Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




JESZCZE WIĘCEJ KOBEGO BRYANTA

sobota, 19 maja 2012 13:43

 

Maciej Kwiatkowski

 

Jeśli nie poznajesz - to Kobe Bryant, kiedyś dzieciak dziś nr 24, lat 33. Ten sam gość, którego zwykłeś kochać lub nienawidzić.


Bryant jest zupełnie innym typem zawodnika niż wszyscy w NBA. Znam kilka osób, które westchną i zgodzą się na wiadomo-jakie-pytanie odpowiadając "LeBron James" albo "Kevin Durant", ale wiem, że te same osoby kłamią - wiedzą swoje, nieważne czy jakiś blog rzuca im w twarz "skuteczność z gry" "skuteczność w crunch-time" czy nie daj boże coś co na monitorze wygląda identycznie jak "TS%".

 

Prawdopodobnie dlatego, że w NBA nie ma jeszcze super-bohatera, przez którego oczy lepiej patrzyłoby się na koszykówkę. Na wzloty, ale też i na upadki. Szczęście i cierpienie, radość i złość. Kobe nadal będzie po prostu strumieniem przytomnych i nieprzytomnych decyzji z piłką, które prowadzą do uzyskania możliwie najlepszej pozycji do rzutu. W tym sensie nie zmienił się nic, a nic od pierwszych sezonów, gdy razem z ojcem łapaliśmy się za głowę błagając go by podał Harperowi, a ten przerzucił na stronę Shaqa, gdzie w prawym rogu czaił się Glen Rice. Z czasem zmieniła się tylko technika, efektywność i atletyzm. 

 

Dziesiątki tysięcy minut w NBA obniżyły punkt w jakim oddaje rzuty - widzimy to, gdy blokowany jest w tej serii siedem razy przez nadchodzącą dynastię Oklahomy. Wciąż nie ma jednak w NBA nikogo kto tak naturalnie przechodzi z czwartej kwarty w crunch-time. Widzimy tylko jak Durant zaczyna zbliżać się do tego punktu, ale też na swój, jeszcze inny sposób. 

 

Bryant przegrał dla Lakers mecz nr 2, ale wczoraj przy trzech punktach straty na 1,46 min. przed końcem, w szóstej sekundzie akcji zatrzymał się metr na prawo od prawego łokcia z Jamesem Hardenem na plecach. Od 30 lat w zasadzie oglądamy jak najlepszy shooting-guard ligi zatrzymuje się w tym świętym miejscu. Bryant obrócił się przodem do Steve'a Blake'a wkozłowującego piłkę na połowę po drugiej stronie parkietu i podniósł palec w górę. W tym momencie faktycznie ktoś groził mu śmiercią. Blake podał więc obok do Gasola, a ten przekazał piłkę tam gdzie jej miejsce.

 


 

Harden, który w tym roku w pojedynkach z Bryantem praktycznie nauczył się bronić, za chwilę stanie na mocno rozstawionych nogach. Na lewej stronie Blake i Metta World Peace patrzą się na Bryanta, zamieniając się miejscami na skrzydle i rogu, co za kilka sekund okaże się błędem. Andrew Bynum nauczony końcówką meczu nr 2 przebiegnie dokładnie pod dolną część tablicy.

 


 

Gasol po wrzuceniu Bryantowi piłki, robi dwa kroki w jego kierunku, stawia zasłonę i teraz Lakers mają (niemal) idealne ustawienie do rozegrania swojej firmowej akcji z sezonu regularnego: pick/roll Bryant/Gasol, podanie Kobe'go do robiącego jeden krok w kierunku kosza Pau, zaraz obrońca Bynuma dochodzi, Pau rzuca lob, a Bynum za chwilę wisi na obręczy. 

 

Po drugiej stronie parkietu na skrzydle ustawiony jest jednak World Peace, który ostatni raz rzucał tak źle za trzy w czasach, gdy Indiana Pacers myśleli jeszcze, że Jonathan Bender będzie Kevinem Durantem. Durant, ten rzeczywisty, tylko czeka, aby zejść do pola trzech sekund. Jest gotów zupełnie zostawić World Peace'a. Russell Westbrook tymczasem nie zamierza zostawiać Blake'a, więc wyraźnie Thunder chcą doprowadzić do sytuacji, w której Ron Artest będzie mierzył sie ze swoim 29,6% za trzy w tym sezonie.

 


 

Może gdyby Peace i Blake nie zamienili się wcześniej pozycjami - lepszy spacing Lakers w tej akcji doprowadziłby do wspólnego zakończenia tego posiadania przez Big 3: Kobe->Pau->Bynum.

 
Zobaczcie więc co znajdujemy. Tzw Hero-Ball. 7 sekund do końca akcji. Gasol już myśli o zbiórce ofensywnej, Bynum stoi i ...w zasadzie stoi, a Bryant patrzy w miejsce znajdujące się pomiędzy brodą a tym co na głowie ma Harden.

 

 

 

Klasyczni Lakers. Widzieliśmy to tysiąc razy. W międzyczasie tylko Kwame Brown zmienił się w Bynuma, a Chris Mihm w Gasola. W tym momencie możnaby rozpocząć dziesiątki różnych dygresji, także napisać książkę. 

 

Bryant stoi przed obrońcą, który w meczu nr 2 zablokował jego rzut w crunch-time. W meczu nr 3 zrobił to kolejne dwa razy - raz z faulem, pierwszy raz czysto - choć Bryant zdobył z tego 4 punkty z rzutów wolnych - kluczowych wolnych, ale zostawmy to. Mecz był w Staples Center, a pod kopułą wisi najwięcej banerów w tej części kontynentu.  

 

Bryant nie przerywa kozła, podnosi prawe ramię do górę, robi zwód głową, niby zaraz ma pójść w górę rzucić za trzy, ale tylko zamraża tym Hardena, mijając go w prawo. Nie jest już tak szybki jak kiedyś, ale po wyłapaniu dwucyfrowej liczby fauli w tym meczu, obniża lewe ramię, szukając kontaktu na będącym tuż obok najlepszym rezerwowym ligi, wybija się ze zreperowanego przed sezonem kolana i kończy lay-up wysoko o deskę nad Kendrickem Perkinsem. Nie tak szybko, nie tak wysoko, ale w samo serce obrony Oklahomy.

 

Potem jeszcze wróci na minutę przed końcem, by spudłować dwa razy, ale Blake zaliczy swóją ósmą!!! zbiórkę, tym razem w ataku. Klasyczny Bobby - zupełne przeciwieństwo Jamesa w takich sytuacjach. Na koniec  trafi sześć rzutów wolnych i uratuje sezon Lakers. 

 

Widzimy w tej serii jak Mike Brown i Scott Brooks walczą o teren, wprowadzając usprawnienia z meczu na mecz, w których sercu niespodziewanie jest Perkins i jego czasem ruchome zasłony na czasem-faulującym przy przechodzeniu przez nie Arteście. Najpierw Durant i Russell Westbrook rzucali wychodząc zza nich w meczu nr 1. W meczu nr 2 wysocy Lakers podeszli jednak wyżej. W meczu nr 3 robili to samo w pierwszej kwarcie, ale Brooks, w którego umiejętności wątpiliśmy rok temu niespodziewanie to skontrował. Aby nabawić 7-footerów Lakers bolących bioder i rozhuśtać w ich pozycji obronnej, Perkins sam grający na bolącym biodrze stawiał je raz z jednej, a to za sekundę z drugiej strony na tym samym graczu i znów Durant z Westbrookiem znajdowali się w pomalowanym. 

 

W ataku pozycyjnym Thunder nie są lepsi niż Lakers. To przechodząc do kontrataku ich szybkość, młode nogi i łatwość zdobywania punktów po każdej stracie czy trójce Lakers dają im wrażenie tego, że są na skraju blowoutu. Lakers odrabiają straty, gdy ich wysocy wiszą metr od kosza na ofensywnej desce i wtedy gdy wpadnie kilka rzutów z dystansu. 

 

Bryant jest jednak game-changerem teraz w tej serii. Lakers mogą mieć 2-2 jutro, ale ta seria nadal będzie potrzebować Bobby'ego - tak, hero-ball, nie tylko w ostatnich sekundach, ale w izolacjach w trzecich kwartach czy wyjściach po zasłonie po piłkę na początku meczu. Wszystko co próbują robić Lakers dobrze w tej serii i co robili dobrze w meczu nr 2 i 3 wystarcza póki co na crunchtime z Oklahomą i Bryant decyduje co z nim zrobić. 

 

Via Yahoo! Sports: 

 

"I don’t give a [expletive] what you say. If I go out there and miss game winners, and people say, 'Kobe choked, or Kobe is seven for whatever in pressure situations.' Well, [expletive] you."

 

“Because I don’t play for your [expletive] approval. I play for my own love and enjoyment of the game. And to win. That’s what I play for."



Nazywam go "Bobby". Wiem, że brzmi to jakbym starał się poklepać go po głowie i powiedzieć "Głuptasku", ale nazywam go tak z czystej sympatii. Gra nieprzytomnie, mówi od rzeczy. Bryant, jak widzicie wyżej, ma zupełnie gdzieś co myślimy. Od czasu "nazwijcie mnie głupim, ale wciąż wierzę że wygramy" przy 0-3 z Dallas rok temu do teraz gra jeden na pięciu i tylko czasem zalicza 8 asyst jak w meczu nr 7 z Denver. Na starość stał się jeszcze bardziej krnąbrny, bardziej uporczywy, jeszcze bardziej Kobe niż wcześniej był. Czasem jakby tracił kontakt z rzeczywistością, jakby wyrywał się niemal dosłownie z prawego stawu kolanowego.

 

Czasem może już bardziej Bobby niż Czarna Mamba, ale wciąż Kobe. W tym sezonie patrząc jak gra - od czasu tego jednego tygodnia w styczniu, który zawstydziłby "Linsanity" - myślę sobie, że może nie warto szukać prawdy w liczbach albo określać jego gry pod kątem złych czy dobrych decyzji. Mam gdzieś. Czuję się jeszcze bardziej staro, gdy to robię. Może wystarczy tylko obserwować ten strumień różnych decyzji i to jak Bryant wciąż nie daje jeszcze za wygraną z tym co logicznie wydaje się być niemożliwe.

 

 

 

 

Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 718 162  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718162

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0