Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




PODSUMOWANIE I TOP 10 AKCJI 28 LUTEGO: 'COME ON FEET'

środa, 29 lutego 2012 14:03

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Przygotowuję się na przyjęcie 55 tysięcy kibiców w okolicach balkonu. A póki co - drugi sport świata i najlepsza liga:

 

Dallas Mavericks liczą na to, że Otis Smith nie uzna w tym sezonie żadnej oferty za atrakcyjną i zostawi Dwighta Howarda w składzie do końca sezonu. Wtedy Mavericks mieliby szansę sprowadzić go w lipcu jako niezastrzeżonego wolnego agenta. To nie był jednak ulubiony wieczór Mavericks z kilku powódów, m.in. dlatego bo sprawili, że wzrosła wartość transferowa pewnego centra New Jersey Nets. Brook Lopez może zbiera poniżej ligowej przeciętnej dla środkowych ale nie potrzebujemy wszystkich palców jednej ręki, aby wymienić centrów, którzy mają lepszego nosa do zdobywania punktów. Nawet jeśli Lopez nie jest klasyczną, grającą tyłem do kosza piątką, a raczej czymś między 4/5, to jest w jego grze coś z ery lat 90-tych. Miał 38 punktów na skut. 17/28 przeciwko Dallas Mavericks w meczu, w którym praktycznie nikt inny nie mógł trafić połowy swoich rzutów - zwłaszcza Mavericks (0/13 w pierwsze 9 minut czwartej kwarty) -  a więcej było podtekstów poza parkietem niż samej gry. Jason Kidd powiedział przed meczem, żę chętnie stanie się rezerwowym, jeżeli Deron Williams miałby trafić do Dallas. Nie wykluczył też, że może stać się to na Brooklynie. To było zanim spartolił dwa rzuty w crunch-time. DeShawn Stevenson zamknął Kidda w lewym rogu w ostatniej akcji, po tym jak dostał pierścień, a nie dostał wcześniej od Dallas kontraktu lepszego niż minimalny. Avery Johnson i Kris Humphries wygrali przeciwko swojej byłej drużynie w meczu, w którym defensywa Nets - podobnie jak niedawno przeciwko Knicks - wyglądała zaskakująco dobrze. 93-92. Nets mają 11-25, jeszcze żyją. Gerald Green też - 10 punktów i jeden niezły dunk w 19 minut przeciwko ehm byłej drużynie, jakby nie patrzeć...

 

A teraz historia nocy. Mike Beasley:

 


 

Kevin Love siedział w czwartej kwarcie na ławce i z potłuczonymi żebrami patrzył jak Derrick Williams i Beasley podbijają swoją wartość transferową w Staples Center. Co nie rzucili - wpadało. Przez tych dwanaście minut pokazali swój potencjał - zresztą zawsze to łatwiej, gdy po prostu rzuty z daleka wpadają. Po koźle, cross-overach, z odchylenia - nie widziałem ani jednego rzutu z pola trzech sekund. 7/7 za trzy w całym meczu i 20/25 z gry. Chris Paul i Blake Griffin mogli sobie rzucić razem 57 punktów, a Love i RickyRubio tylko 12, ale ani Kenyon Martin, ani Caron Butler, ani tym bardziej Bobby Simmons Z Nienacka, który zastąpił w rotacji Ryana Gomesa, nic nie mogli zrobić. O takich meczach nie ma co za dużo pisać, bo zdarzają się bardzo rzadko. Williams i Beasley trafiali wszystko, nawet przez ręce - warto obejrzeć czwartą kwartę skoro League Pass ma promocję do 4.marca. Timberwolves wygrali 109-97, mają taki sam bilans (18-17) jak Denver Nuggets i dzisiaj zagrają z Lakers, którzy mogą grać bez Kobe'go Bryanta...

 

Tymczasem pozwólcie przedstawić jedyny spudłowany rzut Timberwolves w czwartej kwarcie (via Canis Hoopus)


 


 

 

Mark Jackson obiecał że Golden State Warriors awansują w tym sezonie do playoffów i prawdopodobnie Mark Jackson się pomylił. Warriors balansują bowiem między byciem zespołem tuż pod stawką drużyn playoff na Zachodzie, a ostatnią siódemką w lidze. Stephen Curry nie zagrał minionej nocy, prześladowany cały sezon przez kontuzje stóp i kostek, i nawet jeśli wróci, to może być tylko kwestią czasu zanim te urazy się odnowią. Pozycja Warriors będzie o tyle ważna, że jeśli nie będą na koniec jedną z siedmiu drużyn z najgorszym bilansem w NBA, ich pick w pierwszej rundzie nadchodzącego draftu powędruje do Utah Jazz. Minionej nocy dali się łatwo rozjechać w Indianapolis 78-102 i w przeciągu siedmiu kolejnych dni rozegrają jeszcze siedem spotkań na wyjeździe. Aktualnie mają bilans 13-18 i dwa i pół meczu "przewagi" nad siódmymi od końca Sacramento Kings (11-22). Danny Granger 15 ze swoich 25 punktów rzucił w trzeciej kwarcie, a Pacers prowadzili już róznicą 33 punktów. Andris Biedrins nie chce już grać w koszykówkę...

 

Przechodzenie z obrony do ataku w wykonaniu 76ers było minionej nocy wyjątkowe przeciwko ehmm Detroit Pistons, którzy jednym meczem zepsuli całe dobre wrażenie z dwóch ostatnich tygodni przed All-Star Game. Thaddeus Young był niewidzialny dla Jasona Maxiella i Jonasa Jerebko, a 76ers biegali po wszystkim po czym się dało - zbiórkach, przechwytach (season-high 17 - Iguodala 4) i blokach (8 - Elton Brand 3), a także po celnych rzutach, zdobywając aż 30 punktów z kontrataków w meczu, który zakończył się wynikiem 97-68. Tylko w pierwszej kwarcie, za sprawą całej galerii posterów z półhaków Grega Monroe (11 z 20 pkt), Pistons utrzymywali się w grze, ale 76ers zaczęli mecz od trafienia 10 z pierwszych 16 rzutów. Young miał 20 punktów, 8 zbiórek, 2 przechwyty i 2 bloki, piątka Lou-Meeks-Turner-Young-Allen była 11-0 w trzy minuty gry razem, a 76ers dobrym ball-movement i obroną przerwali passę pięciu porażek, w trakcie której rzucali tylko niespełna 84 punkty w meczu. Kilka dni treningu ewidentnie przydało się ich ofensywie. 96-73, 95-74 i 97-68 - Pistons niestety czeka jeszcze jeden mecz/blowout z 76ers w tym sezonie. W pierwszych dwóch meczach pozwolili im na 42 punkty z kontrataków. Tayshaun Prince, Ben Gordon, Brandon Knight, Will Bynum i hej, Damien Wilkins - trafili 2 z 22 rzutów. W dużej mierze dlatego, że przede wszystkim Iguodala i Jrue Holiday grali znakomity defense na obwodzie w trzeciej kwarcie. Dzisiaj 76ers podejmują u siebie Oklahomę i powinien to być mecz na wrotkach, a także lepsza okazja na to, aby ocenić czy ostatnie dwa tygodnie czegoś Sixers nauczyły...

 

Kevin Garnett zaliczył steal w ostatniej minucie na Kyrie'm Irvingu, a następnie przejął go na zasłonie w ostatniej akcji Cavaliers i rzut Anthony'ego Parkera za trzy w ostatniej sekundzie był niecelny. Irving miał rewelacyjną drugą połowę (19 z 24 punktów), ale stratę, pudło i prawie drugą stratę w ostatniej minucie w Quicken Loans Arena. Celtics wygrali 86-83, choć stracili 16 punktów przewagi z pierwszej kwarty (Brandon Bass wrócił po kontuzji i miał 10 punktów z sześciu rzutów do przerwy), a Rajon Rondo nie zdobył nawet punktów (0/6 z gry + miał 11 asyst, ale i 5 strat). Ray Allen rzucił 22 punkty, KG miał 18 i 8 zbiórek. Doc Rivers z wytrzeźwiałki: "We have to be better than that. That was awful." - prawdopodobnie dlatego, że Cavs grali bez Andersona Varejao, który miał 20/20, gdy Cavaliers wygrali ostatni mecz w Bostonie, a mimo tego Celtics nie potrafili utrzymać wysokiego prowadzenia...

 

Dwane Casey próbował wyciągnąć zwycięstwo, trzymając do końca meczu obwód z Anthony'm Carterem i Leandro Barbosą w składzie - Kyle Lowry był lepszy niż to i rzucił 26 punktów z 12 rzutów w kolejnym zwycięstwie w crunchtime (Rockets są 6-1 w meczach kończonych różnicą 4 punktów w tym sezonie). Nieszczególne zwycięstwo Rockets, ale... Nie patrzcie - dobrze broniący team Kevina McHale'a (dużo lepiej niż za czasów Adelmana) jest właśnie na 5. miejscu w Konferencji Zachodniej (21-14). Rockets trafili tylko 35% rzutów przez trzy ostatnie kwarty, ale Raptors zaledwie 2 z 17 trójek przy 7/20 gospodarzy. W kluczowej akcji piłkę miał jednak nie Lowry, a Kevin Martin, który nie ma łatwego życia u McHale'a. Martin w klasyczny dla siebie sposób wymusił faul Cartera, wykorzystując pump-fake w izolacji na lewym skrzydle, ale nie trafił drugiego rzutu wolnego i przy 83-86 Raptors mieli jeszcze szansę. Piłka miała trafić do Jose Calderona, który pojawił się z powrotem specjalnie na ostatnią akcję, ale Rockets zmienili krycie u góry i Lowry nie dał nawet zrobić kozła po przekazaniu Linasowi Kleizie, który musiał rzucać przez ręce i z odchylenia. Klang. 88-85 dla Houston, złe wieści dla Suns...

 

New Orleans Hornets prawie zasługiwali na to zwycięstwo - wymuszali straty, atakowali kosz, dostawali się na linię rzutów wolnych, a Greivis Vasquez i Jarrett Jack kontrolowali grę ataku pozycyjnego. Nie można im odmówić, że nie grają ostatnio twardo w każdym meczu, pomimo kontuzji Erica Gordona i 75% frontcourtu. Derrick Rose musiał najpierw sam postawić zasłonę, a następnie oszukać Trevora Arizę, aby znaleźć sobie miejsce do rzutu, który mniej lub bardziej przypomniał innego gracza Chicago Bulls, który lubił wygrywać mecze w United Center - i nie jest to nawiązanie do czasów Bena Gordon (Monty Wiliams jest innego zdania: "I don't think it's even close to that yet"). Ok. Ale sekretem zwycięstwa Bulls, w którym ich defense pozwolił Hornets na run 13-0 w czwartej kwarcie, był inny trener - Tom Thibodeau. Na dwie minuty przed końcem Thibodeau zdjął z boiska Carlosa Boozera, który nie mógł złapać piłki pod koszem i Kyle'a Korvera, który nie mógł trafić niczego. Zamiast nich wstawił defensywną wersję SG-PF: Ronnie'go Brewera i Taja Gibsona. Brewer miał steal przy wznowieniu z autu, a Gibson blok na Gustavo Ayonie - wszystko w ostatnie 96 sek. meczu, w których Hornets nie zdobyli już punktów. Na koniec jeszcze Rose zablokował wjazd Jacka. 99-95 dla Bulls. Rose rzucił 32 punkty z 23 rzutów i zaliczył 9 asyst, ani przez moment nie pokazując śladu kontuzji pleców sprzed Weekendu Gwiazd. Richard Hamilton wrócił w końcu na parkiet i miał 5 punktów, 5 asyst w 17 minut niezłej gry w pierwszej piątce. W środę Bulls zagrają w meczu dnia w San Antonio. Rose vs Tony Parker po koźle i wysokich pick/rollach. Fun to watch...

 

Ersan Ilyasova wygrał dobitką dla Milwaukee Bucks mecz przeciwko Washington Wizards, którzy ostatnio łatwo zdobywają powyżej stu punktów na mecz, grając w drugim tempie NBA od czasu, gdy stery przejął Randy Wittman. Wizards przegrali jednak też już po raz piąty z kolei, choć tylko 118-119. Mike Dunleavy miał 28 punktów dla Bucks, którzy przerwali z kolei passę sześciu porażek. Wittman posadził JaVale'a McGee na ławce na całą drugą połowę za faul na Drew Goodenie przy rzucie za trzy. Still on. Wittman się wściekł: "I am done with young guys. If they don't want to play the right way, the young guys aren't going to play. They are not learning anything when they play the way they want to play". Jordan Crawford zamienił Nicka Younga w piątce na start drugiej połowy i rzucił 19 punktów z 11 rzutów. W aż 5 z 6 ostatnich meczów Crawford trafiał co najmniej połowę swoich rzutów, więc nie to, że w Wizards nie dzieje się nic dobrego. John Wall miał 19 punktów, 15 asyst i 5 zbiórek...

 

 

 

“I came into the arena tonight, and so many people…were all just excited” - Keith Smart


A propos dobrego... Przez dwadzieścia minut tego meczu Sacramento Kings wyglądali jak team, który może za rok, za dwa pojawić się w play-off. DeMarcus Cousins rzucił 22 punkty i miał 18 zbiórek (8 w ataku) - więcej niż Paul Millsap i Al Jefferson ...razem wzięci, Marcus Thornton miał 21 punktów prawie z samych lay-upów, a Isaiah "Zeke" Thomas zaliczył 18 punktów i 8 asyst (plus świetnie kończył akcje przy obręczy). Pierwsza piątka Kings zdobyła 84 punkty, oddając łącznie 64 rzuty z gry = efektywność. Kings - już na pewno Sacramento Kings - wygrali 103-96, a Utah Jazz nadal spadają w Konferencji Zachodniej (są 3-12 na wyjeździe), pomimo 17 zbiórek razem od Derricka Favorsa i Enesa Kantera oraz 18 punktów i 7 asyst Devina Harrisa. Millsap doznał kontuzji pięty i w środę zostanie poddany kompletnym testom... 

 

Chris Paul o swoim miejscu w szeregu: "I was like, 'Wow, that's Salma Hayek'. But she didn't talk to me; she could not have cared less who I was." 

 

 

 

 

 


Podziel się

BRANDON ROY MYŚLI O POWROCIE DO NBA

środa, 29 lutego 2012 11:13

Maciej Kwiatkowski

 

 

Czy naprawdę byliśmy przekonani, że "zakończenie kariery" przez Brandona Roy'a oznacza dokładnie to samo co dwa słowa między cudzysłowiem? Czy próby powrótów Reggie'go Millera, Allana Houstona, czy ta najświeższa - Rasheeda Wallace'a, nie są kolejnym dowodem na to, że pomimo zaoszczędzonych kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu milionów dolarów (nie Ty Allen Iverson) byłe gwiazdy chcą spróbować raz jeszcze ,bo tak kochają grać w koszykówkę i tak brakuje im atmosfery drużyny?

 

(Foto zostało zrobione 9 grudnia 2011 roku w Portland, w dzień gdy zakończył karierę   - via OregonLive.com).

 

W przypadku Roy'a ostatecznym powodem miała być kompletna utrata chrząstki w kolanie, która nie pozwalała stawom na regenerację. Lekarze określili, że kontynuacja kariery oznacza w tym przypadku poważne zagrożenie chodzenia.  

 

Z drugiej strony każdy z nas obejrzał w życiu przynajmniej jeden film o heroicznym powrocie mistrza, niejednokrotnie związanym z kontuzją, która miała przekreślić go raz na zawsze. W pewnym sensie to źle, że mamy taką świadomość, bo być może nie doceniamy skali zagrożenia jaką może nieść ze sobą powrót sportowca. W tym wypadku Roy'a. 

 

26-letni, trzykrotny uczestnik All-Star Game zostawił po sobie niemałą pustkę na pozycji rzucającego obrońcy. Brakuje tego typu 1/2 guardów w lidze - doskonałych z piłką, świetnych w mid-range i mogących też zawsze poprowadzić team jako alternatywny point-guard. Dlatego np oglądałem ostatniej nocy Evana Turnera w czwartej kwarcie Sixers przy +25, wciąż wierząc, że za kilka lat może się okazać tym "The Next One". Z drugiej strony Roy w jego wieku zaliczał już 19-5-5 i został po raz pierwszy All-Starem. 

 

We wtorek Roy zrobił niemałe zamieszanie, odczuwalne i na naszym FanPage'u, tym co powiedział dla portalu U.S. Basket.  

 

"I've been doing some treatment and I'm trying to leave the window open to returning to basketball," 

 

Do tego wyjawił, że kontuzja kolana miała nie być jedyną przyczyną, przez którą zakończył karierę.  

 

"There's something to it, but it's not the right time for me to get into it right now."  

 

Kibice w Portland od czasu Clyde'a Drexlera nie kochali swojego zawodnika tak bardzo i patrząc na historię Roy'a presja sprostania ich ambicjom w czasie pechowych ostatnich sezonów nie mogła być raczej jedną z tych dodatkowych przyczyn. Choć sam Roy przyznawał, że nie zawsze łatwo było wytłumaczyć fanom, że jego 40% z gry w sezonie 2010/11 brało się z faktu, że nie powinien już nawet wtedy próbować powrotu. Roy nigdy nie bał się presji, stąd cała ta miłość do niego. I miłość za jego charakter i skromność. W tym sensie Roy był w zasadzie odpowiednikiem Derricka Rose'a. 

 

Czy powinniśmy trzymać teraz kciuki, aby udało mu się wrócić? Liczyłem długo na powrót Grega Odena, wszędzie gdzie się da wypisując jego rewelacyjne (znowu to robię) statsy PER-36 z 21 meczów sezonu 2009/10, ale myślę, że musimy Roy'a i Odena zostawić w spokoju. Nie napalać się. Jeżeli chcą, niech próbują. Jeżeli tego nie zrobią, na pewno ułożą sobie życie. Choćby w takiej społeczności jak ta w Portland. A jeśli się uda, będziemy czekać na krawędzi kanapy.



Podziel się

TYM RAZEM KIA OPTIMA NAD BLAKE'M GRIFFINEM

środa, 29 lutego 2012 10:27

Maciej Kwiatkowski

 

Było kilka interesujących spotkań minionej nocy, świetny mecz Brooka Lopeza w Dallas, Derrick Williams i Michael Beasley w "zone" takiej w jakiej dwóch graczy nie było jeszcze w tym sezonie w tej samej czwartej kwarcie, czy rzut Derricka Rose'a, który wygrał mecz Chicago. O tym więcej później...

 

Interesująca i ...zaskakująca jest też jednak odpowiedź Kia na dunk Blake'a Griffina z zeszłorocznego Weekendu Gwiazd + Jeff Goldblum w klasycznej dla siebie roli naukowca i kolejne wideo z udziałem Griffina sygnowane przez FunnyOrDie.com

 

 


Podziel się

JUŻ PRAWIE MARZEC...

wtorek, 28 lutego 2012 17:57

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Wracam... Zaszczuty dosłownie marnym Weekendem All-Star schowałem się koło kosza na śmieci i przyjmowałem pokarm tylko w postaci płynnej. Sama woda mineralna, bo spazmy po konkursie wsadów były większe, aniżeli przyjąłbym siedem tabletek wywołujących biegunkę.

 


Dzięgi Bogu koszykarska liga NBA wraca dzisiaj. Na dobre, do czerwca, do zjazdu w Zelowie albo do wizyty na nowym kwadracie we Wrocławiu, który się utworzyć do końca nie może. W tym tygodniu nadrobię fochy z najlepszej ligi świata (a może nie nadrobię?), zaś dzisiaj znowu zanudzę Was koszykówką akademicką, bo zostały raptem dwa tygodnie do March Madness!

 


Tak jest! NCAA Tournament coraz bliżej, a pierwszą oznaką tego wydarzenia jest rozpoczęcie tzw. Champ Week, czy turniejów konferencji, które potrwają aż do Selection Sunday (11.03.2012) – niedzieli, kiedy Komisja NCAA wybierze grono zespołów do Turnieju.

 


Tymczasem krótki zrzut z minionego weekendu (+ poniedziałek), a oddzielny wpis poświęcę na Conference Tournaments. W tym tygodniu nie zabraknie kilku innych opcji na blogu z mojej strony (NBA), ale nie będę obiecywał, bo obiecują i nie dotrzymują słowa tylko węgierskie kurtyzany (nie wiem, nie sprawdzałem, słyszałem). Chociaż mój dobry kumpel ma nieco węgierskie nazwisko + jego ojciec robi świetne placki... po węgiersku. Do rzeczy...

 


SZOK JAKICH MAŁO: (16)Florida @ Georgia  62:76 (sobota)

Po raz kolejny nieprzewidywalni Georgia Bulldogs sprawili niespodziankę w Konferencji SEC, po tym jak dwa tygodnie temu pokonali Mississippi State. Nieoczekiwanie ich ofiarą padli koszykarze Florida Gators, ekipy, która miała walczyć o prymat SEC na równi z Kentucky Wildcats. Gators zaliczyli już w tym sezonie kilka wpadek (dwa razy Tennesse, raz Rutgers), ale nikt nie spodziewał się, że ekipa Billy’ego Donovana polegnie na wyjeździe różnicą aż czternastu punktów. Kluczem do sukcesu Bulldogs był defense na obwodzie (tylko 5/23 za trzy). Poza tym gospodarze grali konsekwentnie do kosza (ponad 52% z gry), a freshman Kentavious Caldwell-Pope (18 pkt., 5 zb., 4 prz.) znowu zagrał na bardzo dobrym poziomie. Obok niego duży wkład w zwycięstwo miał Gerald Robinson, który dorzucił 15 punktów. Donte Williams (11 pkt.) i Dustin Ware (11 pkt.) trafili kilka ważnych rzutów wolnych podczas ostatnich dwóch minut, kiedy Gators zmniejszyli straty do pięciu oczek. Bulldogs po tym piorunującym zwycięstwie nadal dołują w tabeli, a z kolei Florida Gators muszą mieć się na baczności, bo przegrane z tak niskimi rywalami znacznie osłabiają ich status w rankingu RPI. W nocy z wtorku na środę Aligatory zagrają w prestiżowym pojedynku z Vanderbilt.

 


SŁABI TEŻ MOGĄ: (22)Florida State @ Miami (FL)  62:78 (niedziela)

Podobna sytuacja jak wyżej. Florida State przed tym spotkaniem liczyli się jeszcze w walce o tytuł sezonu regularnego w Konferencji ACC. Przy fatalnej skuteczności na dystansie (21,7%) nie mieli odpowiedzi na dobrze dysponowanych Hurricanes, którzy wymusili 18 strat i trafili 9 z 20 trójek. Malcolm Grant zdobył co prawda tylko 6 punktów, ale świetnie w roli punktującego spisywał się Durand Scott (17 pkt., 6/11 z gry). W tym sezonie ekipa Miami nie raz zaskakiwała wyżej rozstawionych rywali, bo pokonywali już takie drużyny jak Duke i Virginia Tech. Przed nimi dwa ostatnie mecze w sezonie regularnym (NC State, Boston College), ale jestem przekonany, że ta drużyna może uprzykrzyć życie w samym Turnieju ACC. Z kolei Florida Seminoles przegrali dwa mecze z rzędu, a w niedzielę mogli liczyć tylko na Michaela Snaera (20 pkt., 3/5 za trzy). Poza tym nie grają na maksymalnych obrotach w defensywie, ale coach Leonard Hamilton z pewnością zmobilizuje swój zespół na March Madness.

 


NIE WYWOŁUJ WILKA Z LASU: Northwestern @ Penn State  68:67 (sobota)

Który to już raz John Shurna (23 pkt., 6 ast., 5 blk.) uratował swój zespół w tym sezonie? Jego dwa trafione rzuty wolne na ok. 3 sekundy przed końcem pozwoliły wygrać z miejscowymi Nittany Lions. Ekipa Northwestern po raz kolejny zagrały na wręcz fenomenalnym procencie z dystansu. Trafili aż 15 trójek na 29 oddanych, z czego Shurna 3/9, Drew Crawford (13 pkt., 9 zb.) 4/5 i Alex Macotullio (12 pkt.) 4/6. Tym samym Wildcats nadal liczą się w walce o NCAA Tournament i obecnie są siódmą ekipą w Konferencji Big Ten. Mogą sporo namieszać w samym turnieju konferencji, a podwyższą swoje notowania, gdy pokonają ostatnio grających w kratkę Ohio State i będących w gazie Iowa Hawkeyes. W sobotę mieli więcej problemów w drugiej połowie, ale wytrzymali do końca mimo, że Tim Frazier (23 pkt., 8 ast.) zagrał na swoim poziomie. Co by było... gdyby nie Shurna?

 


BRUDNE POŁUDNIE: Cincinnati @ South Florida  45:46 (niedziela)

Haaa! Bulls nadał walczą o NCAA Tournament. Ekipa Południowej Florydy zalicza świetną końcówkę sezonu regularnego w Konferencji Big East. Miała co prawda mało wymagających rywali, ale dzięki temu odbiła się od środka tabeli i jest obecnie piątą drużyną, która chce napsuć trochę w krwi w wewnętrznym turnieju. W niedzielę Bulls gościli zawsze solidnych Cinncinnati Bearcats z Seanem Kilpatrickiem (13 pkt.) na czele. W tym spotkaniu uratowała ich przede wszystkim dobra postawa Anthony’ego Collinsa (14 pkt.), który na ok. 3 sekundy (podobnie jak Shurna) trafił dwa rzuty wolne. Cały mecz stał pod żenującym poziomem ofensywy i po prostu wygrał ten, kto miał więcej szczęścia. Yancy Gates zebrał co prawda 10 piłek dla Bearcats, ale był niewidoczny pod koszem rywala (2/8 z gry). Co ciekawe, Kilpatrick i Collins byli jedynymi graczami, którzy przekroczyli granicę 10 punktów.

 


ONE MAN SHOW NIE POMÓGŁ: (3)Kansas @ Oklahoma State  70:58 (poniedziałek)

29 punktów (w tym 7 trójek) Keitona Page’a nie pomogło pokonać najgorętszej ekipy minionego tygodnia. Kansas Jayhawks jako pierwszy team występuje u mnie w owym zrzucie dwa razy. W sobotę (poniżej) pokonali po dogrywce Missouri (mecz z tych „must see”), a w poniedziałek nie mieli większych problemów z graczami Oklahoma State. Thomas Robinson (17 pkt., 11 zb.) zagrał na swoim poziomie, ale nieco mniej widoczny był Jeff Withey (6 pkt., 1 blk.), który podkręcił kostkę w sobotnim meczu. Przypominam, że dwa tygodnie wcześniej ta dwójka dosłownie zdemolowała właśnie ekipę OKSU na własnym parkiecie. Trenera Billa Selfa znowu może cieszyć wysoka forma Tyshawna Taylora (27 pkt., 4/7 za trzy), który w ostatnich trzech meczach notuje tylko 1,6 straty na mecz. Wow!

 


HIT KONFERENCJI: (7)Missouri @ (3)Kansas  86:87 OT (sobota)

Co tu dużo pisać. Dwie najlepsze ekipy Konferencji Big 12 i zespoły, które na dzień dzisiejszy są w Top 8 całej ligi. The Last Border War!

Kansas – Robinson (28 pkt., 12 zb.), Taylor (24 pkt., 7/13 z gry)

Missouri – Denmon (28 pkt., 6/10 za trzy), Ratliffe (22 pkt., 12 zb.)

 

 



OEK CZYŻ:

25.02 – @ Fresno State (W – 79:76 3OT): 25 punktów, 11 zbiórek, asysta, blok, 11/17 z gry (49 minut)

 

Nevada Wolf Pack wygrali sezon regularny w Konferencji WAC, a w sobotę po niesamowitych trzech dogrywkach pokonali Fresno State. Koniecznie musicie o tym poczytać na CollegeHoops.pl!

 

 



TOMEK GIELO:

23.02 – vs Coastal Carolina (W – 61:57): zbiórka (9 minut)

25.02 – vs Campbell (W – 49:41): 2 punkty (7 minut)

 

Topniejące minuty Tomka Gielo mogły wiązać się z poczynaniami trenera, który chciał za wszelką cenę dobrze finiszować pod koniec sezonu. Liberty Flames ostatecznie zajęli piąte miejsce w Konferencji Big South, a o ich poczynaniach pisał niedawno Krzysiek Kosidowski!

 


Świeży ranking Top 25 AP: (w nawiasie bilans ogólny, po przecinku bilans w konferencji)

 

1. Kentucky (28-1, 14-0)

2. Syracuse (29-1, 16-1)

3. Kansas (25-5, 15-2)

4. Duke (25-4, 12-2)

5. Michigan State (24-5, 13-3)

6. North Carolina (25-4, 12-2)

7. Missouri (25-4, 12-4)

8. Marquette (24-5, 13-3)

9. Baylor (25-5, 12-5)

10. Ohio State (23-6, 11-5)

11. Georgetown (22-6, 12-5)

12. Murray State (28-1, 15-1)

13. Michigan (21-8, 11-5)

14. Wisconsin (21-8, 10-6)

15. Wichita State (26-4, 16-2)

16. Florida (22-7, 10-4)

17. UNLV (24-6, 8-4)

18. Indiana (22-7, 9-7)

19. Louisville (22-7, 10-6)

20. Notre Dame (20-10, 12-5)

21. San Diego State (22-6, 8-4)

22. Florida State (19-9, 10-4)

23. Temple (22-6, 11-3)

24. Virginia (21-7)

25. Creighton (25-5)



Podziel się

KEVIN JOHNSON BOHATEREM SACRAMENTO (WIDEO)

wtorek, 28 lutego 2012 15:19

Maciej Kwiatkowski

 

Jeszcze rok temu o tej porze szanse na to, że Sacramento Kings pozostaną w południowej Kalifornii wynosiły ok. 25-30%. Ostatni mecz sezon regularnego 2010/11 anonsowany był w lokalnej blogosferze jako być może ostatni w historii klubu w Sacramento. Kevin Johnson przy wsparciu fanów zorganizowanych pod szyldem "Here we Stay" doprowadził jednak wczoraj do pozostawienia Kings tam gdzie ich miejsce. Oczywiście zasługa w tym też właścicieli, braci Maloof, którzy dali się odwieść od pomysłu przenoszenia klubu do Anaheim.  

 

Kevin "K.J." Johnson jest burmistrzem Sacramento od 2009 roku. Zobaczcie jak witali go minionej nocy na lotnisku kibice Kings, po tym jak Johnson wrócił z decydującej rundy rozmów, które odbywały się w ostatnich dniach w Orlando. Yup, Kevin Johnson jest teraz bohaterem dla Kings, a ARCO Arena w przeciągu trzech-czterech lat zastąpi nowy obiekt.



Podziel się

PATRONUJEMY: MAT CUP VOL.4 POWERED BY MASS DENIM

wtorek, 28 lutego 2012 13:33

 

 

Zapraszamy Was do wzięcia udziału w turnieju, któremu patronujemy już od drugiej edycji.

 

17 marca 2012 ponownie czekają nas wielkie koszykarskie emocje w Tomaszowie Mazowieckim, czyli MAT CUP Vol.4 powered by Mass Denim. Turniejowi patronują Polski Związek Koszykówki oraz Starosta Powiatu Tomaszowskiego.

 

Turniej odbędzie się w hali popularnej Samochodówki przy Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 w Tomaszowie Mazowieckim.

 

Ranga turnieju podnosi się z edycji na edycję. Tak jak to było w październiku 2011r. na MCV.3 tak i teraz rywalizacja odbywać się będzie w trzech kategoriach OPEN Mężczyzn, OPEN Kobiet, czyli Fiero Women Challenge oraz MAT Challenge 1 on 1.

 

MAT CUP Vol.4 powered by Mass Denim uświetnią pojedynki najlepszych w kraju koszykarskich freestelerów. Nie zabraknie chłopaków ze składu Flow Fever oraz znanego już tomaszowskiej publiczności Mieszko Włodarczyka. Poza nimi wielu wybitnych specjalistów w tej dziedzinie.

 

Na każdej edycji byliśmy świadkami wysokich lotów jak i niesamowitych pojedynków w rzutach za „3”. Tym razem nie będzie inaczej i mamy w programie MassDnm Slam Dunk Contest oraz GamaSport 3-Point Shootout.

 

Wszystkie potrzebne dokumenty i szczegółowe informacje (formularz zgłoszeniowy, regulamin turnieju oraz pisemna zgoda opiekuna dla osób niepełnoletnich) do pobrania na stronie.

 

Zgłoszenia będą przyjmowane do 15 marca do godziny 20:00 pod adresem ligaletnia@op.pl

 

Organizatorami turnieju są Ekipa MAT oraz Zarząd Miejski TKKF. Strona wydarzenia na Facebooku.


Podziel się

CZY PHOENIX SUNS MIELI RACJĘ I AMARE STOUDEMIRE SIĘ KOŃCZY?

wtorek, 28 lutego 2012 10:57

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

W trzech ostatnich miesiącach sezonu regularnego 2009/10 Amare Stoudemire zaliczał średnio 26,6 punktów na mecz, trafiając 57% rzutów. Dwa lata później jesteśmy w momencie, w którym Amare zdobywa 17,5 punktów po pierwszych 29 meczach sezonu 2011/12, trafiając 45% rzutów i tylko 43 procent w czterech ostatnich meczach przed przerwą na Weekend Gwiazd. 

 

W pierwszej części sezonu pisałem już kilkukrotnie o tym jak bardzo regres formy Amare jest uzależniony od braku rozgrywającego, ale z każdym tygodniem od zakończenia zaledwie dwutygodniowego obozu przygotowawczego Stoudemire nie wygląda wcale lepiej fizycznie, a dalsza część sezonu niezupełnie przypomina trampolinę, raczej bieg w błocie. 

 

Pisałem wcześniej o Amare głównie w kontekście tego jak bardzo wzrósł w jego grze udział rzutów z wyskoku w ilości prób ogółem. Wzrost ten nie odbył się jednak na przestrzeni tego sezonu (65%), ale już w poprzednim (66%),  w porównaniu do ostatniego roku w Phoenix (51%). Spójrzcie jednak na tę tabelę:

 




Z pewnością pierwsze co rzuca się w oczy, to fakt, że liczba prób w pomalowanym Amare wzrosła w sezonie 2010/11. Powinniśmy jednak pod uwagę wziąć fakt, że Stoudemire zaliczał o 3.6 rzutu na mecz więcej w poprzednim sezonie niż w ostatnim w Phoenix. Musimy pamiętać, że Stoudemire wziął na siebie rolę ofensywnego lidera Knicks, zwłaszcza w pierwszej części sezonu (26.1 pkt na mecz), mając dużo mniej rzutów asystowanych (53%) niż sezon wcześniej (61%). 

 

Skuteczność Stoudemire'a w pomalowanym w sezonie 2010/11 spadła więc przede wszystkim z powodu większej liczby trudniejszych rzutów, na które teraz częściej musiał pracować sam. 

 

W tym sezonie widzimy jednak dramatyczny spadek nie w samej skuteczności, ale w procencie rzutów blokowanych i spadającej ilości akcji And1. Myślę, że - poza drastycznym spadkiem liczby rzutów wolnych - te dwie statystyki najlepiej opowiadają nam to co roztacza się przed naszymi oczami, a jest to spadek eksplozji w kolanach Amare. Na lewym z nich w 2005 roku przeszedł operację mikrozłamań, a na prawym zabieg artroskopii w kwietniu 2006 roku. 

 

Stawia to więc w nowym, lepszym świetle decyzję Phoenix Suns o niegwarantowaniu Amare więcej niż trzech lat kontraktu. Mówiąc wprost, Amare nie jest już nawet bardziej produktywnym graczem niż Marcin Gortat. Nie tylko na parkiecie, ale poza nim. Suns płacą Gortatowi 7 mln dolarów za 15-11-2 na mecz, podczas gdy 17-8-1 Amare kosztuje Knicks trzykrotnie więcej.  

 

Charles Barkley, były rezydent Phoenix, zgadza się ze stwierdzeniem, że Suns zrobili dobrze, nie oferując Amare pięciu lat maksymalnej umowy w 2010 roku: 

 

"That was the concern in Phoenix and I agreed with (the team's decision) not to give him a long term deal," 

 

Co więcej, z powodu historii kontuzji, Knicks nie znaleźli w 2010 roku żadnego ubezpieczyciela na wypadek dalszych problemów Amare. To może być bardzo ważne, gdyby zechcieli np rok od teraz (czy nawet już latem) wymienić Stoudemire'a. Zresztą już pojawiały się plotki o propozycji Knicks (Stoudemire + Tyson Chandler) za Dwighta Howarda. 

 

"Amare is not nearly as explosive as he was two or three years ago. Those injuries do take their toll."  

 

Poczekamy jeszcze na drugą część rozgrywek i choć jestem niemal pewien, że obóz przygotowawczy i normalny sezon 2012/13 pozwoli Amare odzyskać groove (będzie miał wtedy dopiero 30 lat), to myślę, że czasy, gdy Stoudemire był panem obręczy możemy już uznać za minione. To jego 10-ty sezon w NBA, a w zasadzie ósmy jesli nie liczyć przerw, ale wyraźnie nie ma już tego depnięcia jakie miał wcześniej i raczej już nigdy go nie odzyska.  

 

Nadal będzie produktywnym graczem kończącym pick/rolle (Top20 ligi wg Synergy Sports), bo posiada technikę i fantastyczną umiejętność znalezienia sobie przestrzeni do rzutu przodem do kosza przy samej obręczy (Top7 ligi w % po zbiórkach of.). Ma też szansę rozwinąć się w zabójczego gościa w mid-range, ale brak tego co sprawiało, że był najlepszym finiszerem w lidze, wobec jego fatalnej wciąż obrony, może nie stanowić nawet już połowy jego obecnej wartości. Może stać się graczem co najwyżej wartym 10 mln dolarów, podczas gdy do końca sezonu 2013/14 otrzymywać będzie dwurktonie więcej.

 

Dlatego nie była to dobra opcja w 2010 roku dla Suns i ich decyzja wygląda obecnie na słuszną. A dla Knicks? Mają pieniądze, żyją na wariackich papierach, więc to decyzja taka sobie, ale tym bardziej trudno podejrzewać, że nie czeka ich kilka lat frustracji i oglądania dominacji Chicago i Miami w Konferencji Wschodniej. Myślę, że wciąż mają wszystko, aby awansować w tym sezonie do drugiej rundy, ale żeby wykonać ten kolejny krok? Amare może już nie być w stanie.


Podziel się

PRZERWA NA ŻĄDANIE EXTRA (28.02.2012)

wtorek, 28 lutego 2012 10:10

 

Bartek Tomczak

 

Najnowsza Przerwa na Żądanie EXTRA, w której wspólnie z Maćkiem, Michałem i Przemkiem staramy się przewidzieć co zdarzy się w dalszej części sezonu.

 


Podziel się

DERRICK ROSE NIE LUBI JAK TAŃCZYSZ PRZED MECZEM GWIAZD

wtorek, 28 lutego 2012 8:43

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

Fani Chicago Bulls mają chyba swoje zdjęcie na koszulki, które zrobią sobie po ewentualnym zwycięstwie w maju nad Miami Heat.

 

Momentem, który najbardziej chyba zapamiętam z ostatniego Weekendu Gwiazd - poza 4/4 Cappie Pondexter z mid-range w konkursie Shooting Stars - była sekwencja, w której Derrick Rose stał i patrzył się niewzruszony na to jak Dwight Howard przy asyście LeBrona Jamesa prezentowali swój ruch sceniczny. Rose stał i wyglądał jak pies Droopy na skraju odbywającego się przestępstwa.


 

 

 

Byłbym oczywiście daleki od spodziewania się marszu pogrzebowego, który gdyby mógł nawet być ruchem tanecznym, to pewnie też nie wyszedłby najlepiej Howardowi i Jamesowi, ale w pewnym sensie wkrótce-ex-lider-Magic i były lider Cleveland Cavaliers wyglądali w tym momencie jak ikony siły gwiazd tej ligi (pamiętają lokaut?). Wyglądało to nieco pretensjonalnie akurat w Orlando - być może na dwa tygodnie przed odejściem Howarda - a może zbyt bardzo wyczulony byłem na słyszenie głodnych kawałków w jego wypowiedziach podczas tej imprezy. (Basketball Jones ma kilka takich wystąpień i nie tylko dla nich warto zobaczyć wideoklipy, które zrobili). 

 

Być może to właśnie miejsce tej zbrodni na parkiecie i umiejscowienie akcji w tym czasie skłoniło Rose'a do stwierdzenia: 

 

"I can dance. But there's a time and place for that and I don't think it was right, then and there." 

 

A być może był to tylko Derrick Rose, człowiek z kamienną twarzą, który był największym powodem tego, że zapamiętam ten obrazek.

 

"You just know that's me, man. If you would have saw me out there dancing, you would have been looking at me different. I'm just me. I can't be anybody else. I think that's what people see."
 

 

Jest wtorek, a nie chcę brzmieć jakby to był poniedziałek. Dobrze się bawili, a Howard próbował najpewniej namówić kogoś, aby mu wtórował w jego wersji Jabbawockeez.. Nie byłoby przecież tak źle zobaczyć jak Rose wykonuje jakieś ruchy sceniczne, choć dziwaczność takiej sytuacji pewnie byłaby dokładnie tym o czym mówi i to nie tylko dla niego samego.

 

A być może Rose czuł, że nie jest to też dobry moment na to, by bawić się za dobrze. To tylko moje odczucie, ale nie jestem pewien czy za rok od teraz będzie to ulubiony klip w internecie kibiców Orlando Magic. How u?


Podziel się

TOP 10 AKCJI Z MECZU GWIAZD

poniedziałek, 27 lutego 2012 12:23

Maciej Kwiatkowski

 

Widziałem ten mecz do połowy, ale nie zamierzam wkręcać klasycznego 'O tam, Mecze Gwiazd są nudne, bo nie są na serio, więc nie będę oglądać'. Po prostu spać mi się chciało, bo wstawałem przez ostatni miesiąc o 4tej rano i usypiałem już w sobotę przy konkursie znanym niegdyś jako Konkurs Wsadów. Wczoraj zasnąłem zresztą prawie już wtedy gdy Dwight Howard wkręcał przed meczem kibicom Orlando, że ich kocha i że to jego miasto, a LeBron Z-Cleveland-do-Miami-Zobacz-Jak-To-Się-Robi-Dwight James zachowywał się podczas prezentacji jakby był diabłem wcielonym.

 

Akurat cała prezentacja była chyba jedną z lepszych, zaczynając od zaskakująco dobrego występu Nicky Minaj, która wpadła na ten oto niezły pomysł aby połączyć pop i autotune z kobiecym rapem. A ten pomijając epizody Lil Kim czy Eve w gruncie rzeczy tak naprawdę nigdy nie rozgościł się na mainstreamowej kanapie. Pomysł z wyjściem zawodników schodami do góry na scenę był bardzo okej. Żałuję, że Tom Thibodeau i Scott Brooks nie przygotowali specjalnego handshake'u, ale to już jakby wymagać za dużo. Dwyane Wade złamał nos Kobe'mu Bryantowi (Heat grają w niedzielę o 21.30 z Lakers w L.A.), Kobe wyprzedził Michaela Jordana w kategorii nic nie znaczączej, Kevin Durant został MVP, a LeBron James zmiękł raz jeszcze, mając szansę na game-winnera. Ot prawie cały mecz gwiazd plus Top10 i wracamy w nocy z wtorku na środę:

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 132  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718132

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0