Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 313 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


GREG ODEN WZIĄŁ WSZYSTKO NA SIEBIE

piątek, 30 października 2009 6:50
Skocz do komentarzy

źródło: AP


Maciej Kwiatkowski


(1-0) CHICAGO BULLS - (1-1) SAN ANTONIO SPURS 92:85

Pierwszy mecz back-to-back dla Spurs i pierwsza porażka. W dodatku wyraźna. Chicago Bulls zaczęli sezon od przekonującego zwycięstwa. W drugiej połowie wyglądali jak team, który powinien pewnie zmierzać do play-offów w tym sezonie. Prócz słabości czyli rzutów z dystansu Bulls mają za gwiazdę najbardziej atletycznego rozgrywającego, który z miesiąca na miesiąc będzie tylko lepszy. Frontcourt Bulls opanował deskę już w pierwszej połowie, zdobywając aż 19 punktów po zbiórkach ofensywnych! To rzadki wynik dla Spurs, którzy prócz Tima Duncana nie mieli minionej nocy nikogo pod tablicami, kto mógłby zaznaczyć tam swoją obecność. 9 strat w pierwszej połowie to kolejna sprawa, za którą Gregg Popovich mógł łajać swoich graczy w przerwie. A tymczasem Spurs przegrywali tylko 46-47, i to po trójce Kirka Hinricha w ostatniej sekundzie.

Trzecia kwarta należała jednak do bohatera mojej wczorajszej Dniówki. Tyrus Thomas w pierwszej kwarcie przestrzelił wszystkie swoje cztery rzuty, zebrał tylko dwie piłki i zagrał 7 minut. Po przerwie? To jego trzy bloki (w tym dwa na słabo jak nigdy grającym Tony'm Parkerze) zainicjowały kilka szans Bulls na przejście do wczesnej ofensywy, gdzie "Byki" póki co są znacznie lepsze niż w ataku pozycyjnym. Dodatkowo - by zaprzeczyć temu co pisałem wczoraj - Thomas trafił oczywiście w tym czasie trzy razy z półdystansu plus zdobył kolejne cztery punkty, trzy razy stając też na linii rzutów wolnych. Po tym jak Thomas skończył swój kilkuminutowy show, Bulls prowadzili 70-58 i Spurs już nigdy nie byli w meczu.

Vinny Del Negro przez 42 minuty grał normalną rotacją z czterema podkoszowymi i bardzo słusznie na ostatnie minuty wrzucił niski skład z najlepszym na parkiecie Luolem Dengiem, na czwórce. Przez to Bulls zupełnie naturalnie grali  dalej szybko, a bardzo dobrze spisywał się nieoficjalny szósty starter, Kirk Hinrich (uwielbiam jego defense). Duuużo gorzej za to John Salmons, który spudłował z 5 czy 6 otwartych pozycji z dystansu (3/15 z gry).

Spurs przed czwartą kwartą nie trafili trzynastu trójek z rzędu (przytomny defense Bulls. Del Negro musiał być przygotowany, bo Spurs prawie nie mieli czystych pozycji), a skuteczny Duncan (28 pkt., 16 zb.) nie otrzymywał żadnej pomocy od Antonio McDyessa czy nawet Richarda Jeffersona. Nawet DeJuan Blair nie był bestią. Duncan aż cztery razy trafił w drugiej połowie o deskę z tej samej klepki, przez wysoko wyciągnięte ręce Joakima Noaha (double-double? check). Lata lecą, a nikt inny w lidze nie trafia tego rzutu z taką regularnością.

Zwykle to Parker kręci kostki rywalom swoim dwutaktem ze zmianą kierunku po pierwszym kroku. Tym razem Parker musiał chyba odczuwać jeszcze przedwczorajszy ciężki upadek po kolizji z "bodajże Okaforem", bo Derrick Rose mijał go bez problemów, w tym raz w czwartej kwarcie, tak że chyba tylko Rose tak potrafi .Nie było punktów, były osobiste i tylko dlatego może to nie znaleźć się w recapie. Najbardziej atletyczny rozgrywający w lidze?

TIM DUNCAN 28 pkt., 16 zbiórek, 3 bloki
MANU GINOBILI 12 pkt., 6 zbiórek, 4 asysty

LUOL DENG 17 pkt., 9 zbiórek, 8/13
KIRK HINRICH 14 pkt.
TYRUS THOMAS 13 pkt., 6 zbiórek, 3 bloki
DERRICK ROSE 13 pkt., 7 asyst, 7 zbiórek
JOAKIM NOAH 10 pkt., 10 zbiórek, 2 bloki




(1-1) PORTLAND TRAIL BLAZERS - (2-0) DENVER NUGGETS 94:97


Jesli tylko Greg Oden nauczy się nie skakać do każdego rzutu i wybierać miejsca, by nie łapać głupich fauli - Blazers będą w pierwszej trójce Zachodu. O taki typ, bo też może się to nie stać akurat w tym sezonie. Inny typ to że Greg Oden będzie najlepiej zbierającym w ataku graczem w kolejnych pięciu latach - i ponownie - jeśli tylko częściej będzie mógł wejść na parkiet bez myśli, że każdy kolejny faul posadzi go na ławce. Definitywnie to gracz, który może wznieść Blazers o poziom wyżej, choć Oden póki co jest równie dobry w ataku, co ja w golfa. A odporność psychiczną ma na poziomie początkującego scrablisty.

Dlatego Denver Nuggets przetrwali w Portland na barkach Carmelo Anthony'ego. Nikogo więcej. Zero energii. którą znamy z ich meczów u siebie. Nie było Martina, Nene, Birdmana. Nie było nawet Billupsa - statystyki kłamią. Wszystko na plecach numeru 15. Kenny Smith jeszcze przed meczem wskazywał Melo jako typ do  nagrody MVP, a Anthony pokazał, że jeśli jest w czymś obecnie najlepszy, to w zdobywaniu punktów w każdy sposób - wystarczy dać mu izolację po prawej stronie. Było wszystko, rzuty z odskoku, fade-away'e, wejścia pod kosz, faule, pewne osobiste. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie Melo zdobył 20 punktów przy 7 rzutach. W samej czwartej kwarcie rzucił 17 i był nie do zatrzymania.

A Blazers? Zdominowali deskę w pierwszej połowie do tego stopnia, że oddali aż o 24 rzuty więcej niż Nuggets. Inna sprawa, że z taką formą nie byliby w stanie nawet kupić kosza. 31% w pierwszej połowie, mnóstwo ponowień i ...punkt przewagi. Trzecia kwarta była popisem Brandona Roy'a i jego mid-range game. W czwartej mieliśmy Rudy Fernandez show na starcie - 14 punktów w 3.5 minuty! Richard Hamilton może już kończyć karierę.

Blazers spudłowali jednak aż trzy osobiste w ostatnich trzech minutach meczu, ale Anthony w końcu też spudłował przy stanie 95-94 dla Denver na 11 sekund przed końcem. Blazers mieli szansę. Brandon Roy wszedł pod kosz oddał do Odena, ten oddał dalej, ale zdążył sfaulować go Martin.

Osobiste

Nie tym razem. Oden ewidentnie nie wytrzymał psychicznie (na co można było stawiać pieniądze, tylko nie wiem gdzie). Dwa kolejne pudła to razem pięć rzutów wolnych nietrafionych na ostatnich osiem prób w meczu Na własne życzenie. Wielkie zwycięstwo Nuggets w słabym stylu, ale Melo pokazał "jaja" i zrobił to po swojemu. Póki co najlepszy gracz tego sezonu - Carmelo Anthony, średnio 35.5 punktu, Nuggets 2-0.


"I put this loss on me." -- Greg Oden.

Tymczasem w Rose Garden nad parkietem unosił się kąśliwy w nozdrza "zapach" i to na pewno nie był zapach róż.



CARMELO ANTHONY 41 pkt., 18/19 z osobistych
CHAUNCEY BILLUPS 22 pkt., 6 asyst, 5/14 z gry
NENE 7 pkt., 11 zb., 2/7 z gry, 3/8 z wolnych

BRANDON ROY 30 pkt., 16/18 z osobistych
RUDY FERNANDEZ 22 pkt.
GREG ODEN 6 pkt., 9 zbiórek, 2 bloki

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 31 października 2009 8:56

    24 coś tam po angielsku. Pokazywałem jak wygląda 7 lat tłustych w wykonaniu Bostonu, a jak 7 lat tłustych w wykonaniu Lakers za panowania wielce miłościwego Kobe Bryanta, dlatego nie zmieściły się 3 MVPs Shaquille O'Neal'a. Zresztą tamci Lakers to już remote history.Ty mi NIE będziesz mówić [przerobiony cytat z jednego z największych fanów LA] co mam pisać. Nota bene w filmie na NBA.com z godziny 7.00 Lakers wygrali z Mavericks 13:9, w rzeczywistości było 94:80 dla Dallas. Jeszcze będzie przepięknie. Jeszcze będzie normalnie.

    autor timdan21

  • dodano: 31 października 2009 7:08

    Ta bajka raczej nie dotyczy Ciebie, za chwilę mi napiszesz, że istnienie Lal to też widoczny znak działania niewidzialnej ręki Sterna? Chłopie zejdź na ziemie. Każdy tytuł był mocno wywalczony, zapomniałeś dodać kto zdobył tytuły w latach 2000, 2001, 2002. A na koniec, przestan ujadać:D

    autor 24life

  • dodano: 30 października 2009 23:22

    Lukostro, nie tak ostro. Mam wrażenie, że są dwie NBA jedna widziana przeze mnie i druga postrzegana oczyma Kenny Smitha - to taki ichni Piotr Pacewicz i Piotr Stasiński w jednym. Według niego Lakers dowodzeni przez Kobe Bryanta nałogowo kolekcjonują Tytuły Mistrzowskie [nazywane niekiedy dla dodania powagi - o zgrozo - Misiami, dobrze że nie Myszami, choć kto wie, które lepsze]. Tymczasem od kiedy Kobe stał się tym mega wymiataczem Tytuły Mistrzowskie zdobywano jak następuje: 2003 San Antonio Spurs, 2004 Detroit Pistons, 2005 San Antonio, 2006 Miami, 2007 San Antonio, 2008 Boston Celtics, 2009 Los Angeles Lakers. Widząc pełne buty i wyższości wobec myślących inaczej wpisy fanów Lakers możnaby odnieść wrażenie że oto mamy ostatnio powtórkę z lat 60-tych: 1960 - Boston Celtics, 1961 - Boston Celtics, 1962 - Boston Celtics, 1963 - Boston Celtics, 1964 - Boston Celtics. 1965 - Boston Celtics, 1966 - Boston Celtics. Za wszystkimi tymi Tytułami stał jeden człowiek Bill Russell. Tymczasem Kobe and his merry men wybiedzili jednego Misia [tu akurat dobra nazwa], z pomocą Davida Sterna, Stu Jacksona, sędziów NBA i mediów, które składając się z pyskatych ignorantów zawsze popierają drużynę z 'krainy snów' w konfrontacji z zespołem z prowincji. Opinia mediów to element presji na sędziów, którzy jak trzeba się pomylić to nie maja wątpliwości na czyją korzyść. Nie wiem czy Ezop napisał kiedyś bajkę o wróblu, który udaje pawia, ale wiem że taka bajka pisana jest na naszych oczach.

    autor timdan21

  • dodano: 30 października 2009 23:11

    Melo szaleje, ale z tak krotka lawka to chlopaki nie powalcza oj szkoda ich szkoda...

    autor melolukis

  • dodano: 30 października 2009 17:04

    rowniez jestem zdania ze porazka San Antonio to nic wielkiego , panuje generalnie teraz w pretendentach do tytuły nieco haosu...a co do RIP'a Hamiltona to kiepski żart.

    autor ams

  • dodano: 30 października 2009 16:44

    timdan21 ma rację, zastawiać się tyłkiem też trzeba umieć. Ja wzrost formy u Melo widzę właśnie w tym, że nauczył się w pełni korzystać ze swoich warunków fizycznych (siły), poza tym przy Billupsie dorósł;p
    Takie porażki u Spurs to norma na początku sezonu, jak będą mieli po 10 meczach bilans 5-5 to też będzie nic wielkiego i tak skończą z +50 zwycięstw:)
    Ps. Nie jestem ich fanem

    autor Raptor

  • dodano: 30 października 2009 16:22

    Blair to nr 37 draftu. Wypadłby pewnie dużo lepiej, ale nie grał tych 12 minut w jednym wejściu tylko na raty. Pop na razie zachowuje się jak dziecko które dostało za dużo nowych zabawek i nie bardzo wie która jest jego ulubioną. Gdy ważyły się losy meczu to sięgnął najpierw po to co ma najlepsze: Tony Parker, Manu Ginobili, Richard Jefferson, DeJuan Blair, Tim Duncan, by za chwilę mieć second thoughts: postawił na najbardziej zgranych z kolegami, wycofał Jeffersona i Blaira i wpuścił za nich Finleya i Bonnera. W Spurs zawiódł potłuczuny dzień wcześniej Parker + na spory minus zagrali wszyscy nowi. Manu też będzie grać lepiej, a co do DeJuwana, to Mr Kolaszusza is for one hell of a shock. To że Blair umie się rozpychać kością ogonową to prawda, ale niepełna. Będzie to gracz formatu Sir Charlesa i nie mam na myśli wyłącznie rozmiaru spodenek.W Spurs na wysokim poziomie zagrał jedynie Duncan. Aby wygrywać z drużynami play-off caliber w SA nie wystarczy jeden gracz. Na razie w San Antonio jest tak jak śpiewa Andrzej Grabowski: "Ja wam mówię jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest." Bon3s, Kobe Lukis jest tu na specjalnych prawach, coś jak żółte papiery. A swoją drogą to wyprzystojniał w tym nowym nicku. jeszcze chłopak udaje, że to nie on. Go LA!!!

    autor timdan21

  • dodano: 30 października 2009 15:36

    @24life - wiesz ORL może zrobić reapeat porażki w finale, CLE może przegrać konferenecje, Shaq może w kółko powtarzać jaki to jest dominujący, AI być może zrobić kolejny repeat słowa practise... Kandydatów jest sporo, także zależy w jakim znaczeniu pytasz :P

    autor lukostro

  • dodano: 30 października 2009 15:19

    lukostro...a jest jakikowliek inny pretendent do repeatu??? buhahahahahahahahhaahahahahahahha

    autor 24life

  • dodano: 30 października 2009 14:54

    Podobała mi się reakcja Byków, mieli w dupie zakaz i sobie wstawali z ławki i dobrze bo takie debilizmy trzeba zwalczać/

    autor Pepis

  • dodano: 30 października 2009 14:01

    Jeferson w SAS tak samo zawodzi jak Szak w CAVS, czyli póki co wcale. Co najwyżej obydwaj graję nieco poniżej oczekiwań, ale podejrzewam że to tylko kwestia czasu. Obaj zagrali dopiero dwa mecze ciężko więc wnioskować, jak gra będzie dalej się układać. Jeśli przy 10-15 rozegranych spotkaniach nic się nie zmieni, będzie można wyciągać jakieś dalej idące wnioski. TimD wczoraj zagrał dobre spotkanie, ale to co mnie "martwi" to fakt, że bardzo mało odrywa się od ziemi. Prawie wogóle nie skacze, czy to do rzutu czy do bloków w obronie. Wiem, że trochę poczyścił wczoraj tablicę, jednak to co napisałem to takie moje subiektywne odczucie. Mam nadzieję, że do końca wszyscy w SAS i BOS będą w pełni zdrowi i wzniosą się na szczyty swoich możliwości, a następnie LAL będą mogli pokonać najpierw SAS w Finale Konferencji a później BOS w Finale Ligi. Wtedy nikt nie powie, że wygrali misia bo ktoś był kontuzjowany a ktoś nie w formie. Niech wszystkie ekipy celujące w tym sezonie w misia trzymają się jak najlepiej i przystąpią do walki o trofeum w szczytowej formie. Przynajmniej uda się uniknąć polemik w przyszłości, że ktoś tam wygrał misia bo ktoś inny miał chory palec a kogoś bolała główka. Jak dla mnie LA to w dalszym ciągu murowany faworyt do repeatu w tym sezonie - dziś nieco poważniejszy mecz niż ostatnio, ale powinno być ok. :)

    autor lukostro

  • dodano: 30 października 2009 12:55

    Tak w ogóle to Jefferson zawodzi na początku sezonu. W San Antonio na pewno liczą na więcej z jego strony. Ci którzy go mają w fantasy na pewno też (ja nie). Black[24]Mamba vel KobeLukis na czum opierasz swoje przeświadczenie, że Spurs to drewniacy? Na tym, że Duncan rzuca dużo o tablice? Zastanawiam się czemu nie uważasz, że Bryant to drewniak? Kiedyś to był bardzo dynamiczny i efektowny zawodnik, kończący wiele akcji pięknymi dunkami, a teraz większość swoich punktów zdobywa po rzutach z półdystansu, czyli co drewniak?!

    autor bon3s

  • dodano: 30 października 2009 11:58

    Jak zwykle Black[24]Mamba vel KobeLukis uzmyslowil mi jakim to motywatorem i wyznacznikiem jakosci gry sa wystepy w all-star. Faktycznie zdejmujac klapki z oczu da sie zauwazyc ze dla Melo nie liczy sie ostateczny wynik druzyny, nie liczy sie mistrzostwo - jedynym celem jest wsytep w ALL-STAR. Msci sie za to ze go skreslono, malo brakowałoby a skreslono by go ze strony nba.com/players. Dziekuje CI moj bohaterze postaów ze zdekonspirowanie jego priorytetowego celu.

    autor Fan KobeLukisa #2

  • dodano: 30 października 2009 11:58

    DeJuan Blair nie był bestią ?! 3-3 6pkt 4zb w 12 min ! to nowy Charles Barkley który za 3 nie ciska:)

    autor fox23

  • dodano: 30 października 2009 11:56

    poczatek sezonu a wy juz piszecie ze SAS zmeczeni hehe no prze ciekawa teza to na koniec sezonu pewnie beda na wozkach jezdzic tak ich sezon zniszczy ... co do meczu w Chicago to gdyby nie zbiorki w ofensywie to by byki dostaly i to ladnie wcale nie widze u nich jakies ciekawej gry SAS wczoraj dali dupy no i tyle co do Bleira to jeszcze pokaze na co go stac ogladalem go w NCAA jest gosciu ciekawy i nie wiem czemu tak daleko mial nr draftu

    autor wariot

  • dodano: 30 października 2009 11:53

    poczatek sezonu a wy juz piszecie ze SAS zmeczeni hehe no prze ciekawa teza to na koniec sezonu pewnie beda na wozkach jezdzic tak ich sezon zniszczy ... co do meczu w Chicago to gdyby nie zbiorki w ofensywie to by byki dostaly i to ladnie wcale nie widze u nich jakies ciekawej gry SAS wczoraj dali dupy no i tyle co do Bleira to jeszcze pokaze na co go stac ogladalem go w NCAA jest gosciu ciekawy i nie wiem czemu tak daleko mial nr draftu

    autor wariot

  • dodano: 30 października 2009 11:51

    @ red-maras Melo ma duże szanse na MVP ale już na mistrzostwo niewielkie.

    autor bon3s

  • dodano: 30 października 2009 11:25

    Kola masz rację , dopiero zaczynaja sie prawdziwe mecze , na granie optymalne przyjdzie czas za kilka m-cy , młodziaki bardzo chcą udowodnić jak duzo potrafia więc grają na maxa , stare wygi daja tylko tyle żeby wstydu nie było;) a i tak z młodych pióra lecą;)

    autor pawcio

  • dodano: 30 października 2009 11:13

    Oglądałem mecz NOH. Blair ma takie statsy bo go lekceważą, po prostu jest strasznie silny i dupskiem robi sobie miejsce pod dziurą. Jak zaczną go traktować z szacunkiem tzn. wyznaczać do jego krycia porządnych defensorów takich jak np do Duncana to nie polata. W obronie z kolei jest straszną ciapą, Emeka jechał po nim jak po burej suce. Gdyby nie duża przewaga to Poppovich by go posadził na ławie i nie wypuszczał przez 3 kolejne mecze. Wszyscy szukamy sensacji ale ten gość nią nie jest. To samo z Morrowem. Walił po 30pkt a w pierwszym meczu ile 7?

    autor kolaszusza

    blog: kolaszusza.bloog.pl

  • dodano: 30 października 2009 10:25

    Mela skreślano np. nieuczestniczenie w Meczach Gwiazd, dlatego teraz wszystkim pokazuje na co go stać.

    autor Black[24]Mamba

 12  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 044 351 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u