Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 588 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




HALLOWEEN DAY

sobota, 31 października 2009 19:41

DNIÓWKA: 31 PAŹDZIERNIK (sobota)


[ Copy this | Start New | Full Size ]







Maciej Kwiatkowski


No tak - sobota, czyli dzień, w którym NBA w sezonie regularnym zachęca wszystkich, by wieczorem gdzieś wyjść i wrócić nad ranem. Dzisiaj siedem spotkań w terminarzu i w tylko jednym zmierzą się dwie drużyny, które grały na wiosnę w play-offs. Problem w tym, że Rockets bez Yao Minga to nie zespół play-offs, choć jestem pewien, że nie odpuszczą nikomu, nie poddadzą się i może nawet walczyć będą o ósme miejsce na Zachodzie.

Charlotte Bobcats przylecieli do Cleveland z Nowego Jorku, gdzie jeszcze wczoraj łapały ich skurcze w drugiej dogrywce przeciwko Knicks (Gerald Wallace miał 0 asyst w 53 minuty gry). To nie jest dobry omen przed dzisiejszym meczem. Cavaliers też grają drugi dzień z rzędu, ale bez problemu poszło im z nowymi, przebudowanymi Timberwolves.

Dlatego dzisiaj meczem wieczoru wybrałem starcie Detroit Pistons i Milwaukee Bucks. Dla obu zespołów jest to mecz back-to-back i oba wczoraj przegrały. Pistons zagrają bez Richarda Hamiltona, ale chciałem po raz pierwszy w tym sezonie zobaczyć jak funkcjonuje ich nowa ofensywa pod okiem Johna Kuestera i czy Ben Wallace naprawdę znów zaczyna przypominać Big Bena z dawnych lat oraz gdzie podział się na starcie sezonu Charlie Villanueva, dla którego będzie to pierwszy powrót do Milwaukee.

Przede wszystkim jednak chcę zobaczyć Brandona Jenningsa z Bucks, który wczoraj zaliczył linię 17-9-9 w starciu z bardzo dobrym przecież defensywnie obwodem Philadelphia 76ers.

Dallas Mavericks nie wyjechali jeszcze z Los Angeles i dzisiaj grają przeciwko Clippers (0-3), którzy mimo takiego bilansu wyglądają póki co zupełnie nieźle. Mają jednak ciężki terminarz (Lakers,Suns,Jazz,Mavericks) na starcie, nie mają Blake'a Griffina i podobnie jak Cavaliers grają dzisiaj czwarty mecz w przeciągu pięciu dni.

O wiele ciekawiej powinno być jutro, gdy Toronto Raptors podejmować będą Orlando Magic, a Rajon Rondo stanie twarzą w twarz z Chrisem Paulem. Lakers natomiast podejmować będą "Jastrzębie" i o wymazanie z pamięci kibiców porażki z Mavs może nie być wcale tak łatwo. Pau Gasol po wczorajszym meczu nie był już tak optymistyczny, mówiąc o stanie swojego ścięgna udowego. Hawks mają natomiast wzmocnioną linię podkoszową i Josha Smitha w życiowej formie na starcie sezonu. Bez Gasola największym problemem wydaje się być brak wzrostu pod tablicami i słaba gra ławki rezerwowych, wobec Lamara Odoma w pierwszej piątce. No ale to jutro, a póki co idźcie lepiej do pubu, do kina, albo na łyżwy najlepiej.




1 listopad, niedziela:
19.00 ORLANDO @ TORONTO (CANAL PLUS)
24.00 NEW ORLEANS @ BOSTON
24.00 CHICAGO @ MIAMI
01.00 PORTLAND @ OKLAHOMA CITY
02.00 MEMPHIS @ DENVER
02.00 MINNESOTA @ PHOENIX
03.30 ATLANTA @ LA LAKERS

Podziel się

COACH Z ZAPRASZA NA BASKETCAMP. POLECAMY

sobota, 31 października 2009 18:17

"I BASKET CAMP"- Obozy koszykarskie



Jesteś młodym zawodnikiem? Kochasz koszykówkę i marzysz o tym, aby ulepszyć swoje umiejętności?

Zapraszamy na I BASKET CAMP w Wałczu w dniach 1-7.02.2010! Camp organizowany jest dla koszykarzy urodzonych w latach 1992,1993,1994,1995. W szczególnych wypadkach akceptowane będą roczniki 91.


Gwarantujemy:
  • Trzy treningi dziennie
  • Zakwaterowanie i wyżywienie w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu
  • Trzy posiłki dziennie
  • Pokoje z łazienką, TV i Internetem
  • Profesjonalną opiekę kadry trenerskiej
  • Indywidualne podejście do każdego zawodnika
  • Odnowę biologiczną
  • Pamiątkową koszulkę
CENA CAMPU:

1200 ZŁ (zgłoszenia do 15 listopada)
1300ZŁ (zgłoszenia po 15 listopada)

NA SPECJALNE ŻYCZENIE WYSTAWIAMY FAKTURY VAT

W razie jakichkolwiek pytań proszę kontaktować się z trenerami:
Wojciech Zeidler (+48694791587),
Tomasz Sikora (+48609879601).

Aby zgłosić się na camp użyj formularza kontaktowego, a skontaktujemy się z Tobą!
E-MAIL: :
obozkoszykarski@gmail.com



Podziel się

1-0 DLA KOBE'EGO

sobota, 31 października 2009 15:12

 

 


Podziel się

TOP 10 ZAGRAŃ: 30 PAŹDZIERNIKA 2009

sobota, 31 października 2009 10:08


Podziel się

MATRIX REAKTYWACJA

sobota, 31 października 2009 4:25
Maciej Kwiatkowski


(1-1) DALLAS MAVERICKS @ (1-1) LOS ANGELES LAKERS 94:80



Gilbert Arenas wrócił. Andrzej Gołota nie wrócił od lat. Kevin Garnett wraca. Ale jest jeszcze ktoś kogo też trochę nie było, jakiś rok i dwa kwartały. To "Matrix" - reaktywacja. Mark Cuban przybił z dziesięć piątek z Shawnem Marionem i przytulił go jak Carrie Anne Moss, gdy ten schodził z parkietu na koniec czwartej kwarty. Jason Kidd jako quarterback, Marion jako kończący akcje. Ten duet jest skazany na powodzenie. Jeden i drugi potrzebują siebie nawzajem, żywili się tym, że grali obok siebie. Grając z Chrisem Quinnem, Mario Chalmersem, a potem z Jose Calderonem Marion nie mógł liczyć na to, że piłka sama wpadać mu będzie w ręce za każdym razem, gdy urwie się obrońcy i zetnie pod kosz. Kidd zaliczył około 6-7 asyst do samego Mariona i w czwartej kwarcie były to punkty z pomalowanego, które raz po raz uciszały Staples Center.


Lakers zagrali bardzo słaby mecz. Jeśli Kobe Bryant wchodzi pod kosz cztery razy w drugiej połowie, traci piłkę dwukrotnie, raz jest blokowany, a raz piłka odbija się od obręczy i wypada za linię końcową, to coś tu jest nie tak. I nie chodzi wcale o nowy ceremoniał ławki na starcie meczu, na który cały czas szukam jeszcze odpowiedniego słowa. Ale nie tylko Bryant, który przynajmniej cały czas grał agresywnie. Ron Artest rozegrał drugie słabe spotkanie w żółtej koszulce. Andrew Bynum nie kończył piłek pod koszem, zapominał o bronieniu swojej tablicy w pierwszej połowie, a ławka rezerwowych prócz Shannona Browna nie istniała. Lamar Odom? Starał się, ale mu nie szło i tracił dużo piłek.

To nie był tylko frustrujący dzień LA - to bardzo przytomnie rozegrane spotkanie przez Ricka Carlisle i Mavericks. Tak dobrze broniących Mavs nie widziałem od czasu, gdy w Dallas grał jeszcze Devin Harris. Mnóstwo wybijanych piłek przy penetracjach, aktywne ręce podkoszowych w trumnie i Dirk Nowitzki na pozycji centra w niskim ustawieniu, które miało być groźne i było - przynajmniej jak narazie wczoraj w Staples Center.

Lakers spudłowali pierwsze 17 z 24 rzutów w niespotykanie wolnej jak na te dwie drużyny pierwszej połowie. Po przerwie zaczął się festiwal strat Lakers, kolejnych pudeł (zaczęli od 4/17), a gra Kidda i Mariona nabierała rozpędu w bardzo wydawałoby się prostych wrzutkach w pole trzech sekund.. 73-54 w trzeciej kwarcie i gdy Lakers rzucili się w ostatnią pogoń - Kidd rzucił jeszcze raz do Mariona, a zaraz po tym wyjął z kieszeni alley-oopa - do Matrixa oczywiście, a podkoszowi Lakers stali i patrzyli. Andrew Bynum nie zaliczył nawet bloku, nie był nawet blisko.

"Jeziorowcy" bez dyscypliny, bez Pau'a Gasola (brakowało jego wzrostu), ale Mavericks z powracającym Matrixem,  który dodatkowo znowu bronił na parkiecie wszystkich, a najlepiej? Bryanta.


DIRK NOWITZKI 21 punktów, 10 zbiórek
SHAWN MARION 18 punktów, 6 zbiórek
JASON TERRY 16 punktów, 3x3
JASON KIDD 2 pkt., 11 asyst
ERICK DAMPIER 8 pkt., 10 zbiórek

KOBE BRYANT 20 pkt., 6/19
ANDREW BYNUM 14 pkt., 10 zbiórek, 0 bloków
SHANNON BROWN 12 pkt (jeden wsad z czołem na wysokości obręczy)
LAMAR ODOM 10 pkt., 6 zbiórek, 7 asyst, 5 strat
RON ARTEST 3 pkt., 1/6, 4 straty




źródło: AP


(1-1) CHICAGO BULLS @ (3-0) BOSTON CELTICS 90:118


Pamiętacie pierwszą rundę play-offów z kwietnia/maja. Boston Celtics zrobili minionej nocy wszystko, by wymazać ją z pamięci graczy Chicago Bulls. Celtics są dobrzy, momentami przerażająco dobrzy jak na początek sezonu. Można było się spodziewać lepszej defensywy z powrotem Kevina Garnetta i pozyskaniem Rasheeda Wallace'a i Marquisa Danielsa, ale tych dwóch ostatnich tak dobrze wkomponowało się w zespół, że nawet gdy grali rezerwowi piłka krążyła jak po sznurku. To powinna i jest ofensywnie lepsza ławka od tej z mistrzowskiego sezonu. Znakomity ruch piłką, zawsze trzy-cztery różne opcje strzeleckie i Rajon Rondo mógł nawet oddać 2 rzuty, bo zaliczył 16 asyst (12.3 w sezonie)


Tylko w pierwszej kwarcie Bulls pokazali defensywę z czwartkowego meczu przeciwko Spurs (17-21). Potem Celtics zabrali "Byki" z atakowanej przez nich deski, uruchomili szybszą ofensywę, a Rondo łatwo znajdował Ray'a Allena. Dodatkowo Bulls bili głową w mur ustawiany na pomocy przez wysokich Bostonu, zdobywając zaledwie 6 punktów z trumny w pierwszej połowie. Gdyby Celtics lepiej wykańczali swoje akcje, to już w pierwszej połowie mogła być powtórka z meczu przeciwko Charlotte Bobcats, czyli trzydziestopunktowe prowadzenie.

Trzecia kwarta to koncertowa gra Rondo (9 asyst), Paula Pierce'a (20 punkty) i szybki blowout (81:51) Celtics jak narazie wyglądają najmocniej spośród drużyn, które dotychczas widziałem. Ewidentnie działa na ich korzyść fakt, że pierwsza piątka gra ze sobą od dwóch lat. Piłka krąży z ręki do ręki, mało kto podaje między sobą tak dobrze pod samym koszem i nie jest to już ten sam zespół Celtics, którego problemem w 07/08 była duża liczba strat.

Kevin Garnett jeszcze bez pełnej siły w kolanie, ale nawet będąc w 80% sprawnym jego wiedza o grze defensywnej i przesuwanie się na pomocy to wiedza książkowa. To zupełnie inny zespół z nim na parkiecie. To jak bardzo inny nie pokazują nawet jego przywoite indywidualne statystyki. Rondo znów może ryzykować krycie rozgrywających na 3/4 parkietu, bo wie, że jeśli nawet da się zgubić - jak wczoraj kilka razy Derrickowi Rose'owi - to z tyłu jest Garnett, albo Rasheed Wallace, albo Kendrick Perkins, dla których takie sytuacje wyglądają jak czysta przyjemność. Przez 48 minut meczu Celtics mają wzrost pod tablicami. Za czasów rezerwowych, Leona Powe'a i Glena Davisa wszystko zależało od ich agresji i nieustępliwej ławki z najczęściej wyższymi od nich środkowymi. Ani jeden, ani drugi nie był i nie jest shot-blockerem. Teraz Celtics mają na parkiecie zawsze jednego z w.w. trójki, a przez 3/4 meczu takich dwóch na raz - nie mieli tego luksusu przez dwa poprzednie sezony.



PAUL PIERCE 22 pkt., 8 zbiórek, 4 asysty, 3 przechwyty, 5x3
EDDIE HOUSE 22 pkt., 4x3
RAY ALLEN 20 pkt., 7/9
KEVIN GARNETT 16 pkt., 7/13
SHELDEN WILLIAMS 10 pkt., 10 zbiórek
RAJON RONDO 2 pkt., 16 asyst, 8 zbiórek

JOAKIM NOAH 16 punktów, 10 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki
JANNERO PARGO 13 punktów
DERRICK ROSE 10 punktów, 2 asysty
LUOL DENG 4 punkty
JOHN SALMONS 8 punktów, 2/14 (5/29 w dwóch ostatnich meczach)


                                                                                                                                                                     źródło: Getty Images


Marek Dziuba


(1-1) MINNESOTA TIMBERWOLVES @ (1-2) CLEVELAND CAVALIERS 87:104

Mike Brown może na chwilę odetchnąć. Tym razem prowadzeni przez niego Cleveland Cavaliers nie sprawili  swoim kibicom wyjącym o upargniony pierwszy win - niczym wilki z zasłyszanego podkładu dźwiękowego w hali Target Center  - zawodu. Niespodzianki nie było, nawiększą okazała się chyba duża dostępność transmisji tegóż meczu w sieci. To właśnie w mroźnym Minneapolis w starciu z młodymi  aczkolwiek ambitnymi Timberwolves - "Kawalerzyści", którzy w dwóch pierwszych meczach sezonu musieli uznać wyższość odpowiednio Celtics i Raptors, odnieśli swoją pierwszą wygraną w nowych rozgrywkach.

Minnesota jak równy z równym grała z wiele wyżej notowanymi Muszkieterami przez pierwsze ok. 15/18 minut potem powietrze wywiało z niej jak z balona. Cavaliers wypracowali sobie kilkupunktowe prowadzenie w pierwszej odsłonie,  które w drugiej podczas odpoczynku LBJ'a roztrwonili (dziwne, prawda?). Zwrot akcji nastąpił dopiero po powrocie "Króla" do gry. Cavs odskoczyli jeszcze do przerwy na 10 punktów, by po wznowieniu znów powiększać swoją przewagę i już spokojnie kontrolować wydarzenia na parkiecie. Prowadzenie gości z Cleveland na początku ostatniej 'dwunastki' przekraczało nawet 20 oczek.. a w efekcie swoje pierwsze minuty gry w winno-złotych barwach otrzymał.. Coby Karl.

Drużynie z Cleveland niepotrzebne było triple-double Jamesa czy ponad trzydziestopunktowa zdobycz swojego lidera, które w poprzednich potyczkach i tak nie przekładały się pozytywnie na końcowy rezultat. Aby kończyć spotkanie w lepszym nastroju wystarczyło po prostu lepsze wsparcie ze strony kolegów, a przede wszystkim te z ławki, które dzisiaj wnieśli Big-Z i Daniel Gibson. Świetną robotę wykonał także wreszcie tryskający energią Anderson Varejao. Mała poprawa była widoczna. Piłka zaczęła lepiej krążyć między zawodnikami, ci konstruowali akcje z jakimś pomysłem, co przekładało się na łatwe punkty i jednocześnie ładne dla oka zagrania (jakieś z nich pewnie znajdą się w Top10).

To ekipa trenera Browna w tym starciu przypominała prawdziwe
"wilki" - co widać było w skupionych oczach zawodników, Wolves po zwyciężonym rzutem na taśmie pojedynku z Nets dziś całoksztem nawiązywali zaś do niczego innego jak bezsilnych ofiar. Al Jefferson w drugim meczu po kontuzji kolana wciąż wyglądał na dalekiego od swej optymalnej formy. Al musi zwyczajnie odzyskać swoją pewność, której naturalnie brakuje mu po ciężkim urazie. Dzisiaj, choć bardzo się starał jego rzuty częściej wypadały z kosza a 17 punktów Jonny'ego Flynna to za mało by pokonać Cavsów, nawet w preaseasonowej formie.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Orlando Magic wygrali w New Jersey z Nets, 95:85. Dwight Howard zrobił pierwsze double-double-double-double w tym sezonie, czyli 20-22. Vince Carter wrócił do Izod Center i zaczął jak to Carter przeciwko swoim byłym zespołom - 16 pkt. w 15 minut, ale potem skręcił lewą kostkę i nie wrócił już po przerwie. SVG powiedział po meczu, że to nic groźnego.

Charlotte Bobcats wygrali 102-100 z New York Knicks i nie, nie potrzebowali do tego pięciu dogrywek - wystarczyły dwie. Na 2.5 sekundy przed końcem drugiej DJ Augustin trafił dwa decydujące rzuty wolne. Philadelphia 76'ers górą w pierwszym meczu Milwaukee Bucks w tym sezonie, 99:86. Nie lada wyczyn Brandona Jenningsa - 17 punktów, 9 zbiórek, 9 asyst. To może jednak gra w NCAA nie jest wcale wszystkim taka potrzebna? Ostatnim rookie, który w debiucie zaliczył najwięcej punktów/asyst/zbiórek dla swojej drużyny był John Drew ...w 1974 roku.

Washington Wizards mają Gilberta Arenasa, który - to fakt - wrócił. Wystarczyło zobaczyć co robił w pierwszej kwarcie i z jaką łatwością łamał kostki obrońcom. Potem było jednak sporo strat w jego wykonaniu, a bez Carona Butlera w drugiej połowie (stłuczone kolano) i bez Antawna Jamisona nie mógł znaleźć pomocy, by wygrać na ciężkim terenie w Atlancie (89-100). Josh Smith dwa kolejne bardzo dobre mecze w tym sezonie. Jeśli Smith przestanie ufać swoim instynktom a zacznie myśleć i lepiej wybierać to gdzie ma się porsuszać w ataku, to może być game-changerem w drużynie Hawks, która póki co utknęła na miejscach 4-6 Wschodu.

Byron Scott z kolei naprawdę może się pożegnać ze stanowiskiem. Chris Paul zaliczył tylko 4 asysty, dlatego musiał rzucić sam aż 31 punktów, by Hornets pokonali Sacramento Kings, 97-92. Jeszcze na dwie minuty przed końcem przegrywali. Mimo tego, że Kevin Martin zdobył tylko 20 punktów przy 29 rzutach i ANI RAZU nie stanął na linii rzutów wolnych. Niesłychany wynik, jeśli ktoś ma tyle dystansu do swojego wolnego czasu, że decyduje się oglądać Kings (i ma tyle szczęścia, że K-Mart nie jest akurat kontuzjowany).

Raptors wygrali z Cleveland dwa dni temu, a już przegrali minionej nocy z Memphis Grizzlies, którzy jeszcze w środę popełniali morderstwo na koszykówce, przegrywając u siebie z Pistons dwudziestoma punktami. Nie pomogło 37 punktów i 12 zbiórek Chrisa Bosha.

W innych meczach, których nie widziałem - Pacers przegrali u siebie z Miami Heat (2-0), 83:96. Oklahoma City Thunder wygrali w Detroit, 91:83, jadąc na 25 punktach i 12 zbiórkach Kevina Duranta (i jednej asyście w 43 minuty gry). Utah Jazz wygrali z Los Angeles Clippers 111:98 i nawet nie interesuje mnie jak to się stało. Tak jak to, że Phoenix Suns pozwolili Golden State Warriors na tylko 101 punktów (123:101), a Steve Nash zaliczył 20 asyst, z których większość chciałbym akurat pewnie obejrzeć.

Droga NBA - naprawdę fajnie, że wróciłaś.

 


Podziel się

NOWY POMYSŁ NA PLAY-OFFY

piątek, 30 października 2009 20:52

DNIÓWKA: 30 PAŹDZIERNIK (piątek)


[ Copy this | Start New | Full Size ]







Maciej Kwiatkowski


Chicago Bulls pokazali ubiegłej nocy jak mają i jak mogą grać w tym sezonie: opanowanie desek i szybka ofensywa. Bulls mają Rose'a i Salmonsa potrafiących bardzo dobrze penetrować, dwóch bardzo dobrze biegających wysokich w pierwszej piątce i jeśli Luol Deng będzie tak efektywny jak wczoraj, to play-offy nie powinny być problemem. Dzisiaj przed "Bykami" szansa na potwierdzenie swojego dobrego startu i wizyta w TD Garden (już nie 'Banknorth'), gdzie czeka na nich najlepszy póki co defensywnie zespół tego sezonu. OK, w recapie napisałem, że Melo jest póki co MVP tego sezonu. Teraz piszę o obronie Celtics, ale o ile tak faktycznie może być nawet i w kwietniu, to wybaczcie - czekałem 4 miesiące na sezon w lichej tęsknocie za jakimiś tego typu sformułowaniami, na które możecie przymknąć oko. Nazwijmy to ekscytacją nowym sezonem i jest to chyba w pełni wytłumaczalne.

Tak mi się podoba Veetle, że na drugi mecz zostanę na ESPN, by zobaczyć starcie dwóch drużyn, które - nadchodzi kolejne - mogą zakończyć sezon na pierwszych dwóch miejscach w klasyfikacji zdobywanych punktów. Łatwo więc wywnioskować co zadecyduje o zwycięstwie - to kto kogo zatrzyma. Lakers zagrają w Staples Center bez Pau'a Gasola. Mavericks bez Josha Howarda. Phil Jackson mówi, że chcą być ostrożni z urazem uda Pau-Pau (no skoro jest "Ron-Ron" i "MVP! MVP") i mogą sobie na to pozwolić, bo wzmocnili się Ronem Artestem, który w przeciwieństwie do Trevora Arizy może kryć silnych skrzydłowych rywali. Gdybym był Dirkem Nowitzkim to już teraz myślałbym mocno o takim ewentualnym match-upie. Artest kryjący finezyjnie grających silnych skrzydłowych to jak wrzód na d... A w zasadzie na dupie.

Dzisiaj też trzeci mecz Cleveland Cavaliers, czyli najciekawszego tematu na starcie sezonu obok tego czego nie potrafi jeszcze Greg Oden. Cavs grają w Minneapolis i przy takiej narastającej presji muszą to wygrać. Ciekawa statysyka, którą dziś wyśledziłem: w trakcie pre-season Shaq i Ilgauskas grali razem przez 4 minuty, w pierwszych dwóch meczach sezonu - 17, z czego większość w czwartej kwarcie.

O 1-szej swój mecz zaczynają też Orlando Magic, którzy goszczą w New Jersey. Vince Carter twierdzi, że zna każdą klepkę w Izod Center. Ryan Anderson przyznaje, że to był piękny debiutancki rok w NJ, ale jest szczęśliwy w Orlando, a Courtney Lee pewnie całe lato spędził klnąc pod nosem. Spokojnie Courtney, dwumetrowy miliarder z Rosji przybywa, Jay-Z jest na miejscu, Brook Lopez wygląda jak drugi Tim Duncan (starcie z Dwightem Howardem to najciekawszy match-up wieczoru), a miejsce na pozycji niskiego skrzydłowego jest i czeka.

Oglądałem przed chwilą "Basketball Jones" i padł taki pomysł. Interesujący. Mark Warkentien z managementu Denver Nuggets wysłał list do władz NBA, w którym zaproponował wprowadzenie turnieju posezonowego dla drużyn z miejsc 8-15 w każdej Konferencji. Pomysł jest taki, by dwie ósemki z obydwu stron kontynentu zagrały systemem pucharowym o dwa miejsca nr 8 przed play-offami. Skeets i Melas przygotowali sobie za i przeciw (sprawdźcie Ball Don't Lie na Yahoo). I to co najbardziej utkwiło mi w pamięci to jeden z argumentów "za". Wg mnie powód nadający temu sens to fakt, że może być w trakcie sezonu tak, że zespół traci przez kontuzję swojego lidera na początku roku na 2-3 miesiące i dopiero nabiera rozpędu w drugiej częsci sezonu, jest gorący, ale nie wchodzi do play-offs. Potem wygrywa taki kilkudniowy turniej i gra z nr 1 konferencji - co oczywiście jest dosyć przygnębiające - ale przynajmniej jest gorący i rózne rzeczy mogą się wtedy wydarzyć. Pomyślcie o Warriors w 2007, którzy awansowali do play-offs tylko dlatego, że Clippers przegrali w trzy dni mecze u siebie z Sacramento i przetrzebionym wtedy kontuzjami Nowym Orleanem.




31 październik, sobota:
00.00 NEW JERSEY @ WASHINGTON
00.30 CHARLOTTE @ CLEVELAND
00.30 PHILADELPHIA @ NEW YORK
01.30 PORTLAND @ HOUSTON (ORANGE SPORT)
01.30 DETROIT @ MILWAUKEE
01.30 SACRAMENTO @ SAN ANTONIO
03.30 DALLAS @ LA CLIPPERS





Podziel się

TIME-OUT CZYLI PRZERWA NA ŻĄDANIE

piątek, 30 października 2009 14:11
Telegraficzny skrót wszystkich spotkań drugiego dnia rozgrywek. "Let's take a timeout" powiedział Nate Robinson, który nie chce być wyższy i nie mogło oczywiście zabraknąć meczów z wczorajszej nocy. Świeżutki Timeout czyli Przerwa na Żądanie. Zapraszamy.



Podziel się

TOP 5 ZAGRAŃ: 29 PAŹDZIERNIKA 2009

piątek, 30 października 2009 9:31


Podziel się

KALENDARIUM: 50+13, CZYLI KOGO WAM TU BRAKUJE?

piątek, 30 października 2009 8:24

                 
                                                                                                                                                       źródło: nba.com


THE 50 GREATEST PLAYERS IN NBA HISTORY: Kareem Abdul-Jabbar, Nate Archibald, Paul Arizin, Charles, Barkley, Rick Barry, Elgin Baylor, Larry Bird, Wilt Chamberlain, Bob Cousy, Dave Cowens, Bill Cunningham, Dave DeBusschere, Clyde Drexler, Julius Erving, Patrick Ewing, Walt Frazier, George Gervin, Hal Greer, John Havlicek, Elvin Hayes, Earvin "Magic" Johnson, Sam Jones, Michael Jordan, Jerry Lucas, Karl Malone, Moses Malone, Pete Maravich, Kevin McHale, George Mikan, Earl Monroe, Shaquille O'Neal, Hakeem Olajuwon, Robert Parish, Bob Pettit, Scottie Pippen, Willis Reed, Oscar Robertson, David Robinson, Bill Russell, Dolph Schayes, Bill Sharman, Isiah Thomas, John Stockton, Nate Thurmond, Wes Unseld, Bill Walton, Jerry West, Lenny Wilkens, James Worthy.   


Piotr Kolanowski


Minęło dokładnie 13 lat od momentu, w którym władze NBA z okazji swojego złotego jubileuszu wybrały listę 50 najlepszych zawodników w historii ligi. Oficjalna prezentacja tych najbardziej zasłużonych odbyła się w przerwie Meczu Gwiazd '97 w Cleveland (jedynymi nieobecnymi podczas ceremonii byli wówczas: zmarły tragicznie w 1988 r. "Pistol" Pete, Shaquille O'Neal oraz Jerry West). Pamiętam, że niektóre z tamtych wyborów były uznane za dość kontrowersyjne. Wielu nie zgadzało się np. z wyborem Shaqa, który miał za sobą dopiero 4 sezony w lidze i pominięciem tak świetnych graczy jak Dominique Wilkins, Bob Lanier, Dennis Johnson, Dennis Rodman (tak!), Reggie Miller czy Adrian Dantley. Dziś oczywiście nie ma nawet dwóch sylab co do tego, że Diesel zdecydowanie jest jednym z najlepszych (czyt. z tych zupełnie najlepszych - best of the best) centrów ever i nominacja była całkowicie słuszna.

W 2006 roku panowie ze stacji TNT zabawili się w wybory kolejnych 10 najlepszych graczy w dziejach.  Ostatecznie ich wybór padł na: Kobe Bryanta, Tima Duncana, Kevina Garnetta, Jasona Kidda, Allena Iversona, Conniego Hawkinsa, Boba McAdoo, Gary'ego Paytona, Dominique'a Wilkinsa i Reggiego Millera. 

Biorąc pod uwagę fakt, że były to wybory dosyć nieoficjalne, ciekaw jestem kogo Wy wybralibyście do listy najlepszych graczy w historii (powiedzmy, że 50-tka jest nietykalna). Czy w ogóle zgadzacie się z typami Kenny'ego, Chucka i reszty? I kim ewentualnie uzupełnilibyście ten skład w roku 2009?

 LBJ? D-Wade? Dirk? Nash? Pierce? R. Allen?  


Podziel się

GREG ODEN WZIĄŁ WSZYSTKO NA SIEBIE

piątek, 30 października 2009 6:50

źródło: AP


Maciej Kwiatkowski


(1-0) CHICAGO BULLS - (1-1) SAN ANTONIO SPURS 92:85

Pierwszy mecz back-to-back dla Spurs i pierwsza porażka. W dodatku wyraźna. Chicago Bulls zaczęli sezon od przekonującego zwycięstwa. W drugiej połowie wyglądali jak team, który powinien pewnie zmierzać do play-offów w tym sezonie. Prócz słabości czyli rzutów z dystansu Bulls mają za gwiazdę najbardziej atletycznego rozgrywającego, który z miesiąca na miesiąc będzie tylko lepszy. Frontcourt Bulls opanował deskę już w pierwszej połowie, zdobywając aż 19 punktów po zbiórkach ofensywnych! To rzadki wynik dla Spurs, którzy prócz Tima Duncana nie mieli minionej nocy nikogo pod tablicami, kto mógłby zaznaczyć tam swoją obecność. 9 strat w pierwszej połowie to kolejna sprawa, za którą Gregg Popovich mógł łajać swoich graczy w przerwie. A tymczasem Spurs przegrywali tylko 46-47, i to po trójce Kirka Hinricha w ostatniej sekundzie.

Trzecia kwarta należała jednak do bohatera mojej wczorajszej Dniówki. Tyrus Thomas w pierwszej kwarcie przestrzelił wszystkie swoje cztery rzuty, zebrał tylko dwie piłki i zagrał 7 minut. Po przerwie? To jego trzy bloki (w tym dwa na słabo jak nigdy grającym Tony'm Parkerze) zainicjowały kilka szans Bulls na przejście do wczesnej ofensywy, gdzie "Byki" póki co są znacznie lepsze niż w ataku pozycyjnym. Dodatkowo - by zaprzeczyć temu co pisałem wczoraj - Thomas trafił oczywiście w tym czasie trzy razy z półdystansu plus zdobył kolejne cztery punkty, trzy razy stając też na linii rzutów wolnych. Po tym jak Thomas skończył swój kilkuminutowy show, Bulls prowadzili 70-58 i Spurs już nigdy nie byli w meczu.

Vinny Del Negro przez 42 minuty grał normalną rotacją z czterema podkoszowymi i bardzo słusznie na ostatnie minuty wrzucił niski skład z najlepszym na parkiecie Luolem Dengiem, na czwórce. Przez to Bulls zupełnie naturalnie grali  dalej szybko, a bardzo dobrze spisywał się nieoficjalny szósty starter, Kirk Hinrich (uwielbiam jego defense). Duuużo gorzej za to John Salmons, który spudłował z 5 czy 6 otwartych pozycji z dystansu (3/15 z gry).

Spurs przed czwartą kwartą nie trafili trzynastu trójek z rzędu (przytomny defense Bulls. Del Negro musiał być przygotowany, bo Spurs prawie nie mieli czystych pozycji), a skuteczny Duncan (28 pkt., 16 zb.) nie otrzymywał żadnej pomocy od Antonio McDyessa czy nawet Richarda Jeffersona. Nawet DeJuan Blair nie był bestią. Duncan aż cztery razy trafił w drugiej połowie o deskę z tej samej klepki, przez wysoko wyciągnięte ręce Joakima Noaha (double-double? check). Lata lecą, a nikt inny w lidze nie trafia tego rzutu z taką regularnością.

Zwykle to Parker kręci kostki rywalom swoim dwutaktem ze zmianą kierunku po pierwszym kroku. Tym razem Parker musiał chyba odczuwać jeszcze przedwczorajszy ciężki upadek po kolizji z "bodajże Okaforem", bo Derrick Rose mijał go bez problemów, w tym raz w czwartej kwarcie, tak że chyba tylko Rose tak potrafi .Nie było punktów, były osobiste i tylko dlatego może to nie znaleźć się w recapie. Najbardziej atletyczny rozgrywający w lidze?

TIM DUNCAN 28 pkt., 16 zbiórek, 3 bloki
MANU GINOBILI 12 pkt., 6 zbiórek, 4 asysty

LUOL DENG 17 pkt., 9 zbiórek, 8/13
KIRK HINRICH 14 pkt.
TYRUS THOMAS 13 pkt., 6 zbiórek, 3 bloki
DERRICK ROSE 13 pkt., 7 asyst, 7 zbiórek
JOAKIM NOAH 10 pkt., 10 zbiórek, 2 bloki




(1-1) PORTLAND TRAIL BLAZERS - (2-0) DENVER NUGGETS 94:97


Jesli tylko Greg Oden nauczy się nie skakać do każdego rzutu i wybierać miejsca, by nie łapać głupich fauli - Blazers będą w pierwszej trójce Zachodu. O taki typ, bo też może się to nie stać akurat w tym sezonie. Inny typ to że Greg Oden będzie najlepiej zbierającym w ataku graczem w kolejnych pięciu latach - i ponownie - jeśli tylko częściej będzie mógł wejść na parkiet bez myśli, że każdy kolejny faul posadzi go na ławce. Definitywnie to gracz, który może wznieść Blazers o poziom wyżej, choć Oden póki co jest równie dobry w ataku, co ja w golfa. A odporność psychiczną ma na poziomie początkującego scrablisty.

Dlatego Denver Nuggets przetrwali w Portland na barkach Carmelo Anthony'ego. Nikogo więcej. Zero energii. którą znamy z ich meczów u siebie. Nie było Martina, Nene, Birdmana. Nie było nawet Billupsa - statystyki kłamią. Wszystko na plecach numeru 15. Kenny Smith jeszcze przed meczem wskazywał Melo jako typ do  nagrody MVP, a Anthony pokazał, że jeśli jest w czymś obecnie najlepszy, to w zdobywaniu punktów w każdy sposób - wystarczy dać mu izolację po prawej stronie. Było wszystko, rzuty z odskoku, fade-away'e, wejścia pod kosz, faule, pewne osobiste. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie Melo zdobył 20 punktów przy 7 rzutach. W samej czwartej kwarcie rzucił 17 i był nie do zatrzymania.

A Blazers? Zdominowali deskę w pierwszej połowie do tego stopnia, że oddali aż o 24 rzuty więcej niż Nuggets. Inna sprawa, że z taką formą nie byliby w stanie nawet kupić kosza. 31% w pierwszej połowie, mnóstwo ponowień i ...punkt przewagi. Trzecia kwarta była popisem Brandona Roy'a i jego mid-range game. W czwartej mieliśmy Rudy Fernandez show na starcie - 14 punktów w 3.5 minuty! Richard Hamilton może już kończyć karierę.

Blazers spudłowali jednak aż trzy osobiste w ostatnich trzech minutach meczu, ale Anthony w końcu też spudłował przy stanie 95-94 dla Denver na 11 sekund przed końcem. Blazers mieli szansę. Brandon Roy wszedł pod kosz oddał do Odena, ten oddał dalej, ale zdążył sfaulować go Martin.

Osobiste

Nie tym razem. Oden ewidentnie nie wytrzymał psychicznie (na co można było stawiać pieniądze, tylko nie wiem gdzie). Dwa kolejne pudła to razem pięć rzutów wolnych nietrafionych na ostatnich osiem prób w meczu Na własne życzenie. Wielkie zwycięstwo Nuggets w słabym stylu, ale Melo pokazał "jaja" i zrobił to po swojemu. Póki co najlepszy gracz tego sezonu - Carmelo Anthony, średnio 35.5 punktu, Nuggets 2-0.


"I put this loss on me." -- Greg Oden.

Tymczasem w Rose Garden nad parkietem unosił się kąśliwy w nozdrza "zapach" i to na pewno nie był zapach róż.



CARMELO ANTHONY 41 pkt., 18/19 z osobistych
CHAUNCEY BILLUPS 22 pkt., 6 asyst, 5/14 z gry
NENE 7 pkt., 11 zb., 2/7 z gry, 3/8 z wolnych

BRANDON ROY 30 pkt., 16/18 z osobistych
RUDY FERNANDEZ 22 pkt.
GREG ODEN 6 pkt., 9 zbiórek, 2 bloki


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 725 394  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725394

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0