Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




DNIÓWKA W WERSJI LIGHT: BO TEQUILA SAMA SIĘ NIE WYPIJE

sobota, 31 grudnia 2011 18:16







Przemek Kujawiński

 

Dzisiaj w moim małym zakątku polsko-albańskie opijanie nowego roku, więc musicie wybaczyć mi skróconą wersję dniówki. Przed nami siedem spotkań:

 

21:30 DENVER (2-1) @ LA LAKERS (2-2)

 

00:00 INDIANA (3-0) @ DETROIT (0-3)

 

01:00 ATLANTA (3-0) @ HOUSTON (1-2)

 

02:00 NEW YORK (1-2) @ SACRAMENTO (1-2)

 

02:00 PHOENIX (1-2) @ OKLAHOMA CITY (4-0)

 

02:30 UTAH (1-2) @ SAN ANTONIO (2-1)

 

03:00 PHILADELPHIA (1-2) @ GOLDEN STATE (2-1)

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

 

 

 

http://youtu.be/qEjOQuE57rQ

Podziel się

ICH WŁASNA LIGA

sobota, 31 grudnia 2011 16:49

 

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

Spędzili dużą część wakacji razem. Pan Dobry i Pan Zły, Kevin Durant i LeBron James. Po pierwszym tygodniu rozgrywek wyszli z bloków tak, że mam wrażenie, że pogrywają sobie z resztą ligi. Rozbili obóz koszykarski na wzgórzu nad miastem, ogrodzili boisko i grają sobie do polskiego rana o to kto jest najlepszym koszykarzem na świecie, prześcigając się noc w noc.



Durant trafia najważniejsze rzuty w meczach z Minnesotą czy Memphis, a potem w kolejnym oddaje być może rzut roku, być może najlepszy buzzer-beater 2011. Jednym ruchem nadgarstka sprawia, że zapominam o lokaucie i celebruję to razem z nim wyuczonym ruchem rozdziawiania ust. Do tego notuje 4.0 asysty na mecz i coraz bardziej zaczyna wyglądać jak ...jak lepszy James? kontrolując piłkę z lekkością i swobodą jakiej nie widzieliśmy u niego wcześniej. 

 

A James? James już nawet nie udaje, że zależy mu na tym aby być tym kim chcemy by był - przez pierwsze 45 minut bawi się z kimkolwiek kto próbuje go kryć, śmieje się do publiczności której nie zna, do ławki rezerwowych, napina mięśnie, ale zaraz sam się z tego śmieje. Nie śmieje się "Z", ale śmieje się "Do". Jest też lepszy do oglądania niż w poprzednim sezonie, gdy zażynał się w pick/rollach na 7-8 metrze (może 1na5 przez high/picki w Cleveland nie było nawet najlepszym pomysłem Mike'a Browna? ...) Teraz blisko dwa razy częściej gra izolacje niż w poprzednim sezonie i w czasie, gdy cała liga trafia z gry w dolnych 40%, James trafia 60%, dostaje się na linię 10 razy na mecz i jest najlepszym strzelcem ligi (33.0). 

 

 Potem przychodzi kranczu-czas i nie ma nawet piłki w rękach na parkiecie, co najwyżej wrzuci np ...idealne podanie z autu do Wade'a nad obręcz. D-Wade dostaje do rozegrania trzy ostatnie akcje w Charlotte i identycznie dzieje się w Minnesocie. James? James wygląda jakby idealnie pasowało mu takie rozwiązywanie akcji. Co on sobie myśli?! Przecież cały świat CHCE! problemów Miami Heat [najlepszego w tym sezonie teamu NBA] w crunch-time... Tak jak i cały świat CHCE!!! konfliktu Duranta i Russella Westbrooka, tak jakby cały świat nigdy nie kłócił się w pracy czy z bliskimi, a rywalizacja w koszykówce miała być tylko teatrem ze strony samych graczy. 

 

WE DONT' CARE - to właśnie słyszę od LBJ i KD. Mam wrażenie, że James i Durant śmieją się z nas teraz na starcie sezonu albo wtedy gdy trenują razem w listopadzie na uniwersytecie w Akron.  

 

Inny obrazek - początek meczu Oklahomy-Dallas, David Aldridge z TNT mówi o rzekomym, rozdmuchanym konflikcie z meczu wcześniej, a KD podchodzi do Westbrooka jeszcze przed pierwszym podrzutem piłki i mógłbym założyć się, że mówią do siebie "Russell jak ja Cię nie lubię... Kevin - jak ja okropnie nie znoszę Ciebie mój najlepszy kolego". 

 

Pan Dobry i Pan Zły, Durant i James - psują nasze narracje, likwidują nasze najlepsze nagłówki. Jest początek sezonu, Miami i Oklahoma są 4-0, jakieś 80% przedsezonowych przewidywań, które widziałem, ma Heat i Thunder w finale NBA, a po pierwszym tygodniu jeden i drugi otrzymają ('book it') nagrody dla najlepszych graczy Wschodu i Zachodu.  

 

Blogerzy muszą szukać nowych historii i reagować szybko. Rewelacje o problemach w Thunder zaprzyjaźnionego z Lakers reportera ESPN przepadają pod ciężarem game-winnera KD. James nie pudłuje rzutów w ostatnich sekundach bo ...ich nie oddaje. Wczoraj James miał 27. urodziny, ale wyszedł w pierwszej kwarcie jakby była to kontynuacja wspólnego dokumentu jaki kręcą w tym sezonie razem z Durantem.  

 

To nie jest nawet zabawne jak różne są zdania na temat Duranta i Jamesa, jak w oczach opinii publicznej wiele ich dzieli i jak inaczej są przedstawiani. James ze swoją delikatnością samu spożywczego Społem i Durant ze szkolnym plecakiem i całusami dla mamy. Jeden poddany beznamiętnej inwigilacji ESPN od 15 roku życia. Drugi ukryty gdzieś w środku mapy zaginionego USA zostanie pierwszym świętym z NBA. Jeden krytykowany za wszystko co zrobi, drugi czczony tak bardzo, że nasze delikatne uczucia rani ten "zaciekły i głupi jak but" Westbrook.  

 

Myślicie, że to ich obchodzi?

 

Szczęśliwego Nowego Roku.

 


 

 



Podziel się

RÓŻNICA MIĘDZY LOB CITY A D-CITY

sobota, 31 grudnia 2011 13:39

Przemek Kujawiński

 

D jak defensywa i D jak Derrick. W dowolnej kolejności.

 

Derrick Rose wygrał do tej pory wszystkie swoje bezpośrednie starcia z Chrisem Paulem i był dziś absolutnie zjawiskowy (mimo, że CP3 zagrał najlepiej w sezonie). 29 punktów z 14 rzutów (sic!), 16 asyst, 8 zbiórek, 3-4 za trzy, 10-11 z linii.

 

To był występ kompletny. Rose obiecał, że będzie agresywny i obietnicy dotrzymał. Kiedy tylko mógł atakował obręcz we wczesnej ofensywie, mądrze rozdawał piłki na obwód swoim strzelcom (tak, tak Chicago ma wreszcie strzelców), robił momentami świetną robotę w defensywie na swoim vis-a-vis i dostarczył tę odrobinę magii, gdy w czwartej kwarty trafił dwie wielkie trójki sprzed nosa Paula.

 

Jeśli nie jesteście fanami Lob CIty, to obejrzyjcie ten mecz dla Derricka Rose'a. Docenili go nawet fani Clippers, skandując MVP.

 

Jeśli jesteście fanami Lob City obejrzyjcie ten mecz dla Lob CIty. Były alley-oopy DeAndre Jordana, były pick'n'rolle, był wreszcie wielki Blake Griffin (34 punkty, 13 zbiórek), który czasami chyba tylko siłą woli przebijał się przez gąszcz rąk wysokich Bulls.

 

Rose, Griffin i Durant . Dla tej trójki warto będzie oglądać tę ligę przez następną dekadę. Najstarszy z nich pod koniec września skończył 23 lata...

 

Chris Paul był w cieniu Rose'a, ale również wreszcie zagrał większość spotkania na zwiększonej intensywności. Gdyby ktoś liczył rozgrywającym nie tylko asysty, a po prostu podania, które dają ich kolegom szanse na dobry rzut, CP3 byłby o trzy długości przed resztą ligi. Momentami ma się wrażenie, że Chris po prostu nie podaje źle. Widzicie go wbiegającego pod kosz, ginącego między obrońcami, a następnie piłka magiczny sposobem znajduje się po drugiej stronie boiska w rękach strzelca na czystej pozycji. Takie rzeczy trzeba doceniać.

 

Clippers nie będą mieli problemów z ofensywą w tym sezonie. Jest Paul, są strzelcy (choć dzisiaj nie było Chaunceya Billupsa, który pauzował z powodu kontuzji pachwiny) i jest Blake Griffin który zszedł pewnie dziś z boiska cały posiniaczony, bo toczył ciężkie boje z Joakimem Noah, a mimo dominował pod koszem. O nie, atak nie będzie problemem. W tej chwili Clippers mają trzecią ofensywę w NBA, ale...

 

Clippers przegrali drugi mecz z rzędu, bo nie grają w defensywie i są w tym aspekcie obecnie najgorszą drużyną w lidze. DeAndre Jordan spędził dużą część dzisiejszego starcia na ławce z powodu fauli. Musi nauczyć się być cierpliwym pod własną tablicą i nie szukać bloku przy każdym rzucie. Blake Griffin nie blokuje, za to po każdym rzucie rywali szuka okazji do wybiegnięcia do kontry. To są małe rzeczy, ale przez to Clippers zostali trzeci raz z rzędu zmasakrowani na deskach.

 

To są rzeczy do poprawienia, bo nie wynikają z lenistwa, a być może ze zbyt wielu chęci (Blake Griffin tarzał się dzisiaj kilka razy po parkiecie za bezpańskimi piłkami, podobnie Chris Paul). Vinny Del Negro musi nauczyć swoich młodych wysokich tego, że odpowiedzialność za obronę swojej tablicy spoczywa przede wszystkim na ich barkach. W drugiej kolejności obwodowi muszą zacząć aktywniej zastawiać swoich rywali, gdy wysocy wychodzą do bloków.

 

Clippers muszą zacząć panować nad własną tablicą i sami zobaczycie, jak wiele zmieni to, gdy będą wreszcie wygrywali zbiórki. Blake Griffin zbyt rzadko pamięta, że dobra kontra zaczyna się właśnie od dobrej zbiórki, a Chris Paul na pewno poczeka na niego w ataku.

 

Drugi problem w obronie nęka Clippers już od lat, a mianowicie obrona strzelców za trzy. Spurs i Bulls rozstrzelali zespół z LA zza łuku. Vinny Del Negro musi wyplenić lenistwo swoich zawodników, którzy notorycznie odpuszczają dochodzenie z ręką do strzelców. Oczywiście w ostatnich dwóch meczach nie było o to łatwo, gdy Tony Parker, Manu Ginobili i Derrick Rose ściągali dodatkowego obrońcę, ale nie zmienia to faktu, że Clippers zazwyczaj po prostu o sekundę za szybko odpuszczają w obronie, ułatwiając życie rywalom.

 

Vinny Del Negro mógł dzisiaj zobaczyć na przykładzie swojego byłego zespołu, jak powinno to wyglądać. Gracz Bulls po prostu nie odpuszczają. Tom Thibodeu nauczył ich, że warto wyciągnąć ręce w górę nawet w beznadziejnej sytuacji. Clippers wciąż przecież zagrali świetny mecz w ataku, a i tak w najważniejszych momentach udawało się ich zatrzymywać, bo taki Luol Deng nie odpuszczał nawet, gdy DeAndre Jordan był już w górze z piłką nad obręczą. To z jednej strony jest kwestia systemu, ale z drugiej - być może nawet ważniejszej - kwestia mentalności zawodników, dla których gra w obronie znajduje się na pierwszym miejscu listy rzeczy do zrobienia. Zobaczcie z jakim zacięciem Derrick Rose ustawał dzisiaj na nogach przed tańczącym z piłką Chrisem Paulem. Bulls się po prostu chce. Clippers wciąż nie wiedzą, co to znaczy.

 

Na koniec jeszcze jedna akcja z tego meczu, która powinna zwiastować dobre czasy dla fanów w L.A. Jakimś cudem nie zmieściła się w dzisiejszym top 10. CP3 do Blake'a, w takim późnym pick'n'rollu (swoją drogą widać było dzisiaj jeszcze brak zgrania między tą dwójką, bo Blake nie do końca wie kiedy powinien rolować do kosza po zasłonie i często czekał - w tej sytuacji wyszło mu to na dobre):

 



 

 



Podziel się

ŚWIETNA DRUGA POŁOWA SUNS + DOBRY MECZ GORTATA

sobota, 31 grudnia 2011 13:26

Sebastian Hetman

 

 

(1-2) PHOENIX @ (2-1) NEW ORLEANS 93:78

 

 

Głównie przez opcję na Canal + Sport mogłem obejrzeć mecze Suns z Hornets, a z NBA ILP będę pewnie korzystał dopiero w drugiej połowie stycznia. W Nowym Orleanie Marcin Gortat i koledzy głównie dzięki solidnej grze w trzeciej kwarcie zdołali ograć gospodarzy 93:78.

 

 

Monty Williams bez brody wygląda jak portier z teatru w Nowym Orleanie, ewentualnie przypomina lokaja o imieniu „Jeffrey”. Wczoraj miał sporo przemyśleń, szczególnie w drugiej połowie, kiedy jego team całkowicie stracił kontrolę. Hornets zaczęli ten mecz świetnie na atakowanej desce (7 zbiórek w jakieś 6 minut), a w całym spotkaniu mieli aż 24 zbiórki ofensywne (w sumie 57-47 na deskach). Carl Landry (17 pkt., 8 zb.) był mini Bogiem w pierwszej połowie, ale potem przy dość trafnych rotacjach Alvina Gentry’ego odszedł nieco w zapomnienie. Miał 8 punktów w samej pierwszej kwarcie i wymuszał przewinienia graczy Suns, ale przygasł podobnie jak Jarrett Jack, który po świetnym wjazdach po prostu zasnął na obwodzie. Jack miał 6/20 z gry i tylko 4 asysty, być może chciał być drugim Chrisem Paulem, ale mu nie wyszło.

 

 

Suns po kiepskiej pierwszej kwarcie zacieśnili nieco defense na obwodzie i nareszcie zbierali jakieś piłki na własnej tablicy. Zaliczyli skromny run 7-0, a Shannon Brown zdobył szybkie 9 punktów, trafiając przy tym wszystkie trzy rzuty z gry i dwa wolne. W tym wszystkim grę kontrolował Steve Nash (12 asyst), który nadal jest fantastycznym rozgrywającym.

 

 

Marcin Gortat (12 pkt., 7 zb., 4 blk.) zagrał fajnie w drugiej połowie i to z nim w rotacji Phoenix muszą grać up-tempo. W zasadzie przy piątce Nash-Brown-Dudley-Hill-Gortat wypracowali sobie przewagę, a w trzeciej kwarcie dość często pojawiał się także Hakim Warrick (18 pkt., 7 zb., 6/12 z gry), który był cichym x-factorem tego meczu. Gortat robił robotę w defensywie, gdzie wymusił dwa faule Trevora Arizy, który zgubił się gdzieś w Narnii i nie może wyjść całkowicie z wielkiej szafy. Dopóki Steve Nash nie skończy 70 lat, Gentry powinien katować szybki styl gry Suns, bo w ataku pozycyjnym wyglądają tylko lepiej, kiedy na parkiecie jest Channing Frye.”Cha-Ching” miał tylko 4-15 z gry, ale zebrał aż 16 piłek + dał kilka solidnych zasłon na zagrywkach. On i Gortat opanowali tablice pod koniec trzeciej kwarty, kiedy Suns zaliczyli dobitny run 12-2 i było tak naprawdę po wszystkim.

 

 

Obwód Hornets (3/14 za trzy) bez Erica Gordona wygląda tragicznie, a w ofensywie nie popisali się także wysocy. No może za wyjątkiem Landry’ego i Jasona Smitha (4/9 z gry). Chris Kaman (1/5) i Emeka Okafor (2/6) straszyli tylko swoimi gabarytami i o ile Okafor zebrał 16 piłek (8 w ataku!), o tyle Kaman wygladał jak stary zbierasz puszek z Michigan. Nie było życia w polu trzech sekund, a jeszcze w drugiej kwarcie mówiłem do ojca, że Kaman i Smith robią tzw. mini robotę. Tato jest fanem żużla, więc i tak nie widział o czym mówię, ale sami wiecie jak jest. Smith z Aronem Grayem w ubiegłorocznych Playoffs stawiali jakiś tam opór podkoszowym Lakers, dlatego Kaman miał być swego rodzaju wzmocnieniem. Jak będzie, zobaczymy, bo to dopiero początek sezonu, ale trójka Warrick-Frye-Gortat zdominowała ostatnie 20 minut meczu.

 

 

Uplasowany wysoko w naszym rankingu debiutantów Markieff Morris zagrał wczoraj tylko przez niecałe 2 minuty. Suns po początkowych wpadkach mogą urwać spokojnie kilka decydujących spotkań i tak jak wspominałem wyżej, są piekielnie groźni, kiedy grają up-tempo z Gortatem w piątce, bo co jak co, to jeden z najlepiej biegających środkowych w NBA. Do tej pory MG i Nash nie grają zbyt często pick'n'rolli, może wynika to z kontuzjowanego kciuka? W sumie co ma piernik do wiatraka? Tak czy inaczej, jeżeli coś zdało egzamin, to po co to zmieniać?

 

 

Podejrzewam, że Suns będę oglądał tylko i wyłącznie na C+, o ile nie będzie szlagierów na parkietach NCAA, a po weekendzie dostaniecie na Nowy Rok kilka recapów z najciekawszych spotkań akademickich. Wracając do meczu, Hornets muszą ustalić jakiś konkretny plan, bo po utracie Paula i Westa ich gra w ataku wygląda po prostu niepewnie. Monty Williams nie ma jeszcze konkretnej koncepcji gry i myślę, że zmieni się to po powrocie Erica Gordona.

 

 

Z innej beczki: Wolves prawie ograli Miami Heat…

 

 

Tyle ode mnie, Szczęśliwego Nowego Roku kochani. Dużo zdrowia i przede wszystkim więcej koszykówki gdziekolwiek i kiedykolwiek. Salut!


 

 



Podziel się

TOP 10 ZAGRAŃ: 30 GRUDNIA 2011

sobota, 31 grudnia 2011 12:15

 


Podziel się

MINIONA NOC W NBA: RICKY SHOW, MAVS I C'S WYGRYWAJĄ, ROSE LEPSZY OD PAULA

sobota, 31 grudnia 2011 11:20

Marek Dziuba

 

(3-1) CHICAGO @ (1-2) CLIPPERS 114:101

 

Yikes, Clippers znowu na ujemnym. Wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać. Derrick Rose (29 pkt, 16 as., 8 zb.) wygrał swoje piąte bezpośrednie starcie z Chrisem Paulem (15 pkt., 14 as.). Jak to określił Tom Thibodeau "walka wagi ciężkiej". Nie silę się na szerszy opis, bo musicie to zobaczyć, koniecznie!


(3-1) ORLANDO @ (1-2) CHARLOTTE 100:79

 

Co mogę mieć na myśli, pisząc 20/24? Nie, to nie wyniki z waszego ostatniego egzaminu. To oczywiście linijka Dwighta Howarda. Dzień po zniszczeniu Nets, dzisiaj bez większych problemów Howard zasiał podobne spustoszenie pod koszem Bobcats. Był to dla niego pierwszy w tym sezonie i 33 mecz w karierze, w którym dobił do zaszczytnego progu 20-20. Magic odnieśli swoje 9. kolejne zwycięstwo nad 'Cats i 16 w poprzednich 17 potyczkach. 

 

Stan Van Gundy uznał to za najlepszy jak dotąd występ swoich podopiecznych w tych rozgrywkach. Spójrzcie na skuteczność Orlando za trzy i już wiecie dlaczego. Dla przeciwwagi numer jeden w rankingu Sebastiana, Kemba Walker zaliczył swój najgorszy mecz w krótkiej karierze (1/9 z gry), a Boris Diaw nadal romansuje z triple-double (10/6/6) w Charlotte.

 

(1-2) CLEVELAND @ (0-3) INDIANA 91:98 OT

 

Kyrie Irving (20 pkt., 5 zb., 4 as.) w zaledwie swoim trzecim meczu w koszulce Cavaliers wcielił się w rolę go-to-guy'a Cleveland i  zabrakło mu centymetrów by ten test zdać:

 

 

 

Komplementów 19-letniemu rozgrywającemu nie szczędził mimo to sam Frank Vogel, trener Pacers: - Irving 'nie będzie', tylko już jest wybornym graczem. Ośmieszył naszą defensywę, ale na szczęście spudłował.

 

Pacers w dogrywce nie pozostawili już żadnych złudzeń Cavs. Danny Granger wziął sprawy w swoje ręce, rzucił w niej 9 ze swoich 22 punktów, w tym trójkę, która na nieco ponad minutę przed końcem wstawiła ten brzydki mecz do lodówki. Indiana nie tylko zapisała trzecie z rzędu zwycięstwo, ale i przełamała przy okazji pewną niesamowitą niechlubną passę 31 kolejnych porażek, gdy jej gracze rzucali ze skutecznością z gry poniżej 40%!

 

(0-3) DETROIT @ (1-3) BOSTON 85:96

 

No i doczekaliście się fani Celtics pierwszego zwycięstwa swoich pupili. Paul Pierce powrócił w końcu na boisko i w 23 minuty wspomógł zespół 12 punktami, 5 asystami i 4 zbiórkami. Jego powrót przyćmił w każdym razie Jermaine O'Neal (kiedy zdążył pojechać do Niemiec?!), notując bez wątpienia swój najlepszy mecz w zielonych barwach - 19 punktów (!) i  7 zbiórek. C's rozstrzygnęli wszystko w trzeciej kwarcie, którą wygrali 36:21 i jedyne, do czego się można doczepić to to, że Pistons wyglądają na razie na najsłabszy zespół na Wschodzie...

 

(1-3) NEW JERSEY @ (3-0) ATLANTA 98:105

 

Szczerze? Skacząc sobie po League Passie, nie przełączyłem na to spotkanie nawet na moment. Hawks zwyczajnie nie lubię, a Nets... no nie da się ich oglądać, chyba że jest się fanem Kim Kardashian i chce się posłuchać kolejnych "buuu" dla jej byłego. Widzę jednak, że dzisiaj na przykład Memo Okur (15 pkt., 5zb.,) wyglądał już bardziej jak zawodnik, a nie po prostu jak ktoś wyrwany na mecz prostu z tureckiego targu i o dziwo team z New Jersey sprawił sporo kłopotów Hawks i przyczynił się do tego nie tylko występ Derona Williamsa (23 pkt., 6 as.,) ale i kolejny przebłysk MarShona Brooksa. Debiutant przypominający nieco niejakiego Kobe'go trafił 8 ze swoich 13 rzutów i zdobył łącznie 21 oczek. Po drugiej stronie szalał Jeff Teague (22 pkt., 6 as.), a Joe Johnson rzucił ostatnie, kluczowe 7 punktów dla Hawks i za pieniądze które zgarnia nie będę tego specjalnie przeżywał. 

 

 

(1-2) HOUSTON @ (1-2) MEMPHIS 93:113

 

Blowout! Mój ulubiony misiowaty duet podkoszowych Zach Randolph i Marc Gasol (5 blk.) zdominował pod koszem wymęczonych po wygranej dzień wcześniej nad Spurs, Rockets, notując wspólnie 43 punkty przy znakomitej skuteczności 17/22 z gry (!) i 17 zbiórek. To tyle. Niepotrzebne były więc wielkie wyczyny Rudy'ego Gaya i będę powtarzał do znudzenia, że moim zdaniem kluczem do sukcesu Grizzlies nie jest on, lecz właśnie to jak grają Marc i Zach. Kiedy Luis Scola, twój lider ma problem z faulami i notuje 4 punkty i 4 zbiórki to... to zostajesz po prostu pożarty.

 

- To był najlepszy defensywny mecz Zacha, odkąd tu jestem. - Lionel Hollins

 

(1-2) PHOENIX @ (2-1) NEW ORLEANS 93:78


Steve Nash mimo kiepskiej rzutowo nocy rozdał 12 asyst, a Marcin Gortat w ciągu niespełna 30 minut osiągnął przyzwoite 12 punktów i 7 zbiórek, przyzwoite bo jestem pewien że, gdyby nie ten pechowy kciuk to grałby jeszcze lepiej. A tak, Channing Frye zbiera mu sprzed nosa kilka piłek (dzisiaj 16!), a Hakim Warrick rzuca 18 punktów. 93 punkty, jakie zdobyli Suns to ich najwyższy dorobek w tych rozgrywkach, na co patrzy się nieco dziwnie, bo jeszcze dwa lata temu byłby to ich najniższy. Hornets bez tego, który ostatnio użądlił Phoenix najmocniej rzucali na tragicznej 28% skuteczności i w ogóle nie przypominali drużyny sprzed dwóch dni, która bez Gordona zaskakująco ograła Boston. Jarrett Jack poczuł się jak lider "Szerszenii", ale dzisiaj chyba przesadził (6/20 z gry).

 

(4-0) MIAMI @ (0-3) MINNESOTA 103:101

 

Po pierwszej kwarcie pachniało pogromem, ale Minnesota zdołała wrócić do gry i jest naprawdę fun-to-watch i nieważne, że bilans dalej tego nie mówi. Ricky Rubio (12 pkt., 12 as., 6 zb.) czarował na parkiecie dłużej niż wcześniej, bo aż przez 30 minut ze względu na absencję J.J'a Barei, robiąc w tym czasie ludzi nawet z Bosha dla ubogich Anthony'ego Randolpha, mało tego! Ricardo trafił nawet dwa razy za trzy, będąc potem krytym przez samego LeBrona i byłby to jego show do samego końca, gdyby nie.. no właśnie:

 

 

 

W poprzednim sezonie Heat w takich sytuacjach wymiękali i na drugi dzień czytaliśmy o płaczu w ich szatni. W tym sezonie są już 2/2.. dobra, Dwyane Wade jest 2/2 i dzisiaj na imprezie "Króla" otrzyma największy kawałek tortu. Trzeba przyznać, że Miami świetnie wykonało tą zagrywkę (spójrzcie jak Battier odcina obrońcę od Wade'a, a ten łatwo ucieka potem Ricky'emu). Po całkiem podobnym scenariuszu w Charlotte, mam powoli wrażenie, że Heat robią to celowo, aby się zahartować.


LeBron James był bliski triple-double w swoje urodziny (34 pkt, 8 zb., 10 as.), ale popełnił głupią stratę w końcówce i oddał pierwszy rzut za trzy, który pokazał, dlaczego unika tego w tym sezonie. Straty swoją drogą to największa bolączka T'Wolves. W starciu z Heat stracili 25 piłek, a przez to i 31 łatwych punktów. Spotkanie warto sobie odtworzyć, bo akcji youtube'owych nie brakowało.

 

(0-3) WASHINGTON @ (2-1) MILWAUKEE 81:102

 

Bucks łatwo poradzili sobie z dzieciakami z Waszyngtonu, głównie za sprawą runu 20-6, jaki ustawił spotkanie już po drugiej kwarcie. Andrew Bogut miał więcej zbiórek (15) od punktów (13), a Brandon Jennings więcej trafionych (8) rzutów od oddanych (15) edit: nietrafionych (7) oczywiście. Tego samego nie może powiedzieć Andray Blatche (4/15) i niemal wszyscy pozostali gracze Wizards, którzy stanowią jedno wielkie pośmiewisko.. i muszą jakoś bronić tej marki.


(1-2) PHILADELPHIA @ (1-2) UTAH 99:102

 

Derrick Favors - mój cichy faworyt do MIP - miał wypaść na ławkę po dwóch nieudanych startach, ale w ostatniej chwili okazało się, że kontuzji doznał Al Jefferson i Favors musiał łatać dziurę na piątce. Iiii? I rzucił 20 punktów, które doprawił 11 zbiórkami, dając nadzieję, że ten howardowski potencjał jednak w nim drzemie.

 

- Pokazał, że może być potworem pod koszem i trudno go zatrzymać, kiedy tak gra. -  Gordon Hayward (15pkt), który też zaliczał jeden ze swoich najlepszych występów. W Sixers najlepiej wypadli Jrue Holiday (22 pkt.) i Lou Williams (20/5/4), ale nie uchronili oni Sixers od 10 porażki w ostatnich 11 meczach w Salt Lake City.

 

(1-2) TORONTO @ (1-3) DALLAS 86:99

 

Andrea Bargnani wygrał strzelecki pojedynek z Dirkiem 30:18, ale Toronto nie potrafiło poradzić sobie z Ianem Mahinmi (19 pkt.) ... tak, Ianem Mahinmi, trzeba coś jeszcze dodawać? 

 


 

 



Podziel się

ZAWODNIK WIDMO. TAKIE RZECZY TO TYLKO W WIZARDS

sobota, 31 grudnia 2011 7:25
 
Marek Dziuba

Nie pamiętam kiedy dokładnie się to zaczęło, ale będą już ze dwa/trzy lata, odkąd za Wizards ciagnie się definicja najbardziej inteligentnej drużyny w NBA. Nie trudno o to, gdy liderem twojego zespołu jest Andray Blatche, a niezmiernie utalentowany Javale McGee zdaje się ciągle przekładać efektowność ponad to, co w koszykówce naprawdę ważne. I tylko Johna Walla szkoda w tej całej stołecznej komedii, która powoli przestaje śmieszyć.

Sezon ma dopiero cztery dni a już widać, że problem dojrzałości w składzie Wizards jest nadal jeszcze większy od nieprzeciętnie wyrośniętych ramion McGee. Flip Saunders musi panować nad prawdziwym koszykarskim przedszkolem, gdzie dyskusja toczy się mniej więcej na takim poziomie:

"Plose pani, a Andrzejek zabiera nam wszystkie zabawki." (żadne słowo nie jest tutaj przypadkowe)

Nie chodzi nawet o kolejne porażki.. to można przełknąć. Zawsze musi przy tym jednak nastąpić jakaś kompromitacja, wstyd, upokorzenie. Jednym słowem Washington Wizards.

Tym razem "bohaterem" jest weteran Roger Mason Jr, lecz bardziej należy uznać go tu za ofiarę pewnej - delikatnie mówiąc - słabo-zorientowanej osoby ze sztabu Wizards. Mason Jr. na 3:27 sekundy przed końcem pierwszej kwarty zmienił Jordana Crawforda, szybko trafił rzut, by na następnej przerwie technicznej dowiedzieć się, że... nie ma go na liście zawodników aktywnych swojej drużyny i musi opuścić boisko. Ktoś nieźle dał plamę. Dziwnie, że akurat w Wizards... 

Co najciekawsze, punkty Masona zostały uznane! Z czego najbardziej cieszy się... Rashard Lewis, bo to na jego konto zostały zapisane.

 "To są ku**a jakieś jaja!"  - skwitował Mason. Te słowa najlepiej oddadzą też całą sytuację w Waszyngtonie...


Podziel się

MŁODZI GNIEWNI NA ZP-1: ROOKIE RANKING #1

sobota, 31 grudnia 2011 2:04

 

 

Sebastian Hetman

 

Młodzi gniewni na ZawszePoPierwsze w zasadzie co dwa tygodnie. O młokosach, podlotkach, żółtodziobach, kotach i jak kto woli… Serdecznie zapraszam do lektury. Rookie Ranking na ZP-1 – wydanie numer 1.

 

 

Po raz kolejny spotykamy się po nieco dłuższej przerwie i będziemy mogli obserwować zmagania debiutantów. Ranking jak zwykle będzie się pojawiał co dwa tygodnie w piątek, a dzisiejsze (pierwsze) wydanie opiera się w zasadzie na poczynaniach z niecałego pierwszego tygodnia rozgrywek.

 

 

Przypominam moi drodzy, że owy ranking to w zasadzie moje luźne przemyślenia i przede wszystkim obserwacje poziomu gry żółtodziobów w trakcie sezonu. Nie ukrywam, że będę się opierał momentami na ich przeszłości z NCAA i nie tylko. Z niecierpliwością czekam na Wasze propozycje w komentarzach, bo niekiedy może mi coś umknąć. Aha – polskie jednostki wzrostu i wagi podane w przybliżeniu, a skróty statystyk, że tak powiem  „amerykańskie”, bo kiedyś ktoś marudził, że powinienem tak robić…

 

 

Niech nie dziwią Was wielkie nazwiska poza Top 10, bo tak jak wspominałem, minął dopiero tydzień, aczkolwiek nie zapomniałem o tzw. „prospektach”. Mamy w pamięci także sytuacje z zeszłego sezonu, bo nie każdy Rookie wybrany wysoko może dostawać spore minuty gry, głównie ze względu na szerokie rotacje w składzie. W tym sezonie rozgrywający będą rozdawać karty, dlatego tym bardziej powinniśmy się im przyglądać, bo kto wie, czy większość z nich nie będzie za 2-3 lata czołowymi playmakerami w lidze.

 

 

To co? Odpalamy? Odpalamy! Co prawda nie w piątek, bo zastała mnie już sobota…

 

 

 

 

NAJLEPSZY WYSTĘP TYGODNIA 1:

Brandon Knight – vs. Cavs (28.12.2011): 23 pkt., 6 ast., 2 przech., (10/13 z gry, 3/5 za trzy)

 

 

TOP 10 ROOKIES:

 

 

1. Kemba Walker – Charlotte Bobcats                                  #1  PG

College: Connecticut (Draft  – nr 9 2011)

Wzrost: 185 cm

Waga: 78 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 13,5 ppg, 4,0 rpg, 3,0 apg, 1,0 spg, 47,4% FG (2 mecze – 20,5 min)

 

Jeżeli Michael Jordan szukał debiutanta z ogromnym swaggerem do gry w NBA, to trafił w dziesiątkę. Będąc świadkiem fenomenalnego sezonu Kemby Walkera (2010/11) w barwach Connecticut Huskies, uświadomiłem sobie, że tacy ludzie z tzw. „parciem na szkło” są cholernie potrzebni na świecie. Bo niby czemu nie? Walker ma ten instynkt do zdobywania punktów i to typowy combo-guard, który bez większej presji wjedzie sobie w pole trzech sekund. Świetny na końcówki spotkań, co nie zawsze odzwierciedla się po przejściu z NCAA na zawodowstwo, lecz akurat w nim drzemie ta niesamowita siła. Takie światełko w oczach, które sprawia, że tacy gracze mogą iść raczej w dobrym kierunku, oczywiście pozbywając się kilku cech negatywnych. U Walkera jedynym negatywem, przynajmniej w UConn, był nieodłączny kontakt z piłką. Huskies wyszli na tym jak wyszli, zdobyli Mistrzostwo NCAA 2011. Jak Walker poradzi sobie w Charlotte? Myślę, że stać go na wielkie rzeczy…

 

 



2. Brandon Knight – Detroit Pistons                                      #7  PG

College: Kentucky (Draft – nr 8 2011)

Wzrost: 190 cm

Waga: 86 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 16,0 ppg, 3,0 apg, 1,5 spg, 59,1% FG, 54,5% 3P (2 mecze – 23,0 min)

 

Magic Johnson powiedział o nim w dniu Draftu: “He’s a Real Deal”. Ciężko wątpić w jego słowo, skoro Brandon Knight może zmienić oblicze kulejących ostatnimi czasy Pistons. W Kentucky pod okiem „kokainowego Cala” grał jak stary wyjadacz, a po pierwszym roku w NCAA wypłynął na szerokie wody i miał świetny mecz przeciwko Kyrie’mu Irvingowi, numerowi jeden w Drafcie 2011. Knight to świetny atleta jak na pozycję playmakera, który szuka dogodnych pozycji do rzutów, a jak trzeba, to odda piłkę z powodzeniem. Dzięki niemu obwód Detroit w przyszłości powinien fajnie rozciągać piłkę. „Tłoki” mają chyba wizję na kolejen lata. To Brandon Knight i Greg Monroe!

 

 



3. Kyrie Irving – Cleveland Cavaliers                                     #2  PG

College: Duke (Draft – nr 1 2011)

Wzrost: 190 cm

Waga: 87 kg 

Rocznik: 1992 

Poprzednio w rankingu: (-) 

Quick stats: 10,0 ppg, 3,5 rpg, 7,5 apg, 1,5 spg, 33,3% FG (2 mecze – 23,0 min)

 

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem tego chłopaka, pomyślałem: “Cholera jasna. Krzyzewski ma w składzie drugiego Chrisa Paula!”. Niewygodna kontuzja palca u stopy wykreśliła go z większej części sezonu Duke, jednak Irving poszedł w Drafcie jako pewniak. Widzicie staty? Co prawda to dwa mecze, ale spójrzcie na liczbę asyst. Yup folks! To typowy first-pass guard i jak na złość trafił pod skrzydła Byrona Scotta, który w swoim laboratorium będzie tworzył powoli wersję Chris Paula 2.0, ew. Kyrie’ego Irvinga 1.5. Nauczy się jeszcze zdobywania punktów, a w zasadzie umiał to robić wręcz bezbłędnie w barwach Blue Devils. Z pierwszej trójki rankingu, w której akurat znajdują się rozgrywający, to najlepszy defender na piłce, dlatego zapinajcie pasy kibice Cleveland!

 

 

 



4. MarShon Brooks – New Jersey Nets                                 #9  SG

College: Providence (Draft – nr 25 2011)

Wzrost: 195 cm

Waga: 91 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 13,3 ppg, 2,3 rpg, 1,3 apg, 44,1% FG, 80% FT (3 mecze – 19,0 min)

 

Jeżeli szukasz bardzo solidnego strzelca z ławki, to właśnie go znalazłeś. Pamiętacie Jordana Crawforda z ubiegłego sezonu? Takim typem gościa jest MarShon Brooks, który daje promyk nadzieji w obwodowej rotacji Nets. Nie ma oporów do oddawania rzutów, nie boi się podejmować dyskusyjnych decyzji i potrafił w NCAA zdobyć 52 punkty. Na daną chwilę wygląda bardzo dobrze i jestem ciekaw, jak poradzi sobie w Nowym Roku.

 

 


 

5. Norris Cole – Miami Heat                                                     #30  PG

College: Cleveland State (Draft – nr 28 2011)

Wzrost: 187 cm

Waga: 77 kg

Rocznik: 1988 

Poprzednio w rankingu: (-) 

Quick stats: 10,7 ppg, 2,7 rpg, 1,7 apg, 1,3 spg, 40,6% FG (3 mecze – 23,3 min)

 

I jest! Chłopiec z dworca w Miami, który wg wielu na twitterze, może walczyć o nagrodę ROY. Żartujecie? Rozumiem, że miał niezły start i mecz przeciwko Celtics, ale spójrzcie na innych? Rozumiem także, iż nie miał sobie równych w Cleveland State i w tzw. Horizon League, konferencji w zasadzie słabej i mało widocznej. No może poza Butler Bulldogs. Owszem, He got game, ale wyobrażacie sobie, że taki gość mający obok Jamesa, Wade’a, Bosha, Battiera i innych, zdobędzie nagrodę debiutanta roku? Też czasami palnę głupotę, ale nie lubię jak ktoś pieprzy bzdury i przy tym twardo się upiera. Cole wypadnie ze wszelakich rankingów za miesiąc/dwa. Jeżeli nie, wypiję cztery butelki cytrynówki…

 

 

 


6. Ricky Rubio – Minnesota Timberwolves                        #9  PG

College: brak – Hiszpania (Draft – nr 5 2009)

Wzrost: 192 cm

Waga: 82 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 6,0 ppg, 4,0 rpg, 5,0 apg, 1,5 spg, 66,7% FG (2 mecze – 26,5 min)

 

Jako fan Wolves przyznaję się bez bicia. Nadal pesymistycznie podchodzę do Rubio i nigdy nie byłem fanem jego wczesnego talentu, który zniknął gdzieś za Oceanem przy bardziej atletycznych rozgrywających. Jedyne czego nie mogę mu odebrać, to wirtualna umiejętność rozdawania asyst i kozioł. Po tych wszystkich „hejtach” zdałem sobie jednak sprawę, że ten gość może zmienić oblicze Minnesoty, wnieść nutkę atrakcji i świeżego powiewu. Nie musi zdobywać Bóg wie ilu punktów. W kontrach jest znakomity, ma styl, jakąś tam „erazmusową wizję” gry, która jest niczym bryza z Barcelony. Przemek coś o tym wie, dlatego czekam cierpliwie, co z tego Rubio wyrośnie…

 

 

 


7. Tristan Thompson – Cleveland Cavaliers                        #13  PF

College: Texas (Draft – nr 4 2011)

Wzrost: 206 cm

Waga: 103 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 11,0 ppg, 4,5 rpg, 1,0 bpg, 64,3% FG (2 mecze – 21,0 min)

 

Jeżeli nie ma kto Ci porąbać drewna na opał, wpadaj do Cleveland. Tristan Thompson to walczak, bardzo solidny grajek w polu trzech sekund i nie mogę się doczekać, kiedy ten leworęczny skrzydłowy zacznie siać totalny postrach pod koszem. Z Irvingiem znają się jeszcze ze szkoły średniej, a los dla Cavs był na tyle łaskawy, że podczas Draftu zrealizowali swój chytry plan. Dostali świetnego rozgrywającego i obiecującego wysokiego, a takie duety sprawdzały się już w kilku drużynach. Co wymyśli Byron Scott? Nie mam pojęcia, ale Tristan Thompson rozwinie się z pewnością ofensywie, a w obronie może być tylko lepszym graczem.

 

 

 


8. Derrick Williams – Minnesota Timberwolves              #7  SF/PF

College: Arizona (Draft – nr 2 2011)

Wzrost: 203 cm

Waga: 109 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 8,0 ppg, 5,5 rpg, 1,0 apg, 41,2% FG (2 mecze – 21,5 min)

 

Uhhh. Ciężki orzech do zgryzienia pod tym względem, że Williams dubluje pozycje Michaela Beasleya i Kevina Love. To świetny energizer z ławki, który ku mojemu zdziwieniu ciężko pracował nad rzutem w te wakacje. Kolejny po Walkerze, ten z tych „swaggerowatych” i także podpisał kontrakt z Under Armour. Derrick Williams jest świetnym atletą i będzie naprawdę widowiskowym graczem, ale boję się, że może skończyć tak jak Michael Beasley. Będzie po prostu długo szukał złotego środka i miotał się między kilkoma typami gracza. Albo zostanie franchise-playerem, albo będzie cichym starterem, który przy odrobinie szczęścia raz w życiu zagra w Meczu Gwiazd. Szkoda, żeby zmarnował wielki talent, bo co by nie mówić, ma go w sobie od cholery.

 

 

 


9. Markieff Morris – Phoenix Suns                                        #11  PF

College: Kansas (Draft – nr 13 2011)

Wzrost: 208 cm

Waga: 111 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 8,0 ppg, 6,0 rpg, 1,0 bpg, 1,0 spg, 60% FG (2 mecze – 26,0 min)

 

Ten “gorszy” z braci Morris, no może mniej sławny w NCAA, trafił nieoczekiwanie z numerem wyżej do Phoenix. Przykład bliźniaków Morris można śmiało porównać do braci Lopez, a w tym duecie talentem ofensywnym został obdarzony Brook. W przypadku „Morris Twins” to Markieff miał być drugim „Robinem” z tym, że sprawił wszystkim psikusa i solidnie przepracował lato. Nie boi się rzucać z 4-5 metrów, jest o wiele lepszym obrońcą niż jego brat i na dzień dzisiejszy walczy o spore minuty w Suns. Alvin Gentry jest z niego zadowolony, a spójrzcie na jego warunki fizyczne. To kawał chłopa jak na czwórkę, który może przyćmić nieco lepiej znanego brata.

 

 

 


10. Jimmer Fredette – Sacramento Kings                           #7  PG

College: BYU (Draft – nr 10 2011)

Wzrost: 188 cm

Waga: 88 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 10,0 ppg, 1,0 rpg, 2,7 apg, 43% FG, 33,3% 3P (3 mecze – 24,7 min)

 

Jest i Wasz ulubieniec. “Jimmermania” opanowała kampusy w USA na dobre w sezonie 2010/11, a sam Jimmer trafił chyba w dobre miejsce. W Sacramento nie brakuje szaleństwa, zaś Fredette nie raz udowadniał, że ma tzw. „NBA range” i potrafi rzucać z każdej pozycji. Weźcie pod uwagę jeden fakt, w NCAA oddawał ponad 33% rzutów swojego zespołu, co w zawodowej lidze może być trudne do zrealizowania, ale przed nim wóz albo przewóz. Może skończyć jako drugi JJ Reddick, czyli super strzelec akademicki, który w NBA znalazł miejsce jak role-player, albo będzie po prostu sobą i udowodni niedowiarkom takim jak ja, że można w 100% przenieść swoje akademickie talenty do ligi zawodowej.

 

 

 


W TOP 20:

 

11. Iman Shumpert – New York Knicks                                #21  SG/PG

College: Georgia Tech (Draft – nr 17 2011)

Wzrost: 195 cm

Waga: 99 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 11,0 ppg, 4,0 rpg, 1,0 apg, 23,1% FG (1 mecz – 22,0 min)

 

Prawdopodobnie najlepszy odwodowy obrońca w Drafcie 2011. Może bronić graczy na pozycjach od 1 do 3 i szkoda, że podkręcił więzadła MCL. Będzie pauzował prawdopodobnie do końca stycznia, Poza tym świetny pick Knicks!

 


12. Jon Leuer – Milwaukee Bucks                                          #30  PF/SF

College: Wisconsin (Draft – nr 40 2011)

Wzrost: 208 cm

Waga: 103 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 7,0 ppg, 4,0 rpg, 1,0 bpg, 71,4% FG (2 mecze – 10,5 min)

 

Miejscowy chłop z Wisconsin ma się dobrze, ale podejrzewam, że jego rola znacznie maleć w tym zespole. Obym się mylił, bo Leuer to solidny biały gracz, który potrafi rzucać zza łuku.

 

 

13. Alec Burks – Utah Jazz                                                          #10  SG

College: Colorado (Draft – nr 12 2011)

Wzrost: 198 cm

Waga: 91 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 7,5 ppg, 1,0 apg, 1,0 spg, 54,5% Fg (2 mecze – 8,0 min)

 

Jeden z najlepszych spot-up shooterów w klasie 2011, który szuka swojej klepki w Salt Lake City. Powinien ją znaleźć, zaś Jazz mają swojego strzelca na kolejne lata.

 

 

14. Kawhi Leonard – San Antonio Spurs                              #2  SF

College: San Diego State (Draft – nr 15 2011)

Wzrost: 201 cm

Waga: 102 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 5,3 ppg, 6,0 rpg, 1,0 spg, 31,6% FG (3 mecze – 19,7 min)

 

Nie wiem czy nie dałem go za wysoko, ale wydaje mi się, że Leonard trafił w dobre miejsce. Sporo nauczy się od weteranów, ale musi nadal pracować nad rzutem. W NCAA cały czas grał blisko kosza, natomiast jego atletyzm może nadrabiać w NBA zaległości rzutowe, co prawda do czasu…

 


15. Enes Kanter – Utah Jazz                                                       #0  PF

College: Kentucky (Draft – nr 3 2011)

Wzrost: 211 cm

Waga: 121 kg

Rocznik: 1992

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 4,5 ppg, 8,0 rpg, 16,7% FG (2 mecze – 17,5 min)

 

Czy Enes Kanter nie ma warunków do gry w NBA? 211 cm i 121 kg? Na dodatek nie jest grubasem, tylko solidnie przygotowaną maszyną, która zbiera piłki jak mało kto. Niektórzy twierdzili, że był najlepszym wysokim do wzięcia w Drafcie 2011. Czas pokaże, a sam Kanter musi  być cierpliwy i szlifować przede wszystkim manewry podkoszowe. Będą z niego ludzie, chyba, że Jonas Valanciunas po wakacjach zawita do Toronto…

 


16. Marcus Morris – Houston Rockets                                  #2  PF

College: Kansas (Draft – nr 14 2011)

Wzrost: 206 cm

Waga: 106 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 1,0 ppg, 0,5 rpg, 16,7% FG (2 mecze – 5,5 min)

 

“Sławniejszy” z braci Morris do tej pory zawodzi (aczkolwiek gra tylko niecałe 6 minut), ale nie mogłem go pominąć, bo to nieoszlifowany diament, który Kevin McHale może przerobić na fajny naszyjnik. Rzut przez lewe i prawe ramię, technika na low-post i minimalny „swagger” to jego główne atuty, ale trzeba zapomnieć o lidze akademickiej, bo w szatni Rockets siedzi już Hasheem Thabeet, który jest idealnym przykładem, jak kończą gwiazdy NCAA w brutalnej rzeczywistości ligi zawodowej.

 


17. Nikola Vucevic – Philadelphia 76ers                              #8  C/PF

College: USC (Draft – nr 16 2011)

Wzrost: 213 cm

Waga: 109 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 6,0 ppg, 6,0 rpg, 2,0 apg, 50% FG (1 mecz – 20,0 min)

 

Jeden z niewielu prawdziwych środkowych, który może grać także jako czwórka. Bardzo solidny gracz, którego kilka razy widziałem w barwach USC, gdzie robił fantastyczną robotę. Mam zamiar go obserwować, bo przecież „Szóstki” i tak mają problemy na środku.

 


18. Bismack Biyombo – Charlotte Bobcats                          #0  PF

College: brak – Kongo (Draft – nr 7 2011)

Wzrost: 206 cm

Waga: 104 kg

Rocznik: 1992

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 1,0 ppg, 2,0 rpg, 1,0 bpg (2 mecze – 9,5 min)

 

Obawiam się, że Biyombo może pójść drogą Thabeeta i jak wiemy, Michael Jordan nie ma szczęścia co do wyboru wysokich w Draftach. Pan Bismack już na campach w Europie dał popis, potwierdzając tylko, że na dzień dzisiejszy nie ma w nim ani trochę umiejętności ofensywnych. Abstrahując od wszystkiego, to świetny shot blocker, ale w blasku Kemby Walkera będzie mu trudno zaistnieć.

 


19. Chris Singleton – Washington Wizards                        #31  SF/PF

College: Florida State (Draft – nr 18 2011)

Wzrost: 203 cm

Waga: 104 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 5,0 ppg, 2,5 rpg, 2,0 spg, 57,1% FG (2 mecze – 24,0 min)

 

Masz problem z obroną najlepszego skrzydłowego przeciwnika? Wystaw na niego Chrisa Singletona, a zobaczysz, że los obdarzył Cię świetnym graczem. Singleton jeszcze zaistnieje w tej lidze i szkoda, że nie trafił np. do takich Spurs, albo do Celtics, gdzie nauczyliby go kilku jakże znaczących podstaw spod szyldu team defense. Oby jego defensywny talent nie zmarnował się w stolicy USA…

 


20. Greg Stiemsma – Boston Celtics                                     

College: Wisconsin (Draft – brak)

Wzrost: 211 cm

Waga: 117 kg

Rocznik: 1985

Poprzednio w rankingu: (-)

Quick stats: 2,0 ppg, 4,0 rpg, 6,0 bpg, 50% FG (1 mecz – 20 min)

 

6 bloków w debiucie mimo, że w wieku 26 lat wygląda na 64… Przy 15 minutach na mecz stać go na 5 zbiórek i 2 bloki. Spory zasięg ramion, centymetry i nic poza tym. Drugim Joelem Przybillą to on nie będzie (aczkolwiek to 2010 DPOY w D-League), ale zawsze warto próbować tym bardziej, że Celtics mają problemy pod koszami.

 


 

ZNANI BARDZIEJ LUB MNIEJ, GRALI LUB NIE GRALI, MOGĄ SIĘ ROZKRĘCIĆ:

 

Jan Vesely (pick 6), Shelvin Mack (pick 34) – Washington Wizards

JaJuan Johnson (pick 27), E’Twaun Moore (pick 55) – Boston Celtics

Trey Thompkins (pick 37), Travis Leslie (pick 47) – Los Angeles Clippers

Kenneth Faried (pick 22), Jordan Hamilton (pick 26) – Denver Nuggets

Nolan Smith (pick 21), Jon Diebler (pick 51) – Portland Trail Blazers

Darius Morris (pick 41) – Los Angeles Lakers

Jimmy Butler (pick 30) – Chicago Bulls

Josh Selby (pick 49) – Memphis Grizzlies

DeAndre Liggins (pick 53) – Orlando Magic

Reggie Jackson (pick 24) – Oklahoma City Thunder

Malcolm Lee (pick 43) – Minnesota Timberwolves

Josh Harrellson (pick 45) – New York Knicks

Cory Joseph (pick 29) – San Antonio Spurs


 

 

 


Podziel się

DNIÓWKA: PRZEPRASZAM, KTÓRĘDY DO LOB CITY?

piątek, 30 grudnia 2011 22:56







Przemek Kujawiński

 

04:30 CHICAGO (2-1) @ LA CLIPPERS (1-1)

 

Chicago potrzebuje swojego Supermana (a tak przy okazji supermana - musicie to zobaczyć).  Derrick Rose w pierwszych trzech meczach sezonu oddawał średnio o 4 rzuty mniej (PER36) niż w zeszłym sezonie i wędrował na linię zaledwie 3 razy w meczu. To nie jest jego koszykówka i on sam, a także Tom Thibodeau o tym wiedzą. MVP ostatniego sezonu zapowiedział, że będzie grał agresywniej, szczególnie w początkowej fazie spotkań. Jednocześnie jednak część odpowiedzialności za swoją grę złożył na barki sędziów, którzy nie gwiżdżą fauli przeciw niemu, a jednocześnie nie dają mu pograć w obronie (średnio 3 faule w meczu w tym sezonie - wobec 1,7 w zeszłym).

 

Oczywiście pojedynkiem dnia będzie starcie Rose'a (najlepszego gracza na pozycji rozgrywającego w lidze) z Chrisem Paulem (najlepszym rozgrywającym w lidze). CP3 zagrał do tej pory na swoim najwyższym poziomie zaledwie sześć minut i jeśli Clippers mają wygrywać musi wchodzić na ten poziom częściej. Przede wszystkim musi sobie przypomnieć, że w swoich najlepszych sezonach oddawał średnio kilka rzutów więcej w każdym meczu. Kiedy Paul zacznie trafiać po zasłonach z 5-6 metra otworzy tym samym Griffinowi i Jordanowi więcej miejsca do gry pick'n'roll i dopiero wtedy zacznie się era Lob City.

 

Pomimo braku płynności ofensywnej, najważniejszym problemem Clippers jest wciąż obrona. Bulls nie mają tak dobrych strzelców z dystansu, jak Bulls, ale zespół z LA będzie musiał uważać, by nie powtórzyła się historia z ostatniego meczu, kiedy zostali rozstrzelani zza łuku. Mam nadzieję, że Blake Griffin i DeAndre Jordan obejrzeli taśmy z meczu Spurs i było im trochę wstyd, gdy zobaczyli jak bardzo lenili się w bronieniu pick'n'rolli i przede wszystkim wczesnej ofensywy. Wciąż mam przed oczami akcję, w której Tony Parker zagrał kontrę 1 na 5 i skończył layupem, mijając truchtającego Griffina jeszcze koło linii rzutów za trzy.

 

Nie mogę się doczekać zwycięstwa Chicago, bo rozpocznie ono falę spekulacji, plotek i dyskusji na temat: Co jest nie tak w LA. Pamiętam to z zeszłego roku w Miami i dla bloggera to zawsze przyjemność.

 

A poza tym:

 

01:00 CLEVELAND (1-1) @ INDIANA (2-0)

 

Indiana ma zaskakująco dopiero 24. tempo w lidze, ale po części dzięki temu drugą obronę. Pacers panują na własnych tablicach, nie tracą piłek i trafiają trójki i... (powiedzmy to głośno) Mają najlepszy terminarz na Wschodzie na początek. Pistons, Raptors, Cavaliers, Pistons, Nets. Nie zdziwcie się, jeśli na swój szósty mecz do Miami będą jechać wciąż niepokonani.

 

Kyrie Irving asystuje przy połowie trafień swoich kolegów, gdy jest na boisku. Nikt w całej lidze nie może pochwalić się w tej kategorii lepszym wynikiem. Może to jakiś nowy trend? "Gra na Rubio" - nie umiem rzucać, to nie rzucam. Nie liczcie, że przyjmie się w Waszyngtonie.

 

01:00 ORLANDO (2-1) @ CHARLOTTE (1-1)

 

Bobcats zaczęli sezon zaskakująco dobrze, a Boris Diaw z Lamara Odoma dla ubogich stał się Lamarem Odomem dla bogatych i nażartych. Jeśli jednak wierzyć historii, dzisiaj nici ze zwycięstwa, bo do miasta przyjeżdża Dwight Howard, a Magic wygrali 15 z 16 ostatnich pojedynków obu drużyn.

 

01:30 NEW JERSEY (1-2) @ ATLANTA (2-0)

 

W spotkaniu najgorszego ataku i najlepszej (do tej pory) obrony ligi wynik wydaje się przesądzony. Wygląda na to, że doczekamy się Deron-dramy, którą podstępnie ukradły nam władze Jazz, ale Williams nie może jeszcze sam zacząć rzucać kamieniem, gdy trafia ledwie 29% swoich rzutów.

 

Pięciu graczy Hawks otwiera listę zawodników z najlepszym ratingiem defensywnym w lidze. Pierwsza piątka bez Joe Johnsona, za to z Vlado Radmanovicem.

 

01:30 DETROIT (0-2) @ BOSTON (0-3)

 

Brandon Knight trafia 59% z gry i 54% za trzy (3 trójki w meczu). Wreszcie po latach napływu rozgrywających bez rzutu znalazł się jeden, któremu się chciało trenować? To ta iskierka nadziei w MoTown.

 

Iskierką nadziei w Bostonie są twitterowe przecieki, że Paul Pierce wraca już niebawem. Dziś najprawdopodobniej wciąż nie zagra, ale nawet jeśli, to jego brak nie jest głównym problemem Celtics. Rajon Rondo i Ray Allen są w fenomenalnej formie strzeleckiej (nie wiem, co bardziej imponujące 63% Allena zza łuku, czy... 40% Rajona) i właściwie w ataku radzą sobie sami. Kłopoty zaczynają się w obronie (29 miejsce w lidze), a tego Pierce w pojedynkę nie załata.

 

02:00 PHOENIX (0-2) @ NEW ORLEANS (2-0)

 

Eric Gordon nie zagra, więc nie będzie powtórki z rozrywki, ale Suns nie mają wciąż powodów do optymizmu. Jeśli twoim najlepszym graczem jest Robin Lopez po prostu nie masz powodów do optymizmu.

 

Hornets wciąż ujeżdżają tę atmosferę, która przeważnie pozwala wygrywać zespołom, które właśnie straciły największą gwiazdę. Monty Williams znów wykonuje kawał solidnej roboty i pomimo zmian Szerszenie zachowały swoją defensywną tożsamość.

 

02:00 MIAMI (3-0) @ MINNESOTA (0-2)

 

LeBron James kończy 27 lat i fakt, że jestem od niego trzy miesiące starszy wcale nie poprawia mi humoru. Na szczęście młodziej wyglądam (choć i tak spędzam piątek wieczór w domu, pisząc te słowa). W każdym razie ostatnim razem, gdy James grał w swoje urodziny (2009) skończył mecz z Hawks z dorobkiem 48 punktów, 10 zbiórek i 6 asyst. Miejmy nadzieję, że Michael Beasley potraktuje to starcie ambicjonalnie...

 

Dwyane Wade nie zrobił kroków, rzucając game-winnera Bobcats, orzekła NBA.  Blogosfera się podzieliła. Jedni twierdzą, że kroki były, inni, że praca stóp Wade'a wymyka się przepisom...

 

02:00 HOUSTON (1-1) @ MEMPHIS (0-2)

 

Rockets mają chyba najmniej doceniany tercet pół-gwiazd w lidze Lowry - Martin - Scola, a panowie potrafią przecież zrobić krzywdę, o czym przekonali się Spurs. Rakietom udało się powstrzymać San Antonio na obwodzie, ale o to Grizzlies martwić się nie muszą, w końcu w mieście Elvisa i tak zza łuku nikt nie potrafi rzucać. Pod koszem czeka nas pojedynek dla koneserów małych rzeczy w post-up Randolph kontra Scola.

 

02:30 TORONTO (1-1) @ DALLAS (0-3)

 

Dirk Nowitzki kontra Dirk Nowitzki dla nędzarzy.

 

Rick Carlisle stwierdził, że rozumie, dlaczego Mark Cuban rozmontował mistrzowski zespół. Przyjął też na siebie odpowiedzialność za poprawę wyników drużyny. Z Thunder było już nieźle, chyba więc czas zacząć wygrywać. Z drugiej strony, jeśli ktoś zna wszystkie sztuczki smutnego Ricka, to Dwane Casey, który usiądzie na ławce w America Airlines Arena po raz pierwszy od wygranych finałów .

 

02:30 WASHINGTON (0-2) @ MILWAUKEE (1-1)

 

Brandon Jennings utemperuje następnego młodego rozgrywającego? John Wall póki co temperuje się sam i wygląda jak częściej atakująca obręcz wersja Jenningsa z jego debiutanckiego sezonu. Nick Young z ławki rzuca 18 punktów w 24 minuty i jako jedyny w drużynie daje kopa w ataku drugiej najgorszej ofensywnie drużynie ligi.

 

Wracając do Jennings, jeśli ten do końca sezonu trafiał będzie 36% swoich rzutów za trzy i ponad 90% z linii (przy ponad 6 próbach w meczu), to przestanę się śmiać z 40% z gry (zwłaszcza, gdy w pierwszych dwóch meczach wreszcie kończył spod obręczy).

 

03:00 PHILADELPHIA (1-1) @ UTAH (0-2)

 

Derrick Favors nie nacieszył się długa pierwszą piątką i już musi wrócić na ławkę. W jego miejsce zagra oczywiście Paul Millsap, który jest do tej pory jedynym jasnym punktem drużyny. Jazz w najbliższym czasie rzadko opuszczać będą Salt Lake City i właściwie póki co to jedyna nadzieja, jakieś chwytać się mogą ich kibice.

 

 

 

http://youtu.be/qEjOQuE57rQ

Podziel się

KOBE SYSTEM

piątek, 30 grudnia 2011 21:26

Rafał Niewiadomski

 

"Nowe Zoom Kobe to nie są buty... to jest system." Takim hasłem reklamowany jest najnowszy model Black Mamby. You need it!

 

 

Całkiem ciekawy spot, który po raz kolejny pokazuje, że Mamba jest naprawdę niezłym aktorem. Zresztą Kobe zaliczyl już debiut na wielkim ekranie i samego Rodrigueza. Wcześniejszy spot wyjaśniał działanie systemu jakim są 2 wkładki w ZK VII. Oto on (chyba nie było na naszym blogu):

 

 

Zwróćcie uwagę, w jak subtelny sposób Kobe obchodzi się z tymi butami. Podobny motyw, Nike już wykorzystywało wcześniej, choćby tutaj, w reklamie LeBronow Six z Nicole. Do dzisiaj po obejrzeniu tej reklamy ciarki przechodzą i aż się chce je założyć, prawda?

 

Po za tym chcę Wam polecić kanał nike'a na Youtube, gdzie znajdziecie wiele innych ciekawych filmików, oczywiście związanymi z butami, m.in. z Rondo czy Durantulą. To tylko buty, prawda? Ale patrząc na to co się działo przy okazji premiery AJ XI Concord, także w Polsce, czlowiek zdaje sobie sprawę, że to jednak coś więcej niż buty. Wie też o tym Adidas, który podobno na dniach ma podpisać nową 10- letnią umowę z Derrickiem Rose'm wartą... 250 mln $. Wow.


 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 767 452  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18767452

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0