Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




MÓJ PRYWATNY BOHATER

czwartek, 04 listopada 2010 9:01

 



Maciej Kwiatkowski



Koszykówka to gra, w której decydują iksy i kółka, ale to też gra emocji.  I nie znajdziemy w lidze drugiego takiego, dla którego emocje są jak jazda poduszkowcem, jak naturalny haj,  Pamiętam reklamę, w której Garnett zamyka oczy i moment wejścia na parkiet porównuje do lewitowania nad chłostanym wiatrem polem. Za każdym razem jak to oglądam dostaję gęsiej skórki. Za każdym razem, gdy to oglądam kocham koszykówkę. To nie jest Twój zwykły koszykarz NBA i to nie są metodyczne zbitki słów brzmiących jak cytaty żywcem wzięte z Mike'a Krzyzewskiego czy komentarzy Hubie'go Browna w ESPN.  Garnett to człowiek, który w wieku 17 lat musiał uciekać ze swojej rodzinnej Płd Karoliny do Chicago, aby uchronić swoją karierę przed dziennikarzami, którzy próbowali zniszczyć jego reputację na jej starcie.


Czy był jednym z czarnoskórych, młodocianych przestępców, którzy pewnego dnia pobili białego nastolatka? Czy stał z boku i zachęcał ich do tego? A może w ogóle go tam nie było?

Garnett szybko został postawiony w rogu, tym bardziej w Płd Karolinie, gdzie problemy na tle rasowym miały swoją długą i brutalną historię, a jedyny czarnoskóry w redakcji lokalnej gazety, to ten który przychodził sprostować to co o nim napisali biali dziennikarze, nie mogacy znieść, że czasy się zmieniiły i gwiazdami zostają też czarnoskórzy sportowcy. Aby zrozumieć Garnetta trzeba się cofnąć do początków jego kariery, do wspólnej gry z legendarnym Ronnie'm Fieldsem w Chicago, do treningów z Samem Mitchellem, który był jego pierwszym i najważniejszym nauczycielem, do odejścia Stephona Marbury'ego, który nigdy nie złapał tego o co w tym wszystkim chodzi, czy w końcu aż do tragicznej śmierci Malika Sealy, jego najlepszego przyjaciela. 

Czy Kevin Garnett mówi prawdę czy Charlie Villanueva?

Czy jest tchórzem czy doskonałym prowokatorem?

Czy jest bohaterem czy 17-latkiem, który nadal nie nauczył się przegrywać?

Kevin Garnett nie jest wyjaśnionym przypadkiem. Kevin Garnett jest inny niż my, a my przecież fascynujemy się tym czego nie potrafimy zrozumieć i te fascynacje prowadzą nas czasami w różne miejsca, których wcześniej nie znaliśmy. Stworzyliśmy Kevina Garnetta, szukając w połowie lat dziewięćdziesiątych nowego Michaela Jordana, nowego superbohatera, znajdując coś innego - absurdalną jak na tamte czasy kombinację warunków fizycznych, atletyzmu i faktycznych umiejętności. Kevin Garnett był prawdopodobnie najbardziej utalentowanym koszykarzem w historii tej gry, ale Garnett przegrywał przez lata. Przegrywał aż do łez, do łez dorosłego mężczyzny. Zbierał respekt Karla Malone'a, Shaquille'a O'Neala, ale przez ponad dziesięć lat kończył sezon w kwietniu lub maju. Tim Duncan śmiał mu się w twarz, albo co gorsza zupełnie ignorował, gdy z Troy'em Hudsonem i Wally'm Szczerbiakiem usiłował skakać mu do gardła jak gówniarz i wywalczyć sobie w końcu pozycję w Konferencji Zachodniej.

Sobie...heh... Gdyby to chodziło tylko o siebie...

Nie powiem Wam kim jest Kevin Garnett. Do licha, nawet nie zamierzam próbować. Wiem, że możemy usiąść w jednym pokoju, patrzeć na ten sam obrazek i widzieć zupełnie inne rzeczy. W tych czasach coraz trudniej go bronić, tłumaczyć, zwłaszcza że najlepsze lata już za nim.

Kevin Garnett nie jest Twoim Timem Duncanem. Mógł nigdy tak naprawdę nie być lepszy niż Duncan, ale miał zdecydowanie więcej sympatyków i zdecydowanie więcej wrogów. Kevin Garnett był i jest kimś, nawet jeśli nie zawsze przyjmuje to formę, którą akceptujemy. Jego koszulki od lat znajdują się w dziesiątce najlepiej sprzedających się w USA i w pierwszej trójce w Europie.


Kevin Garnett przynosi dobro i zło, czasem to pociągające zło, czasem to brutalnie szczere, albo to, gdy sami nie umiemy sobie odpowiedzieć czemu stało się to co się stało.. Mecz minionej nocy z Milwaukee Bucks był tego najlepszym przykładem.

Na 2:30 przed końcem Celtics przegrywali 77:82, Brandon Jennings zaczął trafiać w czwartej kwarcie, a Celtics spali od początku drugiej, grając back-2-back z rywalem, który ma znakomitego trenera i jest nauczony walczyć o każdą piłkę. Do tego momentu, do 46 minuty Kevin Garnett trafił 3 z 11 rzutów, po tym jak rozpoczął sezon zbierając piłkę lepiej niż w mistrzowskim roku Celtics i wyglądając jak ten sam gracz, który był liderem i sercem mistrzowskiego teamu w 2008 roku.

Przy stanie 77:82 dostał piłkę od Rondo, poszedł w górę na dwudniowych, starych już nogach i nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak nagle postawił całe TD Garden na nogi.

Sekundę później Garnett znów był sobą, a szukał siebie w tym meczu przez 45 minut, w między czasie domykając rotacje obronne aż nie mogłem oderwać oczu i kryjąc na pomocy dwóch ludzi naraz.

Dwie sekundy później Garnett stał się sobą jeszcze bardziej, buzując w sobie po spektakularnej akcji jak 17-letni dzieciak wymachnął łokciem przed twarzą Andrew Boguta, za co powinien zostać i zostanie ukarany. Bogut odpechnął go. Dla niektórych będzie to dziś istotne, że jest białym Australijczykiem, fakt że wyższym i cięższym, ale nadal tylko Australijczykiem. Garnett odszedł, jak zawsze, nawet się nie obejrzał. Poszedł za kosz, aż do kibiców, ci nadal stojąc na nogach poklepywali go po plecach. Żaden z nich nie wiedział co w tym momencie siedziało w jego głowie.





Nie wyobrażam sobie koszykówki bez Kevina Garnetta.  Nie oczekujcie ode mnie obiektywnej oceny jego zachowań. Po prostu nie oczekujcie. Jeśli faktycznie powiedział o Villanuevie, to co powiedział, powinien się wstydzić i powinien przeprosić, ale patrzę w lustro codziennie i sam mam się czego wstydzić i nie przeprosiłem za wszystko. Nie widzę tam dobrego człowieka czy idealnego partnera i wiem o tym. Nie zależy mi na tym, dopóki najbliżsi nie próbują mi uzmysłowić, że to błąd. Potem chcę to naprawić, myślę o tym dzień, dwa, staram się, ale nie umiem, nie chcę. Uczę się być sobą i wiem, doskonale wiem, że jestem ostry na kantach i nie dla wszystkich. Dlatego uwielbiam Kevina Garnetta, uwielbiam to co wnosi na parkiet, zarówno, gdy broni na kolanach klaszcząc przed Jose Calderonem, jak i w iksach i kółkach, w obronie i gdy trafia fade-away'e.

Po powyższej akcji Garnett dostał piłkę tyłem do kosza, zakręcił piwot w swoim stylu, po drodze łokciem przyspieszył upadek Ersana Ilyasovę na parkiet i skończył akcję z faulem. Celtics doprowadzili do remisu i ostatecznie pokonali Bucks w dogrywce. Rajon Rondo miał 18 punktów i 15 asyst, ale mógł je mieć w przegranym meczu, z którego wszyscy wychodziliby ziewając i kręcąc głową.

Chciałbym mieć go w drużynie, chciałbym oglądać go na żywo co drugi dzień, chciałbym wydawać resztki pieniędzy na bilety, by móc widzieć go w akcji i naprawdę nie interesuje mnie czy jest dla Ciebie tchórzem, idiotą czy 17-letnim dzieciakiem. To mój Kevin Garnett. Życzę Ci abyś znalazł sobie swojego.


 

Podziel się




Licznik odwiedzin:  18 718 133  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718133

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0