Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 326 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DAY-TO-DAY: GDZIE JAMEER NELSON MA PATENT NA LAKERS

poniedziałek, 08 marca 2010 15:12
Skocz do komentarzy

Maciej Kwiatkowski


LA LAKERS 94, ORLANDO 96

Przede wszystkim ciężko jest mi sobie wyobrazić, że ktoś mógł nie widzieć tego meczu. Zbyt dużo powodów, by to zrobić - plus jeden. Ten mecz pozwolił na chwilę się zastanowić gdzie byliby Orlando Magic, gdyby w zeszłorocznych finałach zdrowy był Jameer Nelson (15 pkt, 9 zb, 7 as). Tym razem Magic nie utonęli w stagnacji za linią za trzy punkty, wobec braku podwojeń dla Dwighta Howarda, ale obrońcy szukali akcji po dryblingu. Vince Carter (25 pkt, 3 zb, 1 as, 5/10) był 10 razy na linii osobistych w pierwszej kwarcie (13/14 w meczu, tylko dwa takie mecze od końca 2006 roku), Nelson 4 ze swoich 5 koszy rzucił spod samej deski, w decydującej akcji (na 1:09, 97-83) mijając jak przez cały mecz Dereka Fishera (11 pkt, 1 as, 4/12)  i oddając piłkę na trójkę do Matta Barnesa (10 pkt, 6 zb, 4/9), który zdobył decydujące punkty. W poprzednim sezonie regularnym Nelson był tym jedynym graczem Magic, na którego Lakers nie mogli znaleźć odpowiedzi (27.5 pkt.). Po kontuzji i długotrwałym dochodzeniu do formy, Nelson w ostatnich kilku tygodniach zdecydowanie ją odzyskał. A jeśli Vince Carter zamierza grać równie agresywnie obok niego, to Lakers nie mogą sobie tutaj pozwolić na ustawienie Bryanta na Nelsonie, tak jak robią to choćby broniąc przeciwko Rajonowi Rondo.


Mimo wszystko zabrakło raptem centymetra, dwóch, by Kobe Bryant (34 pkt, 12/30, 7 zb, 7 as, 3 prz, 1 str) doprowadził mecz do remisu, być może do dogrywki. Ale jeśli jest coś czego Lakers powinni nauczyć się o sobie po tym trzymeczowym "swingu" po południowym wschodzie, to jest to alarmująca konieczność poprawienia triangle-offense. Orlando byli kolejnym zespołem z czołówki, który nie dał się zdominować przez duet Pau Gasol (20 pkt, 11 zb) - Andrew Bynum (5 pkt, 6 zb). A jeśli to nie następuje, obnażony zostaje fakt gorszej dyspozycji rzutowej Lakers w tym sezonie. Przekładając to na liczby, obrońcy tytułu trafiają gorzej za trzy (36.1 w 08/09 -> 34.7% w 09/10. 14/58 w 3 ost. meczach) i są w dolnej siódemce drużyn, które najrzadziej stają na linii osobistych (29.9% -> 27.7% prób osobistych do prób z gry). Gdy zsumować te dwa wskaźniki rzutów za 3 i za 1 - efektywna skuteczność Lakers daje im dopiero 15 m. w lidze (49.7%), gdy rok temu notowali jeszcze 51.2% (7 m.).

Te liczby dowodzą temu co widać było ostatnio gołym okiem, ale też ta trzymeczowa zła passa uwydatnia tylko problemy, widoczne co jakiś czas, a często przysłaniane przez genialną w tym sezonie grę Kobe'go w czwartych kwartach . Passing-game nie jest tak błyskotliwa, rzadko trafia się The Lake Show, a pierwsza piątka ma problemy ze zdobywaniem łatwych punktów po kontratakach. Za sprawą Rona Artesta Lakers bronią jeszcze lepiej, ale z  drugiej strony mają problemy z wykańczaniem akcji pod koszem(61.8 -> 59.2%) , gdzie sam Artest jest jednym z najgorszych w lidze . To wszystko wymienione wyżej znajduje odbicie w spadku efektywności ofensywnej, ale też przede wszystkim efektywnej skuteczności (mniej osobistych, gorszy procent trójek).

Lakers potrzebują lepszego spacingu, by stworzyć więcej miejsca na grę zwłaszcza Gasolowi. Ten bywa podwajany i trzeba wtedy pogrozić z dystansu. Tymczasem poza Bryantem, skuteczność Lakers za trzy w tym sezonie jest sporadyczna. Choć spadek o 1.4% nie jest zatrważający, to Derek Fisher czy Ron Artest są nieregularni. Lakers potrzebują drugiej opcji strzeleckiej i prawdopodobnie potrzebują też do tego strzelców z dystansu. To nie musi być kwestia znalezienia odpowiedniego przycisku i przestawienia go na ON. To może być ciągnącym się problemem przeciwko zespołom tak aktywnie broniącym obwód i nie dającym się zdominować pod koszem.

A gdyby Kobe jednak ten mecz wygrał, Magic mogliby pomyśleć o większość z tych 19 strat, które popełnili i mieć trochę pretensji do Stana Van Gundy'ego, że ten w czwartej kwarcie zostawił Barnesa na wyspie z Kobe'm, nie próbując podwajania, które w dużej mierze przyczyniło się do czwartkowej porażki Lakers z Miami.

Mordercze trójki Rasharda Lewisa (4/9), świetne (tylko) 19 minut Andrew Bynuma (4 blk) w obronie na Howardzie, dobra obrona z obydwu stron plus wysoka intensywność. Play-off basketball.


WASHINGTON 83, BOSTON 86

Kevin Garnett po raz pierwszy od stycznia 1996 roku zaliczył mecz, w którym nie trafił żadnego rzutu z gry (0/7). Przez 42 minuty tego meczu Celtics grali tak jak tydzień temu przeciwko New Jersey Nets, przegrywając trzynastoma punktami. Okazało się jednak, że tylko trochę ponad 5 minut potrzeba, by pokonać atletycznych, ale nie potrafiących pozbierać się w końcówce Wizards. Celtics rzucili 4 punkty przez pierwsze 6 minut czwartej kwarty, by drugie sześć wygrać 20-4, kończąc run dwiema trójkami Ray'a Allena (25 pkt.) w ostatnich 90 sekundach. Po meczu KG był nadal na tyle jeszcze wzburzony, by bić się w pierś i rozciągać swój jersey. W meczu, w którym wszystkie swoje osiem punktów zdobył z linii i miał 10 zbiórek.

Nie będzie w statystykach trzech akcji. Wszystkie z crunch-time, gdy liczyła się każda pozycja w obronie. Pierwszej, gdy Garnett zatrzymał jeden-na-jeden Andray'a Blatche (23 pkt, 10/20, 9 zb) i zmusił go do arcy-ciężkiego fade-away'a. Drugiej, gdy agresywnie zamknął Randy'ego Foye'a (9 pkt, 8 zb), podwajając go przy linii bocznej i zmuszając do paniki. Foye stracił piłkę, a mógł wziąć czas, czy choćby odbić ją o podwojenie. I trzeciej, gdy najpierw przechwycił piłkę Rajon Rondo (15 pkt, 7 zb), potem przejął ją Mike Miller (8 pkt, 8 zb), ale jej nie opanował i KG rzucił się przy linii bocznej na parkiet, łapiąc piłkę i biorąc time-out. Oczywiście TD Garden w tym momencie kipiała.

Flip Saunders: "We start talking to Garnett, start talking trash and everything else. Got Garnett and those guys juiced up and we just pissed down our leg the last six minutes."

Przez 42 minuty Blatche, Al Thornton (24 pkt, 11 zb), JaVale McGee (13 pkt, 1 zb) dominowali front-court Celtics. Ok, jeśli McGee jest w NBA, a nie w NBDL, to Hasheem Thabeet też powinien dostawać minuty. 1 zbiórka w 30 minut od centra, mierzącego 213 cm, na oko z 221. KG trzy razy zaliczył kroki, a McGee albo blokował albo kontestował rzuty, Pierce nie radził sobie w obronie z Thorntonem 1-na-1. Do tego Rondo miał tylko 2 punkty i 2 asysty po pierwszych 24 minutach meczu. Wyglądał jakby miał gdzieś.

KG? Doc Rivers przestrzegał, że czasem może trafić mu się taki mecz jak minionej nocy. Ostatnio miał 18.5 pkt. w 4 ost. meczach, tym razem przegrywał z atletycznością młodszych podkoszowych Wizards, ale w żadnym momencie tego meczu nie stracił agresywności. Te trzy akcje w obronie były nie mniej ważne niż obydwie trójki Allena. Tego nie będzie w statsach, ale właśnie za tak inspirującą postawę nadal ma chyba tylu fanów na świecie i we mnie jednego z największych. Zresztą po meczu znalazł się na frontowym zdjęciu ESPN z podpisem "Fighting Power".

Nie pisałem o tym tutaj, ale po zeszłotygodniowej porażce z Nets, Rasheed Wallace i Kendrick Perkins stwierdzili, że Celtics są znudzeni sezonem regularnym, stąd niby tyle tych porażek w drugiej połowie. Widziałem już zespoły, które faktycznie podnosiły intensywność gry im bliżej play-offów - to naturalne, ale były też i te, gdzie nie można były już dobudzić trupa. Celtics to jeden z tych teamów, które jeśli obejrzeć przebieg wczorajszego meczu starają się zrobić wszystko, by pozostawić wielu w tej niepewności. Na pewno mają jednak problem z atletycznymi frontcourtami, co pokazał ten mecz, starcia z Atlantą czy choćby small-ball zagrany w poprzedni czwartek przez Cleveland. Nikt już nie boi się Garnetta i wielu stara się go przetestować, ale stary człowiek zrobił wczoraj w 5 minut tyle ile nie zrobił przez 43. I nigdy nie zwątpił, albo przynajmniej nie pokazał tego po sobie.

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 09 marca 2010 1:23

    PS. UncleBrayCare... O moim zaślepieniu Bryantem... Jestem jego fanem od wtedy gdy LBJ jeszcze nie wiedział co znaczy MVP. Ale nie przeszkadza mi to widzieć jego wad. A skoro twierdzisz, że ty jako wielki fan LBJ może widzieć jego wady to nie masz argumentu by mi nie wierzyć:/ Co do mojego znikania. Widzisz ja naprawdę mam życie osobiste i choć często tu bywam to nie jest moje ani jedyne, ani ulubione zajęcie odpisywanie na różne komentarze. Szczególnie dziś gdy mamy dzień kobiet znalazłem sobie parę ciekawych zajęć. Co do tego, że jestem argumentoodporny, to musiałbyś dookreślić na jakie twoje argumenty konkretnie. Przykłady? Cytaty? Bon3s może Ci pomóc bo widzę, że przyłączył się do twojej opinii.
    BTW LBJ nie gra. Szkoda bo tyle się od timdana naczytałem o tym nieziemskim matchupie Bogans LBJ, że chciałbym to zobaczyć na parkiecie... Ale skoro już "król" nie gra to lepiej niech Spurs wygrają bo timdan takiego posta wysmaży Popowi, że ten może tego nie wytrzymać psychicznie.

    autor Krismaciejewski

  • dodano: 09 marca 2010 1:09

    Timdan says: "Jak od RonRona odejmiemy pajacowanie to zostaną przepocone spodenki i chińskie trampki"... Pisanie czegoś takiego o jednym z lepszych obrońców NBA to przesada i wcale nielekka! Czepianie się fryzury to rzeczywiście zarzut nie do zbicia. W końcu to przez taką wspaniałą, konserwatywną fryzurę z lekką łysinką Ginobli zostanie zapamiętany jako świetny gracz. Gasola opisujesz jako gracza słabego fizycznie który w dodatku cytuję "znika w meczach gdzie przeciwnik stawia twarde warunki w obronie". Rozumiem, że takim zespołem wczoraj było Orlando a Pauwedług twojej terminologii "zniknął" zaliczając żenujące 21pkt 11zb i 3 bl grając na skuteczności 61,5%. Dziwi mnie tylko że gdy Gasol gra taki mecz nazywasz go miękkim a mentalnie onanizujesz się na oczach czytelników tego bloga przy każdym wspomnieniu Tima Duncana, który, tak się akurat złożyło właśnie takie statystyki (prawie jota w jotę) ma w przeciągu swojej bogatej kariery. Logika niczym z książeczki trenerskiej Popovicha.
    Za każdym razem przy okazji meczu LA nasłuchać się musimy o wieku Dereka Fishera. Ja wiem, że nigdy nie wybaczysz mu, że pogrążył twój ukochany zespół w całe 0,4 sekundy ale jak chcesz być profesjonalny to dowal się do jego skuteczności rzutów, błędnych decyzji w defensywie itp a nie do wpisu w metryce. Rzeczywiście Fisher się starzeje. Dziękujemy, że przypomniałeś nam o tej niezwykle istotnej sprawie jaką jest upływ czasu. Z pewnością jeszcze nie raz odniesiesz się do tego tematu przy okazji meczy swoich ukochanych Spurs i takich młodzian jak McDyess, Ginobli czy twój wszechIDOL Duncan. Może naskrobiesz coś o tym gdy np Pop da im odpocząć parę meczy by zachować świeżość na playoff gdy zaś staruch Fish będzie na parkiecie gonił tych młodszych.
    BTW. Przypominam Ci jeszcze, że choć ruchy Popa na boisku z pewnością do najoczywistszych nie należą to na boisku biegają zawodnicy i oni również ponoszą odpowiedzialność za wyniki. A po pobieżnej lekturze statystyk to większość z najlepszych zawodników Spurs w tym sezonie zalicza regres w stosunku do średnich z kariery praktycznie w każdej pozycji. Szczególnym przykładem Jefferson (potem McDyess, Ginobli nawet Duncan choć on bardziej przez okrojone minuty)

    Co do Ciebie MTB to powicieneś dostać w "pape" za brak szacunku i nazywanie mnie głupkiem. Prawnicy mają taką zasadę, że nie zadają pytań, na które nie znają odpowiedzi. Przez to nie narażają się na odpowiedź, która może im przynieść więcej szkody niż pożytku. Nie wiem co chciałeś osiągnąć prowokowaniem mnie do wskazania "grzeszków magików" ale chyba nie to żebym Ci udowodnił jak bardzo nie masz racji. 10sek przed brzydkim faulem Gasola na Howardzie ten jakże sympatyczny młodzian faulował (loose ball foul) gasola, a gdy ten pomimo nieodgwizdanego faulu próbował wrócić do obrony Dwight zatrzymał go ciągnąc za koszulkę. Wszystko oczywiście z uśmiechem na ustach więc się nie liczy (casus Bruce'a Bowena). Barnes np. chciałbym przypomnieć nie tylko przez cały mecz przepychał się z Bryantem (jak dla mnie dobra męska gra) to zabłysnął jeszcze próbą wystraszenia Kobiego przy wznawianiu gry spod kosza, celując mu piłką w twarz i zatrzymując ją na parę cm przed nosem. Nijak mu to wyszło gdyż ten o dziwo nawet nie mrugnął (wczoraj oskary więc może liczył na spóźnioną nominację). Sędziowie oczywiście w ramach, cytuję timdana " Laker-friendly officiating" nie zauważyli incydentu, który wykluczyłby już Barnesa z gry. Tak samo jak nie zauważyli jego chamskiej zasłony na Fisherze... Wszystko oczywiście w ramach autorskiego programu Sterna pt. "LA Threepeat".

    A skoro jeszcze nie śpię o tej godzinie to obejrzę sobie te tragiczne (w sensie nieszczęść jakie je spotykają) ostrogi z tymi jakże wspaniałymi (wcale nie pajacującymi zaś gorliwie religijnymi) Cavs.

    autor Krismaciejewski

  • dodano: 08 marca 2010 23:25

    Wchodzcie tu: http://www.igool.tv/ i oddajcie glos na Cavs vs Celtics

    autor Fan

  • dodano: 08 marca 2010 23:23

    bon3s, tak, lubie LBJ-a. Tak, dostrzegam jego wady. Tak, mozna za mna o tym podyskutowac. Byleby byla to dyskusja na poziomie - czyli taka, w ktorej jedna strona jest w stanie przyjac argumenty drugiej.

    autor UncleBrayCare

  • dodano: 08 marca 2010 23:12

    Ahh to żonka wypuściła

    autor Rygo

  • dodano: 08 marca 2010 23:07

    @ timdan21, tyle razy stawałem po Twojej stronie "broniąc" wielu Twoich opinii, że z bólem serca muszę stwierdzić, że tracisz formę w zatrważającym tempie (i przez to coraz częściej się z Tobą nie zgadzam). I co najgorsze kręcisz w "zeznaniach". Raz próbując usprawiedliwić to, że Spurs są jednak słabsi od Lakers piszesz, że w L.A gra przecież 4 lub 5 all starów, a dziś byłeś łaskaw napisać, że LAL to tylko Bryant i Gasol (który na dodatek "wymięka"). Zmieniasz zdanie jak rasowy polityk.
    @ UncleBrayCare, każdy kto czyta ten blog od dłuższego czasu widzi także, że Ty jesteś fanboyem niejakiego Jamesa, więc hamuj trochę z wypominaniem innym ich "zaślepienia" i nie zgrywaj się na bezstronnego obserwatora. I nie bronie w tym wypadku Krisa bo też zgadzam się co do opinii, że bywa argumentoodporny.

    autor bon3s

  • dodano: 08 marca 2010 22:30

    Piotr w jakim fragmencie tekstu widzisz uwielbienie LAL, ja w żadnym - -widzę za to rzetelną krytykę ich gry. Uwielbienie jest w stosunku do KG ale ja się nie dziwię bo też uwielbiam motherfuckera.
    Orlando cały czas nie wyszli jeszcze z lasu i grają strasznie prymitywną koszykówkę, wygrali,i zgoda ale w serii z LAL nie mają żadnych szans bo Lamersi dzięki Jaxowi taktycznie przeżywają te kaleki o wieki a Orlando z tymi rzutami za 3 to mogą ich skubnąć w jednym meczu ale nie mówmy o o jakiejś rywalizacji

    autor BB

  • dodano: 08 marca 2010 22:07

    Panowie mYslicie ,e Denver albo Dallas wyprzedza Lakers do konca sezonu

    autor aaaa

  • dodano: 08 marca 2010 21:39

    Kazdy, kto bywa tu z pewna regularnoscia zdaje sobie sprawe z faktu, iz krismaciejewski to nie jest zaden kompan do dyskusji na temat NBA. Po pierwsze, jest zaslepiony Bryantem, po drugie, gdy tylko dyskusja wymyka mu sie z rak, znika ze sceny, po trzecie, jest 'argumentoodporny' i nic do niego nie trafia. To przypadek beznadziejny i wszelka polemika z tym dzentelmenem mija sie z celem.

    autor UncleBrayCare

  • dodano: 08 marca 2010 21:31

    Obiektywnie rzecz biorąc timdanek nam się postarzał i demencja bierze górę...nie umie obiektywnie spojrzeć na to co się dzieje...parę faktów: złośliwe komentarze następnie szyderczo przekształcane na temat zawodników Lakers (kompleksy???), już nie pamięta wielu gwizdków dla San Antonio (postępująca skleroza???). Naprawdę nudne jest to, że jego posty posty przypominają wypociny kogoś kto zatrzymał się w rozwoju na oślinionym fartuszku. Czyżby kolejny raz frustracje życiowe miały swój efekt w wypisywaniu bredni na tym blogu??? Jestem kibicem Lakers od 1993r. i również uważam, że Lebron James jest teraz centralną postacią NBA, ale musicie być ślepi jeśli nie widzicie, że w Cleveland grane wszystko jest pod niego, ma talent do zupełnego zdominowania co teraz widać np po Mo, który nijak nie może się odnaleźć kiedy kazali mu kozłować:P Wobec tej sytuacji statystyki imponujące Jamesa są tylko statystykami, ekipę ma coraz lepszą ale jako kolektyw to po prostu żenada. San Antonio to leśne dziadki, które się sypią i Timdanek nie może tego przeżyć stąd ten jad i sarkazm. Przykre to ;(

    autor obiektywnie..

  • dodano: 08 marca 2010 20:13

    Po tym meczu (ORL-LAL) widać tylko jedno, że oba zespoły dzieli przepaść. Przepaść mentalna. Magic mogli odjechać w pewnym momencie w okolice 15-sto punktowej przewagi ale nie potrafili tego zrobić. Po przez swoje straty, po przez brak zimnej krwi, po przez swoją bojaźń. Wszystkie te czynniki były spowodowane jednym czynnikiem: strachem przed LAL, który pojawił się z chwilą PRAWDZIWYCH meczy ubiegłorocznej serii finałowej. Co z tego, że Magic miało przez całe spotkanie kilka punktów więcej, jeśli wystarczyło, że Kobe zagrał to co potrafi przez kilka akcji w ostatnich 12 minutach i spotkanie należało do niego i Lakers. Ta liczba strat też nie pomogła magic ale z czegoś one wynikały. Magic uciekli spod topora i ich radość na koniec jest tego najlepszym dowodem. Nie jestem fanem LAL ale z tych trzech porażek nie robiłbym problemów dla ich fanów. Do tego dochodzi fakt niezadowolonego Gasola i obraz Lakers nie jest tak tragiczny jak co poniektórzy myślą. Wystarczy zbilansować grę na linii KB-Gasol i ten zespół znowu będzie wyznacznikiem norm i zachowań dla pozostałych zespołów na świecie.
    Nie wiem jak Wy ale dla mnie Kobe jest najlepszym koszykarzem na ziemi. Jego przejmowanie spotkań w tych najważniejszych chwilach przypomina to jak to robił Jordan na przełomie lat 96-98. Nie ma tam miejsca na nic innego jak na czystą koszykówke a nie na to co pokazuje LeBron - oparte na mięśniach i potwornej sile potwora ponad 2 metrowego.

    autor Grzegorz

  • dodano: 08 marca 2010 19:53

    Krismaciejewski, czy to nie ty pisałeś po meczu BOS vs CHA, gdy Rysie nie rzuciły 60 punktów, że to najsłabszy team w lidze i nawet w Europie miałby problemy?? Fascynujace prawda? Najsłąbszy team w lidze pobił LALki. Wilekie upokorzenie dla LAkersów i i ch kibiców.

    autor yo

  • dodano: 08 marca 2010 19:12

    Says Chris:" po dzisiejszym komentarzu widzę już, że sarkazm, ironia, hiperbole i nieuzasadniona krytyka wszystkiego co ma związek z Lakers biorą górę nad zdrowym rozsądkiem". Rzeczywiście, Chris po prostu miałem zły dzień. Wycofuję wszystkie nieuzasadnione uszczypliwości pod adresem Lakers zawarte w moim poscie. Lakers nie przegrali trzech spotkań z rzędu, tylko wygrali. RonRon jest lepszym graczem od LeBrona Jamesa i nie ufarbował sobie fryzurki. W ostatnich trzech meczach Ron nie miał 7/28 tylko odwrotnie trafił 28 razy oddając 7 rzutów. Derekowi Fisherowi po chamsku wypomniałem wiek i to w dniu kobiet. UNPARDONABLE. Derek jest coraz młodszy, dzisiaj ma 27 lat. Na finały będzie jeszcze 2 lata młodszy. Never in the history of the NBA has any referee favoured Lakers - on the contrary they have been blowing their whistles against the team from the city of angels from time immemorial. Andrew Bynum nie zdobył wczoraj pięciu punktow [1/5 z pola] i nie miał 5 fauli tylko zdobył 38 pkt i mial 1 faul. Pau Gasol nie jest tyczkowatym chudzielcem, który ma problemy z twardo grającymi obrońcami tylko jest to 2.13 m wersja trzydrzwiowej szafy gdańskiej typu Larry Johnson i źle się czuje gdy przeciwnik nie pakuje mu łokci pod żebra i nie stara się wszelkimi siłami wypchnąć go z pomalowanego. Od dziś będę od czasu do czasu pisać prawdę - for You Chris. To co pisałem o Popovichu to też nieprawda. Mając najsilnieszy skład od kiedy prowadzi Spurs nie przegrał z drużyną 24 spotkań częstokroć z zupełnymi leszczami tylko przgrał 8 spotkań i SAS mają najlepszy bilans w Lidze. Nie grał pięcioma małymi tylko zawsze dba by na parkiecie przebywało równiocześnie 2 graczy z pozycji 4/5. Rozumiem, że kochasz Lakers ale czy musi to być kochanie inaczej?

    autor timdan21

  • dodano: 08 marca 2010 18:49

    *Precious, mój błąd - ale nie o to chodzi.
    Nie jestem fanem ani orlando ani lakers, szacun ogromny do kobe, za to jakim jest koszykarzem, również za reakcję na zaczepki barnesa.
    bardziej chodzi mi o to, że serio lubię czytać ten bloog, doceniam "obsesję" i systematyczność autorów bloogu i ich wiedzę, n oa przede wszystkim to, że mają możliwość oglądać mecze na żywo, a nie skróty, czy "odgrzewane" mecz po kilku dniach z torrenta.
    co mi przeszkadza to stronnicze posty (tu przyssałem się do macieja, ale co nie zmienia faktu, że pisze wg mnie dobrze - szczególny szacun za relacjonowanie przed trade-deadline), rozumiem, że bloog jest właśnie po to, by pisać własne opinie i pisać go "po swojemu", ale razi w oczy uwielbieni do lal - za dużo wg mnie tego, nie jestem jakimś (sorry za znowu anglojęzyczny zwrot) "hejterem" lal, ale co za dużo to niezdrowo. ( swego czasu był jeden taki kto kochał spurs i głośno o tym trąbił). Na to chciałem zwrócić uwagę.
    a tak poza tym to serdecznie pozdrawiam ;)

    autor Piotrek

  • dodano: 08 marca 2010 18:40

    "A na każdy z nich normalnie (trzeźwo) myślący zjadach ziemniaków znajdzie po jednym grzechu zawodnika Orlando". To wymień te wszystkie grzeszki każdego z Magików! Naprawdę jesteś taki głupi i ślepy czy tylko udajesz ? Widzę, że nadal nie rozumiesz dlaczego LAL mają tylu hejterów. Słaby z ciebie obserwator i zaślepiony lover.

    autor MTB

  • dodano: 08 marca 2010 18:36

    Panie Maćku, nawet z Nelsonem Orlando nie miałoby szans z LA w finałach 2009.

    autor marcin841

  • dodano: 08 marca 2010 18:35

    timdan21 >>> Dobre :)

    autor amirkhattab

  • dodano: 08 marca 2010 18:11

    Nie chciałbym tu wychodzić na "Matkę Teresę" obiektywizmu, ale jak słyszę takie gożkie żale czytelników na temat jakie to LA i Kobe jest be i jak to on okropnie prowokował Barnesa to się tylko szyderczo uśmiecham. Przecież to naprawdę wymaga naprawdę niezłyh klapek na oczach by widzieć tylko grzechy zawodników LA. A na każdy z nich normalnie (trzeźwo) myślący zjadach ziemniaków znajdzie po jednym grzechu zawodnika Orlando. I nie trzeba być geniszem by zrozumieć, że takie mecze tak już będą wyglądać. Zbliża się playoff i wszyscy będą chcieli coś udowodnić. Także nadwornym haterom LA polecam jakąś ziołową herbatkę i troszkę dystansu.
    Co do Ciebie Timdan21 to muszę stwierdzić, że coraz częściej czuję się zawiedziony czytając twoje komentarze. Przede wszystkim po fali kilkunastu postów o tym jakim to strasznym trenerem jest Pop powoli zacząłem zapominać, że potrafisz interesująco komentować koszykówkę co zdażało Ci się w przeszłości nierzadko. Jednak po dzisiejszym komentarzu widzę już, że sarkazm, ironia, hiperbole i nieuzasadniona krytyka wszystkiego co ma związek z Lakers biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Przykro patrzeć. Szczególnie, że brakuje mi tu kibiców innych drużyn z którymi można prowadzić konstruktywną dyskusję, w której ich odpowiedź sprowadzała by się do czegoś więcej niż hasła "beat LA". Tak jak do tej pory np. super czyta się kolegę o nicku Heat. Mniej zawiści panowie. Pozdrawiam

    autor Krusmaciejewski

  • dodano: 08 marca 2010 17:42

    Niestety Williams ze 2-3 razy wręcz wrzucił piłkę Gortatiowi w kolana, to były zbyt trudne podania do złapania przez centra. Raz rzucił mu też alleya ale niestety zdecydowanie za mocno (i z bliskiej odległości), cud że Groti zdążył wyskoczyć ale piłki nie opanował.
    Kboe natomiast chciał przejąć mecz w ostatnich 2min i zanim trafił 2rzuty odpalił 4cegły z nieciekawych pozycji, zupełnie nie widział kolegów. Niesamowita trójka z rogu uratowała mu twarz i pokazała, że talencik to on posiada.

    Co do konf. zachodniej - masakra. Jeśli chodzi o Last10, tylko LAL i POR lekko odstają z czołowej 8 (kolejno 5-5,6-4). Poza tym wszystkie drużyny mają conajmniej 7-3 (PHX 8-2, DAL wręcz 11-0) i nie ma jak odskoczyć/przeskoczyć. To jest już długi finisz i niebywale zażarta walka o rozstawienie, dlatego liczę, że LeBron pomoże dziś nieco Słońcom ogrywająć SAS. ;)

    autor ~Qlasty~

  • dodano: 08 marca 2010 17:38

    Amen.

    autor UnlceBrayCare

 12  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 045 285 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u