Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 418 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


TOP 5 ZAGRAŃ: 19 STYCZNIA 2010

środa, 20 stycznia 2010 10:56

 



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

EVANS TRIAL

środa, 20 stycznia 2010 0:41
Michał Górny



Nie będzie to laurka dla Tyreke'a Evansa, debiutanta grającego dla Sacramento Kings. Jeśli czwarty wybór Draftu 2009 niczego nie zmaluje to podejrzewam, że przez najbliższe lata jego nazwisko będzie wymieniane jednym tchem razem z topowymi guardami ligi. No właśnie - niczego nie zmaluje.

Nazwisko Evansa pojawiło się w pozwie cywilnym o spowodowanie śmierci Michaela Reasona. Razem z młodą gwiazdą Kings pozwani zostali: kuzyn zawodnika, Jamar Evans (skazany przez sąd karny za zabicie M.Reasona na  9 - 20 lat więzienia w zawieszeniu na osiem lat ) oraz dwie inne osoby biorące udział w całym zajściu.

A co się stało ? W 2007 roku Evans prowadził swój samochód, z którego padły strzały. Strzelał Jamar Evans. Po prostu wyciągnął pistolet i oddał strzał. Michael Reason, który szedł po chodniku, został trafiony w klatkę piersiową. Zmarł zanim przyjechała karetka. Miesiąc później Jamar Evans oddał się w ręce policji przyznając się do winy. Jak twierdzą świadkowie cała sprawa mogła mieć coś wspólnego z gangsterskimi porachunkami.

Rodzina Reasona oczekuje co najmniej 50 tysięcy dolarów zadośćuczynienia. Niby nic, niby sprawa tylko "cywilna" i Evans nie jest bezpośrednio oskarżony, ponieważ już od samego początku współpracował z miejscową policją. Ale pamiętajmy, że O.J. również na początku został pozwany przez sąd cywilny, wszyscy wiemy, co się stało potem.


 



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

DNIÓWKA: NIE MA TO JAK W DOMU...

środa, 20 stycznia 2010 0:34

DNIÓWKA: 19 STYCZNIA (wtorek)


[ Copy this | Start New | Full Size ]









Marek Dziuba

Po poniedziałku pełnym spotkań (12), dzisiaj NBA serwuje nam tylko dwa mecze. Dwie z drużyn (Cavs, Heat) powracają do własnych hal po wyczerpujących podróżach po konf. Zachodniej. Czy będą miały powody, aby westchnąć: "nie ma to jak w domu?" Dużo na to wskazuje.. choć nic w NBA nie jest pewne.


TORONTO RAPTORS @ CLEVELAND CAVALIERS (01.00)

Cavaliers po swojej najdłuższej trasie wyjazdowej w sezonie (3-2) wracają do Cleveland, gdzie będą chcieli zrewanżować się Raptors za porażkę 91:101 w Toronto na samym początku rozgrywek, pierwszą od sześciu spotkań. Wówczas nie pomogło nawet triple-double LeBrona Jamesa (23 punkty, 12 asyst i 11 zbiórek).  W szeregach Raps natomiast wyróżnił się Andrea Bargnani (28 punktów), a 21 'oczek' i 16 zbiórek zaliczył Chris Bosh. Bilans 0-2 na start wzbudził mnóstwo wątpliwości co do szans Cavaliers w tym sezonie. Jednak od tego czasu LBJ i spółka zdołali wysunąć się na pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej. Toronto z kolei 'wczesną' wygraną nad CC pobudziło spore nadzieje, ale szybko zderzyło się z rzeczywistością. "Dinozaury" dopiero niedawno złapały wiatr w żagle, o czym świadczy fakt, że schodziły z parkietu zwycięsko w 10 z ostatnich 13 spotkań. W niedzielę rozgromiły Dallas Mavericks 110:88. Raptors trudno będzie jednak powtórzyć tą sztukę w Cleveland, gdzie nie poznali smaku wygranej od 6 kwietnia 2004 roku.

To spotkanie może okazać się zapowiedzią potencjalnego pierwszorundowego pojedynku obu ekip w Playoffs. Ponadto warto dodać, że jeśli Shaquille O'Neal zdobędzie dzisiaj.. 2 punkty, to stanie się piątym graczem w historii, który zdobędzie 28 tysięcy punktów w karierze.


INDIANA PACERS @ MIAMI HEAT (1.30)

W ciągu najbliższych kilku tygodni Heat nie będą mieli wiele okazji by rozgrywać spotkania we własnej hali (do 23 lutego rozegrają ich zaledwie 5) i dzisiaj przy wizycie Indiany Pacers z pewnością będą chcieli wykorzystać przewagę parkietu. "Żar" ma dobrą okazję, by odbić się po sobotniej porażce 80:98 z Oklahoma City Thunder. Jedynymi pozytywami po niej był wyrównany punktowy rekord kariery MichaelaBeasleya (28pkt) to, że Dwayne Wade przełamał klubowy rekord asyst i oczywiście upragniony powrót na Florydę. Przystanek w OKC był dla Heat bowiem ostatnim w zakończonej 6-meczowej trasie po Zachodzie (3-3).

Jak dotąd w tych rozgrywkach Heat spotykali się z Pacers dwukrotnie i obie potyczki kończyli zwycięsko. 30 października w Indianapolis wygrali 96:83 a niecałe dwa miesiące później w AAA aż 114:80. Jedynym usprawiedliwieniem ekipy prowadzonej przez trenera Jima O'Briena był wtedy brak Danny'ego Grangera.

Wygrana Heat oznaczałaby ich czwarty z kolei tryumf nad Indianą u siebie. Ta mimo, że wygrała 5 z 6 ostatnich spotkań (ogólnie) bardzo słabo spisuje się na wyjazdach (4-16) i nie pokonała tam jeszcze rywala z dodatnim bilansem. Dwa z tych zwycięstw odniosła nad.. New Jersey Nets. W sobotę Pacers
mimo rekordowych 27 oczek Roy'a Hibberta ulegli New Orleans Hornets 96:101 i tym samym nie zdołali przedłużyć zwycięskiej serii do 4 spotkań.

 

 

 SMS o treści B00161 (B-zero-zero-161) pod numer 7144


 



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

ZANIM POJAWILI SIĘ JABBAWOCKEEZ...

środa, 20 stycznia 2010 0:00
Przemek Kujawiński

... był Mike D'Antoni. Plus Vittorio Gallinari i Bob McAdoo. Jakbyście potrzebowali nowych ekstra ruchów na karnawałowe prywatki.


ps. Gdyby nie to, że wybór Danilo z tak wysokim numerem draftu nie wydaje się dzisiaj już tak dziwny to pomyślałbym, że papa Vittorio użył tej taśmy w 2008, żeby poszantażować trochę Mike'a D.


 



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

NCAA: KRONIKI - FINAL FOUR 2004: UCONN vs. GEORGIA TECH 82-73

wtorek, 19 stycznia 2010 21:57

NCAA: TOP 25 RANKING AP - 19.01.2010

wtorek, 19 stycznia 2010 18:04


Sebastian Hetman

Pamiętacie czasy kiedy koszykówka sprawiała Wam więcej przyjemności niż dzisiaj? Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż większości z Was nadal sprawia tyle samo przyjemności co kiedyś, ale zakładam, że sporo czytelników pracuje, studiuje itd. Spore grono ma także mniej czasu z przyczyn czasem niezależnych od nas samych. Do czego zmierzam? Do tego, że koszykówka NCAA właśnie przypomina mi czasy świetności i grania na maksymalnych obrotach za czasów szkoły średniej. To pasja, która wraca pod skórę po pracy, w trakcie obiadu lub leżenia na kanapie, wraca podczas transmisji ESPN i charyzmy Dicka Vitale'a, analiz Lunardiego czy Katza, programu prowadzonego przez Jaya Williamsa itd.  Nawet Digger Phelps daje się we znaki. Zaniedbałem nieco Top 25 Ranking AP, ale dzieje się sporo za Oceanem, dlatego zapinajcie pasy i bądźcie ze mną aż do samego March Madness!


TOP 25 RAKNING AP - 19.01.2010:

1. Texas Longhorns   17-1  (3-1)
Rozpędzeni gracze z Texasu padli wczoraj ofiarą rewelacyjnie spisujących się walczaków z Kansas State. Pierwsza porażka Longhorns w tym tygodniu jeszcze nie spycha ich z pozycji numer jeden. Damion James jak do tej pory gra bardzo przyzwoicie (NPOTY?), a kolejny sprawdzian dla Longhorns już w sobotę. Zagrają na wyjeździe z Connecticut Huskies

2. Kentucky Wildcats  18-0  (3-0)
Dzikie Koty są jedyną drużyną w USA bez porażki i (jeżeli utrzymają takie tempo) powinni za tydzień objąć fotel lidera AP. W sobotę grają z Arkansas, więc porażka byłaby sporą niespodzianką. John Wall już teraz jest uważany za najlepszego gracza w kraju, ale na prawdziwy test przyjdzie czas podczas Tournamentu, Pattrick Patterson jest trochę niedoceniany. 16-8 w każdym meczu, na dodatek poprawił znacznie rzut z dystansu!

3. Kansas Jayhawks  16-1  (2-0)
Jayhawks jeszcze w pierwszym tygodniu stycznia nadal byli na pierwszym miejscu w rankingu. Porażka z Tennessee obniżyła nieco ich notowania. Trener Billy Self musi pomyśleć w jaki sposób efektywniej wykorzystywać Cole'a Aldricha. Center Kansas dostaje ostatnio mało piłek, a Sherron Collins nie w każdym spotkaniu potrafi grać na wysokim poziomie. Więcej minut powinien dostawać backup PG Elijah Johnson

4. Villanova Wildcats  16-1  (5-0)
Jay Wright i jego Wildcats mają wspólnie z Pittsburghiem najlepszy bilans w konferencji Big East (5-0), a Scottie Reynolds gra ostatnio rewelacyjnie. Wielki comeback w starciu z Louisville i wygrana z Georgetown (odpowiednio Reynolds - 36 i 27 pkt.) mimo nerwowej końcówki stawiają „Novę" tuż za pierwszą trójką w Top 25. Na początku sezonu twierdziłem, iż Wildcats będą mieć problemy na deskach. Problemów nie ma, są za to zwycięstwa i prymat w konferencji Big East.

5. Syracuse Orange  18-1  (5-1)
Wczoraj Pomarańczowi wygrali na niełatwym terenie w Notre Dame 84:71. Strefa nadal funkcjonuje bez zarzutu, a Wesley Johnson jest jednym z najlepszych „all around players" w kraju. Andy Rautins w samej pierwszej połowie przeciwko Fighting Irish trafił 5 trójek. Czy Cuse dojdą dalej niż rok temu?


6. Michigan State Spartans  15-3  (5-0)
Po małym upadku Spartans wrócili na stałe do Top 10 i styczeń rozpoczęli od 5 wygranych z rzędu. Co ciekawe wszystkie mecze były z pod szyldu „conference games" i co za tym idzie M-State nie mają sobie równych w konferencji Big Ten, szczególnie gdy słabo w roku 2010 spisują się gracze Purdue.


7. Duke Blue Devils  15-2  (3-1)
Blue Devils przegrali bardzo ważny mecz na wyjeździe z Georgia Tech, ale odbili sobie porażkę w dwóch kolejnych spotkaniach. Pokonali Boston College 79:59 i Wake Forest 90:70. John „Chrzan" Sheyer i Nolan Smith tworzą jeden z lepszych duetów obwodów w USA, a prawdopodobnie najlepszy (najbardziej efektywny) w konferencji ACC. Duke w ACC zajmuje drugą lokatę, niespodziewanie za Virginią...

8. Tennessee Volunteers  14-2  (2-0)
Ochotnicy nadal grają radosną koszykówkę mimo afery i zawieszeń kilku znaczących zawodników. Niedawno pokonali Kansas Jayhawks i obok Kentucky są jedną z najlepszych ekip w konferencji SEC.



9. Pittsburgh Panthers  15-2  (5-0)
Rewelacja sezonu, szczególnie gdy popatrzymy na osłabienia w porównaniu do roku 2009. Odeszli Blair, Young i Fields, czyli „święta trójca" Panter, która rok temu walczyła o najwyższe laury w Top 25. W tym sezonie Jamie Dixon nie rezygnuje z twardej gry i defensywy na bardzo przyzwoitym poziomie. Rolę liderów przejęli Ci, którzy w sezonie 08/09 byli w cieniu rewelacyjnej „trójki". Ashton Gibbs i Brad Wanamaker rzucają razem po 30 punktów w każdym spotkaniu. Pantery wracają i oby tak dalej!

10. Kansas State Wildcats  16-2  (3-1)
Trener psychopata i rewelacyjny doping to niektóre czynniki składające się na dobrą grę K-State. Bardzo trudno ich pokonać u siebie, o czym przekonali się rozstawieni z numerem 1 gracze Texas Longhorns. Wczoraj bohaterem Wildcats był Jamar Samuels, zaś liderami nadal pozostają świetni obwodowi - Jacob Pullen (19 pkt. na mecz) i Dennis Clemente (4 ast. na mecz). K-State jak co roku mają wzloty i upadki, ale w tym sezonie są naprawdę mocni. Jeszcze w styczniu 3 ciężkie spotkania, odpowiednio z Oklahoma State, Baylor i Kansas.

11. West Virginia Mountaineers  13-3  (4-2)
Mountanineers ostatni swój mecz przegrali jednym punktem z Syracuse, na dodatek u siebie. Przed nimi dość łatwy terminarz, no może za wyjątkiem spotkania z Louisville (30.01.10). Do tej pory zaskoczeniem jest Kevin Jones. Drugoroczniak spisuje się po prostu rewelacyjnie (15-7 w każdym spotkaniu).


12. Georgetown Hoyas  13-3  (4-2)
Hoyas pokazali, że mogą nawet odrobić kilkunasto punktową stratę w meczu z U-Conn, w którym szalał Austin Freeman (33 pkt. - carrer high). Ostatnie spotkanie z Villanovą przegrali po nerwowej końcówce i na dzień dzisiejszy są na miejscu numer 12 w Top 25. Przed nimi ciężka końcówka stycznia (Pitt, Rutgers, Cuse i Duke). Greg Monroe nie może grać w kratkę...


13. Purdue Boilermakers  14-3  (2-3)
Ujemny bilans w konferencji Big Ten jest skutkiem trzech przegranych z rzędu. Pierwszą porażką była przegrana z Wisconsin, zaś kolejnymi drużynami, które wyniosły z hali graczy Purdue na tarczy były Ohio State i Northwestern. Robbie Hummel przeciwko Ohio State w pierwszej połowie trafił aż 8 trójek, zaś później musiał opuścić boisko z powodu wybitego i przestawionego palca (jakoś tak, nie znam się na tym). W spotkaniu z Northwestern wystapił w drugiej połowie grał już z kilkoma szwami na łuku brwiowym... Moore i Johnson niby grają swoje, ale zawodnikom Boilermakers brakuje pazura, którym kalali przeciwników na początku sezonu.

14. Brigham Young Cougars  18-1  (3-0)
BYU w konferencji MWC jak co roku spisują się rewelacyjnie. Jimmer Fredette rzuca w każdym spotkaniu po 20 punktów. Konferencja nie jest zbyt wymagająca, ale Cougars muszą uważać na New Mexico i Utah.



15. Gonzaga Bulldogs  14-3  (3-0)
Buldogi z meczu na mecz pokazują, iż nie chcą być kojarzeni z koszykiem „mid major teams". Gonzaga od ładnych kilku sezonów gra na bardzo dobrym poziomie i chyba tylko złośliwi nadal uważają ich za średniaków. Zags to sleeperzy, dlatego w March Madness mogą napsuć sporo krwi rywalom.

16. Temple Owls  15-3  (3-0)
Gracze Temple cichym i spokojnym krokiem maszerują w górę rankingu Top 25. W Atlantic 10 są tuż tuż za ekipą Xavier, zaś Lavoy Allen notuje średnio w każdym meczu double-double.



17. Clemson Tigers  15-3  (3-1)
Tigers grają twardziej niż rok temu. Trevor Booker gra jak co roku na dobrym poziomie. Dzisiaj zagrają z Georgia Tech i będzie to spotkanie, na które czekają wszyscy fani konferencji ACC.



18. Wisconsin Badgers  14-4  (4-2)
Trevon Hughes, Jon Leuer i Jason Bochannon to trzy powody, dzięki którym Badgers grają tak znakomicie w tym sezonie. Czwartym jest nieustępliwość, piątym chemia w zespole. Tak trzymać!



19. Georgia Tech Yellow Jackets  13-4  (2-2)
Yellow Jackets grają o wiele lepiej w defensywie. Czułem przed sezonem, iż nie tylko Derrick Favors poprawi ich grę w obronie. Są konsekwentni i twardo grają w końcówkach spotkań. Gani Lawal walczy o najlepszą piątkę konferencji ACC. Dzisiaj zagrają z Clemson o 1:00.

20. Northern Iowa Panthers  16-1  (7-0)
NIU zaskoczyli w tym sezonie wiele ekip. Od dzisiaj są drużyną, którą trzeba brać pod lupę w każdym tygodniu. W Missouri Valley nie mają sobie równych, zatem Panthers z pewnością liczą na selekcję do March Madness.



21. Ohio State Buckeyes  13-5  (3-3)
Evan Turner powraca do zdrowia po kontuzji pleców, co widać z resztą po jego grze. 19-9-5 w każdym spotkaniu oraz carrer high przeciwko Purdue (32 pkt.) to namiastka możliwości Turnera przed Marcowym Szaleństwem. Buckeyes muszą wygrać kilka kluczowych spotkań (m.in. z Minnesotą i West Virginią).


22. Mississippi Rebels  13-4  (1-2)
W Ole Miss Terrico White i Chris Warren są jak dwa motory napędowe, zaś Rebels jako drużyna są bardzo ciekawym kolektywem. Ostatni mecz przegrali z Tennessee dopiero po dogrywce (71-69). Terminarz mają średnio zaawansowany, więc szanse na Tournament są i to duże.

23. Mississippi State Bulldogs  15-3  (3-0)
Lider zachodniej części konferencji SEC gra z meczu na mecz lepiej. Nasuwa się tylko jedno pytanie... Dlaczego nadal nie gra Renardo Sidney? Na początku sezonu były jakieś niedomówienia i wspominano nawet o zawieszeniu na krótki okres. Mamy styczeń i nie widać nadal na parkiecie jednego z najlepszych skrzydłowych klasy 2009. Jarvis Varnado ma już 490 bloków w karierze i być może wyprzedzi w tej kategorii lidera wszechczasów konferencji SEC - Wojciecha Myrdę (535).

24. North Carolina Tar Heels  12-6  (1-2)
Obrońca tytułu gra ostatnio jak przedszkolak. Tar Heels w porównaniu do ubiegłego sezonu są zespołem po prostu innym. Brakuje doświadczenia i przede wszystkim opanowania na pozycji rozgrywającego. Ani Larry Drew II, ani Leslie McDonald nie zastąpią Ty'a Lawsona. Ed Davis gra poniżej oczekiwań, zaś w dramatycznej porażce z Georgia Tech honor UNC próbował ratować szalonymi trójkami tylko Will Graves (24 pkt. - carrer high). Tar Heels w przyszłym tygodniu mogą nawet znaleźć się poza Top 25. Muszą po prostu wygrać nachodzący mecz z Wake Forest.

25. Baylor Bears  14-2  (2-1)
Bears podobnie jak Gonzaga są uważani nadal za zespół pokroju „mid major". Grają bardzo solidną koszykówkę i na początku sezonu wspominałem o ich zaangażowaniu. W konferencji Big 12 mają sporo mocnych przeciwników, zaś terminarz do końca stycznia nie jest zbyt łaskawy (Kansas, Massachusetts, Kansas State i Texas).


Podziel się:

komentarze (10) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE LAKERS MAJĄ TYŁY, A MAGIC SIĘ SPIESZĄ

wtorek, 19 stycznia 2010 12:21

źródło: AP


Maciej Kwiatkowski

podtytuł: Gdzie przesadziłem z ilością znaków


MECZ WIECZORU: Los Angeles Lakers - Orlando Magic 98:92 Nie Kobe Bryant, nie Andrew Bynum, nawet nie Pau Gasol, ale trzej rezerwowi Los Angeles Lakers minionej nocy wygrali dla gospodarzy mecz, z którego zadowolone mogą być w zasadzie dwie drużyny. Po tym jak Lakers rzucili zaledwie 12 punktów w trzeciej kwarcie, 15-0 na starcie ostatniej odsłony i "run" 21-2 prowadzony przez Jordana Farmara, Shannona Browna (22 pkt., career-high) i Lamara Odoma dał Lakers zwycięstwo na dobrych kilka minut przed końcem spotkania. Orlando Magic, grający swój najlepszy mecz od czasu, gdy 10 dni temu rozbili Atlantę Hawks nie mieli w decydujących momentach cierpliwości, by szukać Dwighta Howarda pod koszem.

Ten mecz miał trzy odsłony i dwie historie. Zacznę od historii. Ta pierwsza, znana już pewnie Wam z nagłówków tu i tam, to fantastyczna postawa Browna i Farmara. Brown błyszczał już w drugiej kwarcie, ale to 7 punktów Farmara na starcie czwartej kwarty otworzyło przewagę dla Lakers i z 68:68 zrobiło się 79:68. W tym samym czasie dogorywała jednak druga historia tego spotkania, czyli Dwight Howard. Efektywny Dwight Howard. Przebojowy Howard, cytując Basketball Jonesa: "Powerful Dwight, muscular Dwight". To za sprawą Howarda Magic trzymali się w meczu po pierwszej połowie, w której "Supes" nie zszedł nawet z parkietu. 9/12 przez pierwsze 24 minuty i był to ten repertuar zagrań, którego chyba wszyscy się domagają. Były i pół-haki, i wsady, i podkoszowe manewry, a nawet dwa duncanowskie rzuty o deseczkę z lewego półdystansu. Tak kombinowanej gry Howard nie pokazał już przyznam się, że nie pamiętam nawet od kiedy.

Phil Jackson nie decydował się go podwajać, ale gdy zmienił taktykę w przerwie, Magic nawet nie zdążyli zareagować, bo byli w trakcie zaliczania jednej z najlepszych kwart w tym sezonie. Z pięciu punktów straty po pierwszej połowie zrobiło się dziewięć przewagi, a Lakers zostali zatrzymani na tylko 5 celnych rzutach z 22. To była druga odsłona tego meczu, zakończona "runem" 20-2. Był to ciężki moment dla Lakers, bo potrzebowali ewidentnie punktów, których nie mogli dać Bryant, Gasol czy Andrew Bynum. Zresztą banalne pytanie po tej 12-punktowej kwarcie zadała reporterka ESPN, która zapytała się Phila Jacksona o to co stało się z obroną Lakers. Każdy kto ogląda Lakers i śledzi wypowiedzi Jacksona w trakcie, przed czy po spotkaniach wie pewnie, że zwykle ważniejszym tematem niż obrona jest dla niego ofensywa. To nie żaden prztyczek w kierunku Jacksona i Lakers, skądże. Plan defensywny funkcjonował - Howard zakończył trzecią kwartę bez rzutu. Problem w tym, że Rashard Lewis w pojedynkę rzucił tylko jeden punkt mniej (11) niż Lakers przez całą kwartę.

Zgodnie z zaleceniem Jacksona, widząc, że Howard nie miał w pierwszej połowie większego wsparcia - poza superaktywnym Mattem Barnesem, który w drugiej kwarcie robił na parkiecie dosłownie wszystko - Lakers zdecydowali się go podwajać i robić z "Supesa" playmakera. Znakomita obrona w trzeciej kwarcie i agresywniejsza gra Lewisa wystarczyły, by Magic zapomnieli o swoim podstawowym game-plan. Gdy Shannon Brown, a potem Jordan Farmar, wspomagani Lamarem Odomem zaczęli odzyskiwać straty i robić przewagę - Magic szukali szybkich okazji do rzutów za trzy punkty, a ich pudła nakręcały tylko spiralę szybszej ofensywy, której odpowiednią dietę serwowali im Farmar i Brown.

I choć Howard oddał raptem 2 rzuty w drugiej połowie plus kilka osobistych, to jak wyliczył nie kto inny a Patrick Ewing (asystent Stana Van Gundy'ego), Howard miał w drugiej połowie 12 kontaktów z piłką, czyli jak ocenił Van Gundy - wystarczająco. W każdym razie nie to było problemem, ale zupełny brak zastosowania przez Magic czegoś takiego jak "re-post up". Na tym opierały się mini-dynastie Houston Rockets i Los Angeles Lakers, gdy kumple Hakeema Olajuwona i Shaquille'a O'Neala wiedzieli, że warto wrzucić piłkę pod kosz powtórnie, bo The Dream czy Diesel mogą być już o pół, o metr bliżej kosza z obrońcą na plecach. Wczoraj w pierwszej połowie Howard pokazał, że jest naprawdę dobrze usposobiony i choć po przerwie nadal był aktywny, to brakowało powtórnych dograń, a zamiast tego Magic testowali swój celownik i magazynek, raz po raz rzucając trójki. 8 rzutów z 11 Vince'a Cartera to były trójki, z których dwie wpadły dopiero w samej końcówce. Ryan Anderson (2/5) rzucał gdy tylko dostawał piłkę za linią, podobnie Jameer Nelson (1/4), Jason Williams (0/2) i Barnes (1/4).

Już prawdopodobnie zgubiłem gdzieś wątek trzech odsłon i dwóch historii. Tą drugą historią obok Howarda byli Farmar i Brown, którzy forsowali tempo, grali agresywnie, a obwód Magic miał kłopoty w zatrzymaniu ich po dryblingu. Brown naprawdę grał tak jakby znalezienie się w gronie uczestników konkursu wsadów dodało mu dodatkowy "swagger".

Takie mecze jak ten mają dużo wątków i gdy ścierają się ze sobą dwaj finaliści nieprzypadkowo chyba każdy piszący bloger chciałby się pewnie doszukać możliwie jak najwięcej. Bo jest przecież i wątek Cartera, grającego z kontuzją barku, która ewidentnie nie robi mu dobrze, bo VC po raz kolejny grał po prostu słabo. Jest też i wątek podróżującego przez ten mecz Bryanta, który nie trenował ostatnio tyle co zwykle i zmaga się nadal ze swoim złamanym palcem. Bryant spudłował 15 z 19 rzutów.

W każdym razie obydwa teamy mogą wynieść z tego meczu trochę optymizmu. Lakers dowiedzieli się, że w prestiżowych starciach mogą nadal liczyć na Farmara i Browna, a ten drugi czyni w ostatnim miesiącu wyraźne postępy. Z kolei Magic mogą pomyśleć o dwóch bardzo dobrych kwartach (drugiej i jeszcze lepszej trzeciej) oraz o tym, że ich center i lider wreszcie wyglądał tak jak miał wyglądać w grze od początku sezonu

Ciekawy stat na koniec - Magic w czwartej kwarcie mieli 7 strat. Lakers natomiast mieli 7 strat przez całe spotkanie, wyrównując swój najlepszy rezultat z tego sezonu.


KRÓLOWE NOCY: Boston Celtics - Dallas Mavericks 90:99 To fakt. Mogłem wybrać lepiej, odkąd nie przepadam za ocenianiem teamów grających bez brakujących elementów rotacji. Z tego dokładnie powodu Celtics musieli w najważniejszych momentach zatrzymywać Dirka Nowitzkiego przy pomocy Glena Davisa czy Briana Scalabrinego. Gdy Rasheed Wallace złapał czwarte przewinienie pod koniec trzeciej kwarty, Mavericks trafili 12 z 13 rzutów z gry na przełomie kwart, a Dirk Nowitzki w pewnym okresie tego "runu" rzucił 15 z 19 punktów dla Dallas. Robił to w swój klasyczny sposób, pozostawiając Big Baby'ego czy Scala bez szans. W normalnej rotacji to Kevin Garnett odpowiedzialny byłby za Nowitzkiego, a Wallace nie musiałby grać 35 minut pomimo 5 fauli.

26-punktowy "swing" przez dwanaście minut na przełomie kwart był efektem zupełnego rozstrojenia defensywy Celtics. Po pierwszej połowie Boston prowadził dziewięcioma, ale po zakończeniu meczu miałem wrażenie, że oglądałem dwa rózne spotkania. Nawet Rajon Rondo zagrał słabo i każdy z jego trzech celnych rzutów z gry był jump-shotem. Nawet mu brakowało agresji w drugiej połowie, a bez obrońcy na Nowitzkiego Celtics nie mogli zatrzymać też Ericka Dampiera i Shawna Mariona, którzy w drugiej połowie sprytnie wykorzystywali atencję dodatkowego obrońcy na liderze swojego zespołu.

Jason Kidd zademonstrował prawdziwą klinikę rozegrania ataku pozycyjnego, zaliczając aż 17 z 28 asyst Mavericks. Do tego trafił wszystkie trzy trójki, które jak zwykle miał wystawione na czysto. Mavericks po pierwszej połowie rzucali 47% z gry, by zakończyć mecz ze skutecznością 57%. Nowitzki zdobył 37 punktów, z czego ponad połowę, gdy Wallace siedział z faulami na ławce. Na nic zdały się dobre mecze Paula Pierce'a (24 pkt.) i Ray'a Allena (21 pkt) - Rondo zagrał gorzej w ataku, Perkins gubił się w ball-movement Mavericks, a cały team bezradnie patrzył jak Nowitzki kradnie mecz w TD Garden.


New York Knicks - Detroit Pistons 99:91
Washington Wizards - Portland Trail Blazers 97:92
Atlanta Hawks - Oklahoma City Thunder 91:94
Charlotte Bobcats - Sacramento Kings 105:103
Houston Rockets - Milwaukee Bucks 101:98 (po dogrywce)
Los Angeles Clippers - New Jersey Nets 106:95
Minnesota Timberwolves - Philadelphia 76ers 108:103 (po dogrywce)
New Orleans Hornets - San Antonio Spurs 90:97
Golden State Warriors - Chicago Bulls 114:97
Memphis Grizzlies - Phoenix Suns 125:118


Portland Trail Blazers bez Brandona Roy'a byli w Waszyngtonie w grze aż do 48 minuty. Na minutę przed końcem rzut Carona Butlera dał jednak gospodarzom cztery punkty przewagi, a w efekcie czego zwycięstwo. Kluczem okazali się zmiennicy Wizards, którzy wygrali z rezerwowymi Trail Blazers 29:14, a przyjezdni w drugiej i czwartej kwarcie zdobyli łącznie tylko 36 punktów (56 w 1 i 3).....Rodney Stuckey spudłował aż 9 lay-upów, Detroit Pistons nie trafili żadnej trójki i co gorsza trafili tylko 7 z 36 rzutów spoza 3 metrów od kosza. Knicks byli efektywniejsi i mieli 27 punktów od Nate'a Robinsona, po 17 od Wilsona Chandlera i Ala Harringtona (plus trochę brudnej roboty w czwartej kwarcie) i 16 Danilo Gallinariego. Knicks rzecz jasna wygrali..... Jeff Green zaliczył jedną z najlepszych akcji tego sezonu, gdy przy dwóch punktach przewagi Thunder w ostatnich sekundach wszedł z 10 metrów pod kosz i zakończył akcję wsadem in-your-face nad Joshem Smithem. Thunder wygrali bardzo ważny mecz i z tym zespołem już nie może być po prostu żartów. Tym bardziej, że grali dodatkowo bez Nicka Collisona. Kevin Durant zdobył 26 z 29 punktów przez pierwsze trzy kwarty, ale pomogło też double-double Greena i 16 punktów Nenada Krstica. Ani jeden, ani drugi zespół nie mógł znaleźć rytmu ofensywnego w czwartej kwarcie. Zawiedli go-to-guys Atlanty. Joe Johnson i Jamal Crawford trafili razem tylko 14 z 37 rzutów.....Chris Kaman wrócił do gry i razem z Marcusem Camby'm zrobił swoje czyli 39 punktów, 21 zbiórek i 6 bloków. Z kolei Eric Gordon, Bassy Telfair i Baron Davis mieli razem 25 asyst i tylko 2 straty. Aż 80% rzuconych koszy Clippers było asystowanych. Tak. Grali z Nets. Tak, wygrali.....Nets naprawdę zmierzają, by pobić rekord 76ers (9 zwycięstw).....Carl "Malone" Landry nie miał najlepszego dnia, ale Carl Landry to go-to-guy Houston i drugi najlepszy strzelec ligi w ostatnich kwartach. A to zobowiązuje. Po tym jak Brandon Jennings chybił potencjalnego game-winnera w ostatniej sekundzie czwartej kwarty, Landry trzema akcjami wygrał mecz dla Rockets w dogrywce. Najpierw zdobył punkty, Rockets wybronili, Landry rzucił 2 z faulem, po czym zablokował penetrację jednego z niskich graczy Bucks, by za kilka sekund zamykający jako ostatni kontrę Luis Scola (27 pkt, 15 zb) trafił z pół-dystansu. W tym momencie Rockets prowadzili już siedmioma punktami, ale raczej nie mogą być zadowoleni ze swojej postawy w ostatnich meczach u siebie. Daryl Morey, generalny menedżer Rockets przyznał, że z taką grą Rockets do play-offów nie zajadą i pewnie ma rację. Czy Houston potrzebuje dokonać ruchu transferowego jeszcze w tym sezonie? Z jednej strony nie będzie się spieszyć z wymienianiem T-Maca, czekając na najlepszą ofertę pewnie do samego końca, a z drugiej strony może pojawić się presja tego, że zawodnicy grając tak twardo i tak dużo - bo w zasadzie bez kontuzji - że będa wyeksploatowani w drugiej części sezonu. Zresztą już w ostatnich tygodniach widać, że Rockets nie grają już z tą energią co na przez pierwsze 6-7 tygodni sezonu.....Tony Parker rzucił 25 punktów, z czego najbardziej imponujące jest 9/13 spod samej deski. George Hill zagrał w piątce, rzucił 16 i w końcówce złapał Chrisa Paula na faul ofensywny (jego szósty faul), zamykając tym samym Hornets drogą do dogonienia gości. San Antonio Spurs prowadzili już dwudziestoma punktami w trzeciej kwarcie meczu z New Orleans Hornets, ale 14 punktów Marcusa Thorntona i zmęczone nogi graczy Grega Popovicha dały znać o sobie w czwartej kwarcie. Spurs dowieźli jednak zwycięstwo i wczorajszy mecz był dla nich piątym w przeciągu siedmiu dni.....Monta Ellis pobił rekord największej ilości oddanych rzutów w jednym meczu w tym sezonie. 39 - to była ich liczba, a 36 to liczba jego punktów. 32 dołożył superefektywny Corey Maggette (11/14 z gry, 10/11 z linii), a 26 rookie Stephen Curry i Golden State Warriors pokonali Chicago Bulls, grając ósemką graczy, z których czterech to byli tacy zawodnicy jak: Devean George, Anthony Tolliver, Chris Hunter, Cartier Martin.....Phoenix Suns przegrali po raz osiemnasty z rzędu, gdy ich mecz jest transmitowany przez TNT. Łącznie aż 86 ze 125 punktów zdobyła trójka: Rudy Gay 31, O.J. Mayo 28, Zach Randolph 27. Alvin Gentry eksperymentował w tym meczu z ustawieniem pierwszej piątki i mimo porażki zapowiedział, ze póki co Leandro Barbosa i Robin Lopez zastąpią Jasona Richardsona i Channinga Frye'a. Ciekawym elementem ofensywy Grizzlies, w tym i nie tylko w tym spotkaniu jest to, że gdy nadchodzi crunch-time nadal grane są zagrywki i dzieje się to kosztem izolacji. Grizzlies mają po prostu dużo różnych broni, których mogą użyć w wielu miejscach parkietu. Każdy z trójki Mayo, Gay, Randolph może zdobywać punkty czy zza linii za trzy , czy pod koszem czy na pół-dystansie.....Fire Eddie Jordan? Philadelphia 76ers prowadzili już dwudziestoma punktami, by grając w pełnym składzie przegrać  w Minnesocie z "Wilkami", grającymi bez Kevina Love'a. Dziennikarze z Filadelfii wywęszyli cały szereg złych zmian jakich dokonał coach Jordan w drugiej połowie. Np Allen Iverson grał 23 minuty z rzędu po przerwie, ale zszedł na ostatnią minutę 4q i nie pojawił się na parkiecie w dogrywce. Lou Williams przesiedział całą czwartę kwartę na ławce, po czym wszedł na dwie ostatnie minuty doliczonego czasu gry. Jonny Flynn z kolei rozegrał mecz kariery i zdobył 29 punktów i rozdał 9 asyst....."Moi" Sacramento Kings nigdzie nie zajadą, mając jako startujących podkoszowych dwóch graczy, którzy w swoich marzeniach są pewnie "trójkami"... Spencer Hawes i Jason Thompson gdy tylko mogą unikają gry w pomalowane i decydują się na rzuty albo ot takie rzuciki z 3-4 metrów. Przeciwko twardej defensywie Bobcats, która i tak nie miała najlepszego dnia, Thompson miał tylko 6 punktów, 4 zbiórki i jak przystało na najczęściej faulującego gracza w lidze - tylko 16 minut gry i ciągłe problemy z przewinieniami. Spencer Hawes z kolei identyczny rezultat zrobił w 12 minut, ale nie miał kłopotów z faulami. Paul Westphal po prostu posadził go na ławkę. Kings przegrywali już dwudziestoma punktami, ale wielki powrót zaordynował Tyreke Evans, który pobił swój career-high, 34 punkty. Kevin Martin przesiedział ten "run" w czwartej kwarcie na ławce. Gerald Wallace był natomiast kolejnym uczestnikiem konkursu wsadów, który powołanie uczcił świetnym meczem... Wallace rzucił 28 punktów, Nate Robinson miał 27, a Shannon Brown 22.....

MVP: Dirk Nowitzki (DAL) - 37 punktów, 7 zbiórek, 3 asysty, 14/22, 9/12 z linii

BESTIA: Andris Biedrins (GSW) - 9 punktów, 19 zbiórek, 8 bloków

COUSY: Jason Kidd (DAL) - 13 punktów, 17 asyst, 4 zbiórki, 3/3 za 3 pkt.

FANTASY PICKUP: Robin Lopez (PHO) - 19 punktów, 7 zbiórek, 3 bloki, 8/10 z gry

CIENIAS: Emeka Okafor (NOR) - 2 punkty, 2 zbiórki, 14 minut, 4 faule

Co dalej w terminarzu:


    01.00        TORONTO @ CLEVELAND
    01.30        INDIANA @ MIAMI




Podziel się:

komentarze (29) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 18 STYCZNIA 2010

wtorek, 19 stycznia 2010 10:56

 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

ZGADNIJCIE KTO POWRACA

wtorek, 19 stycznia 2010 0:17

Photobucket



Przemek Kujawiński

Wielu z was zdążyło się już pewnie wystraszyć (a garstka być może ucieszyć) widząc zdjęcie Marbury'ego i tytuł notki. Stephon powraca jednak nie do NBA tym razem. Marbury podpisał kontrakt z Shanxi występującym w chińskiej lidze CBA (nie wnikając nawet w skojarzenia związane z tą nazwą, zastanawiam się jak ten skrót brzmi po chiński, ups przepraszam mandaryńsku). Shanxi to ten sam klub, w którym grywał do czasu "nieudanego" powrotu z wakacji Bonzi Wells. Informacja ta nie jest żartem o czym można przekonać się na oficjalnej stronie zespołu. Nie mam co prawda pojęcia, co tam jest napisane ale zdjęcie Stepha i słówko 'member' w adresie strony mnie przekonuje. Swoją drogą ciekawe ile czasu minie zanim Marbury przestanie mylić swoich kolegów na boisku. Stephon nie miał ponoć wygórowanych oczekiwań finansowych. Najwyraźniej liczy, że odbije sobie promując swoją markę obuwia. Znając Chińczyków nie tylko się nie przeliczy ale w przyszłym sezonie zobaczymy go jeszcze w meczu All-Star...

Póki co Shanxi Zhongyu:





Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

SHANNON BROWN, NATE ROBINSON I GERALD WALLACE W KONKURSIE WSADÓW 2010

poniedziałek, 18 stycznia 2010 18:28

źródło: nba.com

 

Piotr Makulec

 

NBA ujawniła dzisiaj kto weźmie udział w tegorocznym Konkursie Wsadów podczas Weekendu Gwiazd NBA w Dallas. Fani nie zobaczą w nim LeBrona Jamesa ani Dwighta Howarda, lecz Nate'a Robinsona z New York Knicks, Geralda Wallace'a z Charlotte Bobcats i Shannona Browna z Los Angeles Lakers. Jako czwartego fani wybiorą SMS-owo podczas piątkowego Rookie Challenge & Youth Jam albo DeMara DeRozana z Toronto Raptors albo Erica Gordona z Los Angeles Clippers. Tytułu sprzed roku bronić będzie Robinson.




Podziel się:

komentarze (72) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 655 (wersja testowa)

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u