
Sebastian Hetman
(10)DUKE BLUE DEVILS @ (5)NORTH CAROLINA TAR HEELS 85:84 (40:43)
Kandydaci do Draftu 2012 wg ESPN Top 100:
SF Harrison Barnes (3): 25 punktów, 2 przechwyty, 8/16 z gry, 8/12 z wolnych
PF John Henson (12): 12 punktów, 17 zbiórek, blok, 5/11 z gry
C Tyler Zeller (13): 23 punkty, 11 zbiórek, 2 bloki, 8/15 z gry
PF Mason Plumlee (20): 8 punktów, 14 zbiórek, 2 bloki, 2 przechwyty, 4/8 z gry
SG Austin Rivers (22): 29 punktów, 5 zbiórek, 9/16 z gry, 6/10 za trzy
PF James Michael McAdoo (24): 6 punktów, 3 zbiórki, 4 faule
PG Kendall Marshall (27): 14 punktów, 8 asyst, 3 straty, 5/9 z gry
SG P.J. Hairston (40): 2 zbiórki, 0/3 z gry
Niedawno skończyłem oglądać owy szlagier w on demand i szczerze? Do tej pory moja szczęka jest na podłodze, bo było to jedno z najlepszych spotkań jakie widziałem w tym sezonie. Na dzień dzisiejszy jest w moim Top 3 i chyba podziękuję za grę we wrocławskiej amatorce.
Takie mecze mnie zawstydzają, bo gdzieś tryliony kilometrów stąd o 7-8 lat młodsi goście robią kosmos. Robert Downey Jr. po takim meczu wróciłby na odwyk, ponieważ tuż po jego zakończeniu zaaplikowałby sobie w nos czternaście kilko koksu.
Cała otoczka rywalizacji pomiędzy Duke i UNC rok w rok jest wręcz idealna. Dick Vitale na słuchawkach, dawni gracze na trybunach. Wczoraj tuż za ławką Blue Devils siedzieli Doc Rivers i Dell Curry. Obaj z gorącymi żonami (naprawdę!), które podziwiały swoich synów. UPDATE: Doc Rivers nie siedział z żoną, tylko ze swoją córką Callie. Na chwilę przed meczem ekipa ESPN przedstawiła taki oto stat: Roy Williams był 8-9 przeciwko Duke, zaś Mike Krzyzewski 36-36, a taka liczba w jego wykonaniu o czymś świadczy.
Austin Rivers (29 pkt. 5 zb., 6/10) był wczoraj graczem NBA. Taki swagger od czasu do czasu widuje się na asfaltowej lidze w gimnazjum, gdzie jeden trenujący dzieciak z klubu miażdży przyszłych informatyków. Podobnie zachowywał się Rivers w meczu na szczycie, bo zdobył pierwsze 10 z 12 punktów Duke. Był szalony i mimo, że usiadł nieco na pupie pod koniec pierwszej połowy, to crunch time w jego wykonaniu był zawodowy. Rivers na ostatnie 10 minut przed końcem wdał się w pojedynek strzelecki z Harrisonem Barnesem (25 pkt., 8/12 z gry), który do przerwy miał raptem 0-4 z pola. Ponoć lider UNC narzekał nieco na niedoleczoną kostkę, ale w drugie 20 minut robił podobną miazgę co Rivers. Taka dwójka znajdzie się w pierwszej piętnastce Draftu beż żadnego szemrania i będzie frajerem ten GM, który ich w Top 15 nie wybierze, aczkolwiek Rivers na dzisiaj w Mockach nie mieści się nawet w Top 20.
Obok tej dwójki po cichutku swoje pod koszem robił Tyler Zeller (23 pkt., 11 zb., 2 blk.). Po cichutku to może za mało powiedziane, ponieważ Zeller miał pierwsze 11 z 13 punktów Tar Heels, a połowę zakończył z dorobkiem 19/8. Duke nie mieli żadnej odpowiedzi na 7-footera, który jest prawdopodobnie najlepiej biegającym centrem w NCAA. Big Z dobijał, odcinał się na pick’n’rollach, gdzie Kendall Marshall (14 pkt. 8 ast.) albo dostarczał niesamowite podanie, albo penetrował do środka i kończył rzutem o deskę. Swoją drogą, zagrał jedno z najlepszych spotkań w ofensywie. Obok tej dwójki jak zwykle solidnie pracował John Henson i do jasnej ciasnej! Uwielbiam tego gościa, bo jego zaangażowanie w to co robi jest wręcz profesjonalne. Henson miał 12 punktów, blok i SIEDEMNAŚCIE zbiórek, w tym aż 6 w ataku (Zeller – 4), dlatego Tar Heels zakończyli pierwszą połowę runem 14-5, a drugą rozpoczęli od serialu 14-4, w którym główną rolę grał Barnes (7 pkt.).
Obwód Duke szalał i w zasadzie trzymał wynik przez pierwsze 20 minut (7/17 za trzy), a w całym meczu obwodowi Blue Devils trafili 14 trójek na 33 oddane i zagrali na swoim poziomie (39% w sezonie – 21 miejsce w NCAA).
Oglądając ostatnie 10 minut + atletycznego Jamesa McAdoo (będzie kiedyś domina torem na PF), nie wierzyłem, że Krzyzewski i jego grzeczni chłopcy wrócą z dalekiej podróży i wygrają całe spotkanie. Bracia Plumlee mieli problemy w ofensywie, ale za to Mason zebrał 14 piłek i blokował rzuty rywali z pomocy. W tym wszystkim kluczem, no może kluczykiem okazał się Seth Curry (15 pkt., 4/8), który trafił daggera zmniejszającego prowadzenie bodajże tylko do czterech punktów. Rzut nie powinien być zaliczony, ponieważ powtórka pokazała drobne kroczki w jego wykonaniu. Tak czy owak, zastanawiam się, czy spytać się go na twisterze o maila jego mamy, z która każdy z nas chciałby pójść na kolację. Seth Curry nie jest tak popularny jak jego brat Stephen, ale momentami jest druga opcją zespołu i potrafi wytrzymać presję. Podobnie jak informatyk Ryan Kelly, który jako jedyny nie chodził na zajęcia z html’a. Miał 15 punktów i kilka ważnych zagrań w crunch time, w tym faul ofensywny wymuszony na Barnesie.
Ciekawy stat, który ma się nijak do przebiegu meczu:
North Carolina – 42-14 w pomalowanym (41-31 na deskach)
Duke – tylko 17/26 z wolnych
Lecę z tematem i tak sobie gdybam i gdybam, ale chcę wrócić do tematu Austina Riversa. Przy wspomnianej wymianie ognia z Barnesem, Rivers trafił dwie trójki back-to-back, a Duke nadal byli na -12. W ostatnie 3 minuty wypunktowali Tar Heels aż 15-4 (Rivers 5 pkt.), zaś Tyler Zeller trafił tylko dwa z czterech wolnych w kluczowej minucie i kto wie, może UNC dowieźliby ten mecz do końca? Daddy’s Boy wziął jeszcze Zellera w izolacji i trafił taki oto rzut przez ręce najdłuższego człowieka na kampusie w Chapel Hill…
Doc Rivers cieszył się tak, jakby pod choinkę dostał pierwszą kolejkę górską. Tak naprawdę widać było w jego oczach ojcowską miłość i myślę, że tacy ludzie jak Austin mają nieco łatwiejszą ścieżkę kariery. Od czasu do czasu Doc szeptał na ucho swojemu synowi, kiedy ten odpoczywał na ławce. Oczywiście były to wskazówki do lepszej gry, poprawienia elementów, które szwankowały jeszcze w pierwszej połowie. Nie przepadam za Duke, ale zobaczcie w jaki sposób cieszyli się Państwo Rivers Doc Rivers + córka/siostra Austina i Państwo Curry. Wszystko jest w tym filmiku na górze, a nacieszcie oczy moi mili, bo jak wejdzie w życie ACTA, to nasz blog będzie wyglądał jak papier toaletowy. Miejmy nadzieję, że bez draski...
Dla takich spotkań warto oglądać NCAA, a sam mam do siebie pretensje, że aż dziewięć budzików nie zdołało mnie obudzić na trzecią w nocy. Nie pomogła pizza, kubek herbaty i spore chęci, zaś uśpił mnie dość szalony dzień, który trwał od 6 rano do 23 wieczorem.
Postaram się jeszcze dzisiaj napisać coś na temat meczu Syracuse z Georgetown, który Orange wygrali po dogrywce.
Z innej beczki: Tar Heels prowadzą w całej serii 131-102, zaś Blue Devils wygrali aż pięć z sześciu ostatnich spotkań.
Pozdrawiam serdecznie,
Ambasador C…
ale to było zajebiste... siódmy raz oglądam
autor turner
blog: redbedroom.bloog.pl
Licznik odwiedzin: 17 043 314 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: