
Maciej Kwiatkowski
NEW ORLEANS 117, ORLANDO 123
Oglądając ten mecz w drugiej kwarcie pomyślałem: hej, kto przeniósł nas do 2003 roku? Vince Carter penetrujący między dwoma obrońcami, Jason Williams rozdający asysty w kontrze, Mo Peterson trafiający trójki czy Peja Stojakovic nie tylko smażący trójki, ale który po pierwszych 7 minutach miał tylko jedną zbiórkę mniej niż całe Orlando Magic.
Druga połowa była epickim przypomnieniem tego co potrafi jeszcze robić Vince Carter. Przejął mecz, w którym Magic nie mogli w pierwszej połowie obronić nic (stracili 70 pkt., najwięcej w sezonie). Carter trafiał trójki z 8 metra, wchodził pod kosz po róznego rodzaju zwodach, ale prócz tego że rzucił 48 punktów nie tylko skupiał się na ich zdobywaniu, ale kilkukrotnie - nawet już w drugiej połowie - odrzucał piłkę na obwód i choć miał tylko 2 asysty, to miał też przynajmniej kolejne 2-3 hokejowe. Jedno czego brakowało to jakiś klasyczny dunk. Carter grał jak najlepszy 45-latek na świecie. James Posey zostawał za nim cały czas o krok.
To już trzeci jego mecz z rzędu, gdy rzucił minimum 20 punktów. Zaliczył aż 9 lay-upów, czyli więcej niż przez wszystkie sześć ostatnich spotkań. Było to łatwiejsze, bo był też to "dzień Emeki Okafora", czyli starcie z Dwightem Howardem, gdzie od kilku lat ląduje twarzą w błocie, a dupą na ławce rezerwowych. Tylko 9 minut, dzięki czemu można było sobie pooglądać jak Sean Marks i ważący chyba ze 140 kg Aaron Gray wyglądają w strojach 'Mardi Gras'. To właśnie przez nie miałem wrażenie jakbym oglądał trzy teamy na raz.
Wobec tego co zrobił wczoraj Carter nie może jednak umknąć znakomita gra Darrena Collisona, który miał 27 punktów i 9 asyst. New Orleans Hornets mają teraz bardzo komfortową sytuację, bo mogą tego lata użyć Collisona w wymianie, w której mogliby się np pozbyć też Davida Westa i sprowadzić do Nowego Orleanu drugą super-gwiazdę albo pakiet z utalentowanym podkoszowym i swing-manem.
Mecz bez obrony, Magic wypuścili powietrze po niedzielnej wygranej w Bostonie, więc można było się spodziewać takiej pierwszej połowy w ich wykonaniu.. Zanim Magic zaczęli rzucać osobiste w ostatniej minucie - Carter rzucił 18 z ostatnich 22 punktów. Peja i Carter nie grali tak od olimpiady w 1972 roku.
Stan Van Gundy: "The only mistake I made was to have J-Will inbound at the end and they'd foul him (Carter) so he could get his 50."
SAN ANTONIO 89, LA LAKERS 101
Bez Kobe'go Bryanta i Andrew Bynuma Spurs zostali załatwieni w Los Angeles przez frontcourt Lakers i swoją nieumiejętność trafiania rzutów z dystansu, nawet tych z czystych pozycji. W pierwszej kwarcie Spurs rzucili 34 punkty, przez kolejne 19 minut meczu - 17. Wynik tego spotkania nie obrazuje róznicy - powinno to się skończyć dwudziestoma. Nawet gdy Lakers prowadzili tylko sześcioma oczkami w czwartej kwarcie byli zespołem, który grał swobodnie, bardziej zespołowo i z łatwością łamał swoje zagrywki - tego swoją drogą bardzo brakowało mi w ich grze w ostatnim miesiącu. Było odrobinę show-time, była walka na tablicach (5 zb. w ataku w jednej akcji), Derek Fisher zastępujący Kobe'go w roli boiskowego lidera, a nawet przyuważony przez mnie jak trzykrotnie grał zagrywki z miejsca Bryanta - dwa razy trafiając po zasłonie na prawym rogu trumny, a raz w izolacji na lewej stronie.
Phil Jackson to całkiem dobry trener i pokazał to w pierwszej połowie. A ta ustawiła ten mecz. Lakers ograniczyli grę przez Duncana, dając od razu więcej miejsca obwodowi Spurs - co ich ugryzło w pierwszej kwarcie - ale w drugiej już zaczęło działać, gdy Spurs nie mogli uruchomić swojej typowej gry przez swoją największa ofensywną siłę pod koszem. Lakers skupili się na obronie środka też i w drugiej połowie, przez co wiele z tych pozycji Spurs na dystansie było w gruncie rzeczy czystych. Co jednak jeśli Spurs trafili 4/12 trójek i zaledwie 5 z 21 rzutów z 5-6 metra. Nie tylko Richard Jefferson (2/9), ale pudłowali i George Hill czy Tony Parker.
Po znakomitej w pierwszej kwarcie grze Parkera i Manu Ginobiliego nie zostało ani śladu w dalszej części meczu - Spurs spudłowali aż 18 z 34 rzutów spod obręczy. Duncan w żadnym momencie meczu nie dominował, a Antonio McDyessowi i DeJuanowi Blairowi brakowało czy to wzrostu, czy dynamiki i skoczności by punktować spod kosza - choć Blair wykończył kilka ładnych dwójkowych akcji w pierwszej połowie i wniósł ożywienie w 2 połowie.
Spurs nie mieli recepty. W dodatku ich 16/34 spod obręczy było niemal identyczne co 15/34 Lakers spoza 5 metra. W taki sposób trudno wygrać mecze w NBA.
Pau Gasol jeszcze nie znalazł formy strzeleckiej od czasu powrotu po kontuzji (8/20), ale jego 8 zbiórek w ataku (19 w meczu) i 5 bloków plus brak w San Antonio kogoś kto zapanowałby nad Lamarem Odomem przesądził o wygranej Lakers. Jeśli Spurs nie mogą poradzić sobie z Lakers bez Bryanta i Bynuma, to niedługo mogą się zacząć martwić o sam awans do play-offs. To brzmi kuriozalnie, ale spójrzcie w tabelę. Hornets bez Chrisa Paula nie są wcale gorszym zespołem, w dodatku match-upują się z nimi zupełnie nieźle. Brzmi jak ponury żart.
Jeśli Jason Terry (36 pkt.) i Josh Howard (25 pkt.) zaliczają swoje season-high akurat wczoraj przeciwko Golden State Warriors, to wszystko co powinniście wiedzieć o tym meczu. Mimo wszystko Mavericks poczuli się bezpieczni dopiero na cztery minuty przed końcem, gdy z urazem kolana z parkietu zszedł ich prześladowca Monta Ellis.
Dużo ważniejszy mecz dla Mavericks zostanie rozegrany dziś, gdy zmierza się z Denver Nuggets. To takie małe statement-game dla klubu z Big D, bo ostatnie trzy tygodnie mają wcale nie lepsze niż San Antonio.
Wirtualna Polska: Bryant nie zagra w Meczu Gwiazd? | Howard reporterem na mundialu? | Probasket: Koniec sezonu dla Jeffa Fostera | Gibson zamierza pojechać do Dallas | Sport24.pl: Zawirowań wokół Amar'e ciąg dalszy | Jeden punkt - pięć minut | Sport.pl: Gortat czeka na absencję Howarda
@Czcibór IQ Pippena? A znasz opowieść o wyścigu M&M-sów:)? Każdy cwaniak wie że SP był typowym zadaniowcem, robił to co mu Jackson kazał i tylko to. Kiedy coś szło źle , nie wykazywał żadnej kreatywności.
autor Luigi
wiem że zdarzają się błędy sędziowskie większe lub mniejsze ale w tym meczu troszkę przegięto pałę (nie wspomniałem tu o Jordanie i jego rzucie przed którym troszkę kontrowersyjnie potraktował Russela ale to sprawa dyskusyjna). Ciesze się że kosz nie został tak jeszcze zjedzony przez niiesprawiedliwe sędziowanie jak piłka nożna którą przez wybryki sędziów oraz pizdowatość i udawanie zawodników oglądam coraz rzadziej
autor grl zrbnck
grl zrbnck masz słuszność co do tego meczu. wielokrotnie to podkreślałem że Chicago z Jordanem miewało gwizdki, niekoniecznie słuszne, krzywdzące rywala, jak w tym pojedynku. Natomiast kiedy Mika nie było w Chicago w 1994, to gwizdek skrzywdził ich. NBA to przede wszystkim dobra produkcja, towar musi sie dobrze sprzedać. Niekoniecznie promuje Uczciwość. Podobnie jak sprzyjano gwizdkami Jordanowi, tak pozniej pomoc zdarzała się Lakersom 2000 i 2002. i nie tylko im. zazwyczaj tym, których NBA jako organizacja wybrała jako najlepszych rekalmodawcó i promotorów produktów.
autor Czcibor
CZIBOR nie zapominaj że 98 roku w meczu nr 6 finałów Utah Jazz została ograbiona z 5 punktów przez 2 ewidentnie błędne decyzje sędziowskie. 2 punkty Harpera rzucone po przekroczeniu 24 sec oraz niezaliczona 3ka Eisleya z połowy boiska na koniec 2 kwarty. Powtórki pokazały iż piłka opuściła ręce Howarda przez buzzerem, niestety decyzja była inna. Pamiętajmy że były to czasy zatwardziałej defensywy oraz niezwykle wyrównanego poziomu drużyn gdzie każdy punkt był na wagę złota. Szkoda że nie było meczu nr.7 :)
autor grl zrbnck
Chyba nigdy nie uda wam się uzgodnic jak naprawde było z Bullsami, tak jak PiS nigdy nie dogada sie innymi politykami w sprawie SB i układów. Ale bez względu na to co będziemy tu pisać, historii nie zmienimy, to wszystko juz się wydarzyło.
Każdy ma jakieś swoje sentymenty, Sporo osób właśnie do Chicago, bo to właśnie w ich czasach zaczęły się transmisje do Polski, zresztą jak drużyna, którą lubisz zdobywa 6 tytułów, to trudno później tego nie wspominać. I każdy ma swoich ulubionych zawodników, nie ma w tym nic dziwnego. Dla Czcibora jest to Pippen, kto inny kocha Iversona, a starsi kibice w Kaliforni pewnie do dziś uważają, że i tak najlepszy był Magic i Abdul-Jabbar. Siłą rzeczy oglądając mecz większą uwagę zwaca się na swojego ulubieńca i w związku z tym czasem zdarza się przecenić jego rolę, ale tu chodzi przecież o emocje, ciężko zachować obiektywizm. I jest to jak najbardziej naturalna rzecz, jak np ktoś mi mówi że Ray Allen jest lepszy od Kobe'ego to tez się gotuję. Więc to zamieszanie trochę niepotrzebne, świata nie zmienimy, wiem że poniekąd sam zacząłem tą dyskusję, więc może też ją skończę.
A jak ktoś ma za dużo wolnego czasu to niech obejrzy jakiś mecz, na pewno mu to wyjdzie na dobre:) Np Rockets rzucili dziś w Miami tylko 66 pkt!
autor PanWojti
czcibor, moim zdaniem tez pieprzysz od rzeczy i jesli koniecznie chcesz o tym "porozmawiac" w realu to zapraszam: Suwałki, ul. Jesionowa 1 pod euro-projektem, powiedz tylko kiedy
autor Jordan
Posłuchaj koleżko, życie to nie tylko monitor i internetowa napinka, a ktoś komu nie przyszło się zmierzyć z realnymi problemami bardzo łatwo na odległość oskarżać o tchórzostwo.Nie znasz mnie i mojej sytuacji więc daruj sobie komentarze o honorze i odwadze bo znałem nie jednego, który miał takie slogany na ustach a potem pierwszy je zaprzedawał, czasem za niską cenę.
autor dannyboj84
ojej, nie chodziło o cytaty, wiem że je wklejałem, na początku bez nazwisk graczy i komentatorow, a potem z nazwiskami. nie chodzilo mi o to. to co napisalem 23.33"Wszystko to pisze, żeby pokazać mniej więcej iż nie Jordan sam/tylko wygrywał te tytuły ale raczej gra defensywna zespołu i ogromna IQ Phila i Pippena, którzy nie mniej czynili gre tej Drużyny Mistrzowską. A nade wszystko to mój protest że jak się pisze o tamtym Chicago to ludzie wymieniaja Michael, MJ, Jordan, Air i tak wkółko ... Michael, Air ... to nieuczciwe i nie zgodne z prawdą, faktami"i tyle, tyle i aż. a nie co imputuje mi się, że pisze iż Pip sam wszystko zrobił, sam wygrał, że manipuluje zdarzeniami histroycznymi i takie tam. Dla mnie kłamstwa... oprócz kłamstw inwektywy. Dobra, nieważne, siedzą ludzie w internecie i sa silni, a kiedy chce się ich zderzyc z faktami, z Dokumentami to ich nie ma tak naprawde w realu... Oka, Kobe.
autor Czcibor
tak, dokładnie, podzielam Twoje zdanie kobi nie lukis, ale bryant. i to co pisałem nie przeczyło temu, przeciwnie! natomiast oprocz tych trzech lat było jeszcze pare poprzednich, a w nich na przykład horace grant, zdaniem wielu nawet ważniejszy niż rodman, w kazdym badz razie tak samo kluczowy, bardziej niedoceniany. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa we wszystkich tych latach i druzynach był i PhilJackson i ScottiePippen i MichaelJordan i im najwieksza Cześć. tyle. kąpiel, kawa i phila-wilki. hej.
autor Czcibor
czczibor: dodam od siebie, ze przedmowca nie klamal mowiac o tych cytatach, na prawde je dodawales
autor kobi nie lukis, ale bryant
ponownie wypisujesz rzeczy którzych nie mówiłem, ponownie uzywasz inwektyw, ponownie kłamiesz, ale co najważniejsze STCHÓRZYŁEŚ. jesteś nieHonorowym facetem czyli nieuczciwym, jesteś mięczakiem. nie ma rzeczy bardziej określających wartość człowieka i mężczyzny. nie zaczepiam i nie opisuje Twojej inteligencji i rozumienia pisanego tekstu bo nie jestem człowiekiem Twego pokroju, który nie wie co to Godność, Honor, Odwaga, Szacunek dla innego człowieka, Odpowiedzialność także za wyowiadane słowa.
autor Czcibor
dla mnie jesli chodzi o Chicago z tamtym lat, to uwazam ze bez jednego z tej trojki[MJ,Scottie,Robak] nie zdobyliby mistrzostw, tylko oni sami we 3 swietnie funkcjonowali, liczy sie mistrzostwo, a nie indywidualne statystyki i nagrody, w koncu koszykowka to gra zespolowa
autor kobi nie lukis, ale bryant
proponuje, a zarazem proszę Was o napisanie artykułu z rozpiską wszystkich zdarzeń oraz godzinach w jakich się dzieją poszczególne konkurencje/mecze [ wlacznie z d-league all star game i hall of fame], to pomoze nam wszystkim
autor kobi nie lukis, ale bryant
Biedaczysko, problem polega na tym, że MVP przyznaje się za całą serię spotkań a nie do spotkania numer 2 czy 3.Twoje amerykańskie gazety i widea są tak wiarygodne jak te amerykańskie cytaty co jeszcze nie tak dawno namiętnie wklejałeś ale na moje pytanie o ich autorów nie potrafiłeś odpowiedzieć.A pytałem wyraźnie czy to komentarze fachowców( komentatorów, byłych graczy etc) czy takich samych oszołomów jak Ty.Druga sprawa - piszesz o tym jakim to wielkim obrońcą był Scottie pomijając praktycznie fakt, że MJ czy Dennis w tym aspekcie w niczym mu nie ustępowali.Ale słyszymy ciągle Scottie to Scottie tamto, jednoosobowy mur i inne głupoty.Nie zauważasz praktycznie, że to cała drużyna grała obroną, nie tylko Pippen pełnił rolę defensora.Co do wizyty osobistej i rozwiązań siłowych niestety muszę odmówić z przyczyn prywatnych, nie tyle żebym się bał ale takie spotkanie mogłoby tylko utrudnić moje obecne położenie.Na nadmiar niespożytkowanej energii polecam za to siłownię i kickboxing.Zawsze to człowiek ma mniej czasu i ochoty na głupoty.
autor dannyboj84
Jak ja uwielbialem Pacers w tamtym okresie. To, ze tak wybitny zawodnik jak Reggie Miller nie ma mistrzostwa to wielka szkoda. Boli mnie to do dzis.
autor Krismaciejewski
jeszcze ostatni raz do dannyboj, jak nie chcesz publicznie to mój email: psiepole@poczta.onet.pl ... a jak nie to nie zaczepiaj, ja nie będe Ciebie. pozostałych przepraszam za niezamierzoną z mojej strony wymiane zdań, ale nie zdzierżyłem.
autor Czcibor
jestem spokojny o Andrew, o ile będzie miał mozliwość dalszej pracy z tym trenerem właśnie ... ale właśnie tu martwią mnie przewidywania że Phil juz długo nie pociagnie. to jak wiemy kwestia podejscia indywidualnego tego człowieka do kazdego zawodnika, fantastyczny wychowca i motywator. gdyby z nim ławce Andrew miał zostać liderem, najwiekszą i główną siłą to ho-ho, lata dobre dla Lakers będą trwały i trwały ...mysle, nie tylko łyknie te aspekty o ktorych wspominasz łącznie z samym Harfordem ale łyknie wszystko co trzeba. Serie Knicks-Indiana kult!!!!!!!!
autor Czcibor
i za mówienie czegoś czego nie powiedziałem. za oskarżanie mnie o kłamstwa. ja nie zaczepiałem Cię pierwszy, a Ty po raz któryś. jesteś uczciwy w tym co mówisz to zgódż na powyższą propozycje.
autor Czcibor
słuchaj, zróbmy tak, zapodaj mi swój adres to Ci przywioze Ci z gazet amerykańskich artykuły i taśme video też z
amerykanskim komentarzem, ze była mowa akurat o mvp po 4meczu 98, ale to nic, to szczegoł, ale Ci przywioze. dam trzy dni na zapoznanie. a potem ponownie sie zjawie i Ci twarz obije w szermierce na pięści. honorowo, za słowne obrażania inwektywami. odszczekasz.
autor Czcibor
vince coś wsadził z góry w tym sezonie?
autor tracy
Licznik odwiedzin: 15 106 663




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: