Bloog Wirtualna Polska
Są 938 324 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DAY-TO-DAY: GDZIE PAU GASOL NIE KOŃCZY

piątek, 05 marca 2010 9:53
Skocz do komentarzy
Maciej Kwiatkowski

LA LAKERS 111, MIAMI 114 (OT)


Kiedy Miami straciło osiem punktów przewagi, które miało jeszcze na 3.5 minuty przed końcem i kiedy Lakers doprowadzili do dogrywki byłem przekonany, że Heat przegrają to spotkanie.

Wtedy mógłbym dokładnie krok po kroku opisać cztery z ich ostatnich sześciu pozycji w ataku pozycyjnym, które kończyły się stratami Dwyane'a Wade'a (27 pkt, 14 as, 5 zb, 6 str, 9/21) czy próbą daggera z ośmiu metrów w pierwszych sekundach akcji. Do tego dopisałbym pewnie - i w gruncie rzeczy nadal to robię - brak pułapek na Kobe'm Bryancie (39 pkt, 4 as, 2 zb, 15/28), brak podwojeń, by zabrać mu piłkę z rąk. W tym czasie Lakers mając najlepszego obrońcę na parkiecie (Ron Artest - 10 pkt, 5 prz) nie bali się robić tego samego z Wade'm.


Tymczasem w ostatnich dwóch minutach dogrywki, gdy wyglądało, że Kobe vs Wade potrwa do ostatnich sekund, Jermaine O'Neal (13 pkt, 4 zb) i Udonis Haslem (12 pkt, 11 zb) (albo Ha$lem...) wkroczyli do akcji po obydwu stronach boiska. Najpierw O'Neal wykończył podanie pod kosz od Wade'a, potem Haslem zrobił to samo, ale trafiając z lewego rogu z 5-6 metra. Dlatego "Ha$lem", bo - jak już pisałem w tym sezonie, a od tego czasu zupełnie nic się nie zmieniło - Haslem nadal trafia znakomite 49% swoich rzutów z tej odległości, oddając ich przecież aż 4.3 w meczu.

Money = Ha$lem.


Z kolei po drugiej stronie boiska najpierw Haslem wybrał piłkę Pau Gasolowi (10 pkt, 9 zb, 4/11), gdy ten próbował zdobyć łatwe punkty pod kosza, a potem O'Neal złapał Bryanta na faul ofensywny. Kontrowersyjny? Raczej nie, skoro nawet komentatorzy KCAL zgodzili się z miejsca z decyzją sędziów.

Heat trafili w dogrywce wszystkie cztery rzuty z gry i byli 7/8 z osobistych.

Szkoda, że Miami Heat motywują się tylko na te kilka spotkań w sezonie, gdy grają z przeciwnikami z najwyższej półki. Walczyli na deskach (38-39), Lakers nie mieli widocznej przewagi wzrostu, bo piłkę tracił Andrew Bynum (12 pkt, 10 zb, 5 str), a znowu niepewnie w ataku grał Gasol. Zrodzi się z tego myślę kilka artykułów w stanie Kalifornia.

Gasol od czasu powrotu po kontuzji, a to już będzie półtora miesiąca, nie kończy pewnie akcji 1-na-1. Nie ma ich zbyt dużo co prawda, ale pudłuje też nie zawsze łatwe rzuty, które jednak miał w zwyczaju wcześniej trafiać. Może to zmęczenie ciągłą grą przez dwa ostatnie sezony? Może to kontuzje w trakcie sezonu, ale to już 50 dni od powrotu po ostatniej. Gasol gra obecnie zbyt miękko (tak było też w meczu z Denver), gdy kończy spod kosza, zatracił swój swagger i kolejny raz Phil Jackson posadził go na ławce w crunch-time, zastępując Bynumem (tym razem na starcie dogrywki). Zresztą spójrzcie na jego skuteczność:


listopad 59%
grudzien 53%
styczen 51%
luty 49%

2007/08: 59%
2008/09: 57%
2009/10: 52%

Skut. pod samym koszem

2007/08: 74%
2008/09: 68%
2009/10: 63%

Jak dobrze grał Wade, tak Artest i Lakers zrobili na nim naprawdę niezłą robotę. Wade miał jednak bonus od jednego z weteranów. Z pomocą przyszło aż 7 trójek "Kukurydza" Richardsona (25 pkt, 7/11 za 3, season-high), który choć od 17 lutego tylko dwa razy rzucił więcej niż 9 punktów, to imponujące - mając w pamięci poprzednie sezony - jak ograniczył 'body-fat' i jak dobrze wygląda. To po prostu musi być sznyt znanej wszem i wobec dyktatury Pata Riley'a w kwestiach przygotowania fizycznego.

Prowadzenie w tym meczu zmieniało się aż 31 razy - rekord sezonu. Bryant zdobył 12 punktów z rzędu na przełomie 4q i dogrywki, w której Lakers stracili Dereka Fishera (14 pkt, 5/8) - też kluczowe, bo Fish byłby świetną bronią z lewego rogu, gdy Heat JEDNAK zastosowali trzy pułapki na Kobe'm w dogrywce.

Był to pierwszy mecz Lakers na wyjeździe, bo przed nimi długi miesiąc (10 z kolejnych 14 poza Staples Center). Potrzebują Gasola w wysokiej formie - Bynum nie umie jeszcze kończyć spotkań równie dobrze jak je zaczyna. To przyjdzie z wiekiem.

Miami? Staram się unikać od grudnia, poza meczami z drużynami z czołówki. Pisałem jeszcze w listopadzie sporo o ich zaskakująco dobrej defensywie, ale ostatecznie okazało się, że teamy, które wtedy pokonali nie stały się z biegiem sezonu orłami w ataku. Tymczasem Wade wrócił do swojej formy, O'Neal po cichu ma bardzo dobry sezon. I gdyby tylko Erik Spoelstra nie miał takiej awersji do szybszej gry i kilku kontrataków więcej - mielibyśmy team dbający o fundamentalne zasady w koszykówce, a przy tym przyjemny dla oka, bo nie bojący się ryzyka. Oczywiście to w dużej mierze kwestia tego kto jest PG w Miami. Ani Carlos Arroyo (6/7 z gry, 17 pkt), ani Mario Chalmers, ani tym bardziej Rafer Alston nie są stworzeni do up-and-down game, więc pozostaje tylko czekać na przyszły sezon.

O ile taki dla Miami nadejdzie - skandowanie "MVP! MVP!", gdy Kobe rzuca osobiste prawie posłużyło mi za puentę recapu przy ewentualnej porażce. Trzeba jednak na Heat spojrzeć w szerszej perspektywie. Przyszły sezon może być dla Miami przełomowy ('2010!' '2010!'), ale nie musi być, jeśli kibice Heat 'postarają się' jeszcze bardziej nie przychodząc na mecze albo zachowując się jak wyżej. Całe szczęście, że Kobe przyjeżdża tylko raz i Heat wygrali to spotkanie. Wade nie jedno już przeszedł, może zapomni i o tym.

Przemek Kujawiński

UTAH 116, PHOENIX 108

Kto wie, czy nie był to kolejny przedsmak playoffs. Mam cichą nadzieję, że oba zespoły natkną się na siebie w pierwszej rundzie. Oglądania na Utah i Phoenix jednocześnie to po prostu sama przyjemność. No dobrze, sama przyjemność dla tych, którzy w koszykówce cenią przede wszystkim szybkie ataki, hustle na tablicach i efektowne podania. Duuużo podań. Dzisiaj było wszystko. Plus Amar'e Stoudemire, Jason Richardson i Grant Hill w konkursie wsadów. Nie przejęzyczyłem się. Grant Hill (17 punktów, 7 zbiórek) włożył dzisiaj z góry tak, że sam potem przyznał, że tak wysoko nie był od 1997... Marynarka Craiga Sagera, która przeprowadzała wywiad z Hillem sprawiła, że miałem wrażenie, że było to nawet 20 lat wcześniej.

Suns nie będą wspominać tego-sezonowych spotkań z Jazz zbyt miło. Drugi raz już dali się pożreć Jazzmanom w czwartej kwarcie, pomimo pewne prowadzenia przez większość spotkania. Dziś Suns wyglądali po prostu za dobrze, żeby to spotkanie przegrać a jednak je przegrali. Udało się odsunąć Utah od kosza, udało się zatrzymywać szybkie ataki, Amar'e udało się nawet ograniczyć Carlosa Boozera. Wierzcie lub nie ale Suns naprawdę dobrze bronili w tym meczu. Do tego rzucali ze skutecznością 57,5%. Stoudemire (30 punktów) był nie do zatrzymania dla Boozera. Starczyło, że dostawał piłkę z lewej strony kosza i po chwili albo kończył wsadem albo wędrował na linię. Grant Hill musiał sfałszować swój akt urodzenia i przyjść do ligi w wieku 15 lat. Inaczej nie umiem wytłumaczyć tego w jakiej formie fizycznej się znajduje. Jason Richardson przekroczył magiczną granicę 20 punktów i jeśli nie dobra gra, to choćby to powinno pozwolić Suns wygrać ten mecz.

Wszystko to było za mało na Jazz, którzy mają ostatnio tendencję do długich rozgrzewek. Dzisiaj nie byli w stanie grać swojej koszykówki. Carlos Boozer (15 punktów, 15 zbiórek), który pomimo swoich statystyk przespał 3/4 tego spotkania. Tak słabo grającego Paula Millsapa (4 punkty) nie widziałem już dawno. Obecność Andreia Kirilenko (12 punktów) na boisku zauważyłem dopiero po pół godzinie gry. Suns zmuszali Jazz do rzucania jumperów i nie pozwalali im rozwinąć skrzydeł w szybkim ataku (swoją drogą to działało w obie strony, te zespoły po prostu dużo biegają, cytując klasyków: all the time running). Wydawało się, że ten mimo wszystko, interesujący mecz zostanie tylko i jedynie interesującym meczem i Suns spokojnie dociągną zwycięstwo do końca.

Deron Williams (27 punktów, 9 asyst) miał inne zdanie na ten temat. Deron rzucił pierwsze 10 punktów dla Jazz w 4 kwarcie. Natchnieni jego przykładem trafiać zaczęli Miles (15 punktów), Boozer i Okur (24 punkty). Utah trafiło w ostatniej odsłonie 7 trójek. Tą najważniejszą nie kto inny a właśnie Williams, który zrehabilitował się za nieszczęsne osobiste z Clippers. W obronie szalał Andrei Kirilenko, który kiedy chce potrafi być jednoosobową armią pod własną tablicą. Po jednym z przechwytów był już sam na sam z koszem, gdy Robin Lopez postanowił upomnieć się o głosy w ankiecie na najbrudniejszego zawodnika. Brzydko to wyglądało i wydaje mi się, ze Grant Hill będzie miał rozmowę w szatni ze swoim centrem na temat dobrych manier.

Suns 'ukradli' dziś koszykówkę Jazz i nastawili się na granie pod kosz. Niestety w tym samym czasie nie upilnowali swojej koszykówki. Utah wygrało nietypowo zdobywając mało punktów z trumny w zamian zasypując rywali trójkami. Do tego ograniczyli faule, które są w tym sezonie ich zmorą i sami częściej wędrowali na linię niż rywale. Do tego wymuszali więcej strat i grali agresywnie na atakowanej tablicy. W ten właśnie sposób można wygrać mając o 12% niższą skuteczność z gry od rywali. Gdyby jednak ktoś pokazał mi same statystyki i zasłonił nazwy zespołów to zamieniłbym je miejscami.

Suns powinni muszą postarać się zapomnieć o tej porażce bo kto wie, czy czas na rewanż nie przyjdzie niebawem w pierwszej rundzie playoffs. Przystępowanie o takiej rywalizacji z kompleksem rywala nie będzie z pewnością dobrą wróżbą. Poza tym fani Suns nie powinni mieć wielkich powodów do niepokoju po tym spotkaniu. Phoenix naprawdę gra bardzo dobrze. Dzisiaj po prostu dobrej gry starczyło tylko na 45 minut.
Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 06 marca 2010 0:12

    Sędziowie dali dwa gwizdki dla Lakers w końcówce, zupełnie nie zrozumiałe. LAL sa na tyle silną drużyną że na prawdę nie potrzebują pomocy. Wade mimo że ma graczy z d-league prze sobie notuje 14 asyst a Kobe mając przy boku allstarów tylko 4, znamienne.W ataku Miami miało tak zwany dzień konia i w przegranej jeziorowców nie upatrywałbym najmniejszych słabośc, niestety nadal są piekielnie mocni ale tu się przeliczyli myśląc że docisną pedał gazu w 4 kwarcie i wygrają jak chociażby w meczy z 76ers nie tym razem, czekam na miłą niespodzienkę z Charlotte

    autor BB

  • dodano: 05 marca 2010 23:04

    Sędziowie chyba nikomu tak nie pomagają jak LAL. Dla mnie to straszny wstyd dla całej organizacji - mecz przecież rozgrywany w Miami i wypadało kontrowersyjne sytuacje gwizdac dla Heat. Poza tym myślałem że Wade jako zdobywca MVP finałów, MVP maczu gwiazd itd ma status super gwiazdy podbnie jak Kobe. Okazuje się że jednak nie. Sędziowie jakby na siłe chcieli doprowadzić do dogrywki, stworzyc na siłę widowisko. Strasznie mnie to poirytowało, mimo że bardzo lubie Kobiego (jestem haterem Jamesa :P). Każda kontrowersyjna akcja, aut, faul dla Lakers, no i jeszcze ten Goaltending mnie dobił. Wade wchodzi pod kosz, kontakt z dwoma obrońcami - brak gwizdka, kobe po drugiej stronie w żenujący sposób wymusza rzuty osobiste.... Dobrze że na koniec stalo się zadość, offensa nie mogli inaczej odgwizdac:)

    autor Krzychu

  • dodano: 05 marca 2010 21:24

    Informacja dnia: Wielce prawdopodobne, że Bogans nie wystąpi w spotkaniu z Szerszeniami ( zwichnięty serdeczny palec lewej ręki, szkoda, że nie kciuk:( ) Boże dziękuje, modlitwy zostały częściowo wysłuchane, nareszcie...Serdecznie współczuję ;) Hairston dostanie należne mu minuty (5-10 min, chyba, że Popowicz wpadnie na pomysł, że dziś rotację zawężamy do 8 zawodników. Niepewny jest występ cudownie uzdrowionego w spotkaniu z "Słońcami" Dice'a. To mało optymistyczne info równa się z większa ilością minut dla Bonnera.
    W gdybanie nie będę się bawił, dotychczasowe wyniki "ostróżek" dostatecznie uprzykrzyły mi tą z zasady miłą, acz w moim przypadku niesamowicie rozczarowującą zabawę. Wspomnę tylko, że gdyby ktoś przed sezonem powiedziałby mi, że do 5 marca najwyższy run SAS to skromniutkie 5W to w najlepszym przypadku dziwnie bym się na niego popatrzył... A zatem poczekamy do pierwszej w tym sezonie passy sześciu zwycięstw z rzędu....i z impetem wrócimy do prognozowania. Nie jest to taka prosta sztuka, w Rosji już grozi się, ze za złe prognozy uderzą po kieszeni.

    autor DUNCAN_24

  • dodano: 05 marca 2010 20:51

    Fideljo, popieram twoją opinię co do opinii bonesa.

    autor eM

  • dodano: 05 marca 2010 20:46

    bon3s popieram twoją opinię co do Artesta

    autor Fideljo

  • dodano: 05 marca 2010 20:43

    Co ja widzę- nieomylny i sławny timdan21 walnął byka sezonu- Nowitzki w Finałach 2006 nie poprowadził Mavs do zwycięstwa ze słabymi bo słabymi fakt, ale nie Orlando tylko Miami Heat :) Wiem że rzadko tutaj piszę ale nie mogłem sobie odmówić poprawy naczelnego korektora ZP-1 ;)

    autor Ociep

  • dodano: 05 marca 2010 19:03

    Jak dla mnie na Zachodzie będą się liczyć Lakers, Mavs, Nuggets i mogą dołączyć Spurs. Mavs nieźle się wzmocnili i pokazują że wymiana jakiej dokonali wyszła im na dobre, Nuggets choć ostatnio zawodzą to mają szanse poprawić wynik z zeszłego roku ale nie sądze aby coś więcej osiągnęli z tego względu że praktycznie nie dokonali żądnych wzmocnień, Spurs mają szanse pod warunkiem że zacznąć grać tak samo dobrze jak wyglądali na papieże przed rozpoczęciem sezonu a Lakers myśle że zaczną w końcu grać mistrzowską koszykówke choć w tym roku będzie im trudniej dostać się do finału niż przed rokiem.

    autor Macias

  • dodano: 05 marca 2010 18:54

    Nie zgodzę się też, że Artest zagrał tylko 1 dobry mecz (z Denver). Myślę, że on gra tak jak miał grać. Otóż po co go sprowadzano? Po to by był lepszą wersją Arizy z poprzedniego sezonu i od czasu do czasu dodawał coś ekstra będąc guy-to-guy (jak vs Nuggets). Trevor dawał trójki, głównie z czystych pozycji (wykorzystując najczęściej podwajanie KB), punkty z kontr i obronę. Artest trójki rzuca na lepszym procencie (38,6%- Ariza 31,8%) mając już teraz więcej trafionych niż Trevor w całym poprzednim sezonie. Do kontr biega nie gorzej (choć w tym sezonie główną bronią przy kontrach jest S.Brown) i broni jeszcze lepiej niż Trevor (choć nie zawsze mu się chce) co pokazał w 3 ostatnich meczach mając 6-6-5 przechwytów grając większość swojego czasu przeciwko Anthonemu, Grangerowi i Wade`owi. Prawdziwą wartość Artest na pewno pokaże w PO które jest "czasem defensywy", gdy razem z Bryantem (obydwaj w top5 dirty players) mogą być zabójczym duetem obrońców na pozycjach 2-3.
    Wiem, że wiele osób jest zawiedzionych postawą Artesta ale to głównie Ci którzy liczyli że będzie miał takie statystyki jak w Houston (co przy takiej masie talentu jaka jest w LAL było z założenia niemożliwe). RonRon w mojej opinii jest na plus dla Lakers i na pewno sprawia, że Bryantowi gra się łatwiej.

    autor bon3s

  • dodano: 05 marca 2010 18:15

    @ timdan21, "Gregg Popovich mocno świruje, ale na razie nie stało się w San Antonio nic co eliminowałoby ich z walki." Ja bym powiedział, że na razie nie stało się nic co by dawało nadzieję, że oni do tej walki się włączą. Ty to rozpatrujesz pod kątem albo przeszłości albo potencjału "na papierze". Niestety w praniu wyszło, że ten skład który przed sezonem wyglądał na co najmniej finał konferencji, nadaję się co najwyżej na 2 rundę. Oczywiście główna wina leży po stronie Popa (o czym wielokrotnie także ja pisałem), ale trudno też nie zauważyć słabszego sezonu Jeffersona (który przychodził do SAS jako gracz formatu All Stars) czy braku defensywnego centra pod koszem, który odciążyłby kolana Duncana od bronienia tych wszystkich Bynumów, Howardów itp. Oczywiście może zdarzyć się, że Pop otrzeźwieje, wszyscy będą zdrowi i Spurs zdobędą nawet mistrzostwo, ale pisanie teraz, że Spurs są 2 siła na zachodzie po LAL a przed Mavs i Nuggets godzi w intelekt każdego kto interesuje się NBA. Chciałbym by Spurs byli silni na PO, bo lubię Manu i Duncana a poza tym im silniejsze wszystkie drużyny tym będzie ciekawiej.

    autor bon3s

  • dodano: 05 marca 2010 17:34

    Yo, Finley sam poprosił o zwolnienie. Słyszałem kiedyś, że Stanisław Pyjas sam spadł ze schodów, ale tutaj faktycznie. Michael Finley nie mógł zrozumieć jak w pierwszej piątce może wychodzić - on a regular basis - najgorszy gracz w rosterze - Keith Bogans. Popovich uroił sobie, że zrobi z niego drugiego Bowena. Jedyne co widzę wspólnego pomiędzy Brucem a Bogansem to literka B na początku nazwiska. Z tego samego powodu zgłosił chęć odejścia Roger Mason. Ostatnio Pop zdaje się wyznawać zasadę, że im niższy gracz tym lepszy, dlatego Mason został. Obecnie Spurs maja jeszcze 10 dni na uzupełnienie składu. Musza najprawdopodobniej z D-Lerague ściągnąć jakiegoś kolesia.

    autor adamzabo11

  • dodano: 05 marca 2010 17:10

    Nie zdziwcie się gdy do walki i to nie o Finał Konferencji Zachodniej i Finał NBA tylko o Tytuł włączą się Spurs. Jest w ich składzie kilku graczy z najwyższej półki, którym zdarzały sie już Tytuły Mistrzowskie. Jako jedyni mają dwóch MVP Finałów i wszyscy na razie są zdrowi [no może poza plantar fasciitis Parkera]. Gregg Popovich mocno świruje, ale na razie nie stało się w San Antonio nic co eliminowałoby ich z walki. Wprost przeciwnie po dwóch całkowicie spieprzonych sezonach wrócił do gry Manu Ginobili. Jest to jeden z najlepszych graczy na pozycji nr 2 w Lidze. Kobe to zupełnie odrębna historia. Właściwie wszystko jest w LA podporządkowane jemu. Bryant nie stroni tam od żadnej roboty: pierze, gotuje, sprząta, choć po psie nie lubi, sam decyduje czy ma grać i ile, czy też ma udać się na leczenie, wygrywa, przegrywa, pieprzy najprostsze piłki, zdobywa nieprawdodobne buzzery i pokazuje bajeczne zagrania. I coraz mniej pajacuje. Kilka gier bez niego, however, udowodniło, że Lakers sans Kobe potrafią grać równie skutecznie, choć zupełnie inaczej i nie skupiają na sobie aż takiej uwagi mediów. Kobas to trochę taki od strony medialnej - toutes proportions gardees - Janusz Palikot. Oczywiście Palikot produkuje wyłącznie dużo wiatru i dlatego jest pieszczochem mediów. Wszdzie go pełno. U Kobe, który także jest ulubieńcem kolorowej prasy, trudno oddzielić ile daje 'pure goodness' a ile chrzani. O klasie zawodnika decydują - jakby to ujął agent Bolek "plusy ujemne i plusy dodatnie" - Kobe daje mnóstwo jednego i drugiego. Manu nie potrzebuje tyle piłki dla siebie. Z tego co ma potrafi ulepić naprawdę bardzo dużo. Mniej daje konfitur, ale i mniej zgniłych jabłek. Jest Duncan, jest Parker, DeJuan Blair, Antonio McDyess zaczyna grać Richard Jefferson and last but not least jest George Hill kandydat na MIP sezonu 2009/2010. Są ludzie, którzy widzą tu Kevina Duranta, ale gracz OKC wprawdzie spisuje się rewelacyjnie, jednak nie widać u niego aż takiej różnicy pomiędzy obecnym sezonem a ubiegłym. W Spurs na gwałt potrzebna jest kontuzja Keith Bogansa. Najlepiej do końca sezonu. Oprócz tego SAS muszą jeszcze dokooptować do składu jednego gracza.Mają teraz tylko 12. Bardzo silni będą Dallas Mavericks nie tylko dzięki wzmocnieniom z lutego. Jeżeli czegoś im brakuje to tego co mają Spurs - mentalności zwycięzców. Jason Kidd gra 16. sezon w NBA i nie ma pierścienia. Grał dwukrotnie w Finałach i tyleż razy przegrał. Absolutny lider Mavs Dirk Nowitzki[11 pełnych sezonów w NBA], potrafi wszystko co powinna umieć trójka, ma wzrost centra, a gra na czwórce. Dirk znaczy po szkocku 'dagger', ale jak do tej pory Nowikowi nie udalo się zadać tego decydującego pchnięcia. Najbliżej był w roku 2006. I to właśnie przede wszystkim on nie stanął na wysokości zadania. Nie potrafił poprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa z bardzo słabymi Orlando Magic. Denver to raczej czwarta siła na Zachodzie. Kolejna paskudna choroba arcysympatycznego gościa jakim jest George Karl na pewno nie ułatwi Bryłkom zadania.

    autor timdan21

  • dodano: 05 marca 2010 16:51

    Co do PHX, grali oni bez kontuzjowanego od jakiegoś czasu Barbosy a przede wszystkim bez Dragica, który jest niewątpliwie bardzo cennym zmiennikiem Nasha (aczkolwiek nierzadko grają razem na parkiecie). Gdyby jeszcze Lopez był w stanie ustabilizować się na poziomie 10/10/3 (po co komu 30pkt w jednym meczu kiedy potem jest cienizna). Suns powalczą w 1 rundzie a ewentualnie potem, kto wie.

    autor ~Qlasty~

  • dodano: 05 marca 2010 16:31

    timdan21 mam pytanie: co sądzisz o zwolnieniu Finley'a przez Ostrogi? Wydaje mi się że nie był to zbytnio przemyślany ruch, podobnie jak zwolnienie Ratliffa...

    autor yo

  • dodano: 05 marca 2010 16:30

    timdan21 mam pytanie: co sądzisz o zwolnieniu Finley'a przez Ostrogi? Wydaje mi się że nie był to zbytnio przemyślany ruch, podobnie jak zwolnienie Ratliffa...

    autor yo

  • dodano: 05 marca 2010 16:04

    Denver ma bilans 2-1 z LAL w tym sezonie.

    autor Vlad

  • dodano: 05 marca 2010 15:04

    Jak by się Mavs udało spaść na 4 miejsce to 14 spotkań lakersów w 2 seriach może być wyczerpujące jeżeli natomiast się trafi Den-Mavs to to może być z korzyścią dla lakersów. Na wschodzie same niewiadome. Za dużo drużyn ma problemy z wybranymi przeciwnikami żeby się nie zdziwić rozstrzygnięciem.

    autor Rygo

  • dodano: 05 marca 2010 14:38

    Mi się wydaje, że jednak Nuggets to jeszcze nie teraz. W sumie nie potrafię podeprzeć tego jakimiś bardziej sensownymi przemyśleniami, jednak patrząc jak przegrali ostatnio np. z Lakers (i gdyby nie akurat super "dzień konia" Billupsa w poprzednim ich spotkaniu to jak przegraliby także mecze wcześniejszy) nie widzę ich jeszcze w finale NBA. Chociaż jeśli Lakers będą grać tak jak teraz, bez takiej iskry i zawziętości jaka jest konieczna, to może może.

    autor l

  • dodano: 05 marca 2010 13:38

    Ja czekam na konfrontację Lebron-Melo w finale. Kobasa wystarczająco się już naoglądałem ;)

    autor JPna50%

  • dodano: 05 marca 2010 13:32

    @! - dzięki wielkie!

    autor DW

  • dodano: 05 marca 2010 13:13

    OT* i wiem co to znaczy -.- czasami moja szybkosc pisania ma takie własnie skutki

    autor Black[24]Mamba

 12  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 045 285 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u