Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 926 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



DWYANE WADE I DIRK NOWITZKI GRACZAMI TYGODNIA

poniedziałek, 08 marca 2010 21:39

źródło: espn.com

Piotr Makulec

 

Dwyane Wade z Miami Heat i Dirk Nowitzki z Dallas Mavericks zostali wybrani Graczami Tygodnia w odpowiednio Konferencji Wschodniej i Zachodniej NBA, za mecze rozegrane między poniedziałkiem 1 marca a niedzielą 7 marca 2010 roku.


Miami wygrało w minionych siedmiu dniach wszystkie swoje mecze (3-0), w tym z Lakers i Hawks, a D-Wade notował średnio 33.3 punktu i 12.0 asysty. Dallas także wygrało wszystkie swoje mecze (4-0), w dużej mierze dzięki bardzo dobrej dyspozycji Nowitzkiego - 26.8 punktu, 8.8 zbiórki i 1.75 bloku. Mavericks wygrali po Weekendzie Gwiazd 11 z 12 meczów.
 
Innymi nominowanymi byli: Rajon Rondo z Boston Celtics, Tyrus Thomas z Charlotte Bobcats, LeBron James z Cleveland Cavaliers, Carmelo Anthony z Denver Nuggets, Luis Scola z Houston Rockets, Carlos Delfino z Milwaukee Bucks, Kevin Durant z Oklahomy City Thunder, Jameer Nelson z Orlando Magic i Amar’e Stoudemire z Phoenix Suns.

 



Podziel się:

komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

AND THE OSCAR GOES TO...

poniedziałek, 08 marca 2010 19:39
Przemek Kujawiński

Jako, że dawno nie mieliście okazji ponarzekać w komentarzach na to, że poziom bloga się obniża i piszemy już tylko o pierdołach...

Dzisiejszej nocy miały miejsce dwa wydarzenia związane z Los Angeles. W pierwszym z nich Magic zafundowali Lakersom trzecią porażkę z rzędu. Podczas tego mniej ważnego natomiast eleganckie kobiety w pięknych tutaj toaletach i eleganccy mężczyźni, białe koszule, wspaniałe krawaty wręczali sobie nawzajem złotego pana. Jedną z najszczęśliwszych osób na sali musiała być Sandra Bullock, która nagrodzona za najlepszą rolę żeńską w filmie The Blind Side. Co ciekawe nieco wcześniej odebrała też (osobiście) złotą malinę. Gdzie tu NBA?

The Blind Side to, oparta na książce Michael Lewisa, historia Michaela Ohera, futbolisty amerykańskiego grającego dla Baltimore Ravens. Filmu jeszcze nie oglądałem więc relacji wam nie zdam. Co jednak interesujące niewiele brakowało a w rolę Ohera wcieliłby się... Glen Davis.

W 1997 2007 roku Big Baby (sorry Glen dla nas zawsze będziesz wielkim dzieckiem), który jeszcze a Uniwerku próbował swoich sił na scenie, postanowił ubiegać się o rolę sportowca z problemami rodzinnymi. Producenci przysłali mu fragment scenariusza i poprosili o przesłanie nagranej sceny. Davis wypadł tak dobrze, że stał się jednym z trzech głównych kandydatów. Niestety napięty terminarz NBA nie pozwolił mu na spotkanie się z producentami i szansa przepadła. Ohera zagrał ostatecznie Quinton Aaron a sam film okazał się wielki hitem kasując w kinach kilkaset milionów dolarów. Davis mówi, że koszykówka to jego pierwsza miłość i wygranie mistrzostwa było najważniejsze... jednak jego drugim marzeniem jest grać w filmach. Nie ukrywa też, że wyobraża sobie czasem jakby to było do mistrzowskiego pierścienia dorzucić statuetkę Oscara. Macie jakieś pomysł na rolę dla Glena?



Podziel się:

komentarze (27) | zaloguj się, aby dodać komentarz

GDZIE NADAL MAŁO WIEMY O ANDRE MILLERZE

poniedziałek, 08 marca 2010 18:51


Maciej Kwiatkowski


W Day-to-Day nie napisałem dzisiaj o meczu Denver/Portland. Oglądałem go w całości, ale co prawda gdzieś od drugiej kwarty już tylko jednym okiem, odkąd Nuggets wypracowali sobie bezpieczną przewagę i potem utrzymywali ją cały mecz. We właściwym momencie spojrzałem jednak na ekran i byłem w totalnym szoku, gdy zobaczyłem co zrobił 50-letni Andre Miller. Mniej więcej tak jak wtedy gdy rzucił 52 punkty przeciwko Dallas. Myślę, że chyba każdy kto oglądał wczorajszy mecz odniósł podobne wrażenie. Właśnie takiego odczucia spodziewam się po każdym konkursie wsadów.




Podziel się:

komentarze (16) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MATT BARNES vs KOBE

poniedziałek, 08 marca 2010 18:32
Maciej Kwiatkowski


Matt Barnes wiedział wczoraj, że niewiele ma do stracenia, ale mnóstwo do zyskania. Dlatego na start drugiej połowy wyszedł z misją sprowokowania Kobe'go Bryanta.

Czemu piszę o 'misji'? Bo wbrew łatce jaką może wielu chciałoby przypiąć teraz, Barnes nie jest brudnym graczem. To twardy zawodnik, były futbolista, ale poza boiskiem ma opinię miłego i ułożonego gościa. Zresztą od czasów Golden State Warriors jest jednym z moich ulubionych graczy i cieszę się, że w końcu trafił do zespołu, który go naprawdę potrzebuje.

A mimo wszystko 2 minuta, 16 sekunda i Barnes machający Kobe'mu piłką przed głową i ten nie robiący sobie z tego nic - bezcenne, bo spróbujcie sobie wyobrazić popularność sytuacji, w której np Kobe by zrobił unik, jakikolwiek (lub jak chciałoby twierdzić pewnie wielu: przestraszyłby się). Bryant wczoraj miał 0/6 w trzeciej kwarcie, ale czwarta część meczu była znowu jego.

Barnes trafił jednak ten decydujący rzut, grał dobre spotkanie i wniósł to co daje od zawsze, czyli zadziorność i atletyczność. Popełnił jednak błąd - nie powinien prowokować Bryanta, bo mogło się to wczoraj źle dla Magic skończyć w czwartej kwarcie, gdy Barnes nie miał szans w obronie 1-na-1, a Bryant na pewno sobie to zapamięta na wypadek ewentualnych finałów.

Komentarz Kobe'go po meczu? "Um ... uh ... (long pause, smiling) ... He's entertaining."


Podziel się:

komentarze (57) | zaloguj się, aby dodać komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE JAMEER NELSON MA PATENT NA LAKERS

poniedziałek, 08 marca 2010 15:12

Maciej Kwiatkowski


LA LAKERS 94, ORLANDO 96

Przede wszystkim ciężko jest mi sobie wyobrazić, że ktoś mógł nie widzieć tego meczu. Zbyt dużo powodów, by to zrobić - plus jeden. Ten mecz pozwolił na chwilę się zastanowić gdzie byliby Orlando Magic, gdyby w zeszłorocznych finałach zdrowy był Jameer Nelson (15 pkt, 9 zb, 7 as). Tym razem Magic nie utonęli w stagnacji za linią za trzy punkty, wobec braku podwojeń dla Dwighta Howarda, ale obrońcy szukali akcji po dryblingu. Vince Carter (25 pkt, 3 zb, 1 as, 5/10) był 10 razy na linii osobistych w pierwszej kwarcie (13/14 w meczu, tylko dwa takie mecze od końca 2006 roku), Nelson 4 ze swoich 5 koszy rzucił spod samej deski, w decydującej akcji (na 1:09, 97-83) mijając jak przez cały mecz Dereka Fishera (11 pkt, 1 as, 4/12)  i oddając piłkę na trójkę do Matta Barnesa (10 pkt, 6 zb, 4/9), który zdobył decydujące punkty. W poprzednim sezonie regularnym Nelson był tym jedynym graczem Magic, na którego Lakers nie mogli znaleźć odpowiedzi (27.5 pkt.). Po kontuzji i długotrwałym dochodzeniu do formy, Nelson w ostatnich kilku tygodniach zdecydowanie ją odzyskał. A jeśli Vince Carter zamierza grać równie agresywnie obok niego, to Lakers nie mogą sobie tutaj pozwolić na ustawienie Bryanta na Nelsonie, tak jak robią to choćby broniąc przeciwko Rajonowi Rondo.


Mimo wszystko zabrakło raptem centymetra, dwóch, by Kobe Bryant (34 pkt, 12/30, 7 zb, 7 as, 3 prz, 1 str) doprowadził mecz do remisu, być może do dogrywki. Ale jeśli jest coś czego Lakers powinni nauczyć się o sobie po tym trzymeczowym "swingu" po południowym wschodzie, to jest to alarmująca konieczność poprawienia triangle-offense. Orlando byli kolejnym zespołem z czołówki, który nie dał się zdominować przez duet Pau Gasol (20 pkt, 11 zb) - Andrew Bynum (5 pkt, 6 zb). A jeśli to nie następuje, obnażony zostaje fakt gorszej dyspozycji rzutowej Lakers w tym sezonie. Przekładając to na liczby, obrońcy tytułu trafiają gorzej za trzy (36.1 w 08/09 -> 34.7% w 09/10. 14/58 w 3 ost. meczach) i są w dolnej siódemce drużyn, które najrzadziej stają na linii osobistych (29.9% -> 27.7% prób osobistych do prób z gry). Gdy zsumować te dwa wskaźniki rzutów za 3 i za 1 - efektywna skuteczność Lakers daje im dopiero 15 m. w lidze (49.7%), gdy rok temu notowali jeszcze 51.2% (7 m.).

Te liczby dowodzą temu co widać było ostatnio gołym okiem, ale też ta trzymeczowa zła passa uwydatnia tylko problemy, widoczne co jakiś czas, a często przysłaniane przez genialną w tym sezonie grę Kobe'go w czwartych kwartach . Passing-game nie jest tak błyskotliwa, rzadko trafia się The Lake Show, a pierwsza piątka ma problemy ze zdobywaniem łatwych punktów po kontratakach. Za sprawą Rona Artesta Lakers bronią jeszcze lepiej, ale z  drugiej strony mają problemy z wykańczaniem akcji pod koszem(61.8 -> 59.2%) , gdzie sam Artest jest jednym z najgorszych w lidze . To wszystko wymienione wyżej znajduje odbicie w spadku efektywności ofensywnej, ale też przede wszystkim efektywnej skuteczności (mniej osobistych, gorszy procent trójek).

Lakers potrzebują lepszego spacingu, by stworzyć więcej miejsca na grę zwłaszcza Gasolowi. Ten bywa podwajany i trzeba wtedy pogrozić z dystansu. Tymczasem poza Bryantem, skuteczność Lakers za trzy w tym sezonie jest sporadyczna. Choć spadek o 1.4% nie jest zatrważający, to Derek Fisher czy Ron Artest są nieregularni. Lakers potrzebują drugiej opcji strzeleckiej i prawdopodobnie potrzebują też do tego strzelców z dystansu. To nie musi być kwestia znalezienia odpowiedniego przycisku i przestawienia go na ON. To może być ciągnącym się problemem przeciwko zespołom tak aktywnie broniącym obwód i nie dającym się zdominować pod koszem.

A gdyby Kobe jednak ten mecz wygrał, Magic mogliby pomyśleć o większość z tych 19 strat, które popełnili i mieć trochę pretensji do Stana Van Gundy'ego, że ten w czwartej kwarcie zostawił Barnesa na wyspie z Kobe'm, nie próbując podwajania, które w dużej mierze przyczyniło się do czwartkowej porażki Lakers z Miami.

Mordercze trójki Rasharda Lewisa (4/9), świetne (tylko) 19 minut Andrew Bynuma (4 blk) w obronie na Howardzie, dobra obrona z obydwu stron plus wysoka intensywność. Play-off basketball.


WASHINGTON 83, BOSTON 86

Kevin Garnett po raz pierwszy od stycznia 1996 roku zaliczył mecz, w którym nie trafił żadnego rzutu z gry (0/7). Przez 42 minuty tego meczu Celtics grali tak jak tydzień temu przeciwko New Jersey Nets, przegrywając trzynastoma punktami. Okazało się jednak, że tylko trochę ponad 5 minut potrzeba, by pokonać atletycznych, ale nie potrafiących pozbierać się w końcówce Wizards. Celtics rzucili 4 punkty przez pierwsze 6 minut czwartej kwarty, by drugie sześć wygrać 20-4, kończąc run dwiema trójkami Ray'a Allena (25 pkt.) w ostatnich 90 sekundach. Po meczu KG był nadal na tyle jeszcze wzburzony, by bić się w pierś i rozciągać swój jersey. W meczu, w którym wszystkie swoje osiem punktów zdobył z linii i miał 10 zbiórek.

Nie będzie w statystykach trzech akcji. Wszystkie z crunch-time, gdy liczyła się każda pozycja w obronie. Pierwszej, gdy Garnett zatrzymał jeden-na-jeden Andray'a Blatche (23 pkt, 10/20, 9 zb) i zmusił go do arcy-ciężkiego fade-away'a. Drugiej, gdy agresywnie zamknął Randy'ego Foye'a (9 pkt, 8 zb), podwajając go przy linii bocznej i zmuszając do paniki. Foye stracił piłkę, a mógł wziąć czas, czy choćby odbić ją o podwojenie. I trzeciej, gdy najpierw przechwycił piłkę Rajon Rondo (15 pkt, 7 zb), potem przejął ją Mike Miller (8 pkt, 8 zb), ale jej nie opanował i KG rzucił się przy linii bocznej na parkiet, łapiąc piłkę i biorąc time-out. Oczywiście TD Garden w tym momencie kipiała.

Flip Saunders: "We start talking to Garnett, start talking trash and everything else. Got Garnett and those guys juiced up and we just pissed down our leg the last six minutes."

Przez 42 minuty Blatche, Al Thornton (24 pkt, 11 zb), JaVale McGee (13 pkt, 1 zb) dominowali front-court Celtics. Ok, jeśli McGee jest w NBA, a nie w NBDL, to Hasheem Thabeet też powinien dostawać minuty. 1 zbiórka w 30 minut od centra, mierzącego 213 cm, na oko z 221. KG trzy razy zaliczył kroki, a McGee albo blokował albo kontestował rzuty, Pierce nie radził sobie w obronie z Thorntonem 1-na-1. Do tego Rondo miał tylko 2 punkty i 2 asysty po pierwszych 24 minutach meczu. Wyglądał jakby miał gdzieś.

KG? Doc Rivers przestrzegał, że czasem może trafić mu się taki mecz jak minionej nocy. Ostatnio miał 18.5 pkt. w 4 ost. meczach, tym razem przegrywał z atletycznością młodszych podkoszowych Wizards, ale w żadnym momencie tego meczu nie stracił agresywności. Te trzy akcje w obronie były nie mniej ważne niż obydwie trójki Allena. Tego nie będzie w statsach, ale właśnie za tak inspirującą postawę nadal ma chyba tylu fanów na świecie i we mnie jednego z największych. Zresztą po meczu znalazł się na frontowym zdjęciu ESPN z podpisem "Fighting Power".

Nie pisałem o tym tutaj, ale po zeszłotygodniowej porażce z Nets, Rasheed Wallace i Kendrick Perkins stwierdzili, że Celtics są znudzeni sezonem regularnym, stąd niby tyle tych porażek w drugiej połowie. Widziałem już zespoły, które faktycznie podnosiły intensywność gry im bliżej play-offów - to naturalne, ale były też i te, gdzie nie można były już dobudzić trupa. Celtics to jeden z tych teamów, które jeśli obejrzeć przebieg wczorajszego meczu starają się zrobić wszystko, by pozostawić wielu w tej niepewności. Na pewno mają jednak problem z atletycznymi frontcourtami, co pokazał ten mecz, starcia z Atlantą czy choćby small-ball zagrany w poprzedni czwartek przez Cleveland. Nikt już nie boi się Garnetta i wielu stara się go przetestować, ale stary człowiek zrobił wczoraj w 5 minut tyle ile nie zrobił przez 43. I nigdy nie zwątpił, albo przynajmniej nie pokazał tego po sobie.



Podziel się:

komentarze (32) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 7 MARCA

poniedziałek, 08 marca 2010 8:40

GET OUT OF MY WAY LAMAR ODOM!

poniedziałek, 08 marca 2010 0:57

Licznik odwiedzin:  15 104 095

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u