Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 419 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


BRYANT NIE ZAGRA W CZWARTEK Z BOSTONEM

środa, 17 lutego 2010 22:01
Kobe Bryant powiedział Kevinowi Dingowi z Orange County Register, że nie zagra w czwartek (l.kostka), gdy Los Angeles Lakers podejmować będą Boston Celtics. "Lepiej mi się śpi, gdy widzę jak wygrywają". Lakers są 4-0 bez Bryanta i obiektywnie spisują się lepiej bez Bryanta, niż z nim, gdy ten próbował grać mimo kontuzji, przez co jego forma była bardzo nieregularna. To będzie piąty z rzędu opuszczony mecz Kobe'go. Nadal nie ma jeszcze konkretniejszych informacji o stanie pleców Luke'a Waltona, który ponoć w najlepszym wypadku może być gotowy dopiero na play-offy. mk


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

TRADE RUMORS: NATE ROBINSON W CELTICS?

środa, 17 lutego 2010 20:40
Nowojorscy dziennikarze, m.in. Alan Hahn z New York Daily News donoszą, że Boston Celtics i New York Knicks już uzgodnili warunki wymiany, na mocy której Nate Robinson trafi do Bostonu (cytując "Deal is done. Waiting for details"). Na razie nie wiadomo kto pójdzie w przeciwną stronę. Mike D'Antoni zna Eddie'go House'a jeszcze z czasów Phoenix Suns, ale wygląda na to, że Celtics woleliby handlować pickiem lub pickami w drafcie. Adrian Wojnarowski z Yahoo! donosi, że umowa zostanie przybita dopiero jutro. Celtics potrzebują ball-handlera do drugiego składu, sądząc, że Marquis Daniels może być wykorzystywany lepiej niż wyprowadzający piłkę. mk

UPDATE, 21:55: Wymiana Robinson za House'a nie jest możliwa bez dodania kolejnych kontraktów. Wartość Robinsona to ok. 2 mln. dolarów (base-year-compensation, czyli połowa z tego ile zarabia w tym sezonie). House zarabia 2.8, czyli 200 tys. zbyt dużo, by zmieśćić to wymianie (max 125% czyli 2.6). Być może dołączy do tego trzeci team, albo kolejni gracze.

UPDATE, 01:42: Yahoo! Sports informuje, że wymiana najprawdopodobniej obejmie Robinsona, House'a i J.R.'a Giddensa z Bostonu. House trenował dziś z zespołem w Los Angeles, choć ponoć klub dał mu możliwość wzięcia wolnego. Tymczasem to Robinson może już jutro zagrać w L.A. przeciwko Lakers.

UPDATE: 06:15 Robinson jest już w Los Angeles. Mimo, że umowa nie została jeszcze przybita. The guy can fly.


Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE RICK CARLISLE POMYLIŁ STEVENSONA Z KIMŚ INNYM

środa, 17 lutego 2010 16:52

źródło: AP


Maciej Kwiatkowski



DALLAS 86, OKLAHOMA CITY 99

Nie był to przyjemny, nowy start dla Mavericks. Pewne rzeczy trzeba ukuć wcześniej w skale. W końcu Oklahoma City to już nie przelewki. Thunder wygrali po raz siódmy z rzędu, demonstrując to co potrafią robić nie tylko zespoły łapiące się do play-offów, ale te które flirtują z mianem kontendera.

Na starcie czwartej kwarty gospodarze prowadzili już 82:65 i każdy kolejny gracz, który zmieniał efektywnych starterów wprowadzał na parkiet coś dobrego. Czy to Nick Collison (8 pkt, 9 zb, 3 blk) blokujący rzuty, czy to Serge Ibaka (5 pkt, 5 zb) kończący bezpardonowo akcje, czy to James Harden (17 pkt, 6 as, 5 zb, 0 strat), zaliczający póki co swój najlepszy miesiąc w tych rozgrywkach. Regularna gra, spokój weterana i dobre decyzje rzutowe Hardena mogą być tą tajemniczą mocą, która nagle wystrzeliła OKC w górę Konferencji Zachodniej.

Mavericks rzucili tylko 11 punktów w czwartej kwarcie, Caron Butler (13 pkt, 4/16) nie bał się rzucać. To dobrze, ale spudłował 12 prób. Brendan Haywood (7 pkt, 6 zb, 3 w ataku) był aktywny i widoczny w swoich limitowanych 15 minutach. Raporty pomeczowe mówią jednak o kontuzji i potrzebie operacji palca Ericka Dampiera (13 zb, 3 blk), więc teraz tych minut będzie dla niego dużo więcej. Haywood nie ma jednak tego passing-game jakie wypracował sobie Dampier w grze z Dirkiem Nowitzkim. Poza tym to mój ulubiony dinozaur w NBA, tuż za Andrew Bynumem.

Rick Carlisle zdecydował się nawet grać DeShawnem Stevensonem, którego PER w tym sezonie wynosi całe 3.4. Nawet Stevenson był zdziwiony, gdy wszedł na parkiet w drugiej kwarcie. Poza tym utrzymywał na ławce nader aktywne stosunki koleżeńskie z J.J. Bareą, który znowu zawodził.

11 punktów w trzeciej kwarcie to najsłabszy wynik Mavs w tym sezonie. 40 punktów oddanych Oklahomie w drugiej - to najwięcej. Thunder zaczęli bez rytmu (16:26), ale gdy tylko Russell Westbrook (17 pkt, 8 as, 6 zb, 1 str) zaczął fruwać nad parkietem - transition defense Mavericks była bez szans. Westbrook prawie latał nad boiskiem, bez problemu przedostawał się w kontrze na linię osobistych, skąd podejmował decyzje godne swojego bezpośredniego rywala. Jason Kidd nie mógł zrobić nic, ale niewielu ostatnio może. Sprawdźcie statsy Westbrooka z lutego:

16.8 punktów
9.0 asyst
7.3 zbiórek
3.3 przechwytów.

Thunder wygrali bardzo pewnie. Mavericks stracili rytm po przerwie. Będą potrzebować trochę czasu, aczkolwiek było już widać raczkującą chemię między Butlerem i Shawnem Marionem. Rozpędzeni Thunder to było za dużo, do tego Jeff Green zrobił dobrą robotę na Nowitzkim w drugiej połowie (Dirk był tylko 1/7 w 4q).

Kevin Durant też grał w tym meczu - 9/28. Do tego zebrał 14 piłek i był tylko jednym z elementów show. Niczym więcej.

Interesujące jest oglądać jak klub NBA wprowadza do systemu dwóch graczy, w biegu, bez wspólnych treningów. Ok, trzech graczy... Będzie tego więcej - dziś Dallas gra z Phoenix.


BOSTON 95, SACRAMENTO 92

Wygląda na to, że Nate Robinson zmierza do Bostonu. Tymczasem ławka Celtics, wzmocniona Marquisem Danielsem (7 pkt, 6 zb) drugi mecz z rzędu wyglądała znakomicie. To plus. Minus to fakt, że Celtics wygrali tylko trzema punktami i to w dużej mierze dlatego, że Kings w ostatnich 88 sekundach tego meczu trafili niestety dosyć żenujące 2/8 z linii osobistych. Taki był odbiór społeczny tego zjawiska w ARCO Arena. Po kolei: Tyreke Evans, Omri Casspi, Jason Thompson (14 pkt, 11 zb). Ten ostatni był rewelacyjny w ostatnich minutach, zdjął Kevina Garnetta pod obręczą niczym młody Kenyon Martin i gdyby tylko trafił swoje wolne na 16 sekund przed końcem, to byłby bohaterem tego meczu.

Starterzy Celtics dali sobie rzucić 30 punktów w 1q. Natomiast w trzeciej sami rzucili 19. To co jednak zaistniało to defensywa Bostonu - Kings rzucili 62 punkty przez trzy ostatnie kwarty, pudłując aż 12 z 16 rzutów z 1-3 metra. Sporo kontestowanych floaterów, pull-up jumpers (swoją drogą rzuty po koźle z wyskoku z trzeciego metra przy bliskim kryciu są chyba jeszcze głupsze i mniej skuteczne niż te dengowskie z sześciu ze stopą na linii za trzy). Celtics z kolei, starterzy głównie wyglądali jakby nie mogli doskoczyć do obręczy. Kevin Garnett czy Kendrick Perkins czy Paul Pierce mieli kłopoty z kończeniem akcji (11/23 pod deską), czy to bez wyskoku, czy to robili to przez ręce trzech defensorów Kings - tu Sacramento zrobiło b.dobrą robotę zagęszczając środek. Sporo agresywnej walki pod tablicami w drugiej połowie.

Tyreke Evans (17 pkt, 8 as, 11 zb) miał trochę problemów z presją Rajona Rondo (1/6, 6 as, 7 zb), nie miał okresów dominacji, przez co jego statystyki jeszcze bardziej pokazują ile wnosi do meczów w swoim pierwszym sezonie gry. Rondo z kolei był drugi mecz z rzędu nieagresywny, kryty dobrze przez Evansa i Beno Udriha (9 pkt). Kevin Martin (11 pkt, 3/10) przesiedział całą czwartą kwartę na ławce, ale świetny Thompson i Omri Casspi (17 pkt) prawie wygrali ten mecz dla Kings. Gdyby tylko bozia rączką nie zatrząsła. Czy jakoś tak.

Rasheed Wallace 17 punktów - bardzo dobry mecz po obydwu stronach parkietu, sporo post-up game, czyli tego czego się po nim oczekuje. Eddie House (12 pkt) trafił cztery trójki. Glen Davis znowu był wszędzie na atakowanej tablicy - 5 zbiórek ofensywnych w 17 minut. Marquis Daniels robił tylko dobre rzeczy. Tych czterech znowu było najlepszym line-upem Celtics. W pierwszej połowie rezerwowi "pokonali" starterów 34:23.


Przemek Kujawiński

UTAH 104, HOUSTON 95

Mam wrażenie, że po weekendzie gwiazd i kilkunastu godzinach spędzonych przed ekranem mam delikatny przesyt. Być może z tego powodu  moje dzisiejsze relacje nie będą specjalnie emocjonalne. Oczywiście jest też druga możliwość, że po prostu spotkania, które oglądałem dzisiejszej nocy nie były warte emocji. Przyznaje się bez bicia, że Utah to ostatnio moja ulubiona drużyna do oglądania. Najwyraźniej też przynoszę Jazzmanom szczęście bo ze spotkań, które obejrzałem w tym roku zawsze wychodzili zwycięsko. O

Do rzeczy jednak. Jazz nie wyglądali wczoraj tak dobrze jak przed All-Star (wyłączając mecz z Lakers). Zniknął  gdzieś Carlos Boozer (12/8). Tak jakby nagle przestało mu zależeć. Dość powiedzieć, że Carlos ani razu nie powędrował na linię, żeby opisać to jak był wczoraj bierny. Andrei Kirilienko (12 punktów), gdzieś podczas przerwy na weekend gwiazd zgubił całą energię. Tak jakby trafiła się jakaś dobra impreza w sobotę, po której Andrei jeszcze nie doszedł do siebie. Na szczęście dla Jazz Rosjanin potrafił przebudzić się na chwilę w najważniejszym momencie zaliczając dwa przechwyty. Do tego jak zawsze, mimochodem, "błysnął" tym razem podając piłkę między nogami Luisa Scoli. To zagranie z pewnością zobaczycie w recapie. Gra po stronie Jazz nie wyglądała tak dobrze jak się do tego przyzwyczaiłem. Jak jednak już kiedyś napisałem seria zwycięstw robi swoje w głowach zawodników. Dlatego tak jak w niedawnym meczu z Clippers Ronnie Price wyszedł w czwartej kwarcie na boisku i bez drgnięcia powieki w minutę pogrążył rywali, tak dzisiaj Kyle Korver nie bał się rzucać swoich jumperów, gdy wynik wciąż się wahał. Co najważniejsze trafiał (10 punktów z czego 8 w ostatniej odsłonie).

Rockets jeszcze w połowie czwartej kwarty prowadzili dwoma punktami, kiedy do dzieła przystąpili Korver w ataku i Kirilienko w obronie. Podobnie jak w całym spotkaniu w grze trzymały ich tym momencie jeszcze tylko rzuty za trzy. Jak to się jednak mówi... no dobrze oszczędzę wam tym razem powiedzenia o umieraniu przez trójki. W każdym razie znów okazało się prawdziwe. Najpierw, chyba zbyt pewny siebie, całkiem niepotrzebnie odpalił z daleka Aaron Brooks (18 punktów). Po tym rzucie Rick Adelman aż złapał się za głowę. Potem nastąpiła sekwencja, w której Jazz dwa razy w jednej akcji pozwalali ponawiać, grę ale  najpierw znów spudłował Brooks a po chwili Ariza (15 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek).

Jazz wyrobili już w sobie pewien killer instinct  i grają bardzo dobre końcówki. Przede wszystkim potrafią przycisnąć wtedy rywali w obronie. Dzisiaj nie był to problem, bo gra Rockets sprowadzała się do rzucania trójek. Poza tym Brooks, Battier i Budinger trafili dzisiaj raptem 10 z 38 swoich rzutów. Swoją drogą dzięki temu Trevor Ariza ze swoimi 40% nie wyglądał aż tak źle, jak to ma miejsce zazwyczaj. Tak przy okazji Arizy - musicie zobaczyć poster z Memo Okurem. Miło. W Houston warto pochwalić Davida Andersena (18 punktów, 7 zbiórek, 3-3 za trzy punkty). Utah miało dzisiaj jednak więcej strzelb. Przede wszystkim Okura, który poza niewdzięczną rolą w "hajlajcie" Arizy zagrał kolejne dobre spotkanie (21 punktów, 8 zbiórek i 4 bloki), Paula Milsapa (20 punktów, 12 zbiórek, 2 przechwyty i 2 bloki) i jak zawsze Derona Williamsa (17 punktów, 15 asyst). Deron naprawdę nie musi trafiać swoich jump-shotów, żeby być w tej chwili najgorętszym rozgrywającym w lidze.

Generalnie spotkanie bez dreszczyku, pomimo "bliskiej" końcówki. Za dużo strat (43 po obu stronach) i za dużo monotonii. Tyle.


GOLDEN STATE 94, LA LAKERS 104

Co mnie podkusiło, żeby oglądać Warriors? Już nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Z pewnością nie chciałem zobaczyć Adama Morrisona, który wygląda jakby właśnie skończył pojedynkować się z którymś z trzech muszkieterów. Podejrzewam, że mogło chodzić o Stephena Curry'ego. Steph znów bliski był triple-double (11/10/8), jednocześnie jednak zaliczył fatalny wieczór trafiając raptem 5 ze swoich 21 rzutów. Jak zawsze regularnie połowę swoich trójek trafił Anthony Morrow (23 punkty) i to by było na tyle jeśli chodzi o Warriors, gdyby nie Ronny Turiaf. Turiaf powinien chyba nosić inną koszulkę niż jego koledzy z zespołu. Coś jak libero w siatkówce, bo nie da się ukryć, że jest ostatnią (a najczęściej jedyną) ostoją w defensywie. Jego statystyki może tego nie pokazują (3 punkty, 7 zbiórek, 2 bloki) ale zafundował ciężką noc Gasolowi (14/9/5) i Odomowi (9/18).

Mecz bez większej historii. Z kategorii tych, gdzie lepszy zespół gra na 70% swoich możliwości i wynik jest cały czas bliski, ale cały czas się jednocześnie wie, że zaraz nastąpi te 5 minut. Tak naprawdę nie miałbym o czym pisać, gdyby nie Shannon Brown (27 punktów, 10 zbiórek, 11-19 z gry). Być może nie powinno mu się pozwalać występować na konkursie wsadów ale let Shannon play. Nie ma Kobego, nie ma problemu. Możecie powiedzieć, że przy defensywie Warriors zadanie było ułatwione, ale trzeba zobaczyć, jak grał wczoraj Brown. Treningi z Kobem musiały zrobić swoje. Do tego Shannon ma chyba spory kredyt zaufania u Phila Jacksona  i kolegów z drużyny bo nie dosyć, że był dzisiaj pierwszą opcją w ataku swojego zespołu, to Lakers grali pod niego dużo izolacji. Shannon odwdzięczał się będąc przez chwilę Kobem Bryantem. To, że kończył akcje po penetracjach nie powinno nikogo dziwić, ale zobaczcie sobie jego rzuty z półdystansu. Z najwyższych rzędów Staples Center nie poznalibyście, czy to Kobe czy nie.

Porządził sobie w środku trochę Andrew Bynum (21 punktów, 8-11 z gry) ale nie mogło być inaczej skoro naprzeciw siebie miał Andrisa Biedrinsa (2 punkty, 6 zbiórek) albo raczej to co z niego jeszcze zostało. Co się stało z maszyną do double double z zeszłego sezonu?




Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

MICHAELOWI JORDANOWI I MARCINOWI GORTATOWI ŻYCZYMY WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO

środa, 17 lutego 2010 16:17

Image and video hosting by TinyPic

foto: Walter Ioos jr.

Przemek Kujawiński

47 lat minęło w mgnieniu oka. Jakiś czas temu w wystąpieniu przy okazji wstąpienia do Hall of Fame MJ wspominał, coś o możliwości grania w wieku 50 lat, więc kto wie, czy to 2013 a nie 2010 nie będzie najgorętszym sezonem transferowym. Tak na serio to nie ma co tu dużo pisać o Michaelu bo wszystko, co powinno być napisane, napisane już zostało. Obecnie warto życzyć Jordanowi zrealizowania jego planów dotyczących przejęcia kontroli na Charlotte Bobcats. Dotychczasowy właściciel Bob Johnson chce się pozbyć klubu, który nie przynosi zysków. David Stern "zasugerował", żeby sprawa została rozwiązana w ciągu dwóch miesięcy. Jordan ma jednak konkurenta, którym jest George Postols (niegdyś menadżer w Houston). Postols prowadzi ponoć rozmowy w tej sprawie z Johnsonem od miesięcy więc Jordanowi może nie być łatwo. Swoją drogą dziwię się trochę, że Michael w ogóle chce się ładować w ten interes. Mam w każdym razie nadzieję, że jeśli mu się uda osiągnąć swój cel to nie zrobi tego dla zysków finansowych (bo oto będzie ciężko), lecz by raz jeszcze powalczyć o najwyższe cele, choć tym razem w nieco innej roli. Myślę, że dużo może mieć tu do powiedzenia pociąg Jordana do współzawodnictwa. Dla Michaela kupno klubu to kolejny cel do zrealizowania. Pytanie, co będzie potem. Po zwycięskim rzucie można było udać się pod prysznic i wrócić do domu. W tej sytuacji po zwycięstwie dopiero się zacznie prawdziwy mecz. Dotychczasowa kariera Jordana w "biznesie koszykarskim' wzbudza mieszane uczucia. Z jednej strony Kwame Brown i Adam Morrison, z drugiej tegoroczni Bobcats z Larrym Brownem i Stephenem Jacksonem w rolach głównych. Jak będzie tym razem?

A jak już jesteśmy przy życzeniach urodzinowych to 26 lat dla odmiany kończy dziś Marcin Gortat. Przyznajcie sami, że pod lepszą gwiazdą koszykarzowi ciężko się urodzić. Marcinowi życzymy przede wszystkim więcej minut i zaufania od swojego trenera. No i innego miejsca do spędzania wakacji niż Bahamy. Ponoć w czasie weekendu gwiazd nie warto tam jeździć bo wszędzie natykasz się na koszykarzy NBA...



Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 16 LUTEGO 2010

środa, 17 lutego 2010 11:30

 



Podziel się:

komentarze (35) | dodaj komentarz

GEORGE KARL MUSI PODDAĆ SIĘ LECZENIU

środa, 17 lutego 2010 3:45
Przykre wieści dotarł z obozu Denver Nuggets. Trener drużyny z Colorado George Karl ogłosił dzisiaj na konferencji prasowej, że zdiagnozowano u niego raka gardła. Co za tym idzie rozpoczął 6 tygodniowe leczenie, obejmujące między innymi chemioterapię, które może zmusić go do opuszczenia części spotkań i treningów. Dobra wiadomość jest taka, że lekarze twierdzą, że rak nie zagraża życiu Karla i jest całkowicie wyleczalny. Miejmy nadzieję, że okaże się to prawdą. George Karl wygrał już jedną walkę z chorobą w 2005 roku, gdy szcześliwe zwalczył raka prostaty. Oby w tym wypadku było podobnie. pk


Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

NOWI OCHRONIARZE DIRKA

wtorek, 16 lutego 2010 23:13

DNIÓWKA: 16 LUTEGO (wtorek)


[ Copy this | Start New | Full Size ]








Maciej Kwiatkowski


Choć Dallas toczy od lat wojny w obrębie stanu Teksas, głównie z San Antonio, to żadne inne miasto posiadające drużynę w NBA nie znajduje się bliżej Dallas niż Oklahoma City. Z jednego miejsca do drugiego jest nawet bliżej niż z Los Angeles do Sacramento, a Mavericks i Thunder rozpoczęli w tym sezonie coś co w najbliższych latach przerodzić się może w prawdziwą rywalizację.


W tym sezonie Mavericks i Thunder spotykali się już dwukrotnie i przed nimi jeszcze dwa pojedynki. Dallas wygrali dotychczas obydwa z nich, ostatni raz 15 stycznia 99:98, gdy spudłowane osobiste Jasona Terry'ego na 4.7 sekundy dały ostatnią szansę Thunder, niewykorzystaną jednak przez RussellaWestbrooka.

Mavericks będą mieli dziś w składzie dwóch nowych graczy. Co więcej, Caron Butler i Brendan Haywood nie tylko mają być starterami w dalszej części sezonu, ale prawdopodobnie już dzisiaj zaczną mecz w pierwszej piątce. I to nawet pomimo tego, że do wczorajszego treningu z nowym zespołem nie zostali jeszcze dopuszczeni.

Pozyskanie Butlera jest wystarczająco intrygujące, by wybrać to spotkanie meczem wieczoru. Sprowadzenie Haywooda to z kolei tzw no-brainer, czyli ruch, którego pozytywne skutki będą nieuniknione. Haywood zdejmie presję z barków - dokładniej kolana - Ericka Dampiera i da Mavericks defensywną, atletyczną obecność pod deskami. Haywood będzie kontestował rzuty, zbierał w obronie, ale też notując 4.1 zbiórki w ataku da lubującym się w jump-shotach Mavs więcej szans na ponowienia akcji.

Dodanie Butlera, Haywooda i latem Shawna Mariona daje Mavericks interesujący nowy start, już nie tylko jako zespołu opartego przede wszystkim na finezji, ale mającego graczy, którzy będą potrafili zająć się czarną robotą i stanąć twarzą w twarz z siłą fizyczną Nuggets czy tą podkoszową Lakers. Butler nie jest jednak rzecz jasna optymalnym rozwiązaniem na pozycji rzucającego obrońcy. To naturalny niski skrzydłowy, który w tym sezonie dowiódł, że aby być efektywnym zdecydowanie woli izolacje niż grę w systemie. Te Flipa Saundersa i Ricka Carlisle nie różnią się na tyle, by dojście Butlera do ofensywy wydawało się równie naturalne co pozyskanie Haywooda. Dlatego też interesujące będzie zobaczyć dzisiaj jak to wszystko będzie wyglądać w proszku. Jason Kidd i ofensywa Mavs kreują dużo akcji catch-and-shoot lub pick&rolli - to nie są sfery gry, w których Butler czuje się dobrze, ale jeśli Mavs postanowią zrobić z niego głównie defensywnego specjalistę, dającego po 15 punktów w meczu, to Butler jest skłonny sprostać tej roli w sposób, który dla wielu może okazać się zaskakujący.
Podobnie Haywood.

Mecz rozpocznie się o godz. 2:00.


 



Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

B-DIDDY "ZALICZA" SHANGHAI...W 8 BITACH!!

wtorek, 16 lutego 2010 22:58

 

 

 



Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: PIERWSZA POŁOWA SEZONU 2009/10

wtorek, 16 lutego 2010 21:04

 

 



Podziel się:

komentarze (43) | dodaj komentarz

TRADE RUMORS: CAMBY W PORTLAND

wtorek, 16 lutego 2010 7:42


Trail Blazers oddadzą do Clippers rozgrywającego Steve'a Blake'a i kontuzjowanego w tym sezonie skrzydłowego Travisa Outlawa. Dodatkowo Trail Blazers dołożyli do tego 3 miliony dolarów w gotówce.

35-letni Camby jest w ostatnim roku umowy i do końca sezonu zapełni w Portland lukę na pozycji centra, która powstała po kończących sezon kontuzjach Grega Odena i Joela Przybilli. Doświadczony środkowy zdobywa w tym sezonie tylko 7.7 punktów, ale to jego 12.1 zbiórek i 2 bloki w meczu są atrakcyjne dla Trail Blazers.

25-letni Outlaw rozegrał w tym sezonie tylko 11 spotkań z powodu złamania stopy jakiego doznał w listopadzie. Blake natomiast był w ostatnich latach podstawowym rozgrywającym klubu z Portland, ale jego pozycja w klubie straciła na wartości od czasu kiedy dołączył do niego Andre Miller. Blake w 51 meczach tego sezonu zdobywał średnio 7.6 punktów i 4 asysty.

Obydwa kluby zmierzą się ze sobą w nocy z poniedziałku na wtorek. Uwzględnieni w wymianie zawodnicy nie wystąpią jednak w barwach swoich nowych klubów.

Clippers zwolnili też we wtorek 30-letniego Ricky'ego Davisa.

@Wirtualna Polska


UPDATE 18:05:
To już oficjalne... Marcus Camby w Portland Trail Blazers, a Travis Outlaw, Steve Blake i 3 mln $ w Los Angeles Clippers. P.M.


UPDATE 08:15: Co za rozwój sytuacji - zacznijcie lepiej od dołu. Marcus Camby nie wiedział nic o planowanej wymianie. Poinformował go o tym ...Kevin Pritchard (GM Portland). Drużyna Clippers gra dzisiaj w Portland i ponoć była razem na obiedzie, gdy Camby dostał telefon. Camby ponoć wściekł się, wyszedł z restauracji i trzasnął drzwiami - nie wiem skąd Marc Spears z Yahoo! Sports to wie, ale donosi też, że Camby nie chce wcale odchodzić z LA Clippers. Chce tam zostać i podpisać latem nowy kontrakt.

UPDATE, 08:04
: Jak przeczytacie poniżej - Clippers mogli chcieć więcej za Marcusa Camby'ego. ESPN pierwszy raz od dawien dawna cofnął informację o tym, że poszła wymiana. Ponoć negocjacje na linii Clippers - Trail Blazers nadal jeszcze trwają.

Oryginalny post:


Wszystko potoczyło się szybko. Ponoć jeszcze wczoraj Portland Trail Blazers złożyli ofertę, a już dokonano wymiany.


Marcus Camby i jego kończący się kontrakt będą teraz w rękach Portland Trail Blazers, z kolei w przeciwną stronę powędrowali Steve Blake i Travis Outlaw. Kontrakty obydwu spadają po tym sezonie. Los Angeles Clippers będą się chcieli jednak przyjrzeć Outlawowi, mając problemy z obsadą pozycji niskiego skrzydłowego.

Camby to naturalne wzmocnienie Trail Blazers. Portland gra bez centra i jeśli Camby'emu zdrowie nadal będzie w tym sezonie dopisywać, to nagle cel jakim przed sezonem był Finał Konferencji znów ma sens. 35-letni Camby to drugi zbierający ligi 12.2 punktu, świetny blokujący z pomocy i jeden z najlepiej podających wysokich w NBA. To ostatnie może się bardzo ładnie wpasować akurat w styl ataku pozycyjnego Portland.

Zaskakuje mnie jednak cena za jaką Clippers zdecydowali się oddać Camby'ego. Wracający po kontuzji Outlaw to faktycznie ciekawy gracz, skrzydłowy potrafiący wykreować sobie pozycję do rzutu, udowodniał to już w crunch-time, ale mam wrażenie, że Mike Dunleavy mógł wyciągnąć od Portland więcej: picki w drafcie albo młodego gracza z niewysoką umową ważną dłużej niż do końca tego sezonu.

Zmiany barw Haywooda i Camby'ego stawiają teraz w interesującej pozycji Denver Nuggets i San Antonio Spurs. Obydwa kluby nadal szukają kogoś pod kosz. mk




Podziel się:

komentarze (35) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 655 (wersja testowa)

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u