Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 927 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



DIDIER ILUNGA MBENGA BRYŁKĄ

poniedziałek, 06 września 2010 20:14
Rafał Niewiadomski

Wciąż nie widzę oficjalnego potwierdzenia ale wystarczy to co można znaleźć na belgijskich serwisach i blogach blisko związanych z Denver Nuggets. Didier Ilunga Mbenga od przyszłego sezonu będzie reprezentował barwy Denver Nuggets. 4 tripy w ostatnich 5 latach do Finałów NBA (Mavs, Lakers), 2 mistrzostwa z Lakers. Brzmi ładnie, prawda?

Nie jest to wzmocnienie na miarę Shaqa ale Nuggets pozyskali ciekawego zawodnika, który pewnie przyda im się w tym sezonie. Mbenga to nie jest gracz, który zdominuje spotkanie, choć w barwach Lakers 2-3 razy w sezonie zdarzały mu się występy solidne, jak choćby na poczatku minionego sezonu, kiedy to pod nieobecność Gasola i Bynuma zanotował raz double - double a raz kilkanaście zbiórek i 4 bloki. Te 2 mecze Lakers wygrali i w perspektywie całego sezonu, kto wie, czy nie były to takie zwycięstwa, które dały druzynie komfort grania w końcówce sezonu, kiedy to wciąż mieli te 2-3 zwycięstwa więcej od goniącego peletonu na Zachodzie. Tacy gracze potrzebni są w drużynach odnoszących sukcesy.

DJ to walczak, fighter. Nie przez przypadek posiada czarny pas karate w judo. Dla niego nie ma straconych piłek i przez swoją waleczność i sposób bycia zaskarbił sobie serca kibiców, gdziekolwiek się nie pojawiał. Zresztą nie tylko kibiców. Nie było gracza Lakers, który nie szanowałby Mbengi. Jasne był obiektem niezliczonych żartów w szatni ale prawda jest taka, że historia jego życia była dla niektórych zawodników Lakers, często oderwanych od rzeczywistości, dobrą lekcją. Nawet problemy Mbengi w komunikowaniu się z kolegami (wciąż słabo zna angielski) nie przeszkodziły mu w ułożeniu sobie z nimi dobrych stosunków, co często w wywiadach podkreślali jego partnerzy z drużyny.




Te świetne relacje widać także w zachowaniach DJ'a. W zamian za mistrzo
stwo obiecał Kobemu wybudowanie boiska do koszykówki w Kongo im. Kobego Bryanta. Na boisku bardzo często był tym, który jako pierwszy odpowiadał na fizyczną walkę rywali Lakers, dzięki czemu liderzy mogli zająć się innymi sprawami na parkiecie. Mbenga chronił jednak swoich graczy i ich rodziny akże poza parkietem. Podczas Playoffs'06 wbiegł na trybuny i stanął w obronie żony trenera Avery'ego Johnsona, którą wyzywało kilku "fanów" drużyny przeciwnej. To kolejny przykład na to, że warto kogoś takiego mieć w drużynie. Zresztą Phil Jackson zawsze powtarzał, że aby zdobywać mistrzostwa potrzebni są nie tylko rezerwowi zadaniowcy ale także gracze, którzy na treningach będą zmuszać gwiazdy do ciągłej walki. Kimś takim jest właśnie Mbenga, zapytajcie o to Andrew Bynuma czy Chrisa Mihma, który musiał pożegnać się z Lakers właśnie z powodu małej bójki z Mbengą.

Nuggets dokonali niezłego ruchu. W tej chwili pod koszami mają stadko solidnych podkoszowców. Oprócz Mbengi, do zespołu dołączyli Shelden Williams i Al Harrington. Jeżeli wyzdrowieją Kenyon Martin i Nene a do mixu dodamy Birdmana to pod koszami Bryłki powinny być silne jak nigdy dotąd. Zresztą w Nuggets upatruję głównego kandydata do pokonania Lakers w 7- meczowej serii na Zachodzie. Geaorge Karl już uporał się z problemami zdrowotnymi i jedyny problem to... kwestia kontraktu Carmelo Anthony'ego. Billups już zapowiedział, że porozmawia po Mistrzostwach Świata z Melo na ten temat, jednak jeżeli Nuggets nie utrzymają swojego skrzydłowego, kto wie czy zespół się nie rozleci. Reasumując, w pełnych składach, stawiam Nuggets wyżej od Mavericks.

Z punktu widzenia Lakers, nie było już miejsca dla DJ'a po tym jak podpisali Theo Ratliffa. Jednak sporo kibiców Jeziorowców wciąż miało małą nadzieję, że zostanie on w drużynie.

Z innych newsów:

- Luke Walton nie opuszcza praktycznie siłowni, rehabilitacja jego pleców przebiega świetnie i prawdopodobnie nie zakończy kariery tak jak początkowo zapowiadano po tegorocznych Finałach. Ciężko jednak oczekiwać by nawet zdrowy i w pełni formy przedostał się do meczowej 12- stki.

- Derrick Caracter, rookie z UTEP wybrany z 58 numerem przez Lakers w tegorocznym drafcie nie będzie grał z #58 tak jak początkowo zapowiadał tylko z #45. Początkowo wybrał sobie nr 58 by przypominać sobie o tym jak wielu GM'ów ominęło go w drafcie, jednak po Summer League zmienił zdanie i przez numer 45 chce oddać hołd nowemu asystentowi Lakers Chuckowi Personowi, który prowadził go w lidze letniej.

- Nie wiem czy było ale Ron Artest w przyszłym sezonie powróci do numeru 15. W ten sposób chce nawiązać do młodzieńczych lat w lidze i naprawić swoje błedy z tamtego okresu.


Podziel się:

komentarze (16) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KOSZYKÓWKA FIBOPODOBNA

poniedziałek, 06 września 2010 1:30
Maciej Kwiatkowski

Nie chcę się nawet silić na wstęp. Jeśli psioczycie na Davida Sterna i Stu Jacksona, pomyślcie o tym na chwilę - po zakończeniu kwalifikacji do EuroBasketu 2011 FIBA zdecydowała się powiększyć liczbę startujących drużyn z 16 do 24. Kiedy rzucaliśmy przekleństwami w odbiorniki telewizyjne pokazujące nam obraz z Antwerpii, ten pomysł prawdopodobnie już wtedy miał duże szanse na zrealizowanie. Na szczęście dobrze, że Igor Griszczuk zdążył wcześniej udowodnić - o czym świadczą kolejne wypowiedzi Marcina Gortata czy Macieja Lampego - że w motywowaniu graczy może jest dobry, ale o X's&O's czyli koszykarskiej taktyce większego pojęcia nie ma.


Choć od lat bawi mnie w polskim sporcie tendencja robienia z trenerów kozłów ofiarnych i zupełnie nie zgadzam się z Michałem Pacudą jednocześnie krytykującym Griszczuka do cna i  broniącym tak nieutalentowanego Łukasza Majewskiego, "Jamesa Posey'a" naszej kadry ze 120 minutami na koncie, jednym przechwytem, bez bloku (33% za 3), to niestety bardziej Griszczuk niż sami zawodnicy przegrali mecz z Belgią. Nawet jeśli tak przeciętny gracz jak Majewski wskutek kontuzji innych stał się pierwszym zmiennikiem z ławki. To było bardzo jacksonowe ze strony Griszczuka, aby nie brać time-outu po tym jak Belgowie zaczęli drugą połowę od 6-0, 8-0. Wziął go po 10-0. Chorwaci mieli wczoraj z Serbią chociaż Marko Popovica i Roko Ukica, którzy starali się za pięciu, ale my w ostatnich czterech minutach meczu nie potrafiliśmy zrealizować jakiejkolwiek zagrywki, podczas gdy Belgowie mieli czyste pozycje lub takie, do których dopiero dochodził ktoś z ręką , albo i nie dochodził  - jak Gortat przy tym ciężkawym wysokim Beghinie, gdy łupnął za trzy, mając tyle miejsca, że mógłby wpuścić przed siebie kilkunastu fotoreporterów na klęczkach.

Dygresja prawie wyrwała mnie z clue - najpierw aż pięć dni oczekiwania na kary za bójkę w meczu Serbia-Grecja, następnie poziom sędziowania (ok, łatwo zrzucić na sędziów, ale tylu niegwizdanych przewinień nie widziałem od czasu, gdy Mariusz Pudzianowski tańczył w tej samej dyskotece), dalej - poziom reprezentowany przez komentatorów na FIBA.TV (cierpię, gdy już w pierwszej kwarcie muszę słuchać o tym co widzę i nic ponad to. Jak powiedział kiedyś Hubie Brown 'proszę, opowiedz mi historię'),  poziom strony internetowej (nie znajdziesz boxscore'u jeśli zaczniesz go szukać do 15 minut po zakończeniu meczu), brak produkcji higlightów czy nawet Top10 (przydałoby się idealnie w fazie grupowej)  i teraz wisienka na torcie - niesamowita historia z powiększeniem mistrzostw do 24 drużyn po zakończeniu walki o nie. Taki miał być plan na 2013, ale o 2011 nikt głośno nie mówił. Litwinom (oni są organizatorem w 2011) jednak zależało, bo kochają koszykówkę jak diabli i ponoć zarobią na tym jeszcze więcej, że będą tam tacy Ukraińcy czy Bułgarzy. Szczęściarze z tych Litwinów., choć my akurat wiedzieliśmy jak zarobić na Ukraińcach kilka lat wcześniej.

FIBA też tego chciała, bo jakże podtrzymująca na duchu kibiców dziesięciu reprezentacji (jeśli nawet nie teraz, to przyszłej wiosny gadalibyśmy zupełnie inaczej) perspektywa startu w turnieju barażowym daje w gruncie rzeczy 10% szans na awans. Walka toczy się raptem o jedno miejsce, a wymaga przygotowań, sparingów, czyli nakładów finansowych, gdy udział w imprezie jest jeszcze mniej pewny niż Lampe w meczach o stawkę.
  Przyszłyby wiosną pierwsze listy z rezygnacjami i jakbyśmy wszyscy wyglądali?

- Nie zgadzam się, że weszliśmy tylnymi drzwiami do mistrzostw - mówi prezes Roman Ludwiczuk, któremu nic tylko życzyć pokory i mniejszej ilości zużywanej wody kolońskiej.

Oglądałem wczoraj z Michałem Górnym mecz Hiszpania - Grecja i tak sobie rozmawialiśmy o tym co oglądamy. To będzie odczucie, więc to już bardziej ad vocem mojego problemu z FIBĄ niż empiryczny dowód, kropka nad 'i' czy teza, z którą możecie się nie zgadzać. Otóż nie zauważyłem chyba momentu, w którym fibowska koszykówka stała się do tego stopnia nieatrakcyjna, że zwyczajnie nie mam ochoty jej oglądać. Jest to w pewnym sensie kwestia poziomu, braku kilku wielkich gwiazd z drużyn poza USA (+ sędziowie, + komentarz), ale to spostrzeżenie opiera się na kontraście z myślą, że przecież od lat sam gram w tą samą koszykówkę i nawet nie znosząc swoich ułomności nie odbieram jej jako czegoś do tego stopnia nieprzystępnego. Kroki zrobiłem może trzy razy w życiu i zawsze był to oczywiście błąd sędziów, ale to nigdy nie był problem tego, że bierzemy udział w czymś tak mocno różniącym się od sportu, który uprawiają nasi idole nie nazywający się Adam Wójcik czy Maciej Zieliński.

Może to te blowouty, zróżnicowanie poziomu. Taka Czarnogóra rozniosłaby całą Azję, Afrykę i Oceanię. Gruzja pograłaby z Australią. Zresztą Gruzja też wczoraj zapewniła sobie awans do EuroBasketu.

Może za dużo tych drużyn. Może za dużo tych spotkań dziennie, przez co jeden człowiek nie ma tak naprawdę żadnych szans, aby móc powiedzieć, że śledził imprezę od A do Z. Nie krytykuję oczywiście wszystkiego, bo jak mógłbym nie opiewać łydek Nicolasa Batuma czy Juana Carlosa Navarro zrzucającego bomby prawie dosłownie, ale jeśli nasi rodzimi dziennikarze, parający się polską koszykówką mają problem z tym jak ten sport jest w Polsce pokazywany, jak wygląda poziom rozgrywek, jak jest to zarządzane (nie chcę oczywiście tego teraz usprawiedliwiać) to w zasadzie mi, który wsadza tam nos na dwie godziny w tygodniu nie przychodzi powiedzieć nic innego, a - nie ma się co martwić o Polskę, fibowski basket nie miewa się lepiej.

Na szczęście jest optymizm. Jestem prawie pewien, że wprowadzone od przyszłego sezonu zmiany dot. odległości linii za trzy i time-outów pomogą odmienić uatrakcyjnią koszykówkę poza USA Poszczególne posiadania, zwłaszcza te w ostatnich minutach będą bardziej celebrowane, a przesunięcie linii za trzy na pewno poprawi spacing, zadziała na korzyść izolacji, przez co w dłuższym czasie podniesie presję na indywidualne wyszkolenie graczy, a to już będzie ogromnym impulsem do ewolucji. Aktualne sprowadzanie tej gry do lay-upów i rzutów za trzy jest przeurocze, ale na dłuższą metę nawet tak efektywny styl zaczyna być nużący, bo zbyt jest uproszczony.


Na tym mdłym tle jest mi doprawdy łatwo o aprobatę i akceptację Davida Sterna jako kogoś kto razem z Birdem, Magicem, Jordanem odmienił ten sport. Tęsknię za nim teraz jak diabli i odliczam dni nawet nie do rozpoczęcia sezonu, czy pre-season, ale obozów przygotowawczych.

Mamy dobrze zarządzaną ligę i przede wszystkim sport w wersji, która idzie z duchem czasów ...i highlighty.

UPDATE: Jak słusznie uwagę zwrócił mi red. Wojczyn, highlighty są. Tutaj.


Podziel się:

komentarze (24) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 103 787

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u