Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 308 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


KOSZULKA TYGODNIA: PAU GASOL aka CONQUISTADOR

sobota, 29 sierpnia 2009 14:29
Skocz do komentarzy
Rafał Niewiadomski

źródło: examiner.com


Słów kilka o Pau Gasolu. W okresie, kiedy Kobe'go wypchnięto na piedestał, gdzie coraz głośniej słychać o tym, że jest w stanie przejąć schedę po Jordanie, jest ktoś dzięki komu Kobe może być teraz tam gdzie jest. MJ miał swojego Pippena. Kobe ma swojego Gasola.


źródło: SFGate.com

 

Bądźmy szczerzy. Jordan bez Pippena, O’Neal bez Bryanta, Duncan bez Ginobilli’ego i Parkera, Garnett bez Pierce’a i Allena. Oni wszyscy nie zdobyliby mistrzostwa gdyby nie gracze wymienieni w drugiej kolejności. I z tym trzeba się pogodzić. Przy czym nie twierdzę, iż ci gracze nigdy nie zdobyliby bez nich w ogóle mistrzostwa. Potrzebowaliby jednak do tego nowych "Pippenów," a liczba mistrzostw mogłaby być zupełnie inna i nie tak pokaźna. A z tytułami mielibyśmy takie ekipy jak Lakers’91, Trailblazers’92, Knicks ’93, Jazz’98, Trailblazers’00 itd.


Dla Jeziorowców, Kobe'go i milionów fanów tej organizacji dzień 1 lutego 2008 przejdzie do historii jako moment odrodzenia się Lakersów. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Tego dnia poczułem, że już niebawem, nadejdzie moment, kiedy wszyscy "hejterzy" i krytycy zamilkną. Gasol momentalnie zmienił grę Jeziorowców. Od pierwszego meczu. Właściwie już w jego debiucie przeciwko Nets, po kilku zagraniach z Kobe’m można było odnieść wrażenie, jakby grali ze sobą od wielu lat. Od tego momentu Lakers nie przegrali nigdy trzy razy z rzędu. Od tego momentu rządzą na Zachodzie. Choć wówczas najlepsze bilanse mieli Spurs i Hornets. Znamy dalej całą historię. Play-offs 08 przeszli jak burza, ale przegrali w Finałach. Tegoroczny sezon był dla nich sezonem prawdy. Pomimo straty Andrew Bynuma grali swoje. Twardsi w defensywie. W ataku przygotowani wreszcie na walkę. Dzięki temu doświadczeniu zostali mistrzami, przy okazji wykorzystując potknięcie Cavaliers i problemy z kontuzjami Celtics. Ale bądźmy szczerzy. Nawet gdyby te ekipy awansowały do Finałów, Lakers by to wygrali, ponieważ w ich oczach od 1 meczu sezonu widać było to co widzieliśmy rok temu w oczach graczy Celtics. Tą sportową złość, głód, który za wszelką cenę doprowadzi cię do zwycięstwa wczesniej czy później. Szczególnie było to widać w meczach sezonu regularnego z w/w Celtics i Cavs, którzy wtedy na 99% byli głównymi rywalami Lakers do zdobycia mistrzostwa. Do reszty spotkań Jeziorowcy czasami nie podchodzili tak jak powinni o co Maciek tutaj słusznie często miał do nich pretensje.


Wróćmy jednak do Gasola. Pau to idealny gracz, jaki mógł trafić się Kobemu z wielu względów.


1. Osobowość. To strasznie mądry i poukładany człowiek. Po karierze koszykarskiej czeka go prawdopodobnie praca lekarza. Jego rodzice byli/są lekarzami. On sam grając jeszcze w Europie uczęszczał do szkoły medycznej, gdzie był prymusem. Angielski znał jeszcze zanim pojawił się w USA. Dla dziennikarzy szokiem było to jak biegle władał tym językiem, niejednokrotnie używając sformułowań, których nie powstydziliby się… amerykańscy doktorzy. Sporo czyta, m.in. dzieła Ryszarda Kapuścińskiego! Generalnie wie jak postępować w życiu, stąd z jego strony nie padły nigdy słowa, które zaszkodziłyby jemu samemu czy organizacji, dla której gra. Wojny w mediach Shaqa i Kobe'go wynikały głównie z tego, że obaj nie dorośli wtedy do tego, do czego doszli. Sukcesy ich przerosły i rynek medialny w L.A. ich pochłonął. Z Gasolem takie coś nie przejdzie. Bo to raz, że inna osobowość niż Shaq, a dwa, że jest w stanie poświęcić się dla dobra zespołu. Przez okres gry w Lakers tylko raz wyraził swoje niezadowolenie z małej ilości rzutów jakie oddaje - w serii z Rockets. Ale stało się tak, ponieważ Gasol słusznie zauważył, że jest za mało wykorzystywany, i że granie przez niego przynosi lepszy skutek. Zrobił to więc dla dobra drużyny a nie dla podreperowania swojego ego.


2. Poświęcenie, wola zwycięstwa. Ze świecą szukać tak utalentowanego gracza, który byłby druga opcją w zespole. Z powodzeniem był zresztą pierwszą opcją w Grizzlies.


Wystarczyło 7 lat by Pau pobił niemal wszystkie klubowe rekordy Grizzlies. Właściwie mógł wtedy spokojnie mówić, że „Memphis to ja”. Robił tam na parkiecie wszystko. Do sukcesów zabrakło mu właśnie takiego „Pippena”. Do dziś pamiętam, jak niektórzy w niego wątpili gdy dołączał do Lakers. Pisali: „3 lata pod rząd przegrywał w playoffs do 0, i teraz ma coś wygrać? No way”. Tak to wtedy faktycznie wyglądało, ale Grizzlies pechowo wpadali na świetnych Spurs. No i poza Shane'm Battierem, Pau naprawdę nie miał tam wsparcia. Jakież zatem musiało być dziwienie, gdy już w pierwszych playoffs z Lakers, Gasol wygrał więcej spotkań niż przegrał w swojej całej posezonowej karierze z Grizzlies.


Niemniej to, że Gasol potrafi osiągać sukcesy było widać już w koszykówce Fibowskiej. Osiągnął wiele i łatwiej jest napisać czego nie osiągnął w zawodowej koszykówce. Z reprezentacją Hiszpanii wygrał Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, Wicemistrzostwa Europy, Mistrzostwo Świata z seniorami, srebro w Pekinie. Zdobył też mistrzostwo Hiszpanii, był MVP, wybierany był do najlepszych piątek w Eurolidze, Najlepszym Graczem Europy. Później przełożyło się to na NBA i został Rookie of The Year, wybierano go do All Star Game, do najlepszych piątek sezonu regularnego, wreszcie przyszedł czas na mistrzostwo NBA.


Brakuje mu w zasadzie Mistrzostwa Europy (2 lata temu przegrali pechowo finał z Rosją), które może zdobyć w tym roku w Polsce, złota na Olimpiadzie, oraz wygrania Euroligi. Co najważniejsze, Pau ma serce do gry. Shaq po kolejnych tytułach odpuszczał, tył, tracił wolę zwyciężania. W wakacje można go było spotkać albo w jadalni, albo na plaży. A z Gasolem jest inaczej. Po zdobyciu mistrzostwa, drugim sezonie NBA, kończonym w czerwcu, Pau stwierdził, że nie zostawi kadry swojego kraju na zbliżających się ME w Polsce i zamierza zagrać by zdobyć w końcu prymat w Europie. Stwierdził, że wystarczająco wypocznie po sezonie NBA i zagra. Ma to swoje minusy, bo Gasol może być zmęczony w przyszłym sezonie NBA. Jednak gdyby nie ta wola zwyciężania, nie doszedłby tam gdzie jest teraz. I o tym powinni wiedzieć fani Lakersów bo za to go pokochali.


3. Talent, praca i predyspozycje. To co osiągnął, nie byłoby możliwe, gdyby nie talent jaki posiada podparty pracą. Gasol przy wzroście 215cm porusza się lepiej niż nie jeden PF. Nienaganna praca nóg, w ogóle technika. Repertuar jego zagrań w ataku bije na głowę wszystkich wysokich w USA razem wziętych. Może przesadziłem, ale ci kórzy widzieli tegoroczne finały NBA łapali się za głowy. Żeby tego wszystkiego było mało, Hiszpan jak mało który center w lidze grozi rzutem z półdystansu. Czasami nawet zdarza trafić mu się z dystansu. Do tego Gasol potrafi zbierać i dużo widzi. Prawdopodobnie jest najlepszym podającym wśród wysokich. Tylko Shaq i Kevin Garnett są w stanie dorównać mu pod tym względem. To powoduje, że jest graczem kompletnym na swojej pozycji, do tego na tyle uniwersalnym, że bez problemu może grać zarówno jako center jak i skrzydłowy. W zasadzie gdyby Tex Winter miałby stworzyć idealnego wysokiego do trójkątów, to skopiowałby Gasola.


4. Regularność. Przyznam się bez bicia, że wcześniej rzadko widziałem Gasola w akcji. Mecze Grizzlies widziałem sporadycznie. Więcej widziałem spotkań reprezentacji Hiszpanii na MŚ w 2006 roku, gdzie Hiszpanie tryumfowali ale to też mała dawka. Jednak od pamiętnego 1 lutego widziałem jakieś 95% spotkań Pau w barwach Lakers i jedno rzuca się mocno w oczy. Regularność. 18-9. Gasol niemal zawsze robi swoje. Czasem zdarzy mu się słabszy dzień w ataku, ale wtedy doda 10 asyst i zbiórek. I tak cały sezon. Bodajże tylko 2-krotnie Gasol nie zdobył 10 punktów, odkąd gra w koszulce Lakersów. Rzadko kiedy rzuca też więcej niż 30. Po prostu robi najczęściej swoje 18-9 i jest w tym prawie tak regularny, jak swego czasu był Tim Duncan.

5. IQ. Koszykarskie IQ. Widziałem wiele spotkań. Widziałem wiele zagrań. Ale gdy oglądam jak gra Gasol, mam wrażenie, że za każdym razem uczę się od niego czegoś nowego. W koszykówce trzeba myśleć. I uważam, że Gasol jest jednym z najlepiej myślących wysokich na świecie. Predyspozycjami i umiejętnościami Gasolowi wielu gości nie odstaje. Różni ich jednak to, że Gasol na boisku myśli, przewiduje pewne zagrania. Takich przykładów mam masę z jego części kariery, którą mam okazję śledzić uważnie, dzięki temu, że jest Jeziorowcem.


Pamiętam, że bodajże pod koniec lutego zeszłego roku Lakers zawitali do Amway Arena. Już w pierwszej kwarcie Magicy rzucili 44 punkty, trafiając niemal każdą trójkę i dominując pod koszami za sprawą Dwighta Howarda. Nie było Andrew Bynuma, Kobe miał problemy z małym palcem i wydawało się, że Lakers tego nie wygrają. A jednak, wtedy swój show zaczął Gasol.


Wymusił faule w ataku Howarda, wpędził go w foul trouble, dzięki temu Lakers mogli narzucić swój sposób gry i wygrali w końcu to spotkanie. Gasol rzucił 30 punktów na skuteczności 12/15. Oczywiście swoje też zrobił Kobe ale to Pau był ojcem sukcesu. Po raz pierwszy wtedy, chyba od 4 lat, ktoś inny niż Kobe był wybawcą tej drużyny i to był pierwszy tak wyraźny sygnał tego, że nastały inne czasy. Później był mecz w Phoenix z Suns. Debiut Shaqa, mecz transmitowany na całe Stany. Pamiętam, że atmosfera przed tym meczem była bardzo gęsta, prawie tak jak przed Finałami NBA. Lakers nie mieli odpowiedzi na duet Shaq-Amare. Wydawało się, że pod koszami zostaniemy zniszczeni. Ponownie wyszła mądrość Gasola. Skoro w obronie nie mogliśmy przeciwstawić się sile Suns trzeba było narzucić im swoje granie w ataku. I Gasol tego dnia w ataku zagrał niemal perfekcyjnie. Wykorzystywał szybkość w pojedynku z Shaqiem, biegał szybciej do kontr i dzięki temu wygrał ponownie jego zespół. Takich spotkań, zagrań z jego strony, kóre w końcowym rozrachunku przeważały szalę zwycięstwa jest naprawdę dużo.

 


Próbowałem znaleźć jeden mix, który oddałby istotę sprawy. Opisał jakoś grę Gasola w skrócie. Jest ciężko bo za dużo jego zagrań widziałem. I każdy mix jest za mały. Warto obejrzeć jednak coś takiego:



Tu niemal w każdym zagraniu widać to o czym pisałem wyżej. Można zobaczyć w tym krótkim miksie jaki ma repertuar zagrań pod koszem, jak biega do kontry, jak się ustawia w ataku, jaką ma pracę nóg, technikę. W każdym zagraniu wychodzi to czego nie mają dzisiejsi centrzy w NBA, szczególnie ci amerykańscy. Pau dzięki temu, że jako młodzieniec grał jako rozgrywający, musiał dobrze panować nad piłką, pracował nad techniką. Do tego nie zaniedbano go pod tym względem gdy stał się centrem. Jeżeli ktoś uważnie oglądał tegoroczne Finały, to widział różnicę. Sam Howard to przyznał, że już po pierwszym spotkaniu zaczął studiować dvd z zagraniami Gasola. Takie podstawy, jak nie opuszczanie piłki poniżej obręczy barkowej, których brakowało w grze Dwighta, zadecydowały o wyniku serii. Amerykanin mądry po szkodzie, chciałoby się rzec. Podobno te wakacje mają stać pod znakiem pracy nad techniką supermana, jak wyjdzie zobaczymy.


Co warto wiedzieć jeszcze o Gasolu?



Jest produktem Jordanowsko-dreamteamowskim. To oznacza, że zachorował na basket w 1992 roku przy okazji Igrzysk w Barcelonie, gdzie Jordan i spółka pokazali światu czym jest prawdziwa koszykówka. Za idola miał oczywiście MJ’a, a jego największym marzeniem było zagrać przeciwko niemu, co zresztą miało miejsce gdy był jeszcze Niedźwiedziem. Działa społecznie pod egidą UNICEF. Pochodzi z Saint Boi de Liubengrad, 80 tysięcznego miasta leżącego na południe od Barcelony.


Podczas Mistrzostw Swiata 2006, gdzie Hiszpanie zdobyli złoto dorobił się ksywy Konkwistador, za sprawą brody. Zresztą większość Hiszpanów zapuściło wtedy brody i cały zespół nazywano Konkwistadorami (conquistador = zdobywca).


Kobe nie mógł trafić lepiej. Zastanawiałem się w niemistrzowskich latach Lakers, kogo powinien mieć KB u swojego boku by zdobyć mistrzostwo. Nie spodziewałem się, że to będzie Pau Gasol. Zresztą kto się spodziewał. Zatem, jeżeli znajdziecie się na meczach Hiszpanii na tegorocznych ME, delektujcie się grą Gasola. Nie zawsze trafia się okazja by zobaczyć na żywo u siebie gwiazdę tego formatu.

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 02 września 2009 14:29

    a ja mam koszulkę Gasola :D i jestem z tego dumny. :-)

    Hiszpania po złoto!

    autor tejon20

  • dodano: 01 września 2009 20:49

    no i juz za tydzien bede ogladal jego gre na zywo :-)

    autor Air

  • dodano: 01 września 2009 1:16

    CALA PRAWDA O WYMIANIE GASOLA !!! czekdisałt: http://slamdumb.com/c19.php

    autor ISpy

  • dodano: 31 sierpnia 2009 11:50

    Taaa lekarzem, chyba konowałem, rozumiem, że jesteście fanami LA, ale bądźcie choć trochę obiektywni, bo za chwilę napiszecie że gdyby nie nagła kariera koszykarska, to otrzymał by Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny...

    autor xyz

  • dodano: 30 sierpnia 2009 1:11

    Wcale nie taki jednostronny. Młody Gasol, Crittenton, pick -> Arthur i jeszcze jeden pick w pierwszej rundzie (za rok). To chyba dobra podstawa pod przebudowę.

    autor komin

  • dodano: 29 sierpnia 2009 22:28

    Świetna notka. Z Gasolem KB ma szansę na 3-peat, dlatego nei dziwię się jego entuzjazmowi. Zresztą, Pau to nie jest tylko solidny PF/C, to mix szkoły europejskiej (z podstawami gry na każdej pozycji) i do tego atletyzm w stylu amerykańskim. Jak dla mnie to obok Duncana i Garnetta najlepszy PF w lidze. A za 10 lat pewnie będziemy mówić o tej trójce jak o jednych z najlepszych PF w historii, tak jak w latach 90 o Barkleyu, Malone, Rodmanie.
    Dla mnie zagadką jest jak LA pozyskało Gasola?? To chyba najbardziej jednostronny trejd w historii NBA.

    autor boomer

  • dodano: 29 sierpnia 2009 17:55

    Świetny tekst, tak samo jak i koszykarz którego wielbie jeszcze od czasów Grizzlies. Na youtube był bardzo dobry, trwający ponad 8 minut mix ale niestety ktoś skasował. Btw wszyscy znamy Pau i Marca a w zanadrzu jest jeszcze trzeci Gasol, o imieniu Adria który ma coś koło 15 lat, mierzy 196 cm i jak narazie jest gładko ogolony :)

    autor Friden

  • dodano: 29 sierpnia 2009 16:29

    Dobry tekst ! Pau moim zdaniem obecniej najlepsza czwórka w NBA - stawiam go przed Dirkiem, Duncanem i Garnettem

    autor Legend

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:53

    dawno nie widziałem takie włażenia w dupę...

    autor gfhfyujvbbh

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:52

    A co Jerry West miał wspólnego z tym transferem, skoro nie był już wówczas pracownikiem Grizzlies? Przypominam też, że Lakers oddali Marca Gasola w tej wymianie.

    autor luciano

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:42

    o jego przepychankach zapomnial napisac tego brakuje w innych centrach a to ostatnie zdjecie mnie rozwala

    autor BOSTONNNNNNNNNN

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:30

    Tee adasz i inni haterzy LA czemu przy kazdej okolicznosci cwaniakujecie na temat transferu gasola?? W druga strone powedrowal jego mldszy brat, o czym nikt nie pamieta..

    autor MO

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:29

    Pau Gasol yeahhh - szacunek :) Kobe zapytany przez powadzącego camp kto jest jego ulubionym koszykarzem, odpowiedział - PAU GASOL :-)

    autor KobeLukis

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:28

    ojj ja juz sie nie moge doczekac meczow w Łodzi;Dswietny txt.

    autor rehus

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:17

    Bardzo ciekawy tekst.
    Zawsze lubię gdy nie-amerykański koszykarz jest doceniany :)

    autor bart

  • dodano: 29 sierpnia 2009 15:04

    Nie udalo sie dlatego ze Jerry West grał w Lakers a nie Cavs ;] tu jest klucz do tego zlodziejstwa jakim byl ten trejd ;p

    autor adasz

  • dodano: 29 sierpnia 2009 14:53

    Świetny tekst. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest to, za co Lakers pozyskali Gasola. Do dzisiaj żałuję, że to Cavsom nie udało się ściągnąć tego niezwykle inteligentnego hiszpańskiego koszykarza. Takich to ze świecą szukać..

    autor maredbor

    blog: ZP-1 Squad

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 043 908 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u