Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




STARTUJE KOSZYKARSKA LIGA STRIPTIZEREK

środa, 30 listopada 2011 20:48

Maciej Kwiatkowski

 

Wybaczcie, ale nie chce mi się pisać o tym czy Indiana Pacers faktycznie chcą Rajona Rondo, skoro z tekstu "Woja" na Yahoo! Sports wynika, że nie są specjalnie do tego przekonani. Albo czy pomysł wymiany Rondo za Chrisa Paula jest okej czy nie, skoro zaraz Chris Broussard pisze, że Paul nie podpisze "długoletniego" przedłużenia kontraktu z Bostonem... Podczas gdy jego koledzy z ESPN'u napisali wcześniej rano, że czegoś takiego jak "długoletnie przedłużenie" w przypadku umów 'extend-and-trade' już nie będzie.  

 

Tak więc... striptizerki. Nie wiem jak w Charlotte, ale w Nowym Jorku mają takie pomysły jak amerykańska liga koszykówki striptizerek. I nie żartuję. 

 

Nazywa się to Rick's Basketball Association (cały czas nie żartuję) i dżentelmen, który ją założył jest właścicielem klubu Rick's Cabaret, uchodzącego za lokal nr 1 w Nowym Jorku, jeżeli chodzi o taniec na rurze. 

 

W Rick's Basketball Asssociation grać będą dziewczyny z Minneapolis Downtown Cabaret i te z Tootsie's Cabaret w Miami (napisałem jakbym znał dobrze to miejsce, nie? pomyśleliście tak, nie?); a także - hej?! - nawet z Charlotte (Club Onyx), Houston, Dallas, Filadelfii czy Indianapolis.  

 

"Te panie są niesamowite i mają oczywisty talent i umiejętności" - powiedział nowy trener drużyny Rick's Cabaret Anthony "Spud Webb" (wciąż nie żartuje, ale mogę sobie tylko wyobrażać wyraz twarzy Webba, gdy wypowiadał powyższe zdanie).

 

 

 

"Projektując ubiór dla naszych zawodniczek zdecydowaliśmy, że im mniej tym lepiej" - mówi z kolei jedna z pań ze zdjęcia powyżej.



Na ogół myślę, że pewne rzeczy dzieją się z konkretnego powodu... Dobra, juz nic nie piszę: pupy poniżej.

 

 

 

 

 

 


Podziel się
Tagi: spud webb

BOOZER: MAMY TEAM NA MISTRZOSTWO

środa, 30 listopada 2011 19:29

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Raz napisałem w mailu, że Chicago Bulls nie zdobędą mistrzostwa dopóki Carlos Boozer jest ich startującym silnym skrzydłowym. Było to na samym początku tego roku kalendarzowego. Ale jeżeli zwróciliście uwagę - nie hate'uję Boozera, nigdy tego nie robiłem tutaj na blogu. Czasem go nawet broniłem, bo od czasów Jermaine'a O'Neala w Indianie Pacers żaden podkoszowy nie używał tak dobrze słabszej ręki. Sam grałem pod koszem i wiem, że to jest skill i takie rzeczy nie są niczym innym a dziełem ciężkej, wytrwałej i mozolnej pracy. Nie mogę hate'ować go za to i przede wszystkim nie mogę hate'ować All-Stara ze średnimi 17/10 z kariery. 

 

Pisałem jakiś czas temu o takiej z pozoru błahej sprawie jak warunki fizyczne silnych skrzydłowych, którzy zdobywali mistrzostwo NBA w ostatnich latach. Teraz doszedł do tego Dirk Nowitzki, a wcześniej byli to Pau Gasol (i Lamar Odom - jeżeli mamy być dokładni), Kevin Garnett, Tim Duncan, Rasheed Wallace - wszyscy oni przewyższający C-Booza o 1/3 głowy, co może wydawać się mało znaczącym i niespecjalnie wysublimowanym powodem, ale zapytajcie kibiców Utah Jazz co czuli, gdy Boozer dostawał piłkę na brzegu trumny, aby skończyć akcję. Wszystkie te serie z Lakers.

 

Nic pewnego... Lepiej natomiast czują się ci, którzy z drugiej strony parkietu atakują tego mierzącego 204-205 cm skrzydłowego/centra z Alaski.

 

Ale nie mogę dłużej pozostawać w tak ignoranckim położeniu - Bulls mogą zdobyć tytuł z Boozerem na czwórce, jeżeli tylko wynajdą 10-15 pkt na mecz z pozycji nr 2, odciążą przez to Luola Denga i znajdą lepszy back-up dla Derricka Rose'a niż C.J. Watson... Tak dobry może być bowiem Rose i uświadomiłem to sobie dopiero w drugiej części poprzedniego sezonu. Boozer natomiast powinien zaliczyć lepszy drugi sezon w Chicago i być lepiej wykorzystywany w ataku. 

 

Część kibiców Bulls domaga się jednak tego, aby na wysoki kontrakt Boozera została wykorzystana amnestia. Jest to cokolwiek naiwne myślenie, pokazujące brak znajomości reguł salary-cap - pozbycie się kontraktu Boozera nie otworzy wcale przed Bulls szansy na pozyskanie - dajmy na to - Nene. 

 

Cała ta krytyka, która spłynęła na Boozera za poprzedni sezon (i playoffy w których trafiał tylko 43% rzutów), gdy stał się kozłem ofiarnym Bulls, jest słyszalna dla gracza z nr 5: 

 

"To mnie motywuje. Przede wszystkim sam oczekuję od siebie dużo. Będę grał dużo lepiej niż w poprzednim sezonie. Kontuzja dłoni, której doznałem na starcie sezonu rok temu spowolniła mnie. Potem myślę, że grałem dobrze przez miesiąc lub dwa. I potem znów przyszły kontuzje. Małe rzeczy..." 

 

Cóż, tłumaczenie się... gdy Boozer znany był z tego już wcześniej, że podczas kiedy jeden potrzebuje 2 tygodni po naciągnięciu pachwiny - Boozera czeka przerwa dwa razy dłuższa. Katowickie powietrze jest zdrowsze. Long healer - tak nazywali go w Salt Lake City. W Cleveland nazywali go dużo gorzej. 

 

"Myślę, że możemy zdobyć mistrzostwo. Mamy talent i liderów. Mistrzostwo będzie kolejnym krokiem dla naszego progresu. Nie zrozumcie mnie źle: czeka nas dużo pracy, ale jeżeli zapytasz kogokolwiek w szatni, to powie Ci, że mamy team na mistrzostwo NBA". 

 

Najpierw jednak chciałbym zobaczyć jak Boozer dostaje piłkę na low-post, mając za plecami Chrisa Bosha czy Kevina Garnetta i kończy akcje; albo jak jeden z obrońców nie nazywających się "Rose" zbiega ze słabej strony do podwojonego lidera Bulls, dostaje piłkę i po koźle kręci obok dwóch obrońców, zdobywając punkty. Chciałbym też w końcu zobaczyć jak Boozer przechodzi przez sezon bez kontuzji, a rentgen stopy Joakima Noaha nie wygląda niepokojąco. 

 

Bulls powinni być jeszcze lepsi w playoffach 2012, a ze swoim stylem gry, szeroką ławką, są niemal stworzeni do tego, aby jeszcze raz wygrać sezon regularny w Konferencji Wschodniej. Playoffy? Rose będzie potrzebował pomocy, m.in. od Boozera.

 


 

 


Podziel się

WYMIANY PO HOWARDA I PAULA? NIE BĘDZIE TAK ŁATWO. NOWA RESTRYKCJA W CBA

środa, 30 listopada 2011 17:04

 

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Więc po zakończeniu lokautu pojawiło się takie odczucie: zawodnicy dużo stracili w nowej umowie CBA, ale kluby z dużych miast pomimo obostrzeń nie utracą swoich przewag. 

 

Dwa dni temu napisałem o tym czym jest 'hard cap' dla klubów, które balansują ze swoim payrollem wokół progu 'luxury tax'. Jest to sprawa, która ostatecznie wymusi najprawdopodobniej na Miami Heat amnestię dla Mike'a Millera. 

 

Dzisiaj, przy okazji absolutnie niezaskakujących doniesień o ofercie New Jersey Nets dla Dwighta Howarda, na jaw wyszedł kolejny szczegół, o którym wcześniej przyznam się, że nie słyszałem.  

 

W czym rzecz: otóż w poprzednim CBA kluby mogły pozyskiwać graczy na zasadzie 'extend-and-trade', a ci od razu mogli przedłużyć swój kontrakt o maksymalnie cztery lata. Technicznie, przedłużali go ze swoim starym klubem i byli handlowani. Taka sytuacja miała miejsce przy okazji zdealowania Carmelo Anthony'ego przez Denver Nuggets. 

 

W uzgodnionej wersji CBA, którą Billy Hunter przesłał koszykarzom do ratyfikowania, znalazł się zapis o tym, że "extend-and-trade" pozostanie. Nie można się doszukać natomiast żadnych szczegółów...

 

"Despite efforts by the league to curtail these practices, players may still negotiate for options to extend their contract without limitation, and extend-and-trade transactions will still be permitted, further fostering player movement."

 

Kwestia "extend-and-trade" zdaje się obecnie dotyczyć tylko dwóch graczy, ale to i tak interesujące, że zawodnicy nie dowiedzą się o tym, jeżeli sami nie wygooglują albo nie poinformują ich o tym agenci.

 

Tymczasem, wg Marka Steina i Chada Forda, w nowym CBA wprowadzona zostanie restrykcja, która pozwoli koszykarzom podpisywać MAKSYMALNIE TYLKO jednoroczne przedłużenie dotychczasowej umowy. Tak więc - jeżeli Nets porozumieją się z Magic - Howard będzie mógł podpisać przedłużenie umowy TYLKO do końca sezonu 2013/14 (jego umowa kończy się po 2012/13; w 2012 może od tego ostatniego roku odstąpić i zostać wolnym agentem) 

 

To jest restrykcja, która oczywiście ma ograniczyć proceder, który w zeszłym sezonie nazywaliśmy "Melo-Dramą". Jasne, będziemy dzień w dzień słyszeć teraz o handlowaniu najlepszym playmakerem i centrem ligi, ale jeżeli taki Howard chce zapewnić sobie pewniejszą przyszłość, to w wakacje 2012 roku może podpisać albo pięcioletni kontrakt z Orlando Magic (do końca sezonu 2016/17) albo czteroletni z innymi drużynami (do końca sezonu 2015/16). 

 

Tak więc jest to aż dwa lub trzy lata różnicy i to na pewno mieć będzie znaczenie przy podejmowaniu przez nich decyzji o tym co zrobić. Każe też zastanowić się klubom, które chcą pozyskać Howarda/Paula w ramach wymiany extend-and-trade, czy aby na pewno chcą poświęcać ważne części swojej przyszłości za zawodników, których technicznie mogą stracić nie 4-5 lat, ale już dwa lata później. Myślę, że to stanie się istotną kwestią w najbliższych tygodniach/miesiącach, choć oczywiście i tak zostanie zakrzyczane przez same plotki.

 


 

 


Podziel się

OHIO STATE ROZBIŁO DUKE, ALE RIVERS POKAZAŁ COŚ "KRÓLOWI" I WADE'OWI

środa, 30 listopada 2011 13:47

 

 

"29 listopada będą gościć u (3) Ohio State, gdzie zagrają z teamem podobnym do Kansas, ale lepszym. Zamiast atletycznego Robinsona pod koszem będzie najlepszy typowy big-man w NCAA Jared Sullinger, a zamiast bardzo dobrego perimeter-defense Kansas, będzie - póki co - znakomity obwodowy defense kierowany przez PG Aarona Crafta." 

 

Napisałem w zeszły czwartek i to w zasadzie było to...

 

(4) DUKE @ (2) OHIO STATE 63:85 (28:47) 

 

Jared Sullinger (5) - 21 punktów, 8 zbiórek, 8/14
Austin Rivers (15) - 22 punkty, 3 asysty, 2 straty, 8/18, 2/4 za 3, 4/6 z linii
Mason Plumlee (16) - 16 punktów, 8 zbiórek, 2 bloki, 2 steale, 4 straty, 7/12 z gry, 2/5 z linii
William Buford (60) - 20 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty, 8/15, 2/3 za 3
Deshaun Thomas (61) - 18 punktów, 5 zbiórek, 8/12 z gry
Seth Curry (80) - 7 punktów, 0 asyst, 3 straty, 1/6 za 3 

 

 

Nie było Ryana Kelly'ego. Andre Dawkins też został posadzony na ławce. Mike Krzyzewski był wściekły, bo jego Duke byli po drugiej stronie blowoutu już do przerwy. Ohio State prowadziło 47:28 po pierwszej połowie i potem to już nigdy nie był mecz. 

 

Wszystko zaczęło się od Aarona Crafta, być może najlepszego obrońcy na pozycji PG w całym kraju, który zamknął playmakera Duke Setha Curry'ego super agresywną obroną na piłce. A kiedy Curry nie miał piłki - każde dojście do niej było pojedynczą rundą, pojedynczym wyścigiem po nią. Było to niesamowite - w NBA nieliczni i do tego rzadko grają w ten sposób. 

 

Blue Devils trafili 47% rzutów z gry, ale długość ramion i obwodowy defense Ohio State zupełnie zamknął ich na dystansie (3/15). Curry musiał się spieszyć z rzutami (1/6), Dawkins pod presją obrońców nie oddał ani jednego przez 19 minut gry. Kelly przeszedł obok meczu. Thad Matta, coach Buckeyes rozebrał atak Blue Devils zamykając dwie najważniejsze postacie - Curry'ego i Kelly'ego. Austin Rivers jest póki co jednostką poza kontrolą i ...poza ofensywą Duke. 

 

Historia tego meczu rozgrywała się jednak na połowie bronionej przez Duke - aż czterech graczy pierwszej piątki Ohio State trafiło co najmniej 7 rzutów z gry przy skuteczności 50%. 

 

Jared Sullinger przyszedł z 21 punktami, 8 zbiórkami, nie wyprzedzając rytmu ofensywy Buckeyes i cierpliwie czekając na swoje okazje. Sullinger ma świetny 'touch' w polu trzech sekund, nie potrzebuje dużo miejsca i czasu, aby trafiać pół-haki czy nawet tear-dropy w pomalowanym. Miał też genialne podanie - podanie meczu - gdy Blue Devils niespodziewanie postawili strefę i po tym jak piłka pięciokrotnie zmieniła posiadacza, dotarła na prawy low-block do "Sully'ego", a ten świetnym touch-passem znalazł dziurę w strefie Duke dwa metry przed koszem. Buckeyes zareagowali na tę strefę automatycznie. Płakałem do monitora, bo 99,9% razy gdy grałem, nasz zespół reagował na strefę albo rzutem za trzy albo oddaniem piłki do najlepszego gracza. Nie znajdę tej akcji na youtube, ale to było prawdopodobnie posiadanie meczu. 

 

Game-changerem tym meczu w ataku Ohio State okazał się Deshaun Thomas. Drugoroczniak z Indiany mierzy 201 cm i jest leworęczną stretch-four. Po pierwszych 22 minutach meczu był najlepszym graczem na parkiecie i obręcz była dla niego szeroka jak drewniana balia. Thomas rzucił ostatnie 9 punktów pierwszej połowy, w tym buzzer-beatera i następnie zagrał akcje z faulem na starcie drugiej - w tym momencie Ohio State prowadzili po raz pierwszy różnicą +20 (50:30), a wściekły Krzyzewski zdjął z parkietu Kelly'ego, któremu Thomas trafiał sprzed nosa. 

 

Thomas rzucił 18 punktów przy 12 rzutach (2/4 za 3) - Kelly nie rzucił nic, ZERO, przez 15 minut. Nie rozegrał też ani jednej typowej dla siebie akcji, w której odgrywa rolę playmakera 12 metrów od kosza i szuka Curry'ego z Riversem wychodzących po zasłonach. Team coacha Matty nie dał na to miejsca - perimeter defense Duke spisał się jeszcze lepiej niz ten Kansas, czego można było się spodziewać. 

 

William Buford pójdzie pod koniec pierwszej rundy lub na starcie drugiej rundy. Jest tym co Amerykanie nazywają "a sure thing" - mierzący 203 cm niski skrzydłowy, który wczoraj trafiał a to z dystansu, a to pull-upy z krótkiego półdystansu (20 punktów, 8/15, 2/3 za 3) i potrafił zaskoczyć penetracjami z pick/rolli, odgrywając piłki do Thomasa na obwód czy do Sullingera pod kosz (4 asysty).  

 

Rozgrywający Aaron Craft spędził na parkiecie 38 minut i nie było dla niego straconego posiadania. Posiadał za to kilka ...crafty moves. Ten twardy, biały playmaker trafił 3 z 4 trójek, miał 17 punktów, 8 asyst i 5 zbiórek. Asysty nie były czymś  w typie najlepiej podającego w NCAA Kendalla Marshalla z UNC, ale Craft w swoim stylu braki w talencie nadrabiał rozwagą i rozmachem, agresją z jaką gra. Bob Knight pokochałby go jako swojego zawodnika.

 

Ohio State trafili 59% rzutów z gry, 8/14 za 3, wygrali deski 32-23 i wymusili 12 strat Duke.



W Blue Devils zagrało tylko dwóch graczy. LeBron James i Dwyane Wade siedzieli obok parkietu, i myślę, że nie był to udawany zachwyt, gdy patrzyli jak Austin Rivers wszedł w buty Wade'a czy Jamala Crawforda i swoimi shake'n'bake ruchami czy crossoverami wchodził pod kosz aż miło. Gdyby jeszcze tylko pewniej kończył te swoje akcje 1-na-1, które praktycznie w każdym meczu izolują go na moment od całego meczu pod względem talentu... od całego meczu i od ofensywy Duke - Rivers jest póki co zupełnie nieprzydatny bez piłki, ale wczoraj pokazał NBA w swojej grze. Był najlepszym graczem na parkiecie, ale w zespole który od 15 minuty był poza meczem - zdobył 22 punkty i trafił 2 z 4 trójek (pozostali Blue Devils 1 z 11). Zobaczcie to:

 

 


 

Kolejny bardzo dobry występ Masona Plumlee'go - 16 punktów, 8 zbiórek, 2 bloki i 2 przechwyty. Biały, atletyczny PF Duke ani przez moment nie był na parkiecie gorszy niż Sullinger i to przez niego grana była ofensywa Blue Devils przez pierwsze 10 minut spotkania, gdy Duke wrócili z 0:11 do 15:16. Plumlee z meczu na mecz jest coraz pewniejszy w grze tyłem do kosza. Tydzień temu nie straszny był mu Thomas Robinson, któremu rzucił 17 punktów i zebrał 12 piłek, wczoraj Sullinger.

 

To był jednak koniec. Od 13 do 15 minuty Craft wymusił trzy (!) straty Curry'ego, a Buckeyes zdobyli pięć koszy z rzędu: tip-shot Jordana Siberta, layup Buforda po stracie Curry'ego, jeden z kilku jumperów Thomasa, jumper Sullingera i kolejne trafienie Thomasa z 4-5 metra. Tablica pokazywała 32:19 i Duke już nigdy nie byli bliżej. 

 

Buckeyes pokazali dlaczego na ten moment są prawdopodobnie najlepszym teamem w USA. Kentucky technicznie są nr 1 w rankingach, ale to póki co najbardziej utalentowany w nazwiska team, który nie tworzy jeszcze zespołu takiego jak Ohio State, ogrywa jakieś małe uczelnie ich najpoważniejszym rywalem było dotychczas Kansas i nikt poza tym. Buckeyes pokonali już Florida (8) i Duke (4) - wyglądają jakby i w tym roku byli jednym z faworytów do mistrzostwa NCAA. I tak to już toczy się na campusie Ohio State od kilku lat. Thad Matta zbudował tam nie lada program.

 

 

 

 


Podziel się

JEFF VAN GUNDY O LEBRONIE I RÓŻNICY MIĘDZY MISTRZEM, A MISTRZEM NBA

wtorek, 29 listopada 2011 21:43

Maciej Kwiatkowski

 

Nie będę tłumaczył poniższej wypowiedzi Jeffa Van Gundy'ego dla Phoenix KTAR, bo JVG posługuje się językiem koszykówki i powinna być ona zrozumiała dla wszystkich, którzy mają choć elementarne podstawy angielskiego.

 

W zasadzie nie tyczy się ona tak bardzo LeBrona Jamesa, co Van Gundy zastanawia się nad tym czy "mistrzem" w NBA określamy właściwe osoby, tylko dlatego, że zdobyły one tytuł mistrzowski grając z osobami mniej lub bardziej do tego predystynowanymi.

 

JVG trafia w sedno dodając, że jak mamy nie traktować Johna Stocktona jako "mistrza"? (Hej, J.J. Barea jest mistrzem NBA). W  jaki sposób brak tytułu mistrzowskiego ma odbierać to jakim był liderem, profesjonalistą i jak wielkiej klasy koszykarzem?

 

Dobrze przedstawił to Michał, opisując Stocktona jako swój wybór w naszym drafcie:

 

"Stockton razem z Karlem Malone w oczach wielu byli jednymi z tych, którzy stracili w znacznej mierze szanse na mistrzowski pierścień przez Michaela Jordana i jego Chicago Bulls. Jednak biorąc pod uwagę indywidualne osiągnięcia Johna S. można odnieść wrażenie, iż temu zawodnikowi tytuł został wyrwany siłą. Albo ktoś wymazał to osiągnięcie z annałów ligi."

 

Jeff?

 

“The one thing I would disagree about is is (LeBron) a champion? People always say where are the rings? They weren’t saying that about Kevin Garnett until he won with Boston. They weren’t saying that about him because everybody recognized what he did. He played as a champion every day. His career wasn’t validated by winning a championship. He validated himself everyday by how he went about the process of how to be a champion.

 

Nobody is going to convince me that John Stockton, Karl Malone, and Patrick Ewing weren’t champions. They were champions. They got beat by better teams and better players. Sometimes you’re just born at the wrong time.

 

LeBron James is different to me.

 

Instead of being the best player on a team that continued to strive for a championship in Cleveland he wanted to do it a different way. He joined up with (Dwyane) Wade and (Chris) Bosh. I’m blabbering right now but if he wins it in Miami to me it doesn’t make him anymore of a champion than if he woulda stuck in Cleveland, kept working, grinding, and came up short.

 

I think this idea that you need to win a ring to be validated is short-sighted. It’s not taking into the complexities of how hard it is to win a championship. I mentioned three in basketball and I can probably mention 10 more in basketball that did everything the right way, stuck with it at a certain spot like (John) Stockton in Utah and didn’t win it. Okay. That’s part of sports.

 

Conversely I can come up with a lot of people who have actually been a part of winning teams that aren’t champions. They just rode somebody else’s coattails to greatness. That isn’t a hard thing.

 

I think sometimes we let the media too much define for us who are the champions in sports. I think it had an impact on LeBron James leaving Cleveland to go to Miami. I think the media played a part because he believes his legacy, and rightfully so because this is how the media does it now, is tied totally to how many championships he wins.”

 


 

 


Podziel się

CO ROBILIŚCIE GDY ZAKOŃCZYŁ SIĘ LOKAUT?

wtorek, 29 listopada 2011 20:43

Maciej Kwiatkowski

 

Powiedziałem moim znajomym z Opola, którzy przyjechali w odwiedziny w zeszły czwartek-niedzielę: zawsze będziecie kojarzyć mi się z zakończeniem lokautu w 2011 roku. W momencie, w którym lokaut dobiegł końca - spałem, ale wcześniej po raz kolejny walczyłem do 5.tej rano z potrzebą snu, czekając na zakończenie rozmów. Pamiętam godzinę "7.19", gdy na wpół przytomny podniosłem monitor laptopa, wszedłem na Twitter, a tam nic prócz Adama Szczepańskiego z Czwartej Kwarty, który od rana był już na straży przygotowany, aby dalej robić fantastyczną robotę w coverowaniu lokautu.

 

Koniec lokautu znalazł mnie więc w głębokim śnie, a Ciebie?

 

 

 

via Ball Don't Lie


Podziel się

SHAQ: KOBE JEST NAJLEPSZYM LAKERSEM W HISTORII

wtorek, 29 listopada 2011 18:58

Maciej Kwiatkowski

 

 

"I love you, Kobe"

 

"I love you, Shaq"

 

BEST FRIENDS 4 LIFE


 

 Kobe Bryant uważa, że Jerry West jest najlepszym Lakersem w historii i choć nie wątpię w miękką kiść Westa, jego man-to-man defense czy analizę i ocenę Bryanta, to warto pamiętać, że to właśnie West sprowadził Bryanta do Lakers i bronił go w pierwszych latach jego kariery. 

 

Shaquille O'Neal natomiast uważa, że choć był moment, że chciał zabić Kobe'go, to Bryant właśnie jest najlepszym Lakersem w historii


"Based on what he’s done, he’s probably the greatest Laker of all time. If he gets another championship, he’ll tie with Kareem. That will put him up there." - powiedział Shaq promując swoją książkę w telewizji KTLA, nieprzypadkowo - w Los Angeles. 

 

Dodał jeszcze coś ciekawego, bo jego ego nie mogło mu przecież pozwolić nazywać Bryanta najlepszym Lakersem podczas gdy to Shaq był w głównej mierze odpowiedzialny za jedyny three-peat w historii Lakers w Los Angeles: 

 

"It’s a different kind of great, Bryant had the skills to be an all-around player. I’m just a big man so I just do big-man stuff. I’m just in the big-man category.” 

 

A ja myślę, że żaden z powyższych nie ma racji. Nie West, nie Kobe, nie Kareem, nie Shaq, ale Magic Johnson pozostaje najlepszym Lakersem w historii, a jaka jest Wasza opinia?

 

  

 

 


Podziel się

LAKERS CHCĄ DWIGHTA HOWARDA I CHRIS PAULA, BO NADAL MOGĄ

wtorek, 29 listopada 2011 18:17

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Pamiętacie jak to lokaut w 2011 roku miał ograniczyć przewagę wielkich rynków nad mniejszymi klubami? Teorie o wyrównaniu szans miały wielu krytyków i nie tyle szło o podważanie ideologii, co o sposoby jakimi NBA chciała doprowadzić do tego, aby tacy Bobcats w niespełna milionowym Charlotte stali się równie atrakcyjni co Nowy Jork i Los Angeles i ich cała fancy-schmancy kultura oferująca więcej lansu niż pola kukurydzy za tabliczką "Charlotte".


W trakcie lokautu było to jedną z niewielu spraw, o której praktycznie nie pisałem - competitive balance - czyli to jak iluzoryczne są sposoby ligi na ograniczenie swobody gwiazd NBA w przenoszeniu się tam gdzie po prostu chcą grać. Nie widziałem po prostu szans na to, że zawodnicy przystaną na system, w którym spróbuje się wprowadzić "hard cap", nawet gdy z dziennikarskiego obowiązku pisałem, że jest to możliwe. Jeżeli będą skłonni poświęcić 20-30 mln z 80-milionowej pensji, to będą mogli zawsze trafić tam gdzie chcą i mogą.


Mark Heisler przez wiele lat pracował dla kalifornijskich dzienników, coverując m.in. Los Angeles Lakers. Każdy fan Lakers na pewno go zna, ale pewnie zauważyć zdążył jego nieobecność przez lato w Los Angeles Times. Heisler jest obecnie felietonistą na stronie Chrisa Sheridana, który odszedł z ESPN i założył "Sheridan Hoops".


Heisler w swoim wczorajszym felietonie spróbował rzucić nieco optymizmu na szanse Lakers w wyścigu po Chrisa Paula i Dwighta Howarda, którzy - tak jak i przed lokautem, tak i po - wydają się mieć podobne możliwości co do zmiany swojego adresu. Heisler powołuje się na swoje klubowe źródła pisząc, że Lakers są przygotowani na to, aby wystartować w gonitwie zarówno po Howarda, jak i po CP3.


" If Dwight Howard and Chris Paul wind up on the market — a safe assumption as far as I’m concerned — the Lakers could offer Andrew Bynum for Dwight and Pau Gasol for CP3, or vice versa. Nothing says that they will be enough to land either player, but it should put the Lakers in the running for both. (Oh, and Dwight likes the Lakers. Asked which All-Star he would most like to play with last season, he answered ‘Kobe Bryant.’) Nor will finances be a problem, ever again"


Wymiana Howard - Andrew Bynum byłaby trade'm najlepszego centra ligi i niezniszczalnego gracza w zamian za łamliwego środkowego, ale z talentem na bycie w Top3 środkowych ligi, gdy tylko jest zdrowy i nie zapomina się o nim w ofensywie. Taka oferta z pewnością będzie dla Magic interesująca i lepszego centra w zamian za Howarda Magic w propozycjach innych klubów nie znajdą.


Pau Gasol za CP3? Tu byłbym dużo bardziej sceptyczny. Gasol jest w Top10 graczy ligi, ale ma już 31 lat i nie będzie już lepszy.


Pojawiają się bardzo słuszne głosy o tym - i sam zresztą pisałem już o tym jeszcze w tamtym sezonie - że Hornets w życiu nie zdealują Paula do Lakers lub Knicks w sezonie 2011/12. Powód? Oczywisty. To NBA zarządza Hornets i zdealowanie najlepszego gracza za Billupsa lub nawet Gasola szłoby w przeciwności do zgłaszanych przed lokautem przez ligę pretensji o wyrównanie szans. Podobnie rzecz się ma w przypadku spekulacji na temat przejścia Paula do Orlando Magic (Jameer Nelson?) i nie sęk w tym, aby dodać tutaj jeszcze dwóćh solidnych role-players i miało to zrobić za różnicę. Tacy Houston Rockets mają wielu solidnych role-players, żadnej gwiazdy i dlatego zastanawiają się nad tankowaniem, aby pozyskać jedną w Drafcie 2012.


Stąd mój wczorajszy pomysł - jak bardzo nie byłby szalony - trade'u, który już pojawiał się np w trakcie playoffowych problemów Oklahoma City Thunder - Paul do Oklahomy w zamian za Russella Westbrooka. Mówcie co chcecie o Westbrooku, ale jako opcja nr 1 mógłby wykręcać statystyki na 27/5/7 i być już jedną częścią teamu, który zatankowałby sezon 2011/12, aby wybierać w Top10 Draftu 2012, gdzie szanse wyjęcia porządnej drugiej opcji są prawdopodobnie największej od lat.

 

Paul jednak zawsze wybierze tam gdzie będzie chciał grać, zgadzając się lub nie na przedłużenie kontraktu - a póki co Chris Broussard (ESPN) raportuje dziś, że CP3 chce do Nowego Jorku.


Tymczasem Lakers, którzy robią roczny profit 45-60 mln dol., mają w kolejnych latach szanse dobić do 170 mln dolarów dzięki opiewającej na 3 miliardy, 20-letniej umowie telewizyjnej z Time Warner. Dlatego nawet gdy Jerry Buss zapowiada ograniczenie payrollu Lakers, to możemy być pewni, że Lakers nadal będą starać się wykorzystać fakt, że Los Angeles is the place to be dla wielu z tych młodych gwiazd, a Lakers to po prostu Lakers.


Póki co - od początku obozu do meczu z Chicago Bulls czeka ich 16 dni na nauczenie się tego co chce przekazać im Mike Brown. Ilość pieniędzy nie będzie mieć wpływu na to jak szybko to pojmą.

 

 

 


Podziel się

MIAMI HEAT FAWORYTEM VEGAS

wtorek, 29 listopada 2011 16:41

Maciej Kwiatkowski

 

Czujecie to? Wracamy do spekulowania na temat wymian/wolnych agentów, co bywa często jeszcze ciekawszym okresem czasu niż sam sezon.


Zapytałem w ostatnim 3-na-3, że jeżeli Dallas Mavericks podpiszą kontrakty z Tysonem Chandlerem i J.J'em Bareą, to dlaczego nie mają być faworytami w tym sezonie? Ktoś powie, że Jason Kidd i Shawn Marion będą rok starsi, że Chandlera tym razem dopadną kontuzje albo że Dirk Nowitzki nie zaliczy już kolejnego tak genialnego 'runu' przez playoffy. W zasadzie jednak Mavericks są przyzwyczajeni do wątpliwości, a ich fanbase w czasie ostatnich playoffów powiększył się prawdopodobnie o tyle ile wynosił przedtem.


Pamiętajmy jednak też, że Miami Heat prowadzili 2-1 i 74:65 na 10. minut przed końcem meczu nr 4 w swoim pierwszym sezonie gry razem, a mecze nr 5 i 6 rozegrali z kontuzjowanym Dwyane'm Wade'm, który w czterech pierwszych meczach był MVP Finałów i praktycznie ośmieszał defense Mavericks. Koniec końców - Heat najprawdopodobniej zdobyliby mistrzostwo NBA, gdyby nie spędzili całego sezonu bez Udonisa Haslema i z kontuzjowanym Mike'm Millerem - czwartego i piątego najlepszego gracza w swoim teamie. To mniej więcej tak jakby Celtics w sezonie 2007/08 mieli zdobyć mistrzostwo grając przez cały rok bez Kendricka Perkinsa (Rajon Rondo był graczem nr 4, ale to nie ta pozycja co Haslem) i z kontuzjowanym Jamesem Posey'em.


Las Vegas, a konkretnie MGM Mirage wzięło to pod uwagę, wskazując Miami Heat jako faworyta do mistrzostwa NBA w sezonie 2011/12:


2 do 1 - Miami Heat
9 do 2 - Los Angeles Lakers
5 do 1 - Chicago Bulls, Oklahoma City Thunder


Las Vegas Hilton Race & Sports Book widzi Heat jako jeszcze większego front-runnera do mistrzostwa:


2 do 1 - Miami Heat
6 do 1 - Chicago Bulls
7 do 1 - Dallas Mavericks, Los Angeles Lakers, Oklahoma City Thunder


Gdybym sam chciał zaryzykować, to nie stawiałbym w tym skróconym, intensywnym sezonie swoich pieniędzy na Boston Celtics czy San Antonio Spurs, dla których półfinał konferencji wydaje się być maksimum tego co mogą osiągnąć, jeżeli w składach obydwu nie dojdzie do jakiś niespodziewanych rewolucji. Nie stawiałbym też na Los Angeles Lakers, przy których jest zbyt dużo znaków zapytania i w poprzednim sezonie zupełnie nie radzili sobie z Miami Heat w sezonie regularnym - choć oczywiście sam talent na mistrzostwo wciąż wystarcza i będzie jedną z ciekawszych historii sezonu to co zrobi z nim Mike Brown.

 

Bookowałbym natomiast Memphis Grizzlies jako czarnego konia. A Ty?

 


 

 


Podziel się

ALL-NBA DRAFT. RUNDA 5. PICK 5. MANU GINOBILI

wtorek, 29 listopada 2011 11:25

Rafal Niewiadomski

 

 

 

Sam nie wierzę w to, że biorę gracza Spurs ale trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie, Manu wielkim graczem jest i posiada wszystko to, co potrzebuję w moim zespole na pozycji SG. Po pierwsze, jest produktywny bez piłki. Z reguły to było kluczem przy wyborze moich zawodników, ponieważ wychodziłem z założenia, że nie w tym rzecz, by stworzyć Dream Team z nazwisk, tylko by zbudować świetnie uzupełniający się skład a dzielenie się piłką i umiejętność usunięia się w cień są kluczem do tego.

 

Co daje mi Manu? Spejsng, wjazdy, trójki, grę bęz piłki, dzielenie się piłką, bardzo wysokie boiskowe IQ, świetne bieganie do kontry, clutch, obronę, wymuszanie fauli ofensywnych itd, itd. Manu w zasadzie nie ma wad poza kontuzjogennością. Potrafi wykreować partnerów, zdobywać seryjnie punkty, rozbijać defensywę rywali swoimi wjazdami i przejąć grę, gdy jest to niezbędne. Najważniejsze jednak, że Manu równie dobrze gra bez piłki, jak i z nią, dzięki temu, że ma koszykarski szósty zmysł. Przewiduje często zagrania do przodu, wie gdzie zbiec, kiedy uciec za plecy obrońcy, gdzie stanąć, czy jak zachowa się defensywa. I jest urodzonym zwycięzcą, czego dowodem są tytuły mistrzowskie oraz trofea międzynarodowe.

 

Posiadanie takiego gracza to skarb, o czym wiedzą nie tylko fani Spurs.

 

W tym momencie zakończyłem kompletowanie mojego składu. Mam lidera, który potrafi wszystko, dwóch graczy świetnie wykorzystujących zasłony, dwóch świetnie je stawiających, 3 trzelców z dystansu, dwóch w typie "clutch", dwóch największych (?) atletów w historii ligi, scorera, bęstię pod koszem, maszynkę do zbiórek, bardzo dobrze broniący zespół i jeszcze lepiej biegający do ataku. Wydaje mi się, że udało mi się stworzyć w pełni zbilansowany zespół bez większych wad, mogący grać zarówno uptempo jak i atak pozycyjny i nikt mi się nie zabije z powodu braku piłki. Z defensywą nie powinno być również problemu, każdy z moich graczy to fighter z krwi i kości a dwa najmocniejsze ogniwa tej defensywy to Jason Kidd i Dwight Howard. Jak dodamy do tego świetnie myślących i ustawiających się w obronie Birda i Manu, to obrona tej drużyny może być jej największym niedocenionym aspektem gry. A jest przecież jeszcze Karl Malone.  Co wy o tym sądzicie?



nr 1 - Sławek Mróz - Bill Walton
 
nr 2 - Michał Górny - Clyde Drexler
 
nr 3 - Bartek Tomczak - Gary Payton
 
nr 4 - Maciek Kwiatkowski - Alonzo Mourning
 
nr 5 - Rafał Niewiadomski –  Manu Ginobili
 
nr 6 - Piotr Kolanowski – 
 
nr 7 - Marek Dziuba - 
 
nr 8 - Przemek Kujawiński -
 
nr 9 - Sebastian Hetman -


 

DO TEJ PORY

Sławek Mróz: Michael Jordan, Jerry West, Kevin Garnett, Walt Frazier, Bill Walton


Michał Górny: Wilt Chamberlain, Moses Malone, John Stockton, Rick Barry, Clyde Drexler

Bartek Tomczak: Kobe Bryant, Charles Barkley, David Robinson, John Havlicek, Gary Payton

Maciek Kwiatkowski: Magic Johnson, Scottie Pippen, Dennis Rodman, Kevin Durant, Alonzo Mourning

Rafał Niewiadomski: Larry Bird, Karl Malone, Jason Kidd, Dwight Howard, Manu Ginobili

Piotr Kolanowski: Oscar Robertson, Shaquille O’Neal, Kevin McHale, Michael Cooper


Marek Dziuba: Bill Russell, Dirk Nowitzki, LeBron James, Reggie Miller

Przemek Kujawiński: Kareem Abdul-Jabbar, Tim Duncan, Julius Erving, Chris Paul


Sebastian Hetman: Hakeem Olajuwon, Isiah Thomas, Bill Laimbeer, Ray Allen



 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 724  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779724

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0