Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 412 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


USA 70, BRAZYLIA 68, CZYLI PRZERWANA LEKCJA FORTEPIANU

wtorek, 31 sierpnia 2010 5:14
Skocz do komentarzy
Maciej Kwiatkowski

Tegoroczny Team USA to zespół rezerwowy. Zespół rezerwowych, np pod koszem jak hmm niech pomyślę, Lamar Odom, Tyson Chandler i Kevin Love. Zespół ma jedną gwiazdę, jednego człowieka, który może oddać rzut w każdej chwili, z każdego miejsca, nad kimkolwiek. Ma też rezerwowego go-to-guy i nie mówię o Rudy'm Gay'u. To 33-letni macho-weteran Chauncey Billups (15 pkt., 5/12). To Chauncey trafił najważniejszy jak się okazało rzut, na 51 sekund przed końcem wchodząc z góry pod kosz po pick & rollu z Lamarem Odomem.

Jednak po raz pierwszy w kwarcie Brazylijczykom udało się trafić dwa rzuty z rzędu. Nagle Amerykanie mieli dwa punkty przewagi i 33 sekund do końca. Ta okrutna czwarta kwarta, w której obydwa teamy rzucały poniżej 25% zmierzała bardzo powoli ku sensacyjnemu rozstrzygnięciu. Recap

Dygresja: czułem się trochę nieswojo, pewnie jak Igor Griszczuk widząc jak w końcówce meczu z Belgią Thomas Kelati zostawał w izolacji daleko na przeciw kosza. Następni po koźle w bok - bo akurat w tym roku Polakiem został Amerykanin nie mijający do przodu - rzucał za trzy. Raz trafił, drugi raz nie, to 50-procentowa, znakomita skuteczność, skrajnie wysoka efektywność w crunch-time, ale poza tym że były to dwie identyczne akcje - jeszcze raz dotarło do mnie, że w sytuacjach krytycznych, meczowych, gdy wynik leży na linii zespoły tak często uciekają się do jednego zawodnika i jak wiele w postrzeganiu tego zmienił Michael Jordan.

Dlatego więc Kelati dwa razy znalazł się w identycznej sytuacji. I pomijając już nawet to, że Łukasza Koszarka w tym głowa - bo powinien być mądrzejszy niż onieśmielony Griszczuk - że w ogóle do tego doszło, sam fakt, że w ósmym meczu kwalifikacji, po 280 minutach gry nasz zespół postawiony w sytuacji krytycznej, w niekomfortowych warunkach traci wszystkie koncepcje, gubi cały notatnik z zagrywkami, i nie znajduje żadnej czystej pozycji został tak naprawdę wyśmiany. I chciałem być delikatny, bo zrobili to Belgowie, którzy akurat mieli i znali swoje zagrywki - to było niesprawiedliwe, jak mogli, przecież umawialiśmy się przed meczem etc. Co z tego że mieli zagrywki - mieli po nich czyste pozycje albo uciekali nam za plecami.

Poczułem się głupio. Proszę Griszczuka o ujawnienie swoich aktualnych badań lekarskich, ponieważ prawie jestem pewien, że na starcie trzeciej kwarty i w końcówce meczu stracił puls.


Jak to się ma do Teamu USA? Ostatecznie Billups po pierwszym udanym picku z Odomem zdecydował się zrobić to jeszcze raz i ustawił go sobie ponownie na 7 metrze. Tym razem poszedł w lewo i znalazł  w prześwicie rzut za trzy, niezły, ale nie trafił.  Nagle Brazylia miała szansę i Marcelinho Huertas prawie został bohaterem dnia. Tak naprawdę zabrakło może pół centymetra, aby Huertas na trzy sekundy przed końcem trafił z faulem i miał jeszcze rzut wolny przy stanie 70-68 dla USA. Założę się, że wtedy nie spudłowałby pierwszego.

Dlaczego jednak wcześniej piłka była w rękach Derricka Rose'a, dlaczego miał ją Lamar Odom. Pamiętam mecze, w których Bulls mogli polegać tylko na jednym graczu i nigdy nie zapomnieliby o nim w crunch-time.

Przez ostatnie pięć minut meczu Kevin Durant nie oddał rzutu.

Raz zrobił kroki i potem znowu zapomniał o nim Rose, zapomniał Billups. I w zasadzie wiem, że Billups miał ten mecz pod kontrolą i wiem, że mało brakowało, a Huertas stałby się Mr Big Shot Huertasem. Wiem też, że widziałem to już mnóstwo razy - Billups o ułamek sekundy, śmiejąc się z ciebie, prosto w twarz, adwokat diabła, pogromca pogromców.

To Kevin Durant wygrał ten mecz dla USA i bez jego 27 punktów, a dokładniej bez 26 po trzech kwartach Amerykanie mieliby bardzo ciężkiego kaca, bo nawet nie ruszyliby z miejsca, gdy Brazylijczycy zdecydowali siię biegać jak z nimi, a Tiago Splitter sprawiał, że wszyscy wysocy USA zagrali słabe, co najwyżej chimeryczne minuty. Wiedziałem, że przyjdzie mecz, w którym na parkiecie będzie pięciu graczy USA, z których tylko dwóch będzie umiało zdobyć punkty - i będą to Durant i Billups (rezerwowi zagrali łącznie 39 minut - 1/7 z gry, 0 asyst).

Byłbym spokojniejszy, gdyby to co już zostało przez niektórych ocenione jako ważna lekcja było tak naprawdę nauką w pełni, a piłka szła do Duranta w każdej akcji w końcówce meczu. Billups powie do niego "son" w szatni, bo to Chauncey, nie z Denver, tylko z Detroit, ale kiedy myślę o tym, że taka sytuacja może zdarzyć się raz jeszcze, w fazie pucharowej, nie postawiłbym pieniędzy, że piłka trafi do Duranta.

Wybacz Chauncey, myślę, że nie pierwszy raz w życiu nie doceniasz dzieciaka. Wiem, że trafiałeś aż 47% rzutów w crunch-time w ostatnim sezonie (wiem też, że ostatecznie fizycznie padłeś przed metą), ale nie chcę byś w trakcie tych mistrzostw dominował czwarte kwarty jak umiesz. Daj piłkę dzieciakowi, ostatecznie każ mu zrobić kozioł zanim zrobi cokolwiek. Daj 25 zł i powiedz, by nie wracał zbyt późno.

*****

Sam mecz był znakomity w pierwszej kwarcie, gdy Brazylijczycy wdali się w up & down game z Amerykanami i dzięki dwóm celnym trójkom Marcusa Viniciusa i Leandro Barbosy prowadzili 28:22. Świetny passing-game, błyszczący na tle Teamu USA, który do przerwy miał ledwie pięć asyst, dyrygowany przez znakomitego Huertasa, który w pierwszej połowie miał 6 punktów, 5 asyst i 4 zbiórki.

Brazylijczy zatrzymali Amerykanów na 41% z gry, wymusili aż 22 strat, ale już od trzeciej kwarty grających duże minuty Huertasa i Splittera zaczęło dopadać zmęczenie - obaj złapali swój czwarty faul już pod koniec trzeciej części meczu. Biorąc pod uwagę fakt, że obaj dograli mecz do końca nie wiadomo jak mogliby grać gdyby nie te kłopoty. W każdym razie defensywa nie była problemem Brazylii w czwartej kwarcie - oba teamy rzuciłyledwie po 9 punktów. Ten mecz się czołgał w końcówce, nie ukrywajmy - prócz emocji w ostatniej minucie było widać, że podstawowi gracze nie dość że zmęczeni dużymi minutami, to mieli w nogach dwa wcześniejsz dni turnieju. Przykład rezerwowych - amerykańscy zamarzli na ławce po rozgrzewce i ani Russell Westbrook, ani Eric Gordon, ani Rudy Gay czy Kevin Love nie mogli zmienić obrazu gry, a po przerwie Coach K poza epizodami Westbrooka i Tysona Chandlera niemal w ogóle zrezygnował z grania ławką.

Największym problemem był kolejny ofensywny przestój, tym razem w czwartej kwarce gdy piłka nie tylko krążyła między niewłaściwymi parami rąk, ale czasem nawet i tam nie docierała. Podania były co najwyżej dwa w akcji, wizje kontrataków po przechwytach były płoszone przez natychmiastowe straty. Coś podobnego zdarzyło się przez 10 minut pierwszej połowy ze Słowenią. Tutaj Odom wyszedł za linię końcową,  potem spudłował  prosty lay-up, Durant drugi raz robił błąd kroków po otrzymaniu piłki w ruchu, Rose wyrzucał piłkę w aut, Billups nie dostarczał piłki do Duranta, a Iguodala dostarczał ją kolegom za plecy, gdy biegli do kontry.

*****

Kolejne mecze z Iranem i Tunezją mogą być mniej pożyteczne niż kolejne treningi, na które brakować będzie czasu. Interesujące jak potraktuje je Coach K, jak dużo grać będą rezerwowi Danny Granger i Stephen Curry, którzy przeciwko Brazylii zostali na ławce oraz czy Krzyzewski wróci do grania Tysonem Chandlerem w piątce lub czego bym sobie życzył, zamieni Odoma na Kevina Love'a. Odom jest najgorszym defensorem w wyjściowym składzie i widać to dopiero, gdy nie ma za plecami Pau'a Gasola czy Andrew Bynuma i sam stanowi tą ostatnią linię defensywy. Zbyt często zdarza mu się zagapić, nie kontestuje też lay-upów, ale  z kolei Chandler póki co woli kolekcjonować faule niż udane zagrania w obronie. Za to Love w każdym innym zespole robiłby 20-15 (lub 15-20) co mecz. I w tym też może. Jest niemal stworzony do fibowskiej koszykówki, wczoraj grał 5 minut.

Podziel się:

Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 31 sierpnia 2010 23:54

    2 słowa o Durancie. Pierwsze -czy to ten poczciwy, godny naśladowania, wręcz nieskazitelny chłopina przełożył rękę przez obręcz blokując piłkę a potem zarzekał się że wszystko zrobił zgodnie z przepisami? hmmm...
    Drugie -jego delikatny faul na Marcelo (dziwie się że to położenie ręki na plecach odgwizdano w ogóle) uratował mecz dla Amerykanów. Bardzo sprytny faul!

    autor Krzychu

  • dodano: 31 sierpnia 2010 21:24

    http://www.youtube.com/watch?v=iKEUWeQOFMM - koncowka meczu

    autor kukuryku

  • dodano: 31 sierpnia 2010 21:22

    Swoja droga przy akcji gdy Durant byl zablokowany popelnil takie same kroki, co w przypadku tych, o ktorych mowa. Zalezy jak to widzi sedzia. No ale w koncowce meczu Durant gral, jakby kompletnie stracil sily.

    autor rav

  • dodano: 31 sierpnia 2010 20:06

    świetny artykuł.

    autor czlowiek_owca

  • dodano: 31 sierpnia 2010 16:10

    USA nie ma solidnych srodkowych w tym skladzie i to bedzie cholernie im doskwierac przez całe mistrzostwa...mecz z Brazylią wygrali cudem jakims wylacznie...prawdą jest ze w kluczowych momentach pilke powinien miec Blillups z Durantem...Chancey rowniez powinien bardziej ufac Durantowi to tez prawda...Billupsowi wróze wspaniaja kariere w przyszlosci jako Coach juz teraz widac ze moglby byc grajacym trenerem chociaz z tego co wyczytalem interesuje go rola GM po skonczeniu kariery w roli zaawodnika...w tym skladzie bez Billupsa nie widze TEAMU USA z tytulem mistrzow świata tak samo jak bez Duranta...tak czy tak jak reszta zawodnikow sie nie obudzi nie wezmie wiekszego ciezaru gry na siebie to cieniutko ich widze.

    autor ams

  • dodano: 31 sierpnia 2010 15:11

    @dupa technicznie, to był rzut na ponad 5 min do końcem. Mój punkt widzenia jest tak prosty jak podanie piłki do Duranta na lewe skrzydło i wyizolowanie go, tak jak zrobili to Amerykanie w pierwszych sześciu-siedmiu minutach, tak jak zrobił to Griszczuk z Kelatim. @BB KD w pierwsze 5-6 min trafił dwie trójki, trafił dwa layupy z faulem, miał 12 pkt w 4 rzutach. Gość jest o klasę lepszym strzelcem od pozostałych, powinien rzucić w tym meczu 40 punktów, dlatego Billups/Rose powinni mu zaufać, i to nawet jeśli sam jak piszesz nie ma jeszcze tej mentalności (ma 21 lat, ja w tym wieku chciałem wymyślić lek na nieśmiertelność) Dlatego ta lekcja została przerwana.

    autor mack

  • dodano: 31 sierpnia 2010 14:27

    Barbosa miał 5/18 z gry co daje 27%, w tym 3/13 za 3pkt,

    autor kolaszusza

  • dodano: 31 sierpnia 2010 14:11

    @yo
    Ale zobacz jaką słabiutką techniką rzutu dysponuje Barbosa, rzuca jak baba.

    Coś jest w porównaniach Krzyżewskiego z Griszczukiem. Najśmieszniejsze jest to, że w Tvp uważają Skiego za superfachowca. Przecież on ma problemy z zestawieniem optymalnej piątki, w której to każdy zawodnik miałby przydzieloną dla siebie rolę. Kevin Love jest rzeczywiście fibowski i to on najlepiej odnajduje się w europejskim stylu gry. Mimo to siedzi na ławie. Nie wiem jak by ta drużyna wygladała bez Duranta i bez Rose.

    autor głos_boga

  • dodano: 31 sierpnia 2010 12:05

    I tak Stany nie grają w tej grupie na 100% swoich mozliwości i chcieli wygrac jak najmniejszym nakładem sił. Tak samo było z Chorwacją,Słowenią i będzie z Iranem i Tunezją. Prawdziwa gra zacznie się od systemu przegrywający odpada.

    autor team usa

  • dodano: 31 sierpnia 2010 11:58

    Amerykanie ciągle mają te swoje gwiazdorskie muchy w nosie. Po krokach czy braku gwizdka stroją miny, za to po udanej akcji zwyczajowa napinka.
    Barbosa przestrzelił tyle czystych trójek że głowa mała, szkoda...

    autor yo'

  • dodano: 31 sierpnia 2010 11:01

    Tzn. oczywiście widziałem już tak słabe statystyki noale nie na tym poziomie. Kurde przecież to jest drużyna na MŚ a nie amatorzy :) nagle w jeden dzień zapomnieli jak się trafia do kosza? :D

    autor 2szekspir

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:59

    Widziałem mecz Niemców z Argentyną. Faktycznie grali dobrze, meczu z Serbia nie oglądałem ale skoro wygrali po 2 OT to słabo nie mogli zagrac. No ale wybaczcie ja rozumiem wszystko i zmęczenie, i słabszy dzień no ale jeszcze nigdy nie widziałem tak słabych statystyk za 2 7/32 21.9% a fg 15/58 25.9%. No fatalnie. Zagrali jak zespół juniorski.

    autor 2szekspir

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:57

    @kolaszusza Równie dobrze można spytać czy oglądałeś mecz z Australią. Niemcy może są przyzwoitym zespołem ale na pewno Amerykanie nie powinni mieć z nimi problemów. Australijczycy, Serbowie i Brazylijczycy przy sporej dawce szczęścia mogli by sobie z nimi poradzić ale i tak myślę się że jeśli ktoś ma tu USA pokonać to będzie to Hiszpania .

    autor Friden

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:48

    Widziałeś mecze Niemców z Serbią i Argentyną czy czytasz tylko tabelki? Ja widziałem te mecze i pokazali klasę. Mieli wpadkę, ale każdemu się może zdarzyć, Kanada przegrała z Libanem a Kanadyjczycy są nieźli.

    autor kolaszusza

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:18

    KOLASZUSZA - niecy to dobry zespół. słabiutki. jeżeli niemcy to dobry zespół to australia która z nimi wygrała przewagą ok.40 (nie pamiętam dokładnie) to są lepsi od dream'u team'u...;))

    autor bigboy

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:13

    Splitter, nie dziwie się że w hiszpańskiej zbierał MVP. Jestem dumny że będzie reprezentowal Spursów od tego sezonu a widać, że jest gotowy. Brawo brawo i jeszcze raz brawo!

    autor ostr7

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:11

    ja nie bardzo rozumiem zamysł Coach K'a przy rotacji składem - Love, który dotąd był najlepszym podkoszowym team usab wczoraj grał ogony...(kiedy ani odom ani chandler nie byli odpowiedzią na splittera), nie szło iguodali, gay'owi, ale po co jest w tym zespole granger? wczoraj mialem wrażenie że Krzyzewski trzyma odoma na siłę licząc że się przełamie, tymczasem okazując brak zaufania (??) danny'emu nie wpłynie napewno budująco na psychikę tego chłopaka... mam nadzieję że z tunezją, iranem - love, curry, granger dostaną duże minuty, tylko czy da im to więcej niż choćby 10 minut z meczu z taka Brazylią?

    autor KCieś (pro-baller.com)

  • dodano: 31 sierpnia 2010 10:00

    bezcenna to była powtórka jak D. Rose złapał faul, kamera robi zbliżenie na twarz a tam tylko jedno słowo :D FUCK !! :) uśmiałem się wtedy

    autor su

  • dodano: 31 sierpnia 2010 9:53

    Krzyżewski = Griszczuk? Ciekawe. To był naprawdę super mecz. Świetnie się go oglądało. Gdyby Brazylijczycy potrafili po 3 kwarcie wyrzucić ze swoich głów wyobrażenie o klasie amerykanów to by ich pojechali 10pkt. Za dużo ryzykowali w końcówce, zamiast grać pod kosz, próbowali trójek. Nie mieli też trochę szczęścia. Sam Splitter porozbijał Amerykański frontcourt, zarówno Odom jak i Chandler nałapali na nim dużo fauli. Zawiódł trochę Barbosa, ale widać że w Brazylijczykach jest moc. Jest szansa że zachwiali wiarę USA w swoje umiejętności, co zaprocentuje w dalszej części turnieju. Amerykanie trafią najprawdopodobniej na Niemców lub na Australię, a to są silne drużyny. Jeśli Trafią na Serbię to będzie jeszcze gorzej dla nich, bo zagrają już wtedy Krstic i Teodosic. Jak Varejao dołączy, to pod koszem Amerykanie będą mieli problem, bo to taki szybszy i bardziej doświadczony Splitter. Oczywiście Brazyla może nie dotrzeć tak daleko żeby znowu zmierzyć się z Amerykanami, bo trafi na Grecją Turcję lub Rosję i może odpaść.

    autor kolaszusza

  • dodano: 31 sierpnia 2010 9:52

    Durant w końcówce popełnił też 1 lub 2 faule. ogólnie Team USA wyglądał wczoraj biednie

    autor migaza81

 12  »

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

Licznik odwiedzin:  17 059 366 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u