Bloog Wirtualna Polska
Są 938 322 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DAY-TO-DAY: GDZIE BUTLER I HAYWOOD NIE PRZESTAJĄ SIĘ UŚMIECHAĆ

poniedziałek, 01 marca 2010 16:16
Skocz do komentarzy
Przemek Kujawiński


NEW ORLEANS 100, DALLAS 108

Mavs byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania i wywiązali się z zadania. Nie było jednak tak łatwo jak mogło się wydawać. Pierwsza połowa to popis porywającej gry zespołu z Teksasu. Nie było takiej możliwości, żeby Hornets mogli zatrzymać natarcie z tego okresu (i nie wiem, czy tak grających Mavricks ktokolwiek byłby w stanie zatrzymać). Jason Kidd (13 punktów, 9 zbiórek) zaczął jakby wciąż był na parkiecie w Atlancie. Patrząc na to jak porusza się po boisku i napędza transition offense ciężko uwierzyć, że za 3 tygodnie skończy 37 lat. Caron Butler (19 punktów), nie mogąc gryźć słomki, przerabiał nadwyżki energii na zagrania rodem z boisk streetballa. Hornets przez większość kwarty byli w stanie utrzymać się w grze jedynie dzięki Darrenowi Collisonowi (35 punktów). Ten chłopak i jego crossover są niebezpieczni. Na przełomie kwart Mavs zrobili jednak run 20-2 a potem spokojnie powiększali przewagę by do połowy 3 kwarty prowadzić już 25 punktami i wydawało się, że w mecz się w tym momencie skończył. W każdym razie tak musieli pomyśleć zawodnicy Ricka Carlisle bo w tym momencie spakowali się i zeszli do szatni.

Najszybciej w sytuacji zorientował się Marcus Thornton (21 punktów), który widząc opuszczone boisko, do końca kwarty zdążył rzucić jeszcze 9 punktów. Mówiąc poważnie Dallas poczuli się chyba zbyt pewnie i zafundowali sobie nerwową końcówkę. Chociaż może sprawiedliwiej będzie powiedzieć, że zafundowali ją sobie na spółkę z Throntonem i Collisonem. Rookie Backcourt Hornets przez półtora kwarty rzucił Mavs 29 punktów (w tym Collison 11 ostatnich punktów w meczu dla Nowego Orleanu) i na minutę przed końcem z całej przewagi zostały już tylko 4 punkty. Od czego jednak w Teksasie jest Dirk Nowitzki?  36 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst i 0 strat w 40 minut gry (sic!), 14 punktów w czwartek kwarcie i dagger na minute przed końcem. W tym samym okresie Collison zapłacił frycowe dwukrotnie tracąc piłkę na korzyść Mavs.

Jeśli nadal uważacie, że Dallas wciąż nie są contenderem  to po prostu spróbujcie obejrzeć ich następne spotkanie. Jeśli uważacie, że Dirk jest miękki i nie nadaje się na końcówki to po prostu się mylicie. Nie jestem przekonany, czy chętniej, na ostatnią minutę, nie dałbym piłki mu niż Kobemu. A jeśli jesteście fanami Hornets i płaczecie po CP3 to oglądajcie Collisona i uśmiechajcie się szeroko. 


MIAMI 80, ORLANDO 96

Z każdego recapu z tego spotkania najpierw dowiecie się, że Dwight Howard właśnie zakończył swoją serię 20 spotkań z double-double. Howard trafił raptem 1 z 7 rzutów z gry i skończył spotkanie z dorobkiem 7 punktów, 5 zbiórek i 3 bloków, przez większość czasu borykając się z faulami. I w gruncie rzeczy jest to najważniejsza wiadomość. Siedzący na ławce Howard nie był dziś dla Orlando wielkim problemem. Po pierwsze udanie zastępował go Marcin Gortat (9 punktów, 7 zbiórek, 3 bloki), po drugie większość zawodników Magic zagrała dzisiaj dobre spotkanie (Rashard Lewis 22 punkty, Vince Carter 17, J.J. Redick 15), po trzecie wreszcie, i dzisiaj najważniejsze, rywalem byli  Miami Heat.

Mam dużo sympatii dla Dwyane'a Wade'a ale gdyby to ode mnie zależało to z dziewiątki walczącej na wschodzie o posteseason wykluczyłbym właśnie Miami. Nie widzę po prostu nikogo komu obecni Heat mogliby w playoffs sprawić kłopot a nudna pierwsza runda to pierwsza runda, której nie chcę. Mówiąc potocznie Heat grają piach. Nie wiem, co planuje Pat Riley, żeby zatrzymać Dwyane'a po sezonie ale zakładam, że ostatnie dwa okna transferowe zostały przespane nie bez powodu. Pytanie, czy jeśli Heat nie awansują do playoffs Wade będzie chciał w ogóle o pozostaniu rozmawiać.

Dwyane (21 punktów) wrócił dziś do składu po kontuzji. Jak zawsze dostarczył kilka highlightów po czym w drugiej połowie schował się gdzieś pod klepkami parkietu w Amway Arena. Za rekomendację niech poświadczy fakt, że w ciągu ostatnich 20 minut spotkania nie zdobył punktów.

Generalnie nie ma specjalnie za dużo o tym meczu do powiedzenia. Magic kontrolowali sytuację praktycznie od początku do końca. Cały mecz prowadzony był w ślimaczym tempie. Przy braku Howarda Magic zaliczyli raptem 15 asyst. Gdyby nie 23 minuty Marcina Gortata to pewnie wyłączyłbym to spotkanie w połowie 3 kwarty.

Marcin w zastępstwie Howarda sprawił się lepiej niż on sam. Orlando zaliczyło +23 z Gortatem na boisku (-7 z Howardem) . To chyba jego najładniejsza tego typu linijka w tym sezonie. Do tego do listy potraktowanych polskim młotem udało się dopisać Wade'a. Stan Van Gundy w żołnierskich słowach pochwalił naszego środkowego: Marcin zagrał bardzo dobrze, kiedy potrzebowaliśmy od niego większych minut, a sam Marcin skromnie przyznał, że jego celem jest mistrzostwo i nie ma zamiaru narzekać na to ile gra.


Maciej Kwiatkowski


DENVER 89, LA LAKERS 95

Denver Nuggets w pierwszej połowie kolejny raz wyglądali jak team, który wie jak pokonać Los Angeles Lakers. Kibice w Staples Center nawet buczeli na swoich Lakers w drugiej kwarcie (gdyby Mitch Kupchak chciał nimi handlować dostałby może pick w drugiej rundzie draftu i musiałby jeszcze wysłać gotówkę na tacos). Lakers mają jednak w swoim składzie dwóch znajomych, którzy jako nastolatkowie wychowali się razem w sąsiedztwie zwanym Jamaica w nowojorskiej dzielnicy Queens. Ron Artest (17 pkt, 6 prz) i Lamar Odom (20 pkt, 12 zb) zabili bestię.

To nie był dobry mecz. Emocjonujący, ale mieliśmy w nim 37 strat (Denver 20). Kobe tracił piłkę w łatwy sposób w pierwszej połowie (5), Lakers mieli 14 do przerwy, a w drugiej Nuggets wpadali z dryblingiem w największy tłok jak kurczaki z odciętą głową.

Mam nadzieję, że przede wszystkim oglądaliście ten mecz. Niedziela, wieczór, dobra pora.

A tutaj panika i chaos. Tak określiłbym ofensywę Nuggets w drugiej połowie. Zresztą nawet w pierwszej nie błyszczeli (41% z gry), ale Lakers grali jedne ze swoich najsłabszych 24 minut w tym sezonie. Po przerwie Phil Jackson wprowadził usprawnienia. George Karl żadnych. Jackson dał trochę czasu Bryantowi (3/17, 12 as), by ten doszedł sam do wniosku, że nie ma zupełnie dnia strzeleckiego (duża w tym zasługa Arrona Afflalo, który dawał popis obrony 1-na-1). Tak więc Jackson zaczął notorycznie umieszczać Bryanta w post-up na prawej stronie, skąd Kobe raz po raz wrzucał piłki w trumnę w stylu ...Nuggets. Denver grają na ogół praktycznie to samo, ale bez trójkątów, gdy Carmelo Anthony szuka ścinających pod kosz wysokich. Dla Lakers pod koszem kończyli akcje Odom i Pau Gasol (15 pkt, 14 zb), wykorzystując fakt, że każdy z trzech podkoszowych Nuggets nie był w tym meczu w pełni sprawny. Kenyon Martin (l.kolano, 3/11, 9 zb) miał w ogóle nie grać, Nene (14 pkt, 11 zb, 3 prz) w drugiej połowie utykał po zderzeniu kolanami, z którymś z graczy Lakers, a Chris Andersen (0 pkt, 4 zb) zmaga się z bólami pleców od kilku tygodni. Dodatkowo Nuggets nie mieli w drugiej połowie Ty'a Lawsona (ramię), który grał bardzo dobrze przed przerwą (6 min, 6 pkt). Więc spokojnie Lakerlandzie - to nie był team, z którym prawdopodobnie możecie zmierzyć się w maju.

A mimo wszystko za ten chaos i panikę należałoby winić George'a Karla. Jackson zmobilizował swoich graczy do aktywnej obrony na obwodzie, po tym jak to Nuggets bronili dobrze na dystansie w pierwszej połowie. To Jackson też wiedział jak wykorzystać Kobe'go - tym razem jako asystenta, 12 asyst to jego rekord sezonu. Tymczasem krew mnie zalewała widząc bezradność Karla. Śledziłem uważnie każdą ofensywną zagrywkę Nuggets po przerwie i ani razu Carmelo Anthony (21 pkt, 7/19, 8 str) nie znalażł się na swojej ulubionej klepce na prawym skrzydle. Nie pamiętam też aby Chauncey Billups (17 pkt, 4/12) próbował grać z Anthony'm pick&pop na lewym. Zamiast tego były ciężkie rzuty i tylko 12 punktów w pomalowanym po przerwie. Może nie tylko Karl, ale Billups jako jego prawa ręka na boisku - obaj ponoszą odpowiedzialność za tą porażkę w nie mniejszym stopniu niż Artest, który wyjmował Anthony'emu piłkę w dryblingu, gdy ten atakował kosz z nienaturalnych dla siebie pozycji. Fatalny spacing Denver po przerwie i bad coaching George'a Karla. Brawa dla Lakers za to, że pokazali trochę dumy w tym meczu.
  

MILWAUKEE 102, ATLANTA 106 (OT)

John Salmons (32 pkt, 8 zb, 4 as) - jeden z moich ulubionych graczy. Nie błyszczy, nie olśniewa, ale potrafi przedostać się na linię, potrafi rzucić z dystansu i przede wszystkim potrafi też bronić. Poza tym naprawdę lubię jego brodę. Bucks mają z niego ogromny pożytek od czasu pozyskania go po Weekendzie Gwiazd. Z nim w składzie notują bilans 6-1, a byłoby 7-0 gdyby nie kilka prostych błędów w dogrywce. Bucks prowadzili już 97:92 w dodatkowych pięciu minutach, ale najpierw stracił piłkę Luke Ridnour (6/8, 13 pkt, 4 as), potem Salmons pozwolił sobie na kolejny rzut z cięzkiej pozycji, a w międzyczasie Ersan Ilyasova (9 pkt, 8 zb) pomylił Josha Smitha (22 pkt, 15 zb, 6 as) z Kevinem Garnettem i zamiast pozwolić mu rzucać z 5-6 metra, podszedł do niego tak blisko, że Smith minął go i skończył lay-up.

Bucks grali b-2-b, na ciężkim terenie, ale zabrakło im koncentracji w crunch-time, by trochę niespodziewanie dowieźć zwycięstwo. Atlantę uratował Iso-Joe (24 pkt, 4 prz), rzucając 9 punktów w dogrywce. Jerry Stackhouse z kolei zdobył 20 punktów (12 z pierwszych 26) i Bucks już dawno nie mieli 52 punktów z pozycji rzucającego obrońcy. "Kozły" grały przez Andrew Boguta (14 pkt, 9 zb, 4 as, 4 blk), którego Hawks podwajali. Bogut jest w znakomitej formie ostatnio i pamiętajcie, że wysocy potrzebują trochę więcej czasu, by dojrzeć do gry w NBA i może Australijczyk - w końcu bez problemów z plecami - zmierza w stronę stania się jednym z najlepszych środkowych ligi. W zasadzie poza przeciętną atletycznością ma wszystko: pół-haki, bardzo dobre odegrania z post-up i staje się znakomitym obrońcą (drugi w lidze w blokach), podporą defensywy, która wygrywa dla Bucks mecze.

Mój ulubiony blog Hawks nazwał ten mecz "Worst win ever". Josh Smith grał znakomicie, Johnson trafiał rzuty, Al Horford (17 pkt, 10 zb) emanował spokojem w polu trzech sekund, ale mimo wszystko - podobnie jak w starciu z Dallas - Hawks walczyli w crunch-time niemal i wyłącznie za pomocą rzutów z dystansu, nie umiejąc przedostać się pod kosz. Dobry defense Bucks, ale kilka mentalnych błędów z rzędu w dogrywce.

Bucks grają obecnie jak piąty team konferencji i ewentualna pierwsza runda play-offów z Atlantą może zakończyć się niespodzianką. Milwaukee ma tutaj dobry match-up i dużo lepszą ławkę rezerwowych: Ilyasova, Stackhouse, Ridnour, Kurt Thomas.

Josh Smith w pięciu ostatnich meczach zdobywa 19.8 punktów, 12.4 zbiórek i 6.2 asyst. Nigdy nie usłyszycie o jego bohaterskich rzutach w końcówce meczu, ale wystarczy, że zrezygnował z rzucania z dystansu i stał się MVP tego zespołu. Od wygrywania spotkań nadal jest Iso-Joe.



PHOENIX 110, SAN ANTONIO 113

Suns grali defense - tylko przez pierwszą kwartę. Spurs nie grali go w zasadzie w ogóle, pozwalając Steve'owi Nashowi (18 pkt, 11 as) i Amare Stoudemire (41 pkt, 12 zb) na jedno z ich najlepszych dwójkowych spotkań tego sezonu. Mimo wszystko Spurs mogą potraktować ten mecz jako krok do przodu, bo a) Gregg Popovich starał sie jak najwięcej grać dwoma wysokimi b) po raz pierwszy w tym sezonie Spurs otrzymali efektywne mecze w ataku od swoich czterech najlepszych graczy. Tim Duncan i Manu (po 21), Rysiek Jefferson (20, kolejny dobry mecz...) oraz Tony Parker (16).

Bohaterem był jednak Willis Reed. Tzn Antonio McDyess (12 pkt, 9 zb). W trzeciej kwarcie źle spadł na parkiet i uszkodził lewe kolano. Wyglądało to bardzo groźnie. McDyess mocno się wystraszył, nie o własnych siłach udał się do szatni, ale na szczęście to było tylko przeprostowanie.

Dice wrócił więc do gry i rzucił z rzędu trzy rzuty z 5-6 metrów. Dobrze było to widzieć. Oczywiście końcówka tego meczu miała kilka kuriozalnych zagrań, jak spudłowany wsad J-Richa, fenomenalna trójka Nasha, a potem jego błąd w ostatnich sekundach, czy nawet złe wznowienie piłki przez Spurs z autu.

W końcu jednak Spurs mieli trochę szczęścia, mieli też produkcję Jeffersona i kolejny dobry mecz od Manu. Do tego ławka Suns nie miała najlepszego wieczoru, tylko 17 punktów.

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 02 marca 2010 5:04

    Fajnie będzie jak nasz trener także odmłodnieje... Rotowanie zawodników dalej pozostawia wiele do życzenia...W tej kwestio nic się nie zmienia. Hairston z Ianem ledwo co powąchali parkiet, a mogli śmiało grać z 5-10 minut. Bogans zasmucił mnie ciułając te dwa punkciki, liczyłem na 14 punktowe zero. Bonner trafiając pierwszą trójkę zarobił sobie pokaźne minuty, błysnął trafiając dwa buzzery. Za długo trzymany na parkiecie skutecznie pomógł zniwelować 18 pkt prowadzenie. Jeśli tak ma wyglądać "nieświeży" Tim to bójcie się rywale w play off. Do idealnego występu zabrakło jednej "deski". Kto myślał lub przypuszczał, że zwolnienie Fina i kontuzja Dice'a równają się z większą ilością minut dla Rogera, Malika czy Iana to musi wiedzieć, że trener ma pokrętną logike i u niego 2+2 = 5. Trzy odpoczynku, formalność z szerszeniami, a dzień później niedźwiadki nas rozszarpią, jeśli Pop ubzdura sobie granie dłuższymi fragmentami small-ball.

    autor DUNCAN_24

  • dodano: 02 marca 2010 5:04

    Fajnie będzie jak nasz trener także odmłodnieje... Rotowanie zawodników dalej pozostawia wiele do życzenia...W tej kwestio nic się nie zmienia. Hairston z Ianem ledwo co powąchali parkiet, a mogli śmiało grać z 5-10 minut. Bogans zasmucił mnie ciułając te dwa punkciki, liczyłem na 14 punktowe zero. Bonner trafiając pierwszą trójkę zarobił sobie pokaźne minuty, błysnął trafiając dwa buzzery. Za długo trzymany na parkiecie skutecznie pomógł zniwelować 18 pkt prowadzenie. Jeśli tak ma wyglądać "nieświeży" Tim to bójcie się rywale w play off. Do idealnego występu zabrakło jednej "deski". Kto myślał lub przypuszczał, że zwolnienie Fina i kontuzja Dice'a równają się z większą ilością minut dla Rogera, Malika czy Iana to musi wiedzieć, że trener ma pokrętną logike i u niego 2+2 = 5. Trzy odpoczynku, formalność z szerszeniami, a dzień później niedźwiadki nas rozszarpią, jeśli Pop ubzdura sobie granie dłuższymi fragmentami small-ball.

    autor DUNCAN_24

  • dodano: 02 marca 2010 1:58

    @DUNCAN_24
    Spurs odmłodnieli jak za czarodziejskiej różdżki, szybciej niż da radę to sobie wyobrazić. Średnia wieku roster w/Theo&Fin = 29,83. Roster w/Mahinmi&Hairston = 26,91. SAN ANTONIO @ NEW ORLEANS starting line-up update. Pop kłamał, Tim zagra w b-2-b.

    autor iminol

  • dodano: 02 marca 2010 0:35

    w średnim wieku, Idzie ku lepszemu. Tfu! Wróć! Idzie ku młodemu. Hill, Blair, Mahinmi, Hairston. Po sezonie kolejna przebudowa.

    autor DUNCAN_24

  • dodano: 02 marca 2010 0:29

    Finley pożegnany. Niespodzianka i zszokowanie. W trakcie sezonu, kto się tego spodziewał? Kto nam teraz będzie rzucał clutch shots? Bogans? NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE. Fin dziękujemy i pamiętamy. Ty również pamiętaj i nie wyrządź nam krzywdy w p.o. Ciekawe gdzie trafi?
    Pop uznał, że postępujące rdzewienie jest nie do wyczyszczenia i żaden hammerite nic tu nie da. Odejdzie Dice i Timmy zostanie najstarszym zawodnikiem, od dziś SAS to nie dziadki(które całkowicie straciło sens), a mężczyzna w średnim z przejściowymi problemami, ale od czego są niebieskie tabletki. Zwolnienia Fina jest równoznaczne z większą ilością minut dla Hairstona, samo nasuwa się na myśl albo miała na celu sprawienie, aby Bogans poczuł się pewniej i w pełni ujawnił swój talent strzelecki.... No to jak, dziś 20 nowe s5?

    autor DUNCAN_24

  • dodano: 01 marca 2010 22:49

    Cześć Playa. Właśnie układam się do snu żeby wstać o 2.00. Zaglądaj tu częściej. timdan21

    autor adamzabo11

  • dodano: 01 marca 2010 22:23

    z tego co mi wiadomo, pomysł na "umieszczenie kobego w trumnie po prawej stronie" wcale nie był Phila tylko sugestią samego Kobego(!), po drugie kibice nie gwizdali na swoich zawodników(choć grali nędznie w 1 połowie) tylko na sędziów którzy odstawiali szopkę gwiżdżąc wszystko w 1 stronę. A już zupełnie rozbawiło mnie to że jak wszedłem na nba.com po meczu to reklamówką spotkania było zdjęcie "walczącego" gasola,który dawał się przepychać i ogrywać przez 45-46 z 48 minut meczu,ale lakersi to tak magnetyzująca drużyna że dziennikarze,kibice przeciwnych drużyn. itd. zazwyczaj w swoich spostrzeżeniach w 99% mijają się z prawdą- sad but true, a co do samego meczyku to play-offy będą ciekawe, a denver będzie grało jak nigdy a przegra z la jak zawsze.

    autor Playa

  • dodano: 01 marca 2010 21:50

    Był to niejako niedzielny przegląd tego co Zachód ma najsilniejsze. Z terecetu Lakers, Nuggets, Mavericks zdecydowanie najdzielniej zaprezentowali sie ci ostatni. Dallas po niedawnych zakupach mogą sporo namieszać. Dirk ma jedną z ostatnich szans i chyba najwiekszą by wymazać plamę z roku 2006 kiedy to nie udźwignął roli lidera i Mavs po wygraniu pierwszych dwóch spotkań przegrali następne 4 z bardzo słabym i łatwym do rozpracowania Miami Heat. Wygrana Lakers przy beznadziejnej grze Kobe i słabej dwójki wieżowców Bynum, Gasol pokazuje jak wielkim trenerem jest nadal Phil Jackson i co znaczy Odom, a także, choć to pierwszy na ponad 50 tak dobry mecz w jego wykonaniu, Ron Artest. Nie wiem czy to jest Britney Spears ostatnie jej zdjęcia jakie widziałem to były z gatunku stawiających spears na sztorc. Obejmowały jedynie okolice bikini, bez bikini. Skoro jesteśmy w tych rejonach to słówko o meczu SAS:Phoenix**. Wprawdzie na wynik składają się punkty zdobyte w ciągu całych 48 minut ale wycięstwo tych pierwszych dzięki m.in. bezbłędnie egzekwowanym wolnym w końcówce [Manu 9/9 w meczu]. Nie pomylili się także Jefferson i i George Hill. Gdy Spurs 3.04 minuty do końca wyszli na 102:94 wiedziałem, że będą kłopoty. I rzeczywiście Popovich 'rozgrywa' najgorszy sezon od kiedy jest HC Spurs i zupełnie nie prowadzi drużyny tylko miota się jak smok wawelski po spożyciu owieczki nafaszerowanej siarką. W końcówce notorycznie*** zdejmował Duncana i McDyessa po pierwszym celnym osobistym i na ewentualną zbiórkę wstawiał Bogansa i Hilla [hill to po angielsku wzgórze więc może tym kierował się Pop, ale to akurat wzgórze ma 188 cm, więc trochę mało]. Na szczęście gracze SAS trafiali także i drugą próbę. ** Mój ulubieniec Keith Bogans grał tylko 10.58 min, mimo to i tak ma zacny wkład w zwycięstwo: 1 przechwyt, jedna zainkasowana czapka i 3 pudła. Not a bad going. Ciekawa rzecz. Popovich chwilami zachowuje sie jakby wiedział, że najlepszym miejscem dla Keitha jest ławka. A potem potyka się o kamień zapomnienia i wystawia Bogansa w pierwszej piątce. ***Notorycznie ma w języku polskim - jak na razie - wyłacznie zabarwienie pejoratywne np. Lech Wałęsa notorycznie donosił na kolegów, czy A. Kwaśniewski notorycznie rozmija się z prawdą [economical with the truth]. Podobnie jest z przymiotnikiem notorious czy przysłówkiem notoriously w angielskim: notorious as a meeting place for drug-pushers, the King notoriously commits traveling while blocking unfriendly fire. But day-to-day otherwise really readable. Were it a book I would call it unputdownable.

    autor timdan21

  • dodano: 01 marca 2010 21:42

    Zapomniałem o dwóch notkach.
    1) Michael Finley szuka kurwidołku w innym contenderze.They officialy broke up http://twitpic.com/162ix1. A na poważnie: @Da_Finster Thank you man for heart and soul you gave city of San Antonio. We as fans really appreciate that. Big up from Poland, bro.

    2) @mackwiatkowski is not a hater. You know dat.

    autor iminol

  • dodano: 01 marca 2010 21:42

    Dokładnie oby tylko Miami nie awansowało do playoff, liczę na ósme miejsce dla Bobków i ich serie z Cavs - zapowiada się ciekawie

    autor BB

  • dodano: 01 marca 2010 21:37

    Może mały update odnośnie urazu Dice'a. Po meczu wystarczył sam lód i rutynowe treatmenty, a samo zdarzenie okrzyknięto jako "medical miracle".

    "Najdziwniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że pierwsza i druga (pre-season) kontuzja jaką odniosłem bya łwłaśnie przeciwko drużynie Phoenix. Pomyślałem sobie wtedy - o nie, nie znowu".

    Pop nie byłby sobą jakby nie skomentował wydarzenia po swojemu: "Willis, nie spóźnij się tylko na samolot". Willis = Reed. Samolot = SAS kilka godzin po starciu z Suns polecieli do Nowego Orleanu na back-2-back.

    @DUNCAN_2
    Piszesz, tak - "czysty fart, ale szczęście sprzyja lepszym". Tim Duncan i ja (oh yea i said as we) uważamy, że - "all year long we feel the ball has been bouncing in the other direction as it feels good when one bounces our direction.”

    Podobnie sprawa ma się do kontuzji (skreśl) McDyessa. Wreszcie szczęście się uśmiechnęło do miasta, w którym burmistrzem jest Phil Hardbergeg.

    Drive for 5. One step forward, two steps back is a solution.

    autor iminol

  • dodano: 01 marca 2010 21:05

    Nad czym tu rozmyślać. Nash nie chciał OT gdyż spieszył się na finał hokeja, ot co.

    autor ~Qlasty~

  • dodano: 01 marca 2010 21:05

    Nad czym tu rozmyślać. Nash nie chciał OT gdyż spieszył się na finał hokeja, ot co.

    autor ~Qlasty~

  • dodano: 01 marca 2010 20:22

    britney to nie jest napewno

    raczej alba :)

    autor tofik

  • dodano: 01 marca 2010 20:12

    "Marcin's been very good when we've needed him for bigger minutes," Van Gundy said.

    autor vipmen4

  • dodano: 01 marca 2010 19:50

    Na zdjęciu to Britney Spears.

    autor profesor ciekawski

    blog: www.nie.mam.bloga.pl

  • dodano: 01 marca 2010 19:46

    zgadzam się Dejmian(co prawda jeszcze widziałem często KB tyłem do kosza), a czy uważasz (uważacie) że Odom powinien grać w starting5 za Andrew?

    autor magic32

  • dodano: 01 marca 2010 19:29

    Ale ładna pani:)

    autor Ale ładna pani:)

  • dodano: 01 marca 2010 19:20

    HATE SPURS!!

    autor bakero

  • dodano: 01 marca 2010 18:57

    @ mihau
    Napisane pół żartem, pół serio, zabrakło emotikona. To nie żaden zarzut, tylko luźna uwaga.
    Ja właśnie mam odmienne odczucia. Mało ważne. Spotkanie stało na zupełnie dobrym poziomie, poza tym to klasyk. Suns grają naprawdę całkiem dobry basket i ostatnia seria zwycięstw nie była dziełem przypadku. Złapali drugi oddech i dociągną na nim do play off. Mają solidną rezerwę, a odkąd wstawili Lopeza do s5 zaczęli nawet trochę bronić, bo Frye to odpowiednik Bonnera, skuteczniejszy, ale gra obok najlepszego podającego ligi, który nawet z Gortata zrobiłby strzelca 15-punktowego.

    autor DUNCAN_24

 123  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 044 948 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u