Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 419 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


WASHINGTON WIZARDS, CZYLI BUDUJEMY NOWY DOM (ZACZYNAJĄC OD TEJ ŚCIANY)

wtorek, 19 października 2010 7:38

Image and video hosting by TinyPic


Przed sezonem 2010/11, o którym David Stern mówi, że będzie najlepszym w historii NBA przedstawiamy każdą z 30 drużyn ligi. W tym roku zadajemy najbardziej kluczowe wg nas pytania i od razu na nie odpowiadamy. Tym razem zadamy te dotyczące Washington Wizards... spodziewajcie się wiele razy przeczytać nazwisko John Wall.

Przemek Kujawiński

1. Czy Adam Morrison zostanie nowym Larrym Birdem?

1. Jak dobry jest John Wall?

Zapomnijcie o wszystkim, co wiecie o Washington Wizards z zeszłego sezonu. To jest zupełnie nowy zespół. Z „waszyngtońskiej wielkiej trójki” ostał się tylko Gilbert Arenas, ale to już nie będzie ten sam Agent Zero jakiego znaliśmy (ale o tym później). Wizards mają nowego idola, przewodnika i zbawcę. I wcale nie obawiają się mówić o tym głośno. John Wall został twarzą drużyny (a także jej kapitanem) zanim jeszcze postawił stopę na parkiecie w meczu NBA. Po kilku spotkaniach preseason nikt już chyba nie ma też wątpliwości, w czyich rękach będzie spoczywała piłka w tym zespole.

Przeczytałem gdzieś, że najlepsze w Johnie Wallu jest to, że prawdopodobnie potrafi bardzo dobrze grać w koszykówkę. Jak dobrze? Z pewnością na tyle, by powalczyć o nagrodę dla najlepszego debiutanta. Czy jednak tak dobrze, żeby z miejsca stać się jednym z najlepszych graczy w lidze? Czy tak dobrze, żeby móc rywalizować na tak mocno ostatnio obsadzonej pozycji rozgrywającego? Co najważniejsze, czy tak dobrze, żeby zaciągnąć Wizards do playoffs i odzyskać utraconą dumę miasta Waszyngton?

Te pytania przez większość sezonu będą iskrzyły się przed oczami kibiców i wszystkich osób związanych z klubem. Jeśli okaże się, że odpowiedź na nie brzmi „tak”, to nie raz przeczytacie na wiosnę, że Wizards nie mogło się przytrafić nic lepszego niż ten fatalny sezon 2009/2010.

Przejdźmy jednak do Walla. Co już wiemy? Fizycznie już teraz jest gotowy do rywalizacji z najlepszymi. Jest za szybki i za atletyczny dla większości jedynek w lidze. Dla większości też widzi zbyt dużo i podaje za dobrze. To jak sprawienie (z zachowaniem proporcji), by Steve Nash nagle zaczął dunkować i bronić. Wydaje się też, że mentalnie również jest już gotowy do rywalizacji na najwyższym poziomie i chętnie przyjął odpowiedzialność, jaka spadła na jego barki.

Jak w przypadku każdego rookie pozostaje wątpliwość, czy będzie w stanie grać regularnie na wysokim poziomie noc po nocy i nie zderzy się z, nomen omen, legendarną ścianą debiutantów. Poza tym John Wall ma wszystko, by stać się waszym nowym Kevinem Durantem – mordercą na parkiecie i miłym gościem poza nim. Reszta należy do niego.

Najbardziej optymistyczne przewidywania mówią, że Wall wręcz zrewolucjonizuje pozycję rozgrywającego – szczególnie pod względem defensywnym. Wizards chcieliby chociaż, żeby w tym sezonie pokazał, że w przyszłości będzie do tego zdolny. Z pewnością spodziewajcie się solidnej porcji asyst (potencjalnie nawet pierwsza piątka w lidze) i przechwytów (jak wyżej). Dużo biegania i wejść pod kosz w drugiej sekundzie akcji a’la Rajon Rondo. Wszystko ponad to, to będzie już bardzo dużo.

Oczywiście, żeby nie było tak słodko, Wall wciąż ma się czego uczyć (choćby gry w post, co ćwiczy już pod okiem Sama Cassella) i nad czym pracować. Żeby daleko nie szukać warto byłoby zacząć choćby od poprawienia rzutu. Nad tym znęcać zaczniemy się jednak dużo później.

2. Czy coś znowu ugryzie Gilberta?

Te gość ma wciąż tylko 28 lat.

Pewnie to przede wszystkim moje prywatne sympatie, ale chciałbym wreszcie zobaczyć, jak Gilbert Arenas powraca do formy. Wszystko wskazuje na to, że incydent z bronią wreszcie wstrząsnął nim na tyle, żeby zmienił swoje nastawienie i skupił się na koszykówce. Mam wielką nadzieję.

Jednocześnie porzuciłem nadzieję, że zobaczę jeszcze starego Gilberta. Nie przy Johnie Wallu. Wall musi mieć piłkę w ręku i wiedzą o tym wszyscy. Wie o tym już też sam Arenas, który przed sezonem przyznawał, że będzie jedynie pomocnikiem i postacią drugoplanową. Pożegnał się już z Agentem Zero i nawet trochę symbolicznie zdjął koszulkę z tym numerem. Przekonamy się, jak długo wytrwa w tym postanowieniu.

Arenas oficjalnie przeniesiony został już na pozycję numer dwa i w tej roli będziemy widzieli go na parkiecie najczęściej. Dopóki Gilbert będzie się z tym godził, tak długo jest to dla Wizards dobra wiadomość. Nie znajdziecie bowiem drugiego backcourtu z tak dużym potencjałem ofensywnym w całej lidze. Tym samym, póki co znika z puli pytań kluczowych pytanie: Jak pogodzić Arenasa i Walla razem na boisku?. Póki co.

Dodatkowo, pod pewnymi względami, Gilbert może być naprawdę dobrym wzorem dla Walla. Dobrze po swojej stronie mieć gościa, który jest tak pewny siebie, że tylko dzięki temu wchodzi na wyższy poziom. „Ułożonemu” Johnowi może jeszcze trochę tej boiskowej zarozumiałości brakować.

Wizards ugrzęźli z olbrzymim kontraktem Gila i chcąc - nie chcąc, muszą się z tym pogodzić. Wszystko na co mogą liczyć to nadzieja, że tym razem, ani ciało, ani umysł go nie zawiodą. Póki co zdążył już wyskoczyć przed sezonem z - podobno - udawaną kontuzją. Oby na tym się skończyło.

3. Jak poskładać puzzle, które na pozór do siebie nie pasują?

No właśnie. Flip Saunders ma delikatnie mówiąc „ciekawą” drużynę. Numer jeden draftu, który już został ogłoszony nowym mesjaszem, człowieka-pistolet – nie tylko ze względu na zainteresowania, ale i na to, co robi na parkiecie, dwóch 7-footerów, z których jeden jest wielką nadzieją żółtych i lubi przebierać się za Dirka Nowitzkiego, a drugi choć ma tyle samo wzrostu i tak wydaje się większy, skrzydłowego, który uważał się za gwiazdora zanim jeszcze ktokolwiek nauczył się poprawnie wymawiać jego nazwisko, i wielbiciela marihuany, który nie przepada za amerykańskim hymnem.

Podsumowując dużo talentu opakowanego w różne osobowości i style gry. Oczywiście taka różnorodność może działać w obie strony, jednak zespół z trzema rozgrywającymi, jednym centrem i fałszywym silnym skrzydłowym, bez klasycznej dwójki, może przyprawić swojego trenera o ból głowy.

Potencjalnie najmocniejsza piątka Wizards powinna wyglądać następująco: Wall-Arenas-Howard-Blatche-McGee. Pod nieobecność wciąż kontuzjowanego Howarda (ma wrócić w grudniu) w pierwszej piątce powinno znaleźć się miejsce dla Ala Thorntona, ale w meczach przedsezonowych Saunders testował ustawienie z trzema obrońcami, gdzie teoretycznie na trójce grał Kirk Hinrich. Trudno powiedzieć, jak sprawdzić się to może w sezonie, gdyż jakkolwiek Hinrich jest bardzo dobrym obrońcą, to nie jest w stanie bronić przeciwko większym skrzydłowym rywali. Obiecujące występy Nicka Younga sprawiają, że trener Wizards nie powinien przejmować się szczególnie obsadą pozycji obwodowych.

Dużo gorzej sytuacja wygląda pod koszem. Andray Blatche zaliczył świetną końcówkę poprzedniego sezonu. Trudno jednak przewidywać, że będzie równie produktywny, gdy stanie się dopiero trzecią opcją w ataku i nie będzie dostawał piłki tak często (wątpliwe też, czy będzie z tego faktu bardzo zadowolony). JaVale Mcgee to wciąż melodia przyszłości, choć z pewnością chcecie go oglądać w tym sezonie, bo nie ma bardziej ekscytującego i efektowniej grającego centra w tej lidze. Pozostaje bardzo ważne pytanie, kto będzie w tym zespole zbierał piłki...

Yi Jianlin szuka kolejnej szansy, by spełnić choć cześć pokładanych w nim nadziej. Jako rezerwowy z pewnością będzie przyprawiał o ból głowy szkoleniowców przeciwnych ekip szukających dla niego match-upów. Nie ma się już co jednak łudzić i  trzeba powiedzieć to głośno: „Yi nigdy nie będziesz Dirkiem Nowitzkim.”

To, co chcielibyśmy zobaczyć w tym sezonie to przede wszystkim szybka gra. I Wall i Arenas potrafią być mordercami we wczesnej ofensywie. Dodajcie do tego McGee z jego mobilnością i macie zespół, który chcecie oglądać w kontrze. Przy odrobinie szczęścia (nowy Gilbert, świetny Wall) może to zaprowadzić Wizards nawet w okolice playoffs. To jednak ten bardziej optymistyczny scenariusz.

Wciąż jednak warto będzie ich oglądać. John Wall folks. Więcej powodów nie potrzebujecie.

Trener: Flip Saunders

2. John Wall (20 lat, 193 cm, R)
12. KKirk Hinrich (29, 191 cm, 7)


9. Gilbert Arenas (28, 193 cm, 9)
1. Nick Young (25, 201cm, 3)
3. Lester Hudson (26, 193 cm, 1)

5. Josh Howard (30, 201 cm, 7)
14. Al Thornton (26, 203 cm, 3)
6. Adam Morrison (26, 203 cm, 4)

7. Andray Blatche (24, 211 cm, 5)
31. Yi Jianlian (22, 213 cm, 3)
35. Trevor Booker (22, 201 cm, R)


34. JaVale McGee (22, 213 cm, 2)
24. Hilton Armstrong (25, 211 cm, 4)


Atlanta Hawks , Boston Celtics , Orlando Magic , New Jersey Nets, Denver Nuggets, Houston Rockets





Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

ILE WART JEST AL HORFORD?

wtorek, 19 października 2010 1:37
Przemek Kujawiński

Zegar tyka. Hawks mają czas do 1 listopada, by podpisać przedłużenie umowy z Alem Horfordem. W innym wypadku w przyszłym roku stanie się on zastrzeżonym wolnym agentem. Trudno wątpić w to, że znajdą się zespoły gotowe zaoferować mu wtedy bardzo wysoki kontrakt - potencjalnie nawet maksymalny. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie nowa CBA, która może sprawić, że Atlanta po prostu nie będzie mogła zgodnie z zasadami wyrównać najwyższych ofert. Jeśli właścicielom drużyn uda się przeforsować twarde salary cap, to Hawks już teraz mający na przyszły sezon 50 milionów na liście płac będę w nieciekawej sytuacji.

Rozmowy między Horfordem i Hawks wciąż jednak stoją w martwym punkcie. Mówi się o tym, że Al nalega na przedłużenie podobne do tego, które otrzymał latem Kevin Durant (ponad 85 milionów za następne 5 lat). Klub dla odmiany ceni go bardziej niczym Joakima Noaha (60 milionów za 5 lat).

Jakby nie patrzeć Horford nie jest taką gwiazdą jak Kevin Durant i nie zasługuje na maksymalny kontrakt w mojej opinii. Jeszcze na niego nie zasługuje. Pamiętajmy, że obok KD, to on jest tym drugim All-Starem z draftu 2007. Pamiętajmy też, że Atlanta dała właśnie maksymalny kontrakt Joe Johnsonowi i bądźcie pewni, że za 4 lata jego 21,5 miliona będzie wydawało się śmieszne, podczas gdy potencjalne 16,5 Horforda z dużym prawdopodobieństwem uważane byłoby za świetny interes.

Hawks mają wciąż jeszcze prawie 2 tygodnie i jestem bardzo ciekawy, czy zdecydują się płacić. Tym bardziej, że Horford ostatnio zmienił agenta i - jak mówią pogłoski - skłania się pójść raczej ryzykowną drogą i poczekać na lato, niż dla bezpieczeństwa wybrać teraz mniejsze, ale pewne pieniądze.

Jeśli strony nie dojdą do skutku, to spodziewajcie się ostrej walki o usługi Ala. Dla zespołu, który już teraz jest bardzo blisko czołówki ligi, może być on wzmocnieniem o podobny znaczeniu jak 3 lata temu Pau Gasol dla Lakers. 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

HOUSTON ROCKETS, CZYLI WÓZ ALBO PRZEWÓZ

poniedziałek, 18 października 2010 20:32



Przed sezonem 2010/11, o którym David Stern mówi, że będzie najlepszym w historii NBA przedstawiamy każdą z 30 drużyn ligi. W tym roku zadajemy najbardziej kluczowe wg nas pytania i od razu na nie odpowiadamy.
Tym razem Houston Rockets, których oczekiwania wiążą się z pewnym człowiekiem, który miałby problemy, aby zmieścić się w czymś co nazywa się Geely GT i znajduje się na zdjęciu powyżej.


Maciej Kwiatkowski


1. Czy Yao Ming może poprowadzić Rockets do finału konferencji?


Houston Rockets mogą stać się kontenderem do pokonania Los Angeles Lakers w Konferencji Zachodniej. Mogą też znaleźć się poza play-offami. Wszystko zależy od tego jak będzie wyglądał powrót Yao Minga do profesjonalnej koszykówki. Limit 24 minut i prawdopodobny odpoczynek Yao w meczach dzień po dniu określa też, że z przewagą własnego parkietu w pierwszej rundzie play-offów Rockets mogą się raczej pożegnać.

Od sezonu 2006/07 Rockets przez trzy lata z rzędu wygrywali minimum 50 spotkań (52, 55, 53). Choć obiecująco zaczęli poprzedni sezon, to wymienienie w lutym znakomicie grającego do tego czasu silnego skrzydłowego Carla Landry'ego na rzucającego obrońcę Kevina Martina zwiastowało, że w Houston myślą już o sezonie 2010/11. Sprowadzenie Martina i Brada Millera, podpisanie nowych kontraktów z Luisem Scolą, Kyle'm Lowry'm świadczą o tym, że kolejne dwa-trzy sezony będą dla Rockets być albo nie być i związane jest to bezpośrednio ze zdrowiem ich największej gwiazdy.

Zdrowy Yao jest prawdopodobnie najbardziej dominującą siłą ofensywną na pozycji środkowego. Gdy znajdzie się dwa metry od kosza obrońca przeważnie nie może już nic zrobić niż liczyć, że półhak Yao wykręci się z obręczy. Tym co czyni z Chińczyka koszykarza niebanalnego i mam wrażenie, że przez kontuzje cały czas niedocenianego, jest jego kosmiczna jak na ten wzrost (229 cm) gra przodem do kosza. W trzech ostatnich sezonach trafiał od 46 do 48% rzutów z 3-4 metra, z których mniej więcej tylko połowa była asystowana - oddawał przy tym średnio ok. 3.5 rzutu z tej pozycji na mecz. Jest też w stanie odsunąć się metr dalej, aby być znakomicie wykorzystywanym w akcjach pick & pop, a dobrze obsłużony mimo wiadomego pochodzenia kłopotów z mobilnością potrafi też rolować do kosza.

W najlepszym wypadku Yao wróci do 30-35 minut grania dopiero pod koniec sezonu regularnego. Jeśli w końcu uda mu się dotrwać w grze do kwietnia/maja Rockets stać na sprawienie wielkiej niespodzianki.

2. Czy Yao wróci po drugiej stronie boiska?

Kluczem do sukcesów Rockets od lat była defensywa. W czasach, gdy na ławce siedzieli jeszcze Jeff Van Gundy i Tom Thibbodeau ugruntowała się świadomość Rockets, którą Daryl Morey, GM wykorzystał tworząc z Houston miejsce, w którym aż roi się od graczy, którzy byliby bardzo dobrymi role-players w drużynie każdego z superfaworytów do tytułu. Luis Scola i Shane Battier to gracze, którzy swoją etyką pracy wprost zasługują na przynajmniej jedną wycieczkę do Finałów NBA.

W poprzednim sezonie Rockets bez Yao mieli dopiero 17-tą obronę ligi (ofensywnie byli pozycję wyżej). W latach 2006-2009 zajmowali odpowiednio: 3, 2 i 4 miejsce. Chyba nie muszę przedstawiać statystyk dot. tego jak Rockets w zeszłym sezonie bronili pod obręczą i na 2-3 metrze. Każdy team, który zamieni minuty centra mierzącego 229 cm na minuty grane przez niewysokich silnych skrzydłowych spotka drastyczny spadek w tym względzie.

W przeciągu dwóch lat Rockets w rzeczywistości zamienili też Rona Artesta na Martina, co raczej pozwala zapomnieć, że "Rakiety" wrócą znów do defensywy z poprzednich sezonów. Team Ricka Adelmana może być jednak bardzo przyzwoity po bronionej stronie boiska i przy tym dużo lepszy niż bez Yao.  Daryl Morey za cel stawia powrót do dziesiątki w efektywności z jednej i drugiej strony parkietu.

Battier, Scola, Chuck Hayes to jedni z najmądrzejszych obrońców ligi.  Nie uważam też, żeby Aaron Brooks i Martin w oparciu o Yao w środku i odpowiedni system byli kłopotem, który nie pozwoli Rockets zjawić się w Finale Konferencji Zachodniej. W osobach Kyle'a Lowry'ego i Courtney'a Lee mają świetnych  sparing-partnerów, a Rockets chyba najlepszy defensywnie rezerwowy back-court ligi.

Jestem optymistą, bo lubię jak zbudowany jest ten team i fakt, że najważniejszy w Rockets jest indywidualny wysiłek, praca zespołowa i jeden gigant w środku. O tym czy Rockets będą mieć szanse na powalczenie z Lakers zadecyduje czas do lutego i to czy Morey'owi uda się sprowadzić np Andre Iguodalę z 76ers, oddając w zamian choćby Jordana Hilla, Patricka Pattersona i picki pozyskane od Knicks.


Atlanta Hawks , Boston Celtics , Orlando Magic , New Jersey Nets, Denver Nuggets

Bardziej ogólnie o Rockets i zmianach jakie zaszły tam latem możecie poczytać w zapowiedzi sezonu, którą przygotowałem kilka tygodni temu.


0. Aaron Brooks (25 lat, 183 cm, 3 sezony w NBA)
7. Kyle Lowry (24, 183 cm, 4)
13. Ishmael Smith (22, 183 cm, R)

12. Kevin Martin (27, 201 cm, 6)
5. Courtney Lee (25, 196 cm, 2)
8. Jermaine Taylor (23, 193 cm, 1)

31. Shane Battier (32, 203 cm, 9)
10. Chase Budinger (22, 201 cm, 1)


4. Luis Scola (30, 206 cm, 3)
27. Jordan Hill (23, 208 cm, 1)
20. Jared Jeffries (28, 211 cm, 8)
54. Patrick Patterson (21, 206 cm, R)

11. Yao Ming (30, 226 cm, 8)
52. Brad Miller (34, 213 cm, 12)
44. Chuck Hayes (27, 198 cm, 5)






Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

LIGA NIEZWYKŁYCH DŻENTELMENÓW

poniedziałek, 18 października 2010 19:19
Przemek Kujawiński

W tej lidze są między innymi Michael Jordan i Kobe Bryant i jeszcze tylko kilku innych zawodników na świecie. Jest to liga graczy, którzy są tak bardzo pewni swojej wielkości, że już nawet nie marnują czasu na mówienie o niej. Co najwyżej sugerują...

Jakiś czas temu Michael Jordan spróbował sklasyfikować miejsce Kobego Bryanta w historii koszykówki. Nie był szczególnie precyzyjny plasując go gdzieś wśród pierwszej dziesiątki najlepszych graczy na pozycji obrońcy. Kobe dowiedział się o tym - a jakże i przyznał Michaelowi rację... no w pewnym sensie:

"To właściwe postawienie sprawy. Z pewnością jestem jednym z 10 najlepszych obrońców. To może znaczyć numer 2, to może znaczyć numer 1. To może znaczyć 4 lub 5. Z pewnością jestem wśród pierwszego tysiąca. Wiem, jak on o mnie myśli. Było w historii wielu wspaniałych obrońców. Dla mnie siedzieć tu i mówić: 'Hej! Powinien powiedzieć top 5, byłoby brakiem szacunku dla innych obrońców, jakich kiedyś oglądałem."

Wiadomość została wysłana. To już nie są słowne przepychanki Brandona Jenningsa, czy DeMarcusa Cousinsa. To już jest ten poziom, na którym nie wypada się puszyć i chwalić. Wypada zasugerować i być pewnym, że i tak wszyscy wiedzą, gdzie jest twoje miejsce.

Swoją drogą w tym samym wywiadzie z Markiem J. Spearsem z Yahoo Bryant powiedział też inną rzecz, która mi osobiście bardzo się spodobała:

"Kiedy byłem dorastającym dzieciakiem, zawsze chciałem, żeby pomimo talentu jaki posiadam, wszyscy mówili o mnie, że osiągnąłem więcej niż mój potencjał na to wskazywał. Myślenie o mnie w ten sposób wiele dla mnie znaczy. Oznacza to, że włożyłem w to mnóstwo pracy i wycisnąłem z tej pomarańczy każdą kroplę soku, jaką tylko się dało."


Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

TOP 5 ZAGRAŃ: 17 PAŹDZIERNIKA 2010 (PRESEASON)

poniedziałek, 18 października 2010 10:34

JOHN WALL W SPORTOWYM LABORATORIUM

poniedziałek, 18 października 2010 9:00
Przemek Kujawiński

Jeśli chcecie przekonać się jak dobry jest John Wall... obejrzyjcie jakiś mecz Wizards. Jeśli chcecie wiedzieć, co czyni go tak dobrym, cóż... filmiki poniżej z pewnością nie dostarczą wam na to odpowiedzi. Brak porównania do innych zawodników sprawia, że nie mamy wystarczająco jasnej wizji, jak wielkim wybrykiem natury jest John Wall. Wciąż jednak warto to obejrzeć.

John Wall wziął udział w serii ESPN Sport Science, która próbuje naukowo wyjaśniać sukcesy sportowców. Najbardziej interesujące wnioski z badań, które na nim przeprowadzono przedstawiają się następująco:

- W dwóch krokach potrafi osiągnąć prawie połowę swojej maksymalnej prędkości.
- Piłka spowalnia Johna zaledwie o 0,05 sekundy w czasie ścięcia pod kosz.
- Wall jest szybszy z piłką niż Kevin Durant bez niej. Jest też pewnie szybszy w klapkach i popijając herbatę niż Zydrunas Ilgauskas.
- Jest szybszy niż Chris Paul i Deron Williams.
- Skacze około metra w górę.
- Całkiem przyzwoicie podaje. A jeśli prawdą jest, że zrobił to za pierwszym razem, to naprawdę całkiem przyzwoicie podaje.

Zobaczcie sami:


Wiem, wiem, to tylko show, ale mimo wszystko...

Tutaj inny fragment programu.



Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

E-H MA KRÓTKĄ WIADOMOŚĆ DO HEJTERÓW HEAT

niedziela, 17 października 2010 18:29
... do Ciebie również?




 "At the end of the day, middle fingers to all the haters.



   - Eddie House
do wszystkich krytyków Miami Heat. Dlatego kochasz Eddie'go House'a, gdy gra w Twoim teamie i nienawidzisz go, gdy gra u rywali.



Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

NEW JERSEY NETS, CZYLI PIENIĄDZE TO NIE WSZYSTKO

niedziela, 17 października 2010 18:01
Przed sezonem 2010/11, o którym David Stern mówi, że będzie najlepszym w historii NBA przedstawiamy każdą z 30 drużyn ligi. W tym roku zadajemy najbardziej kluczowe wg nas pytania i od razu na nie odpowiadamy.


Maciej Kwiatkowski


1. Co stało się w poprzednim sezonie z Devinem Harrisem?


Devin Harris zagrał w Meczu Gwiazd w 2009 roku i  pamiętam, że wtedy niewielu stawiało go za Rajonem Rondo. To że dziś sytuacja się odwróciła to z jednej strony dowód postępów Rondo, ale też efekt bardzo ciężkiego sezonu jaki mają za sobą Harris i Nets. W sezonie 2008/09 u boku Vince'a Cartera Harrisa zaliczał średnio 21.3 punktów, przy skuteczności 44% z gry. W poprzednim sezonie te statystyki spadły do 16.9 punktów plus Harris zaliczył najgorsze rezultaty kariery, jeśli chodzi o skuteczność z gry (40%) i skuteczność z dystansu (27%).

Harris skończy w lutym 28 lat i trudno mówić, że jego kariera trafiła już na równię pochyłą. Harris ma w sobie jeszcze potencjał czterech-pięciu sezonów, w których powinien flirtować z wyborem All-Star. Największą rolę w jego słabym roku odegrały kontuzje i praktycznie brak trenera przez ostatnie 60 meczów sezonu. Wszyscy pamiętają, że Nets zaczęli poprzedni sezon od wyniku 0-18. Harris nie zagrał jednak w dziesięciu z tych spotkań i być może jego obecność pomogłaby pokonać u siebie 76ers, czy wygrać w Miami mecz przegrany jednym punktem. Gdy Harris wrócił do gry, szybko z ławką Nets pożegnał się trener Lawrence Frank i do końca sezonu zespół prowadził nuworysz w gronie trenerów NBA, Kiki Vandeweghe, wcześniej bardziej znany z siedzenia za biurkiem w swoim gabinecie jako członek managementu.

W tym sezonie Harris kolejny raz na swojej drodze napotyka Avery'ego Johnsona. To on pomógł mu stać się zawodnikiem, przed którym w play-offach Tony Parker i Manu Ginobili trzęśli nogami. Harris to nadal jeden z najszybch rozgrywających ligi po pierwszym koźle, który szuka wjazdów pod kosz (8.8 rzutów wolnych w meczu w 08/09, 6.0 w 09/10) i w sezonie 2008/09 bardzo rozwinął swoją mid-range game. To właśnie bezpośrednio przyczyniło się do wejścia na poziom All-Star.

Pod Johnsonem będzie musiał poprawić swoją grę w obronie. Jest uparty i doświadczenie jakie zebrał w Dallas sprawiło, że bardzo szybko wydoroślał i nie boi się starć z najlepszymi. Jednak takie elementy techniczne jak praca na nogach w obronie (zamiast bronienia przede wszystkim rękoma) i rzut z dystansu to rzeczy, nad którymi musi popracować, jeśli chce przekonać Nets, że nie warto za dwa lata sięgać po Chrisa Paula i lepiej poszukać wzmocnień na innej pozycji.


Ma też dodatkową motywację - Nets nie ukrywali, że szykowali się jeszcze do loterii draftu na przechwycenie w drafcie Johna Walla. Jeśli nie przeszkodzą mu kontuzje, to powinien wrócić do formy z sezonu 2008/09.

2. Kto będzie rzucającym obrońcą pierwszej piątki?


Myślę, że chyba każdy i jego mama jest fanem, albo niebawem zostanie fanem Terrence'a Williamsa. Drugoroczniak z Louisville ma potencjał, który przy wzroście 198 cm pozwala mu ocierać się o triple-double, jeśli tylko dostaje pewne minuty gry. Problem z tym, że za wszechstronną grą Williamsa nie idzie jeszcze progres jeśli chodzi o rzut z półdystansu i dystansu.

Spośród wszystkich graczy NBA, którzy rozegrali przynajmniej 20 meczów w poprzednim sezonie i oddawali co najmniej 2 rzuty w meczu z odległości 5-6 metrów, Williams był najgorszy w całej lidze, trafiając tylko 22%.


Williams to playmaker i choć warunki fizyczne czynią z niego rzucającego obrońcę, to w praktyce na boisku pełni rolę rozgrywającego z pozycji nr 1 lub pozycji nr 3, gdzie też może być wystawiany.

Nets sprowadzili latem Anthony'ego Morrowa, który tak się składa, że na zasadzie kontrastu z Williamsem jest najlepszym strzelcem za 3 ostatnich dwóch sezonów. Morrow gra w lidze od dwóch lat i w tym czasie trafił 226 rzutów za 3 przy skuteczności 46% (kolejni na tej liście - Jared Dudley i Kelenna Azubuike, 44%). W tym sezonie już nikt nie zostawi go bez krycia, dzięki czemu jest skazany na grę w piątce obok Harrisa, który przez to będzie miał więcej miejsca na znajdowanie drogi do kosza. Williams z kolei przejmie obowiązki rezerwowego playmakera i będzie zmieniał Harrisa, ale jeśli ten dozna kontuzji Williams może otrzymać szansę, której nie zmarnuje. Tym bardziej, że już w pierwszym sezonie gry pokazał, że poza wszechstronnością ma szansę być lepszym obrońcą niż Harris. Z nim na boisku Nets tracili 2.5 punktu mniej na pozycję, choć gwoli ścisłości Williams bronił lepiej przeciwko dwójkom (PER 14.8) i trójkom (17.6) niż rozgrywającym (24.1).

3. Jak będą grać Nets?

Będą grać, ze zrozumieniem swoich ról i motywacją, a to już samo w sobie podwoi ich liczbę zwycięstw z poprzedniego sezonu (12). Porażka z Golden State Warriors będzie chodzić za Avery'm Johnsonem do końca kariery, ale jest to moim zdaniem znakomity szkoleniowiec dla młodego zespołu, a Nets są przecież jedną z najmłodszych drużyn w lidze.

Johnson gwarantuje, że nie będzie na boisku miejsca dla graczy, którzy nie przykładają się do gry w obronie i nie znają swojego miejsca na parkiecie. Już pre-season pokazuje, że wiele z ustawień ofensywnych Nets zakłada grę z jednym klasycznym podkoszowym i czterema graczami ustawionymi na obwodzie, którzy wymieniają między sobą dużą ilość podań. Powinno być więc miejsce na izolacje dla Travisa Outlawa i trafiania przez niego pull-up jumperów po koźle ze skrzydła, Harris będzie miał miejsce na grę pick & roll z Lopezem i pick & pop z Troy'em Murphy'm, ale też Murphy i Lopez będą ułatwiać sobie grę nawzajem z wiadomych myślę przyczyn.


4. Czy Brook Lopez będzie centrem, czy tylko fałszywym centrem?

To trzeci sezon Brooka Lopeza, który jest jednym z najlepszych środkowych młodego pokolenia. Kłopot w tym, że Lopez kocha pół-dystans, ale Avery Johnson woli, aby bardziej zaprzyjaźnił się z grą pod obręczą. Lopez oddawał w poprzednim sezonie 4.5 rzutu na mecz z pół-dystansu, trafiając przeciętne 39% - jest to wynik o dziesiąte części punktu procentowego niższy niż ligowa średnia. To dobre statystyki, ale zbyt często w jego przypadku rzut z półdystansu nie był główną opcją, ale deską ratunkową.

Lopez miał tego lata problemy z mononukleozą, przez co stracił około 7-8 kg. Choroba nie pozwoliła mu kontynuować treningów z Teamem USA i choć wg najnowszych raportów Lopez odzyskał już prawie wszystkie ze straconych kilogramów, to minione lato miał poświęcić na dodanie jeszcze kilku, aby fizycznie wzmocnić się w pomalowanym. Lopez ma bowiem nadal duże problemy w zajmowaniu pozycji w post-up. Ma bardzo wysoki środek ciężkości nie wsparty odpowiednią siłą, aby wykorzystywać kozioł w celu przepchnięcia się bliżej deski. Dlatego cała gra w post-up Lopeza opiera się obecnie na zajęciu i nie straceniu pozycji. Z tego miejsca repertuar zagrań pod koszem, poparty ogromnym zasięgiem ramion Lopeza jest bardzo trudny do zatrzymania - 49% z gry na 2-3 metrze od kosza, to tylko punkt procentowy mniej niż w poprzednim sezonie Tim Duncan, gorszy o dwa niż Al Jefferson.

Podsumowując, nie zdziwię się jeśli New Jersey Nets awansują w tym sezonie do play-offów. Trzeba też cały czas brać pod uwagę, że do lutego może ich wzmocnić jeden z najlepszych strzelców ligi.


Atlanta Hawks , Boston Celtics , Orlando Magic , Denver Nuggets

Bardziej ogólnie o Nets i zmianach jakie zaszły tam latem możecie poczytać w zapowiedzi sezonu, którą przygotowałem kilka tygodni temu.


34. Devin Harris (27 lat, 191 cm, 6 sezonów w NBA)
2. Jordan Farmar (23, 188 cm, 4)
18. Ben Uzoh (22, 191 cm, R)

22. Anthony Morrow (25, 196 cm, 2)
1. Terrence Williams (23, 198 cm, 1)
13. Quinton Ross (29, 198 cm, 6)

21. Travis Outlaw (26, 206 cm, 7)
10. Damion James (23, 201 cm, R)
26. Stephen Graham (28, 198 cm, 5)

7. Troy Murphy (30, 211 cm, 9)
14. Derrick Favors (19, 208 cm, R)
8. Joe Smith (35, 208 cm, 15)
43. Kris Humphries (25, 206 cm, 6)

11. Brook Lopez (22, 213 cm, 2)
27. Johan Petro (24, 213 cm, 5)
55. Brian Zoubek (22, 216 cm, R)



Podziel się:

komentarze (10) | dodaj komentarz

SHAQ MÓWI JAK JEST, A JEST ŹLE

niedziela, 17 października 2010 14:13
Marek Dziuba

Widzimy gołym okiem, że nowe przepisy dotyczące fauli technicznych doprowadzają do skandalicznych sytuacji. I chyba nikt z nas nie mógł wyrazić pretensji lepiej niż Shaq pewnej dziennikarce z Toronto:

"Myślę, że skoro pozwala się sędziom już do tego stopnia kontrolować grę, to może zacznijmy sprzedawać kibicom ich koszulki, a nie nasze. To gra pełna emocji i wiem, że gdy nawet jako kibic zabieram swoje dzieciaki na mecze to chcę zobaczyć wszystko, łącznie z dyskusjami graczy, trenerów i sędziów. Nie można tak po prostu oczekiwać od zawodników, że przestaną oni okazywać emocje.

Zobacz, gdybyś wzięła teraz mikrofon i uderzyła mnie nim, to odpowiem chociaż 'Hej, co ty robisz?'. Nie mogę po prostu dać się uderzyć i powiedzieć 'Okej, wszystko w porządku. Kocham Toronto'. Wiesz o czym mówię? Myślę, że powinni nam pozwolić zareagować raz, może dwa razy. Oczywiście mówię tu o reakcjach z szacunkiem do gry, a nie wyzywaniu sędziów.

Tak jak powiedziałem, NBA może zacząć sprzedawać koszulki sędziów w swoich sklepach. Jak tak dalej pójdzie, to oni będą gwiazdami tej ligi.
"
- via WP.pl

Dzięki Shaq. Tym bardziej, że naraziłeś swój portfel na kurację odchudzającą.

Ktoś jednak musi reagować, bo to, co dzieje się odkąd wprowadzono nowe zasady - to po prostu komedia, która niestety może przerodzić się w dramat. Kevin Garnett wypada z boiska za "magiczne słowo", Grant Hill i Reggie Evans za... klepanie się po tyłku, Kyle Korver dostaje technicznego, bo zasugerował po trafionym rzucie, że został trafiony w rękę. Śmiejąc się przed monitorem zacząłem obawiać się, że zaraz to ja dostanę technicznego i zgaśnie mi obraz, poważnie...

Póki co, jak najbardziej możemy się pośmiać, bo mamy preaseason, ale co będzie potem?  Nowe reguły zaburzają to, co w sporcie najpiękniejsze i dają "zebrom" naprawdę dużą władzę, a przecież nie chcemy, by to oni - sędziowie - byli gwiazdami spotkań. A koszykówka bez emocji? Drogi komisarzu... nie chcemy oglądać szachów.

Na szczęście związek koszykarzy już walczy, aby cofnięto wprowadzone zmiany. Wspieramy z całych sił.



Podziel się:

komentarze (28) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 16 PAŹDZIERNIKA 2010 (PRESEASON)

niedziela, 17 października 2010 12:37

Licznik odwiedzin:  17 059 801 (wersja testowa)

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u