Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 714 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




KOBE BRYANT, BRUCE WILLIS I KANYE WEST, CZYLI TRAILER "THE BLACK MAMBA"

poniedziałek, 31 stycznia 2011 20:17

To będzie dobry film, bo Bruce Willis nie gra w złych filmach.

 


Podziel się

KKWP: KG NIE KAŻDEMU SIĘ PODPISZE

poniedziałek, 31 stycznia 2011 17:58


 
 
           "Masz większe szanse by złapać Bin Ladena"

  
- odpowiedź Kevina Garnetta na prośbę o autograf chłopca od piłek (ballboy) w Staples Center.
KG naprawdę nienawidzi Lakers.

 


NBA - gdzie równowaga musi być zachowana:



 

marek: Swoją drogą poszperałemw sieci  trochę o ballboy'ach i znalazłem punkt odnośnie autografów:


Autografy – podobnie jak media tak i chłopcy od podawania piłek nie mają zezwolenia by prosić o autografy od jakiegokolwiek gracza, trenera lub członka koszykarskiego personelu. Autografy są dla fanów, a chłopcy od piłek mają wykazywać się profesjonalizmem i efektywną pracą za każdym razem, gdy nakładają swoje stroje. Czasami może to być bardzo trudne.

pssst, ciekawe kto tego przestrzega...



Podziel się

REMEMBER ME BUDDY?

poniedziałek, 31 stycznia 2011 17:26

Michał Górny

 

 

 

Scena ta miała miejsce podczas wczorajszego klasyku Celtics - Lakers. Przejaw zdrowej rywalizacji i pozytywnych "jaj" na parkiecie czy też jeszcze echo dissu How My Ass Taste?


Podziel się

DURANT: BOSH UDAJE TWARDZIELA

poniedziałek, 31 stycznia 2011 16:44

 

Przemek Kujawiński

 

Chris Bosh i Kevin Durant wymienili wczorajszej nocy kilka słów. Wydawało się, że Durant ma pretensje o faul Bosha na Jamesie Hardenie. Tak naprawdę poszło jednak o coś innego. Jak mówi Bosh:

 

"Mówił Hardenowi, żeby nade mną zadunkował. Powiedział: Następnym razem zadunkuj. Ja odpowiedziałem, że nie, nie będzie nade mną dunkował. On powiedział, tak będzie. Powtarzaliśmy to w kółko. Nie wydaje mi się, żeby to było coś za co powinniśmy dostać faule techniczne. To było tylko gadanie."

 

Mam w głowie taką wizję, w której Bosh i Durant jak małe dzieci powtarzają: "tak, nie, tak, nie, tak, nie". Jeśli faktycznie tak to wyglądało, no to umówmy się, że nie był to szczyt trashtalku. Kevin Durant był jednak nieco poirytowany całą sytuacją:

 

"Mówiłem o mojego kolegi z zespołu a on [Bosh] wtrącił swoje 3 grosze. Jestem cichym, spokojnym facetem, ale nie pozwolę, żeby ktoś mówił do mnie w ten sposób. On jest teraz w dobrym zespole i wydaje mu się, że może gadać. Wiele osób w tej lidze udaje twardzieli i on jest jedną z nich."

 

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale to chyba pierwszy raz, kiedy Kevin Durant decyduje się publicznie powiedzieć coś w tym stylu o innym koszykarzu. No more mr Nice Guy? Kolejna wypowiedź Duranta zdziwiła mnie jednak jeszcze bardziej.

 

"Nawet do niego nie mówiłem. On zdecydował się wtrącić. Nie zamierzam pozwolić, żeby takie rzeczy przechodziły, szczególnie w naszym domu. On nie jest jednym z tych gości, którzy mają reputację tych, którzy ciągle gadają i wtrącają się. To miły facet. On nie jest jednym z tych gości. Nie zamierzam więc pozwolić, by osoba tego typu mówiła do mnie w ten sposób."

 

Dobrze rozumiem, że w takim razie, jeśli byłby to powiedzmy Ron Artest to Durant pozwoliłby mu mówić do siebie w ten sposób? Gdzieś się chyba zgubiłem...

 

Hej! Kevin Durant bywa człowiekiem i czasami się irytuje. Kto wie może jutro mu przejdzie i przyjdzie do Bosha z kwiatami na przeprosiny, ale póki co delektujmy się brudami tej ligi. Nawet jeśli są to te delikatne i miłe brudy na poziomie "idealności" Kevina Duranta.




 


Podziel się

TOP 10 ZAGRAŃ: 30 STYCZNIA 2011

poniedziałek, 31 stycznia 2011 11:44

GDZIE MARCIN BYŁ "IN THE ZONE"

poniedziałek, 31 stycznia 2011 8:47

Image and video hosting by TinyPic

 

Przemek Kujawiński

 

(31-18) NEW ORLEANS HORNETS @ (22-24) PHOENIX 102:104

 

Marcin Gortat mógł dzisiaj wszystko.

 

W pewnym momencie pomyślałem sobie, że właściwie mógłby założyć skórzaną kurtkę podejść do Jennifer Grey i rzucić nonszalancko nobody puts baby in the corner, a potem zatańczyć ostatni taniec turnusu.

 

Marcin Gortat ma właśnie swój time of his life. Suns powinni mu to puszczać po trafionych rzutach. Kto powiedział, że Gortat nie może być liczącą się siłą w ataku w tej lidze? My to powiedzieliśmy i powoli chyba musimy zacząć odszczekiwać.

 

Marcin Gortat rzucił dzisiaj 25 punktów w 24 minuty. Trafiał 9 z 10 rzutów z gry i wszystkie 7 osobistych. Był  niezniszczalny jak Bruce Willis w  filmie Niezniszczalny. Był jak John McClane. Karmił się dzisiaj strachem Quinciego Pondextera i łzami fanów Hornets. To był Marcin Gortat, którego mogę oglądać codziennie i mając wybór, czy obejrzeć Blake'a Griffina w matchupie z Amar'e Stoudemirem, czy Marcina musiałbym się długo zastanawiać.

 

Dzisiaj przyłączyłbym się nawet do akcji "Głosuj na Gortata".

 

To był prawie perfekcyjny mecz w wykonaniu Marcina i on sam o tym wiedział, mimo że początek wcale na to nie wskazywał. Gortat pojawił się na boisku w pierwszej kwarcie, by szybko złapać dwa faule i wrócić na ławkę. W pierwszej połowie zdołał zagrać raptem 7 minut i rzucić w tym czasie 4 punkty.

 

Dobrze liczycie, Gortat rzucił 21 punktów w samej drugiej połowie trafiając praktycznie wszystko, kończąc z góry, rzucając z półdystansu, łapiąc pewnie piłki w pick'n'rollach. Nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy okazało się, że Marcin Gortat potrafi rzucać. Wystarczyło do lat harówki na treningach dodać trochę zaufania partnerów i pewności siebie. Ba! Doczekałem się usłyszeć w amerykańskiej telewizji zdanie, w którym wystąpiły jednocześnie słowa: "Gortat", "pure" i "shot".

 

Niestety będziecie jeszcze przez chwilę zmuszeni do czytania moich zachwytów, ale jeśli sami się nie zachwycacie to nie chcę mieć z wami nic wspólnego. Polak w najlepszej lidze świata zdobywa 25 punktów, 11 zbiórek i 2 bloki w jednym meczu. W dwóch kolejnych spotkaniach zdobywa średnio 22 punkty i 14 zbiórek przeciwko dwóm z trzech najlepszych defensyw ligi. Come on! Naprawdę was to nie kręci?

 

Oczywiście. W drugiej połowie Hornets zmuszeni byli radzić sobie bez Emeki Okafora i to zrobiło różnicę. Takie uśmiechy od losu trzeba jednak umieć wykorzystywać. Gortat był dziś zaś tak przekonujący w tym, co robił, że wierzę mu nawet gdy mówi Stevowi Nashowi, że zrobi z niego MVP i lidera asyst.

 

Swagger.

 

 

Nie oznacza to, że Suns nie mają problemów. Dzisiaj prawie zepsuli w 18 sekund Marcinowi ten dzień. Jak można w takim czasie prawie przegrać mecz prowadząc 8 punktami? Jak można 2 razy stracić głupio piłkę i sfaulować gracza rzucającego za 3 punkty? Od dogrywki Phoenix uchronili się jedynie dzięki pomyłce sędziego, który nie zauważył, że piłka po rzucie spod kosza Marcusa Thorntona zdążyła odbić się od tablicy zanim zablokował ją Grant Hill.

 

Jeśli jest jakiś powód, dla którego Chris Paul (26/12) wciąż nie jest moim MVP tego sezonu, to świadomość, że z całą swoją kosmiczną efektywnością nie gra jak ten zawodnik sprzed 3 lat. Właściwie to jest trochę czepianie się, bo nawet mniej agresywny i rzadziej punktujący CP3 to wciąż fenomenalny zawodnik, ale wiedząc jak dominował niegdyś widać po prostu, że w jego grze jest jakiś minus. Paul zrobił się relatywnie bierny. Niechętnie penetruje, nie próbuję az tak często przedostawać się pod obręcz i często jego rola sprowadza się obecnie do przeniesienia piłki na połowę przeciwników, bo Chris nie gra zbyt dużo bez piłki i często obserwuje po prostu wszystko, co się dzieje ze z góry upatrzonych pozycji.

 

Jeśli jest jakiś powód, że przy okazji tego meczu piszę o kimkolwiek innym niż Marcin Gortat, to właśnie dlatego, że Chris Paul mimo wszystko jest nadal z innej planety i czas byśmy znów zaczęli to zauważać.

 

Kwiatkowski: Gortat potwierdza obietnice, idzie dalej




 


Podziel się

HAMMER TIME!

poniedziałek, 31 stycznia 2011 5:02

What's the time?

 

It's Hammer Time!

 

Mały skrót tego co działo się dziś w Phoenix. Dłuższa relacja już niebawem.



Podziel się

GDZIE CELTICS POWRÓCILI NA TABLICE

poniedziałek, 31 stycznia 2011 1:41

 

Maciej Kwiatkowski

 

(36-11) BOSTON @ LA LAKERS (33-15) 109:96

 

Mecze Lakers i Celtics mają ogromny potencjał bycia przeanalizowanymi. Ponieważ wszyscy są ciekawi. Tym razem więc postaram się nie napisać książki (co może wyjść i tak różnie).

 

Przed meczem pisałem o 5 kluczach do tego spotkania, z których w zasadzie tylko trzy dotyczyły tego co faktycznie może się zdarzyć. Przeanalizujemy co się wydarzyło:

 

1. Bryant i obrona Lakers kontra Rondo i atak Celtics - Atak Bostonu przetrzymał ciężką pierwszą połowę i Celtics zakończyli mecz na skut. 60%, przy 32 asystach i 15 stratach.



W pierwszej połowie Rajon Rondo (10 pkt, 16 as.) miał 1 asystę, po przerwie 15. Kobe Bryant krył Rondo od pierwszej minuty i nie tylko zostawiał mu miejsce do rzutu, ale był ustawiony w poprawnej pozycji obronnej z szeroko rozpostartymi ramionami. To bardzo istotne, bo szerokie ramiona Bryanta na linii rzutów wolnych + ramiona Bynuma, Gasola i Odoma pod koszem zabierały Rondo przestrzeń, widoczność i możliwość asysty pod samą obręcz. Celtics mają kilka zagrań, w których np jeden ze skrzydłowych urywa się nagle po jakiejś powrotnej zasłonie w drugą stronę i jest sam pod koszem. Nie było czegoś takiego do przerwy.



Lakers nie mieli dużo okazji, by to pokazać, bo do przerwy koncertowo grał Bryant (17 pkt w 2 kwarcie), przez co Celtics najczęściej wyjmowali piłkę z siatki, ale w tych kilku sytuacjach, które miały miejsce Lakers bardzo szybko wracali się do obrony i prowadzili 54:50 do przerwy (54:48, gdyby nie beznadziejnie głupi faul Lamara Odoma w ostatniej sekundzie drugiej kwarty). Rondo nie miał więc okazji przyspieszać tempa.



Co zmieniło się po przerwie? Przede wszystkim sam Rondo przestał grać pasywnie, a sprzyjały temu problemy Lakers z pozycją niskiego skrzydłowego. Ron Artest - naprawdę obawiam się o niego w tym sezonie - nie radził sobie z Paulem Pierce'm (32 pkt, 11/18), który miał 16 punktów w pierwsze 6 minut drugiej kwarty. Artest siadł na ławkę w trzeciej minucie i już nie wrócił do gry. Zastąpił go Luke Walton (zabrakło Matta Barnesa), a potem Shannon Brown. To sprawiło, że Bryant musiał zostać przesunięty do krycia Pierce'a, a na Rondo został Steve Blake co znacznie ułatwiło mu pracę w czwartej kwarcie (przez 4 min. czwartej kwarty Phil Jackson grał Blake'm i Derekiem Fisherem. Nawet to miało być lepsze niż Artest). Druga rzecz to zbiórki w obronie po przerwie, które pozwoliły Celtics uzyskiwać lepszy spacing w kontratakach granych w drugie tempo.



2. Zbiórki -  Celtics wygrali deski 43-30, ograniczając Lakers do tylko 10 w ataku.



Moim zdaniem był to element rozstrzygający i możecie naprawdę hejtować moje nieskrywane uwielbienie do Kevina Garnetta (18 pkt, 13 zb., 5 as., 9/12), ale gość zebrał 12 piłek w obronie, podczas gdy najlepszy zbierający w Lakers w tym meczu, Pau Gasol (12 pkt, 5/13) miał łącznie 7 zbiórek. W pierwszej kwarcie Celtics prowadzili, zatrzymując Lakers na jednej zbiórce w ataku. W drugiej kwarcie Lamar Odom i Andrew Bynum przedarli się kilka razy na ofensywną tablicę, ale w ostatnim kwadransie meczu Lakers mieli raptem jedną zbiórkę na atakowanej desce.



Myślę, że nie pomylę się dużo, jeśli napiszę, że bez przewagi na tablicach Lakers nie pokonają Celtics. Lakers i Celtics mogą grać 10 spotkań, a będzie wynik 5-5, 6-4, 4-6, ale największą różnicą w tym meczu, w porównaniu z Finałami była gra Garnetta na bronionej desce, która jest o niebo lepsza w tym sezonie niż w ubiegłym. To widać zresztą gołym okiem, gdy skacze do zbiórki. Amare Stoudemire w swoim życiu nigdy tak nie zbierał - nawet na meczach towarzyskich z nowojorskimi celebrytami.

 

3. Kto zatrzyma Kobe'go? - Nie Celtics i nie Pau Gasol (5/13), Derek Fisher (1/6) czy  Ron Artest (1/10)



Napisałem na początku, nie można tego meczu przeanalizować. Rzut oka w statystyki - Kobe Bryant  (41 pkt, 0 as.) oddał  29 rzutów, Odom/Gasol/Bynum 27 rzutów. Oczywiście, że lepiej by było dla LA, gdyby to rozkładało się choćby tak jak w ostatnich zwycięstwach Lakers z Denver czy Oklahomą, ale defense Celtics czy ten indywidualny Garnetta, Perkinsa (czy od biedy nawet warunki fizyczne Shaqa) nie ułatwiają rozwiązań jeden-na-jednego pod deską. Celtics tracili pod koszami w Finałach i choć czasem nadal jakby nie wiedzieli, że Odom idzie zawsze w lewo, to Gasol i Bynum przed przerwą musieli się dużo napracować na swoje punkty w izolacjach. Zdobywali je, bo są po prostu w tym bardzo dobrzy, ale musieli na nie ciężko pracować, trafiając trudne rzuty. Podobnie jak z atakiem Bostonu w starciu z obroną Lakers - bardzo dobra ofensywa w końcu pokona nawet najlepszą obronę.

 

I gdy patrzę w ofensywne statystyki Celtics z tego meczu (60%, 32 asysty) to myślę, że nie oddają one tego jak ciężko jest zdobywać Celtics punkty w half-court offense przeciwko Lakers. Różnica - Bryant trafił kilka fenomenalnych rzutów, ale Pierce, Allen i Garnett to też strzelcy, którzy zdobyli już 20 tys. punktów w tej lidze, z czego przynajmniej 1/3 po rzutach z wyskoku. To, że trafiają rzuty na czwartym-piątym czy szóstym metrze to nie przypadek. Każdy z nich notuje career-year w skuteczności z gry. Pierce 11/18, Garnett 9/12, Allen 8/12.



Bryant rzucił 17 punktów w drugiej kwarcie, gdy Lakers przejęli wydarzenia na boisku. Technicznie - Bryant to zrobił. Miał 22 punkty do przerwy (potrzebujemy statu Lakers vs Top10 ligi z ostatnich 4 lat, gdy Bryant ma 20 pkt do przerwy). Dlatego patrzyłem uważnie jak zacznie trzecią kwartę. Zaczął ją pasywnie, Artest oddawał rzuty za dwa po koźle z wyskoku (powinni mu tego zabronić. Za trzy? Takie mu o dziwo wpadają, ale za dwa? Nigdy), Gasol nie mógł sobie wypracować dobrej pozycji z Garnettem za nim i Bryant musiał wrócić ofensywnie do tego meczu. Tym bardziej, że Bynum złapał czwarty faul i poszedł na ławkę razem z nieradzącym sobie Artestem już w trzeciej minucie drugiej połowy.

 

Bryant trafił 16 z 29 rzutów, spudłował kilka w czwartej kwarcie, ale to nie był ten mecz, za który można go winić. Kobe niedługo zostanie nr 1 w historii NBA w ilości spudłowanych rzutów, ale to nie było San Antonio z tego sezonu. Bryant radził sobie po koźle czy w post-up i z Allenem i z Pierce'm - był najlepszym graczem na parkiecie, ale poza tym match-upem Celtics zatrzymali wszystkich innych.



Lakers nie muszą długo czekać na okazję do rewanżu. Za 11 dni zagrają w TD Garden.




 


Podziel się

EDDIE "WIELKIE JAJA" HOUSE

niedziela, 30 stycznia 2011 23:21

Marek Dziuba

 

Końcówka zaciętego spotkania między Żarem a Grzmotem. Miami przegrywa 102:103. Mniej więcej 27 sekund do ostatniej syreny. D-Wade pudłuje z dystansu. Na atakowanej desce zbiera Mike Miller i przytomnie podaje do LeBrona Jamesa. Lebron oddaje wielki rzut? Nie. Podaje do ustawionego na lepszej pozycji Eddiego House'a. Bang. I teraz najlepsza część spektaklu. Eddie pokazuje jakie ma wielkie cojones. (+18) Dobra, dobra żart, choć w pewnym sensie...


 


Gdyby House nie trafił, znów powstałaby debata, czy cojones, aby  na własne barki wziąć decydującą akcje ma James. House trafił, dyskusji nie będzie, zagranie było mądre i skuteczne. amen.


Podziel się

ŚWIĘTA WOJNA, KOLEJNA CZĘŚĆ

niedziela, 30 stycznia 2011 8:50

Maciej Kwiatkowski

 

Raz jeszcze będziemy mieli okazję się przekonać czemu Celtics/Lakers to największa rywalizacja w historii NBA. Czytamy historie, książki, wywiady - my tutaj w Polsce najczęściej kierujemy się osobistymi sympatiami na temat tego kto jest lepszy. Niektórzy mają to jednak gdzieś (choć ciężko mi w to uwierzyć), ale w USA możesz być za Bulls, za Heat, za Pacers nawet, ale musisz mieć swojego faworyta w starciu Lakers z Celtics.



Gdybym mógł urodzić się raz jeszcze i mógłbym wybrać kiedy - 1968 r., w USA, żeby w pełni móc przeżyć erę lat 80-tych w NBA. Myślę, że Larry Bird był jednym z najlepszych sportowców w historii, jeśli popatrzymy jakim przeciętnym atletyzmem dysponował. Byłbym za Birdem? Może, ale to Magic Johnson był moim pierwszym ulubionym graczem i to jeszcze w sezonie 1991/92, w którym musiał po raz pierwszy zakończyć karierę. Byłem za Magicem Johnsonem kiedy grał przeciwko Michaelowi Jordanowi, więc teraz już wiecie, że to było ważne dla mnie.

 

W każdym razie - Dzięki Magic. Nigdy potem nie zostałem prawdziwym fanem Bulls.

 

Bogowie koszykówki chcieliby najchętniej umieścić Kings i Suns za piątkowe wygrane, zestawić Marcina Gortata z DeMarcusem Cousinem i przestać udawać, że chodzi o coś więcej niż tylko kolejny mecz sezonu regularnego. Lakers vs Celtics. Minimum dwa razy w roku. Nie zawsze - w najsilniejszych składach. Tym razem w dobrej kondycji. Matt Barnes, Delonte West - pardon.



Ten mecz nie ma większego znaczenia w perspektywie ewentualnej serii na wiosnę tego roku, poza tym którzy kibice przez kolejnych kilka  tygodni będą wykorzystywać zwycięstwo swojej drużyny jako argument w dyskusjach oraz jako znieczulenie na porażki z Kings czy Suns.  Trwają dog days w NBA i to kolejny prawdziwy początek sezonu. Niby, ale gdy widzę na parkiecie Lakers i Celtics - po prostu nie może być lepiej.

 

Przerobiliśmy już serię finałową w poprzednim sezonie i podtekstów czy niuansów w tej rywalizacji znalazłaby się dwucyfrowa ilość. Oto moim zdaniem 5 najważniejszych płaszczyzn dzisiejszego meczu, który - gdy ostatni raz sprawdzałem - nie zostanie pokazany w żadnej polskiej stacji...




 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 694  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779694

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0