Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 328 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


GDZIE TO ANDREW BOGUT POWINIEN BYĆ TŁUMNIE OGLĄDANY (NIE LAKERS)

środa, 10 marca 2010 9:27
Skocz do komentarzy
Maciej Kwiatkowski


MIAMI 78, CHARLOTTE 83


Na pięć minut przed końcem drugiej kwarty Miami Heat prowadziło 42:27, na 9 minut przed końcem meczu jeszcze dziewięcioma, ale przez całą drugą połowę Raymond Felton (15 pkt, 11 as) i D.J. "Gdzie byłeś przez cały sezon?" Augustin (10 pkt) robili wszystko, by możliwie jak najszybciej przeprowadzić piłkę na stronę Heat. Dla Bobcats zwykle jest to niezmiernie istotne z dwóch przyczyn. Po utracie Flipa Murray'a, w half-court offense mogą w zasadzie polegać tylko na rzutach Stephena Jacksona (17 pkt, 6/17), który jako jedyny gracz Rysiów jest w stanie wykreować sobie pozycję do rzutu i trafiać (w przeciwieństwie np do Feltona) te z ciężkich pozycji. Zarówno Felton, Gerald Wallace (8 pkt, 17 zb), jak i Boris Diaw (11 pkt, 8 zb, 5 as, 3 blk, 4/11) potrzebują natomiast czystych pozycji, a o te nie jest łatwo jeśli nie posiada się żadnej podkoszowej broni w grze tyłem do kosza. Tą rolę zwykle pełnią swing-mani, Jackson albo Wallace - ten drugi jednak tylko okazjonalnie.

Bobcats szukali więc jak najwięcej łatwych okazji do rzutu lub aby mieć po prostu jak najwięcej czasu na rozegranie ataku pozycyjnego w celu znalezienia możliwie jak najlepszej pozycji.

Dwyane Wade (27 pkt, 2 as, 11/26) miał podobny problem z doborem okazji. Dopóki Wade radził sobie  w pierwszej połowie z defensywą Cats, Heat prowadzili. Kiedy dobra defensywa Jacksona zmusiła go do oddawania jump-shotów - Wade trafił w całym meczu tylko 1/12 (10/14 z lay-upów).

Przez dwie i pół kwarty tego meczu Heat grali jednak bardzo dobrze - kolejny raz po ostatnich zwycięstwach z Lakers i Hawks. Erik Spoelstra rzucał na parkiet różnego rodzaju strefy (najwięcej widzialem tych 2-3 i 1-1-3), coś co powinno stać się regularną metodą na Cats. Felton jednak nieustępliwie przyspieszał tempo i choć tego dnia Jermaine O'Neal trafiał niemal wszystko z lewego skrzydła (6/9), to Heat mieli tylko 12 asyst w całym spotkaniu.

Lubię takie zażarte defensywnie mecze dwóch dosyć ułomnych ofensywnie drużyn. Wolę to niż zażarte ofensywne mecze dwóch dosyć ułomnych defensywnie drużyn. Zresztą publice w Charlotte też się chyba podobało, bo jeszcze nie widziałem ich w tym sezonie tak rozpalonych. Nawet przy zwycięstwach nad Lakers czy Cavaliers. Dla Charlotte spotkania z Miami znaczą najwyraźniej coś więcej. To regionalne derby południowego wschodu i to takie, w których Bobcats mają w tym sezonie bilans 3-0.

Nie widzę jednak sytuacji, w której i Cats i Heat dadzą się na koniec sezonu wyprzedzić przez Bulls, tracących swoje serce defensywy, czyli Joakima Noah (vide 132 punkty stracone u siebie przeciwko Utah). To niesprawiedliwe dla Bulls ,ale z drugiej strony oddając Salmonsa sami przyznali, że nie chodzi o ten sezon, tylko o kolejne.


BOSTON 84, MILWAUKEE 86


Kolejny minionej noc mecz z tych jakie lubię. Dużo dobrej defensywy i pośrodku absolutnie dominujący center (najbardziej kompletny środkowy ligi), któremu Celtics nie mogli sprostać w żadnym momencie tego meczu. Kendrick Perkins może dawać wycisk Dwightowi Howardowi, ale nadal jeszcze ma duże problemy w zatrzymaniu środkowych próbujących grać przodem do kosza.


Andrew Bogut (25 pkt, 17 zb, 4 blk) jest w rewelacyjnej formie po All-Star Weekend, a Bucks są już na piątym miejscu i może nie dogonią Bostonu i Atlanty, ale z jedną z tych drużyn powinni zaliczyć co najmniej sześciomeczową serię play-offs. Już dwa tygodnie temu Hawks potrzebowali dogrywki, by pokonać ich na własnym parkiecie. Pamiętam też, bo oglądalem i opisywałem tamten mecz, że podwajali go wtedy od pierwszej kwarty. Minionej nocy Celtics grali zupełnie nieźle, ale mieli po prostu za mało, by pokonać Milwaukee Boguta.

Poza Australijczykiem drugą różnicę w tym meczu zrobił Paul Pierce, pudłując 9 z 12 rzutów (1/7 z jump-shotów). Przez cały mecz Celtics nie mogli też uaktywnić Ray'a Allena, który oddał zaledwie trzy rzuty, wszystkie za trzy punkty - niecelne.

Ale i tutaj w dużej mierze było to spowodowane fantastycznym (i to jest dobre słowo o czym poniżej) interior-defense trzymanym przez Boguta, który dominował ten mecz, trafiając też różnego rodzaju lewe pół-haki oraz dwukrotnie oplakatował Perkinsa i Glena Davisa. Ciężko mi to w zasadzie ująć w słowa, ale Celtics byli bardziej wystraszeni pod koszem niż ostatnio Pau Gasol.


Mecz był zacięty od pierwszych minut. Celtics prowadzili najwyżej 45-39 w drugiej kwarcie, za sprawą aż 20-punktowego wejścia ławki rezerwowych, która po All-Star Weekend jest zdecydowanie jedną z najlepszych w lidze (Robinson-Finley/Allen-Daniels-Davis-Wallace). Debiutujący Michael Finley rzucił szybkie 5 punktów w pierwsze 5 minut swojej gry. Bucks byli za to 7 punktów do przodu na 2.40 minuty przed końcem (86-79) - to była ich największa przewaga, ale od tego momentu nic już nie rzucili. Nie musieli, bo jeden Bogut trzymał Celtics z dala od kosza, a wcześniej przez cały mecz wspomagały go rzuty Carlosa Delfino (19 pkt, 8 zb, 5/8 za 3) i 6/11 jump-shotów Johna Salmonsa (16 pkt).

Aby jeszcze lepiej pokazać totalną dominację Boguta:

Perkins oddał aż 6 jumperów (pierwszy raz w sezonie aż tyle) i miał tylko 3 próby spod kosza. . Garnett trafiał z półdystansu (4/10), ale miał tylko jedną skuteczną akcję in-the-paint - w dodatku technicznie był to dunk w kontrze. Pierce w pomalowanym był 1/4. Tylko Rajon Rondo (20 pkt, 6 as, 8/9 ft) niewiele sobie z tego wszystkiego robił, ale to akurat cały Rondo.


Po All-Star Weekend Milwaukee w 8 z 12 meczów nie dało sobie rzucić więcej niż 90 punktów i od 17 lutego przegrali tylko raz - w Atlancie, w back-2-back, po dogrywce. Bogut plus banda średnich graczy, którzy chcą ze sobą grać oraz świetny trener, który jak mało kto w NBA potrafi tak szybko przekładać teorię w praktykę, czyli w grę swojej drużyny.


TORONTO 107, LA LAKERS 109


Pamiętacie jeszcze określenie "Kobe and the Lake Show"? Jak przez mgłę? Ja też. Kobe Bryant (32 pkt, 6 as, 11/20) po raz kolejny uratował Lakers. Pau Gasol (17 pkt, 9 zb, 4/11) spudłował sześć z dziewięciu lay-upów, dwa razy nawet przerzucił obręcz, kolejny raz robiąc "pupu" na środku parkietu - Bryant wziął, zamiótł i posprzątał wszystko. Jak zwykle. W tym sezonie trafił 7 z 13 10 ostatnich rzutów w meczu i jest w tym absolutnie genialny. Możecie nie znosić gościa, nie lubić gościa, ale to też dlatego, że boicie się tego gościa. Nawet nie ruszyłem brwiami, gdy trafił jeden z najcięższych game-winnerów jakie widziałem. Nie przypadkowych - po prostu ciężki rzut, gdzieś z rogu, prawie zza tablicy, przy asyście dwóch obrońców.

Raptors nie mieli jakichkolwiek szans, siły fizycznej czy może po prostu czasem 'jaj' (szczególnie Andrea Bargnani) i energii by zatrzymać Andrew Bynuma (22 pkt, 6 zb). Bynum działał na pomalowane Raptors jak zastrzyk usypiający w zadek. Mógł do woli kręcić piruety, by opuszczać piłkę nad obręczą. Gdy Lakers przestali wrzucać mu piłkę w drugiej kwarcie - schodzili na przerwę z 8 punktami straty, też przez 7/10 trójek Toronto. Gdy przestali mu dogrywać w czwartej kwarcie - potrzebowali rzutu Bryanta, by pokonać najgorzej broniący team tego sezonu.

Słaby ball-movement ratowała dobra defensywa w polu trzech sekund i na półdystansie, ale z kolei Raptors przez cały mecz mieli otwarte trójki, więc nie było tutaj tak dobrze jak w Orlando - w drugiej połowie Raptors po prostu przestali je trafiać. Gdyby Chris Bosh (22 pkt, 7 zb, 7/18) był w swojej formie z tego sezonu, a póki co szuka jej po ponad dwutygodniowej absencji, Raptors może mieliby lidera w czwartej kwarcie, którego im ewidentnie zabrakło.

To o czym napisał któryś z dziennikarzy Lakers w trakcie meczu (bodajże Dave McMenamin, najlepszy w całym Lakerlandzie) - triangle-offense polega na wybieraniu opcji w zależności od tego jak zachowuje się defensywa. Reagowanie na nią i szybkie podejmowanie decyzji jest jej główną siłą. Lakers tymczasem narzucali sobie opcje z góry, nie czytając obrony Raptors, która w zasadzie tylko czekała by rzucić jej 125 punktów tej nocy. Do tego doszło 2/12 z jump-shotów Rona Artesta, Shannona Browna (to jest cały czas pozycja jaką grał rok temu Trevor Ariza, który trafiał każdą czystą trójkę...) i 3/15 za trzy całego zespołu. Jakiś plus to tylko 16 strat w ostatnich dwóch meczach i chwile konsekwencji gdy piłka grana była pod kosz do Bynuma, który powinien był tutaj rzucić spokojnie 40 punktów, gdyby dostawał ją regularnie.

Najwięcej talentu, wzrostu/długości ramion pod koszami, jeden z najlepszych trenerów w historii, najlepszy closer, gracz (widzicie jak po cichu to przemieszczam, subtelnie? Tak dobry jest LeBron w tym roku) najlepszy podkoszowy jakiego od czasu Sabonisa dał nasz kontynent, najwszechstronniejszy silny skrzydłowy dekady, dwóch. Tymczasem nadal trwa Kobe and the Lake No-Show. Naprawdę dużo lepiej ogląda się ostatnio zespoły ubogie w talent jak Bobcats czy Bucks, ale które grają chociaż do swoich możliwości. To niedorastanie do nich staje się w wykonaniu Lakers zwyczajnie frustrujące, a to był już mój siódmy mecz z kolei i zanosi się na ósmy w piątek z Phoenix.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że grając tylko trochę lepiej mogą nadal wygrać mistrzostwo w tym roku. Są jednak małe szanse, że zrobią to jako 'wielki zespół', mogący się równać z tymi najlepszymi z minionych 20-30 lat.

PS. Lapo Elkann...właśnie. Pisze o tym w pierwszym artykule ESPN'owski Daily Dime. Tak nazywa się jeden z kibiców w Staples Center, który w kluczowym momencie przeszkodził Jose Calderonowi w uratowaniu piłki na aucie. Tak więc Kobe Bryant, Lapo Elkann & The Lake No-Show.

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 11 marca 2010 0:03

    Zwykły faul Davisa na pyszałku i wielkie halo, przecież to był atak na piłkę co prawda od tyłu i przez ręce ale nie był to flagrant. Babe wziął go na byka bo kurdupel zaczął cwaniakować i kolanem ewidentnie zaczepiał uno uno. Rookie cos tam szczekał do KG jak wychodzili ciekawe co. Dobrze że Garnett usadził Robinsona na ławce tak mu nawrzucał że cfaniaczek tylko kiwał głową i grzecznie słuchał.

    autor BB

  • dodano: 10 marca 2010 19:33

    po prostu nie zgadzam sie ze ariza trafial lepiej open looki, bardzo czesto cegłowal aż miło , Artest rzuca lepiej IMO i tyle

    autor dj wiewiórka

  • dodano: 10 marca 2010 17:59

    @dj wiewiórka - albo nie rozumiesz albo nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Maciejowi K. chodziło o to, że Ariza trafiał wszystkie wolne pozycje ("open-looki"), dlaczego chcąc temu zaprzeczyć podajesz statystykę ogólną wszystkich podejmowanych prób za 3 punkty?
    Poza tym, nie odbierajcie wszystkiego dosłownie...

    autor snake61

  • dodano: 10 marca 2010 17:17

    ariza mialo 31% za trzy artest ma w tym 37% takze raczej ariza nie trafial zza łuku

    autor dj wiewiórka

  • dodano: 10 marca 2010 15:50

    Dziwne że nikt nie napisał o krokach Kobiego, przecież wyraźnie zmienił nogę obrotową, obrońca bardzo dobrze zastawił mu drogę, tak że ten nie mógłby go minąć, no chyba że nieprzepisowo i tak też zrobił Bryant. Bardzo mnie to zdenerwowało.

    autor Czaja

  • dodano: 10 marca 2010 15:11

    myślałem,że przesadzacie z tym brutalnym faulem big baby,ale jak zobaczyłem skrót meczu to... ... to szkoda słów. nie dość,że faul niebezpieczny jak byk,bo w powietrzu,to jeszcze ta chamówa przy wstawaniu,które było zwyczajnym atakiem.na dodatek bezczelnie ręce uniósł w górę,że niby nic... i właśnie za tą drugą część "występu" dałbym mu ze dwa mecze bez wynagrodzenia.kibicuję bostonowi,życzę im mistrzostwa,ale takie zagrania należy tępić. p.s. bogut faul w ataku jak nic,ale ostatnie kilka tygodnie ma rewelacyjne.

    autor kmn

  • dodano: 10 marca 2010 14:41

    Przepraszam Solomons gra w s5 z przyzwyczajenia dałem go jako wchodzącego z ławki ;P ale nie zmienia to faktu że regularnie daje niezłe wsparcie :)

    autor Macias

  • dodano: 10 marca 2010 14:35

    Zeszłej nocy NBA zafundowało nam kilka niezłych meczy :D Ciesze się że Bucks zyskali Solomonsa bo mają niezłe i przede wszystkim regularne wsparcie z ławki a przy ostatniej dobrej dyspozycji Boguta spokojnie mogą walczyć o 5 miejsce w PO przy nierównej grze Bulls czy Heat. Kolejny dobry mecz z udziałem Cats i wygrana nad Miami którą już wczoraj z góry zakładałem lecz myślałem że zwycięstwo będzie łatwiejsze.. @Sławek jeżeli chodzi o zachowanie KB24 w meczu z Magic to sorry ale to właśnie Barnes zachował się jak burak.. Lakers wygrali bo po prostu musieli wygrać ten mecz i co najwyżej martwi mnie to że tylko 2pkt dzięki game-winnerowi Kobe'go :/ świetny rzut ale dlaczego z najgorzej broniącą drużyną w NBA na 9,5s do końca jest remis 107-107?? WTF??!! w ten sposób nie obronią mistrzostwa i po cichu licze że niedługo zaczną grać mistrzowską koszykówke bo ciężko będzie na zachodzie wygrać z Mavs czy Nuggets przy grającym bez jaj Gasolu. Popieram pomysł ograniczenia minut dla Gasola i dania więcej Odomowi z Bynumem.

    autor Macias

  • dodano: 10 marca 2010 13:53

    davis jest kompletnym idiotą! jak można sobie nie zdawać sprawy z konsekwencji takiego zagrania! wystarczyłoby by jennings źle upadł i to mogło przekreślić jego karierę jako koszykarza. mam nadzieję że davis dostanie karę na kilka meczy. Brutalne i chamskie zagranie..

    autor grl zrbnck

  • dodano: 10 marca 2010 13:42

    he the greatest on court m.in. in IV qs :D

    autor Black[24]Mamba

  • dodano: 10 marca 2010 13:15

    Ja bym chciał, żeby z 8 miejsca weszli bobcats i wyeliminowali cavs w 1 rundzie po :D

    autor ndz

  • dodano: 10 marca 2010 13:12

    No tak, ale czy trójka Bosha nie była przedwczesna, Raptors mogli przecież grać do końca!!! Przegrali na własne życzenie, czyżby nie wiedzieli co Kobe wyrabia w tym sezonie w takich sytuacjach?
    Lakers - podstarzały i już bardzo przecietny rogrywający, brak młodych talentów, nienajmocniejsza ławka, ledwo odrywający się od ziemi niski skrzydlowy.... Są plusy i minusy.

    autor Krzych

  • dodano: 10 marca 2010 11:41

    Ja tylko napiszę, że oglądałem kilka razy tą akcję Boguta, która widnieje na załączonym obrazku i ewidentnie jest to faul w ataku (lewa ręka). Nie lubię Davisa za jego chamstwo parkietowe, ale tym razem to Bogut przesadził, ja bynajmniej bym tu odgwizdał ofens, bo nie można blokować ręką bez piłki ręki blokującego zawodnika, a tak własnie uczynił Bogut. Druga sprawa to Jennings. Ktoś powinien go sprowadzić na ziemię. Nie lubię jego stylu gry i nie lubię go jako osoby na boisku, bo uważa się za niewiadomo jaką gwiazdę, a jest dopiero pierwszy rok w lidze. Jemu się wydaje, że to on jest najważniejszy na parkiecie, a moim zdaniem robi z siebie tylko klauna. Za wzór w tym roku z zachowania rookie uważam Jrue Holidaya z 76ers, a na Jenningsa po prostu brak mi słów, pyszałek olbrzymi, bez szacunku dla doświadczonych graczy.

    autor Marcin

  • dodano: 10 marca 2010 11:14

    Kobe chce nas przekonac, że walka o MVP tego sezonu jeszcze się nie skończyła.

    autor profesor ciekawski

    blog: www.nie.mam.bloga.pl

  • dodano: 10 marca 2010 11:13

    ilu jest w nba zawodników, którzy statystyki mają na poziomie głębokich rezerw, a mimo to błyszczą w prawie każdym game recap ;)))) ?

    autor złotycielec

  • dodano: 10 marca 2010 11:04

    Bo tak wtedy nie uważał. Proste.

    autor Aras

    blog: gortat.info

  • dodano: 10 marca 2010 11:01

    Bogut gra naprawdę dobry sezon i według mnie jest jednym z najbardziej niedocenianych graczy. Tylko niech mi Pan Maciej K. odpowie dlaczego w lutowym MVP robiąc analizę centrów którzy będą rządzić w najbliższych latach nie umieścił tam Boguta? Jest Perkins i Hibbert a Andrew nie ma choć gra naprawdę dużo lepiej. Czy mógłby Pan napisać o tym parę słów?

    autor Kasyx

  • dodano: 10 marca 2010 10:59

    Bogut gra naprawdę dobry sezon i według mnie jest jednym z najbardziej niedocenianych graczy. Tylko niech mi Pan Maciej K. odpowie dlaczego w lutowym MVP robiąc analiże centrów którzy będą rządzić w najbliższych latach nie umieścił tam Boguta? Jest Perkins i Hibbert a Andrew nie ma choć gra naprawdę dużo lepiej. Czy mógłby Pan napisać o tym parę słów?

    autor Kasyx

  • dodano: 10 marca 2010 10:57

    Zaluje ze tym razem nie chcialo mi sie wstac na LAL... Taki mecz zawsze poprawia humor na reszte dnia;) Gortat cos tam dzisiaj rzucil, postaram sie jak zwykle pokazac to u siebie. Pozdrawiam.

    autor Aras

    blog: gortat.info

  • dodano: 10 marca 2010 10:21

    Heat przegrali na własne życzenie, prowadzili niemal przez całe spotkanie i choć przewaga sięgała prawie dwudziestu pkt to czułem, że to tak sie nie skończy. Wade zagrał źle, znowu świetnie zaczął(13 pkt 1q) ale im dalej w mecz tym gorzej. W końcówce nie potrzebne wejścia pod kosz, straty, oddawanie rzutów z naprawdę trudnych pozycji. To był bardzo ważny mecz dla obydwu zespołów i wygrała drużyna na ten moment minimalnie lepsza. Ale patrząc na terminarz to obie drużyny "powinny" awansować do playoff, bo mają zdecydowanie łatwiejszy grafik niż Bulls. Marzy mi się ósme miejsce Żaru i pojedynki w pierwszej rundzie z Cavs. Heat i tak nie awansują do 2 rundy, a przynajmniej obejrzeć będzie można min. 4 mecze James vs Wade. Kobe is amazing. Jestem ciekaw do kogo należy rekord game winnerów w jedyn sezonie regularnym?

    autor HeaT

 12  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 045 433 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u