Sebastian Hetman
Od razu na wstępie pojadę samego siebie, bo zabierałem się za ten tekst bodajże w piątek, ale wyszło jak zwykle. Cholernie boli mnie czasami szara codzienność, która ogranicza się do ośmiu godzin w pracy i dodatkowych opcji po owej robocie, ale przecież i niby jestem na bieżąco. Dla mnie to za mało. Mógłbym akademicką koszykówkę oglądać przez cały dzień i analizować wszystko, cokolwiek. Nawet zrobiłbym ranking maskotek, o ile miałbym czas, a być może zmobilizowałbym się do konkursu na najfajniejsze studentki w USA.
Tak czy owak, Nikola Pekovic wyciska teraz 567 kilo, a Ricky Rubio drapie się po jajcach i czatuje z Davidem Villą na „twarzoksiążce”. Ci wszyscy są teraz poza moim zasięgiem myślowym, bo mimo, że zabierałem się do tego tekstu przed weekendem, to wczoraj zdecydowane „TAK” wzbudził we mnie kolejny mecz Północnej Karoliny. Oczywiście z powtórki, bo grubas zamiast oglądać na żywo, spał w najlepsze i śnił o wsadzie z drabiny na MPD 2012.
Tar Heels we wtorek grali nie z byle kim, bo z North Carolina State WolfPack. Nie mówię, że to Bogowie Konferencji ACC, ale hej! Derby tego regionu od miliardów lat wzbudzały zainteresowanie. Obejrzałem, nie żałuję, winszuję, dla kurażu przechylam małpkę za Kendalla Marshalla…
Jeszcze w poprzednim sezonie trener Roy Williams trzymał go jako freshmana na ławce rezerwowych, grając w pierwszej piątce gościem, którym był Larry Drew II. Syn popularnego coacha z powodów osobistych opuścił uczelnię (transfer), a cwany Williams powolutku zaczął dawać minuty mańkutowi, którego motoryka mogła wyglądać kiepsko na tle ruchów Bryanta Reevesa wypasającego świnie gdzieś w Montanie (siema Phil Jackson!).
Kendall Marshall przez pierwszą połowę sezonu 2010/11 dostawał po 17-18 minut gry, a ja widziałem w nim kogoś więcej, niż kolejnego nudnego playmakera. Przełom nastąpił 6 lutego 2011, kiedy w meczu z Florida State rozdał 16 asyst w 36 minut, a przy tym miał raptem 3 straty. Moja szczęka leżała na podłodze i jak dobrze pamiętam (popraw mnie Kosi), był to jego pierwszy mecz w pierwszej piątce. 16 podań w Konferencji ACC to nie lada wyczyn, tym bardziej, że Tar Heels grali wtedy z trzecią siłą Atlantic Coast Conference. Po pamiętnym meczu Marshall miał jeszcze kilka takich „ataków”, które objawiały się minimum dziesięcioma „talerzówkami”, zaś ofensywa Tar Heels ruszyła. Zyskał na tym Harrison Barnes i miał świetne ostatnie dwa miesiące. Zyskali na tym Tyler Zeller i John Henson, którzy nareszcie mogli liczyć na podania po pick’n’rollach. Od czasów Marshalla w starting 5 Tar Heels wygrali 13 z 16 ostatnich spotkań, a sezon zakończyli na rundzie Elite Eight, gdzie przegrali z Kentucky Wildcats.
Jeszcze przed rozgrywkami 2011/12 Marshall był (i jest nadal) w gronie faworytów do statuetki Bob Cousy Award (nagroda dla najlepszego playmakera w NCAA), bo przecież wszyscy poznali się na jego talencie. Takich graczy na pozycji numer 1 obecnie w NBA nie ma. A jeżeli są, to możesz ich szukać ze świeczką, albo najlepiej daj sobie spokój i jedź na wymianę do Glasgow, gdzie zamiast w kosza grają sobie w piłkarzyki przy ciemnym piwsku. Kendall Marshall to 200% rozgrywającego typu FIRST PASS. Znacie jeszcze takie określenie w dzisiejszych czasach? Przy utalentowanych „jedynkach”, dobrze rzucających i penetrujących, przy szybkich i atletycznych graczach tacy jak on nie mieliby prawa bytu. Spotkałem się z określeniem, że Marshall to typowy generał, porównywany do Avery’ego Johnsona i Marca Jacksona w ich latach świetności. Sam wyznaje zasadę, że może próbować rzucać wtedy, kiedy pierwsze dwa rzuty znajdą drogę do kosza. W innym przypadku skupia się wyłącznie na asystach.
Jego możliwości strzeleckie są co prawda ograniczone, aczkolwiek w tym sezonie Marshall zrobił postępy, to jego czytanie defensywy jest największym skarbem dla każdego trenera. Mnie osobiście brały emocje, kiedy miałem okazje grywać z gośćmi, którzy na rozgrywaniu mieli klapki na oczach. Kończyło się to zazwyczaj awanturą, czasami szarpaniną. Ale do rzeczy…
Jego partnerzy z Północnej Karoliny grają lepiej. Szczególnie niesamowicie przy nim rozwinął się ofensywnie John Henson i było to widać w meczu z NC State. Pomijając już jego 14 punktów i 13 zbiórek, ale ta dwójka grała picki aż miło. Kendall Marshall jako drugi podający w NCAA uzbierał 13 asyst, ale ja naliczyłem, że mógł ich mieć nawet 20. Jego koledzy nie trafili po jego podaniach pięciu rzutów z otwartych pozycji, w tym dwóch spod kosza oraz dwie próby wsadów po jego passach były zatrzymane brutalnymi faulami. Jakby nie patrzeć 13 + 7 = 20. Marshall dorzucił do tego rekordowe 22 punkty (w tym cztery trójki) i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że absolutnie nie jest świetnie rzucającym graczem (aczkolwiek w lato Tyler Zeller trenował z nim na „rzutówkach” i był zachwycony progresem kolegi). Może jego przewagą jest lewa ręka, ale rzut Marshalla wygląda jak lecący placek na czyjąś twarz. Co najważniejsze, nie był to pierwszy mecz, w którym rozgrywający UNC nieźle punktował. W tym sezonie starają się go uruchamiać coraz częściej, bo przecież jest to kolejna opcja w ofensywie i powód, dla którego obrońcy nie mogą go lekceważyć. Muszą być czujni, a na terenie NC State Marshall kilka razy straszył. Tar Heels zaczęli od runu 19-4, zaś w całym przedstawieniu było sporo akcji po zagrywkach, gdzie ludzie odcinali się na zasłonach, często na low post (Henson, Zeller) i w mid range (Barnes, Bullock zza łuku). Wystarczyło dograć kozłem i ciach! Punkty + kolejna asysta dla Marshalla.
Dla mnie Marshall jest cichym fenomenem, który już teraz może pobić rekord sezonu regularnego Konferencji ACC oraz rekord asyst ( i średniej) w całej historii UNC, który należy do Eda Coty (284 asyst w sezonie 1999/2000 – średnia 8,1). Na dzień dzisiejszy uzbierał 275 podań, a do końca ACC regular season zostały trzy spotkania.
ACC Regular Season Assist All-Time List:
Craig Neal (Georgia Tech) – 303 (1988 r.)
Chris Corchiani (NC State) – 299 (1991 r.)
Bobby Hurley (Duke) – 289 (1991 r.)
Bobby Hurley (Duke) – 288 (1990 r.)
Steve Blake (Maryland) – 286 (2002 r.)
Kenny Anderson (Georgia Tech) – 285 (1990 r.)
Ed Cota (North Carolina) – 284 (2000 r.)
Tyrone Bogues (Wake Forest) – 276 (1987 r.)
Kendall Marshall (North Carolina) – 275 (2012 r.)
21-latek już za niespełna dwa tygodnie może stworzyć nową historię na kampusie w Chapel Hill, a trzy ostatnie spotkania Tar Heels rozegrają na wyjeździe z Virginią, u siebie z Maryland i ponownie na wyjeździe z Duke. Ten ostatni mecz będzie hitem zamykającej kolejki, a do pobicia rekordu ACC brakuje Marshallowi dokładnie 29 podań. Wychodzi niespełna 10 na mecz i co najlepsze, jest to na spokojnie w jego zasięgu. Pobicie rekordu uczelni moim zdaniem nadejdzie już w spotkaniu z Virginia Cavaliers i jestem przekonany, że koledzy Marshalla zrobią wszystko, aby ich generał stał się częścią historii Division I, ponieważ oni + Roy Williams cenią jego umiejętności jak nikt.
“Sometimes you think, ‘I’m open right now; I’d really like -- and then bam! It’s there. He always finds you. And that’s why we’ve got the best point guard in the country.” – Harrison Barnes
“Great poker players have that memory, and I think Kendall sees the game as a whole. It’s hard. Some players never see the game as a whole. Tyler Hansbrough did not. It was ‘Give me the ball, I’m putting it in that basket.’ But Kendall sees the whole court -- and when he doesn’t see it, he still has that vision in his head.” – Roy Williams
Pisałem te piękne i zachwalające słowa (Rysiek, nie odchodź!) na temat jego gry, ale nawet spójrzmy okiem statystyka. W tym sezonie Marshall aż dwanaście razy rozdawał 10 lub więcej asyst, a jego rekord kariery wynosi dokładnie 16 (dwa razy w tym sezonie). Kiedy zdobywa w jednym meczu minimum 9 asyst, Tar Heels mają do tej pory bilans 22-0.
Kendall Marshall statystycznie:
2010/11: 24,6 mpg, 6,2 ppg, 6,2 apg, 1,1 spg, 2,5 tpg
2011/12: 32,6 mpg, 7,1 ppg, 9,8 apg, 1,3 spg, 2,7 tpg
Nie na darmo zaznaczyłem na kolorowo asysty i straty, bo obecnie Marshall jest drugim podającym NCAA, a prowadzący Scott Machado (10,1) gra w o wiele mniej wymagającej Konferencji MAAC. Jeśli chodzi o współczynnik asyst do strat (Assist/Turnover Ratio) Marshall nie ma sobie równych i balansuje na poziomie 3.62. Sick!
1. Kendall Marshall (North Carolina) – 3.62 (275 asyst, 76 strat)
2. Randy Davis (Ball State) – 3.38 (132 asysty, 39 strat)
3. Sean Grooms (Oklahoma) – 3.11 (159 asyst, 51 strat)
4. Dave Sobolewski (Northwestern) – 3.08 (99 asyst, 33 straty)
5. Jay Threatt (Delaware State) – 3.06 (135 asyst, 44 straty)
6. Scott Machado (Iona) – 3.04 (283 asysty, 93 straty)
Na dzień dzisiejszy Kendall Marshall jest tym “Wielkim Czwartym” w Północnej Karolinie, który wspólnie ze swoimi kolegami (Barnes, Henson, Zeller) może poprowadzić Tar Heels do Final Four. Na wielu portalach jego nazwisko mocno trzyma się w pierwszej rundzie Draftu 2012, ale nie spodziewajcie się kolejnego Derricka Rose’a, czy Johna Walla. Marshall to typ old-schoolowego rozgrywajka, chcącego za wszelką cenę kreować swoich partnerów. Mańkut po prostu lubi podawać, umie to robić i wie doskonale, w którym momencie dostarczyć piłkę do wychodzącego na pozycję gracza. Nie wspominając już o grze na pickach, gdzie radzi sobie prawdopodobnie najlepiej w lidze, a kiedy dostanie piłkę po zbiórce, Tar Heels grają najlepszy (najbardziej efektywny) kontratak w NCAA. Jestem nim zachwycony, ale nie tak bardzo, żeby robić sobie jego obraz na zamówienie (Jabłko-Mięta vs. Citron 1:1). I trzymam za niego kciuki, bo NBA też potrzebuje takich ludzi. Prawda?
“I think that's where Kendall is different than any other point guard in the country -- he can really pass ahead. And not just a pass ahead for somebody to make a move. He's made the move for the guy with the pass.” – Mike Krzyzewski
“Leading scorer? I don’t think I’ve ever heard that before. When I have such great scorers on my team, it’s not my job to score 20 a game.” – Kendall Marshall
Pozdrawiam serdecznie,
Ambasador C…
Rondo, Rubio? Na pewno nie ma już takich rozgrywających?
autor Erwin3m
Licznik odwiedzin: 17 043 177 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: