@ timdan21 Jak najbardziej się zgadzam, że wymienionych przez Ciebie rzeczy nie można podnieść na wyższy poziom poprzez stosowanie środków medycznych, czy też podobnych. Ale wspomniana kondycja, czy też siła fizyczna zdają się być nawet w NBA dość mocno naginane. Przyznam szczerze, że nie chce mi się szukać w internecie ale ciekawi mnie ile zawodnik grający około 30-40 minut w meczu przebiega metrów po parkiecie, ile to daje na sezon mnożąc razy minimum 82 mecze.. jak się to przekłada np. na piłkarza grającego pełny sezon.. itd. itp. Wiele takich porównań ukazałoby zapewne czy zwykły sportowiec dałby radę pograć przez kilka sezonów na wysokim poziomie, bez dodatkowych bodźców. Swoją drogą wielu zawodników można podziwiać za to ile czasu pozostają w formie dającej drużynie jakieś plusy (i to bez względu na ile w nich jest chemii, czy też innych środków pochodzenia naturalnego:> )
autor Tazz
Historia dopingu w sporcie sięga co najmniej lat sześćdziesiątych. Pierwsze sterydy powodując przyrost masy mięśniowej doprowadzały do tego że zawodnikom strzelały mięśnie i ścięgna dlatego widok np kulomiota bądź dyskobola w grubych rajstopach stawał się codziennością. Jednym z najsłynniejszych koksiarzy lat siedemdziesiątych był szwedzki lekkoatleta Ricky Bruch, współrekordzista świata w rzucie dyskiem 68.40. Stało się tak ponieważ jego przypadek został ujawniony. Prawdziwą jednak fabryką brojlerów sportowych była NRD. W NRD ludność dzeiliła się na trzy kategorie: agentów Stasi, sportowców i tych którzy pracowali na utrzymanie dwóch pierwszych grup. Niemcy socjalistyczne stosowały doping na skalę przemysłową a sterydy anaboliczne stanowiły jedynie the tip of the icebrg. Popularne było przetaczanie własnej krwi [zabieg stosowany szczególnie przez długodystansowców i maratończyków - w czasie olimpiady w Meksyku na wysokości ponad 2000 m, fatalnie biegało się wszystko powyżej 800 m, a tymczasem zwycięzca maratonu Niemiec Waldemar Cierpiński wykonał jeszcze po biegu rundę honorową], wstrzykiwanie pływakom powietrza, per anus, lub wprowadzanie tą samą drogą pojemnika z powietrzem, podawanie preparatów eliminujących tremę. Wiele zawodniczek zmuszano przed np igrzyskami olimpijskimi do zajścia w ciążę by w czasie zawodów miały zwiększoną w ten sposób wydolność organizmu. Ciekawie radzono sobie by "okpić" porocedurę pobierania próbek moczu. Zawodnik oddawał mocz na krótko przed kontrolą i zaraz potem brał performance enhancig drugs. Mocz ten nosił (w identycznym pojemniku jakiego używali kontrolujący) blisko ciała by zachował właściwą temperaturę. Napełnianie naczynia [to naprawdę] odbywało sie w kabinie toalety, gdzie też następowała zamiana próbki. Niemieckie pływaczki wyglądały jak faceci tylko były brzydsze i miały koszmarną cerę. W sumie nie trzeba było żadnej kontroli by wiedzieć kto bierze. Po latach doszło do tego że biorą wszyscy [jak politycy PO wziatki]. Ricky Bruch wspomina, że jednym ze skutków brania sterydów było podwyższenie libido do takiego stopnia, że trzeba było pułku dziewic by zaspokoić popęd seksualny koksiarza. Z biegiem lat doskonalone były środki dopingujące i już w okolicach Olimpiady w Seulu 1988 Amerykanie jechali na niewykrywalnym wówczas EPO [erythropoetin] oraz human growth hormone - hormon wzrostu powodujący podwyższenie testosteronu. Niesamowita zwyciężczyni 100, 200, 4x100 m Florence Griffith Joyner (USA) na 99.9% biegała na wspomaganiu EPO. Branie tego własnie środka powodującego zagęśżczanie krwi skońcvzyło się dla niej fatalnie. Florence zmarła w wieku 38 lata na niewydolność serca. Sport to samo zdrowie. Czy koszykarze brali i biorą. Najkrótsza odpowiedź jest YES. Skoro brał Dylu, to trudno przyjąć, że nie stosował gościu twierdzący iż zaliczył 20 000 panienek. Oczywiście nie ma takiego dopingu, który zrobiłby wielkiego koszykarza z Darko Milicića, czy Krzysztofa Wilangowskiego. Doping w koszykówce może przede wszystkim poprawiać siłę i wytrzymałość. To dużo bo np silny lepiej skacze czy przepycha się pod koszem od słabego, ale na pewno nie ma dopingu na inteligencję, finezję czy coś zwie się stamina czy determinacja.
autor timdan21
to co wy piszecie o wsytrzykiwaniu jest kabaretem!!!Weźcie sie za siebie lepiej.
autor edi
@ coralles I mnie tak się wydaje, że muszą korzystać z usług laboratoriów.
Zresztą w tych czasach, w każdym profesjonalnym sporcie (oczywiście tam gdzie są konkretne pieniądze) korzysta się z usług "medycznych". A może w NBA też są astmatycy.. ;)
autor Tazz
nie ma świetnej akcji J-Richa - kozioł za plecami, a potem od razu reverse dunk, pokazują to w skrócie.
autor Kuba8
ja mysle, ze wstrzykuje, w ogole mysle, ze liga to jedno wielkie laboratorium (to samo w nfl i mlb) i nie mysle, ze tak jest od dwoch sezonow, ale od kiedy ja ogladam czyli mniej wiecej 1995. i zgadnij? i tak sie jaram ;)
autor coralles
Gortat fajny gosc, ale jego reakcje na lawce momentami wydaja sie byc nienaturalne. Jakby probowal 'podlizac sie' kolegom i zyskac ich aprobate. ;) A co do kwestii krokow - ludzie, odpusccie sobie, to juz naprawde nie jest ani smieszne, ani powazne. Jest irytujace. Wczoraj po raz setny zerknalem na slynny The Shot Jordana i jakby sie tak przyczepic, to najpierw nastepuje krok, a dopiero pozniej koziol i w Europie pewnie zagwizdanoby kroki, ale wtedy tego nie zrobiono, a byl to rok 1989, wiec nie dziwcie sie, ze wraz z liberalizacja przepisow, pozwala sie zawodnikow na coraz wiecej.
autor UncleBrayCare
cieszy mnie ze wreszcie Walker znalazl zespol w ktorym może grać.
autor edi
ahaha...reakcja Gortata na to ze Redick zamiast dunkować zrobil layupa.
autor edi
tobie chyba wstrzykneli coś do mózgu
autor edi do wiecek
KING - MVP 09/10
autor Black[24]Mamba
To ze sie robi krok a pozniej koziol i pozniej dwutakt nie oznacza ze nia ma krokow;] oczywiscie to juz tak odpustowo z tymi krokami bo to juz powoli nawet smieszne nie jest...
autor W
hahaha "stachouse 63years old. just kidding"
autor obi
w nr 3 trójtakt
autor L23lukasz
ja tam w 10 kozła nie widzę, ale wierzę na słowo. Za to w nr 3 już chyba kroki były
autor kiepski
lebron nie miał prawa być na 1, co najwyżej na 2 bo 1 jest dużo lepsza od bronka.
autor peele
Lebron powinien byc na 1 miejscu z tym alley oopem
autor dumbo
10 - nie ma kroków, Salmons zdążył odbić piłkę
autor Pepi
Nr 10 - nie ma kroków.
Ale ogólnie top10 mi się nie podoba dzisiejszy...
autor cubbek
Nr 10 - kroki.
autor Lavil
Licznik odwiedzin: 17 045 285 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: