
Sebastian Hetman
TEAM SHAQ vs. TEAM CHUCK 133:146 (65:77)
Nigdy nie dawałem rady wstawać na mecze debiutantów podczas Weekendu Gwiazd. W tym roku koncepcja nieco się zmieniła i przyznam, że kiedy skończyłem oglądać owe wydarzenie (znowu on demand) koło ósmej rano, byłem pozytywnie zaskoczony. Dużo humoru, sporo „inside tracks” i przede wszystkim widowiskowa gra „future guys of NBA”. Poza tym Charles Barkley okazał się lepszym GM’em niż Shaq.
Daruję sobie recap z tego spotkania, ale za to weźmiemy pod lupę każdego z graczy. Od pierwszych piątek po rezerwy. Jest sobotni ranek, słońce świeci, siedziałem wczoraj grzecznie w domu i jestem na nogach od bodajże szóstej. Nie można zacząć aktywniej? No tak, nie poszedłem biegać. Zbieram się jakoś od trzech lat…
Z TARCZĄ – TEAM CHUCK:
Kyrie Irving – milion na milion za trzy. Gdyby mógł, zestrzeliłby najbardziej odległą asteroidę w kosmosie. Był gorący w pierwszej połowie, a w drugiej na samym początku trafił kolejne cztery trójki i na jakieś 17 minut przed końcem miał już 29 punktów. Bilans? 34 punkty (12/13 z gry, 8/8 za trzy), 9 asyst i tytuł MVP spotkania. Oczywiście zasłużenie, bo razem z Wallem stworzyli niesamowite show i wnieśli do tego spotkania trochę wigoru. Kyrie Irving będzie Rookie of The Year i tylko czekać, kiedy zostanie uznany za jednego z najlepszych graczy na świecie, a może to nastąpić za 3-4 lata. Strzelał w Orlando jak szalony. Na szczęście brak ofiar…
Evan Turner – nie mogłem przeboleć, kiedy w pierwszym sezonie grał w kratkę. Turner to gość, który gra po dwóch stornach parkietu i potrafi być nawet role-playerem. Był bliski triple-double: 16 punktów, 11 zbiórek, 7 asyst + 8/9 z gry. Nadal będę mu kibicował i trzymał za niego kciuki, bo jeżeli nawet nie gra efektownie, to potrafi być diabelnie efektywny.
DeMarcus Cousins – zaczął świetnie. Miał bodajże 10 z pierwszych 14 punktów swojej ekipy, w tym 8 po wsadach. Niemrawy Miś z Sacramento miał minę nieco skwaszoną (taka jego natura), ale zaliczył kilka fajnych fragmentów i co najważniejsze, biegał do kontr jak szalony. 18 punktów, 11 zbiórek i 0/2 za trzy. Chłopie, więcej nie rzucaj z dystansu, nawet na treningach.
Derrick Williams – chyba szykuje się poważniej na konkurs wsadów, gdzie czekają na niego Serowy Chase, George Prosto z Drzewa i UFO Alien Evans. 1/4 z gry, ale humor mu dopisywał i zdarzały się pogaduszki z Blakem Griffinem. Kenny Smith słusznie zauważył, że Williams zderzył się z rzeczywistością i mi jako fanowi Wolves, ciężko jest o tym pisać. W NCAA był gwiazdą i grał bliżej kosza, tymczasem w NBA musi zmierzyć się z pozycją numer 3, poprawić rzut i wbić sobie do głowy, że trzeba zaczynać od początku. Ciężka praca popłaca…
Paul George – dynamiczna giera na streetballu. George wyrasta na następcę Rudy’ego Gaya i dobrze, że gra obecnie w Indiana Pacers. Podczas meczu miał kilka akcji w kontrach, nieźle prezentował się na koźle i oczywiście rozerwał worek ze wsadami. 23 punkty w 25 minut i podejrzewam, że znalazłby się w pierwszej piątce najlepszych graczy tego meczu. Chociaż ja bym go nie wybrał…
John Wall – Janek żyje! Z Irvingiem stworzyli najlepszy duet tego spotkania. Wall pokazał, że na spokojnie mógłby dzisiaj wystartować w SDC i podobnie jak Rookie z Cleveland, chętnie dzielił się piłką z partnerami (8 asyst). Większość ze swoich 17 punktów zdobył w pomalowanym, a kilka razy był blisko urwania jednej z obręczy. O Wallu sporo osób zapomniało, może dlatego, że nikt nie ogląda Wizards, ale hej! To pierwszy pick z roku 2010 i gość, który jeszcze będzie kimś w tej lidze. Fajnie się go z rana oglądało.
Gordon Hayward – Butler Bulldogs bitches! Kenny Smith już na początku transmisji powiedział, że Hayward będzie kiedyś All-Starem. Nie wiem czy będzie, ale miał wczoraj 14 punktów i 2 bloki, w tym kilka razy stwarzał dogodne sytuacje dla kolegów. Dobrze, że w NBA istnieją jeszcze solidni biali skrzydłowi, a sam Hayward z biegiem czasu zacznie dostawać coraz więcej minut w Utah. Brad Stevens jest dumny!
Derrick Favors – nadal nie mogę uwierzyć, że ten gość 21 lat skończy dopiero w lipcu. Miał 14 punktów w 14 minut, w tym 5/5 z gry i 4/4 z wolnych. Jest solidny, jakby ze starej szkoły, ale za to dynamiczny i oby mu się udało w najlepszej lidze świata. Tego mu życzę, bo np. w przeciwieństwie do Cousinsa, jest skromny jak mało kto. Wczoraj cichy, z pokerową miną, mało rozmawiał, skupiał się na grze.
MarShon Brooks – tak szybko wykreował sobie u mnie trzy ksywki. „Jan Janek”, „Krzyś Krzywizna” i „Na Sępa Sarzyńskiego”. Brooks zaliczył w tym meczu kilka dość długich akcji, a polegały one na dwudziestu kozłach i rzucie, trzydziestu kozłach i rzucie. Był „monopolistą rzutowym” i chyba za bardzo chciał się pokazać w piątkowy wieczór. Zapominał chyba, że był to luzacki mecz, w którym młodzi ludzie dzielą się piłką i chcą stworzyć widowisko.
Kawhi Leonard – nie zagrał w powodu lekkiego urazu. Coś tam z prawą łydką…
NA TARCZY – TEAM SHAQ:
Ricky Rubio – najbardziej cieszył mnie uśmiech na jego twarzy. Widać, że zaklimatyzował się w NBA i dobrze bawił się podczas piątkowego starcia. 12 punktów i 7 asyst, których mogło być o wiele więcej, w tym kilka podań do latających skrzydłowych kończących z góry. Rubio powoli staje się medialny i nie widać w nim tego zawstydzonego nastolatka z Hiszpanii, który rok temu bał się przyjechać do mroźnej Minnesoty.
Jeremy Lin – drugi mecz z rzędu, w którym rzuca mniej niż 10 punktów (żart). Nie jestem jego hejterem, ani jego fanem. Dobrze się go słuchało na wywiadach, gdzie przyznał, że ma już własne lokum i nie śpi na kanapie u Fieldsa. Mając taki hype, zagrał tylko 9 minut. Nie mam pojęcia czemu…
Greg Monroe – męska wersja Lisy Leslie radzi sobie coraz lepiej. Old-schoolowy wysoki nie grał wczoraj efektownie, ale podobnie jak Eavn Turner, efektywnie. 19 punktów, 10 zbiórek i 4 asysty + kilka zagrań na pickach z Rubio. Monroe ewoluuje z każdym dniem, lecz nie będzie często pojawiał się w najlepszych akcjach wieczoru. To raczej „statistic guy”, ale przecież Zach Randolph też smaży dobrego grilla, co nie?
Blake Griffin – stonowany, bardziej skupiający się na rozmowach, żartach. I dobrze, bo przecież w niedzielę będzie mógł się wykazywać w tej większej piaskownicy. 10 punktów, bodajże wszystko po wsadach, w tym chyba dwa alley-oopy od Rubio i jeden potężny dunk od tablicy, kiedy podawał sam do siebie. Sky’s the limit…
Brandon Knight – pudłował niemiłosiernie z czystych pozycji, dlatego miał 2/9 za trzy. Bez wyrazu, przeszedł jakby obok i niech nie zmyli was jego 14 punktów i 7 asyst. Mam nadzieję, że ten chłopak ustabilizuje swoje skille, bo czasami gra po prostu w kratkę. Chociaż gdy na parkiecie był Monroe, wyglądał przy nim naprawdę dobrze i starał się kombinować jakieś akcje dwójkowe.
Norris Cole – kolejny „monopolista rzutowy”, który po meczu z Brooksem poszedł pewnie na bilarda. Oprócz 6 (niewidocznych jak dla mnie) asyst miał 18 punktów i 4 trafione trójki na 11. Mały sępik, który miał być kandydatem do ROY. Tak się upieraliście, a wyszło na moje. Wczoraj tylko na dystansie, bez większych fajerwerków, czy wejść w pomalowane. Ogólnie bez finezji…
Markieff Morris – pomijając już jego kroki po fenomenalnej asyście Rubio zakończonej wsadem, a niech ma! Morris trafił nawet dwie trójczyny i zastanawiam się, czym obecnie zajmuje się jego brat Marcus , który miał być jednym z najlepszych debiutantów w tym sezonie. Pewnie kosi trawniki na przedmieściach Houston, a tymczasem jego brat Markieff całkiem fajnie zagrał w Rising Stars Challenge.
Tristan Thompson – tak samo jak Monroe, efektywnie. Sporo akcji „z góry”, ale były to zwyczajne paczki, szczególnie po pickach. 20 punktów na 11 rzutach, ale tylko dwie zbiórki. Całkiem nieźle i nadal czekam, kiedy trener Byron Scott da mu więcej minut. To produktywny gość, twardy, momentami walczący pod koszami jak drwal.
Landry Fields – 16 punktów, 4 zbiórki i 3 asysty. Lepiej niż na kanapie, kiedy grał w NBA 2K12 z Linem. Kujon ze Stanford kilka razy pokazał się w kontrze, miał bodajże dwie/trzy paczki i masę zbitych piątek z chłopakami. Jak na 18 minut całkiem przyzwoicie.
Kemba Walker – pupilek Michaela Jordana zanotował ciche double-double. Miał 10 punktów i 10 asyst, a ja sam byłem w szoku, że nie chciał przejąć tego meczu w pojedynkę. Dobrze, że dorasta, a wczoraj miał totalną radość z gry i obsługiwał kolegów niczym kelner. Na dystansie nie dziurawił i skończył z dorobkiem 4/11 z gry. Dla mnie OK. Grunt, że była zabawa.
Tyle ode mnie. Wasze wnioski? Podobało się?
Pozdrawiam serdecznie,
Ambasador C…
aha jesli pan piszesz 'miś' w stosunku do boogieman'a to spójż pan na swego kolege z redakcji Kwiatkowskiego, co niby biega, ten to jest miś dopiero :] ja biegam i serio takiej pyzy to dawno nie poganiałem ;)
autor hq
jesli lobbowali lamersów i Lina to nie dziwne ze nic teraz nie pisza haha ;D
autor hq
Oj ekipa ZPP musiała wczoraj ostro popić skoro do tej pory nie ma nic apropo wczorajszych konkursów. Alkohol szkodzi Panowie !
autor Luk
Przepisy w NBA troszkę różnią się w kwestii błędu kroków - po asyście RR Markieff Morris błędu kroków NIE POPEŁNIŁ. Ma prawo po otrzymaniu piłki: zrobić krok, odbić się z jednej nogi, naskoczyć na dwie i skończyć rzutem.
autor a_kuku
'Mając taki hype, zagrał tylko 9 minut. Nie mam pojęcia czemu…' moze dlatego, że NYK grali w tym tygodniu już 4 mecze i przydałby mu się odpoczynek ; p ?
autor Messu
a czy Shaq czy Charlesem nie założyli się może o wynik ? Bo było słychać jak Shaq mówi coś o dwustu kawałkach
autor bobstone
I powiem tak : teraz widzicie hejterzy że Irving jak ma do kogo to potrafi podać i jakby miał lepszy team , zamknął by wam usta o tym ,że jest gorszy od Rubio ....
autor Kyle
mecze bez obrony są nudne, jeden weeknd wystarczy i nie jest źle, ale więcej to byłaby mordenga
autor krzys1982
Brooks bedzie w przyszlosci drugim Youngiem Nickiem, to widac. a Markieff zrobił kroki bo ten lamus mu nie w tępo podał, co z tego,ze efoktownie jak nie tylko ot jest najwazniejsze panie w tej grze ;] ogolnie mecz slaby, szkoda Lenarda a i ja uwazam, ze Favors ma mega potencjał i bedze top5 PF soon. Evan mój człowiek z Philly, niepojętym jest,ze w s5 nadal gra Meeks.
autor hq
A ja trochę pobronie Brooksa. Owszem, niektóre akcje nie były ciekawe, ale miał kilka b.ładnych podań (z czego 3 ast) i nawet co nieco w defensywie zagrał. Miał też mało czasu na pokazanie się (14:48), a że spudłował kilka layupów.. Bywa. Szkoda, że improwizowany dunk mu nie wyszedł, bo zapowiadał się ciekawie. Choć 2 z 3 jego trafień były na b.wysokim poziomie ;] No ale jeśli scorer nie ma dnia to tak to własnie wygląda. Gracze pokroju Pierce'a czy Joe Johnsona nie nadają się specjalnie na mecze gwiazd i Brooks niestety zalicza się do tej grupy. Ważne, że sprawdza się tam gdzie trzeba ;)
autor Musli
(Sebastian) Dla mnie FG zawierają 3P. Ale nie istotne. Zapomniałem dopisać (12/13 z gry, w tym 8/8 za trzy). Pozdrawiam!
autor zawszepopierwsze
Polecam oglądnąć jeszcze raz pierwszą połowę i przyglądnąć się efektOwnej grze Evana Turnera. Naprawdę z przyjemnością patrzyło się na jego podania, a i reversowy two-hander nie był najgorszy.
autor WW
@ Ktoś tu chyba nie potrafi dodawać punktów z statystyk...
A co do meczu... fajnie się oglądało, no i Kyrie pokazał co potrafi :)
Jeszcze jutra wygra Skills Challange i będzie udany weekend jak dla mnie :)
autor Romek
dex ma racje, karolek blefuje
autor sian
a to trojki sie nie licza jako field goalsy? 8x3 + 4x2 to daje 32 plus dwa osobiste to 34
autor dex
nie podobało. zero grania, zero obrony (nawet markowanej). zero zespołowości - niech liczba asyst was nie zmyli. to wynika tylko ze sposobu ich liczenia i dużej ilości alley up. Fajnie by to wyglądało jakby to trwało 10 minut. Ale 40 minut to była mordęga. Mogli chociaż trochę markować "normalną" grę.
autor profesor_ciekawski
Ktoś mi powie, jak Irving ma 12/13 i 8/8 za 3pts? Ktos kto potrafi liczyć, to dojdzie do wniosku, ze miałby 48pts + 2pts za osobiste. Ktoś się pomylił?
autor karolek
Licznik odwiedzin: 17 043 613 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: