Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




MAŁY PRZEGLĄD POJĘĆ PRZYDATNYCH (C)

niedziela, 31 stycznia 2010 21:00

Photobucket


Przemek Kujawiński

CAN'T FEEL MY FACE

Nie czuję mojej twarzy. To popularna nazwa dla "cieszynki", która kojarzona jest najczęściej z DeShawnem Stevensonem. Szczególnie znana stała się po 6 meczowej serii pomiędzy Wizards a Cavaliers w 2008 roku, gdy Stevenson celebrował w ten sposób większość swoich rzutów (między innymi 5 trójek w meczu numer 3). Gest polegający na machaniu ręką przed twarzą ma wg Stevensona oznaczać, że jest on w tej chwili tak "gorący", że nie czuje swojej twarzy. Słowa can't feel my face to nawiązanie do słynnej sceny z filmu Blow. Sam gest został podobno stworzony przez... syna 50 Centa. Tak przynajmniej twierdzi Tony Yayo, który miał podpatrzyć te ruchy u małego Marquise'a (choć może powinienem go nazywać 25 Centem?) a następnie zaczął wykorzystywać je w swoich klipach. Tam też zobaczył je DeShawn. Co ciekawe Stevenson nie był jedynym ani nawet pierwszym graczem, który używał tego gestu. W playoffs w 2006 roku w ten sposób każdą swoją trójkę dla Suns celebrował Tim Thomas. Co ciekawe Thomas przyjaźni się z Yayo i innymi członkami G-Unit i obiecał Tony'emu, że zacznie pokazywać "can't feel my face" w NBA. Stevenson miał podobno pretensję do Thomasa (i nawet interweniował u niego w tej sprawie) dopóki nie dowiedział się, że to Tim był pierwszy. Sam jednak postanowił nie rozstawać się ze swoim znakiem rozpoznawczym. Chyba nie ma mu się, co dziwić skoro to jedna z niewielu rzeczy, którą w NBA udało mu się zasłynąć.



CHOKE

Jeśli już jesteśmy w temacie "cieszynek" nie możemy pominąć słynnego choke. Właściwie nie wiem na ile można o tym mówić jako o cieszynce. Choke był bowiem skierowany w stronę konkretnej osoby i nie koniecznie miał być wyrażać radość. Zacznijmy jednak od początku. 1 czerwca 1994 roku Indiana Pacers grali w Madison Square Garden z miejscowymi New York Knicks. Było to piąte spotkanie w finałach konferencji wschodniej. Po trzech kwartach tego meczu Knicks prowadzili 70-58. Przy linii bocznej z radości szalał Spike Lee (pewne rzeczy się nie zmieniają). Na jego nieszczęście miał też wiele rzeczy do powiedzenia gwieździe Pacers Reggiemu Millerowi. Nie wiadomo, co konkretnie powiedział Spike. Wiadomo jednak, że podziałało to na Millera jak płachta na byka. Czwarta kwarta to był popis Reggiego. 25 punktów (5 trójek) i ostateczne zwycięstwo Indiany 93-86. Po jednej z trójek Reggie uciął sobie kolejną pogawędkę z Lee, która zakończyła się właśnie tym słynnym gestem:
 

 

Tak całkiem na marginesie nie był to jedyny taki raz Reggiego. Co prawda w 1994 roku Pacers ostatecznie przegrali serie 3-4 ale już rok później była okazja do rewanżu. Tym razem Knicks i Pacers trafili na siebie w drugiej rundzie playoff. Pierwszy mecz rozgrywany był w Madison Square Garden. Na widowni oczywiście Spike Lee. 18 sekund do końca. Knicks prowadzą 105-99 i wtedy... a zresztą sami zobaczcie:

 

I to nie był jeszcze koniec emocji. Sam Mitchel z Indiany myślał, że Pacers nadal przegrywają. Sfaulował więc Johna Starksa. Fatalny błąd w końcówce ale... Starks spudłował oba wolne. Piłkę dla Knicks zebrał Anthony Mason... ale Patrick Ewing spudłował z bliskiej odległości i tu do akcji znów wkracza Reggie. Zbiórka, a po chwili jest faulowany. Reggie nie zwykł pudłować wolnych i zapewnił Pacers zwycięstwo. Miller zakończył spotkanie z dorobkiem 31 punktów, O trzy więcej rzucił Rik Smits... Co to były za czasy...

CLUTCH PLAYER

Idealnie się składa, że hasło to znajduję się tuż pod Reggie Millerem. Reggie jest bowiem świetnym przykładem clutch playera. Słowo 'clutch' to slangowe określenie na moment krytyczny. Clutch player to gracz, który w takich sytuacjach bierze piłkę w swoje ręce i odpowiedzialność na swoje barki. Prawdziwy clutch player najczęściej potrafi ją udźwignąć i wyciągnąć swoją drużynę z największych tarapatów. Clutch plays to nie tylko rzuty w ostatnich sekundach. To także zagrania obronne, które ratują drużynę przed porażką, czy nawet asysty, dzięki którym można odwrócić losy meczu.

COACH K

Właściciel tego uroczego przydomku to człowiek legenda w amerykańskiej koszykówce. Co najciekawsze Mike Krzyzewski (czy też po naszemu Krzyżewski - bo ma polskie korzenie), bo o niego tu chodzi, nigdy nie trenował drużyny NBA. Od 1980 roku jest wierny drużynie uniwersyteckiej Duke Blue Devils i jest to dopiero drugi zespół, który trenuje w swoim życiu. Z czego Mike jest tak słynny wobec tego? 3 mistrzostwa NCAA, 10 razy final four i ponad 800 zwycięstw mówią same za siebie. To jednak z czego, przede wszystkim, słynie coach K to jego praca szkoleniowa. Podczas swojej kariery wychował 40 graczy NBA. Duży procent z jego zawodników wybierany jest w loterii. W 1999 roku aż czterech graczy Duke zostało wybranych w pierwszej rundzie draftu (w tym z numerem jeden Elton Brand). Z kolei w 2002 roku Jay Williams i Mike Dunleavy jr. zostali drugim w historii duetem z jednej uczelni, który został wybrany najwyżej spośród amerykańskich graczy (odpowiednio z numerami 2 i 3... z jedynką poszedł wtedy Yao Ming). Dodam tylko, że w tym samym roku w drugiej rundzie z Duke wybrany został też Carlos Boozer. Inni godni wspomnienia podopieczni Krzyzewskiego to Grant Hill, Christian Laettner, Corey Maggette czy Luol Deng. A żeby pokazać wam jak wysoko w Stanach ceni się talenty coacha K to powiem tylko, że kiedy w strzępach leżała duma amerykańskiej koszykówki na pomoc zawołano właśnie jego.

COAST TO COAST

Stwierdzenie to oznacza dosłownie od wybrzeża do wybrzeża. W ten sposób określane są akcje, w której zawodnik przebiega z piłką całe boisko spod swojego kosza aż pod kosz przeciwnika. Najczęściej sytuacja taka ma miejsce, gdy zbierający w obronie widzi, że ma sporo miejsca i postanawia uruchomić szybki atak. Najczęściej na takie akcje decydują się rozgrywający jednak zdarza się to nawet zawodnikom nie dysponującym teoretycznie taką szybkością.

CRAB DRIBBLE

W gruncie rzeczy określenie to jest znane w koszykarskiej terminologii od dawna. Dopiero jednak, gdy LeBron James nadał mu nowe znaczenie zaczęła się na dobre jego kariera. Crab Dribble, czyli krabi drybling oznaczał zawsze sposób przemieszczania się w grze pod koszem. Chodzi generalnie o to, by odgradzać się ciałem od obrońcy i posuwać, niczym "krab" w stronę kosza. Dziś jednak nikt już nie użyje tego określenia w tym znaczeniu. Dlaczego? 4 stycznia 2009 roku Cleveland Cavaliers grali z Washington Wizards. Na kilka sekund przed końcem spotkania Wizards prowadzili dwoma punktami. Piłka trafiła oczywiście w ręce LeBrona Jamesa, który miał obrócić losy spotkania na korzyść Cavaliers. Nie obrócił. James próbując wejść pod kosz zrobił błąd kroków. Ostatecznie Wizards wygrali 80-77. Nie byłoby w tej historii niczego szczególnego, gdyby nie to, że jeszcze długo po spotkaniu LeBron przekonywał wszystkich, że kroków nie było a po prostu wykonał swoje markowe zagranie zwane właśnie krabim dryblingiem. Zresztą oddajmy mu głos:

"Każdy ma swoje markowe zagranie a to było jedno z moich. Wydaje się, że to bład kroków bo jest wolne i z jakby wysokimi krokami ale to po prostu raz-dwa tak płynne jak żadne inne w tej lidze. Źle to zakończyłem ale myślę, że powinni sie przyjrzeć i zrozumieć, że to nie jest błąd kroków. To całkowicie legalne, coś co zawsze robiłem"

Jeśli daliście się przekonać to zobaczice jak wyglądała cała sytuacja:



CROSSOVER

Generalnie można to nazwać koszykarskim dryblingiem. Cała zabawa polega na tym, żeby kozłować piłkę przed sobą raz jedną a raz drugą ręką zmieniając przy okazji kierunek ruchu. Jakoś nie umiem znaleźć żadnego polskiego odpowiednika dla tego zagrania (jakieś pomysły?). W każdym razie rzecz bardzo efektowna, zwłaszcza dobrze wykonana. W przypadku, gdy zagranie takie spowoduje potknięcie się (lub nawet wywrócenie się) obrońcy mówimy o łamaczu kostek (ankle breaker). Z takich akcji słynął swego czasu Allen Iverson, jednak pierwszym, który uczynił z tego zabójczą broń był Tim Hardaway.

CRUNCH TIME

Umiejscowienie trochę wyżej clutch playera bardzo ułatwia wyjaśnienie tego pojęcia. Crunch time to właśnie końcówki spotkań, w których wynik wciąż nie jest rozstrzygnięty (w przeciwieństwie do garbage time, który zdarza się przy okazji blowoutów). Potocznie crunch time to czas, tuż przed upływem terminu wykonania jakiegoś zadania. Moment, w którym trzeba się szczególnie sprężyć, żeby udało się zdążyć.

Tyle na dzisiaj. Jak zawsze wszelkie uwagi i propozycje do przyszłych wydań zostawiajcie w komentarzach.

Podziel się

DNIÓWKA: DZIEŃ, W KTÓRYM ZATRZYMAŁA SIĘ (MOJA) ZIEMIA

niedziela, 31 stycznia 2010 16:03

DNIÓWKA: 31 STYCZNIA (niedziela)

Rafał Niewiadomski


Chłopaki chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego co zrobili, dając mi "dniówkę" do opisania. Dziś wielki dzień! Wykupiłem ILP i od tej pory moje życie chyba znaczaco się zmieni. To chyba nie był dobry pomysł, bo do wyboru jest tyle spotkań, że nie wiem od czego zacząć. Zacznę chyba od przypomnienia sobie tego jak wyglądało spotkanie w Bostonie rok temu... tylko gdzie ja znajdę czas na resztę mojego życia? 31 stycznia  2010 roku, dzień w ktorym naprawdę zatrzymała sie ziemia w moim życiu...


19:00 DENVER NUGGETS (31-15) @ SAN ANTONIO SPURS (27-18)

Ok. Zaczynamy meczem, który można będzie obejrzec na C+, a którym ABC zaczyna swój dzisiejszy Doubleheader. To może być dobre spotkanie. Nuggets słabo grają na wyjazdach (10-12!), nie wiadomo w jakiej formie będzie Carmelo Anthony, kóry leczyl osatnio kostkę ale dziś powinien już wystąpić. To powoduje, że Spurs  (19-9 u siebie) mogą pozytywnie zaskoczyć i pokonać Nuggets. Problem polega na tym, że  bilans Bryłek jest bardzo mylący. Gro porażek zaliczyli grając bez Billupsa i Melo. Gdyby od początku sezonu grali w pełnym składzie, prawdopodobnie mieliby zbliżony bilans do Jeziorowców, a wtedy byłoby o nich głośniej.  Wszystko jednak przed nimi. Warto zwrócić uwagę na to spotkanie, bo niewykluczone, że obie ekipy zmierzą sie w 2 rundzie Playoffs. Pierwszy mecz tych ekip, również w San Antonio wygrali goście 106-99.


21:30 LOS ANGELES LAKERS (36-11) @ BOSTON CELTICS (29-15)

Na takie spokania czeka cały świat. Nie trzeba tu nikogo specjalnie motywować. To jak święta wojna. Dla jednych i drugich to coś więcej niż zwykłe spotkanie. Rok temu gdy Lakers wygrali w Bostonie przesłali wyraźny sygnał Bostończykom: nieważne gdzie, nieważne w jakim składzie, jesteśmy w stanie z Wami wygrać. Niestety przez kontuzję Garnetta, nie doszło do rewanżu w Finałach i trzeba było czekac rok na kolejny mecz z tej serii. Dziś jednak ekipy te przystępują z dwóch różnych biegunów do tego meczu. Lakers na fali, z serią 3 zwycięstw, z wreszcie zdrowymi Bryantem i Artestem. Celtics natomiast są w dołku. Przegrali 7 z ostatnich 11 spotkań. Powrót KG nie dużo zmienił. Polegli w dwóch arcyważnych spotkaniach w Atlancie i Orlando, choć na dobrą sprawę mogli wrócić z minimum 1 zwyciestwem. Niemniej KG jest daleki od formy, jaką prezentował choćby w grudniu, kryzys przeżywa także Ray Allen, jednak to wciąż jest ekipa, której wystarczy jedno zwycięstwo, by odwrócić złą kartę i nie zdziwię sie jak zaraz zobaczymy przy ich bilansie w tabeli streak 10W. Potrzeba tylko tego przełomowego zwycięstwa. Kto wie, może dzisiaj...

00:00 LOS ANGELES CLIPPERS (20-26) @ CLEVELAND CAVALIERS (37-11)

Gdy dwa tygodnie temu spotkały się te dwa zespoły, Cavs byli świeżo po pechowej porażce w Salt Lake City a Clippers wyglądali na drużynę, która jeszcze załapie się do Playoffs. Cavs dość szczęśliwie dowieźli jednak zwycięstwo do końca (102-101) i od tego momentu nie przegrali 7 kolejnych spokań a Postrzygacze... zaczęli grać jak to oni, czyli od porazki do porażki. LeBron nie pozwoli umrzeć swojej ekipie nawet gdy nie ma Mo Williamsa i Cavs kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Kawalerzyści gorszą część kalendarza mają już za sobą, u siebie graja świetnie i Clippers dziś nie powinni sprawić im problemów.

00:00 ORLANDO MAGIC (31-16) @ DETROIT PISTONS (15-30)

Tutaj za to możemy spodziewać się niespodzianki. Dla Magików to back2back, wczoraj stracili dość sporo sił w meczu z Hawks u siebie, i nie zdziwię się jak nie będa w stanie wygrać z Tłokami na ich terenie. Pistons to bardzo ambitny zespół, który szczególnie w meczu z mistrzami Wschodu będzie chciał sie pokazać, więc jeżeli stawialiście u buków na Magic, to lepiej trzeba było sobie odpuścić. Za duże ryzyko.

00:00 PHILADELPHIA 76ERS (15-31) @ NEW JERSEY NETS (4-41)

Jeżeli Siatki szukają zwycięstw to własnie w takim meczu jak ten. To spotkanie ostatniej drużyny Wschodu z przedostatnią. Zatem spodziwałbym się dużych emocji, choć po analizie meczu z Clippers, którzy pokazali co trzeba zrobić by przegrać z NJN, mam wrażenie, że trzeba naprawdę  się starać by nie wygrać z Nets. Sixers lepiej grają na wyjazdach, jednak jeżeli dziś nie wygrają, to prawdopodobnie zacznie się już tankowanie...

00:00 INDIANA PACERS (16-31) @ TORONTO RAPTORS (25-22)

Raptors są w gazie, do tego grają u siebie, gdzie nie często przegrywają (16-6). Tylko wielki mecz Grangera  (36 w ostatnim meczu w Toronto) może tu coś zmienić, choć mam wrazenie, że Dinozaury w tym momencie są poza zasięgiem zespołu z Indianapolis.

01:00 PHOENIX SUNS (27-21) @ HOUSTON ROCKETS (25-21)

Na Zachodzie wciąż trwa ostra wycinka. Jest tyle dobrych ekip, że tylko 4 zachodnie drużyny mają dodatni bilans spotkań wyjazdowych. Tu wszystko od pozycji nr 3 w tabeli do 11 może się zmienić w ciągu tygodnia. Wystarczy jakiś uraz, kontuzja... Jak to się ma do tego meczu? Ano tak, że każde takie spotkanie, gdzie grają drużyny z tej "grupy walczącej", to mecz o 2 punkty. Śłońca notują ostatnio mały regres. Amare gra tak jakby nie do końca był już zawodnikiem Suns i jeżeli Rockets dziś wygrają, zepchną Słońca na 10-11 miejsce w tabeli. A to może być początek końca...

01:00 NEW YORK KNICKS (18-28) @ MINNESOTA TIMBERWOLVES (10-38)

Knickerbockers zawitają do Minneapolis by spotkać się z najgorszą drużyna Konferencji Zachodniej. To oznacza, że młode Wilki będa miały jedną z niewielu okazji w tym sezonie do tego, by podreperować swój bilans. Knicks wygrali zaledwie 7 z 21 spotkań wyjazdowych i ciężko ich nazwać w tym meczu faworytem.

01:00 GOLDEN STATE WARRIORS (13-32) @ OKLAHOMA CITY THUNDER (25-21)

Wciąż nie wiem, czemu ten zespół nazywa się Grzmot. Wesoły cyrk Monty Paytona, wróóóóóóóóć, Dona Nelsona zawita dzisiaj do Oklahoma City. Nie będzie im na pewno wesoło z 2 powodów. Po pierwsze na pewno mieli ciężką noc w nawiedzonym hotelu, a po drugie spotkają się z drużyną, która świetnie broni, do tego jest na tyle szybką by zabiegać nawet Wojowników. Nie widzę tu żadnych przewag Warriors, włącznie z ich słabą grą na wyjazdach (4-19!).



 SMS o treści B00161 (B-zero-zero-161) pod numer 7144


 


Podziel się

KEVIN DURANT WYSKOCZYŁ Z BUTÓW

niedziela, 31 stycznia 2010 15:40
Maciej Kwiatkowski

Dla tych, którzy jak i ja nie oglądają Top 10 to coś nowego. Kevin Durant nie potrzebował buta by zablokować Ty'a Lawsona. OKC Thunder w piątek ograli łatwo Denver, rozbijając Nuggets w trzeciej kwarcie, 28-15. Nuggets zagrali jednak trzeci mecz  z rzędu bez Carmelo, którego stan kostki pogorszył się ponoć mocno z czwartku na piątek. 

Tymczasem Anthony wziął jednak udział we wczorajszym treningu i jest dobrej myśli gdy mowa o dzisiejszej grze przeciwko San Antonio Spurs o 19.00 (Canal Plus).


Podziel się

ANDRE MILLER NA 52 PUNKTY, DWIGHT HOWARD NA MAKSA

niedziela, 31 stycznia 2010 12:25
Maciej Kwiatkowski


Gdybym tylko wiedział, że to się tak rozwinie... Oglądałem mecz Dallas/Portland tak jakbym czekał tylko na planowane wejście Eduardo Najery, który wrócił kilka tygodni temu do Dallas z New Jersey. ESPNDallas donosiło przed meczem, że Najera będzie w końcu w meczowej dwunastce i prawdopodobnie w końcu też zagra. I faktycznie wszedł na parkiet w drugiej kwarcie, dostając przy tym owację na stojąco jakiej się pewnie nie spodziewał. Dla mnie był to jednak koniec meczu. A potem Andre Miller rzucił 52 punkty. Mój kierunek -> League Pass (EDIT: No tak, było w Orange Sport. Jeśli znalazłby ktoś nr na którym dzisiaj replay na ILP, byłbym wdzięczny za mejla, szukam dalej).. Dla tych, którzy nie posiadają poniższe wideo:

 


Mecz Atlanty z Orlando miał niestety przebieg jakiego się spodziewałem. Władze NBA ustawiły bowiem Atlancie dwie "wyrzutnie".


8 stycznia Hawks gościli w Bostonie i wygrali. Po meczu czekał ich jednak od razu niekrótki przelot do ...Orlando, gdzie zostali rozjechani przez wypoczętych Magic. Brzmi podobnie nie? To samo wydarzyło się w piątek/sobotę, z tym że Hawks lecieli tym razem nie tak długo, bo z Atlanty. Wg mnie ten podwójny dwumecz w przeciągu trzech tygodni mógł zostać ułożony po to, by dać szansę Atlancie na zdobycie swego rodzaju rozgłosu medialnego, jakim byłaby z pewnością sytuacja, w której ograliby i Boston i Orlando. No ale to tylko teoria, którą wysnułem wczoraj przy martini.


Niestety dla Hawks Dwight Howard okazał się znowu za silny dla Ala Horforda, który nie tylko ma problem w match-upie z "Supesem", ale od poniedziałku gra z sześcioma szwami założonymi na kciuku. Chyba łatwo sobie wyobrazić jak dyskomfortowa to dla niego sytuacja, która w dużym stopniu usprawiedliwia słabszy mecz Horforda w środę w San Antonio (dziennikarze z Atlanty nazwali to jego pierwszym słabym meczem w tym sezonie), ale nie usprawiedliwia tak bardzo dominacji Howarda.

31 punktów, 19 zbiórek i notoryczne granie pod kosz przez graczy Magic, czyli coś co nie zawsze im wychodzi. Tym razem Howard obsługiwany był regularnie. W zasadzie każda akcja trzeciej kwarty szła przez "Supesa", który ścierał się i z Horfordem i z Zazą Pachulią, a gdy w pierwszej kwarcie Mike Woodson wpuścił Jasona Collinsa? Poszło szybko, dwie minuty, trzy faule.

Jason Williams jak będzie dalej tak szukał Marcina Gortata, to powinniśmy mu może przyznać polskie obywatelstwo. Dwie bardzo dobre akcje w pierwszej połowie na linii Williams - Gortat. Zwłaszcza ta druga, gdy J-Will ewidentnie i cierpliwie czekał na to jak rozwiąże się pick&roll defense Hawks i na koniec wrzucił piłkę do Gortata, który mógł ją wrzucić do kosza nawet z zamkniętymi oczami.

Coraz częściej po 3-4 minuty w 1poł. gra też line-up Orlando zestawiony z czterech białych i być może najbardziej czarnego z afroamerykanów NBA (...tak dla przeciwwagi): J-Will, JJ Redick, Mickael Pietrus, Ryan Anderson, Gortat. W pierwszej połowie ta piątka wyglądała nawet lepiej niż starterzy.

Coraz lepiej wygląda też Jameer Nelson. Widać, że jego kolano ma się już dużo lepiej niż jeszcze dwa tygodnie temu. Miał kilka bardzo dynamicznych wejść i w pierwszej i w drugiej połowie. Historią tego meczu był jednak Howard. Nazwałbym to po prostu "Howard to the Max". Nie widziałem jeszcze, by Magic byli tak konsekwentni w dogrywaniu do niego piłki, ale nie byłoby tego, gdyby nie kolejny już mecz Howarda, w którym trafiał i prawe, i lewe półhaki. Prawdopodobnie w poniedziałek zostanie "Graczem tygodnia", bo od dwóch spotkań jest po prostu w życiowej formie.

Tymczasem Hawks po szybkim starcie nie mieli - jak to się często zdarza w b2b - sił i pomysłów po przerwie. Hawks oczywiście błyszczą w nagłówkach, gdy Joe Johnson czy Jamal Crawford rozjeżdżają rywali 1-na-1, ale ten zespół gra najlepiej gdy ruszają się gracze i piłka. W drugiej połowie nie było już ruchu - było za to bardzo dużo rozwiązań 1-na-1. Przynajmniej o jedną kwartę za wcześnie. Magic to jednak na tyle niewygodny rywal dla Atlanty ze względu na match-up z Howardem, że b2b nie musi być tu nawet usprawiedliwieniem (0-3 w tym sezonie). Ciężko jednak to adekwatnie oceniać, gdy NBA postanawia Hawks dać taką "szansę", rzucając ich dwa razy do Orlando dzień po starciu z Celtics, które dla graczy "Jastrzębi" wydaje się być ważniejsze - a przez to bardziej wyczerpujące - niż starcie z jakąkolwiek inną drużyną ligi.

I jeszcze zanim zaczniecie krytykować Horforda. Od kiedy pamiętam i kiedy jest okazja, by o tym napisać to pieję o tym, że Horford nie jest wcale centrem i wcale nie jest szczęśliwy z tego powodu, że musi nim być w NBA. Gdy przyjdzie Atlancie grać w play-offach z Cleveland (Shaq) czy z Orlando (Howard) będzie miał dużo większe problemy niż w kryciu mniej dominujących w grze tyłem do kosza podkoszowych Bostonu. Jeśli Atlanta faktycznie chce powalczyć o mistrzostwo - co wygląda coraz bardziej realnie - będzie zmuszona znaleźć fizyczną odpowiedź na Howarda i podkoszowych Los Angeles Lakers. Nie chodzi już o Cleveland, bo podejrzewam, że i tak żaden ruch transferowy nie zostanie już przez Hawks wykonany teraz, a dla Shaqa może być to ostatni sezon, w którym będzie jeszcze zdolny do regularnej gry. Latem 2010 - jeśli uda się pozostawić Joe Johnsona - powinien być to dla Atlanty kolejny krok rozwoju. Jeśli chcą zostać bardzo realnym kandydatem do tytułu muszą mieć odpowiedź na Howarda i frontcourt Lakers.

Podziel się

TOP 5 ZAGRAŃ: 30 STYCZNIA 2010

niedziela, 31 stycznia 2010 10:10


Podziel się

RICKY RUBIO W DRODZE DO NBA

niedziela, 31 stycznia 2010 0:36

Photobucket


Przemek Kujawiński

Po całym zamieszaniu z Rickym Rubio w roli głównej w przerwie między sezonowej jakby mniej się obecnie o nim słyszy. Tymczasem Ricky żyje i ma się całkiem dobrze. Niebawem startujeWłaśnie wystartowała druga faza Euroligi. Fc Barcelona awansowała do niej bez straty meczu. Mało tego na 10 spotkań. 9 kończyło się zwycięstwami Barcy różnicą co najmniej 10 oczek. Zespół Rubio wygrywał średnio różnicą prawie 21 punktów (sic!). Dzięki takiej grze i postawie w lidze ACB (bilans 17-2 i pierwsze miejsce w tabeli) Katalończycy uważani są ostatnio za najlepszy zespół w Europie. Duży udział w tych sukcesach ma właśnie Rubio. M.Haubs na blogu Painted Area przeprowadził ciekawą analizę statystyk Ricky'ego ze spotkań Euroligii. 10 spotkań (w których Rubio grywał średnio po 21 minut) nie jest może oszałamiającą próbką badawczą ale wyniki i tak wydają się dosyć ciekawe.

Ricky w Eurolidze zaliczał do tej pory średnio 6,4 punktu, 3,2 zbiórki, 5,6 asysty, 1,5 przechwytu i 1,9 straty. Rzucał ze skutecznością 39 % (40% za trzy) i 96% z linii. Haubs na początek przeliczył te statystyki na 36 minut gry (11.0 pt, 5.5 zb., 9.7 ast, 39% z gry, 22.2 PER). Chcąc jednak porównać te statystyki z tymi uzyskiwanymi przez graczy NBA zaadoptował je korzystając z systemu stworzonego przez Johna Hollingera. Zakłada on, że statyki punktowe, skuteczność i PER należy obniżyć odpowiednio o 25, 12 i 30 procent. Natomiast zbiórki i asysty trzeba zwiększyć odpowiednio o 18 i 31 procent. Po takich działaniach statystyki Rubio przedstawiają się następująco:


8.3 pt, 6.5 zb, 12.7 ast, 34,3% z gry, PER 15,6

Liczba asyst i zbiórek musi imponować (Steve Nash najlepszy asystujący na 36 minut w lidze ma wynik 11,8). Z drugiej strony skuteczność wygląda zatrważająco. Oczywiście po części jest to wina systemu przeliczania ale ma on swoje podstawy więc nie będę tu teraz z nim dyskutował. Statystyki Rubio przypominają nieco te, które uzyskiwał Jason Kidd (również świetnie asystujący i zbierający ale gorszy strzelec). Haubs postanowił więc porównać jego wyniki a także kilku innych czołowych jedynek z ich debiutanckich sezonów i obecnie. Ja dodałem do tego jeszcze ich najlepsze sezony. Jak to wygląda?


Jason Kidd
21 lat: 12,4 pt, 5,8 zb, 8,2 ast, 38,5%, PER 15,1
29 lat: 18,0 pt, 6,1 zb, 8,6 ast, 41,4%, PER 22,2
36 lat: 8,9 pt, 5,3 zb, 9,2 ast, 42,5%, PER 16,5


Steve Nash (w pierwszy sezonie miał ograniczoną liczbę minut więc do analizy użyjemy jego drugiego roku gry):
23 lata: 14.9 pt, 3.5 zb, 5.7 ast, 45,9%, PER 15.6
32 lata: 19 pt, 3,6 zb, 11,9 ast, 53,2%, PER 23,8 
35 lat: 19.8 pt, 3.4 zb, 11.8 ast, 52,3%, PER 23.2


Chris Paul
20 lat: 16.1 pt, 5.1 zb, 7.8 ast, 43,0%, PER 22.1
23 lata: 21,4 pt, 5,2 zb, 10,3 ast, 50,3%, PER 30
24 lata: 19.1 pt, 4.3 zb, 10.4 ast, 50,5%, PER 26.6


Rajon Rondo
20 alt: 9.9 pt, 5.7 zb, 5.8 ast, 41,8%, PER 13.1
23 lata: 13.9 pt, 4.2 zb, 9.5 ast, 53,4%, PER 20.0


Derrick Rose
20 lat: 16.3 pt, 3.8 zb, 6.1 ast, 47,5%, PER 16.0
21 lat: 19.6 pt, 3.7 zb, 5.9 ast, 47,7%, PER 17.7


Od siebie dołożyłem jeszcze Jonny'ego Flynna:

20 lat: 17,2 pt, 2,9 zb 5,9 ast, 42,3%, PER 13,6

Co nam mówią te cyferki? Ano po pierwsze musimy brać je trochę z przymrużeniem oka bo przecież Rubio w NBA nie gra więc ciężko go porównywać. Potencjalnie jednak Rubio ma zadatki na rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. To nad czym z pewnością musi popracować to skuteczność. Wbrew pozorom nie chodzi tu jednak o rzuty z wyskoku. Rubio w Eurolidze notuje solidne 40% skuteczności zza łuku (choć musimy wziąć pod uwagę, że w NBA ta odległość jest większa w Ricky ponoć w tym sezonie dalekiej trójki jeszcze nie trafił) a w ACB nawet 46%. Problemem nadal pozostaje kończenie akcji spod kosza. Bez tej umiejętności żaden rozgrywający w NBA kariery nie zrobi. Patrząc na dzisiejszych młodych rozgrywających łatwo możemy zaobserwować, że ich główną siłą jest właśnie kończenie z pomalowanego (Rajon Rondo trafia 20% swoich rzutów za trzy i niecałe 60% osobistych a jednak nie przeszkadza mu to mieć ogólną skuteczność na poziomie prawie 50%). Pamiętajmy jednak cały czas, że Ricky skończył w październiku dopiero 19 lat. Gdy w końcu zobaczymy go w NBA będzie z pewnością lepszy. Zresztą nawet jeśli będzie mu się trudno dostosować do amerykańskiej koszykówki to i tak możemy być pewni, że fani z miejsca go pokochają. Choćby za takie rzeczy:


Więcej występów Rubio w Eurolidze można zobaczyć naprzykład tu i tu. Naprawdę warto. Kawałek solidnej i przede wszystkim radosnej koszykówki. Niebawem będę miał okazję zobaczyć Rubio po raz pierwszy na żywo więc z pewnością będę mógł sobie wyrobić opinię na temat jego talentu. Może nawet skończy się to jakimś Rubio-watch na ZP1. Swoją drogą bardziej niż to, czy Rubio poradzi sobie sportowo (w to szczerze mówiąc nie wątpię, choć nie jestem obiektywny bo po prostu uwielbiam graczy tego typu) interesuje mnie to, czy poradzi sobie mentalnie. Z jednej strony towarzyszyć mu będą ogromne oczekiwania. Z drugiej strony z miejsca stanie się gwiazdą. W Europie koszykówka to wciąż "jedynie" sport (w gruncie rzeczy niewielu barcelończyków orientuje się kim jest Rubio). W Ameryce to wielki interes spleciony z show-biznesem i wielkimi pieniędzmi. Pytanie brzmi, czy młody Rubio wytrzyma to ciśnienie. Mam nadzieję, że tak bo tego typu graczy nigdy nie powinno w lidze zabraknąć. Czy będzie faktycznie tak dobry jak mu to wszyscy prognozują? To już zależy tylko od niego samego. Potencjału z pewnością mu nie brakuje.

Podziel się

DNIÓWKA: CZY MAGIC ZDEMOLUJĄ DZIŚ HAWKS?

sobota, 30 stycznia 2010 21:23

DNIÓWKA: 30 STYCZNIA (sobota)

Piotr Makulec


01:00 ATLANTA HAWKS @ ORLANDO MAGIC

Hawks wygrali wczoraj z Celtics i zakończyli tegoroczną serię 4-0, po raz pierwszy od sezonu 1998-99. Z Magic może im nie pójść tak łatwo, nawet mimo tego, że klub z Florydy gra bardzo słabo w styczniu. OK, nie słabo, ale bez energii, bez pełnego skupienia nie tylko w ataku, ale głównie w obronie. Czasami jak oglądam Magic to odnoszę wrażenie, że oni chcą docignąć jakoś do Weekendu Gwiazd by złapać długi oddech, jeden, drugi, a następnie wrócić pełni werwy i zacząć dominować jak rok wcześniej. Ale może się mylę... Hawks wygrali 9 z 12 poprzednich meczów, ale z Orlando mają ostatnio bilans 0-5. Co gorsza w dwóch ostatnich meczach byli miażdżeni przez nich, najpierw 93:76 26. listopada, a później 113:81 9. stycznia. I tylko raz podczas tych pięciu meczów udawało im się zdobyć więcej niż 90 punktów.

02:00 NEW ORLEANS HORNETS @ MEMPHIS GRIZZLIES

Memphis Grizzlies grają coraz lepiej, będąc nie tylko jedną z najlepszych ekip grudnia, ale także stycznia. W ostatnich dwóch i pół tygodnia przegrali tylko dwa razy, w obu przypadkach na wyjazdach (ze Spurs i Hornets). Dzisiaj jednak grają u siebie, gdzie są bardzo mocni w tym sezonie. "Niedźwiedzie" wygrały 11. meczów z rzędu w FedEx Forum, a ich grę w Memphis (i nie tylko) ogląda się naprawdę bardzo przyjemnie.  Dzisiaj najprawdopodobniej nie zagrają Chris Paul i James Posey.

02:00 NEW YORK KNICKS @ WASHINGTON WIZARDS

Ciężko się ogląda Wizards, którzy najpierw byli prześladowani przez kontuzje, a później nękani przez dwa tygodnie tym co zrobił Gilbert Arenas i Javaris Crittenton. To miał być "Czarny Koń" tegorocznych rozgrywek, a będzie pewnie "Czarnym Koniem" w... Drafcie 2010. Wizards grają słabiutko, bez energii, bez polotu, są przygaszeni, nie skoncentrowani, miejscami bez pomysłu na atak i dziurawi jak sito w obronie. Ale Knicks nie są lepsi, bo również nie błyszczą w tym sezonie. Dzisiaj pewnie David Lee znowu będzie musiał robić na 2 etaty (23.1 punktu i sporo ponad 10 zbiórek w 8 ostatnich meczach), by Knicks wygrali w Verizon Center, gdzie Wizards przegrali 4 mecze z rzędu.

02:30 MIAMI HEAT @ MILWAUKEE BUCKS

Meczem w Milwaukee Heat rozpoczną serię home-and-home, czyli dzisiaj w Milwaukee, następnie rewanż w poniedziałek w Miami. Dwyane Wade nigdy nie wygrywał łatwo w stanie Wisconsin i w swojej karierze w NBA zwyciężał tu 5 razy w 9 meczach, zdobywając średnio 22.1 punktu. W ostatnich pięciu spotkaniach rzucał po 29.6 punktu, ale czy dzisiaj dostanie wystarczające wsparcie od kolegów, by przełamać 5-meczową serię wygranych gospodarzy w Bradley Center?

03:00 PORTLAND TRAIL BLAZERS @ DALLAS MAVERICKS

Według statystyk mineło już prawie 11 lat (kwiecień 1999 roku), odkąd Portland Trail Blazers wygrali 2 mecze z rzędu na wyjeździe z Dallas Mavericks. 22. grudnia Blazers wygrali w Teksasie 85:81, przerywając z nimi 11-meczową serię bez wygranej (od 1999 roku Portland ma w Dallas bilans 3-17). Wygrać po raz kolejny będzie bardzo trudno, bo ponownie na ławce zasiądzie Brandon Roy, bez którego zespół przegrał 4 z 5 poprzednich meczów i pozwalał swoim przeciwnikom, a w zasadzie ich rozgrywającym na szaleństwa ofensywne: Chris Paul + Deron Williams + Aaron Brooks = 81 punktów i 26 asyst.

04:00 CHARLOTTE BOBCATS @ SACRAMENTO KINGS

Kings przestali grać dobrze, coś się zacięło w tej miłej dla oka ekipie i z meczu na mecz grają jakoś słabiej, czekając chyba na przerwę związaną z Weekendem Gwiazd, by wtedy naładować akumulatory na dalszą część sezonu. "Królowie" przegrali 13 z ostatnich 15 meczów, ale Bobcats, mimo że bardzo dobrze grający w styczniu, na wyjeździe wygrali tylko 5 z 22 meczów overall, w tym dwa ostatnie w Phoenix i Golden State. Ostatni raz obydwa zespoły grały ze sobą w Sacramento w poprzednim sezonie, 25. lutego, i wtedy górą byli Bobcats 99:91. Była to ich pierwsza wygrana w historii w tym mieście.


 SMS o treści B00161 (B-zero-zero-161) pod numer 7144


 


Podziel się

PZ-TKA: "MAM DO SPRZEDANIA SKUTER, MAŁY PRZEBIEG, W BARDZO DOBRY STANIE"

sobota, 30 stycznia 2010 19:00

 

 




           
  • mvp86: Vince: "Anthony ty jesteś tu dłużej to mi może powiesz, czy w Orlando myślą że jak zagramy w strojach z lat 90 to Howard zmieni się w Shaqa?

  • Hanu: Vince - "Powiedziałem Gortatowi, że dzisiejszy mecz jest odwołany"

Podziel się

LAKERS ZAWITAJĄ W PAŹDZIERNIKU DO EUROPY!

sobota, 30 stycznia 2010 11:09
Rafał Niewiadomski

lakers team


Tak czułem, że nastąpi to wczesniej czy później gdy tylko pozyskalismy Pau Gasola. Już rok temu krążyły pogłoski o tym, że w tym roku Lakers odwiedza Europę. Dla NBA to czysty biznes, Lakers to obecnie prawie tak rozpoznawana marka jak Bulls w latach 90-tych, wiec głupio byłoby tego nie wykorzystać do promocji NBA  na Starym Kontynencie. Dla Pau będzie to wielki powrót do domu. W 2007 roku Gasol miał już okazję odwiedzić swój kraj, wtedy w październiku na NBA Europe Live Tour przyjechał ze swoimi Grizzlies. Odbył 2 mecze, z Entudiantes Madryt i Unicają Malaga. To drugie spotkanie Niedźwiadki nawet przegrały. Rok później po  transferze Pau do Lakers, Los Angeles odwiedził macierzysty klub Hiszpana FC Barcelona. Pamiętam, ze był to pierwszy mecz sparingowy tamtego offseason, do którego Lakers podeszli na serio.


gasol navarro europe tour


Nie będzie to jednak pierwszy przyjazd Jeziorowcow do Europy. W 1991 roku w ramach  śp. McDonald’s Open gracze z Kalifornii odwiedzili Paryż, gdzie w hali Bercy pokonali Joventud Badalona i francuski Limoges.


W tym roku Jeziorowcy zawitają do Barcelony, gdzie zmierzą się z miejscowymi FC Barcelona. Podobno odwiedzić mają także Londyn. Dla mnie jako europejskiego fana Jeziorowców jest to świetna informacja. Na wyjazd do LA odkładam  już dobre 2 lata i nie zanosi się żeby mi się to szybko udało. Ich wizyta w Europie daje mi możliwość zobaczenia Kobego czy Rona na żywo w koszulkach Lakers, nie ponosząc przy tym aż tak wielkich kosztów. Niemniej jako kibic tej drużyny, nie jestem szczęśliwy, ponieważ to tylko dodatkowe obciążenie dla zawodników. Kobe i Pau planują wystąpić w wakacje w Mistrzostwach Świata, które odbędą się w Turcji, sezon NBA (mam nadzieję) szybko nie skończą i dodając do tego to, iż Gasol nie miał wolnych wakacji od 4 lat a Kobe tylko te wakacje odpoczął w ostatnich 3 latach, to szanse Lakers na wymarzony 3-Peat naprawdę maleją do minimum. W zasadzie przy tym kalendarzu będzie to niemożliwe ale nie o tym była mowa.

Kto jedzie do Barcelony/Londynu w październiku!?

źródło: marca.com

Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 767 503  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18767503

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0