Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




WILKI ZACZYNAJĄ PODGRYZAĆ...

wtorek, 03 stycznia 2012 18:24

Sebastian Hetman

 

 

(3-2) SAN ANTONIO @ (2-3) MINNESOTA  96:106

 

 

Ku zaskoczeniu jakiejś tam części świata, Minnesota Timberwolves wygrali swój drugi mecz z rzędu i ograli kolejnych weteranów ze stanu Teksas. Zrobili to co prawda z małą taryfą ulgową, bo po zaledwie 12 minutach gry Manu Ginobili prawdopodobnie złamał kość śródręcza w rzucającej lewej ręce. Bez Manu czy „z”, ale i tak wygrana 106:96 nad Spurs stała się nie lada sensacją, a Kevin Love po raz kolejny był sobą...

 

 

Po wygranej z Dallas (pierwszej jakiejkolwiek od 294 dni), ja  jako „ultras” Wolves podchodziłem do całego tematu raczej ostrożnie. Podobnie jest po meczu ze Spurs, a Wilki dopiero zaczynają podgryzać. Nie będą jeszcze zabijać i zjadać, na dzień dzisiejszy podgryzają, kosztują, smakują, po prostu uczą się normalnej koszykówki pod okiem Adelmana, którego nie David Kahn, a sam Bóg zesłał do zimnej i ponurej Minnesoty. Koszykówki normalnej, bo wcześniej wszystko było nienormalne i można po cichu mówić, że Wolves dopiero zaczynają uczyć się bronić.

 

 

Wczoraj to Spurs dzięki swojej obronie zaczęli od szybkiego uderzenia 7-0 i przez jakiś czas kontrolowali przebieg wydarzeń jeszcze w pierwszej kwarcie. W tym fragmencie Tim Duncan (16 pkt., 5 ast.) grał jak uśpiony profesor, który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w NBA. Trafił pierwsze cztery rzuty z gry, wszystko z kąta 45 stopni i brzydko mówiąc, „olewał” wyczyny młodszego o trylion lat Kevina eL. (nie mylić z Maćkiem eL.), który w samej pierwszej części uzbierał aż 13 punktów (trzy trójki).

 


Kevin Love (24 pkt., 15 zb.) po raz kolejny zanotował double-double, do którego dołożył 3 przechwyty i 2 bloki, dlatego Wolves głównie dzięki niemu fajnie wyglądają w hustle plays. Love po zrzuceniu ok. 11 kg osobiście mnie zawstydził i zmobilizował do odstawienia grubych opcji z McDonalda. Wygląda i rusza się fantastycznie, co najśmieszniejsze, jest najlepszym strzelcem Wolves zza łuku. Może tego brakowało? Skrzydłowego, który będzie rozciągał grę na dystansie? Love już w tamtym sezonie trafiał trójki (41,7%), ale w tym nagminnie straszy rzutem i albo mija, albo po prostu odpala trójczynę. Nawet Michael Beasley (19 pkt.) trafił wczoraj dwie, grał całkiem przyzwoicie, z głową. Czasami nie mogę zrozumieć tego gościa, w którym drzemie przecież tak ogromny talent. Nie mam pojęcia co siedzi w jego głowie, ale gdzieś już czytałem o wielkich planach 'Soty związanych z jego tradem. Plotki plotkami, ale Beasleya w Minny może zastąpić rookie Derrick Williams (7 pkt, 3/3 z gry), który świetnie rozumie się z Rubio. Ta dwójka w samej drugiej kwarcie wykombinowała trzy akcje i widać, że niektóre z nich są po prostu nagminnie ćwiczone. Co prawda Beasley i Williams mogą grać razem w piątce, a Rick Adelman absolutnie tego nie unika, bo nawet próbował takiej kombinacji, w której Anthony Tolliver grał centra.

 

 

Bez Manu Ginobiliego, który w drugiej kwarcie zderzył się z Tolliverem, Spurs po cichu zaczęli grać swoje, ale ostatecznie szybki run 8-0 pogrzebał staruszków z Teksasu, którzy byli już nawet na -17. Richard Jefferson zagrał bardzo fajnie, bo na poziomie 16 punktów (6-10) z gry i nie forsował akcji, szczególnie kiedy był podwajany nieco bliżej kosza. Dobre spotkanie rozegrał Tiago Splitter (12 pkt.), za to Tony Parker był myślami gdzieś na lazurowym wybrzeżu (3-11 z gry). Defense Wolves w polu trzech sekund nie wyglądał najgorzej, chociaż z drugiej strony może takie wrażenie sprawiały spore gabaryty Milicica i 12 zbiórek na własnej tablic Kevina Love? Tak czy owak, „Wilki” nadal mają ogromne braki na przekazach, zaś perimeter defense wygląda tragicznie, kiedy Luke Ridnour zazwyczaj nie nadąża za piłką. Co innego w ofensywie, bo ball-movement prezentował się wczoraj bardzo przyzwoicie. Bilans? 12/21 za trzy + postawa Wesa Johnsona (6/6 z gry), który był cichym punktującym tego spotkania (14 oczek).

 

 

 

 

W NBA ten mecz raczej wiele nie zmieni, ale cieszy fakt, że drużyna z dołka ligi potrafi wyszarpać dwa ciężkie mecze na własnym parkiecie. Ktoś dzisiaj zauważył, że David Kahn ma w składzie aktualnie pięciu graczy, którzy na przełomie trzech ostatnich lat zostali wybrani przynajmniej w pierwszej piątce Draftu. Beasley (2008 – pick 2), Love (2008 – pick 5), Rubio (2009 – pick 5), Johnson (2010 – pick 5) i Williams (2011 – pick 2) to z pewnością młodzi gracze o niesłychanych talentach, a ja powoli przekonuję się do Hiszpana, który rewelacyjnie potrafi korzystać z zasłon i nie daje sobą pomiatać. Moim zdaniem jeszcze za mało jest gry na pick’n’rollach, więcej na pick’n’pop, ale Adelman zagrywki ułoży sobie w czasie. W tym wszystkim jest także biały skrzydłowy, potrafiący robić na tablicach niesamowite rzeczy i już jutro wrzucę tekst ze styczniowego numeru MVP z roku 2010, poświęcony właśnie jemu. Wolves potrzebują solidnej ręki trenerskiej, a taką dysponuje Rick The „D”. Ewidentnie brakuje także pewnego strzelca z dystansu, bo taki mecz jak wczoraj może się nie powtórzyć. Pomijając już plotki związane z Beasleyem i inne animozje, mogę stwierdzić, że w Minnesocie sprawy powolutku, naprawdę powoli idą w dobrym kierunku. Nie od razu Rzym zbudowano...

 

 

 

 

Najdziwniejsze jest to, że Timberwolves wytrzymali do końca mecz z potencjalnie lepszym rywalem (bo zdarzały i zdarzać się będą głupie, kluczowe straty), a przecież byli blisko także z Heat (-2) i Thunder (-4), nie wspominając już o Bucks (-3). Co najlepsze, wygrali mecz mając aż 19 strat i tylko 20 punktów z ławki, ale za to solidne 36 w pomalowanym. Absolutnie nie należy się jednak unosić, tylko skupić na kolejnych spotkaniach watahy, która jak na razie podgryza zwierzynę w NBA. Ważne, że są chęci i widać zaangażowanie.

 

 

A Darko Milcic? Mimo solidnego meczu (10 pkt.) nadal będzie tylko (dla niektórych „aż”) Darko „Półhakiem” Milicicem...

 

http://youtu.be/qEjOQuE57rQ
Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 718 122  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718122

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0