Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




THOMAS ROBINSON – NIGDY WIĘCEJ ZŁYCH TELEFONÓW

piątek, 20 stycznia 2012 12:48

Sebastian Hetman

 

 

21 stycznia 2011 roku, wieczór. Komórka Thomasa Robinsona dzwoni i dzwoni. Obok siedzą bracia Morris, Marcus i Markieff. Robinson nie odbiera, w końcu sprawdza pocztę głosową i oddzwania. Odbiera jego 7-letnia siostra Jayla, płacze, dosłownie łka przez słuchawkę...

 

 

Lisa Robinson w wieku 43 lat zmarła na atak serca, zostawiając na świecie 19-letniego wówczas Thomasa i młodszą córkę Jaylę. Czarna seria w rodzinie zebrała całkowite żniwo, ponieważ parę tygodni wcześniej zmarła babcia Robinsona, a kilka dni wcześniej dziadek. Najbliższe mu osoby odeszły, zaś Thomas Robinson stał się głową dwuosobowej rodziny, która nie miała przy sobie ojca.

 

 

To są właśnie takie historie, kiedy zaczynamy porównywać „to życie” do życia sportowca z telewizji, który przecież jest tylko człowiekiem, jak my.

 

 

Na początku listopada 2011 Thomas Robinson decyduje się na wylanie swoich uczuć i żalu. Twardy jak stal skrzydłowy, nazywany często T-Rob, ale przede wszystkim Earl, bo tak mówiła do niego matka. Thomas Earl Robinson 21 stycznia 2011 odebrał najstraszniejszy telefon w życiu i od tamtego czasu nie odbiera żadnych telefonów. Przyjaciele i znajomi wiedzą jak się z nim skontaktować. Albo wysyłasz mu wiadomość tekstową, albo spotkasz go w hali treningowej Jayhawks, gdzie pojawia się nawet trzy razy dziennie. Ćwiczy rzuty, biega, podnosi ciężary i ma tylko dwie rzeczy w głowie: Jaylę i drzewo... Pracownicy kampusu znają do doskonale, społeczność Jayhawks stoi za nim murem, a trener Bill Self od czasu do czasu wspomina rok 2008, kiedy po raz pierwszy zobaczył Thomasa Reebok All-American Camp  w Philadelphii. Pomijając graczy pokroju All-American, do tej pory Self powtarza w kółko to samo:

 

 

„Jedyne co zapamiętałem to fakt, że tak bardzo się starał. Co takiego w nim pominąłem? Wyglądał lepiej niż ktokolwiek tam obecny.”

 

 

Telefony zaczęły dzwonić. Nie do Thomasa, ale do jego matki. Uczelnie takie jak Memphis, Pittsburgh i Kentucky biły się o dynamicznego skrzydłowego, zaś najmniejsze szanse mieli Jayhawks. Lisa uważała, że to zbyt daleko od stolicy USA, od ich domu. Pamięć o Lisie Robinson towarzyszy Thomasowi w każdej sekundzie jego życia, a ostatecznie wspólna decyzja rodzinna okazała się trafnym wyborem. Po śmierci matki Robinson otrzymał niesamowite wsparcie od całego zespołu, mógł liczyć na trenera Selfa, na cały staff trenerski z Dannym Manningiem na czele. Z pomocą przyszła także mama Josha Selby’ego i rodzina Tyshawn Taylora, bo w przeciągu kilku tygodni Robinson odebrał trzy najgorsze telefony, jakie może odebrać człowiek...

 

 

21 stycznia 2011 bracia Morris siedzieli w bezruchu,  a Bill Self dostał telefon od tzw. Miss Angel, dobrego ducha drużyny i tzw. „opiekunki” zespołu:

 

 

„On (Self) płakał, ja płakałam. Jednak musiałam powiedzieć: Trenerze, musimy zebrać się do kupy. Musimy wejść razem przez te drzwi i być przy nim.”

 

 

Kiedy przyjechali na kampus i weszli do pokoju, Thomas Robinson leżał na łóżku otoczony kolegami z drużyny. Płakał. Bill Self poprosił swoich podopiecznych, aby opuścili pokój, po czym skierował słowa do Robinsona:

 

 

„Co mogę zrobić, aby Ci pomóc? Czy jest ktoś, z kim chciałbyś porozmawiać tego wieczoru?”

 

 

Robinson odpowiedział:

 

 

„Trenerze, nie rozumiesz. Nie mam już nikogo oprócz mojej siostry. Jedyne kogo mam, to Jaylę.”

 

 

Następnego dnia Thomas Robinson spotyka się z całym zespołem. Dziękuje wszystkim za wsparcie i nieoczekiwanie stanowczym tonem prosi, żeby traktować go normalnie. Nie chce być traktowany ulgowo i pragnie, aby trenerzy byli tacy sami dla niego, jacy są dla pozostałych graczy z ekipy. Na końcu dodaje: „I’m a grown man!”. W międzyczasie siostra Jayla zostaje w Waszyngtonie pod opieką swojego biologicznego ojca, Jamesa Parisa, który rozstał się z Lisą Robinson kilka lat wcześniej. Thomas rozumie całą sytuację i wie, że nie będzie mógł zajmować się siostrą podczas ciężkiego sezonu 2011/12. W każdej wolnej chwili dzwoni, a gdy Jayhawks mają kilka dni wolnego, pakuje manatki i leci do Waszyngtonu. Dni bez niej ciągną się w nieskończoność, a momentami zdarzają się chwile, kiedy płacze. Sam, w swoim pokoju, bez osób trzecich, bo na zewnątrz to najtwardszy gość w NCAA. Jak sam przyznaje, czasami nie może tego zrozumieć, w jaki sposób potraktował go Bóg, do którego modli się każdego wieczoru. Swój  ból wylewa podczas wakacji, pracuje ciężej niż ktokolwiek z zespołu, a wysiłek fizyczny poprawia mu nastrój. Nie codziennie, ale zawsze to jakiś plus...

 

 

„Nadal boję się o przyszłość mojej siostry. Mogę płakać i narzekać, że mieszka tak daleko ode mnie, ale przechodzi przez to gorzej niż ja. Ma dopiero 8 lat. Nie będzie miała tylu wspomnień z mamą, ile ja miałem. Muszę zrobić wszystko, żeby była szczęśliwa i nigdy więcej nie zaznała takiego bólu. Nigdy więcej złych telefonów. Nikt z nas nie będzie już odbierał złych telefonów.”

 

 

Jutro mija rok do śmierci Lisy Robinson, a Kansas Jayhawks grają na trudnym terenie w Teksasie z miejscowymi Longhorns. Będzie to nie tylko wyjątkowy dzień dla Thomasa i Jayli, ale dla całej społeczności „Rock Chalk Jayhawks”, która będzie wspierać swojego gracza całym sercem.

 

 

Thomas Robinson jutro będzie myślał tylko i wyłącznie o swojej mamie, siostrze i o drzewie, które zostało zasadzone na kampusie w okolicach października. Zanim ogrodnicy zdążyli je zasadzić, Robinson napisał list i pogrzebał go razem z korzeniami drzewka, przy którym zatrzymuje się codziennie i odpływa w inną rzeczywistość...

 

 

„Mamo,

Gwarantuję Ci, że nie będziesz się martwić o Jaylę.

Zadbam o to, aby wszystko było dobrze. Nie nawalę.

Obiecuję.

 

Kocham,

Earl”

 

 

Na podstawie artykułu Toma Frienda – "Never Blink", ESPN Magazine, 14 listopad 2011

 

 

____________________________________________________________________

 

 

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu w zapowiedziach konferencji i nie tylko pisałem:

 

 

„To może być jego „break out year”. Thomas Robinson po ciężkim (prywatnie) roku będzie na wyżynach Big 12 Conference. Cały czas gra dla zmarłej mamy i opiekuje się sam młodszą siostrą. Przy niespełna 15 minutach gry notował prawie 8 punktów i 6 zbiórek, dlatego aż strach pomyśleć, co będzie się działo w tym sezonie, kiedy Robinson dostanie 30-35 minut gry. To typowy „banger”, który rewelacyjnie radzi sobie na atakowanej desce.”

 

 

Strach zaczął ogarniać kibiców NCAA, kiedy Thomas Robinson w pierwszym meczu sezonu 2011/12 notuje łatwe double-double (18 pkt., 11 zb., 4 ast.) i robi dosłownie rzeźnię w pomalowanym. Pod koniec grudnia staje się szóstym graczem w historii Konferencji Big 12, który w jednym meczu zdobywa minimum 30 punktów i 20 zbiórek (30/21 przeciwko North Dakota).

 

 

Ameryka szaleje, a ja od czasów Blake’a Griffina nie widziałem tak efektownie i efektywnie grającego zawodnika pod koszem. Robinson rozwinął się niesamowicie i poprawił w zasadzie każdy, dosłownie KAŻDY element swojej gry. Podczas sezonu 2010/11 bracia Morris rządzili na parkietach Big 12 Conference, a popularny T-Rob był tylko bangerem z ławki, który zbiera po niecelnych rzutach i dobija co się da. Obiecałem sobie, że będą go oglądał, kiedy tylko nadarzy się okazja, a jeszcze w tym miesiącu miałem zaszczyt zobaczyć jego występy przeciwko Kansas State (15 pkt., 14 zb.) i Oklahomie (18 pkt., 9 zb.), nie wspominając już o turnieju na Maui, kiedy Robinson momentami miażdżył defensywę Duke Blue Devils.

 

 

Kulminacja mojego zachwytu nastąpiła w poniedziałek, kiedy do Kansas przyjechali niepokonani Baylor Bears z Perrym Jonesem na czele, pewniakiem do pierwszej trójki Draftu 2012. Pamiętam jak jeszcze przed startem sezonu Robinson w mockach nie łapał się nawet do Top 10...

 

 

Match up pomiędzy nim a Jonesem był o tyle smakowity, że obaj obok Jareda Sullingera i Anthony’ego Davisa są uważani za najciekawszych silnych skrzydłowych w NCAA. Do przerwy wyglądało to mniej więcej TAK, zaś w drugiej połowie Robinson z Tyshawnem Taylorem kompletnie przejęli to spotkanie. Co mnie zaintrygowało? To, co we wcześniejszych meczach. Dojrzałość, przemyślane decyzje, świetne ustawienie stóp w polu trzech sekund, dynamika, szybkość. Thomas Robinson jest szefem strefy podkoszowej w NCAA.

 

 

W meczu z Baylor (27 pkt., 14 zb., 2 ast., 1 blk., 11/18 z gry):

 

16:47 Thomas Robinson made Dunk. Assisted by Tyshawn Taylor.

15:16 Thomas Robinson made Dunk. Assisted by Elijah Johnson.

14:25 Thomas Robinson made Layup.

13:54 Thomas Robinson made Layup. Assisted by Kevin Young. (akcja „2+1”)

7:15 Thomas Robinson made Layup. (spin move do linii końcowej)

5:41 Thomas Robinson made Layup. Assisted by Conner Teahan. (spin move do środka)

 

19:26 Thomas Robinson made Jumper. Assisted by Travis Releford. (elbow jumper z czterech metrów)

17:13 Thomas Robinson made Layup. Assisted by Travis Releford. (akcja „2+1”)

13:07 Thomas Robinson made Dunk. Assisted by Conner Teahan.

7:04 Thomas Robinson made Jumper. Assisted by Conner Teahan. (elbow jumper z sześciu metrów)

3:02 Thomas Robinson made Layup. Assisted by Tyshawn Taylor. 

 

 

Perry Jones III zakończył ten mecz z dorobkiem 18 punktów, 5 zbiórek i 2 bloków. Może był nieco mniej aktywny w drugiej połowie, po tym jak podkręcił kostkę. Tak czy owak, Robinson przejął mecz na szczycie i dał niedowiarkom sygnał, ze należy patrzeć na niego całkiem poważnie, a w zasadzie od wtorku jest w Top 5 Draftu 2012.

 

 

Dla mnie to najlepszy gracz w NCAA, z pewnością najrówniej grający i będący swego rodzaju energizerem. Na przełomie ostatnich 15 lat tylko trzech zawodników grało na poziomie minimum 17 punktów i minimum 12 zbiórek: Tim Duncan (1997 – 20,8 pkt., 14,7 zb.), Michael Beasley (2008 – 26,2 pkt., 14,7 zb.) i Blake Griffin (2009 – 22,7 pkt., 14,4 zb.).

 

 

Thomas Robinson swoją grą wykreował swego rodzaju postulat na zasadzie „Tak, chcę grać w NBA!”, a nawet sam Bil Self uparcie twierdzi, że musi to być ostatni rok Thomasa na uczelni, bo prawda jest taka, że gra w najlepszej lidze świata ułatwi mu życie i przede wszystkim jego siostrze, która ma szanse na lepsze jutro. Poza tym, T-Rob zachwyca. Markieff Morris powiedział, że „nigdy nie widział kogoś, kto łączy w sobie szybkość Kobego Bryanta i ciało LeBrona Jamesa, a dla takich ludzi tylko niebo jest granicą.”. Robinson to mieszanka atletyzmu, świetnego kozła jak na wysokiego, gry przodem do kosza, szybkości i boiskowego wyczucia, które pozwala mu agresywnie atakować obręcz. W najgorszym wypadku może skończyć jak Brandon Bass, czyli będzie świetnym zmiennikiem na poziomie, dajmy na to 12 punktów i 6 zbiórek. Moim zdaniem do NBA w przyszłym sezonie trafi nowy LEPSZY Larry Johnson, bo Robinson już na dzień dzisiejszy może być starterem w połowie klubów ligi.

 

 

I jestem pewien, że już żaden telefon nie zburzy spokoju w jego sercu...

 

 

Moje Top 5 graczy w pogoni po National Player of The Year:

 

1. Thomas Robinson – Kansas (208 cm, 107 kg), PF:

17,8 ppg, 12,3 rpg, 1,2 spg, 1,2 bpg, 54,4% FG

 

2. Doug McDermott – Creighton (201 cm, 95 kg), SF:

23,8 ppg, 8,4 rpg, 1,4 apg, 61,6% FG, 52,2% 3P

 

3. Jared Sullinger – Ohio State (206 cm, 120 kg), PF:

17,3 ppg, 9,3 rpg, 1,5 spg, 59,7% FG

 

4. Anthony Davis – Kentucky (211 cm, 100 kg), PF/C:

13,8 ppg, 10,4 rpg, 1,5 spg, 4,7 bpg, 65,8% FG

 

5. Marcus Denmon – Missouri (191 cm, 84 kg), SG:

17,8 ppg, 5,5 rpg, 2,7 apg, 1,5 spg, 47,9% FG, 41,8% 3P

 

 

Jeszcze raz, Thomas Earl „T-Rob” Robinson:

 

 

 

 

 


 

 

Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 718 161  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718161

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0