27-letni Tony Parker doznał złamania kości śródręcza w prawej dłoni. Jest to już kolejny w tym sezonie uraz rozgrywającego Spurs. Dotychczasowe nie były jednak aż tak poważne.
Parker nie chciał rozmawiać z dziennikarzami po wyjściu z szatni. Rzecznik prasowy "Ostróg" nie potrafił też dokładnie powiedzieć ile czasu opuści drugi strzelec zespołu (16.6 pkt. w meczu). Więcej do powiedzenia na ten temat miał za to trener Spurs, Gregg Popovich.
- Tony złamał rękę i nie będzie grał przez sześć tygodni.
@wirtualnapolska

Rafał Niewiadomski
W ostatniej Koszulce Tygodnia opisałem Wam o co chodzi generalnie w koszulkowym świecie. Napisałem o podziale koszulek oraz o tym, jak odróżnić podróbki swingmanów od oryginalnych jerseyów. Zahaczyłem także o autentyki ale po lekturze komentarzy doszedłem do wniosku, że ten nasz poradnik trzeba rozszerzyć, żeby laik po jego lekturze miał pełne rozeznanie tematu.

No to jedziemy. Jak rozróżnić podróbkę autentyka? Opiszę poniżej kilka najczęściej popełnianych błędów przez podrabiających, głównie naszych skośnookich braci. Najczęściej kopiowane jerseye, to te najlepiej sprzedawane. Lakers, Celtics, Nuggets, Magic itd. Tak jak napisałem w poprzedniej KT, wszelkie koszulki w rozmiarze 50, 54 czy 58 to podróbki. Nie spotkałem oryginalnego jerseya w rozmiarze 46, poza autentykami Startera ale jeżeli wy spotkacie to na 99% będzie to fake. Często jednak się zdarza, że koszulka ma poprawny rozmiar, co wtedy? Wtedy proponuję przyjżeć się metkom.
Najczęściej podrabiane to koszulki Adidasa, Reeboka i Nike czyli te produkowane w ostatnich latach. Można jednak również spotkać podróbki Championa, produkowane w latach '90. Metki Adidasa i Reeboka powinny wyglądać mniej więcej tak.
Najłatwiej po metkach rozpoznać podróbki Rbk. Poniżej macie po lewej stronie oryginalne metki, po prawej fake.

Różnica jest w tym jak wyszyty jest rozmiar „48". W oryginalnych, czwórka nie jest "pisana jednym ruchem". Inaczej wygląda także ósemka, która w oryginalnych koszulkach ma duże wcięcia po bokach. Niech Was nie zmyli logo zespołu, którego nie ma w "złej" metce. W pierwszym sezonie, a może nawet 2 latach, Reebok naszywał metki bez logo zespołu NBA. Dodał je w późniejszym okresie, więc nie skreślajcie jerseya, jeśli nie będzie tego logo. Koszulek Nike'a jest bardzo mało na rynku i z reguły nawet podróbki mają bardzo dobrze zrobione metki. Rozpoznać fake można tylko po tym jak wyszyte jest logo zespołu. Adidas? Looknijcie poniżej.
Metki Adidasa również są bardzo dobrze podrabiane. W oryginalnych numery są bardziej... zakręcone, zaokrąglone.

Zwróćcie uwagę na piątkę. W dobrym jerseyu jest ona mniej kanciata i tak powinna wyglądać. Pamiętajcie, że żaden autentyk nie ma metek „przedłużających", które mają m.in. swingmany. Jak zobaczycie koszulki wyszywane z takimi metkami to będą to albo meczówki albo Pro - Cuty ale o tym nizej będzie.
Ok. Druga sprawa to wyszycie jerseyów. Każdy oryginalny jersey jest w pełni wyszywany. Jakie błędy są w tej kwestii popełniane? Np. jeżeli napis składa się z 2-3 kolorów każda warstwa, kolor powinny być osobnymi płachtami materiału. Bardzo często można spotkac numery czy napisy, gdzie jeden kolor jest w całości wyszyty nitkami. Tak ostatnio było przy okazji jerseya Orlando, który mi podesłano.

Jak widzicie po lewej stronie kolor srebrny (szary) jest wyszyty z nici. Po prawej macie oryginalną koszulkę, w której srebrna warstwa jest materiałem. Raz do czynienia miałem z takim materiałem, przy okazji koszulki Minnesoty. Świetna sprawa, bo gdy poświeci się w ten jersey gdy jest ciemno powinny się mienić srebrne nici w tym materiale. Zresztą one się mienią przy kazdym świetle. Jak już jestesmy przy jerseyach Magic, to trzeba też zwrócić uwagę na paski. Na niebieskich koszulkach powinny być szarawe, nie białe i powinny się rozchodzić z przodu. Do tego koszulka z tyłu nie powinna być półokrągła tylko prosta.
Jedziem dalej z kwestą wyszycia. Bardzo często niektóre zespoły wyszywają numery z materiałów ze strukturą. Tak jest np. w przypadku koszulek Nuggets i Jazz. I jedne i drugie mają strukturę choinki, których bardzo często brakuje w podróbkach.

Widać też pewną małą różnicę w piątce. Ta oryginalna jest mniej kanciata(?). I takie różnice w wyszyciu można znaleźć w większości koszulek. Problemy zaczynają się, gdy mamy do czynienia z dośc prostymi koszulkami i chętnie podrabianymi jak Celtics czy Lakers. W jednym i drugim przypadku wyszycie z reguły jest bardzo dobre. Choć w przypadku Lakers, jeżeli jest ono choć trochę krzywe, tzn. że mamy do czynienia z podróbką. Wystarczy, że na napisie „Lakers" jedna płachta materiału jest krzywo w stosunku do drugiej i od razu wiemy, że to fake. Jeżeli jest dobrze wszystko wyszyte, a tak czasami się zdarza w podróbkach, trzeba zobaczyć na krój koszulki i materiał, z którego jest zrobiona. Odkąd Nike przejął koszulki tych ekip, przestano używać w ich przypadku siateczek. Są robione z Dri-fitów. Do tego ważny jest krój koszulek, o którym wspominałem w poprzedniej Koszulce Tygodnia. Podróbki tych koszulek (autentyków) z reguły zrobione są z innych dziwnych materiałów, jak siateczka (C's) czy coś drifitopodobnego, czasami nawet świecącego (Lakers).
To by było na tyle apropos autentyków. Pamietajcie, że ważne są tez rozpierdaki po bokach koszulek. Każdy autentyk powinien je mieć. Teraz o Pro-cutach.

Pro-cuty, to koszulki dostępne w sprzedaży, autentyki w rozmiarze danego zawodnika. Produkował je głównie Nike. W zasadzie nie trafiłem na Pro-cuty innych firm dopuszczone do sprzedaży. Można było swego czasu kupić koszulkę Jordana z Bulls i Wizards w jego rozmiarze 50+4, bądź 52+2, koszulkę Kobego z Lakers w jego rozmiarze(50-52+2), czy Shaqa(56+6). Od autentyków róznią się tylko tym, że rozmiarówka jest już zwiększana co 2 i są to jerseye przedłużane (+ ileśtam) o kilka... długości (cali), o czym swiadczy dodatkowa metka.
Po wewnętrznej stronie mają także metkę z sezonem. Od koszulek meczowych oprócz wyszycia, różni je to, iż posiadają metkę na karku. Koszulki Nike'a można było kupić tylko w Nike Townach w USA. Jak jest z innymi jerseyami nie wiem, bo na nie nie natrafiłem a przynajmniej nie przypominam sobie tego. Raz w życiu, czy dwa trafiłem na podróbkę Pro-cuta.
Wisienką na torcie są koszulki meczowe. W latach '90 wyłączność na produkcję strojów dla graczy miał Champion. Meczówki Championa wyglądają tak, jak koszulka Penny'ego poniżej:

Jak juz jesteśmy przy tych koszulkach, to muszę napisać, że Adidas źle w tym roku skopiował te stroje, które dostali gracze z Orlando w kilku spotkaniach tego sezonu. O ile w koszulkach Championa niektóre napisy i wzory były farbowane, np. napis "Orlando" (poza gwiazdkami, które były wyszywane) czy wszelkie grafiki w strojach piżdżamowych Rockets czy Sonics, o tyle w tych koszulkach, które dostali teraz gracze Magic wszystko było wyszywane, włącznie z napisem.
Powracając do reszty jerseyów Championa, wszystkie koszulki były wyszywane tak samo jak dostępne w sprzedaży autentyki. Różnica była taka, że w meczówkach brakowało metki na karku, do tego rozmiarówka była co 2 od 40 do 60 np. MJ miał 46+3 a młody Shaq 54+4. Do tego była druga metka naszyta na koszulkę, na której było logo drużyny, dla której jersey został zrobiony, sezon oraz przedłużenie koszulki (body lenght). O ile sezon był wyszywany o tyle przedłużenie było... nabijane coś jakby pieczątką. Niektóre, te drugie metki trochę różniły się od tej widocznej na fotce. Inne miały zespoły Jazz, Sonics czy 76ers.
Meczówki robiły też inne firmy jak Puma czy Starter, jednak robiły je tak krótko, że jest ich bardzo mało. Dość spore zmiany nastapiły w 2000 roku kiedy kilka ekip, głównie Nike'a zmieniło krój strojów. Od tego czasu meczówki inaczej wyszywane są niż dostępne w regularnej sprzedaży autentyki. Chodzi mi tu oczywiście o wyszycie numerów i napisów. Różnice przedstawię na wyszyciu w koszulkach Lakers. Jak widać poniżej, po lewej na meczówce doszywane są obwódki napisów, po prawej w autentyku, do koszulki doszyta jest najpierw większa płachta biała, po czym na to naszyta jest mniejsza fioletowa, dzieki czemu wyszywanie wygląda trochę jak budowanie piramidy, warstwa po warstwie.

Co ważne meczówki produkowane są w USA, i jeżeli wywniemy je na lewą stronę, zobaczymy kolejną małą różnicę dzięki czemu po wywinięciu koszulki nie zobaczycie czegoś takiego w autentykach.
Polecam meczówki wszystkim. Na ebayu można na prawde tanio wyrwać czasami taką koszulkę. Czasami są źle podpisane, czasami źle wstawione do kategorii i sprzedawane jako autentyki, dzięki czemu można za rozsądną cenę kupić kawałek historii. Choć przegladając aukcje jednego ze sprzedawców na ebayu, który posiada masę meczówek, doszedłem do wniosku, że gośc dysponuje nie tylko oryginalnymi koszulkami. Część z jego kolekcji to koszulki zrobione z tych meczowych napisów, numerów i koszulek, które mu pozostały dzięki czemu mamy do czynienia z takimi kwiatkami jak koszulka Kobego z 96 roku w rozmiarze Shaqa z nazwiskiem Kobe na plecach. Dlatego przed zakupem/licytacją danej meczówki trzeba się upewnić czy dany rozmiar był w ogóle noszony przez zawodnika. Meczówki są także podrabiane. Strasznie nieudolnie ale jednak, czego efektem jest taka metka. Pewnie z tego powodu, liga zaczęła niedawno współpracowac z MaiGreyGroup, jedną z wielu firm w USA zajmujących się autoryzacją meczowych rzeczy. Wszystkie koszulki z takich eventów jak All-Star Game, NBA Finals, Latina Notche Night, Hardwood Classic Night itd posiadają odpowiednie dodatkowe metki, które posiadają także wszystkie koszulki m.in. Dallas Mavericks, którzy współpracuja z Mai Grey juz od dluzszego czasu.
Taka sama różnica jest także pomiędzy meczowymi spodenkami a tymi dostępnymi w sprzedaży. Takowe także można spotkać na ebayu, jak i dresy, koszulki rozgrzewkowe czy rzeczy treningowe. O treningówki pytaliście w komentarzach. Oczywiście są i podróbki treningowych koszulek. 2-3 lata temu po raz pierwszy natknąłem się na takie koszulki.
Oryginalne w tym kroju powinny być w serek i produkował je tylko Reebok swego czasu. Tak jak koszulki meczowe, czy te dostepne w sprzedaży, tak i tu można natrafić na treningówki dostępne w sprzedaży jak i te używane przez zawodników. Robiły je różne firmy, głównie te wspomniane wyżej od Championa po Adidasa. Jeżeli szukacie takich koszulek poszukajcie w odpowiednim dziale na ebayu wpisując „practice jersey". A po pomoc w ocenie fake/og zgłoście się na forum.

Licznik odwiedzin: 15 104 095
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: