Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




DEFENSE JAMESA HARDENA NA KOBE'M

poniedziałek, 28 lutego 2011 23:47

 

 

Maciej Kwiatkowski

 


Zwycięstwo to zwycięstwo i ono jest najważniejsze. Kobe Bryant spudłował trzy rzuty przez ostatnie 2.5 minuty meczu z Oklahomą City Thunder, ale trafił ten najważniejszy na 56 sek. przed końcem, podczas gdy Kevin Durant i Russell Westbrook stracili piłkę w kolejnych akcjach z rzędu.



Często jednak bywa tak, że dobre rzeczy nie są wystarczająco wytłuszczane wobec porażek - tak jak byłoby, gdyby zespół wygrał. Dzieje się tak jednak zwłaszcza odwrotnie. Te złe rzeczy bywają szybko zagłuszane w głowach kibiców kolejnym "W" czy "Win" obok terminarza.



Blog "Daily Thunder" skompilował klip pokazujący obronę Jamesa Hardena na Kobe'm Bryancie podczas niedzielnego meczu. Byłem w lekkim szoku, że Harden potrafi bronić tak dobrze, ale - jak pisałem w recapie tego meczu - przed Hardenem bardzo dużo nie otwartych komnat (co brzmi  bardziej jakbym wypiął cartridge "Avalona" z mojego Atari ST) i mam wrażenie, że w jego przypadku wszystko leży w psychice, pewności siebie. Nie widzę powodu, dla którego nie miałby być graczem tak dobrym jak w tym sezonie stał się Eric Gordon, a Wy?


Jedną z niewielu optymistycznych rzeczy jakie Thunder mogliby wyjąć z tego meczu, jest też fakt, że bardzo podobny klip możnaby skompilować z zagrań w obronie Thabo Sefoloshy. Bryant musiał się bardzo mocno napracować, żeby trafić 8 z 22 rzutów (17 punktów). Kluczem było trzymanie go z dala od linii, ale Thunder raz jeszcze nie poradzili sobie z podkoszowymi Lakers.


Podziel się

MIKE BIBBY ŻEGNA SIĘ Z WIZARDS I ZE SWOJĄ PENSJĄ

poniedziałek, 28 lutego 2011 23:29

Przemek Kujawiński

 

Mike Bibby jest wolny.

 

W obu znaczeniach tego słowa.

 

Washington Wizarsds wykupili jego kontrakt i Mike może szukać sobie nowego klubu. Bibby zrezygnował  ponoć z całości swojego wynagrodzenia za ostatni rok kontraktu, czyli zostawił na stole 6,4 miliona dolarów. Podstawowym powodem jest oczywiście fakt, że nie był szczególnie zadowolony, że po 9 latach z rzędu w playoffs będzie musiał pojechać na wcześniejsze wakacje. Wizards bywają dobrze tylko gdy przegrywają minimalnie w końcówkach.  Decyzję o oddaniu pieniędzy ułatwił też pewnie potencjalny lockout w przyszłym sezonie.

 

Bibby kończy w maju 33 lata, ale tak jak Steve Nash po trzydziestce zaczął starzeć się w tempie 3 miesięcy na tok, tak jemu w każdym sezonie przybywają 3 lata. W ostatnich sezonach podkoszowi przeciwnych drużyn widzący go w okolicach obręczy otwierali szeroko usta i pytali: "To Ty Mike? Co Ty tu robisz?"

 

Bibby nie wchodzi pod kosz, nie otwiera swoim kolegom drogi do kosza i przede wszystkim jedyną osobą przed którą jest jeszcze w stanie w tej lidze utrzymać się na nogach jest Greg Oden o kulach.

 

Dlaczego więc ktokolwiek powinien być wciąż zainteresowany? Ano są w NBA zespoły, które w ciemno wezmą 2 trójki w meczu na skuteczności 44% i doświadczenie z lat walki w playoffs. Całkiem przy okazji zespoły te nie potrzebują też najczęściej typowej jedynki.

 

W pierwszej kolejności zainteresowanych wymienia się oczywiście wysypisko weteranów, czyli Miami Heat (gdzie gra już jego szwagier Eddie House), Los Angeles Lakers (duet najszybszych rewolwerowców na dzikim zachodzie Fisher-Bibby), San Antonio Spurs (Tony Parker opuści następne 2 do 4 tygodni), Portland Trail Blazers (w spacerowym tempie w Rose Garden Bibby czułby się dobrze), Boston Celtics (ktoś jednak musi grywać za plecami Rajona Rondo - poza tym Shaq wreszcie nadążałby za akcją) i Denver Nuggets (Ray Felton kuli się pod kołdrą i popłakuje cicho).



 



Podziel się

TONY PARKER OPUŚCI 2-4 TYGODNIE

poniedziałek, 28 lutego 2011 23:24

 

Maciej Kwiatkowski

 

Od kilku lat powtarzam (najczęściej innym pijącym właśnie alkohol obok mnie), że Manu Ginobili może nie jest w dziesiątce najlepszych graczy na Świecie, ale gdy jest w swojej najwyższej formie jest jednym z pięciu najlepszych zawodników na planecie (im więcej alkoholu, tym mówię "czterech", "trzech!"). Ginobili potrafi zdominować grę poprzez trafianie step-back trójek, euro-step i wejścia pod kosz, grę pick/roll, charyzmatyczny defense 1-on-1, help-defense, przechwyty w koźle, przechwyty w help-defense czy kontrolowanie meczu z pozycji rozgrywającego.



Jest szansa, że przez najbliższe 2-4 tygodni Ginobili realnie włączy się do rywalizacji o MVP. Niektórzy już teraz widzą go w Top 5 jako najlepszego zawodnika Spurs, ale to ci którzy patrzą dużo bardziej niż inni przez pryzmat wyniku. Następne kilka tygodni jest dla nich - Ginobili będzie musiał grać jak kandydat do Top5 MVP jeżeli Spurs chcą w spokoju pozostać do końca rozgrywek z najlepszym wynikiem w NBA.



Spurs rozpoczęli aż 58 z 59 dotychczasowych spotkań wyjściowym składem Parker-Ginobili-Jefferson-Blair-Duncan. Jak poinformował jednak klub, u Parkera zdiagnozowano nadwyrężenie mięsnia płaszczkowatego łydki. Jest to kontuzja, której doznał wczoraj w drugiej kwarcie wygranego meczu z Memphis Grizzlies. Parker opuści od 2 do 4 tygodni.



Rok temu Los Angeles Lakers przegrali 7 z 11 ostatnich meczów sezonu regularnego, po czym zdobyli mistrzostwo NBA, ale wkraczamy właśnie w okres, w którym zespoły będą nabierać ostatecznego kształtu i timing tej kontuzji Francuza nie jest najlepszy. Na szczęście nie jest to jednak kolejny odcinek problemów Parkera z kostką, a George Hill będzie miał okazję grać po 36-38 minut, co robiłby w połowie klubów ligi.

 

Oto terminarz Spurs na najbliższe dwa tygodnie: Memphis (wyjazd), Cleveland (wyjazd), Miami (dom), LA Lakers (dom), Detroit (dom), Sacramento (dom), Houston (wyjazd), Miami (wyjazd) i być może zobaczymy Parkera 19 marca w meczu na wyjeździe w Dallas, który Spurs rozegrają po czterech dniach przerwy.



Wygląda jednak na to, że zapowiedź ewentualnego finału Spurs-Heat pozostawi nas z jedną poważną wyrwą w składzie San Antonio. Pierwsza poważna przeszkoda w sezonie ekipy Gregga Popovicha i zobaczymy jak poradzą sobie z tym Spurs, i czy mecz 19 marca będzie tym, przy okazji którego będziemy się zastanawiać nad szansami Dallas na wyprzedzenie San Antonio w tabeli Zachodu.


 



Podziel się

BUTLER DOŁĄCZY DO CHICAGO BULLS

poniedziałek, 28 lutego 2011 22:06

Maciej Kwiatkowski

 

Nie jestem chyba jedynym, który dziwi się patrząc właśnie na stronę Rasuala Butlera - 31 lat?  Akurat z odwrotnych przyczyn czaiłem się kilka lat temu po płaszcz z pagonami na ramionach. Kiedy ogląda się Butlera w akcji trudno zauważyć, że to już schyłek jego kariery i nie jest to żadna uszczypliwość - gość jak był tak jest, a nawet jest jeszcze bardziej spot-up shooterem niż kiedyś. Po prostu jest w jego grze dużo pozytywnej energii - inaczej - nie nagrał się wiele przez te 9 lat.



Czy ktoryś z kontenderów potrzebuje spot-up shooterów bardziej niż inny?



Ric Bucher z ESPN doniósł, że Los Angeles Clippers wykupili kontrakt Butlera. Ten znajdzie się w poniedziałek na liście "waivers" i w środę będzie mógł podpisać nowy kontrakt. Jak podał Bucher, Butler podpisze umowę z Chicago Bulls, gdzie bardzo się przyda Tomowi Thibodeau w drugiej części sezonu. Być może jako starter na pozycji rzucającego obrońcy, choć na pewno bardziej jako zmiennik na "trójce", gdzie ograniczenie minut Luola Denga w drugiej części sezonu powinno być drugim celem Bulls, tuż po zgraniu ze sobą line-upu podkoszowego Boozer/Noah oraz zgraniu tego line-upu z pozostałymi.

 

Tak jak dobrze grają Bulls w tym sezonie - nadal mają 17. atak w NBA i swój postęp zawdzięczają progresowi po bronionej stronie boiska (z 11. na 2. miejsce). Ale okej, niech będzie - Derrickowi Rose'owi też trochę, troszkę, troszeczkę.

 

W poprzednim sezonie Butler zaliczał średnio 11.9 punktów i 2.9 zbiórek. W tym sezonie jego średnie spadły, bo i grał mniej. Clippers podpisali latem Ryana Gomesa i dali mu miejsce w pierwszej piątce, a w drafcie wybrali inną "trójkę", Al-Farouqa Aminu. Gdy dodać do tego sprowadzenie Randy'ego Foye'a - dla Butlera zabrakło miejsca w rotacji.



Największym skillem Butlera są rzuty za trzy, które w karierze trafia ze skutecznością 36 procent. Jest też w jednej kwestii podobny Butler do Jamesa Jonesa - jest bardzo przeciętnym atletą, ale zupełnie niezłym, wysokim (201) i przydatnym obrońcą, który nie ryzykuje i popełnia niewiele błędów. Jego sprowadzenie do Bulls nie jest więc spowodowane tylko żądzą poprawienia spacingu z pozycji 2/3.

 




Podziel się

MURPHY NIE DLA ORLANDO?

poniedziałek, 28 lutego 2011 21:29

Maciej Kwiatkowski

 

 

To nie "Jersey Shore", to Troy "The Situation" Murphy.



Jak donosi Tim Kawakami z "San Jose Mercury News", Troy Murphy, który w sezonie 2008/09 zbierał 32% piłek na bronionej desce uzgodnił warunki buy-outu z Golden State Warriors i jest teraz panem sytuacji.

 

Kawakami dodaje też, że Troy-z-marchwi i Warriors ustalili, że 30-latek nie podpisze kontraktu z żadnym klubem Konferencji Zachodniej. Warriors ponoć usiłowali przehandlować Murphy'ego od razu po tym jak otrzymali go z New Jersey Nets. Negocjowana wymiana z Cleveland Cavaliers, w której Warriors mieli wziąć na siebie kontrakt Jamisona w sezonie 2011/12 razem z wyborem w pierwszej rundzie draftu nie doszła skutku.



W przeciągu kilku godzin powinniśmy poznać nowy klub Murphy'ego, który dotychczas ten sezon może uznać za stracony. Kontuzja, która wykluczyła go z obozu przygotowawczego, razem z bardzo dobrą grą Kirka Humphriesa i uprzedzeniem do niego Avery'ego Johnsona sprawiła, że Murphy spędził na parkiecie w tym sezonie tylko 288 minut.



Marc Stein z ESPN doniósł w niedzielę późną nocą, że Murphy bierze pod uwagę tylko dwa kluby: Boston Celtics lub Miami Heat. Co ciekawe - nie ma w tym gronie Orlando Magic czy New York Knicks, którym mógłby się przydać nawet bardziej.





Podziel się

"BARDZIEJ ATLETYCZNY MAGIC JOHNSON"

poniedziałek, 28 lutego 2011 20:15

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Hej, nawet Magic był znany przez pierwszą połowę kariery z problemów w crunch-time!

 

Ok, wczoraj mieliśmy trzy bloki Tima Duncana na Zachu Randolphie w jednej akcji (+ czwarty DeJuana Blaira) - murowane Top10 bloków sezonu. Mieliśmy też murowane Top10 asyst. Top5? Top3? Asysta sezonu?


Podziel się

NIEZLATERALIZOWANY JEDNOSTRONNIE WESTBROOK

poniedziałek, 28 lutego 2011 20:03



 

Maciej Kwiatkowski

 

LeBron James jest obiektywnie najlepszym graczem NBA w kontratakach (subiektywnie, jeśli rzeczywiście oglądasz mecze), ale tuż tuż za nim jest Russell Westbrook, który nie tylko potrafi dostać się w kontrze pod kosz, ale zatrzymać się na piątym metrze i trafić PUJITa (pull up jumper in transition). James miał wczoraj genialny no-look pass i nie zabrakło pewnie kandydatów do Top10 nawet w tych trzech i pół meczów jakie widziałem, ale w powyższej akcji Westbrooka było tyle rytmu, tyle flow i w dodatku najważniejsze aspekty zagrania zostały wykonane tą słabszą ręką, że na kilka minut zatrzymałem sobie cały mecz Lakers/Thunder, żeby kilka razy obejrzeć powtórkę.

 

Dygresja: a propos lewej ręki Westbrooka. Jeff Van Gundy powiedział wczoraj coś o czym szczerze mówiąc nie wiedziałem (no, ale nie mi płacą tysiące dolarów za komentowanie meczów w ESPN) i nie zauważyłem. Westbrook poprawił kończenie pod koszem lewą dłonią, ale nie miałem pojęcia, że nie ma jednostronnej lateralizacji jak większość z nas (kudos dla Pani Mac za to zręczne określenie) - je lewą dłonią, pisze lewą dłonią, rzuca prawą.

 

Ten Westbrook z pierwszej połowy niepostrzeżenie zaginął zupełnie w drugiej i Thunder przegrali mecz ze skoncentrowaną obroną Lakers. 22-latek jest jednak gwiazdą NBA nie tylko dlatego, że technicznie jest już All-Starem, ale dlatego, że potrafi w krótkich okresach czasu przejmować wydarzenia po obydwu stronach parkietu. Miałem szczęśćie widzieć wczoraj jak zrobili to Manu Ginobili, James, Lamar Odom i właśnie Westbrook. To znak, że zbliżamy się do play-offów i mecze naprawdę zaczynają nabierać charakteru.


Podziel się

GAME-WINNER CHANNINGA FRYE'A

poniedziałek, 28 lutego 2011 19:37

 

Maciej Kwiatkowski

 

Nie ma grama przesady w stwierdzeniu, że Steve Nash jest w ofensywie najlepszym rozgrywającym w lidze. W końcu u boku kogo innego Marcin Gortat wygladąłby jak gorsza wersja Amar'e Stoudemire'a? Gortat zdobywa średnio 13/10 w ostatnich 18 meczach, ale najlepszym graczem Phoenix obok Nasha jest w ostatnich tygodniach Channing Frye.

 

Frye zdobywa średnio 17.5 pkt i 8 zbiórek w ostatnich 10 meczach, nie tylko grając jako spot-up shooter. W powyższym zagraniu w zasadzie w ten sposób wygrał dla Suns mecz w Indianie, ale Frye pracuje nad swoją grą tyłem do kosza czego efekty widać coraz częściej. Oczywiście o jego lepszej grze  nadal decyduje przede wszystkim rzut  i fakt, że od miesiąca trafia co drugi z nich. Kto wie na ile tandem Frye/Gortat będzie w stanie zastąpić Suns to co dawał Amare, ale jeżeli łódzko-nowojorski duet utrzyma ten poziom gry, to awans do play-offów nagle nie powinien być dla Suns problemem. w

 


Podziel się

GDZIE SPURS MIELI SUPERBOHATERA I W KOŃCU TROCHĘ POD GÓRKĘ

poniedziałek, 28 lutego 2011 17:07

Maciej Kwiatkowski

 

(33-28) MEMPHIS @ (49-10) SAN ANTONIO 88:95


Jeżeli nie widzieliście tego meczu, to pewnie spojrzeliście na wynik i pomyśleliście "nic ciekawego".



Tymczasem, niezupełnie. Po tym meczu nie mogłem zrobić nic tylko zasnąć w trzeciej kwarcie wygranej Knicks w Miami (36 % z gry i 21 strat po przerwie; na post o tym musicie poczekać jednak do jutra).

 

San Antonio Spurs zaliczyli jedno ze swoich lepszych zwycięstw w tym sezonie, napotykając na jedną z niewielu przeszkód na drodze do tak znakomitego bilansu. Bez Gary'ego Neala od pierwszego gwizdka i bez Tony'ego Parkera w drugiej połowie, swój najlepszy mecz w sezonie rozegrał Manu Ginobili (35 pkt, 8 as., 6 zb., 2 prz., 1 blk), otrzymując pomoc od swoich podkoszowych.



Nie widziałem lepszego meczu Ginobiliego w tym sezonie. Kiedy Manu robi wsady z naskoku, kończąc je oburącz, to znaczy to niemal oficjalnie, że ostatni próg został przekroczony i znajdujemy się w świecie, w którym rządzi Ginobili, a my tylko płacimy podatki.



Argentyńczyk kompletnie przejął mecz na przełomie pierwszej i drugiej kwarty, zasysając statystyki w różnych kategoriach tak jak maszyna losująca Dużego Lotka zasysa bile do różnych otworów. Następnie Manu wrócił w czwartej kwarcie, żeby zapewnić zwycięstwo Spurs. Bez Neala, Parkera i ze słabo grającym George'm Hillem, Spurs mieli tylko jedno, dobrze działające ogniwo w swoim najlepszym backcourcie w lidze. Z pomocą przyszedł jednak inny kwartet - podkoszowych.



Wysocy Spurs przegrali deski tylko 40-41, zmagając się z najbardziej - pardon - upierdliwym graczem na atakowanej tablicy w historii NBA. Zach Randolph zaliczył znakomitą linijkę na pierwszy rzut oka - 24 punkty, 17 zbiórek (10 ataku), 5 asyst i 0 strat?! Grizzlies wygraliby jednak ten mecz, gdyby Randolph był w stanie trafiać spod kosza (7/25). Poniższa akcja powinna znaleźć się w pierwszej piątce bloków sezonu.


 

 

 

Spurs, kierowani przez Ginobiliego prowadzili już 41:21, ale Sam Young zakończył kwartę, poprawiając niedawny wynik LeBrona Jamesa, który miał 6 punktów z kontrataków w 48 sekund meczu przeciwko Chicago Bulls. Young zrobił to samo, ale w czasie o sekundę krótszym i Grizzlies przegrywali już tylko 35:43.



Bez Parkera, który naciągnął mięśnie lewej łydki, Grizzlies grając naprawdę bardzo, bardzo ambitnie i bardzo dobrze w obronie (a mają tam kim grać) odrobili straty w trzeciej kwarcie i wyszli na prowadzenie. Kiedy wydawało sie, że Spurs przekonają się jak to jest grać w osłabieniu nie jednym, ale dwoma zawodnikami z podstawowej rotacji i przegrać mecz, Matt Bonner (12 pkt, 4/5 za 3) uratował wieczór, trafiając cztery trójki w sześć minut.

 

Ginobili zaliczał świetne momenty, nie tylko rzucając punkty, ale podając piłkę. Pick&rolle, które grał razem z DeJuanem Blairem miały w sobie coś z Harlem Globetrotters i nie siedzę teraz na koniu jadąc tyłem. Blair, Duncan, Bonner i Antonio McDyess zatrzymali Randolpha i Marca Gasola na 8/32 z gry, a wobec braku Rudy'ego Gay'a, Grizzlies nie mieli żadnej broni z pozycji 2/3. Punkty z kontrataków Younga były jego jedynymi w tym meczu. O.J. Mayo grał 16 minut i nie zdobył punktu, a Tony Allen miał 5 fauli w 19 minut. Shane Battier grał 30 minut, ale to Battier - miał tylko osiem punktów jako spot-up shooter.



Spurs trafili tylko 30 rzutów z gry, ale asystowali aż przy 22. Zagrali z poświęceniem, notując 17 przechwytów + bloków, a co nader ważne zaczęli trafiać za trzy (9/21), wtedy gdy Grizzlies już byli w ogródku i witali się z gąską. Nazbyt głupie faule Grizzlies na starcie czwartej kwarty kosztowały ich potem utratę szans. Jeszcze przed połową ostatniej części meczu Spurs byli na linii po każdym faulu. Ginobili trafił 13 z 16 i Spurs odzyskali przewagę w czwartej kwarcie, naprawdę wygrywając ten mecz. To nie Grizzlies go przegrali, bo zagrali z nie mniejszym poświęceniem, ale nie mieli po prostu odpowiedzi na Ginobiliego, w wieczór, gdy Randolph nie pierwszy już raz fatalnie pudłował w meczu przeciwko jednemu z kontenderów. Nazwałbym to syndromem Carlosa Boozera, z tą różnicą, że Randolph nie przestaje nigdy próbować, co i z niego czyni superbohatera, nie bardzo jednak lubianego przez dzieci.




Podziel się

GDZIE LAKERS TRAFIAJĄ W CZUŁE PUNKTY THUNDER

poniedziałek, 28 lutego 2011 16:10

Maciej Kwiatkowski


(42-19) LA LAKERS @ (36-22) OKLAHOMA CITY 90:87


Scott Brooks nie miałby nic przeciwko, gdyby mógł zacząć korzystać z Kendricka Perkinsa. W piątek Dwight Howard zdobył 40 punktów i 15 zbiórek przeciwko Thunder. W niedzielę Andrew Bynum miał 16 punktów, 10 zbiórek i 5 bloków, będąc najlepszym graczem na parkiecie.



Zamiast tego Brooks powierzył 37 minut Serge'owi Ibace, 32 Nickowi Collisonowi i 10 z ławki Cole'owi Aldrichowi, którzy nie mogli sięgnąć tam gdzie Bynum, który - co byłoby jednym z najlepszych komplementów jakie usłyszał w życiu - grał z wigorem i determinacją młodego Charlesa Oakley'a.



Thabo Sefolosha i James Harden zwłaszcza grali momentami znakomity defense na Kobe'm Bryancie (17 pkt, 8/22) kradnąc mu piłki, blokując i świetnie kontrolując pierwszy ruch Black Mamby. To Bryant jednak zdobył kluczowe punkty na pięćdziesiąt kilka sekund przed końcem. Pan kierownik wrócił na salę sprawdzić czy harcerze ułożyli wszystkie krzesełka w rogu, po czym zgasił światło i wyszedł na piwo. Dobra robota chłopaki!



W końcówce nie pierwszy raz zawiódł Russell Westbrook (22 pkt, 6 as.), który w ostatniej minucie wpadł na Pau'a Gasola (18 pkt, 11 zb.), po tym jak Ron Artest akcję wcześniej zabrał piłkę Kevinowi Durantowi (21 pkt) Lakers ograniczyli Thunder do zaledwie 31 punktów w drugiej połowie i mieli 43 punkty, 28 zbiórek od swojego trio pod koszem, przy tylko 11 punktach, 22 zbiórkach trio Thunder.



Kluczem do zwycięstwa Lakers była też gra ławki rezerwowych. Lamar Odom (9 pkt, 7 zb., 5 as.) zdominował kilka minut w drugiej kwarcie, zaliczając kilka punktów i genialnych akcji, jak podanie pod samą obręcz do Bynuma czy dwa kolejne przechwyty. Im bardziej spocony jest świeci się Odom, tym w większym jest gazie. Shannon Brown trafił dwa wielkie rzuty w drugiej kwarcie, a Lakers wyszli z czternastu punktów straty (22-36) do 44:45.



Westbrook miał 17 punktów w pierwszej połowie, robiąc wszystko co chciał, ale tylko pięć zdobył po przerwie. Durant natomiast może jeszcze długo nie wyjść spoza tego co robi z nim w obronie Ron Artest. Sefolosha i Ibaka to defensywni specjaliści, więc teraz kolejnym zadaniem Thunder będzie zastąpienie 16 punktów na mecz Jeffa Greena. James Harden miał 14, ale znakomite fragmenty gry przeplatał sekwencjami, w których nadal jest zbyt mało agresywny w ataku, tam gdzie naprawdę mógłby dominować, zwłaszcza wchodząc pod obręcz. Westbrook i Durant mieli do tego razem 12 strat przy 9 asystach.



Lakers wygrali czwarty mecz z rzędu, grając twardo i pewnie do końca. Wyższość Lakers nie opierała się na świadomości przewagi talentu, tak irytującej wtedy, gdy nie chcą się spocić, ale była poparta pracą w obronie i energią od role-players. Artest spędził na parkiecie aż 37 minut. Nadal jeszcze znikał gdzieś na długie fragmenty, ale trafił też kilka rzutów, podchodząc do nich z dużo większą pewnością, w lepszym rytmie niż przed Weekendem Gwiazdem. 24 punkty, które w poprzednim tygodniu zdobył w Portland nie są bez znaczenia. To pozwoliło Philowi Jacksonowi trzymać go na parkiecie przez tak długi czas. Bardzo dobrze grali Odom, Brown. Dobrze spisał się Steve Blake i nagle Bryant z Gasolem otrzymali w końcu trochę pomocy w grze ofensywnej, nie mówiąc o Bynumie, który czyścił kominy w Oklahomie. Nawet Steve Blake zdobył swoje 5 punktów rzutami z daleka w rytmie NBA Jam.


Perkins na pewno przydałby się pod koszem, ale skąd Thunder wezmą punkty z Lakers, jeżeli Durant będzie tak ograniczany przez Artesta?

 



Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 206  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718206

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0