Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 371 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




KEVIN LOVE - Z MIŁOŚCI DO KOSZYKÓWKI

środa, 04 stycznia 2012 8:14

Sebastian Hetman

 

 

Minnesota lub jak kto woli Minneapolis – miasto leżące w krainie wielkich jezior, tam gdzie raczej nie jeździ się na wakacje z rodziną. W mieście o dość nieprzyjaznym klimacie żyło i pracowało dwóch Kevinów. Jeden gra teraz w Boston Celtics i za jego sprawą Wolves mogli grać przez kilka lat w Playoffs. Drugi grał kiedyś w „Zielonym Mieście”, z takimi gośćmi jak Larry Bird i Robert Parrish. Znany był ze swoich „znakomitych” transferów i obecnie żaden kibic nie wspomina dobrze jego rządów w klubie, który wszystko zaczyna od początku. Pewnego dnia zespół z krainy wielkich jezior przywitał w swoim gronie trzeciego Kevina. I ten trzeci Kevin może stać się jednym z najlepszych graczy w historii klubu i nie tylko...

 

 

Kevin Wesley Love, bo o nim mowa urodził się dopiero 7 września 1988 roku w Santa Monica (Kalifornia) i jest kimś wyjątkowym jak na swój młody wiek. Ojciec Stan, zawodowy gracz NBA w latach 1971-75 wie o koszykówce wszystko i talent do rozumienia gry przekazał w genach swojemu potomkowi. Studiujący na uniwersytecie Oregon (1968-71) miał zaszczyt rozegrać 4 sezony na parkietach najlepszej ligi świata, by 13 lat później stworzyć kogoś nieprzewidywalnego.

 

 

Kevin od urodzenia był „skazany” na koszykówkę. Warunki fizyczne pozwoliły mu rozwinąć skrzydła już przed szkołą średnią, kiedy to jego ojciec trenował z nim codziennie, uczył gry tyłem do kosza i kazał robić pompki na palcach. Puszczał mu sporo filmów z instruktarzem gry takich gwiazd jak Hakeem Olajuwon, Charles Barkley czy David Robinson. Bratanek członka legendarnej grupy Beach Boys (Mike’a Love) zakochał się w koszykówce od „pierwszego wejrzenia” i chyba w rytm legendarnego kawałka „Surffin’ USA” zabrał się za wyczynowe uprawianie koszykówki. Drugie imię (Wesley) odziedziczył w hołdzie dla legendarnego Wesa Unsleda, prywatnie przyjaciela rodziny i znanego centra Washington Bullets w latach siedemdziesiątych…

 

 

W szkole średniej Love reprezentował barwy Lake Oswego HS ze stanu Oregon. Pod jego wodzą aż 3 razy pod rząd zagrali w finale stanowym (lata 2005-2007) i tylko w raz udało im się wygrać championship game. W pamiętnym roku 2006 pokonali ekipę South Medford 59-57, prowadzoną wtedy przez obecnego gwiazdora Duke Blue Devils, Kyle’a Singlera. Love swój ostatni sezon w Lake Oswego zakończył ze średnimi 34 punktów, 17 zbiórek i 4 asyst w każdym spotkaniu. Grał na poziomie All-American, a w swoim stanie był najlepszy. Każdy pamięta także jego wsad na ostatnim roku szkoły średniej, po którym tablica po prostu rozsypała się na kawałki. Ot co, niepozorny i misiowaty skrzydłowy. Został rozstawiony w pierwszej piątce najlepszych graczy klasy 2007 (wg. ESPN znalazł się na pierwszym miejscu z oceną 99/100) i sam zadecydował o swojej karierze akademickiej.

 

Love wybrał uczelnię UCLA rezygnując z takich uniwersytetów jak North Carolina, Kansas czy chociażby Oregon. Fani legendarnych Ducks do tej pory nie wybaczyli mu jego decyzji. Kevin nie poszedł w ślady ojca i przez jeden sezon spędzony w Kalifornii musiał borykać się z wieloma niekorzystnymi komentarzami, szczególnie w stanie Oregon, gdzie nawet kilkakrotnie grożono mu śmiercią. Pamiętam pierwsze spotkanie UCLA, kiedy to legendarni Bruins w składzie z Russellem Westbrookiem i Darrenem Collisonem gościli w hali Oregon Ducks.  Dawno nie widziałem takiej nienawiści na trybunach biorąc pod uwagę poziom NCAA. Love zakończył spotkanie z dorobkiem 26 punktów i 18 zbiórek, zaś Bruins wygrali całe spotkanie 80-75. Potem było już tylko lepiej. Kevin zgarniał nagrody i wyróżnienia m.in. All-American Team, PAC-10 Player of The Year i PAC-10 Freshman of The Year. Doszedł nawet ze swoją ekipą do Final Four 2008, ale w półfinale lepsi okazali się gracze Memphis Tigers, którymi dowodził Derrick Rose.

 

 

Draft 2008 urodził sporo młodych talentów takich jak wspominany wcześniej Rose, Michael Beasley, OJ Mayo, Russel Westbrook, Brook Lopez czy Eric Gordon i Danillo Gallinari. Kevin Love został wybrany z numerem 5 przez Memphis Grizzlies i w zasadzie wtedy wszystko potoczyło się na jego korzyść. Nielubiany w Minneapolis McHale, który wówczas był głównym menagerem Wilków zaproponował wymianę, na zasadzie której Wolves oddali Mayo (pick 3) w zamian za gracza z UCLA.

 

 

Czy jest to historia godna rewelacyjnego sportowca? Kto wie, ale od roku 2008 Kevin Love poczynił ogromne postępy i znienawidzony McHale miał nosa. Postawił na gracza o niezbyt przyzwoitym atletyzmie. Kevin Love nie był dłużny i od razu chciał zapłacić za swoją szansę.  W rookie season zanotował aż 29 double-doubles, ustanawiając w ten sposób rekord klubu z Minnesoty jako debiutant. W latach 2009-10 Love musiał znosić trudy sezonu na ławce i z powodu kontuzji nadgarstka rozegrał tylko 60 spotkań. Determinację i ciężką pracę zauważył trener Mike Krzyzewski, który powołał reprezentanta Minnesoty na Mistrzostwa Świata w Turcji, gdzie Amerykanie zdobyli złoto, a sam Love nauczył się sporo od starszych kolegów.

 

 

Podczas minionych wakacji Kevin „The Dude” rozwinął się nie tylko koszykarsko. Mentalnie stał się mężczyzną twardo stąpającym po ziemi. Jest także normalnym, młodym gościem o wielkim poczuciu humoru, wystylizowanym zaroście i z lekkimi zakolami, który lubi gry wideo. Sam był twarzą na okładce NCAA Basketball 2009, do której EA Sports wykorzystało m.in.  jego ruchy. Elegancko się ubiera i ceni sobie prywatność. W wolnych chwilach może godzinami rozmawiać o koszykówce. Już jako młody gracz udzielał się na słynnym nowojorskim boisku Rucker Park w przerwach letnich. Wystąpił także w filmie „Gunnin’ For That #1 Spot” w reżyserii Adama Yaucha, członka legendarnej grupy Beastie Boys. Film opowiada o ośmiu najlepszych graczach ze szkół średnich w USA, a nakręcony został na przełomie lat 2006-2007. Można zobaczyć także fragmenty spotkań z Boost Mobile Elite 24 Hoops Classic, które były rozgrywane w Harlemie przy udziale takich graczy jak Michael Beasley czy Tyreke Evans.

 

 

„Grubasek” jest wygadany, potrafi się składnie wypowiedzieć i jest po prostu tzw. „ziomalem”. Biały „ziomal” zaskarbił sobie fanów Wolves, stołeczne media i społeczność. O ile w Oregonie nadal chcieliby mu wyrwać serce albo powiększyć zakola, o tyle w Minneapolis ludzie traktują go jak „swego”. A wiemy, że na ogół panujący tam klimat ogranicza się do powiedzeń typu: „Jeżeli nie jesteś stąd i nie lubisz Minnesota Vikings to lepiej skocz z mostu, zanim Cię dorwiemy”. Młodziakowi z Kalifornii nie przeszkadza zimny klimat (w przeciwieństwie do Rubio), nie przeszkadzają mu klubowe problemy i nawet zamarznięte jeziora. „Kev” czerpie radość z życia i jak sam twierdzi, nie ma i nie może na coś narzekać. Z dnia na dzień stara się żyć normalnie, z pokorą i samozaparciem iść przez marketingową papkę, jaką jest otoczka wokół ligi NBA.

 

 

Teraz najważniejsze pytanie. Czy Kevin Love jest dzisiaj graczem kompletnym? Trudno oceniać kogoś kto do tej pory rozegrał dwa sezony w NBA i jest w trakcie trzeciego. Na pewno jest graczem wartościowym, produktywnym, który zaczął tworzyć nową historię. 12 listopada 2010 roku Wolves podejmowali u siebie New York Knicks. Love rzucił 31 punktów i zebrał aż 31 piłek! Od czasów Mosesa Malone’a, który 18 lat temu przeciwko Sonics miał 38 punktów i 32 zbiórki nikt nie osiągnął takich wyników. Za mało? W samym listopadzie „Mr Class Cleaner” zaliczył 4 występy z co najmniej 20 punktami i 20 zbiórkami. Ostatni raz aż 4 takie mecze w miesiącu zaliczył Kevin Willis w 1991 roku. Kiedy kończę pisać ten akapit Kevin Love ma na swoim koncie 5 spotkań pokroju 20/20. Rekord klubu to 6 takich występów, który  należy do Kevina Garnetta (sezon 2003/04), zaś rekord NBA na przełomie ostatnich dwudziestu lat to 12 spotkań w wykonaniu Kevina Willisa (sezon 1991/92).

 

 

Po tworzeniu nowej historii starter Wolves zaczął dostawać regularne 35 minut od trenera Rambisa. Starter, którego średnia zbiórek do tej pory wynosi 15,6 w każdym spotkaniu. Na przełomie ostatnich dwudziestu lat średnią powyżej piętnastu zbiórek po całym sezonie regularnym mieli tylko Ben Wallace (15,4 w 2002/03) oraz Dennis Rodman (kilkakrotnie nawet powyżej 16,0). Wolves i Love mają do rozegrania jeszcze 57 spotkań w sezonie regularnym, więc kto wie czym zaskoczy nas jeszcze "Mr. Glass Cleaner"

 


Nie mam pojęcia jakim mianem określić fenomen skrzydłowego z Minnnesoty. Dzisiaj wiem na pewno, że dość długo nie było takiego gracza na parkietach najlepszej ligi świata. Pragnienie i wola walki oraz umiejętność ustawienia się pod koszem stworzyły z białego, niezbyt atletycznego chłopaka gracza kompletnego. Kompletnego w walce na tablicach o sporych umiejętnościach i aspiracjach do tzw. „bumping game”. Ofensywnie również Kevin Love rozwija skrzydła. Zdobywa ponad 20 punktów w każdym spotkaniu. Zmysł do kalkulowania gdzie spadnie piłka po niecelnym rzucie przejął być może po ojcu, ale również nauczył się tej sztuki chociażby od Billa Russela, czy wspomnianego wcześniej Kevin McHale’a, który codziennie pracował z młokosem podczas jego rookie season. Ciężko go przepchnąć, jeszcze trudniej zastawić. On sam prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę i dzień w dzień doskonali swój warsztat pracy. Jerry Zgoda z Minnesota Star Tribune napisał niedawno, iż Love może być najlepszym graczem w historii ekipy Timberwolves. On i Michael Beasley mogą stworzyć w przyszłości niesamowity trzon zespołu z Minneapolis, to fakt.

 

 

Czy Kevin Love będzie lepszym graczem niż Kevin Garnett? Nie można ich porównywać w takich samych kategoriach, chociaż w krainie wielkich jezior nikt już za KG nie tęskni.  Wiem natomiast jedno. Białego skrzydłowego już dzisiaj można zaliczyć do grona „franchise players” i „game changera”, który za 2-3 lata doszczętnie zdominuje grę na desce.

 

 

Na pytanie dlaczego taką wagę przywiązuje do zbiórek odpowiada: „Robię to z miłości do koszykówki. Przecież w spotkaniu nie liczą się tylko punkty. Mecze wygrywa się zbiórkami”. Tak Panie Kevin – z miłości do koszykówki...

 

 

Artykuł mojego autorstwa pochodzi z MVP Magazyn, Styczeń 2010 (nr 13)

 

 

 


Dzisiaj zastanawiam się tylko nad przyszłością Timberwolves, którzy mają już w zasadzie swojego franchise-playera. Kevin Love to nie tylko cyferki, ale przede wszystkim ogromna wiedza o koszykówce jak na gościa, który rocznikowo ma dopiero 24 lata. W tym wszystkim można się dopatrzeć solidnej ręki ojca i ogromnego doświadczenia, które Stan Love chciał przekazać swojemu synowi.

 

 

Skrzydłowy Minnesoty podczas lokautu schudł 11 kg, zaczął ćwiczyć jogę i zbilansował swoją grę po obu stronach parkietu, aczkolwiek na dzień dzisiejszy nie jest super defensorem i może nim nigdy nie być. Nie posiada nie wiadomo jakich warunków fizycznych, ale ma dwie jakże ważne cechy: koszykarskie IQ i pewność siebie, która rzadko towarzyszy białym zawodnikom, szczególnie na jego pozycji, bo zazwyczaj w pomalowanym wszystko przejmują czarnoskórzy i mega atletyczni gracze. Kevin Love znalazł swoje miejsce w NBA i potwierdził to chociażby w poniedziałek, kiedy Wolves ograli faworyzowanych Spurs.

 

 

Nie będę prorokował i twardo stał przy stanowisku, że Wolves już za dwa lata zdobędą Mistrzostwo NBA, bo to totalna bzdura, a spotkałem się już z takim twierdzeniem. Przebudowa zespołu jeszcze trochę potrwa, zaś wielkim sukcesem byłby awans do Playoffs na przełomie trzech najbliższych lat. Na dzień dzisiejszy mają w składzie cholernie sporo talentu i gracza, który już jest w Top 15 najlepszych zawodników ligi, a jego dalszy rozwój to tylko kwestia czasu...

 

 

Kevin Love w NBA:

 

Sezon 2008/09: 11,1 ppg, 9,1 rpg, 1,0 apg, 0,4 spg, 46% FG, 10,5% 3P

Sezon 2009/10: 14,0 ppg, 11,0 rpg, 2,3 apg, 0,7 spg, 45% FG, 33% 3P

Sezon 2010/11: 20,2 ppg, 15,2 rpg, 2,5 apg, 0,6 spg, 47% FG, 41,7% 3P

Sezon 2011/12: 25,4 ppg, 15,2 rpg, 2,4 apg, 1,4 spg, 47,6 FG, 44% 3P


 

 

 

 

 

 

Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 717 034  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18717034

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0