Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




NICOLAS BATUM IS FOR REAL?

niedziela, 28 lutego 2010 11:42

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Już od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem napisania paru słów o Francuzie z Portland Trail Blazers. Cały czas szukałem do tego jakiegoś pretekstu lub punktu zaczepienia. Najpierw miał to być jego powrót po kontuzji. Potem myśl ta pojawiła się po zeszłotygodniowym meczu z Utah, gdy Batum zagrał fantastycznie w pierwszej połowie. Po wczorajszej eksplozji w Minneapolis Nicolas nie pozostawił mi wyboru. 31 punktów, 7 asyst, 7 zbiórek, 3 przechwyty, 11-16 z gry, 5-8 za trzy, 0 strat w 29 minut gry (sic!)

Nie mam zamiaru pisać o tym spotkaniu bo nie taki jest cel tego tekstu. Spodziewałem się, że Batum może w końcu z czymś takim wystrzelić ale powyższa linijka nie oznacza od razu, że Francuz nagle stanie się gwiazdą pierwszej wielkości. Tym tekstem chcę powiedzieć: obejrzyjcie tego chłopaka. Obejrzyjcie bardzo uważnie.

Po prestiżowym turnieju Alberta Schweitzer'a w 2006 roku, którego Batum został MVP, hiszpański analityk i komentator telewizyjny Antonio Rodríguez pisał o nim: Cężko znaleźć  nim jakieś słabości. Jest prawie idealnie ukształtowany. (...) Kiedy jest zmotywowany jest praktycznie idealnym graczem. Jestem przekonany, że w NBA będzie starterem. Ten turniej nie był jedynym sukcesem Batuma, który z reprezentacją Francji zdobył także mistrzostwo Europy do lat 16 w 2004 roku, do lat 18 w 2006 (został MVP tego turnieju) i brązowy medal mistrzostw świata do lat 19 w 2007 roku.

Batum szybko stał się jednym z najgorętszych nazwisk w Europie. Oczywiście musiało zwrócić uwagę za oceanem, gdzie wkrótce obok Danilo Gallinariego i Ricky'ego Rubio stał się najbardziej wyczekiwanym "eksportem" ze Starego Kontynentu. Przed draftem w 2008 roku mówiło się, że powinien zostać wybrany  już w loterii ewentualnie niewiele później. Ostatecznie Francuz zsunął się na 25 miejsce, z którego sięgnęli po niego Houston Rockets szybko jednak wysyłając go do Portland za prawa do Darrella Arthura i Joey'a Dorsey'a. Nicolas spadł o tyle miejsc z dwóch powodów. Po pierwsze, jakkolwiek menadżerowie doceniali jego wszechstronność i atletyzm, obawiali się też czy chudziutki Francuz poradzi sobie fizycznie w lidze. Po drugie, jeszcze z czasów gry w Le Mans szła za nim fama "miękkiego" gracza, który znika  w najważniejszy momentach i nie potrafi być liderem. Pisano o nim, że potrafi dominować na obu krańcach parkietu by po chwili kolejne parę minut przejść koło meczu. Swoją drogą przeczesałem przed chwilą draft 2008 by zobaczyć, gdzie mógłby wylądować Batum, gdyby wybierano go dzisiaj i okazuje się, że niewiele wyżej. Po 1,5 roku można już powiedzieć, że to jeden z najsolidniejszych draftów ostatnich lat, co najważniejsze ze sporą grupą bardzo dobrych "wysokich" (między innymi bracia Lopez, J.J. Hickson, Roy Hibbert, Marresse Speights, czy Anthony Randolph).

Wracając do Batuma. Z perspektywy czasu wydaje się, że lepszej wiadomości niż przejście do Portland nie mógł usłyszeć. Nate McMillan szybko zobaczył, że w młodego Francuza warto inwestować i... już w jego czwartym meczu wpuścił go do pierwszej piątki. Nicolas miał trochę szczęścia bo jego jedyną konkurencją w tym okresie był Travis Outlaw. McMillan uznał, że lepiej będzie dla drużyny, gdy Outlaw zostanie 6th man a młody Batum będzie mógł ogrywać się jako starter. Oczywiście nie mógł liczyć na naprawdę dużo minut (średnio 18 w meczu) ale większość z nich grywał przeciwko podstawowym skrzydłowym przeciwnych zespołów, co miało być dla niego dobrą szkołą.

Bardzo byłem ciekawy jak Batum poradzi sobie w swoim drugim sezonie w lidze. Liczyłem po cichu, że zrobi krok do przodu, przede wszystkim w obronie, gdyż ma potencjał na bycie prawdziwym koszmarem dla rywali. Niestety w październiku okazało się, że z powodu kontuzji barku Francuz zostanie wyłączony z gry nawet na 3-5 miesięcy. Na szczęście nie wszyscy w Portland zrobieni są ze szkła i Batum wrócił na parkiet już 25 stycznia a po miesiącu grania z ławki od paru dni znów pojawia się w pierwszej piątce.

Na wczorajszą eksplozję zapowiadało się przez cały ten miesiąc. Wyglądało to jakby Batum powoli próbował zapuścić silnik, który jednak chwilami gasł. Wbrew wielu opiniom cały ten czas pokazywał, że może być poważną siłą w ofensywie. Oczywiście zagrał dopiero 16 spotkań ale jego dotychczasowe statystyki muszą robić wrażenie: 9,5 punktu, 56,5 % z gry, 44,7% za trzy, 90% z linii rzutów osobistych. Wobec takich liczb nie jest niczym dziwnym, że przewodzi obecnie lidze w offensive rating (130,3) i ma true shooting percentage na poziomie 66%.

Pytanie brzmi, czy Nicolas jest w stanie grać na podobnym poziomie przez dłuższy czas. Jeszcze w czasie gry w Europie zarzucano mu nieregularność. Jego sytuacja w Portland jest jednak trochę inna. Tu nie jest gwiazdą drużyny. W zespole ma przecież zawodników takich jak Brandon Roy, LaMarcus Aldridge czy Andre Miller, na których spoczywa dużo większa presja. Poza tym jeszcze jakiś czas temu zarzucano mu słaby rzut z dystansu. Tymczasem Batum solidnie wykorzystał swoją przerwę w grze i nie jest już jedynie zagrożeniem z pół dystansu. Muszę napisać, że osobiście bardzo bym chciał, żeby był w stanie częściej grać tak jak wczoraj z Timberwolves bo po prostu wtedy staje się dla rywali match-up'em porównywalnym do Kevina Duranta. Umiejętność zdobywania punktów praktycznie z każdej pozycji plus szalone warunki fizyczne (2.24 zasięgu ramion). Oczywiście do Durantuli droga jest jeszcze daleka ale tak jak jakiś czas temu, w którymś Day-to-day zauważył Maciek jeśli Batum będzie w stanie wykorzystywać swój potencjał to z KD mogą stworzyć jeden z najbardziej interesujących match-up'ów na lata.

Sprawa wykorzystywania swojego potencjału w ataku jest dla Batuma wciąż otwarta i czy jego aktualne osiągi to faktyczny postęp dowiemy się dopiero za jakiś czas. Już teraz możemy natomiast powiedzieć, że Nicolas rozwinął się w defensywie. Ze swoimi warunkami fizycznymi, atletyzmem i pracą nóg jest w stanie w grze jeden na jeden bronić spokojnie dwójki i trójki a w szczególnych przypadkach nawet rozgrywających i silnych skrzydłowych rywali. Z jego dotychczasowych występów w tym sezonie warto zwrócić uwagę na mecz z Rockets, gdzie został wystawiony przeciw... Aaronowi Brooksowi i przede wszystkim z Mavericks, gdy w  crunch time zatruł życie Dirkowi Nowitzkiemu. Z tego drugiego spotkania wszyscy zapamiętali przede wszystkim 52 punkty Andre Millera ale defensywa Batuma była równie kluczowa dla zwycięstwa Portland. Jeśli bylibyście bardziej zainteresowani to polecam głębszą analizę 'akcja-po-akcji' pojedynku Batum-Nowitzki. To, co mnie najbardziej zainteresowało to wypowiedź Nicolasa po tym meczu: Oglądałem taśmy i wiedziałem, że to co robi to drybling w lewo, pump-fake i obrót więc po prostu obserwowałem piłkę - na niego wcale nie zwracałem uwagi, patrzyłem tylko na piłkę - a kiedy rzucał po prostu wyciągałem ręce do góry bo i tak nie ma możliwości, żeby go zablokować. (...) Opuściłem 45 spotkań i nie miałem nic do roboty więc oglądałem taśmy. Czy jest jakiś trener, który nie chciałby mieć zawodnika, który, gdy jest kontuzjowany zajmuje się rozgryzaniem przyszłych rywali?

Nie chcę sprawić wrażenie, że po jednym fantastycznym spotkaniu, robię z Batuma od razu wielką gwiazdą. Zdaję sobie sprawę, że przed nim wciąż jeszcze mnóstwo pracy i może minąć sporo czasu zanim doczekamy się (o ile w ogóle) regularnych występów na zbliżonym poziomie. Powtórzę jednak jeszcze raz. Obserwujcie tego chłopaka i nie dawajcie się zawsze zwieść cyferkami w boxscorach. Może nie będzie to nowy Scottie Pippen albo Andrei Kirilenko, czy drugi Rudy Gay ale starczy, żeby był to pierwszy Nicolas Batum.

A tak na marginesie liczę po cichu, że okazję do takiego artykułu da mi niebawem mój drugi ulubieniec z draftu 2008 wybrany tuż przed Batumem Serge Ibaka.


Podziel się

KEYON DOOLING I TECHNIKA JAZDY....

sobota, 27 lutego 2010 17:48
Michał Górny

żródło: weknowcars.co.uk

 Keyon Dooling, zawodnik jedynych w swoim rodzaju New Jersey Nets, w drodze do domu cudem uniknął poważnych obrażeń ciała. Dooling wracał z treningu Nets i wpadł w poślizg. Jego samochód uderzył w krawężnik, potem w znak Stop. Z pojazdu musieli wyjąć go policjanci. Jednak oprócz sporej dawki strachu, Dooling wyszedł z tego wypadku bez szwanku.

Byłem dosłownie pięć minut drogi od sali treningowej, kiedy dostałem wiadomość, iż czwartkowy trening został odwołany z powodu ataku zimy. Stwierdziłem, że nie ma co zawracać. Dojechałem do ośrodka, przeszedłem kilka rutynowych zabiegów. W drodze powrotnej do domu zajrzałem jeszcze do sklepu i później jechałem prosto w kierunku domu. Nie wiem czy trafiłem na oblodzony fragment jezdni, czy może coś było z samochodem. Wiem jedno, nie wiedziałem jak mam zareagować w takiej sytuacji. To był dosłownie moment.

 Zawodnik dodał jeszcze, że jest bardzo wdzięczny miejscowym policjantom za szybką i profesjonalną reakcję. Jeśli chodzi o samochód, to SUV marki Infinity (na powyższym obrazku) ma zostać "wyklepany". Chociaż Dooling nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. Jeśli go sprzeda to w 90% trafi do Polski, bo przecież wiemy jak Polacy kochają "klepane cacka z Zachodu".

Free Throw: Śnieg, lód i samochody kojarzą mi się z jednym....


 


Podziel się

DALLAS MAVERICKS CZYLI MATCH-UP NIGHTMARE

sobota, 27 lutego 2010 15:52

źródło: lukow.ug.gov.pl

Maciej Kwiatkowski


Del Harris: “It’s genius, really.’’


Jason Terry: “The smartest basketball play I've ever seen in my career,’’

Rick Carlisle: "“An all-time great performance,’’

To był szalony mecz i po pierwszej połowie napisałem na twitterze, że raczej nie zobaczę chyba dziś nic lepszego niż druga kwarta Dallas/Atlanta.

Tak, piszę o meczu, o którym pewnie nie pomyśleliście, że warto obejrzeć. W zasadzie rozumiem Was. Było wczoraj 12 spotkań i grały Wasze ulubione teamy. Z drugiej strony - nudna Atlanta ze swoją half-court offense i izolacjami kontra miękkie Dallas z Dirkiem Nowitzkim i Jasonem Terry'm rzucającymi jeden jump-shot na minutę? Eee. Poczekamy aż jedni i drudzy zagrają z kimś ciekawszym, a niekoniecznie ze sobą. Słyszałem to jeszcze przed meczem. No ale ESPN się wczoraj nie pomyliło.

Jeśliby wyjąć z tego meczu dwa krótkie fragmenty, jeden minutowy w końcówce pierwszej kwarty i drugi na 3-5 minut przed końcem czwartej, to łącznie w przeciągu 180 sekund Mavericks zrobili wynik 20-0. 20 punktów w 180 sekund. Najpierw 8-0, potem 12-0. Jest takie słowo 'eksplozja', ono tu pasuje.

Mavs dyktowali warunki meczu w pierwszej kwarcie, ale Joe Johnson rzucił 17 punktów do przerwy, trafiając seryjnie za trzy, Josh Smith miał kilka genialnych minut w swoim bardzo dobrym występie (tylko trzech graczy od 1986 r. zrobiło 14 pkt, 11 zb, 8 as i 7 prz. w meczu), a Mavericks nie mogli trafić trójki przez trzy kwarty (1/14). Tracy McGrady oddawał/oddaje często z dystansu takie bomby, rzuty niewysokim lobem, po których piłka odbija się na 6 metr i jeśli któremuś z rywali uda się uciec do przodu, a drugi zbierze piłkę, to oglądamy kontry bez kozła wyprowadzone w 1.5 sekundy. Zabójstwo. Teatr Josha Smitha. Hawks mieli sporo takich zagrań w pierwszej połowie, albo Smith znajdywał się gdzieś, gdziekolwiek na boisku, by przechwycić piłkę.

Mavs? Większość rzutów Mavs to były czyste pozycje, w drugiej i trzeciej kwarcie przestali niemal zupełnie trafiać - to nie przydarzało im się ostatnio - ale Kidd gwarantował przynajmniej, że piłka dochodziła tam gdzie trzeba. Była ofensywa - brakowało egzekucji.

Mavericks grali drugi raz z rzędu bez Carona "Straw Bandit" Butlera i wobec tej niemocy strzeleckiej tylko Dirk Nowitzki przez cały mecz trafiał swoje rzuty z odchylenia.  A gdy wydawało się w czwartej kwarcie, że wybornie grająca w ofensywie Atlanta odłoży ten mecz do zamrażarki. Jason Kidd niemal samodzielnie wyciągnął Mavs ze straty 79:90. Nie działo się to też bez wpływu Ricka Carlisle, który w połowie czwartej kwarty zaordynował strefę, odcinając tym samym Hawks od kosza. Tzn nie musiało to być wcale intencją Hawks, by nie szukać szansy z pomalowanego, ale ewidentnie Jamal Crawford i Johnson usiłowali trafić 'daggera' - i nie mogli, i nie mogli i nie mogli, aż w końcu mieliśmy remis, dogrywkę, Hawks nadal rzucali, nie trafili nic przez jej pierwsze 4 minuty. Mavs wygrali 111:103.

53% z gry Dallas w Atlancie, gdzie Hawks są w top6 defensywy. 37 punktów Nowitzkiego, wielkie triple-double J-Kidda, 17 "oczek" Terry'ego, J.J. Barea zbierający najwięcej piłek na tablicach w czwartej kwarcie (serio, ok. 5-6 w obronie i to mimo strefy, która jak wiadomo nie ułatwia opanowania swojej deski), Brendan Haywood z kolejnym double-double plus 3 bloki i Shawn Marion nie forsujący nic, ale trafiający wszystko spod obręczy.

I jak napisałem. Mavericks w pewnym momencie przestali po prostu trafiać, ale nadal grali dobrze. Po tym jednak trafili sześć trójek z rzędu i wygrali spotkanie. Można powiedzieć, że po prostu dobili do średniej (36% za 3 w sezonie, 10 m.).

Nowi Mavericks? Robili podobne rzeczy co w środę przeciwko Lakers. Haywood niby robi to samo co Erick Dampier, ale jest bardziej regularny i nie łapie tylu fauli. Jest mobilniejszy i aktywniejszy w obronie, przez co dochodzi do wjazdów, do których Dampier się ledwo ruszał. Do tego może z dwóch-trzech graczy w lidze zbiera tak dobrze na atakowanej tablicy. Do tego - długo o tym myślałem, ale... - DeShawn Stevenson nawet wzmacnia ten team i dodaje w końcu kogoś kto pójdzie w ogień z każdym zawodnikiem tej ligi (choć po prawdzie wczoraj Johnson trafiał nad nim wszystko w 1 poł.). Zresztą, Butler jest równie agresywny na boisku. To buldog. A pomyślcie co będzie teraz, gdy NBA zabroniła mu koić swoje rozkołatane nerwy żuciem słomek?

Ostatnimi dniami po prostu uwielbiam oglądać Dallas. Ekscytujący team, gdzie nawet jak wchodzi ławka to są przynajmniej 2-3 solidne opcje strzeleckie, a przecież nie grali ostatnio w pełnym składzie. Do tego dochodzi świadomość tego co potrafi zrobić Dirk w końcówce i patrzenie na atak Mavs oczami J-Kidda.

Tak jak jednak zawsze brakowało tam tego elementu lekkiej brutalności, o której przecież marzą kibice każdej z drużyn, która chce walczyć o tytuł (bo czy tak nie jest Lakerlandzie? Denver?), tak teraz to zespół już nie tak jednostronny jak kiedyś, a gdy mówi się o wzmocnieniach trzeba też pamiętać o Marionie, który gra tam dopiero pierwszy sezon. Teraz Mavericks mają podstawową rotację, która może match-upować się z każdą drużyną NBA. Pokazują to po All-Star break. Nie będą mieli problemu z Dwightem Howardem czy Shaqiem, bo mają Haywooda i Dampiera. Z tego samego powodu nie będą mieć problemów z Bynumem i prawdopodobnie też z Pau Gasolem, choć ten już niemal nie jest izolowany w ofensywie Lakers. Carmelo? Jest Shawn Marion. LeBron? Kobe? Są Butler, Marion, Stevenson. Deron Williams? Ostatecznie postawią strefę, ale przecież - znowu - jest Marion, Stevenson.


OK, nie sugeruję, że będą w stanie zatrzymywać ludzi w pojedynkę - "ograniczyć" to lepsze słowo - bo to tak jakbym nie doceniał też poprawionej team-defense w tym sezonie.

Z drugiej jednak strony kto u licha zatrzyma Dirka? Nikt. Ani pechowa miłość z szulerką, ani żaden gracz w NBA. Nowitzki jest nie do zatrzymania jeśli dostanie piłkę tam gdzie lubi, a już Carlisle'a i Kidda w tym głowa, by uruchomić odpowiednie ku temu zagrywki.

Play-offy to czas match-upów, a Mavericks zebrali najwięcej talentu w całej swojej historii, co roku dokładając i niewiele tracąc. I są obecnie najgorętszym teamem w lidze. To już nie to samo Dallas utożsamiane z miękkim Dirkiem czy dającym się łatwo mijać Kiddem. Czuje sie, że są w końcu gracze, którzy za nimi staną i to uskrzydla ich od meczu w Orlando. Ofensywa screen&roll nadal działa idealnie pod Terry'ego i Dirka. Hubie Brown mówił zresztą w trakcie meczu, że być może nie ma też w NBA obecnie trenera, który miałby więcej zagrywek ofensywnych w swoim playbooku niż Rick Carlisle, nazywając go ofensywnym geniuszem. Tymczasem od All-Star break Mavericks są też liderem efektywności defensywnej. I jeśli ograli Lakers i wygrali w Atlancie bez Carona Butlera i Ericka Dampiera, to pomyślcie o tym jak mogą być silni, gdy zgrają się jeszcze lepiej. Wcześniej w pełnym składzie pokonali dobre ostatnio Phoenix i wygrali w Orlando. Od razu .

Wiem, że prawdopodobnie nie jesteście przyzwyczajeni do tej myśli, ale mam nadzieję, że oglądacie mecze, a jeśli nie to mamy bloga, by o tym wspomnieć - Mavericks będą w play-offach takim samym kandydatem do tytułu jak Nuggets i Lakers. Tylko to chciałem napisać.


Podziel się

MICHAEL JORDAN NOWYM WŁAŚCICIELEM CHARLOTTE BOBCATS

sobota, 27 lutego 2010 11:24

Image and video hosting by TinyPic

foto: Walter Ioos jr.

Przemek Kujawiński

No i stało się. Michael Jordan rozpoczyna nowy etap swojej kariery. Jak powiedział rzecznik prasowy Boba Johnsona Jordanowi, w piątkowe popołudnie, udało się zebrać grupę udziałowców (pod wdzięczną nazwą MJ Basketball Holdings LLC) i co za tym idzie wejdzie niebawem w posiadanie Charlotte Bobcats. Innym chętnym do kupna Bobcats był były menadżer Houston Rockets George Postols jednak to MJ miał pierwszeństwo.

Jako, że Jordan jest współwłaścicielem klubu od 2006 roku i "maczał palce" w większości ruchów kadrowych Bobcats, w Charlotte nikt nie spodziewa się większych rewolucji. Jordan, który dotychczas zajmował się 'operacjami koszykarskimi' teraz uzyska wpływ na wszelkie decyzje dotyczące klubu. Jak sobie z tym poradzi? Podejrzewam, że wciąż będzie mu się wypominać Kwame Browna i Adama Morrisona ale pamiętajmy też, że to MJ stoi za zatrudnieniem trenera Larry'ego Browna i pozyskaniem Stephena Jacksona. Póki, co jego kariera w tym biznesie miała swoje wzloty i upadki ale przecież podobnie było z jego karierą jako zawodnika. MJ nie od razu zaczął kolekcjonować tytuły mistrzowskie.

Jestem ciekawy jak Jordan wejdzie w swoją nową rolę. Czy mamy się spodziewać powrotu w światła reflektorów, wyzywania Marka Cubana na mecze jeden na jeden i trash-talk'u w czasie spotkań Bobcats, czy też raczej Michael będzie jednym z tych "nudnych" właścicieli, o których nikt nigdy nie słyszał i będzie się starał rządzić z cienia. Jednego możemy być pewni, natura Jordana nie pozwoli mu mierzyć w cele niższe niż mistrzostwa. Michael jeszcze raz wznoszący puchar? Tak, to jeden z widoków, które chciałbym zobaczyć. W NBA brakowało Jordana i kto wie, czy Michael znów nie da "w czasach kryzysu" impulsu do rozwoju tej ligi. Jeśli nie mieliście do tej pory powodów by kibicować Bobcats to właśnie jeden wam przybył.


Podziel się

STARY BAK - NOWE PALIWO, 40 PUNKTÓW WESTA, BYNUM UKARANY

sobota, 27 lutego 2010 8:08

źródło: Getty Images

Maciej Kwiatkowski

Świetna noc. 12 spotkań, cztery z dogrywkami (wyrównany rekord NBA). W pewnym momencie mieliśmy trzy dogrywki na raz. Ewidentnie liga zaczyna się rozkręcać, jak zwykle o tej porze po All-Star Weekend. Kilka wielkich indywidualnych dokonań plus Jason Kidd jest wszędzie gdzie nie spojrzę (ESPN, Yahoo). O, tutaj też.



Podziel się

FANTASY ALERT: DREW GOODEN

sobota, 27 lutego 2010 8:01

                                                                                                                                                             źródło: Getty Images


Sławek Mróz

Strasznie zróżnicowane pod względem celności były te moje ostatnie typy na okoliczność trade deadline. Jeżeli udało Ci się pobrać Blatche - moje gratulacje. Jeżeli Twój wybór padł na Josha Howarda... Cóż, kolejny to pechowiec, który niezwłocznie po moim poście polecającym raczył zrobić mi psikusa i popsuć sobie kolano. Tak serio pisząc - szkoda chłopaka, bo miał szansę wreszcie sobie pograć ale z drugiej strony, Wizards ostatnio i tak zadziwiają!

Oczywiście, tamta wyliczanka nijak nie wyczerpała tematu. Uwagę fantasy managos skupili też, między innymi, nowi gracze Knicks czy Taj Gibson, który zyskał na odejściu Tyrusa Thomasa i problemom zdrowotnym Joakima Noah (wiLQ nie odmienia tego nazwiska, bo niby tak wychodzi z fonetyki, niech mu będzie).

A ja dziś pragnę zwrócić Twoją uwagę na fakt, że z całego tego zamieszania Los Angeles Clippers wyszli wreszcie z klasycznym silnym skrzydłowym na pokładzie. Wreszcie, bo Griffina nie liczę, Camby to dla mnie jednak bardziej center, a Thornton to już całkiem nie wiem kto. Pomniejszych, jak Smith, nie liczę także.

Do Clips trafił oto Drew Gooden, zgarnięty jak dotąd w co trzeciej lidze yahoo. Ten sam, który gral w Dallas dobre spotkania na zmianę z Ericem Dampierem, doprowadzając właścicieli obydwu do szewskiej pasji. Tym razem ma szansę pograć więcej i bardziej regularnie. Że dla słabszego teamu i że niby mniejsza to motywacja? Spokojnie, nie dla zawodnika grającego o kontrakt.

15.8 PPG, 13.7 REB, 0 3PT, 0.9 AS, 1.4 TO, 0.7 ST, 1.3 BL, 47% FG (12.9 FGA), 94% FT (3.8 FTA)

Czy to statystyki PFa z grupy first-tier? Nie. To statystyki naszego bohatera z meczów niniejszego sezonu, w których przebywał na parkiecie nie mniej niż trzydzieści minut.

I w zasadzie powyższe liczby mogą zastąpić wszystkie moje wypociny. Bo czegóż trzeba więcej, by Cię przekonać? Przyznam szczerze - sam jestem zaskoczony. Gdy przystępowałem do obliczeń, spodziewałem się statystyk dobrych, ale wyniki obliczeń przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

To jak?... Dostępny jest jeszcze Gooden w Twojej lidze?

Podziel się

KOSZYKARSKIE IQ? JASON KIDD JEST NA SAMYM SZCZYCIE

sobota, 27 lutego 2010 5:56
Maciej Kwiatkowski


(Wielka noc w NBA, mam nadzieję, że nie spaliście)


OK. Jest wielu zawodników w NBA z być może wcale niegorszym koszykarskim IQ niż Jason Kidd. Tim Duncan, Steve Nash, Kevin Garnett, LeBron James chociażby. Kobe Bryant też jest z pewnością w tym gronie, ale pamiętacie co mówił Bryant o grze z Kiddem podczas Igrzysk i rok wczesniej w FIBA Americas? Albo czemu weteran Kidd zaczynał mecze w pierwszej piątce amerykańskiej kadry w Pekinie, skoro za jego plecami byli Chris Paul i Deron Williams?


Zresztą. Jason Kidd gra od tak dawna, że nie ma sensu tu przytaczać historii, które mają dowieść temu o czym powinniście wiedzieć dobrze.


Krótko: J-Kidd zaliczył 104 triple-doubles w swojej karierze, a w tym sezonie znowu jest liderem w skuteczności za trzy w swoim zespole (w którym grają tacy strzelcy jak Dirk czy Terry). A przecież kiedyś nazywano go "Ason Kidd".


Uwielbiam weteranów. Na to co młode i atletyczne jeszcze przyjdzie czas, ale póki mamy w grze takich weteranów jak Kidd nikt nie powinien skazywać ich z góry na równie pochyłą i nie zauważać ich gry (!). A pamiętam dobrze co działo się, gdy Mavericks oddali za niego Devina Harrisa.


Podczas (znakomitego) meczu minionej nocy Mavericks przegrywali już jedenastoma punktami na ok. 4 minut przed końcem, by zrobić run 12-0 w 99 sekund. Gdy mecz był na styku, na 1:37 min. przed końcem czwartej kwarty Kidd wbiegł rozpędzony w ...Mike'a Woodsona, trenera Atlanty Hawks, który zagapił się i wszedł około metr w głąb parkietu.

"Zobaczyłem go na parkiecie i po prostu musiałem coś zrobić. Musiałem coś wymyślić. To było instynktowne. On nie powinien się przecież w tym czasie znajdować na boisku, ale z jakiegoś powodu trenerzy lubią się pokazywać na parkiecie w trakcie meczu. Zrobiła się z tego jakaś moda... Jestem zaskoczony, że to co zrobiłem nie dzieje się częściej".


Sędziowie po naradzie odgwizdali słusznie faul techniczny na Mike'u Woodsonie, Dirk Nowitzki trafił rzut wolny, Mavs doprowadzili do dogrywki, w której kontynuowali dalej swoją świetną grę. Wygrali 111:103.

Jason Kidd zdobył 19 punktów, trafiając 3 trójki w crunch-time, dodał 16 zbiórek i 17 asyst.

Tylko dwóch koszykarzy od 1986 r. (od tego roku Basketball-Reference dysponuje bazą danych z game-logami) zaliczyło takie osiągnięcie: Magic Johnson i Jason Kidd ...teraz już dwa razy.

Popołudniu w day-to-day więcej o samym meczu i o tym czemu Dallas Mavericks w końcu muszą być brani na poważnie jako kandydat do mistrzostwa - innym razem. 6-1 od All-Star break, wygrane z LA Lakers, Phoenix, Miami i na wyjeździe z Orlando i Atlantą.

Mike Woodson:  "Zrobił to co musiał zrobić. Poniosłem zasłużone konsekwencje"


Podziel się

ZAGADKA PORANNA

sobota, 27 lutego 2010 5:55
Przemek Kujawiński

Pytanie brzmi, którzy z zawodników widocznych na zdjęciu grają obecnie w NBA:

Image and video hosting by TinyPic



Smutnym panem z poprzedniej zagadki był Jameer Nelson, który właśnie "prawie" awansował ze swoimi Saint Joseph's Hawks do final four turnieju NCAAJameer poprowadził swój zespół to najlepszego bilansu w historii jednak nie trafił decydującego rzutu w ostatnich sekundach meczu z Oklahoma State Cowboys.

Podziel się

ALVIN ROBERTSON OSKARŻONY O... HANDEL LUDŹMI

piątek, 26 lutego 2010 22:11
Były zawodnik San Antonio, Milwaukee, Pistons i Raptors Alvin Robertson został oskarżony o udział w porwaniu i zmuszaniu do seksu i stripteasu 14-letniej dziewczynki. Zarzuty seksualnej napaści na dziecko, handlu dziećmi w celach seksualnych i zmuszania do czynności seksualnych postawiono też 6 innym osobom w tym dziewczynie Robertsona (który jako jedyny z tego grona wciąż przebywa na wolności). Nie jest to pierwszy przypadek konfliktu z prawem w przypadku 4-krotnego All-Star. W 1990 roku spędził miesiąc w więzieniu za pobicie swojej byłej żony. W 1997 roku skazano go na rok więzienia za wykorzystywanie swojej byłej dziewczyny. W 2007 roku aresztowano go ponownie z powodu zarzutów związanych z przemocą domową. To o co jest oskarżony obecnie przebija jednak wszystko. Jeśli zarzuty okażą się prawdziwe David Stern powinien poważnie się zastanowić jak wymazać quadruple double  Robertsona z ksiąg ligi... pk

Roman Polański byłby dumny. Sick! 

Update: Po przemyśleniu sprawy zdałem sobie sprawę, że nieco mnie poniosło. Nie mam zamiaru zmieniać tego, co napisałem wcześniej ale zdaję sobie sprawę, że Robertsonowi nic jeszcze nie udowodniono i oceniam go przede wszystkim na podstawie jego wcześniejszych "wyczynów". Są to pewne podstawy ale wciąż nie na tyle duże, żeby palić kogoś na stosie. Poczekajmy więc na wyrok sądu.

Podziel się

JARVIS VARNADO POBIŁ REKORD WOJCIECHA MYRDY

piątek, 26 lutego 2010 17:10
Kosi z CollegeHoops.pl kilka dni temu uruchomił pierwszego mi znanego bloga o NCAA i robi to pełną parą, codziennie dodając po kilka notek, wideo i ciekawostek. Oto jedna z nich:

 

Przypomnijmy, że w ostatnim spotkaniu przeciwko Alabama, center Mississippi State wpisał się do historii NCAA stając się liderem w liczbie zablokowanych rzutów mając ich na koncie obecnie 536.

Można by powiedzieć wydarzenie niespotykane, a mimo to zainteresowanie ze strony mediów niezbyt wielkie. Dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że poprzedni rekordzista Wojciech Myrda jest graczem dość anonimowym. Prawdopodobnie gdyby ten rekord należał do jakieś wielkiej obecnej lub byłej gwiazdy NBA to i wyczyn były bardziej doceniony. A może dlatego, że średnia bloków z kariery na poziomie 4,03 nie jest wcale tak imponująca, jak choćby Davida Robinsona (5.24), Adonala Foyle'a (5.66), Shaquille'a O’Neala (4.58) czy EmekaiOkafora (4.28). Trudno zgadnąć. W każdym razie doceńmy ten niebywały wyczyn.

Jeszcze garstka statystyk.

1. Jarvis Varnado (Mississippi State - 2007-2010) - 536
2. Wojciech Myrda (Louisiana Monroe - 1998-2002) - 535
3. Adonal Foyle (Colgate - 1994-1997) - 492
4. Tim Duncan (Wake Forest - 1993-1997) - 481
5. Alonzo Mourning (Georgetown - 1988-1992) - 453


I na koniec małe porównanie. Varnado mimo średniej 5.1 bloku na mecz nie jest liderem NCAA. Freshman Hassan Whiteside z Marshall ma średnią na poziomie 5.2.


Powinniście sprawdzić ten blog. Znajdziecie go pod adresem www.aboutncaa.blogspot.com. Nie tyle co zachęcamy, ale nalegamy byście to zrobili.
Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 204  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718204

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0