Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




JAK KEVIN DURANT PRZEJĄŁ MECZ NR 4 FINAŁU KONFERENCJI ZACHODNIEJ

niedziela, 03 czerwca 2012 15:46

Maciej Kwiatkowski

 

Dwa lata temu Oklahoma City Thunder odpadli w pierwszej rundzie playoffów z Los Angeles Lakers. Po tamtej serii, na wówczas 21-letniego Kevina Duranta spadła pierwsza w karierze fala krytyki. Pojawiły się pytania, "Czy wystarczy mu siły fizycznej, aby w kolejnych sezonach walczyć o pozycję na półdystansie i móc wykorzystać przewagę wzrostu?". Wtedy Durant przez całą serię ganiany i obmacywany był przez Rona Artesta, kończąc sześciomeczową serię na skuteczności 35% z gry, z większą ilością strat (22), niż asyst (14). 

 

Rok temu sytuacja powtórzyła się w serii z Dallas Mavericks, gdy rywalizował z Shawnem Marionem, DeShawnem Stevensonem i Jasonem Kiddem. W pięciomeczowej serii finałów konferencji Durant trafiał tylko 42 procent z gry i popełnił 19 strat. Rzucił jednak już 40 punktów w pierwszym meczu i potem przez całą serią nie rzucał mniej niż 23. Krytyka, która pojawia się zawsze - nieważne czy mamy do czynienia z obrońcą tytułu, czy z drużyną, której łączny staż w NBA trójki najlepszych graczy wynosił wtedy zaledwie 9 lat - została więc skierowana na Russella Westbrooka i liczbę jego rzutów. Gdzieś w tle, przez tych uważniej oglądających spotkania, krytykowany był też Scott Brooks za swoje problemy w doprowadzaniu Duranta do dobrych pozycji rzutowych.  

 

Te wszystkie trzy w.w czynniki - masa Duranta, nadgorliwy Westbrook plus mało kreatywny Brooks - sprawiły, że po odpadnięciu Oklahomy zaczęły pojawiać się pytania czy Durant i Westbrook będą w stanie wspólnie egzystować w jednej drużynie. Thunder nie przedłużyli też kontraktu z Brooksem, zostawiając sobie furtkę na sezon 2012/13. 

 

Media próbowały tymczasem rozebrać ich znajomość na części. Niektóre - jak na początku tego sezonu - usiłowały z chwilowej różnicy zdań na parkiecie zrobić konflikt ("konflikt" miał swoją historię, więc o narrację było tym łatwiej), a  jeszcze zanim Chris Paul trafił do Los Angeles, New Orleans Hornets odzywali się do Thunder z pomysłem wymiany Paul-Westbrook. GM Thunder Sam Presti odmówił. 

 

Po czterech meczach finału Konferencji Zachodniej nie jestem akurat pewien czy już jesteśmy poza tym wszystkim i czy za kilka dni od teraz znów nie pojawią się kolejne wątpliwości, czy też konkretne głosy, takie jak ten Skipa Baylessa z ESPN, o tym, że tych dwóch nie może grać razem. 

 

Tym co musimy jednak zauważyć po wczorajszym meczu - i po dotychczasowych playoffach, w których mają tylko jedną porażkę mniej niż Spurs - jest fakt, że zarówno Westbrook, jak i Brooks przychodzą Durantowi póki co z pomocą. 

 

Jak już pewnie wiecie - czy oglądaliście mecz, czy nie - Durant zdobył 16 punktów z rzędu w czwartej kwarcie. Zajęło mu to dokładnie 5 minut i 2 sekundy. Nie oglądając meczu pomyślałbyś pewnie, że rzucił trzy razy z dystansu i kilka razy był na linii. Klasyczny dzieciak KD przerzucający ludzi. Nic z tych rzeczy, choć przewaga wzrostu oczywiście mu się przydawała. Durant nie oddał nawet ani jednego rzutu za trzy w ostatnich siedmiu minutach meczu. Trafił za to 7 z 8 rzutów za dwa i żaden z nich nie został oddany z odległości większej niż 17 stóp (ok. 5,5 m. od kosza). 

 

Brooks, który w tych playoffach miał już udane decyzje w crunchtime w serii z Dallas (mecz nr 4 Hardena) czy Lakers (Durant na Bryancie; odcinanie Bynuma od piłki), wczoraj miał swoje pięć minut nie tylko w tym meczu, czy tej serii, ale też w tych playoffach. 

 

Nie było bowiem jeszcze w playoffach AD 2012 sytuacji, w której jedno zagranie, jedna ustawiona zagrywka kompletnie przejęła i zabrała mecz do szatni. Był to szach i mat Brooksa na Greggu Popovichu - w tym konkretnym meczu. Brooks ustawił swój zespół w najlepszej pozycji do zdobywania punktów, a Westbrook potulnie spełnił swoją rolę, nie oddając ANI JEDNEGO rzutu w czwartej kwarcie. 

 

Zanim zobaczymy jak to zrobili, najpierw wróćmy się na chwilę do playoffów 2011 roku. Zobaczcie tę akcję: 

 

 

Poznajecie. To ostatnia izolacja Dirka Nowitzkiego w playoffach, w których izolacje Nowitzkiego były zagraniem nr 1. Nowitzki schodzi pod kosz, do krawędzi pola trzech sekund. Następnie wraca się i wyskakuje na linię rzutów wolnych, otrzymując po drodze zasłonę od Tysona Chandlera. Miami Heat zmieniają krycie i preferowany przez Nowitzkiego obrońca (Chris Bosh) zostaje z nim w obronie jeden na jednego zamiast Udonisa Haslema. Dirkzilla zdobywa punkty. 

 

W meczu nr 4 finałów Zachodu, od stanu 68:53 dla Thunder, na 5.31 min. przed końcem kwarty, Spurs zdobyli punkty w 12 z 19 kolejnych posiadaniach, zmniejszając dzięki temu straty do 82:86.  

 

Na 6.52 min. przed końcem meczu Scott Brooks wziął time-out. Gdy oglądamy mecze Thunder te timeouty zwykle pokazywane są nam jako motywacyjne speeche trenera Oklahomy, nic więcej. Nie wszyscy może jednak wiedzą o tym, że NBA kontroluje ESPN i TNT, aby obydwie stacje nie odsłaniały za dużo, jeżeli chodzi o strategię. Mówił o tym choćby pełniący funkcję reportera ESPN Ric Bucher, goszcząc w niedawnym podcaście u Henry'ego Abbotta z ESPN True Hoop.

 

Po wspomnianym timeoucie, na blisko siedem minut przed końcem, Thunder wyszli z nieco zmienioną akcją, niż ta, którą Mavericks w zeszłorocznych playoffach grali na Nowitzkiego. Rok temu Niemiec nie miał problemów w wypracowywaniu sobie pozycji na wprost kosza. Rick Carlisle używał więc tej stawianej z góry do dołu zasłony Chandlera po to, aby zmieniać krycie i dać Nowitzkiemu albo ułamek sekundy na rzut, jeśli nie następował switch i oryginalnie kryjący Nowitzkiego obrońca musiał/chciał przedrzeć się przez zasłonę, albo zagranie to prowadziło do zmiany krycia i wtedy Nowitzki otrzymywał zwykle centra do gry jeden na jednego. Przy jego zwodach, pompkach, technice użytkowej, a przede wszystkim zeszłorocznej formie, pozwalało mu to łatwiej zdobywać punkty i ...mistrzostwa NBA. 

 

Zobaczmy więc na to co zrobili Thunder tuż po - wspominanym już jako wspomniany - time-oucie:

 

 

 

 

Akcja rozpoczyna się, gdy James Harden wychodzi po piłkę, korzystając z podwójnej zasłony Serge'a Ibaki i Kendricka Perkinsa. Harden otrzymuje podanie od Westbrooka, który następnie ścina ze środka do prawego boku pola trzech sekund i stawia zasłonę na kryjącym Duranta Kawhi'm Leonardzie.

 

 

 

 

Leonard omija jednak zasłonę, Tony Parker asekuruje ścięcie do kosza i w końcu Durant otrzymuje piłkę krok za linią rzutów wolnych.

 

 

 

 

Tim Duncan gotów jest zostawić Kendricka Perkinsa, gdyby Durant miał mijać w lewo, ale robi kozioł w prawo, zatrzymuje się, robi pompkę i zdobywa punkty z niełatwej pozycji. 

 

Nieudany switch nie zraża jednak Thunder i w kolejnym posiadaniu próbują tej samej akcji raz jeszcze:

 

 

 

 

 

Znów nie ma "switcha", ale Durant stosuje usprawnienie w stosunku do akcji wcześniej i widząc Leonarda omijającego zasłonę Westbrooka dużym łukiem, zamiast wyjść po piłkę na linię, zauważa, że Parker nie podwaja go, ścina do pola trzech sekund, dostaje podanie i zdobywa 4 punkt z rzędu. 

 

Spurs nadal jednak nie przestają rzucać punktów i po layupie Stephena Jacksona przegrywają tylko 86:90 na 5,25 min. przed końcem. 

 

Thunder przechodzą po raz trzeci z rzędu do tego samego zagrania i tym razem Spurs reagują - zmieniają krycie i Parker zostaje na Durancie. Gary Neal schodzi  więc na pomoc bliżej środka, nie zauważa Kendricka Perkinsa, ten stawia zasłonę (łapie go w pół) i James Harden po asyście Duranta jest na czystej pozycji. Nie trafia, ale Thunder wrócą jeszcze do tej akcji w ostatniej minucie. Zobaczcie jak dobrą pozycję miał Harden z tego rozegrania.

 

 


 

 

W kolejnym posiadaniu Spurs, Parker trafia layup w dół tablicy, Thunder wyprowadzają kontrę 5-4. Ostatecznie wracający się Tim Duncan kryje Duranta, który mija go z prawego skrzydła do linii rzutów wolnych i trafia rzut, faulowany przez Parkera. 

 

Kolejne posiadanie Thunder jest już znowu w ataku pozycyjnym (zobaczcie w klipie jak Westbrook nawołuje pozostałych do szybszego ustawienia zagrywki. Jak rozgrywający, nie?). Parker ponownie przejmuje Duranta, ale udaje mu się wypchnąć go aż na linię rzutów za trzy. Choć tym razem Leonard kompletnie zostawia Westbrooka bez krycia w prawym rogu (był 2/2 przy trójkach catch&shoot w tym meczu) i próbuje ukraść piłkę Durantowi, to ten i tak zdobywa punkty.

 


  

 

Spurs nadal jednak trafiają po drugiej stronie boiska i na 3,30 przed końcem jest 90:95. Zwykle w takich sytuacjach Thunder uderzali w tym sezonie w grę jeden na jednego. Nie tym razem. Po raz piąty (!) rozgrywają tę samą akcję. Popovich postanawia tymczasem zmienić obronę - Parkera w kryciu Westbrooka zmienia Manu Ginobili, a na Duranta przechodzi Stephen Jackson.

 

 

 

 

Durant zdobywa punkty, ale zwróćcie uwagę jak bardzo Jackson nie chce, aby nastąpił switch między nim, a Ginobilim. Być może dlatego Jackson był taki zdenerwowany po meczu nr 4? Tylko podejrzewam, bo wiele rzeczy siedzi w głowie Captaina Jacka, o których nie mam zielonego pojęcia. 

 

Kolejne posiadanie jest prawdopodobnie najlepszym w meczu. To jest ten moment, gdy Brooks wygrywa wczorajszą rywalizację z Popovichem. Krycie znów jest to samo (Ginobili-Westbrook, Jackson-Durant), ale obaj obrońcy Spurs starają się zagrać bardziej fizycznie. Ginobili nie pozwala więc Westbrookowi dojść do miejsca, w którym chciałby postawić zasłonę. Jackson natomiast kryje Duranta stojąc przodem do linii końcowej. Nie widzi więc Jackson połączenia wzrokowego, które w ułamku sekundy następuje między rzucającym lob Hardenem, a łapiącym piłkę Durantem.

 


  

 

To akcja dwa plus jeden, bo Jackson zdążył jeszcze sfaulować Duranta. Jest 100:90 dla Oklahomy na 2,48 min. przed końcem i 11 z 13 ostatnich punktów zdobytych zostało z jednej i tej samej akcji. 

 

W kolejnym posiadaniu Harden wychodzi po piłkę, ale ścina pod kosz i to on stawia zasłonę Durantowi, a ten oddaje rzut po odskoku z jednej nogi (jak Dirk), ale po raz pierwszy od pięciu minut pudłuje. W przeciągu czterech kolejnych posiadań Leonard trafia dwa razy za trzy z prawego skrzydła, ale Thunder wracają do oryginalnej wersji swojego zagrania i zdobywają z niego pięć punktów.

 

Najpierw Durant wyskakuje szybko na lewy łokieć i rzuca od razu po otrzymaniu podania, trafiając nad Jacksonem... Pamiętacie jeszcze akcję wyżej, po której Harden nie trafiał za trzy z czystej pozycji? Oto udana wersja tego zagrania:

 




 

 

 

Game-over. Przez pięć kolejnych minut czwartej kwarty Thunder grają identyczną akcję osiem z dziewięciu razy - w tych ośmiu posiadaniach zdobywają 16 punktów. Durant rzuca 13 i zalicza asystę do Hardena na rzut za trzy. W całej czwartej kwarcie zdobywa 18 punktów.

 

Jak widać więc dominacja Duranta, pomimo jego postępów w grze z piłką, nie polega więc tylko na jego indywidualnych umiejętnościach, ale potrzebuje pomocy trenera i dwóch pozostałych gwiazd Oklahomy: Westbrooka, który stawia zasłony oraz Hardena, który występuje tutaj w roli rozgrywającego.  

 

San Antonio Spurs nadal mają przewagę parkietu w tej serii, która obecnie stała się serią do dwóch zwycięstw. Pomimo tego, że Thunder znaleźli coś w obronie na własnym parkiecie, Spurs zdołali pokazać wczoraj w drugiej połowie, że są w stanie wrócić w meczu nr 5, już u siebie w hali, do ataku pozycyjnego tej najwyższej klasy. 

 

Thunder uczą się jednak szybko od najlepszych i są to już drugie playoffy z rzędu, gdy na naszych oczach rozwijają się w coraz lepszy zespół. Oglądam to wszystko z myślą, że jeśli jeszcze nie w tym roku, to za rok, dwa, trzy i w kolejnych latach do końca tej dekady, może być dla innych drużyn niemożliwym wyjść do Finału NBA z Konferencji Zachodniej. Jeżeli do atletyzmu i indywidualnych umiejętności graczy Oklahomy, dołączą na stałe lepsza obrona i egzekucja oraz trener podejmujące lepsze decyzje - Game Over.

 

Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 718 202  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718202

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0