
Maciej Kwiatkowski
Chciałbym zobaczyć jak robi to przeciwko klasowej defensywie, ale do licha, czyż Kobe Bryant nie jest ostatnio on fire?
Zostawmy to całe gagagaga o liczbie rzutów jakie oddaje. Trwa sezon regularny, Pau Gasol gra jakby był piątą opcją, trzeciej i czwartej nie ma i w pięciu ostatnich spotkaniach Kobe zdobywa średnio:
36.0 punktów na skuteczności 51%.
Mój dobry kolega z Katowic, który nie może spać po nocach, zaczepił mnie o czwartej, bo oglądał na żywo mecz Memphis i Oklahomy w Canal Plus (such a treat...). Od 2006 roku nie śledził NBA tak uważnie jak w tym sezonie i napisał mi, że "w piłce nożnej ciągle coś się zmienia, a w koszykówce brakuje mi nowych trików".
Odpowiedziałem mu więc, wiesz co, pooglądaj Kobe'go Bryanta, gra o 4.30 z Phoenix. Stary człowiek wciąż nosi za sobą torbę pełną trików. Nie oślepi cię łokciem na wysokości obręczy, czasem odda niepotrzebny rzut tu i ówdzie, ale nie trzeba się przyglądać blisko, aby zobaczyć cały repertuar umiejętności, wciąż niedoścignionych dla reszty graczy tej ligi.
"To Bryant jeszcze gra?!". Gra i wychodzi mu to całkiem nieźle.
Minionej nocy w Staples Center miał dwie słabsze kwarty w środku, ale w pierwszej i czwartej zwodził całą obronę Suns z Grantem Hillem na przedzie, tańczył wzdłuż baseline, seriami pompek, piwotów, rzutów z odskoku, z odchylenia, lecąc na obręcz, a to odpadając od niej pozostawiał Alvina Gentry'ego raz jeszcze z wyrazami głębokiego uznania i uśmiechem na twarzy. Miał nawet reverse alley-oop dunk i jeszcze jeden poniżej, gdy minął kolana Hilla i nie zobaczył przed sobą help-defense Suns.
22 marca rzucił Suns 42 punkty i ten gość naprawdę nie znosi Phoenix Suns. Nie znosi Suns już od pierwszej rundy playoffów w 2006 roku. Pamiętacie, Lakers prowadzili wtedy 3-1, by przegrać 3-4. Bryant rzucał 34,3 pkt przy skut. 56% w trzech ostatnich, przegranych meczach, ale w ostatnich 24 minutach GAME 7 oddał raptem tylko trzy rzuty. Pamiętam jak - oglądając tę serię i po raz pierwszy śledząc co do powiedzenia mają w Inside TNT - Charles Barkley krytykował wtedy Bryanta za to, że najzwyczajniej rzuca za dużo. W Game 6 Bryant miał 50 punktów z tylko 35 prób, ale Lakers przegrali. W Game 7 oddał 13 do przerwy i Suns prowadzili 60:45. W drugiej połowie Bryant wyglądał jakby starał się dowieść Barkley'owi, że ten team nie zajedzie daleko, jeżeli przestanie rzucać. Wtedy urodził się ten wielki mit śledzenia ilości rzutów Bryanta, w odniesieniu do ewolucji Michaela Jordana w gracza, który sprawiał, że jego partnerzy są lepsi. Do dziś zastanawiam się jak dużo lepsi byliby trzej starterzy Smush Parker, Luke Walton czy Kwame Brown, gdyby Bryant częściej zauważał ich w grze. Myślę, że staliby się hall-of-famerami.
Suns rzeczywiście mieli wtedy lepszy zespół. To był ten sezon, który, prócz trzech meczów, rozegrali w całości bez mikrozłamanego Amare Stoudemire'a, ale jakby zupełnie tego nie zauważyli, a Bill Walton porównywał Borisa Diawa do geniuszy pokroju Beethovena.
Ale mimo wszystko idea, że Bryant zrezygnował pozostała do dziś dla wielu nieprawdopodobna. Choć wydaje mi się, że wszystko tu jest dosyć jasne. W tym sezonie oglądam jak gra Bryant i proszę, aby to Derek Fisher zrezygnował.
29,4 punktów to jego najwyższa średnia od czasu gdy dołączył do Lakers Gasol, ale możecie powiedzieć, oglądając Lakers w tym sezonie, że Pau nie jest już tym samym graczem i możecie przyznać też, że brakuje Lamara Odoma, który dawał to drugie depnięcie w końcówkach pierwszej i trzeciej kwarty. Andrew Bynum będzie podwajany coraz częściej - co trwa już od drugiej połowy w Portland - i odrzucanie piłki z podwojeń to jeszcze cos czego nie ma i w tym sezonie nie będzie mieć na poziomie "All-Star". Aby tego było mało, jak tu grać przez post-up, kiedy Lakers nie trafiają nawet w tym sezonie 30% za trzy. Przez to zupełnie naturalnie jeszcze więcej spoczywa na barkach Bryanta, choć ceną jego 40 czy 48 punktów zawsze będzie tych kilka niepotrzebnych rzutów przez ręce.
Ten akurat zespół - jeżeli pozostanie niewzmocniony - może nie być lepszy dlatego, że Bryant będzie dawał innym częściej siąść do stołu.
Przypilnuję, aby mój dobry kolega zobaczył sobie ten mecz z jakiegoś torrentu. To jest najlepsze show w Los Angeles. Nadal.
@ ogqozo, Gasol statystycznie nie wyglada zle, ale moze warto obejrzec mecz LAL zanim zacznie sie go chwalic. Brakuje mu agresji i energii w ataku, jest jak opona z upuszczonym powietrzem. Gra tak jakby chcial przemknac przez parkiet niezauwazony, a jeszcze na poczatku zeszlego sezonu gral jak najlepszy gracz ligi, byl pelen pasji i mialo sie wrazenie ze nic go nie zatrzyma. Mam nadzieje, ze jeszcze w tym sezonie ta iskra wroci. Lecz przede wszystkim LAL trzeba PG i lidera obwodu na lawce.
autor bon3ss
Brawo dla Macka, ze schowal do szafy wszystkie swoje niecheci do Bryanta i wysmazyl nam tu takii pochlebny tekst. Nalezalo sie. Pozdrawiam
autor xkrisx
"Pau Gasol gra jakby był piątą opcją" - no bez przesady. 57% z gry, 16,6 pkt. - każda drużyna chciałaby mieć taką trzecią opcję. Chyba nawet Miami. Do tego 9,5 zbiórki, 1,6 bloku - ogólnie 27. PER w lidze, co stawia go tuż za Bynumem. Jest tylko jedna lepsza "trzecia opcja" pod tym względem i jest to Spcncer Hawes. Tylko kilka "drugich opcji": Harden, Millsap, Dwight Howard. Tak, Dwyane Wade ma w tym sezonie niższe PER od Gasola. Mało? Pod względem Value Added Hiszpan zajmuje 11. miejsce w lidze. Doceniajmy Gasola. Fakt, że rok temu był w Jezioranach pierwszą opcją, ale choć teraz jest nieco z tyłu, nadal jest wart ogromnie wiele.
autor ogqozo
blog: ballman.blox.pl
Dzien N. Robinsona
autor Gaga
Za to LeBron dziś w IV kwarcie i dogrywce 3 pnukty i w samej końcówce OT - kluczowa strata i dwie cegły za 3 (czemu nie atakował kosza?????). Dzień tryumfu Kobego, nie ma co.
autor profesor_ciekawski
Licznik odwiedzin: 15 410 580




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: