
Maciej Kwiatkowski
NEW ORLEANS 117, ORLANDO 123
Oglądając ten mecz w drugiej kwarcie pomyślałem: hej, kto przeniósł nas do 2003 roku? Vince Carter penetrujący między dwoma obrońcami, Jason Williams rozdający asysty w kontrze, Mo Peterson trafiający trójki czy Peja Stojakovic nie tylko smażący trójki, ale który po pierwszych 7 minutach miał tylko jedną zbiórkę mniej niż całe Orlando Magic.
Druga połowa była epickim przypomnieniem tego co potrafi jeszcze robić Vince Carter. Przejął mecz, w którym Magic nie mogli w pierwszej połowie obronić nic (stracili 70 pkt., najwięcej w sezonie). Carter trafiał trójki z 8 metra, wchodził pod kosz po róznego rodzaju zwodach, ale prócz tego że rzucił 48 punktów nie tylko skupiał się na ich zdobywaniu, ale kilkukrotnie - nawet już w drugiej połowie - odrzucał piłkę na obwód i choć miał tylko 2 asysty, to miał też przynajmniej kolejne 2-3 hokejowe. Jedno czego brakowało to jakiś klasyczny dunk. Carter grał jak najlepszy 45-latek na świecie. James Posey zostawał za nim cały czas o krok.
To już trzeci jego mecz z rzędu, gdy rzucił minimum 20 punktów. Zaliczył aż 9 lay-upów, czyli więcej niż przez wszystkie sześć ostatnich spotkań. Było to łatwiejsze, bo był też to "dzień Emeki Okafora", czyli starcie z Dwightem Howardem, gdzie od kilku lat ląduje twarzą w błocie, a dupą na ławce rezerwowych. Tylko 9 minut, dzięki czemu można było sobie pooglądać jak Sean Marks i ważący chyba ze 140 kg Aaron Gray wyglądają w strojach 'Mardi Gras'. To właśnie przez nie miałem wrażenie jakbym oglądał trzy teamy na raz.
Wobec tego co zrobił wczoraj Carter nie może jednak umknąć znakomita gra Darrena Collisona, który miał 27 punktów i 9 asyst. New Orleans Hornets mają teraz bardzo komfortową sytuację, bo mogą tego lata użyć Collisona w wymianie, w której mogliby się np pozbyć też Davida Westa i sprowadzić do Nowego Orleanu drugą super-gwiazdę albo pakiet z utalentowanym podkoszowym i swing-manem.
Mecz bez obrony, Magic wypuścili powietrze po niedzielnej wygranej w Bostonie, więc można było się spodziewać takiej pierwszej połowy w ich wykonaniu.. Zanim Magic zaczęli rzucać osobiste w ostatniej minucie - Carter rzucił 18 z ostatnich 22 punktów. Peja i Carter nie grali tak od olimpiady w 1972 roku.
Stan Van Gundy: "The only mistake I made was to have J-Will inbound at the end and they'd foul him (Carter) so he could get his 50."
SAN ANTONIO 89, LA LAKERS 101
Bez Kobe'go Bryanta i Andrew Bynuma Spurs zostali załatwieni w Los Angeles przez frontcourt Lakers i swoją nieumiejętność trafiania rzutów z dystansu, nawet tych z czystych pozycji. W pierwszej kwarcie Spurs rzucili 34 punkty, przez kolejne 19 minut meczu - 17. Wynik tego spotkania nie obrazuje róznicy - powinno to się skończyć dwudziestoma. Nawet gdy Lakers prowadzili tylko sześcioma oczkami w czwartej kwarcie byli zespołem, który grał swobodnie, bardziej zespołowo i z łatwością łamał swoje zagrywki - tego swoją drogą bardzo brakowało mi w ich grze w ostatnim miesiącu. Było odrobinę show-time, była walka na tablicach (5 zb. w ataku w jednej akcji), Derek Fisher zastępujący Kobe'go w roli boiskowego lidera, a nawet przyuważony przez mnie jak trzykrotnie grał zagrywki z miejsca Bryanta - dwa razy trafiając po zasłonie na prawym rogu trumny, a raz w izolacji na lewej stronie.
Phil Jackson to całkiem dobry trener i pokazał to w pierwszej połowie. A ta ustawiła ten mecz. Lakers ograniczyli grę przez Duncana, dając od razu więcej miejsca obwodowi Spurs - co ich ugryzło w pierwszej kwarcie - ale w drugiej już zaczęło działać, gdy Spurs nie mogli uruchomić swojej typowej gry przez swoją największa ofensywną siłę pod koszem. Lakers skupili się na obronie środka też i w drugiej połowie, przez co wiele z tych pozycji Spurs na dystansie było w gruncie rzeczy czystych. Co jednak jeśli Spurs trafili 4/12 trójek i zaledwie 5 z 21 rzutów z 5-6 metra. Nie tylko Richard Jefferson (2/9), ale pudłowali i George Hill czy Tony Parker.
Po znakomitej w pierwszej kwarcie grze Parkera i Manu Ginobiliego nie zostało ani śladu w dalszej części meczu - Spurs spudłowali aż 18 z 34 rzutów spod obręczy. Duncan w żadnym momencie meczu nie dominował, a Antonio McDyessowi i DeJuanowi Blairowi brakowało czy to wzrostu, czy dynamiki i skoczności by punktować spod kosza - choć Blair wykończył kilka ładnych dwójkowych akcji w pierwszej połowie i wniósł ożywienie w 2 połowie.
Spurs nie mieli recepty. W dodatku ich 16/34 spod obręczy było niemal identyczne co 15/34 Lakers spoza 5 metra. W taki sposób trudno wygrać mecze w NBA.
Pau Gasol jeszcze nie znalazł formy strzeleckiej od czasu powrotu po kontuzji (8/20), ale jego 8 zbiórek w ataku (19 w meczu) i 5 bloków plus brak w San Antonio kogoś kto zapanowałby nad Lamarem Odomem przesądził o wygranej Lakers. Jeśli Spurs nie mogą poradzić sobie z Lakers bez Bryanta i Bynuma, to niedługo mogą się zacząć martwić o sam awans do play-offs. To brzmi kuriozalnie, ale spójrzcie w tabelę. Hornets bez Chrisa Paula nie są wcale gorszym zespołem, w dodatku match-upują się z nimi zupełnie nieźle. Brzmi jak ponury żart.
Jeśli Jason Terry (36 pkt.) i Josh Howard (25 pkt.) zaliczają swoje season-high akurat wczoraj przeciwko Golden State Warriors, to wszystko co powinniście wiedzieć o tym meczu. Mimo wszystko Mavericks poczuli się bezpieczni dopiero na cztery minuty przed końcem, gdy z urazem kolana z parkietu zszedł ich prześladowca Monta Ellis.
Dużo ważniejszy mecz dla Mavericks zostanie rozegrany dziś, gdy zmierza się z Denver Nuggets. To takie małe statement-game dla klubu z Big D, bo ostatnie trzy tygodnie mają wcale nie lepsze niż San Antonio.
Wirtualna Polska: Bryant nie zagra w Meczu Gwiazd? | Howard reporterem na mundialu? | Probasket: Koniec sezonu dla Jeffa Fostera | Gibson zamierza pojechać do Dallas | Sport24.pl: Zawirowań wokół Amar'e ciąg dalszy | Jeden punkt - pięć minut | Sport.pl: Gortat czeka na absencję Howarda
@damon wtedy gdy SAS wygrało, Lakers grali bez Pau Gasola. Wczoraj Gasol był najlepszym graczem na parkiecie
autor Coby Karl is God
"A ja postawię tezę że prędzej wygrają z Sas bez Bryanta niż z nim.", "Tez mysle ze gdyby KB24 zagrał to nie byłoby tak kolorowo..." przejebani jestescie tyle tylko...
autor DaroKobe
Sławek- Nie mów że nie znasz 54 letniego L.Huntera Z Chicago który był już weteranem kiedy J.Dumars rozpoczynał karierę albo nie słyszałeś o Kevinie Ollie obecnie Oklahoma który w 1979 roku notował najlepszy współczynnik asyst do strat i uczył tej umiejętnosci Magica - z marnym skutkiem
autor koleś git
BB racja co do Nelsona
autor Sławek
Half man , Half amazing !!! :D Iverson w ASG to śmiech na sali :) VINCE IS BACK :D
autor Domin
od lakersi wygrali 12 pkt ale jak SAS zniszczyło LAL 20pkt to nikt nie komentował... moze poprostu mieli słabszy dzień, nie umieli sie wsttrzelic, moze nie zmobilizowali sie tak bardzo widzac brak bryanta i bynuma... Tez mysle ze gdyby KB24 zagrał to nie byłoby tak kolorowo...
autor damon
Strasznie podoba mi się stwierdzenie: "Phil Jackson to całkiem dobry trener". Jakby jego kariera zaczęła się dwa dni temu:)
Ale fakt, patrząc jak Lakers przesuwają się w obronie na obwodzie, to zastanawiam się, czy wogóle można zrobić to lepiej.
Choć z drugiej strony wydaje mi się, że ciężko oceniać takich trenerów jak on, jasne 10 pierścieni mówi za siebie, ale przez ostatnie 20 lat miał to szczęście że pracował z Jordanem, Shaqiem i Kobe'm. I zawsze pozostaje nutka niepewności, czy gdyby dostał zawodników obdarzonych mniejszym talentem, to czy miałby choć jedno mistrzostwo? Bo nawet mistrzostwo z 98 roku było co najmniej szczęśliwe, tak samo 2001 rok, więc kto wie:)
autor PanWojti
blog: chujawarte.blog.pl
Vince wydawał się bardzo szybki przy Posey'u który jest tak wolny że jak Carter robił zwód i rzut za 3 to James podnosił się z parkietu i generalnie Vinca nie miał kto kryć stąd te 48 pkt - rekord od ... 2000 roku ale taki dzień konia nie zdarza się często. SVG grał J-Willem do końca - Nelson ława- co wyszło Magic na dobre, powinni się pozbyć nelsona bo nic dobrego nie wnosi oprócz zmieszania
autor BB
pytanie do autora, o co chodzi z tym "najlepszy 45 latek", "od olimpiady w 1972"???
autor Sławek
A ja postawię tezę że prędzej wygrają z Sas bez Bryanta niż z nim.
autor Jeloung
Zapraszam dziś do oglądania rekordu strzeleckiego sezonu, LeBron o 1:00 podejmuje Nets'ów, wszystko jasne? Jeśli się zepnie i nie będzie na siłę rzucał z dalekiego półdystansu zamiast za 3, może być niewesoło dla N Jersey.
Sas są fatalni, LAL za to pokazują, iż potrafią grać na wysokim poziomie bez swoich kluczowych graczy, respekt.
autor ~Qlasty~
SAS sie wypaliło? Pop zagrożony?
autor Szybki i dorosły
swieto lasu tzn Vince'a ;)
autor DaroKobe
Licznik odwiedzin: 15 103 889
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: