Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 398 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DAY-TO-DAY: GDZIE MIAMI HEAT MAJĄ INNE PLANY

środa, 17 marca 2010 15:14
Skocz do komentarzy

Maciej Kwiatkowski


SAN ANTONIO 88, MIAMI 76


Miami Heat mają jedenastu graczy, którzy po tym sezonie staną się wolnymi agentami. I jeśliby tak wziąć pod uwagę, że każdy z nich ma swoje oczekiwania względem czasu gry, swoje oczekiwania względem swoich własnych statystyk, to i tak Erik Spoelstra zasługuje na delikatne oklaski za to, że trzyma ten zespół cały czas razem ze sobą.

Czekałem na ten mecz jednak z ciekawością, bo zarówno El Heat, jak i Los Spurs wygrali do wczoraj trzy mecze z rzędu. Jedni i drudzy preferują atak pozycyjny i jedni i drudzy mają niezłą, rozsądną obronę. Trochę koszykarskich szachów na niezłym poziomie. Tymczasem El Heat zostali w blokach. Przez pierwsze 16 minut tego meczu gospodarze trafiali 20% z gry, a Richard Jefferson (15 pkt, 8 zb, 5/8) i Tim Duncan (12 pkt, 11 zb) rządzili na deskach. Jeffersona ewidentnie zrewitalizowała kontuzja Tony'ego Parkera i jak sam przyznaje - uwielbia grać obok Manu Ginobiliego (22 pkt, 5 zb, 7/14) i jak jeszcze wyczytałem wczoraj w San Antonio Express-News - prosił nawet Gregga Popovicha o możliwość jak najczęstszego grania obok Manu.

Ginobili bowiem jest w tych dniach jednym z najlepszych graczy w lidze. Odzyskał motorykę (pewnie dunk-in-the-traffic z 3q znalazł się w top10) i gra w zasadzie jako rozgrywający, notując w tym sezonie najwięcej asyst w karierze (4.7 as.). George Hill (16 pkt, 4 as, 5 str) w zasadzie jest tylko tym nominalnym playmakerem, który wyprowadza piłkę, ale już zaraz za połową  czeka na niego kreator Manu i wygląda to trochę podobnie jak wstęp do trójkątów w wykonaniu Lakers, gdy obydwaj obrońcy zaczynają akcję ustawieni praktycznie w jednej linii.

Spurs rozbijali Heat przez 30 minut tego meczu. Tim Duncan nie miał punktów w pierwszej połowie? Co z tego - 55:37. Co dalej? Tim Duncan po 10 minutach trzeciej kwarty prowadził z El Heat, 10:7. Wtedy gospodarze zaczęli swój "run" 20-2 (punkty ze strat Spurs, 12 w pierwsze 14 min 2 poł.), nagle się obudzili, trafiali Dwyane Wade (28 pkt, 11/26, 5 as) i Udonis Haslem (10 pkt, 12 zb), ale gdy już z 26 punktów strat udało im się zejść do pięciu - Ginobili trafił dwie trójki w dwóch kolejnych akcjach i było po meczu.

Los Spurs wygrali czwarty mecz z rzędu. Dobrze się to znowu ogląda. Jefferson odrodził się w ostatnim tygodniu, zaczął grać agresywniej na deskach i w pięciu ostatnich meczach notuje ponad 8 zbiórek. Dzisiaj Spurs grają w Orlando i jedno czego mogą żałować z wczorajszego spotkania to ten "run" Miami, przez który zarówno Hill (41), Jefferson (39) i Ginobili (36) musieli grać wczoraj duże minuty, podczas gdy Roger Mason grał 6, Matt Bonner 13 i DeJuan Blair 14.

Nie wiem natomiast czy Heat czegoś żałują.


LA LAKERS 106, SACRAMENTO 99

Biedny Spencer Hawes (13 pkt, 3 zb, i niepasujące 5 bloków). Chciałbym myśleć, że Hawes i Andrea Bargnani utrzymują ze sobą kontakt, bo Andrew Bynum (21 pkt, 12 zb, 2 blk) był w ostatnich dniach w bliskim kontakcie z jednym i drugim. To co zrobił Bynum Hawesowi w pierwszej połowie wczorajszego meczu... 17 punktów, 10 zbiórek, 7 wsadów, jeden lay-up. Do tego Carl Landry (15 pkt, 10 zb, 7/15), nieznany dotychczas z dobrej obrony i o głowę wyższy od niego Pau Gasol (28 pkt, 14 zb, 4 as, 12/14) ?

Jeśli game-planem Lakers było ogrywanie wysokich w pierwszej połowie, to w trzeciej kwarcie już 85% akcji szło do Gasola lub Bynuma, a do tego gdzieś cały czas krążył sobie Kobe Bryant (30 pkt, 9 zb, 7 as, 10/26, 3 str), tym razem nie tracący piłek jak w dwóch poprzednich meczach (łącznie 16), choć też aż czterokrotnie dający się zablokować.

Lakers zaczęli od 28-17, a łysy Bynum wyglądał prawie jak Shaquille O'Neal. Choć raczej to Hawes nie wyglądał nawet jak Rik Smits. Jednak gdy na boisku pojawili się rezerwowi, Kings błyskawicznie odrobili straty, robiąc run 20-4. Omri Casspi (10 pkt), Andres Nocioni (9 pkt), wsparci przez znakomitego przez cały mecz Tyreke'a Evansa (25 pkt, 11 zb, 9 as, 1 str, 1/5 za 3). Casspi wdał się nawet w pyskówkę z Bryantem, co nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale dla przeciwwagi Evans w jednej akcji miał taki spin-move na Ronie Arteście (37 min, 2 pkt, 7 zb, 4 as), że ten mógłby zejść na ławkę i na niej pozostać.

Evans kreował w tym meczu całą grę Kings i jeśli za rok będzie to tak nadal wyglądać  i nie będzie mieć należytego wsparcia, to takie sytuacje jak jego niedawna scysja z Nocionim mogą być znacznie częstsze. Ten chłopak nie przyszedł do ligi, by przez 5 lat koczować wokół granicy 30 zwycięstw w sezonie, czekając na swój czas. Ostatnio Nocioniemu zrobił awanturę przy ławce w ARCO Arena za złą selekcję rzutową. Evans potem przepraszał Argentyńczyka w radio, ale Nocioni wcześniej zdążył przyznać, że rookie faktycznie miał rację.

Rezerwowi Lakers do przerwy mieli ledwie jeden punkt i to obok dominacji Bynuma było główną historią pierwszej połowy. Lakers prowadzili 50:48. Po przerwie zagrali jednak lepiej w obronie, zaczęli trafiać osobiste, kilka trójek (b2b Bryanta i Odoma na 67:57), a potem weszli rezerwowi i tym razem nie dali się zdominować przez ławkę Kings. Sasza Vujacić dał świetną zmianę, zdobywając 6 punktów w 3/4 kwarcie, tak samo Lamar Odom, ale już Jordan Farmar po przerwie nie pojawił się na boisku w ógole. Nic zresztą w tym dziwnego. Wydawał się być równie poza systemem, co Francisco Garcia, którego nigdy nie widzałem grającego tak niepewnie. Lakers byli 84:68 na starcie 4q i choć Kings zmniejszyli jeszcze straty, to tematem ostatnich pięciu minut było doprowadzenie Evansa do triple-double. Brakowało mu raptem dwóch asyst i było to równie (nie)zabawne co "We Want Tacos" w Staples Center. Stało się więc to szybko dosyć żenujące, gdy raz po razie Kings nie trafiali rzutów po jego podaniach.

Dobry mecz Lakers, egzekucja planu, ale też rywal nie mający zupełnie interior-defense. Mam nadzieję, że to ostatni sezon Hawesa w pierwszej piątce Kings. Powinien być. Evans może być fizycznie silniejszy niż Hawes i Thompson razem wzięci. A już na pewno ma więcej tam gdzie trzeba, by nie spuszczać głowy w dół w obronie. Tyreke potrzebuje pomocy.


Mamy marzec - to samo co rok w rok - od tygodnia wściekam się, gdy patrzę w terminarz każdego następnego dnia. Mamy prawdziwy wyścig jeśli chodzi o tankowanie przez najgorsze zespoły (Tankapalooza) i mnóstwo match-upów, gdzie można w ciemno obstawiać kto wygra. I nawet jeśli dojdzie do jakiejś niespodzianki, to lepiej nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, bo te najlepsze drużyny powoli dopada nie zmęczenie fizyczne, ale psychiczne, dłużącym się sezonem. Pamiętam marzec/kwiecień rok temu, gdy oglądałem mecze, o których wiedziałem, że nie mają większej wartości. Potem pisałem o nich na blogu i też wiedziałem, że większej wartości to niestety nie ma. Dlatego od kilku lat marzę o tym, by sezon regularny został skrócony o te 7-8 spotkań (2-3 tygodnie), przez co uniknęlibyśmy degrengolady na jaką zanosi się choćby przynajmniej do końca tego miesiąca.

W każdym razie, by pomóc sobie i Wam tego uniknąć - przygotowaliśmy na jutro małe, ale istotne ogłoszenie.

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 18 marca 2010 6:58

    @DaroKobe ok no to mamy te pseudo-playoffs. I co teraz? drużyny które je wygrają mają lepsze picki? To kłóci się z zasadą 'największe szanse na top pick dla najsłabszej drużyny'. Chyba że chodzi Ci o festiwal tankowania? Poza tym draft nie został powołany aby wprowadzać nowych graczy do ligi (zespoły poradziły by sobie z tym bez draftu) ale po to by bardziej wyrównać poziom ligi. Największy młody gwiazdor do najgorszej franchise itd. Sama loteria draftowa jest zresztą skutkiem walki z tankującymi.

    autor Friden

  • dodano: 17 marca 2010 21:53

    coralles, draft byl powolany jak nba raczkowala aby wprowadzic nowych graczy(tu bez zmian), bylo mniej druzyn i nie bylo mowy o tankowaniu, a teraz to jest notoryczne i wypacza sens rywalizacji. Rozumiem jakas rekompensate dla tych ktorym sie nie powiodlo i nie bylo dane smakowac PO, ale chyba sam musisz dostrzec roznice w tym, ze np Nets maja slaby sezon i taki a nie inny wynik bo istotnie grali kiepsko, a co innego to co zrobili Heat bodaj 2 sezony temu, gdzie dali czolowym graczom wolne i bylo "prosze nalac do pelna"(cale szczescie ze Bulls im sprawili psikusa podczas losowania i zabrali im nr 1). To jest moje zdanie i pomysl na wedlug mnie chore dogrywanie sezonu przez slabych oraz ogladanie jako takiej rywalizacji. Jednak szanuje twoj poglad i wnioskuje, ze wolisz ogladac taka mizere i kombinowanie zamiast rywalizacji.

    autor DaroKobe

  • dodano: 17 marca 2010 21:32

    przeciez te playoffy dla odpadajacych to jest jakis chory pomysl. to nawet nie wymaga glebszego opisywania wystarczy powiedziec, ze to kloci sie z tym, do czego zostal "powolany" draft

    autor coralles

  • dodano: 17 marca 2010 21:07

    a i tak poza tym brawo Lakers ;) tak trzymac, wracamy na wlasciwy tor ;)

    autor DaroKobe

  • dodano: 17 marca 2010 21:06

    uwazam ze mozna zapobiec tankowaniu w jeden sposob, zrobic ala play offs dla pozostalej 14 powiedzmy serie do 2 wygranych w 2 tyg po zakonczeniu RS, potem na podstawie tego rozdzielac prawdopodobienstwo w loterii. Innym plusem jaki w tym widze jest to ze drzuyny grajace w PO mialyby 2 tyg wolnego na regeneracje co sprawiloby ze moglibysmy obserwowac walke na wyzszym poziomie bo gracze mieliby wiecej energii, ale to tylko moje poglady i watpie zeby ktos za tym lobbowal w nba ;p

    autor DaroKobe

  • dodano: 17 marca 2010 19:40

    Niestety Kings nie tankują za bardzo i praktycznie mogą bardzo łatwo wypaść nawet na 20 miejsce zamiast tułać się koło 26-28

    autor Rygo

  • dodano: 17 marca 2010 17:47

    Fajnie by było gdyby Gortat w takim scenariuszu jeszcze tam trafił, albo do OKC

    autor ndz

  • dodano: 17 marca 2010 17:41

    Niech ktoś mi wytłumaczy, o co chodzi obi z tymi stringami, mini i dzins?

    autor Piątek

  • dodano: 17 marca 2010 17:30

    Najlepszy scenariusz dla Kings to 1 pick w drafcie co jest calkiem realne!!Biorą Walla, Evans idzie na SG i mozna walczyć początkowo o 8 miejsce na zachodzie...do tego z Thompsona będą jeszcze ludzie.

    autor edi

  • dodano: 17 marca 2010 17:20

    Rzeczywiście mimo że mam jescze ILP to patrze w kalendarz nie ma co oglądać, włączyłem dzisiaj 3 kwartę LAL-SAC i po 5 minutach wyłączyłem bo dominacja wysokich LAL była nieznośna. Za to w lutym było bardzo ciekawie chyba najciekawszy miesiąc w RS jak co roku

    autor BB

  • dodano: 17 marca 2010 17:08

    Pytanie poza tematem: Czy wie ktoś dlaczego na stronie

    sklep koszykarski.pl

    są takie kosmicznie drogie buty ?? Nawet obuwie które normalnie kosztuje około 300zł tam jest po 699

    autor pytanie

  • dodano: 17 marca 2010 16:41

    http://www.youtube.com/watch?v=8PbG2mf_6Xk

    autor 14

  • dodano: 17 marca 2010 16:41

    http://www.youtube.com/watch?v=ndFCCiohVoM&feature=player_embedded# czyżby pierwszy filmik z udziałem Nash'a?

    autor opipok

  • dodano: 17 marca 2010 16:32

    Dobra, nie przeszły stringi.
    Mini czy dzins z dziurami. Co wolicie?

    autor obi

  • dodano: 17 marca 2010 16:11

    Cóż za bezczelne wprowadzenie w niewygodne oczekiwanie i ta arogancka bezczelność zawarta w niecierpliwości :< :D. Jeśli wyciągną jakiegoś wysokiego na swoim picku 4-7 to może być naprawdę ciekawie. Gdyby tylko nie te ciążące kontrakty.

    autor Rygo

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 058 570 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u