010 nie może zagrać poniżej oczekiwań. Wall czuje na plecach oddech Evana Turnera w pogoni za statuetką NPOTY. W swoim pierwszym sezonie gra naprawdę rewelacyjnie (średnio 17 punktów i 6 asyst), ale jego zmorą są nadal rzuty za 3 punkty (ledwie 31%) i straty (aż 4 w każdym spotkaniu). Wall musi pokazać, iż jest wart tych wszystkich pochwał i wyróżnień, a co za tym idzie musi poprowadzić Wildcats co najmniej do Finału.


Zagrają w REGIONAL FINAL: (1)Kentucky vs. (2)West Virginia



SOUTH REGION -
TAM, GDZIE ODPADNIE DUKE

Najciekawsze spotkanie pierwszej rundy:
(8)California vs. (9)Louisville - podpobnie jak w East Region kolejne starcie konferencji Pac-10 i Big East. Cardinals w porównaniu do ubiegłego roku grają nieco gorzej, ale głownym atutem będzie bardzo dobrze grający środkowy, którego z kolei brakuje w Californii. Samardo Samuels z LU(bo o nim mowa) w tym sezonie gra na dobrym poziomie i nie widzę nikogo, kto mógłby go zatrzymać w strefie pomalowanej. Z kolei Golden Bears brak solidnego środkowego nadrabiają mocną siłą obwodową. Jerome Randle (18,7 pkt.), Patrick Christopher (16,0 pkt.) oraz Theo Robertson (14,1 pkt.) rzucają bardzo dobrze za 3 punkty i w zasadzie jest to główna broń całego zespołu Golden Bears. Cardinals radzą sobie dobrze w defensywie, szczególnie na obwodzie (Smith, Sosa i Siva), więc zapowiada się naprawdę ciekawe spotkanie. Polecam!

Mogą rozczarować:
Purdue Boilermakers - osłabieni brakiem Robbie'go Hummela Boilermakers mogą odpaść już w pierwszej rundzie z nieobilczalną ekipą Siena Siants, którzy nie odpuszczają ani jednej sekundy w każdym spotkaniu. Potrafią odrabiać 16-to punktowe straty i wracają często z dalekiej podróży. Graczy Purdue czeka ciężka batalia, a co za tym idzie nie mogą zawieść E'Twaun Moore i JaJuan Johnson.

Czarny koń:
Baylor Bears - Bears powinni gładko przejść przez pierwsze dwie rundy. Nie jestem do końca pewien, czy poradzą sobie w starciu o awans do Elie Eight, ale wiem jedno - są bardzo stabilnym zespołem i potrafią grać przeciwko najlepszym, co pokazywali nie raz w konferencji Big 12. Bears w tym roku mogą sporo namieszać, szczególnie w South Region. Pod lupę weźcie występy niesamowitego LaceDariusa Dunna, który będzie stanowił o sile zespołu wspólnie z Tweety'm Carterem.

Nie mogą zawieść:
Duke Blue Devils - który to już raz z rzędu podopieczni Mike'a Krzyzewskiego są wysoko rozstawieni? Od lat gracze Duke są typowani bardzo wysoko, jednak w meczach o wysoką stawkę padają ofiarą niżej rozstawionego przeciwnika, szczególnie w NCAA TOURNAMENT. Diabły do Sweet 16 mają łatwą drogę, powinni także dojść do Elite Eight. Wielu eskpertów twierdzi, iż graczom Coacha K brakuje twardości i wytrzmyałości psychicznej w końcówkach spotkań. Blue Devils w tym sezonie wyglądją inaczej. Mają przede wszystkim mocną ławkę i niesamowitą trójkę, którą reprezentują John „Chrzan" Sheyer, Kyle Singler i Nolan Smith. We trzech rzucają średnio 53 punkty w każdym spotkaniu (na 78 całej drużyny). Patrząc na doświadczenia z zeszłego roku (porażka w Sweet 16 z Villanovą) Blue Devils nie mogą rozczarować swoich fanów. Tym bardziej, iż w Elite Eight spotkają się najprawdopodobniej właśnie z Wildcats (Villanova).

Musi podkręcić poziom:
Scottie Reynolds (Villanova) - rozgrywający Wildcats w meczach o wysoką stawkę gra znakomicie i chyba wszyscy pamietają jego pamiętne coast-to-coast w meczu z Pittsburghiem (Elite Eight). Reynolds rzutem z końcową syreną zapewnił ekipie Wildcats awans do Final Four. W tym roku powinien grać bardzo dobrze, zważając na chęć powtórzenia sukcesu z ubiegłego roku oraz na fakt, iż jest to jego ostatni sezon na uczelni i trzeba popracować także nad pozycją przed Draftem 2010.


Zagrają w REGIONAL FINAL:
(1)Duke vs. (2)Villanova


TYPY SEBY H.:
Final Four: (1)Kansas vs. (1)Syracuse oraz (2)West Virginia vs. (2)Villanova
Finał: (1)Syracuse vs. (2)West Virginia
Mistrz: (1)Syracuse
MOP (Most Outstanding Player): Wesley Johnson


BRACKET SEBY H.:


POBIERZ BRACKET

Podziel się:

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE VINCE CARTER ROBI TO CO VINCE CARTER ROBI

czwartek, 18 marca 2010 14:43
Maciej Kwiatkowski


SAN ANTONIO 84, ORLANDO 110


Orlando Magic to bardzo dobry defensywny zespół. I z tygodnia na tydzień coraz bardziej wygląda to na zespół, a nie tylko zlepek indywidualności w ataku. Pamiętacie te zimowe dni w grudniu i styczniu, gdy Vince Carter (24 pkt, 8 as, 3/4 za 3) czy nawet Jameer Nelson byli odsądzani od czci i wiary? Magic wygrali 9 z ostatnich 10 meczów, a Carter i Nelson po Weekendzie Gwiazd poprawili swoje dokonania strzeleckie.


Zwłaszcza Carter. Był to już kolejny mecz w jego wykonaniu, w którym dominował. Tydzień temu w czwartek przeciwko Chicago Bulls, nawet w porażce z Charlotte spisał się bardzo dobrze, czy wczoraj przeciw lepszej dobrej defensywie Spurs rozegrał genialne pierwsze 15 minut, w których zdobył 16 punktów i rozdał 5 asyst (10 z pierwszych 14 koszy Magic było jego zasługą). Miał kilka znakomitych extra-passów w całym meczu, ale najlepsze podanie - zza głowy przez 3/4 boiska do Matta Barnesa, który nie skończył jednak lay-upu. To byłaby 9 asysta - miał 8, rekord sezonu.

Magic prowadzili 29-24 po pierwszej kwarcie, ale potem w drugiej zamrozili w obronie Spurs, podmęczonych meczem b-2-b. Tylko Manu Ginobili (18 pkt, 8/13) i Richard Jefferson (20 pkt, 6 zb, 9/12) grali dobrze w tym meczu dla "Ostróg". Tim Duncan miał jeden z najgorszych wieczorów w życiu. Jego dwa-trzy pół-haki ledwo nawet trafiły w obręcz, a 1/10 to najgorszy rezultat w karierze. Spurs przez 7 minut drugiej kwarty zdołali trafić tylko jeden rzut z gry, a potem Magic dobili San Antonio w trzeciej kwarcie (28-16).

Miał to być pojedynek Duncan vs Dwight Howard, ale ten pierwszy miał słaby dzień, a drugi był cały czas podwajany. Howard zaliczył jednak sporo hokejowych asyst, gdy Magic mogli zaprezentować bardzo dobre ball-movement i szukać czystej pozycji, co nie w paradę było dwudniowym nogom obwodowych Spurs. Dzięki temu Rashard Lewis (20 pkt, 4/6 za 3) wrócił do formy i zrzucił kilka bomb w tym meczu.

W tej drugiej kwarcie, gdy Magic otwierali przewagę - nasz Marcin Gortat zaistniał na parkiecie w poważnej roli, ograniczając Duncana do 0/4 i dominując na desce. Przez pierwsze 9 minut gry w 1 poł Gortat miał 7 zbiórek i +13, a Hubie Brown chwalił go nie jeden raz. Jedyna zła informacja dla Magic w tym meczu to kontuzja lewej kostki Mickaela Pietrusa.

Blowout. Już w trzeciej kwarcie Gregg Popovich wywiesił białą flagę i wprowadził Garretta Temple i Malika Hairstona. Stan Van Gundy w 4q grał natomiast duetem Anthony Johnson - Jason Williams z J.J. Redickem na trójce. Brian Evans i Bo Outlaw czekali na zmianę, Geert Hammink i Donald Royal zerwali się z ławki, ale nie dostali szansy. 126.6 do 99.3 w efektywności ofensywnej, 59 do 45 w eFG oraz tylko 11.5% straconych pozycji Magic. Gdyby nie ta wpadka z Bobcats mielibyśmy najlepiej grający obecnie team w NBA. Choć...


LA CLIPPERS 101, MILWAUKEE 93

Szczerze przyznam, że do czasu odejścia Mike'a Dunleavy'ego z pozycji trenera nie miałem zielonego pojęcia kim jest Kim Hughes. Mike Dunleavy nie dawał wielkich podstaw, by zainteresować się jego sztabem asystentów. Po pierwsze co to za imię "Kim" dla mężczyzny. Nie chcę tu dyskredytowac kogoś za imię, ale poza chińskimi dyktatorami myślę tutaj głównie o Kim Wilde, Kim Basinger, Kim Novak, nawet Kim Kardashian. Po drugie - przez pierwsze dwa-trzy mecze jego panowania myślałem, że jest czarnoskóry. Byłem przekonany, że skoro ma na imię Kim, to musi być chociaż czarnoskóry. Ok, to nie ma większego sensu. Do rzeczy.

Wczorajszej nocy, po tym jak Brandon Jennings (21 pkt, 5 zb, 5 as) postanowił mieć już dość tego co robi z nim Baron Davis (12 pkt, 4 as w 1 poł.), Kim Hughes przemówił przed czwartą kwartą meczu pokazywanego późną nocą w ESPN. W zasadzie to już świtało. Bucks byli właśnie świeżo po zrobieniu runu 18-2, wychodząc na dwupunktowe prowadzenie, a Jennings dopiero co rzucił 16 punktów w samej trzeciej kwarcie różnego rodzaju runnerami, rzutami z odskoku za dwa, trójkami itd.

Kim Hughes ze swadą przedstawiciela służb zbrojnych, a nie z luzem trenerskim chociażby George'a Karla zadeklarował wprowadzenie strefy na tereny ofensywy Milwaukee Bucks. Nie wątpie w to, że Hughes nie wróci do pracy w przyszłym sezonie, ale wczoraj wykonał pierwszy, skuteczny krok po ośmiu z rzędu porażkach Clippers. Bucks, którym naprawdę wyraźnie brakowało Carlosa Delfino (lewa kostka) i jego trójek (zastępujący go Charlie Bell miał swoje naturalne 1/6 z gry) nagle stanęli. Strefa 2-3 pozwoliła Clippers na run 14-2 i dziesięciopunktową przewagę, która do końca meczu nie zeszła poniżej sześciu punktów.

Wiecie kto był genialny? Steve Blake. Steve Blake (25 min, 6 pkt, 8 as, 2 prz) może być jednym z liderów NBA na pozycji rozgrywającego, jesli chodzi o grupę tych playmakerów, którzy są za słabi, by prowadzić swój własny team, ale też zbyt dobrzy, by grać tylko po 15-16 minut z ławki. Nie Baron Davis, ale Steve Blake postanowił bronić Los Angeles przed podbiciem go przez lokalnego grajka, Jenningsa.  Hughes wrzucił Davisa do gry w połowie czwartej kwarty, więc ten nie miał za bardzo czasu by się odgryźć za trzeciąkwartą, ale przez całą pierwszą połowę to Davis torturował Jenningsa, tak jak robił to ostatnio przeciwko Darrenowi Collisonowi (18 pkt, 17 as.). Widocznie tym co najlepiej potrafi rozpalić Davisa jest starcie z młodszym playmakerem z jego rodzinnej Kalifornii. Zarówno Collison i Jennings pochodzą bowiem z Zachodniego Wybrzeża.

Andrew Bogut (18 pkt, 11 zb, 4 blk, 8/15) vs Chris Kaman (20 pkt, 7 zb, 3 blk, 8/13) toczyło się tylko w pierwszej kwarcie. Można ogłosić remis. Kilka świetnych zagrań przodem do kosza Australijczyka, jeden crossover, dwa-trzy półhaki. A w odpowiedzi Kaman, który miał moment, gdy w trzech akcjach z rzędu trafiał rzuty z 4-5 metra.

I jeszcze Drew Gooden (16 pkt, 11 zb, 3 as). Wyglądał znowu jak urodzony Clipper.

Jennings natomiast po miesiącach fatalnej skuteczności notuje 30/63 z gry i 13/25 w pięciu ostatnich meczach - 18 punktów, 4 zbiórek, 6 asyst i prawie trzy trójki na mecz.

Ten mecz pokazał jak wiele dla Bucks może znaczyć wyjęcie jednego elementu bardzo równej rotacji. Wobec braku Delfino, Clippers spowolnili Boguta strefą i podwajaniem, przez co Australijczyk oddał tylko 7 rzutów przez ostatnie 34 minuty. A gdy strefa ograniczyła też grę 1-na-1 Jenningsa, Bucks zabrakło w tym meczu strzelców z daleka. Poza Jenningsem, który trafił 3 z 7 trójek - Bell 1/2, Salmons 1/2, Ridnour 1/4, Stackhouse 1/5.

Przemek Kujawiński

OKLAHOMA CITY 92, CHARLOTTE 100

Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie, czy Thunder są w stanie powalczyć w playoffs. Oczywiście po ich stronie jest brak kompleksów i to, że siłą rzeczy inne zespoły podświadomie mogą ich lekceważyć. Z drugiej strony jednak playoffs to czas cwaniaków i boiskowych wyjadaczy. Czas zespołów, które w momencie, gdy nie idzie potrafią zagryźć zęby i robić swoje. Czas cojones. To jest podstawowe pytanie, czy Thunder mają cojones? Czy Kevin Durant będzie na tyle pewny siebie by przejmować spotkania w momencie, gdy będą się ważyły ich losy? Mam pewne wątpliwości bo obejrzeniu dzisiejszego spotkania. Thunder zaczęli bardzo mocno tłamsząc Bobcats w obronie przez większość pierwszej połowy. Pod jej koniec nastąpił jednak moment rozluźnienia. Kilka strat z rzędu, spocone ręce Ruseella Westbrook i choć Bobcats schodzili do przerwy z 8 punktową stratą to jednocześnie w ciągu ostatnich dwóch minut pierwszej połowy zostali nakarmieni przez Thunder przeczuciem, że ten mecz można wygrać. Takie momenty w playoffs zdarzyć się nie mogą, jeśli Thunder chcą tam ugrać cokolwiek. To jest kwestia pokazania, że jest się mocnym i nie do pobicia a nie tylko rozbrykanym, młodym źrebakiem, który zmęczy się po dwóch kwartach. Thunder muszą z takich spotkań jak to wyciągać wnioski bo kiedy zacznie się gra na poważnie, będzie już za późno.

Kevin Durant (26 punktów, 10 zbiórek) przez praktycznie całe spotkanie był zimny. Nie koniecznie była to jego wina. Bobcats siedzieli bardzo blisko strzelców Oklahomy. Durant powinien po sezonie poprosić Hakeema Olajuwona o pomoc i nauczyć się paru ruchów w low post. Dzisiaj, kiedy zdarzało mu się grać tyłem do kosza bywał skuteczny nawet przeciwko centrom rywali. Łatwo mi sobie wyobrazić jak zabójczym może być zawodnikiem jeśli nauczy się wykorzystywać swoje warunki fizyczne pod koszem. Swoją drogą Durant trafił dzisiaj raptem raz spoza trumny i niech to mówi jak twarde warunki w obronie postawili Bobcats.

Ray Felton (17 punktów, 7 asyst, 0 strat) pociągnął Charlotte pod koniec pierwszej połowy do runu 11-0, po czym trafił daggera na minutę przed końcem spotkania. Swoją drogą jakkolwiek Ray moim zdaniem zrobił krok wstecz w swoim rozwoju i chyba już nie doczekamy się tego by dołączył do swoich kolegów z draftu 2005, którzy rządzą i dzielą wśród rozgrywających, to nie można mu odmówić umiejętności "robienia różnicy" właśnie w takich momentach.

Charlotte w drugiej połowie pokazało kawałek naprawdę dobrej obrony. Felton  krył bardzo blisko Russella Westbrooka (15 punktów, 10 asyst i 5 strat). Westbrook pokazał, co prawda kilka razy swoje firmowe już zagranie, czyli rzut z zatrzymania ale większość czasu nie był w stanie mijać Feltona. Jak się okazuję Bobcats potrafią sobie radzić bez Geralda Wallace'a.  Po pierwsze Tyrus Thomas (11 punktów, 9 zbiórek 2 przechwyty, 2 bloki), Theo Ratliff, a nawet Tyson Chandler mordowali Thunder pod tablicami. Po drugie Stephen Graham przeżywa właśnie swoje 5 minut. Dziś drugi raz z rzędu rzucił 19 punktów. Z Indianą potrzebował do tego 10 rzutów, dziś już tylko 9. Stephen Jackson zrobił swoje 20/5/5 w drugiej połowie rzucając 18 punktów.

Michael Jordan może być zadowolony. Jego zawodnicy na tle Thunder wyglądali spokojniej i na pewniejszych siebie. Oba zespoły najprawdopodobniej przystąpią do rozgrywek posezonowych z podobnych pozycji. Oba też będą underdogiem, co może być w ich przypadku tylko plusem. Na ile cokolwiek można powiedzieć po dzisiejszym spotkaniu to Bobcats wydawali się bardziej playoffową drużynę. Dla Thunder być może wciąż jest za wcześnie na grę przy wysokim ciśnieniu. Choć oczywiście dowiemy się dopiero, gdy zobaczymy ich w ich pierwszym historycznym meczu w playoffs.


Podziel się:

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 17 MARCA 2010

czwartek, 18 marca 2010 8:35

GAME-WINNER CHRISA BOSHA

czwartek, 18 marca 2010 5:20



Maciej Kwiatkowski

Oto rzut, który spodoba się wszystkim.

Chris Bosh był 5/18 z gry zanim na dwie sekundy przed końcem wykonał akcję wyprowadzającą gojących ostatnio rany Raptors na jednopunktowe prowadzenie.

Z kolei kibice Atlanty lub ci, którzy za Boshem nie przepadają będą zachwyceni, gdy przyjrzą się stopom Bosha od samego początku powyższego nagrania.



Podziel się:

komentarze (34) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MICHAEL JORDAN WRÓCIŁ NA PROWADZENIE

czwartek, 18 marca 2010 5:08


Maciej Kwiatkowski

LeBron James: 54-15 (0.783)

Kobe Bryant: 50-18 (0.735)

Michael Jordan: 1-0 (1.000)


Jordan jest od wczoraj pełnoprawnym, większościowym właścicielem Charlotte Bobcats i pomimo braku Geralda Wallace'a (wróci w kolejnym meczu) oraz fatalnej pierwszej kwarty, Bobcats odrobili straty i pokonali u siebie Oklahoma City Thunder. O samym meczu więcej popołudniu w day-to-day. Póki co - celebrujmy. Bobcats muszą wygrać 3 z 4 kolejnych meczów, jeśli Mike nie chce stracić prowadzenia.




Podziel się:

komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 104 429

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u