Bloog Wirtualna Polska
Są 938 404 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DAY-TO-DAY: GDZIE VINCE CARTER ROBI TO CO VINCE CARTER ROBI

czwartek, 18 marca 2010 14:43
Skocz do komentarzy
Maciej Kwiatkowski


SAN ANTONIO 84, ORLANDO 110


Orlando Magic to bardzo dobry defensywny zespół. I z tygodnia na tydzień coraz bardziej wygląda to na zespół, a nie tylko zlepek indywidualności w ataku. Pamiętacie te zimowe dni w grudniu i styczniu, gdy Vince Carter (24 pkt, 8 as, 3/4 za 3) czy nawet Jameer Nelson byli odsądzani od czci i wiary? Magic wygrali 9 z ostatnich 10 meczów, a Carter i Nelson po Weekendzie Gwiazd poprawili swoje dokonania strzeleckie.


Zwłaszcza Carter. Był to już kolejny mecz w jego wykonaniu, w którym dominował. Tydzień temu w czwartek przeciwko Chicago Bulls, nawet w porażce z Charlotte spisał się bardzo dobrze, czy wczoraj przeciw lepszej dobrej defensywie Spurs rozegrał genialne pierwsze 15 minut, w których zdobył 16 punktów i rozdał 5 asyst (10 z pierwszych 14 koszy Magic było jego zasługą). Miał kilka znakomitych extra-passów w całym meczu, ale najlepsze podanie - zza głowy przez 3/4 boiska do Matta Barnesa, który nie skończył jednak lay-upu. To byłaby 9 asysta - miał 8, rekord sezonu.

Magic prowadzili 29-24 po pierwszej kwarcie, ale potem w drugiej zamrozili w obronie Spurs, podmęczonych meczem b-2-b. Tylko Manu Ginobili (18 pkt, 8/13) i Richard Jefferson (20 pkt, 6 zb, 9/12) grali dobrze w tym meczu dla "Ostróg". Tim Duncan miał jeden z najgorszych wieczorów w życiu. Jego dwa-trzy pół-haki ledwo nawet trafiły w obręcz, a 1/10 to najgorszy rezultat w karierze. Spurs przez 7 minut drugiej kwarty zdołali trafić tylko jeden rzut z gry, a potem Magic dobili San Antonio w trzeciej kwarcie (28-16).

Miał to być pojedynek Duncan vs Dwight Howard, ale ten pierwszy miał słaby dzień, a drugi był cały czas podwajany. Howard zaliczył jednak sporo hokejowych asyst, gdy Magic mogli zaprezentować bardzo dobre ball-movement i szukać czystej pozycji, co nie w paradę było dwudniowym nogom obwodowych Spurs. Dzięki temu Rashard Lewis (20 pkt, 4/6 za 3) wrócił do formy i zrzucił kilka bomb w tym meczu.

W tej drugiej kwarcie, gdy Magic otwierali przewagę - nasz Marcin Gortat zaistniał na parkiecie w poważnej roli, ograniczając Duncana do 0/4 i dominując na desce. Przez pierwsze 9 minut gry w 1 poł Gortat miał 7 zbiórek i +13, a Hubie Brown chwalił go nie jeden raz. Jedyna zła informacja dla Magic w tym meczu to kontuzja lewej kostki Mickaela Pietrusa.

Blowout. Już w trzeciej kwarcie Gregg Popovich wywiesił białą flagę i wprowadził Garretta Temple i Malika Hairstona. Stan Van Gundy w 4q grał natomiast duetem Anthony Johnson - Jason Williams z J.J. Redickem na trójce. Brian Evans i Bo Outlaw czekali na zmianę, Geert Hammink i Donald Royal zerwali się z ławki, ale nie dostali szansy. 126.6 do 99.3 w efektywności ofensywnej, 59 do 45 w eFG oraz tylko 11.5% straconych pozycji Magic. Gdyby nie ta wpadka z Bobcats mielibyśmy najlepiej grający obecnie team w NBA. Choć...


LA CLIPPERS 101, MILWAUKEE 93

Szczerze przyznam, że do czasu odejścia Mike'a Dunleavy'ego z pozycji trenera nie miałem zielonego pojęcia kim jest Kim Hughes. Mike Dunleavy nie dawał wielkich podstaw, by zainteresować się jego sztabem asystentów. Po pierwsze co to za imię "Kim" dla mężczyzny. Nie chcę tu dyskredytowac kogoś za imię, ale poza chińskimi dyktatorami myślę tutaj głównie o Kim Wilde, Kim Basinger, Kim Novak, nawet Kim Kardashian. Po drugie - przez pierwsze dwa-trzy mecze jego panowania myślałem, że jest czarnoskóry. Byłem przekonany, że skoro ma na imię Kim, to musi być chociaż czarnoskóry. Ok, to nie ma większego sensu. Do rzeczy.

Wczorajszej nocy, po tym jak Brandon Jennings (21 pkt, 5 zb, 5 as) postanowił mieć już dość tego co robi z nim Baron Davis (12 pkt, 4 as w 1 poł.), Kim Hughes przemówił przed czwartą kwartą meczu pokazywanego późną nocą w ESPN. W zasadzie to już świtało. Bucks byli właśnie świeżo po zrobieniu runu 18-2, wychodząc na dwupunktowe prowadzenie, a Jennings dopiero co rzucił 16 punktów w samej trzeciej kwarcie różnego rodzaju runnerami, rzutami z odskoku za dwa, trójkami itd.

Kim Hughes ze swadą przedstawiciela służb zbrojnych, a nie z luzem trenerskim chociażby George'a Karla zadeklarował wprowadzenie strefy na tereny ofensywy Milwaukee Bucks. Nie wątpie w to, że Hughes nie wróci do pracy w przyszłym sezonie, ale wczoraj wykonał pierwszy, skuteczny krok po ośmiu z rzędu porażkach Clippers. Bucks, którym naprawdę wyraźnie brakowało Carlosa Delfino (lewa kostka) i jego trójek (zastępujący go Charlie Bell miał swoje naturalne 1/6 z gry) nagle stanęli. Strefa 2-3 pozwoliła Clippers na run 14-2 i dziesięciopunktową przewagę, która do końca meczu nie zeszła poniżej sześciu punktów.

Wiecie kto był genialny? Steve Blake. Steve Blake (25 min, 6 pkt, 8 as, 2 prz) może być jednym z liderów NBA na pozycji rozgrywającego, jesli chodzi o grupę tych playmakerów, którzy są za słabi, by prowadzić swój własny team, ale też zbyt dobrzy, by grać tylko po 15-16 minut z ławki. Nie Baron Davis, ale Steve Blake postanowił bronić Los Angeles przed podbiciem go przez lokalnego grajka, Jenningsa.  Hughes wrzucił Davisa do gry w połowie czwartej kwarty, więc ten nie miał za bardzo czasu by się odgryźć za trzeciąkwartą, ale przez całą pierwszą połowę to Davis torturował Jenningsa, tak jak robił to ostatnio przeciwko Darrenowi Collisonowi (18 pkt, 17 as.). Widocznie tym co najlepiej potrafi rozpalić Davisa jest starcie z młodszym playmakerem z jego rodzinnej Kalifornii. Zarówno Collison i Jennings pochodzą bowiem z Zachodniego Wybrzeża.

Andrew Bogut (18 pkt, 11 zb, 4 blk, 8/15) vs Chris Kaman (20 pkt, 7 zb, 3 blk, 8/13) toczyło się tylko w pierwszej kwarcie. Można ogłosić remis. Kilka świetnych zagrań przodem do kosza Australijczyka, jeden crossover, dwa-trzy półhaki. A w odpowiedzi Kaman, który miał moment, gdy w trzech akcjach z rzędu trafiał rzuty z 4-5 metra.

I jeszcze Drew Gooden (16 pkt, 11 zb, 3 as). Wyglądał znowu jak urodzony Clipper.

Jennings natomiast po miesiącach fatalnej skuteczności notuje 30/63 z gry i 13/25 w pięciu ostatnich meczach - 18 punktów, 4 zbiórek, 6 asyst i prawie trzy trójki na mecz.

Ten mecz pokazał jak wiele dla Bucks może znaczyć wyjęcie jednego elementu bardzo równej rotacji. Wobec braku Delfino, Clippers spowolnili Boguta strefą i podwajaniem, przez co Australijczyk oddał tylko 7 rzutów przez ostatnie 34 minuty. A gdy strefa ograniczyła też grę 1-na-1 Jenningsa, Bucks zabrakło w tym meczu strzelców z daleka. Poza Jenningsem, który trafił 3 z 7 trójek - Bell 1/2, Salmons 1/2, Ridnour 1/4, Stackhouse 1/5.

Przemek Kujawiński

OKLAHOMA CITY 92, CHARLOTTE 100

Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie, czy Thunder są w stanie powalczyć w playoffs. Oczywiście po ich stronie jest brak kompleksów i to, że siłą rzeczy inne zespoły podświadomie mogą ich lekceważyć. Z drugiej strony jednak playoffs to czas cwaniaków i boiskowych wyjadaczy. Czas zespołów, które w momencie, gdy nie idzie potrafią zagryźć zęby i robić swoje. Czas cojones. To jest podstawowe pytanie, czy Thunder mają cojones? Czy Kevin Durant będzie na tyle pewny siebie by przejmować spotkania w momencie, gdy będą się ważyły ich losy? Mam pewne wątpliwości bo obejrzeniu dzisiejszego spotkania. Thunder zaczęli bardzo mocno tłamsząc Bobcats w obronie przez większość pierwszej połowy. Pod jej koniec nastąpił jednak moment rozluźnienia. Kilka strat z rzędu, spocone ręce Ruseella Westbrook i choć Bobcats schodzili do przerwy z 8 punktową stratą to jednocześnie w ciągu ostatnich dwóch minut pierwszej połowy zostali nakarmieni przez Thunder przeczuciem, że ten mecz można wygrać. Takie momenty w playoffs zdarzyć się nie mogą, jeśli Thunder chcą tam ugrać cokolwiek. To jest kwestia pokazania, że jest się mocnym i nie do pobicia a nie tylko rozbrykanym, młodym źrebakiem, który zmęczy się po dwóch kwartach. Thunder muszą z takich spotkań jak to wyciągać wnioski bo kiedy zacznie się gra na poważnie, będzie już za późno.

Kevin Durant (26 punktów, 10 zbiórek) przez praktycznie całe spotkanie był zimny. Nie koniecznie była to jego wina. Bobcats siedzieli bardzo blisko strzelców Oklahomy. Durant powinien po sezonie poprosić Hakeema Olajuwona o pomoc i nauczyć się paru ruchów w low post. Dzisiaj, kiedy zdarzało mu się grać tyłem do kosza bywał skuteczny nawet przeciwko centrom rywali. Łatwo mi sobie wyobrazić jak zabójczym może być zawodnikiem jeśli nauczy się wykorzystywać swoje warunki fizyczne pod koszem. Swoją drogą Durant trafił dzisiaj raptem raz spoza trumny i niech to mówi jak twarde warunki w obronie postawili Bobcats.

Ray Felton (17 punktów, 7 asyst, 0 strat) pociągnął Charlotte pod koniec pierwszej połowy do runu 11-0, po czym trafił daggera na minutę przed końcem spotkania. Swoją drogą jakkolwiek Ray moim zdaniem zrobił krok wstecz w swoim rozwoju i chyba już nie doczekamy się tego by dołączył do swoich kolegów z draftu 2005, którzy rządzą i dzielą wśród rozgrywających, to nie można mu odmówić umiejętności "robienia różnicy" właśnie w takich momentach.

Charlotte w drugiej połowie pokazało kawałek naprawdę dobrej obrony. Felton  krył bardzo blisko Russella Westbrooka (15 punktów, 10 asyst i 5 strat). Westbrook pokazał, co prawda kilka razy swoje firmowe już zagranie, czyli rzut z zatrzymania ale większość czasu nie był w stanie mijać Feltona. Jak się okazuję Bobcats potrafią sobie radzić bez Geralda Wallace'a.  Po pierwsze Tyrus Thomas (11 punktów, 9 zbiórek 2 przechwyty, 2 bloki), Theo Ratliff, a nawet Tyson Chandler mordowali Thunder pod tablicami. Po drugie Stephen Graham przeżywa właśnie swoje 5 minut. Dziś drugi raz z rzędu rzucił 19 punktów. Z Indianą potrzebował do tego 10 rzutów, dziś już tylko 9. Stephen Jackson zrobił swoje 20/5/5 w drugiej połowie rzucając 18 punktów.

Michael Jordan może być zadowolony. Jego zawodnicy na tle Thunder wyglądali spokojniej i na pewniejszych siebie. Oba zespoły najprawdopodobniej przystąpią do rozgrywek posezonowych z podobnych pozycji. Oba też będą underdogiem, co może być w ich przypadku tylko plusem. Na ile cokolwiek można powiedzieć po dzisiejszym spotkaniu to Bobcats wydawali się bardziej playoffową drużynę. Dla Thunder być może wciąż jest za wcześnie na grę przy wysokim ciśnieniu. Choć oczywiście dowiemy się dopiero, gdy zobaczymy ich w ich pierwszym historycznym meczu w playoffs.
Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 18 marca 2010 17:16

    Ja bym wolał charlotte vs cleavland w 1 rundzie PO :)

    autor ndz

  • dodano: 18 marca 2010 17:02

    (maciek) @GRB pamiętałem,Serge Zwikker,Geert Hammink. złote lata Oranje Basket. Teraz sprawdziłem czemu pamiętałem - ten sam draft co Penny :)

    autor zawszepopierwsze

    blog: zawszepopierwsze.bloog.pl

  • dodano: 18 marca 2010 16:42

    Mogę zaryzykować stwierdzenie, iż Rysie Przejdą I rundę Play-Off(o ile nie trafią na drużynę Celtów, chociaż i tutaj węszę niespodziankę) ale W drugiej mogą trafić na Cavs i tutaj mam nadzieję , że polegną:P ( moje życzenie może się jednak nie spełnić)..Tak czy owak Liczę że zarówno błyskawice jak Rysie wejdą do Play-Off bez największych problemów.

    autor Violat0r

  • dodano: 18 marca 2010 16:33

    to bedą debiuty 2 teamów w tym roku w PO :)

    autor damon

  • dodano: 18 marca 2010 16:18

    Pamiętałeś Hamminka, czy musiałeś sięgnąć do składu z połowy lat 90.?:)

    autor GRB

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 058 735 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u