Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 587 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




JEREMY LIN WYGRAŁ MECZ W OSTATNIEJ SEKUNDZIE, CZEGO JESZCZE NIE POTRAFI ZROBIĆ?

środa, 15 lutego 2012 6:35

Maciej Kwiatkowski

 

Kilku Kanadyjczyków wśród rekordowej w tym sezonie publiczności w Toronto próbowało w trakcie meczu wyśmiać Jeremy'ego Lina przy linii bocznej. Teraz są fanami, starając się przypomnieć na czym polegała ironia w ich dialogach. Kibice w Air Canada Centre nie usiedli aż po meczu, tylko stali w zachwycie, klaszcząc w dłonie. Na zegarze było 0.5 sekund do końca, Knicks 90, Raptors 87. Koszykarscy bogowie mieli swój ulubiony wtorek miesiąca: Lin zrobił to w najlepszy dotychczas sposób:



 

27 punktów, 11 asyst, 2/2 za 3, 9/20 z gry i 13-1 run Knicks na koniec meczu. Jest poza kontrolą, to jakieś czary mary. Wczoraj to było dalekie odchylenie od normy - Knicks trafili 41% z gry, Raptors 51%, ale to Knicks wygrali. Lin miał też osiem strat i w pierwszej połowie Jose Calderon robił mu próbną maturę z rzucania. Jak to jednak stało się też w Minnesocie, ten czasem zadziwiający, a czasem wywołujący co najwyżej uczucie zrozumienia playmaker był tam gdzie miał być w końcówce. Czyli przy piłce. Nie mogło być inaczej. To historia tego meczu, ponieważ pozostał nieustępliwy pomimo takiej sobie gry przez trzy pierwsze kwarty.

 

27 punktów i 11 asyst w 43 minuty pomimo takiej sobiej gry... Jeśli jednak Raptors myśleli, że mogą złamać go, prowadząc +12 w trzeciej kwarcie, to najwidoczniej nie sprawdzili kiedy ostatni raz grali w playoffach. Padli na twarz w czwartej kwarcie przeciwko solidnej, co najwyżej obronie Knicks, grając nasty mecz bez Andrei Bargnaniego. 

 

Lin najpierw doprowadził do remisu na minutę przed końcem. Miał czystą pozycję do rzutu za trzy na lewym skrzydle, ale zrobił pump-fake, wyrzucił Linasa Kleizę z butów i natarł na kosz jak Rodney Stuckey albo Dwyane Wade, wyczekując aż Amir Johnson spadnie. Z faulem. A potem, po najważniejszej ofensywnej zbiórce Tysona Chandlera, spędził 15 sekund stojąc przed Calderonem i rzucił mu nad głową. Publiczność szumiała, zrobiło się gwarno. Na 15 sekund zatrzymał ruch internetowy. Potem posłał zwyczajny killer w twarz. Nic więcej. Lód w żyłach.


I w pierwszej połowie to nie był nawet jego dobry mecz. Wcześnie zatrzymywał kozioł, wyraźnie nieprzyzwyczajony do aż takiego agresywnego podwajania. Pierścień mistrzowski na palcu Dwane'a Casey'a znalazł się jednak nieprzypadkowo. Raptors pakowali szczyt pola trzech sekund, gdy parkował tam Lin. Dwukrotnie zdążyli położyć ręce na piłce i doprowadzić do rzutu sędziowskiego. Piątą stratę Dr Lin popełnił już w czwartej minucie drugiej kwarty. Drugim problemem dla niego był Stoudemire, który nie mógł skończyć akcji pod koszem zanim dopiero w drugiej połowie pick/roll z Linem wyszedł dwa razy od początku do końca.


Pozostał jednak agresywny, wciąż próbując i probując defense Raptors, z minuty na minutę z coraz lepszym skutkiem penetrując w pole trzech sekund. Zaczął mecz myśląc tylko o podaniach, skończył na zupełnie innym poziomie. Rzucił 12 punktów w czwartej kwarcie i Knicks wygrali pomimo kłopotów Stoudemire'a z przerzuceniem Amira Johnsona i problemów Chandlera z faulami. Carmelo Anthony siedział sobie w garniturze na ławce, Baron Davis śmiał się do wszystkich. Wyglądali na olśnionych po ostatniej syrenie kiedy zeszli się w kółko. Próbowali coś śpiewać, chyba na cześć, ale nie słyszałem.

 

 Odchyliłem się do tyłu i zarzuciłem ręce na głowę. Coraz trudniej jest opisać słowami to co robi Jeremy Lin w NBA.

 

 

MMMMMMMMMMhttp://youtu.be/qEjOQuE57rQ

 

Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 725 368  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725368

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0