Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 314 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DAY-TO-DAY: KOLEJNY DZIEŃ W PRACY (KOBE YOU DOIN WORK)

poniedziałek, 30 listopada 2009 16:10
Skocz do komentarzy

źródło: AP

Maciej Kwiatkowski


(12-5) ATLANTA HAWKS @ (6-11) DETROIT PISTONS 88:94

Pistons zebrali 24 piłki w ataku, podczas gdy Hawks w całym meczu na obydwu deskach zebrali tylko o trzy więcej. Ktoś by pomyślał "No to Pistons rozbili Jastrzębie, że hej". Skądże. I to właśnie może najbardziej boleć Mike'a Woodsona i jego zespół. Jedna lepiej wyprowadzona kontra w czwartej kwarcie i Atlanta miałaby szansę to wygrać. A tymczasem okazuje się, że Hawks nie wygrają nic, jeśli Joe Johnson zaliczy słabszy dzień. Joe trafił tylko 5 z 19 rzutów, dawał się mijać na obwodzie i razem z Marvinem Williamsem zebrali łącznie tylko 4 piłki. Były momenty, gdy Johnson wyglądał na zupełnie niezainteresowanego wydarzeniami na boisku.

Wracając do zbiórek - co by się już nie powtarzać - Mike Woodson nie po to dostał od Ricka Sunda dwóch nowych podkoszowych, by nie móc użyć ich właśnie w takim meczu. To było takie spotkanie, gdzie Joe Smith, Jason Collins i Mo Evans powinni byli zagrać więcej niż łącznie 10 minut. Pomogliby z pewnością na deskach, by choć trochę ograniczyć Bena Wallace'a (10/18zb - 11 w ataku).

Jakby Pistons mieli za dużo zawodników zdolnych do gry (bez Gordona, Hamiltona, Prince'a) - nos złamał Charlie Villanueva (13/6). Już po meczu przymierzono mu maskę i ma w niej zagrać w środę w Chicago. Wprowadzenie do piątki Chucky'ego Atkinsa (19 min., 2 pkt.) pozwoliło Rodney'owi Stuckey'owi na wyjście ze strzeleckiego dołka i ten trafił 10 z 23 rzutów, zdobył 23 punkty, miał 8 asyst. Will Bynum dołożył 19 oczek i Pistons niespodziewanie przerwali passę 7 porażek z rzędu.


(14-3) PHOENIX SUNS @ (7-11) TORONTO RAPTORS 113:94

Od przegranego meczu z New Orleans Hornets podpopieczni Alvina Gentry'ego wygrali cztery ostatnie spotkania różnicą 92 punktów, czyli średnio 23.0 pkt. przewagi w meczu. Suns postanowili nie podwajać Chrisa Bosha, dzięki czemu ten sobie poszalał (30/17), ale z gry kompletnie zostali wyłączeni strzelcy na obwodzie. I to też nie do końca tak, że Suns zagrali genialnie w obronie - Raps pudłowali z czystych pozycji. Poza pomalowanym - Raptors trafili zaledwie 10/44 z gry i 1/20 za 3!

Steve Nash też rozpoczął nieskutecznie w pierwszej połowie (1/6), ale przynajmniej znajdował niepilnowanych kolegów, a gdy w trzeciej kwarcie rzucił 11 punktów przy 5 rzutach - Suns zrobili kluczowy "run" i odskoczyli. W całym meczu Steve Nash zaliczył 16 asyst (20 pkt.), czyli o jedną więcej niż cały zespół Toronto. Kapitan Kanada - veni vidi vici. To jeszcze nie wszystko - był to jego piąty mecz w tym sezonie, gdy miał więcej asyst niż cały zespół rywali. I to też jeszcze nie wszystko. Był to szósty mecz Nasha w tym sezonie, gdy miał przynajmniej 16 asyst. Podczas gdy w 2008/09 miał takich meczów ...pięć.

Raptors kolejny raz wyglądali moim zdaniem fatalnie, grali bez przysłowiowego zęba, mimo tylu pudeł nie opanowali wcale desek. J-Rich (22 pkt., 4x3) i G-Hill zebrali po 9 piłek - z czego razem 15 w obronie. Mam też nadzieję, graniczącą z pewnością, że to ostatni sezon, gdy Andrea Bargnani (24/7) i Bosh grają w jednym zespole. Jeden i drugi potrzebują obok siebie podkoszowego obrońcy, a już tym bardziej żaden z nich nie może pełnić tej roli przy tak słabo broniącym obwodzie.

Chyba najlepszy mecz w sezonie borykającego się z urazami nadgarstka i kolana Leandro Barbosy - 17 pkt. w 15 minut... I pech - skręcona kostka, przez którą opuści około kolejnych dwóch tygodni. Suns będą musieli zmienić dobrze funkcjonującą rotację rezerwowych, a niegłupim pomysłem byłoby podpisanie niegwarantowanej umowy z jakąś typową dwójką.


(6-11) MEMPHIS GRIZZLIES @ (8-10) LOS ANGELES CLIPPERS 88:98

Ilu z Was przestało oglądać ten mecz, gdy na starcie czwartej kwarty Grizzlies prowadzili już 20-toma punktami? Ominął Was niesamowity pościg Los Angeles Clippers, gdy ofensywa Grizzlies w czwartej kwarcie po prostu się rozpadła. Czegoś takiego jeszcze w tym sezonie nie widziałem. Doszło do tego, że przez ostatnie 4-5 minut Grizzlies prócz tego, że nie zdobyli punktu, to byli blokowani (Marcus Camby - 14/14/3b), tracili piłki, a Clippers - głównie Eric Gordon (29 pkt.) i Al Thornton (18) wyprowadzali kontrataki. Wielki comeback i chyba jak na razie najlepszy "run" w tym sezonie: 22-0 na koniec meczu (33-7 w czwartej kwarcie). Clippers mieli w tym meczu 29 przerwanych akcji przez bloki, przechwyty czy wybicia piłki na aut. Naprawdę postarali się, by wygrać to spotkanie, a Mike Dunleavy zgarnął zwycięstwo nr 600 w swojej karierze.

Marc Gasol (26/5/6a/3p/3b) trafia 78% z gry w ośmiu ostatnich meczach (59/76). Wczoraj miał 13/18 i dominował Zacha Randolpha i Chrisa Kamana przez trzy kwarty tego meczu. Jamaal Tinsley grał z ławki 10 minut więcej niż Mike Conley, ale w czwartej kwarcie Clippers wyłączyli rywalowi zasilanie. Wielkie zwycięstwo dla Clippers i po tym co widziałem w czwartej kwarcie nie pozostaje mi nic innego jak tylko dalej w nich wierzyć, bo przecież nadal do gry nie wrócił jeszcze Blake Griffin.


(14-4) ORLANDO MAGIC @ (3-14) NEW YORK KNICKS 114:102

Magic wygrali po raz szósty z rzędu na wyjeździe i było to ich 8 zwycięstwo z 9 ostatnich meczów. Knicks mieli znakomitą defensywną strategię w pierwszej połowie - zostawiali strzelców Magic tak niepilnowanych na obwodzie, że Ci mieli zbyt dużo czasu na to, by się zastanowić nad tym co robią...

Przez co spudłowali pierwsze 15 z 19 trójek w tym meczu. Magic oddali w tym meczu 38 rzutów za 3 i to jest rekord klubu, choćby kiedyś Nick Anderson i Dennis Scott jak ognia unikali wejść pod kosz... Ale gdy zaczęli grać do kosza -  odkryli to co wiedzą wszyscy - Knicks tam nic nie mają. Al Harrington grał momentami centra przeciwko Dwightowi Howardowi (24/16) i taki był to mecz. Nate Robinson rzucił 22 punkty w samej czwartej kwarcie i gdy było już po wszystkim - Robinson w ostatniej minucie postanowił bronić na całym. Hmm.




(13-4) BOSTON CELTICS @ (9-7) MIAMI HEAT 92:85

Kevin Garnett (24/8) w dwóch ostatnich meczach trafił 17 z 18 rzutów, z czego ponad połowa to są rzuty z 5-6 metrów. Jeden z takich rzutów właśnie przypieczętował wygraną Celtics w Miami, a KG zagrał niemal bezbłędne spotkanie. Trafił 11 z 12 i nie zaliczył żadnej straty. Do tego był jedynym "Celtem", który walczył na atakowanej desce i choć zebrał tam niepowalające na kolana 2 piłki, to przynajmniej z 3-4 razy były sytuacje, w których wkładając ręce przyczyniał się do wybijania piłki na aut przez graczy Heat albo do wybijania jej w stronę obrońców Celtics.

Był to mecz wieczoru, ale nie zachwycił. Żaden zespół przez dłuższy okres czasu nie potrafił ugruntować dobrej gry i oba zespoły zbyt łatwo pozwalały kończyć akcje w pomalowanym. Celtics prowadzili już jedenastoma punktami na starcie trzeciej kwarty, ale potem w przeciągu kolejnych 12 minut stracili więcej piłek (6) niż trafili rzutów (5) i koncertowe 3 minuty Michaela Beasley'a wróciło Heat do tego meczu - a nawet pozwoliło objąć prowadzenie 74:69.

Potem jednak na pedał gazu nacisnął Rajon Rondo (13/11a), wywalczył piłkę na atakowanej tablicy, zaliczył jakiś przechwyt, wjechał pod kosz, coś oddał, coś rzucił i pociągnął za sobą weteranów - bo inaczej to nie wyglądało. W końcówce znana kiedyś jako "Wielka trójka" trafiała rzuty - i Paul Pierce i Ray Allen za 3, aż w końcu Garnett na 38 sekund przed końcem dał sześć punktów przewagi, a Heat jak nie potrafili przez cały mecz, tak nadal pudłowali rzuty z czystych pozycji. Celtics nawet nie dochodzili z ręką - dlatego nie powinni być zbytnio szczęśliwi ze sposobu w jaki wygrali - a James Jones (0/5), Daequan Cook (1/6) rzucali jak dmuchanymi piłkami do Bałtyku. Mario Chalmers (9/1a) też mógł być bardziej agresywny, bo nie był, a trzy spudłowane rzuty wolne Jermaine'a O'Neala w dwóch ostatnich minutach zawaliły jego bardzo udany mecz (14/10) i to mimo problemów z faulami w pierwszej połowie. Dwyane Wade rzucił swoje 27 punktów, ale były okresy gry, gdy był zbyt niewidoczny, by Heat tylko siłą swojej rotacji mogli to spotkanie wygrać.

Celtics wygrali czwarty mecz z rzędu.


(5-12) PHILADELPHIA 76ERS @ (9-6) SAN ANTONIO SPURS 89:97

Spurs też wygrali po raz czwarty piąty z kolei, prowadząc od początku drugiej kwarty i kontrolując potem niewysoką przewagę. Do gry po kontuzji pachwiny wrócił Manu i w 16 minut zdobył 8 punktów. Grał Tony Parker (16), rządził i dzielił Tim Duncan (22/6/5/3b), ale Gregg Popovich zadowolony z tego meczu specjalnie nie będzie. W końcu "Szóstki" grały bez Lou Williamsa, Eltona Branda i Marreese'a Speightsa, a Spurs zaliczyli aż 18 strat, co im się często nie zdarza. DeJuan Blair przypomniał o sobie i w 16 minut zrobił double-double (11/10) i zablokował trzy rzuty. Słabo spisał się Richard Jefferson (7 pkt, 3/9 w 29 min), a Antonio McDyess najpewniej chciałby zapomnieć o tym meczu (0/2).

"Ostrogi" podejmują w czwartek Boston i muszą zdążyć z formą, bo nawet nieprzekonujący Celtics wyglądają na dzień dzisiejszy jednak trochę lepiej.


(9-8) HOUSTON ROCKETS @ (9-8) OKLAHOMA CITY THUNDER 100:91

Już w 22 sekundzie meczu Rockets stracili Luisa Scolę, który dostał w oko od Etana Thomasa. Argentyńczykowi założono 6 szwów i do meczu już nie wrócił. To tak by wyrównały się szanse, bo Thunder przystąpili do tego meczu bez Nenada Krstica i Nicka Collisona. Nadal jednak Rockets mieli przewagę na deskach i na przestrzeni całego meczu to właśnie ona zaważyła na zwycięstwie. Carl Landry rzucił 21 punktów, miał 10 zbiórek i kontynuuje znakomity sezon. Landry zebrał 5 piłek w ataku, po 4 zgarnęli David Andersen (12/8), Chuck Hayes i Kyle Lowry, a Rockets zaliczyli aż 23 zbiórki ofensywne, przez co oddali aż o 19 rzutów więcej niż OKC.

Thunder grali sprawnie w pierwszej połowie. Kevin Durant robił swoje, podobnie dwaj pozostali z "małej trójki", Westbrook i Green, ale po przerwie Aaron Brooks zdobył 18 ze swoich 21 punktów, a Landry 17 ze swoich 21. Rockets byli agresywniejsi, cześciej tarzali się po parkiecie, a grający w dziewięciu Thunder nie mieli ich czym w czwartej kwarcie zatrzymać. Minuty na pozycji centra dzielili już nie tak waleczny jak kiedyś Etan Thomas i - w zasadzie bardziej 3/4 - debiutant Serge Ibaka. Zebrali przez cały mecz łącznie tylko 5 piłek.


(2-15) MINNESOTA TIMBERWOLVES @ (12-5) DENVER NUGGETS 106:100

I stało się. I bardzo dobrze, że się stało. Może to obudzi w końcu Denver Nuggets. Już tydzień temu w fatalny sposób przegrali z LA Clippers, potem pozwolili w Pepsi Center rzucić Knicksom aż 125 punktów (i wygrali tylko trzema), a teraz porażka u siebie z Minnesotą. Jeszcze wczoraj wieczorem czytałem o tym jak to Chauncey Billups mówił, że wcale nie jest w strzeleckim dołku i nadal potrafi zdobywać punkty kiedy tylko chce... Ok, 2/13 z gry przeciwko Minnesocie, gdy akurat Nuggets mocno go potrzebowali w czwartej kwarcie, by uratować tyłek.

Nuggets wygrali pierwszą kwartę 40:25 i zanosiło się na piknik, ale stało się to o co martwił się przed meczem George Karl, mówiąc że jego zespół w ostatnich dwóch tygodniach zapomniał już jak wygrywał mecze - czyli twardą obroną i kontratakiem. I potem przyszedł szok w trzeciej kwarcie - 31:12 dla Wolves, za sprawą świetnego wczoraj Ryana Gomesa (27), ale też i debiutanta Jonny'ego Flynna czy Corey'a Brewera. Wolves, tak - Wolves rzucali na skut. 51% z gry i wygrali swój pierwszy mecz od czasu, gdy Damien Wilkins w ostatniej sekundzie wygrał spotkanie w Target Center z ...New Jersey Nets. Minął miesiąc i historia prawie zatoczyła koło - dziadzia Wilkins wrócił do pierwszej piątki i był tylko o 4 asysty od triple-double - 15/12/6. JR Smith 0/4 za 3, Carmelo Anthony aż 19 punktów w pierwszej kwarcie, ale do 45 minuty meczu rzucił potem zaledwie 4, wyglądając na zrezygnowanego. Tu nawet nie było wielkiej końcówki, a mogła być, gdyby tylko Nuggets trochę bardziej powalczyli, by wydrzeć "Wilkom" tą wygraną. Minnesota prowadziła 6-7 punktami na 2-3 minuty przed końcem i można było przewidzieć, że - podobnie jak w zeszłym sezonie - Wolves nie będą wiedzieć jak dowieźć to do końca. I w gruncie rzeczy choć wygrali to w tej końcówce tak jakby trochę po omacku. No ale jeśli Anthony w ostatnich sekundach akcji bezsensownie fauluje Wilkinsa z miną napranej prochami modelki? Jeśli dobrze widziałem to ktoś wczoraj w komentarzach prosił o notkę na temat Carmelo. Hmm, dzisiaj? Powinien brać przykład z Kobe'go Bryanta, który nigdy nie odpuszcza, nawet gdyby grał przeciwko niewidomym w szlafrokach rzuciłby im bez bólu 40 punktów, po 10 w każdej kwarcie, gdyby tylko jego zespół tego potrzebował.

Chris Andersen ma naprawdę problem z kolanem i to jeden z tych pozaboiskowych powodów, które wpływają na słabszą grę Nuggets. Wolves atakowali go tak często, że można było pomyśleć, że to 2020 rok i Andersen zbliża się do pięćdziesiątki.

“Tell me the five guys that I can put on the court to play hard every possession. Tell me. I had it last year. I had a play-hard team last year. I don’t have a play-hard team this year and it’s making me very angry.”  George Karl po meczu.


(7-10) NEW ORLEANS HORNETS @ (8-8) SACRAMENTO KINGS 96:112

Rodzina Beno Udriha (13 pkt.) przyleciała aż ze Słowenii, by obejrzeć syna, a tu koncertowy mecz zagrał Sergio Rodriguez (24 pkt. - career high). Koszykarsko - to był mecz wieczoru. Miałem napisać pean na cześć TYCH Sacramento Kings, ale napiszę krótko (choć pewnie mi to nie wyjdzie) - Paul Westphal i Geoff Petrie odmienili ten zespół jednej nocy - podczas draftu. Wybrali Tyreke'a Evansa, wybrali Omriego Casspiego, sprowadzili Sergio Rodrigueza i ta trójka robi wielką różnicę. Kings grają z sercem, z zębem, z agresją, czasem nawet bronią strefą, cały czas szukają kontrataku i łatwych punktów. Nie utrudniają sobie gry. Kings grają w tym sezonie tak agresywnie, że Andres Nocioni na tle drużyny wygląda jak spokojny i wyważony weteran.

Oczywiście w drugim sezonie coraz lepiej gra Jason Thompson (22/14), ale Kings są wszędzie, zbierają wszyscy, każdy każdemu kibicuje, ławka żyje. Nie spodziewałem się, że Westphal tak szybko będzie potrafił odmienić tak źle wyglądający w zeszłym sezonie zespół. Oczywiście jeszcze bardziej skrótowo można powiedzieć "No tak, zmienia ich Evans", ale to nie jest do końca prawda. Nawet Beno Udrih gra z płomieniami w oczach, Rodriguez od dwóch tygodni gra najlepszą koszykówkę nawet nie swojego życia, a życia, o którym marzy Jose Calderon (2/7a vs Suns), a Casspi? Casspi jest po prostu fantastyczny. 205 cm, cały czas w ruchu, łatwe punkty, trójki, twarda - choć niewyuczona jeszcze - defensywa i dlatego gra po 25-30 minut, a Kings po 16 meczach sezonu mają bilans 0.500.  O meczu nie napiszę, prócz tego, że Rodriguez odmienił losy spotkania wchodząc w drugiej i czwartej kwarcie, a tylko David West (24/2z) z Emeką Okaforem (20/9/2b) trzymali Hornets w tym spotkaniu. No ale to też nie powinno dziwić, bo nie grał Spencer Hawes (kolano), a za Thompsonem byli tylko Kenny Thomas i rookie Jon Brockman. Brawo Kings, "moi Kings". To jest zespół, któremu warto kibicować i to był mecz, który naprawdę warto obejrzeć jeśli chcecie sobie coś odtworzyć z ILP i nie wiecie na co się zdecydować...


(0-17) NEW JERSEY NETS @ LOS ANGELES LAKERS (13-3) 87:106

...No na pewno nie na to... 27:12 dla Lakers już po 1szej kwarcie. Kobe Bryant nie rozróżnia rywali. Mało go to obchodzi. 30 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst w 28 minut (11/17 z gry).
Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 01 grudnia 2009 9:35

    Nie dość,że kłamca to jeszcze pedalska ciota.

    autor SsijkuleczuleTImi

  • dodano: 01 grudnia 2009 9:27

    E tam, ta duża litera to tylko przyzwyczajenie...by żyło się lepiej? Komu??

    autor 24life

  • dodano: 30 listopada 2009 23:25

    @24life

    Musisz się chłopie zdecydować. Albo po kimś jedziesz jak po łysej kobyle albo nie. Jedno z dwóch. Jedziesz kogoś od kłamcy i idioty a jednocześnie okazujesz szacunek pisząc do niego "Cię, Ciebie" z wielkiej litery. Trąci troszkę rozdwojeniem jaźni. Ale co tam... Ty mi będziesz mówił. By żyło się lepiej.

    autor Krismaciejewski

  • dodano: 30 listopada 2009 23:04

    Szukajcie a znajdziecie, rozumiem że większego kłamcy nad Ciebie nie może być, ale czego można oczekiwać po kimś, kto jest kłamcą a innych bezpodstawnie oskarża, żal mi Cię idioto...triple idiot sounds good don't you think? Jax was right:)

    autor 24life

  • dodano: 30 listopada 2009 22:40

    W Arco Arena Lakers rozjada Sacramento. Nie wiadomo jak wypadna z druzynami z czolowki, ale sredniaków i mierniaków jak do tej pory niszcza i nie widac innego scenariusza w przypadku gry z Królami.

    autor IGREK

  • dodano: 30 listopada 2009 21:57

    Miami przegrali 6 z ostatnich 9 meczy, a pozostałe trzy wygrywali 1 punktem, a w żadnym meczu nie potrafili odskoczyć rywalowi. Słaba forma zawodników, a szczególnie DWADE'A który ostatnio ma bardzo słabą skuteczność a widoczny jest bardziej przy niecelnych rzutach niż przy udanych akcjach. Wydaje mi się że Dwyane przez lato zamiast skupić się na treningach to więcej czasu spędzał na rozmowach o nowym kontrakcie i wzmocnieniu drużny i stąd ta słaba forma.Albo Pat wpadł na pomysł aby w przyszłym roku walczyć o mistrzostwo i wzmocnic kadre wysokim pickiem z draftu i kazał drużynie przegrywać...w tym momencie żal patrzyć na grę Miami...boję się że z zachody wrócą z bilansem 0-4...Pozdrawiam

    autor HeaT

  • dodano: 30 listopada 2009 21:40

    Haha.. dobre... Pytać czemu timdan pisze po angielsku to jak pisać czemu Baron Davies ma dziwną brodę. Nikt nie wie czemu ale to cytując klasyka "oczywista oczywistość".

    autor Krismaciejewski

  • dodano: 30 listopada 2009 21:35

    Angielski to podstwa Panowie..zwłaszcza u Fanów NBA!!!;)

    autor k33

  • dodano: 30 listopada 2009 21:20

    Pozdrowienia dla Pana Niewiadomskiego od fana Kings:), to Pan chyba twierdził, ze Sacto mieli by problemy z druzynami z Euroligi??
    Czekamy na Lakers w Arco Arena:)

    autor Pezet

  • dodano: 30 listopada 2009 21:04

    dirt on ma po prostu taką chorą fazę:D polecam Ci iść za moim przykładem i nawet nie czytać jego postów bo dowiesz się z nich głównie,że timdan21 jest boski, a bardziej boscy są od niego tylko Spursi;]

    autor cxdz

  • dodano: 30 listopada 2009 21:01

    tez mnie to dziwi. Nie uwazasz ze takie angielskie wtracenia psują troche przekaz twoich wypowiedzi?

    autor miquel

  • dodano: 30 listopada 2009 20:44

    u dirt widze swiezaczek ;)

    autor DaroKobe

  • dodano: 30 listopada 2009 20:30

    ejjj kiedy Blake wraca :)?

    autor Mike

  • dodano: 30 listopada 2009 20:23

    timdan21 - dlaczego wtracasz zdana po angielsku w swoich komentarzach?

    autor dirt

  • dodano: 30 listopada 2009 19:55

    24 coś tam po angielsku, mam dla ciebie świetną wiadomość, nietoperz już się nie gniewa że go uśmierciłeś i zgodził się, za moją namową, nie dziekuj - that's what friends are for - by z nowym rokiem przyznać ci nowy nick, ponieważ poprzedni jest zupełnie skompromitowany through that triple lie of yours repeated so many times that now it's sextuple, septuple or even octuple. To cut a long story short from 1 January 2010 on, your brand new nick reads and sounds "THE BAT'S CROTTIES", isn't that cute? Gratuluję. Zuch z ciebie, chłopaku. Nie spieprz tego! By the way. Czy znalazłeś już tę wypowiedź Jaxa o fanach Spurs? Wklej ją, bo nigdzie nie mogę jej odszukać.

    autor timdan21

  • dodano: 30 listopada 2009 19:22

    Timdanku wygrywasz tytuł idioty roku:) Jax już bardzo dawno temu przepraszał za tę metaforę. Wg. mnie jest ona żartobliwa, ale widzę, żeś psie drewniany świętojebliwy. By the way film był wielce interesujący nie tak jak "fani" Ostróg. Ale tu po raz kolejny kłania się Jax, i jego prawidłowe mniemanie o fanach San Antonio.

    autor 24life

  • dodano: 30 listopada 2009 18:20

    Macku czemu ty tak nie lubisz Jose Calderona?

    autor aaaa

  • dodano: 30 listopada 2009 18:08

    No i poleciał trener nets http://nbaprimetime.com/2009/11/29/new-jersey-nets-to-fire-head-coach-lawrence-frank.html

    autor RipCity

  • dodano: 30 listopada 2009 17:57

    Spurs wygrali po raz piąty z rzędu mieli bilans 4:6, teraz jest 9:6. Ten mecz Ostrogi mogły wygrać 40 pkt, but for Gregg Popovich, który jak tylko on potrafi mieszał składem bez ładu i składu. Gdy tylko gracze łapali jako taki rytm i odskakiwali na +10 Pop mistrzowskim pociągnięciem sadzał najlepiej dysponowanych na ławce wprowadzając chaos i anarchię i po chwili robił się na tablicy remis. Pupilkiem trenera stał się Keith Bogans wyraźnie przymierzający się do serialu "O7 zgłoś się", dzisiaj w nocy było 1:7 [z gry] więc do wymaganego 07 już tylko jeden krok. Mając do dyspozycji nast. podkoszowych: Duncan 211, Mahinmi 211, Ratliff 208, Haislip 208 i McDyess 206 coach SA niepomny tego faktu ćwiczy zestawem Parker 188, George Hill 188, Finley 201, Jefferson 201 i Dejuwan Blair 201 i to dwukrotnie po kilka minut. Co ten czlowiek chce przez to powiedzieć? Search me. I just don't have a clue. Blair gra ostatnio maluteńko - prawdopodobnie efekt zbyt cichego śmiania się z dowcipu Popa. Na koniec sprawa, która ubodła mnie do żywego. nie umilkły jeszcze echa niewybrednego ataku Jaxa na środowiska gejowskie, tyleż słynne co pożałowania godne:"We call this a 'Brokeback Mountain' game, because there's so much penetration and kickouts. It was one of those games” - a tu proszę pisze Maciek: pedał, gazu! A nie można to jakoś inaczej - how about: "czemu kolega się tak guzdrze", albo "partnerze pospiesz się", a nie tak obuchem przez głowę. Nie było tych sprawozdań i był święty spokój. A teraz masz, taki wstyd i to przed samymi świętami.

    autor timdan21

  • dodano: 30 listopada 2009 17:29

    teraz wyzwaniem Nets powinno być nie pobić rekordy 76ers kiedy to wygrali tylko 9 meczy w sezonie...

    autor mihau

 12  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 044 339 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u