Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 319 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


MAŁY PRZEGLĄD POJĘĆ PRZYDATNYCH (C)

niedziela, 31 stycznia 2010 21:00
Skocz do komentarzy

Photobucket


Przemek Kujawiński

CAN'T FEEL MY FACE

Nie czuję mojej twarzy. To popularna nazwa dla "cieszynki", która kojarzona jest najczęściej z DeShawnem Stevensonem. Szczególnie znana stała się po 6 meczowej serii pomiędzy Wizards a Cavaliers w 2008 roku, gdy Stevenson celebrował w ten sposób większość swoich rzutów (między innymi 5 trójek w meczu numer 3). Gest polegający na machaniu ręką przed twarzą ma wg Stevensona oznaczać, że jest on w tej chwili tak "gorący", że nie czuje swojej twarzy. Słowa can't feel my face to nawiązanie do słynnej sceny z filmu Blow. Sam gest został podobno stworzony przez... syna 50 Centa. Tak przynajmniej twierdzi Tony Yayo, który miał podpatrzyć te ruchy u małego Marquise'a (choć może powinienem go nazywać 25 Centem?) a następnie zaczął wykorzystywać je w swoich klipach. Tam też zobaczył je DeShawn. Co ciekawe Stevenson nie był jedynym ani nawet pierwszym graczem, który używał tego gestu. W playoffs w 2006 roku w ten sposób każdą swoją trójkę dla Suns celebrował Tim Thomas. Co ciekawe Thomas przyjaźni się z Yayo i innymi członkami G-Unit i obiecał Tony'emu, że zacznie pokazywać "can't feel my face" w NBA. Stevenson miał podobno pretensję do Thomasa (i nawet interweniował u niego w tej sprawie) dopóki nie dowiedział się, że to Tim był pierwszy. Sam jednak postanowił nie rozstawać się ze swoim znakiem rozpoznawczym. Chyba nie ma mu się, co dziwić skoro to jedna z niewielu rzeczy, którą w NBA udało mu się zasłynąć.



CHOKE

Jeśli już jesteśmy w temacie "cieszynek" nie możemy pominąć słynnego choke. Właściwie nie wiem na ile można o tym mówić jako o cieszynce. Choke był bowiem skierowany w stronę konkretnej osoby i nie koniecznie miał być wyrażać radość. Zacznijmy jednak od początku. 1 czerwca 1994 roku Indiana Pacers grali w Madison Square Garden z miejscowymi New York Knicks. Było to piąte spotkanie w finałach konferencji wschodniej. Po trzech kwartach tego meczu Knicks prowadzili 70-58. Przy linii bocznej z radości szalał Spike Lee (pewne rzeczy się nie zmieniają). Na jego nieszczęście miał też wiele rzeczy do powiedzenia gwieździe Pacers Reggiemu Millerowi. Nie wiadomo, co konkretnie powiedział Spike. Wiadomo jednak, że podziałało to na Millera jak płachta na byka. Czwarta kwarta to był popis Reggiego. 25 punktów (5 trójek) i ostateczne zwycięstwo Indiany 93-86. Po jednej z trójek Reggie uciął sobie kolejną pogawędkę z Lee, która zakończyła się właśnie tym słynnym gestem:
 

 

Tak całkiem na marginesie nie był to jedyny taki raz Reggiego. Co prawda w 1994 roku Pacers ostatecznie przegrali serie 3-4 ale już rok później była okazja do rewanżu. Tym razem Knicks i Pacers trafili na siebie w drugiej rundzie playoff. Pierwszy mecz rozgrywany był w Madison Square Garden. Na widowni oczywiście Spike Lee. 18 sekund do końca. Knicks prowadzą 105-99 i wtedy... a zresztą sami zobaczcie:

 

I to nie był jeszcze koniec emocji. Sam Mitchel z Indiany myślał, że Pacers nadal przegrywają. Sfaulował więc Johna Starksa. Fatalny błąd w końcówce ale... Starks spudłował oba wolne. Piłkę dla Knicks zebrał Anthony Mason... ale Patrick Ewing spudłował z bliskiej odległości i tu do akcji znów wkracza Reggie. Zbiórka, a po chwili jest faulowany. Reggie nie zwykł pudłować wolnych i zapewnił Pacers zwycięstwo. Miller zakończył spotkanie z dorobkiem 31 punktów, O trzy więcej rzucił Rik Smits... Co to były za czasy...

CLUTCH PLAYER

Idealnie się składa, że hasło to znajduję się tuż pod Reggie Millerem. Reggie jest bowiem świetnym przykładem clutch playera. Słowo 'clutch' to slangowe określenie na moment krytyczny. Clutch player to gracz, który w takich sytuacjach bierze piłkę w swoje ręce i odpowiedzialność na swoje barki. Prawdziwy clutch player najczęściej potrafi ją udźwignąć i wyciągnąć swoją drużynę z największych tarapatów. Clutch plays to nie tylko rzuty w ostatnich sekundach. To także zagrania obronne, które ratują drużynę przed porażką, czy nawet asysty, dzięki którym można odwrócić losy meczu.

COACH K

Właściciel tego uroczego przydomku to człowiek legenda w amerykańskiej koszykówce. Co najciekawsze Mike Krzyzewski (czy też po naszemu Krzyżewski - bo ma polskie korzenie), bo o niego tu chodzi, nigdy nie trenował drużyny NBA. Od 1980 roku jest wierny drużynie uniwersyteckiej Duke Blue Devils i jest to dopiero drugi zespół, który trenuje w swoim życiu. Z czego Mike jest tak słynny wobec tego? 3 mistrzostwa NCAA, 10 razy final four i ponad 800 zwycięstw mówią same za siebie. To jednak z czego, przede wszystkim, słynie coach K to jego praca szkoleniowa. Podczas swojej kariery wychował 40 graczy NBA. Duży procent z jego zawodników wybierany jest w loterii. W 1999 roku aż czterech graczy Duke zostało wybranych w pierwszej rundzie draftu (w tym z numerem jeden Elton Brand). Z kolei w 2002 roku Jay Williams i Mike Dunleavy jr. zostali drugim w historii duetem z jednej uczelni, który został wybrany najwyżej spośród amerykańskich graczy (odpowiednio z numerami 2 i 3... z jedynką poszedł wtedy Yao Ming). Dodam tylko, że w tym samym roku w drugiej rundzie z Duke wybrany został też Carlos Boozer. Inni godni wspomnienia podopieczni Krzyzewskiego to Grant Hill, Christian Laettner, Corey Maggette czy Luol Deng. A żeby pokazać wam jak wysoko w Stanach ceni się talenty coacha K to powiem tylko, że kiedy w strzępach leżała duma amerykańskiej koszykówki na pomoc zawołano właśnie jego.

COAST TO COAST

Stwierdzenie to oznacza dosłownie od wybrzeża do wybrzeża. W ten sposób określane są akcje, w której zawodnik przebiega z piłką całe boisko spod swojego kosza aż pod kosz przeciwnika. Najczęściej sytuacja taka ma miejsce, gdy zbierający w obronie widzi, że ma sporo miejsca i postanawia uruchomić szybki atak. Najczęściej na takie akcje decydują się rozgrywający jednak zdarza się to nawet zawodnikom nie dysponującym teoretycznie taką szybkością.

CRAB DRIBBLE

W gruncie rzeczy określenie to jest znane w koszykarskiej terminologii od dawna. Dopiero jednak, gdy LeBron James nadał mu nowe znaczenie zaczęła się na dobre jego kariera. Crab Dribble, czyli krabi drybling oznaczał zawsze sposób przemieszczania się w grze pod koszem. Chodzi generalnie o to, by odgradzać się ciałem od obrońcy i posuwać, niczym "krab" w stronę kosza. Dziś jednak nikt już nie użyje tego określenia w tym znaczeniu. Dlaczego? 4 stycznia 2009 roku Cleveland Cavaliers grali z Washington Wizards. Na kilka sekund przed końcem spotkania Wizards prowadzili dwoma punktami. Piłka trafiła oczywiście w ręce LeBrona Jamesa, który miał obrócić losy spotkania na korzyść Cavaliers. Nie obrócił. James próbując wejść pod kosz zrobił błąd kroków. Ostatecznie Wizards wygrali 80-77. Nie byłoby w tej historii niczego szczególnego, gdyby nie to, że jeszcze długo po spotkaniu LeBron przekonywał wszystkich, że kroków nie było a po prostu wykonał swoje markowe zagranie zwane właśnie krabim dryblingiem. Zresztą oddajmy mu głos:

"Każdy ma swoje markowe zagranie a to było jedno z moich. Wydaje się, że to bład kroków bo jest wolne i z jakby wysokimi krokami ale to po prostu raz-dwa tak płynne jak żadne inne w tej lidze. Źle to zakończyłem ale myślę, że powinni sie przyjrzeć i zrozumieć, że to nie jest błąd kroków. To całkowicie legalne, coś co zawsze robiłem"

Jeśli daliście się przekonać to zobaczice jak wyglądała cała sytuacja:



CROSSOVER

Generalnie można to nazwać koszykarskim dryblingiem. Cała zabawa polega na tym, żeby kozłować piłkę przed sobą raz jedną a raz drugą ręką zmieniając przy okazji kierunek ruchu. Jakoś nie umiem znaleźć żadnego polskiego odpowiednika dla tego zagrania (jakieś pomysły?). W każdym razie rzecz bardzo efektowna, zwłaszcza dobrze wykonana. W przypadku, gdy zagranie takie spowoduje potknięcie się (lub nawet wywrócenie się) obrońcy mówimy o łamaczu kostek (ankle breaker). Z takich akcji słynął swego czasu Allen Iverson, jednak pierwszym, który uczynił z tego zabójczą broń był Tim Hardaway.

CRUNCH TIME

Umiejscowienie trochę wyżej clutch playera bardzo ułatwia wyjaśnienie tego pojęcia. Crunch time to właśnie końcówki spotkań, w których wynik wciąż nie jest rozstrzygnięty (w przeciwieństwie do garbage time, który zdarza się przy okazji blowoutów). Potocznie crunch time to czas, tuż przed upływem terminu wykonania jakiegoś zadania. Moment, w którym trzeba się szczególnie sprężyć, żeby udało się zdążyć.

Tyle na dzisiaj. Jak zawsze wszelkie uwagi i propozycje do przyszłych wydań zostawiajcie w komentarzach.
Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 01 lutego 2010 21:14

    Witam wszystkich, to jest chyba moj pierwszy koment na blogu. NBA zaczalem interesowac sie niedawno (na fali rosnacej popularnosci Gortata) i chcialbym powiedziec ze ten slownik to swietna rzecz dla mnie - zdecydowanej wiekszosci pojec do tej pory nei znalem, naprawde przydatna rzecz jak dla mnie:)
    i przy okazji mala prosba: czy ktos moglby wytlumaczyc zasady draftu?

    autor krzych

  • dodano: 01 lutego 2010 20:29

    Zorientowałem się właśnie;/ Nie wiem jak mi to umknęło. Będzie aktualizacja na bank:)

    autor sobriquet

    blog: ZP1

  • dodano: 01 lutego 2010 19:30

    Właśnie! Crab dribble zabrakło, oj zabrakło

    autor Quester

  • dodano: 01 lutego 2010 19:19

    W następnym odcinku nie powinno zabraknąć pojęcia difference maker :) Btw podoba mi się to co Pan tutaj wyprawia Panie Przemku, naprawde fajne artykuły.

    autor Friden

  • dodano: 01 lutego 2010 12:07

    Do haseł na literę C dodał bym jeszcze " Crab Dribble" Lebrona Jamesa który sędziowie zaeczli mu w koncu odgwizydywać a takze czeski przeskok (w czasie dwutaktu) który róznież zaczął być kwalifikowany jako błąd kroków

    autor leon

  • dodano: 01 lutego 2010 11:31

    ja bym proponował przyblizenie " D-league" :)

    autor hash

  • dodano: 01 lutego 2010 9:36

    zrobiłbym mały update to hasła "choke" (czyli dusić się) bo moim zdaniem jest ono dużo bardziej znane w znaczeniu "anti-clutch", czyli nieradzenie sobie w decydujących momentach, marnowanie dużej przewagi, niewykorzystywanie przewagi, przegrana z dużo gorszą drużyną itp. I moglibyście dać listę największych "chokers" w lidze np. Pan McGrady "Not in Playoffs Baby" : )

    autor Piotr

  • dodano: 01 lutego 2010 2:53

    Może na D to okrzyk "Defence! Defence!" można by przybliżyć skąd się to wzięło bo w innych sportach to nie jest wykorzystywane.

    autor Adam

  • dodano: 01 lutego 2010 1:58

    na 'D' - dish pass, czyli sławne podanie talerzowe

    autor wojtek

  • dodano: 01 lutego 2010 1:46

    @Budzik

    Zwrotnica zasluguje na osobne haslo:D

    autor zawszepopierwsze

    blog: zawszepopierwsze.bloog.pl

  • dodano: 01 lutego 2010 1:10

    zwrotnica - dobre :D

    autor tejon20

  • dodano: 01 lutego 2010 1:10

    @kobi nie lukis, ale bryant - powinieneś się człowieku wstydzić takich komentarzy.

    autor tejon20

  • dodano: 01 lutego 2010 0:40

    jeszcze cock sucker: czlowiek ktory jest tak zakochany w kobim, ze by mu cock suck zrobil- czytaj kobilukis

    autor kobi nie lukis, ale bryant

  • dodano: 01 lutego 2010 0:37

    Świetne dwa pierwsze hasła...
    Co do D, to miałbym prośbę odnośnie "draftu". Wiem, że to zagadnienie, o którym można pisać książki, ale czy mógłbyś przybliżyć, dlaczego niektórzy zawodnicy dostają się do NBA stamtąd, a inni niekoniecznie, co decyduje o kolejności wyboru itd.
    Z góry dzięki,
    pozdro!

    autor Grzesiek

  • dodano: 01 lutego 2010 0:20

    Dobra robota, ja mimo wieloletniego "stażu w NBA" ;-) nie znam wszystkich pojęć i to zdecydowanie pomaga mi zrozumieć.

    autor marcin841

  • dodano: 01 lutego 2010 0:17

    co do crossovera, kiedyś przy okazji jakiegoś meczu plk bodajże Mirek Noculak nazwał go "zwrotnicą" xD

    autor Budzik

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 044 705 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u