Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


RON ARTEST NAJLEPSZYM OBROŃCĄ W NBA?

środa, 17 marca 2010 18:09

źródło: turner.com

 

Piotr Makulec

 

Sports Illustrated przyszykował kolejną sondę, pytając tym razem 173 zawodników z NBA, kto ich zdaniem jest najtwardszym defensorem w lidze. Ogólnie na pierwszą piątkę nie ma co narzekać, choć moim skromnym (subiektywnym) zdaniem brakuje w czołówce Chauncey'a Billupsa z Denver Nuggets. A Wy zgadzacie się z wynikami głosowania?

 

 

Ron Artest, Los Angeles Lakers 42%

Kobe Bryant, Los Angeles Lakers 13%

Dwight Howard, Orlando Magic 12%

Kevin Garnett, Boston Celtics 6%

Shane Battier, Houston Rockets 4%

 

 



Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE MIAMI HEAT MAJĄ INNE PLANY

środa, 17 marca 2010 15:14

Maciej Kwiatkowski


SAN ANTONIO 88, MIAMI 76


Miami Heat mają jedenastu graczy, którzy po tym sezonie staną się wolnymi agentami. I jeśliby tak wziąć pod uwagę, że każdy z nich ma swoje oczekiwania względem czasu gry, swoje oczekiwania względem swoich własnych statystyk, to i tak Erik Spoelstra zasługuje na delikatne oklaski za to, że trzyma ten zespół cały czas razem ze sobą.

Czekałem na ten mecz jednak z ciekawością, bo zarówno El Heat, jak i Los Spurs wygrali do wczoraj trzy mecze z rzędu. Jedni i drudzy preferują atak pozycyjny i jedni i drudzy mają niezłą, rozsądną obronę. Trochę koszykarskich szachów na niezłym poziomie. Tymczasem El Heat zostali w blokach. Przez pierwsze 16 minut tego meczu gospodarze trafiali 20% z gry, a Richard Jefferson (15 pkt, 8 zb, 5/8) i Tim Duncan (12 pkt, 11 zb) rządzili na deskach. Jeffersona ewidentnie zrewitalizowała kontuzja Tony'ego Parkera i jak sam przyznaje - uwielbia grać obok Manu Ginobiliego (22 pkt, 5 zb, 7/14) i jak jeszcze wyczytałem wczoraj w San Antonio Express-News - prosił nawet Gregga Popovicha o możliwość jak najczęstszego grania obok Manu.

Ginobili bowiem jest w tych dniach jednym z najlepszych graczy w lidze. Odzyskał motorykę (pewnie dunk-in-the-traffic z 3q znalazł się w top10) i gra w zasadzie jako rozgrywający, notując w tym sezonie najwięcej asyst w karierze (4.7 as.). George Hill (16 pkt, 4 as, 5 str) w zasadzie jest tylko tym nominalnym playmakerem, który wyprowadza piłkę, ale już zaraz za połową  czeka na niego kreator Manu i wygląda to trochę podobnie jak wstęp do trójkątów w wykonaniu Lakers, gdy obydwaj obrońcy zaczynają akcję ustawieni praktycznie w jednej linii.

Spurs rozbijali Heat przez 30 minut tego meczu. Tim Duncan nie miał punktów w pierwszej połowie? Co z tego - 55:37. Co dalej? Tim Duncan po 10 minutach trzeciej kwarty prowadził z El Heat, 10:7. Wtedy gospodarze zaczęli swój "run" 20-2 (punkty ze strat Spurs, 12 w pierwsze 14 min 2 poł.), nagle się obudzili, trafiali Dwyane Wade (28 pkt, 11/26, 5 as) i Udonis Haslem (10 pkt, 12 zb), ale gdy już z 26 punktów strat udało im się zejść do pięciu - Ginobili trafił dwie trójki w dwóch kolejnych akcjach i było po meczu.

Los Spurs wygrali czwarty mecz z rzędu. Dobrze się to znowu ogląda. Jefferson odrodził się w ostatnim tygodniu, zaczął grać agresywniej na deskach i w pięciu ostatnich meczach notuje ponad 8 zbiórek. Dzisiaj Spurs grają w Orlando i jedno czego mogą żałować z wczorajszego spotkania to ten "run" Miami, przez który zarówno Hill (41), Jefferson (39) i Ginobili (36) musieli grać wczoraj duże minuty, podczas gdy Roger Mason grał 6, Matt Bonner 13 i DeJuan Blair 14.

Nie wiem natomiast czy Heat czegoś żałują.


LA LAKERS 106, SACRAMENTO 99

Biedny Spencer Hawes (13 pkt, 3 zb, i niepasujące 5 bloków). Chciałbym myśleć, że Hawes i Andrea Bargnani utrzymują ze sobą kontakt, bo Andrew Bynum (21 pkt, 12 zb, 2 blk) był w ostatnich dniach w bliskim kontakcie z jednym i drugim. To co zrobił Bynum Hawesowi w pierwszej połowie wczorajszego meczu... 17 punktów, 10 zbiórek, 7 wsadów, jeden lay-up. Do tego Carl Landry (15 pkt, 10 zb, 7/15), nieznany dotychczas z dobrej obrony i o głowę wyższy od niego Pau Gasol (28 pkt, 14 zb, 4 as, 12/14) ?

Jeśli game-planem Lakers było ogrywanie wysokich w pierwszej połowie, to w trzeciej kwarcie już 85% akcji szło do Gasola lub Bynuma, a do tego gdzieś cały czas krążył sobie Kobe Bryant (30 pkt, 9 zb, 7 as, 10/26, 3 str), tym razem nie tracący piłek jak w dwóch poprzednich meczach (łącznie 16), choć też aż czterokrotnie dający się zablokować.

Lakers zaczęli od 28-17, a łysy Bynum wyglądał prawie jak Shaquille O'Neal. Choć raczej to Hawes nie wyglądał nawet jak Rik Smits. Jednak gdy na boisku pojawili się rezerwowi, Kings błyskawicznie odrobili straty, robiąc run 20-4. Omri Casspi (10 pkt), Andres Nocioni (9 pkt), wsparci przez znakomitego przez cały mecz Tyreke'a Evansa (25 pkt, 11 zb, 9 as, 1 str, 1/5 za 3). Casspi wdał się nawet w pyskówkę z Bryantem, co nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale dla przeciwwagi Evans w jednej akcji miał taki spin-move na Ronie Arteście (37 min, 2 pkt, 7 zb, 4 as), że ten mógłby zejść na ławkę i na niej pozostać.

Evans kreował w tym meczu całą grę Kings i jeśli za rok będzie to tak nadal wyglądać  i nie będzie mieć należytego wsparcia, to takie sytuacje jak jego niedawna scysja z Nocionim mogą być znacznie częstsze. Ten chłopak nie przyszedł do ligi, by przez 5 lat koczować wokół granicy 30 zwycięstw w sezonie, czekając na swój czas. Ostatnio Nocioniemu zrobił awanturę przy ławce w ARCO Arena za złą selekcję rzutową. Evans potem przepraszał Argentyńczyka w radio, ale Nocioni wcześniej zdążył przyznać, że rookie faktycznie miał rację.

Rezerwowi Lakers do przerwy mieli ledwie jeden punkt i to obok dominacji Bynuma było główną historią pierwszej połowy. Lakers prowadzili 50:48. Po przerwie zagrali jednak lepiej w obronie, zaczęli trafiać osobiste, kilka trójek (b2b Bryanta i Odoma na 67:57), a potem weszli rezerwowi i tym razem nie dali się zdominować przez ławkę Kings. Sasza Vujacić dał świetną zmianę, zdobywając 6 punktów w 3/4 kwarcie, tak samo Lamar Odom, ale już Jordan Farmar po przerwie nie pojawił się na boisku w ógole. Nic zresztą w tym dziwnego. Wydawał się być równie poza systemem, co Francisco Garcia, którego nigdy nie widzałem grającego tak niepewnie. Lakers byli 84:68 na starcie 4q i choć Kings zmniejszyli jeszcze straty, to tematem ostatnich pięciu minut było doprowadzenie Evansa do triple-double. Brakowało mu raptem dwóch asyst i było to równie (nie)zabawne co "We Want Tacos" w Staples Center. Stało się więc to szybko dosyć żenujące, gdy raz po razie Kings nie trafiali rzutów po jego podaniach.

Dobry mecz Lakers, egzekucja planu, ale też rywal nie mający zupełnie interior-defense. Mam nadzieję, że to ostatni sezon Hawesa w pierwszej piątce Kings. Powinien być. Evans może być fizycznie silniejszy niż Hawes i Thompson razem wzięci. A już na pewno ma więcej tam gdzie trzeba, by nie spuszczać głowy w dół w obronie. Tyreke potrzebuje pomocy.


Mamy marzec - to samo co rok w rok - od tygodnia wściekam się, gdy patrzę w terminarz każdego następnego dnia. Mamy prawdziwy wyścig jeśli chodzi o tankowanie przez najgorsze zespoły (Tankapalooza) i mnóstwo match-upów, gdzie można w ciemno obstawiać kto wygra. I nawet jeśli dojdzie do jakiejś niespodzianki, to lepiej nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, bo te najlepsze drużyny powoli dopada nie zmęczenie fizyczne, ale psychiczne, dłużącym się sezonem. Pamiętam marzec/kwiecień rok temu, gdy oglądałem mecze, o których wiedziałem, że nie mają większej wartości. Potem pisałem o nich na blogu i też wiedziałem, że większej wartości to niestety nie ma. Dlatego od kilku lat marzę o tym, by sezon regularny został skrócony o te 7-8 spotkań (2-3 tygodnie), przez co uniknęlibyśmy degrengolady na jaką zanosi się choćby przynajmniej do końca tego miesiąca.

W każdym razie, by pomóc sobie i Wam tego uniknąć - przygotowaliśmy na jutro małe, ale istotne ogłoszenie.



Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 16 MARCA 2010

środa, 17 marca 2010 9:10

CP3 CHCIAŁBY BYĆ JAK STEVE NASH

wtorek, 16 marca 2010 17:48
Przemek Kujawiński

Chris Paul wydaje się świadomie budować swoją karierę. Cały czas zwiększa swój repertuar zagrań i pracuje nad wszelkimi elementami koszykarskiego rzemiosła. Co jednak może robić wielki rozgrywający kiedy nie gra? Chris postanowił przyjąć za wzór Steve'a Nasha i zacząć nagrywać filmiki. Nie jestem pewny, czy poniższy film to debiut CP3 w takiej roli ale są to z pewnością początki. Do poziomu Steve'a wciąż jeszcze bardzo daleko (swoją drogą ktoś pamięta jaka była pierwsza "produkcja" Nasha?) ale nie od razu Kraków zbudowano. Jakiś potencjał z pewnością możecie dostrzec. Zwłaszcza jeśli macie odchylenia w stronę angielskiego, absurdalnego humoru. Myślę, że jakby skrócić film o połowę byłoby dużo lepiej. Nie przeciągając jednak. Poznajcie odpowiedź na pytanie, co dzieje się nocą w sypialni Chrisa Paula:


Update: A tak robi to mr Nash (Usiak dzięki za linka)


 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: ILE NAPRAWDĘ ZNACZY K-MART DLA DENVER NUGGETS

wtorek, 16 marca 2010 16:14

Maciej Kwiatkowski


DENVER 123, HOUSTON 125


A więc Wy Rockets nie zamierzacie bronić w tym meczu? Czyli po prostu rzecz w tym kto rzuci więcej? OK. Spróbujmy, powiedział Carmelo Anthony na starcie drugiej połowy. Rockets przypomnieli jednak, że wiedzą co to "jaja i chwała". I w meczu gdzie obrony było tyle co na boiskach Wysp Owczych, ostatecznie Aaron Brooks i Kevin Martin rzucili razem 60 punktów przy 33 rzutach. Melo miał 45 przy 34. To jedna różnica. Druga to Luis Scola, który zebrał 9 piłek w obronie (z czego trzy w ostatniej minucie). Choć Nuggets zebrali w tym meczu 16 piłek w ataku, to ani jednej przez ostatnie 10 minut meczu, gdy Rockets odrobili 11 punktów straty. Bez Kenyona Martina w składzie, Adrian Dantley (zastępujący George'a Karla) musiał posiłkować się graniem small-ballu z Melo lub Joey'em Grahamem na czwórce.


Nie jest łatwo opisywać mi wydarzenia w meczu, w którym obydwie ofensywy zdobywają punkty bez problemu, a trzech Melo, Brooks i Martin robią co chcą używając do tego quickness i dryblingu. Rockets zaczęli od rzucenia 48 punktów w pierwsze 14 minut, uzyskując około dziesięciu punktów przewagi. Nuggets wrócili z obroną po przerwie. Dokładniej Arron Afflalo, który bywało, że krył trzech innych graczy (Brooks,K-Mart,Ariza) w trzech kolejnych akcjach, ale w czwartej kwarcie znowu Brooks wchodził pod kosz albo kręcił kółeczka po pick&popach, kreując dla innych. Potem jeszcze wydawało się, że Shane Battier nie ma żadnych szans z Carmelo w czwartej kwarcie, ale już nie mógł być bliżej Melo, gdy ten rzucał za trzy w ostatniej akcji.

Brooks trafił pull-up jumper z 5.5 metrów na 2.9 sekund przed końcem, ale gwiazdą ostatniej minuty był też Scola, który zaliczył dwie fantastyczne zbiórki w obronie (miał trzy - dwie były fantastyczne) i po pierwszej z nich wyprowadził Rockets na pierwsze prowadzenie w ostatnich 15 minutach, kończąc kontrę 2 plus 1.

Oglądałem przed tym meczem dokument o Reggie'm Millerze i Knicks. I przez to bardzo płynnie udało mi się przejść na oglądanie show Kevina Martina. Ten przez pierwsze 13 minut meczu rzucił 19 punktów, stawając na linii 7 razy i trafiając trzy trójki. Chuck Hayes był natomiast jakby żywcem wyjęty ze składu Knicks z tamtych czasów (93-95), gdzie z powodzeniem mógłby pełnić większą rolę niż Charles Smith. W pierwszej kwarcie podał za plecami do Martina, w trzeciej wykończył kontrę robiąc autentyczny spin-move wokół Nene. Chuck Hayes.

Koncert życzeń w ataku, ale choć można ganić łatwo obydwa teamy za mnóstwo błędów na pomocy i brak asekuracji wysokich, to mieliśmy jak na takie tempo niezwykle mało strat (Den 8, Hou 10). Oczywiście Denver bez Martina i Rockets bez Yao tracą swoją najbardziej kluczową obecność w obronie pod koszem, stąd jeśli Anthony czy Brooks minęli już swojego rywala (Hou 1 blok, Den 6), mieli też najczęściej otwartą drogę do kosza.



Tymczasem wpływ Kenyona Martina na grę Denver musi być ukryty gdzieś poza statystykami. Poza zbiórkami w obronie (68.7% -> 70.6%, gdy jest na boisku) i delikatną poprawą w defensywie (108.6 -> 108.1 pkt na 100 pozycji), Nuggets są zdecydowanie gorsi w ataku z Martinem na boisku niż bez (116.1 -> 112.2), mają niższą efektywną skuteczność - rzucają gorzej (52.8% -> 50.5%), 53% rzutów Martina to jump-shoty, których trafia eFG 35%. Nie zmienia się też sytuacja jeśli chodzi o bloki i co może wydawać się najbardziej zaskakujące - Nuggets z nim na boisku zbierają gorzej w ataku (30.2% -> 28.6%).


Oczywiście energia jaką daje Martin i sama jego obecność przechodzi tzw. "eye-test", czyli inaczej - z dużą dozą pewności pozwala nam przecież stwierdzić, że Nuggets są lepsi z nim na boisku (38-17 z nim, 7-5 bez niego). Ale z jak dużą dozą pewności? W tym wypadku statystyki nie idą z pomocą, by potwierdzić tą tezę. W każdym razie nadal dwie najlepiej broniące piątki Nuggets, które grały ze sobą w tym sezonie więcej niż 100 minut, to ta gdy Martin gra razem z Nene (102 efekt. defensywnej) i ta gdy Martin gra obok Chris Andersena, a miejsce Afflalo zajmuje J.R. Smith - ta piątka jest w ogóle jedną z najlepszych w lidze: 123 efekt. ofensywnej i 103 def.

Obecność Martina będzie jednak dopiero kluczowa w ewentualnym półfinale konferencji z Dallas (Dirk Nowitzki), a potem w finale z Lakers (Pau Gasol, Lamar Odom). Andersen z powodu swoich problemów z kolanami nie jest w tym sezonie zawodnikiem, mogącym grać regularnie po 30 minut w meczu. Znacznie efektywniejszy bywa, gdy daje 16-18 minutowe zmiany. Z kolei Johan Petro czy Malik Allen nie powinni być w rotacji zespołu, który chce w tym sezonie zdobyć mistrzostwo NBA.

Nuggets potrzebują Martina, ale i bez niego są w stanie zająć na Zachodzie drugie miejsce po sezonie regularnym i przejść pierwszą rundę play-offs.



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 15 MARCA 2010

wtorek, 16 marca 2010 11:21

ANDREW BOGUT I BRANDON ROY GRACZAMI TYGODNIA

poniedziałek, 15 marca 2010 20:23

źródło: espn.com

 

Piotr Makulec


Andrew Bogut z Milwaukee Bucks został dzisiaj wybrany Graczem Tygodnia w Konferencji Wschodniej NBA. W Konferencji Zachodniej identyczne wyróżnienie otrzymał Brandon Roy z Portland Trail Blazers, za mecze rozegrane między poniedziałkiem 8. marca a niedzielą 14. marca 2010 roku.

Bogut w minionych siedmiu dniach zdobywał średnio 19.3 punktu, 13.7 zbiórki (drugi w NBA) i 3.67 bloku (pierwszy w NBA), prowadząc Bucks do trzech zwycięstw w 3 meczach. Roy zakończył tydzień ze średnią 27.0 punktów w meczu i 56.7% skutecznością z gry, dzięki czemu Blazers zanotowali bilans 4-0.

Innymi nominowanymi do nagrody byli: Stephen Jackson z Charlotte Bobcats, LeBron James z Cleveland Cavaliers, Luis Scola z Houston Rockets, Dwight Howard z Orlando Magic, Amar'e Stoudemire z Phoenix Suns i Manu Ginobili z San Antonio Spurs.




Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

WSAD Z SERII KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE

poniedziałek, 15 marca 2010 19:03

Piotr Makulec

 

Gerard Anderson z Cal State Fullerton zrobił coś, co powinno zostać Wsadem Sezonu. Zobaczcie sami...

 

 



Podziel się:

komentarze (23) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE RUSSELL WESTBROOK JEST MISTRZEM "PUJIT"

poniedziałek, 15 marca 2010 14:33
Maciej Kwiatkowski

BOSTON 93, CLEVELAND 104

Od momentu, gdy LeBron James (30 pkt, 8 zb, 7 as) w końcówce pierwszej kwarty trafił niesamowitą trójkę z lewej strony (coś a'la kiedyś Magic, tylko nie o deskę), nie było tutaj wielkiej rywalizacji czy żadnego meczu odkupienia dla Boston Celtics. To że udało im się doprowadzić do remisu w połowie trzeciej kwarty było tylko wynikiem fatalnej dyspozycji rzutowej Cavs na linii osobistych (31/48) i tego, że Antawn Jamison (15 pkt, 12 zb, 6/17) nie po raz pierwszy wystąpił z impersonacją Rasheeda Wallace'a (Jamison i Sheed mieli po 1/8 w rzutach z wyskoku).


Poza tym Cavaliers zdominowali ofensywną deskę (17), pomagali sobie szybciej w obronie, ścinali lepiej pod kosz, a James mógł sobie do przerwy tylko wybierać ludzi do obsłużenia. Celtics znowu nie mogli zniwelować sił witalnych i quickness jaką demonstrował Anderson Varejao (17 pkt, 10 zb). Varejao był wszędzie: na atakowanej desce, wyprzedzając KG do czystej pozycji w pomalowanym albo pomagając w obronie. Cavaliers mieli aż 25 punktów z ponowienia akcji i aż 48 razy stali na linii osobistych (ich rekord sezonu). Celtics najzwyczajniej nie mogli wybronić akcji, albo faulowali, będąc w podwójnych kłopotach zwłaszcza wtedy, gdy James grał wysokie pick&rolle, absorbując trzech obrońców, a strzelcy w rogach zapewniali spacing.

To był już kolejny mecz, w którym obrona Celtics nie mogła nadążyć za ilością akcji, którymi James pociągał jak za sznurki. Do tego trójki b-2-b Mo Williamsa (14 pkt, 5 zb, 6 as) w pierwszej i w drugiej połowie, i jak powiedział przed meczem Kendrick Perkins (6 pkt, 6 zb), wygrał zespół, który jest obecnie lepszy.

Ray Allen (20 pkt, 6 zb, 5 as, 7/14) i Paul Pierce (18 pkt, 6/14) zaczęli trafiać dopiero w garbage-time, Kevin Garnett (28 min, 18 pkt, 7 zb) miał kłopoty z faulami, Nate Robinson (8 min, 0/3) był bardzo blisko kryty i nieprzydatny, a Wallace pełnił funkcję go-to-guy dla drugiego składu, pudłując różne rzuty z półdystansu czy dystansu, gdy Cavaliers zaliczyli kluczowy run 15-2. Wtedy też Leon Powe (6 pkt, 4 zb) wędrował na linię i trafił wszystkie sześć osobistych. Przez 8 minut na przełomie trzeciej i czwartej kwarty Celtics trafili 1 z 16 rzutów. Bardzo podobna historia miała miejsce kilka tygodni temu w Bostonie. Defensywa Cavaliers jak to ma w zwyczaju podkręciła tempo w ostatniej części meczu i Celtics byli bezradni, wolniejsi, starsi. Niemal słychać było jak zamknęło się dla nich okno, w trakcie którego i tak udało im się zdobyć jeden tytuł. LeBron James wkracza w Konferencji Wschodniej w erę nr 23 i w roli Detroit Pistons nie wystąpią wcale Celtics, tylko Orlando Magic. Celtics zagrają z kolei rolę samych siebie, gdy Larry Bird, Kevin Mc Hale, Robert Parish nie mieli już nóg, by nadążyć za jednymi i drugimi.

I może czas już skończyć naigrywanie się z Andersona Varejao. To już nie flopper czy kudłata reklama RedBulla, ale znakomity defensor pod koszem, zwłaszcza przy pick&rollach czy pick&popach. Obecnie zabójstwo dla mozolnego tercetu KG-Perkins-Wallace.

Nice stat: Jamison od czasu gry w Cavaliers trafił zaledwie 20 z 46 osobistych.


CHARLOTTE 96, ORLANDO 89

Wielkie zwycięstwo Quickcats. Orlando Magic byli w ostatnich tygodniach najlepszym teamem w lidze, a tymczasem bez Geralda Wallace'a, "Kiciusie" zagrały idealny mecz. Przez cały sezon nawet gdy pokonują Lakers czy Cleveland, to zaraz przypominają o swoich słabościach, ale jeśli w jednym meczu potrafią pozbyć się strat, zagęścić środek obrony i trafiać co jakiś czas rzuty z wyskoku - to wtedy są w stanie pokonać każdy zespół w lidze, a być może nawet - bo teraz już nie pozostawiają innego wyboru - wygrać ciężką sześcio-siedmiomeczową serię w pierwszej rundzie. W Orlando zagrali przecież bez swojego jedynego All-Star, polegając nie tylko na Stephenie Jacksonie (28 pkt, 6 as, 6 zb, 10/20), ale na game-planie, w którym podwajali i potrajali Dwighta Howarda (27 pkt, 16 zb, 12/14, 3/10 ft) bez ustanku. Nawet jeśli Howard nadal potrafił robić swoje.

Quickcats dali szansę Magic pokonać się ich ulubioną bronią (11/32 za 3), ale poza Mickaelem Pietrusem (20 pkt, 5/7 za 3) - nikt w Orlando nie miał dobrego dnia na dystansie, a już zupełnie zaginiony w akcji był Jameer Nelson (2/10), a zwłaszcza - już drugi mecz z rzędu - Rashard Lewis (1/7), wyłączony przez dobry defense Borisa Diawa. Bez kontuzjowanego Matta Barnesa (palec u stopy, wróci być może w środę) zabrakło jeszcze jednego gracza na obwodzie, który mógłby posłużyć za faktor X w tym meczu. Bobcats natomiast wygrywają nie od wczoraj z faworytami, tylko wtedy gdy uda im się spełnić każdy warunek na liście przedmeczowych założeń. Tym razem zrobili to bez swojego najlepszego gracza i to na boisku przeciwnika. To już naprawdę jest imponujące.

Tak jak przeżywający już drugą czy nawet trzecią młodość Theo Ratliff (10 pkt, 9 zb, w tym kluczowa zbiórka w ataku w crunch-time).

S.Jackson:
“You’ve got to credit this first to Theo Ratliff. Even though he had 27 points, Theo made him work for every shot. And we knew Dwight wasn’t going to get 10 assists. He’s not going to pass a whole lot.”

 

Magic przegrali ten mecz na deskach 34-40, a Lewis nie tylko znowu był niewidoczny w ofensywie, ale przez 110 minut gry w minionym tygodniu zebrał zaledwie 11 piłek z tablic.

Nice stat: Bobcats wygrali szósty mecz z rzędu, wyrównując tym samym rekord klubu.


UTAH 111, OKLAHOMA CITY 119

Russell Westbrook (30 pkt) zrobił coś czego poza Deronem Williamsem (27 pkt, 14 as, 8/14) nie dokonał żaden rozgrywający w NBA od 9 lat. Na przestrzeni ostatnich piętnastu sezonów zrobiło to tylko czterech. Westbrook trafił 75% swoich rzutów z gry, miał minimum 15 prób (12/16) i rozdał 11 asyst. Match-up Westbrooka z Williamsem to bez dwóch zdań jeden z najlepszych w lidze nie tylko, gdy chodzi o pozycję jedynki. Obaj wzajemnie nie mogli się zatrzymać (Sefolosha pomagał Westbrookowi kryć Williamsa) i pozostaje w zasadzie pytanie jak wysoko można sklasyfikować Westbrooka na liście najlepszych rozgrywających ligi?

To co zagrali Thunder było jednym z najlepszych ofensywnych pokazów w tym sezonie - 60% z gry to ich rekord. 119 punktów i efektywność aż 129.3 pkt. (na 100 pozycji w ataku) - absolutnie powalające na kolana. Nie chodzi zresztą o liczby, ale o styl w jakim to zrobili, zamazując niedawną porażkę w Denver, gdzie zagrali chyba najgorszy mecz sezonu. Westbrook latał nad parkietem, wyprowadzając często kontry 1-na-3, w stylu w jakim potrafi to robić jeszcze chyba tylko LeBron James. Od debiutanckiego sezonu Westbrook poprawił zdecydowanie kończenie akcji lewą ręką, a umiejętność trafiania tzw PUJIT plus niesamowita szybkość i atletyczność stworzyły z niego w tym sezonie jednoosobowy fast-break. PUJIT to skrót wymyślony przez oklahomański Daily Thunder. PUJIT czyli "Pull Up Jumpers In Transition".

Williams w odpowiedzi był heroiczny. Grając z urazem nadgarstka i z urazem lewego barku, który odnowił mu się w drugiej połowie, ciągnął razem z Wesem Matthewsem (29 pkt - career high, 9/11, 6x3) zespół Jazz bardzo mocno osłabiony brakiem Memo Okura (plecy, być może zagra w poniedziałek) i Andreia Kirilenko (łydka, to niestety może potrwac dłużej). Jazz bez swoich dwóch najlepszych shot-blockerów nie mieli jak zatrzymać Thunder w pomalowanym. Team Scotta Brooksa był skoncentrowany, głodny i gdy oglądam ich w grze naprawdę ciężko jest znaleźć 2-3 drużyny z większym koszykarskim IQ. Wliczając w to najlepsze zespoły w lidze. To dosyć śliskie określenie i być może niegodne tak młodej drużyny, ale ciężko jest naprawdę znaleźć w podstawowej rotacji gracza, któremu zdarzałyby się niezrozumiałe błędy, wybijające z rytmu cały zespół. Nie chcę tu dezawuować z tej przyczyny kilku bardzo dobrych graczy w tych najlepszych drużynach, ale sami pomyślcie, że nawet w Denver, Cleveland czy Lakers są zawodnicy, którym zdarzają się mentalne przestoje.

Pamiętam jak jeszcze w latach 90-tych moja mama czasem przesiadywała po nocach ze mną i z moim ojcem, by pooglądać Chicago Bulls. Miała ten kobiecy zwyczaj mówienia "Ale Jordan teraz strzelił", choć w gruncie rzeczy dosyć dobrze rozumiała koszykówkę. Teraz gdy oglądam w akcji Kevina Duranta (35 pkt, 10/17, 13/13 ft)  widzę, że może w tym subtelnym myleniu określeń miała trochę takiej zupełnie naturalnej racji. Kevin Durant bowiem też strzela. Robił to też Kobe Bryant, ale te kilka lat temu nie miał obok siebie takiego Westbrooka, więc to wrażenie było troszeczkę inne. Thunder trafili 14 (!) rzutów z rzędu na przełomie drugiej i trzeciej kwarty (12 pod rząd na starcie 3q), a Durant po prostu się nie pieścił i "strzelał". Nad każdym, w każdy sposób, bez mrugnięcia okiem. Takim szczytem strzeleckim w jego wykonaniu była trójka trafiona w końcówce z prawego rogu boiska. Durant dostał piłkę na wysokości klatki piersiowej i od razu odpalił rzut. Nie jakiś przypadkowy circus-shot, ale swój klasyczny rzut. Przy takim wzroście jest to po prostu nie do zablokowania.

I tak sobie myślę, że Nenad Krstic już nigdy nie będzie grał 25 minut w meczu w lepszym zespole. OKC Thunder mogą być naprawdę o jednego centra w rodzaju Brendana Haywooda od tego, by rozwinąć się w przeciągu dwóch lat, tak by dotrzeć do samego finału ligi. Już teraz, jeśli uda im się wyprzedzić Utah, mogą znaleźć się w drugiej rundzie. Jeśli zagrają z Jazz, to mają tutaj dobry dla siebie match-up. Nawet z Okurem i Kirilenką, Jazz nie mają na tyle dominującej siły, by zatrzymać Thunder w pomalowanym oraz nie zbierają tak dobrze w ataku, by odciąć Westbrookowi możliwość rozpętania piekła. A warto też zwrócić uwagę, że Oklahoma grała w tym meczu bez Jamesa Hardena.

Przewaga parkietu w tej ewentualnej serii musi być jednak po stronie Oklahomy. Wtedy to może być najlepszy match-up w całej pierwszej rundzie play-offów. Williams vs Westbrook wystarczy samo w sobie.

Nice stat: Kevin Durant trafił już 572 osobiste w tym sezonie i jest to najlepszy rezultat w lidze.


Starałem się jeszcze obejrzeć mecz Portland z Toronto. Trail Blazers byli "on fire" za trzy w pierwszej połowie, trafiając 8/11. LaMarcus Aldridge dominował pod koszem (22 pkt, 12 zb - 16/9 w 1 poł.), potem w drugiej kwarcie Blazers zaczęli festiwal trójek, ale gdzieś uciekło mi to co się działo w drugiej części meczu. W kazdym razie Portland wyraźnie kontrolowali ten mecz, ale Toronto trzymało się blisko. Brandon Roy spudłował 10 rzutów, ale zdobył 20 punktów i jego (w końcu zdrowa) obecność robi definitywną różnicę w tym jak znakomicie gra Portland w ataku w ostatnich dwóch tygodniach. Blazers wygrali cztery mecze z rzędu i 9 z ostatnich 11 spotkań.

Zabawne, że Raptors trafiali 62% z gry do przerwy i przegrywali jedenastoma punktami (49-60). Raptors po raz piąty w tym sezonie trafiali w całym meczu lepiej niż 54% i przegrali. Golden State dokonali tego czterokrotnie. LA Clippers trzy razy. Phoenix i Wizards x2.

Na koniec mam dla Was coś z mojego ulubionego twittera @jose3030. Znakomity dokument, który od czwartku widziałem już trzykrotnie. Wspólna historia Magica Johnsona i Larry'ego Birda. Absolutny must-see dla każdego kibica. Druga rzecz, to wyemitowany minionej nocy w ESPN dokument o rywalizacji Reggie'go Millera i New York Knicks. Ponoć jeszcze lepszy (co ciężko mi sobie wyobrazić) niż ten o Magicu i Birdzie. 



Podziel się:

komentarze (31) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 14 MARCA 2010

poniedziałek, 15 marca 2010 10:12

Licznik odwiedzin:  17 059 655 (wersja testowa)

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u