
Maciej Kwiatkowski
Kobe Bryant w ostatnich latach zaczyna kształtować résumé gościa, na pomniku którego przed Staples Center wygrawerowane zostanie "Grać albo umrzeć próbując".
Cała idea mówiąca o tym, że Bryant pomimo nadprzeciętnego, niewyobrażalnego dla zwykłych śmiertelników bólu oddaje najwięcej rzutów w tym i w poprzednim sezonie, mając pod koszem najlepszy frontcourt NBA, jest jednak tak samo bohaterska, jak i groteskowa.
Ale z drugiej strony - dopóki Bryant gra tak jak gra w tym sezonie, to prawdopodobnie wszyscy powinniśmy się zamknąć i powodów zmartwień Lakers szukać w błyszczącym się częściej niż zwykle czole Dereka Fishera albo w tym co zostało ze Świata Pokoju.
Oczywiście - Kobe rzuca za dużo, ale gdyby sezon zakończył się dzisiaj, Bryant zakończyłby go z career-high w asystach (6.1).
Nadal nie ma w NBA gracza respektowanego tak bardzo za to co potrafi zrobić, gdy mecz dobiega rozstrzygnięcia. Zawodnicy NBA wiedzą dobrze, bo znają po sobie, że crunch-time nie wybiera. To nie jest tak, że w każdym, zaciętym meczu jest na boisku 10 gości, którzy chcą oddać ostatni rzut. Myślę, że nie ma ich nawet pięciu, a najczęściej jest to dwóch czy trzech graczy i nie jest to Pau Gasol. Dlatego choć statystyki crunch-time nie działają na jego korzyść, to wciąż, sezon w sezon, Bryant jest wybierany jako ten, do którego powinna powędrować piłka w ostatnich sekundach. Nie chodzi tu o procent z gry, chodzi o ilość prób. Zaawansowane statystyki nie zmierzyły jeszcze poziomu zaufania graczy względem siebie.
Przez szatnie NBA przewija się też jednak fama, że Bryantowi zostanie za kariery wystawiony pomnik gracza, który grał mimo wszystkich kontuzji na świecie. Którego heroizm odczytywany zacznie być nie w osiągnięciach, ale w tym ile przetrwał minut, w których prawdopodobnie rozsądniejszym byłoby leczyć kontuzję gdzieś gdzie nie ma 20 tys. osób na trybunach i kilku milionów zainteresowanych sprawą na codzień.
Spójrzmy na Marcusa Camby'ego albo Steve'a Nasha czy Granta Hilla. Nie wiem czy to wina pewnej części mediów, która chce ukoronować Bryanta przed jego koszykarską śmiercią, czy też tego, że Los Angeles to stolica silikonu i operacji plastycznych, ale wiemy wszystko o jego kontuzjach i kiedy Bryant robi coś wielkiego - robi to "mimo kontuzji". Widziałem nagłówek z ESPN Los Angeles Times, "Bryant shooting through the pain". Jestem pewien, że Dave McMenamin napisał go z intencjami pełnymi dóz ironii. Obyś pomyślał - bracie, jeśli cię boli, to nie rzucaj, bo gorzej będzie.
"Nie może być gorzej, bracie", uśmiech. Bam. 39 punktów.
Bryant rozgrywa bardzo dobry-skreśl-znakomity sezon - i nie to, że się tego nie spodziewaliśmy. Robi to z kontuzjami czy bez. Nie są one jednak większe niż to z czym zmagają się inni koszykarze tej ligi, którzy cały czas grają.
Tymczasem pewien, wciąż tylko 27-letni, zaskakująco sprawny center z Łodzi, który przez niektórych tutaj jest już niemal wyklęty za swoje chłodne spostrzeżenia dot. reprezentacji Polski, został minionej nocy nr 1 NBA w skuteczności z gry.
Pójdźmy dalej - Gortat jest nr 1 w NBA w kończeniu sytuacji pick & roll, wg Synergy Sports.
Próba jest mała, ale trafia 63%. Pick&rolle wciąż stanowią największą część jego produkcji ofensywnej (36%), ale miał już w tym sezonie 18 sytuacji post up (21%), w których 8 razy zdobył punkty (8/15), raz był faulowany i tylko dwa razy stracił piłkę.
A te celne rzuty z półdystansu w meczach z Portland i Milwaukee? Trafił ich 6 z 8 w tym sezonie w sytuacjach spot up po otrzymaniu podania zazwyczaj od Steve'a Nasha. Te statystyki zieeeeją efektywnością.
Gortat ma trochę problemów w tym sezonie ze zbiórkami, z czego jednak na szczęście dobrze zdaje sobie sprawę. Jego wskaźnik zbiórek spadł z 18.1% w poprzednim sezonie do tylko 14.2% w tym. Posługując się normalnymi danymi - z 9.3 do 6.8, mimo tylko czterech minut mniej na parkiecie.
Wróćmy jednak do SynergySports, bo ten system kocha Gortata na starcie tego sezonu. Gortat jest 13. graczem NBA w ilości traconych punktów na posiadanie. Inaczej można to określić jako wskaźnik indywidualnej defensywy. Gortat pozwala rywalom na 0.54 pkt na posiadanie, które bezpośrednio broni (12/37 z gry). Oczywiście nie załapie się do zagrania, jeżeli nie przesunie dobrze w rotacji przy pick & rollu, więc może sobie w zasadzie pomóc w indywidualnym defensywnym PPP, jeśli ...zagra źle w obronie. Team-defense nie jest nawet jednak blisko jego pięty achillesowej, a pick & roll defense jest w zasadzie wisienką na torcie w tym co oferuje, dopóki nie stanie się bronią w post up.
Zwłaszcza w tak skompresowanym sezonie wielu graczy NBA zmagać się będzie z kontuzjami. Musisz być mądry i doświadczony, aby ocenić na co cię stać danego dnia. Kobe Bryant robi to od lat. Myślę jednak, że Gortat w naszym małym świecie, o którym nie musi wiedzieć ESPN czy Los Angeles Times, również pokazał to na początku sezonu.
Mam nadzieję, że nie będziemy już mówić o jego kontuzjach i niech wróci zupełnie do zdrowia. Dzisiaj Suns grają w nocy o 4.30 przeciwko Bryantowi i Andrew Bynumowi w Staples Center.
"Czuję się już znacznie lepiej i powoli odzyskuję pewność siebie. Naprawdę bardzo potrzebny był mi taki mecz jak ten z Bucks. Najbardziej cieszy mnie to, że mogłem w ten sposób przyczynić się do naszego drugiego zwycięstwa z rzędu, a na dodatek pewnie wykonywałem rzuty z półdystansu. Nie było zawahania ani zastanawiania się, a rzuty znajdowały drogę do kosza. Choć będzie ciężko, to mam nadzieję, że uda mi się utrzymać swoją skuteczność z gry w najbliższym meczu w Los Angeles z Lakers. Przed nami ważny mecz z mocnym rywalem i bardzo chciałbym, abyśmy przedłużyli naszą passę zwycięstw!" - via MG13.com.pl.
http://www.blazers.pun.pl/forums.php
Zapraszam wszystkich fanów PTB i nie tylko.
autor lamarcus
Zgadzam się z profesorem ciekawskim.
A co do Gortata to nie bardzo wiem jak on może więcej piłek zbierać jak on bardzo często po rzucie swoich kolegów zamiast atakować tablice to truchcikiem wraca na własną połowę.
autor bajbus
poza tym zwróć uwagę, że Barnes, startujący obecnie SF w Lakersach, wreszcie uporał się z urazami (lub tylko chwilowo wypalił ;) i w ostatnich dwóch meczach notuje 15,5 ppg, 8 rpg, 3,5 apg i całkiem dobry D (1,5 bpg). Więc z taką jego formą, TAKĄ formą Bynuma oraz nawet "taką" formą Gasola - bez żadnej krępacji można przyjąć, że LAL mają obecnie najlepszy frontcourt w lidze.
autor profesor_ciekawski
Ely3 nie świruj, że zestaw z Joelem Anthonym może rywalizować o jakiekolwiek miano z "najlepszym" w tytule. Miami nie ma ani jednego z najlepszych frontcourtów ani backcourtów w lidze. To jest właśnie taki "dziwny" team. Za to na pozycjach 2-3-4 są lata świtlne przed wszystkimi. Na tyle przed wszystkimi, że chyba w ogóle (wreszcie) na koniec sezonu będą przed wszystkimi. Silniejszym jest frontcourt z dobrym centrem i słabszym SF niż odwrotnie. To nie ulega żadnej wątpliwości. Dlatego ani majami, ani portland. Atlancie brakuje też trochę klasycznego C. Prawda jest taka, że LAL z Bynumem i Gasolem nawet jakby wystawili Fishera na SF to będa mieli ponadprzeciętny frontcourt. Co jednak, w żadnym wypadku, nie musi się przekładać na wyniki drużyny. Czego najlepszym przykładem są choćby majami, portland i atlanta.
autor Profesor_ciekawski
Bo ja wiem czy Lakers ma obecnie najlepszy frontcourt w NBA. No chyba ,że inaczej go definiuje ale jak ja popatrze kto biega w Lakers na pozycji SF to trzeba dużej dozy wyobraźni aby to trio nazwać najlepsze w NBA. Miami -Atlanta-Portland mają na pewno lepszy frontcourt.
W zeszłym roku na pewno mieli nr 1 ale w tym jak na razie daleko im do tego (choć pod koszem statystycznie na razie są nr 1 ale to chyba nie tożsame jest z frontcourtem)
autor Ely3
"Spójrzmy na Marcusa Camby'ego albo Steve'a Nasha czy Granta Hilla."... nie rozumiem, "kontuzje" Kobego to były URAZY i to wyolbrzymione, jak mu szło to dla fanów był to dowód na bryanta-nadczłowieka, jak było gorzej to mieli usprawiedliwienie... nie wiem co z tym wspólnego mają skręcone kolana i kostki wymienionych na początku...
autor amirkhattab
Licznik odwiedzin: 15 410 808




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: