Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




LIGA ODDAJE GŁOS FANOM W WYBORZE MVP...

środa, 31 marca 2010 19:58
Marek Dziuba

Nie LeBron, nie Kobe. Przygotujcie się: to Yi Jianlian zostanie MVP w tym sezonie. Żartowałem. Choć Nets idą jak burza.

Kibice otrzymali dosłownie głos. Jeden głos, który wliczy się do pozostałych 124. jakie oddadzą poszczególni dziennikarze sportowi z USA i Kanady. Fani po raz pierwszy w historii będą mogli wpłynąć na wybór "Najwartościowszego Gracza". Będziemy mogli zrobić to na specjalnej stronie internetowej, gdzie posegregujemy odpowiednio swoich pięciu czołowych kandydatów do tej prestiżowej nagrody. Po zsumowaniu głosów, zwycięzca otrzyma 1 punkt na swoje konto.

Czy to dobry pomysł? Wydaje mi się, że tak. Fani nie powinni mieć w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia, bo naprawdę mogłoby skończyć się tak jak na wstępie. Przy okazji miło będzie się jednak dowiedzieć, kto w oczach kibiców zasłużył najbardziej na tytuł MVP.

BTW czy głosowanie już teraz można uznać za zamknięte?

Zrobimy mały test. Sprawdzimy, kto otrzymałby głos od czytelników ZP-1.


Podziel się

GDZIE PHOENIX SUNS SĄ LEPSZYM ZESPOŁEM

środa, 31 marca 2010 17:15
Maciej Kwiatkowski

PHOENIX 111, CHICAGO 105


Przez 44 minuty tego meczu Bulls praktycznie wyeliminowali z gry Steve'a Nasha (22 pkt, 10 as, 8/20), wybornie broniąc róznego rodzaju pick&rolle grane oczywiście przez Nasha i Amare Stoudemire'a (21 pkt, 7zb w ataku, 6/15) . Nie wszystkie były skierowane na dwójkową grę, ale rzecz jasna też na otworzenie pozycji dla strzelcow za trzy punkty. Suns trafiali trójki (14/28), ale robili to poza systemem, bo zwyczajnie są lepszym zespołem niż kiedyś byli. W tym sensie, że nie muszą opierać całej swojej gry na Nashu.


Bulls naciskali tempo tego meczu, Taj Gibson (14 pkt, 10 zb) i Joakim Noah (12 pkt, 10 zb) mieli razem około 6-7 wsadów w kontratakach, Flip Murray (23 pkt, 9 zb, 4 as, 4/6) przedostawał się w pomalowane kiedy tylko chciał, a gdy już tam był to nawet zbierał piłkę (4 zb w ataku). Czemu więc Bulls przegrali? W ostatnich 4 minutach Nash i Suns zagrali koncertowo kilka różnych zagrywek, opartych na pick&rollach. Chciałem zrobić wideo, by pokazać jak znakomity jest Nash w szukaniu tego typu rozwiązań i jak dobrze Alvin Gentry rozszerzył schematy w trakcie sezonu, ale jestem już z tym wszystkim dziś i tak za późno. Oczywiście wszystko było skierowane na to, by Stoudemire dostał piłkę w środku - tak bronili to Bulls, dzięki czemu Grant Hill (10 pkt, 8 zb) i Channing Frye (12 pkt, 3/7 za 3) trafili w końcówce rzuty na miarę zwycięstwa.

Ten mecz zupełnie zmienił się w ostatnie 4-5 minut. Obydwa zespoły przestały robić to co robiły wcześniej. Murray grał drugi z rzędu mecz na 23 punkty, ale w ostatnich sześciu minutach nie zdobył ani jednego. Grant Hill plus switching-defense Suns na 4-5 metrze trzymało Derricka Rose'a (23 pkt, 10 as, 7/16) z dala od penetracji, ale w crunch-time w trzech akcjach z rzędu Rose tylko śmignął przez defensywę Suns pod sam kosz, dwukrotnie będąc faulowanym (4/4 ft) i raz kończąc pod obręczą.

Gibson grał jak zwykle równy, dobry mecz, ale zagapił się w kluczowej akcji na 42 sek. przed końcem, zostawiając niepilnowanego Frye'a na wprost kosza za linią za trzy. Oczywiście Gibson też był zaangażowany w bronienie okazjonalnego pick&rolla, ale widać było w powtórce, że już pół sekundy wcześniej był niepotrzebny pod koszem i mógł ruszyć w kierunku Frye'a wcześniej, aniżeli to zrobił.

Najlepszym graczem Suns był jednak Jason Richardson (27 pkt, 6 zb, 4/9 za 3). Niewidoczny w końcówce, gdy piłka nie szła przez niego, ale wobec dobrej defensywy Bulls przez 3.5 kwarty, J-Rich świetnie grał bez piłki, biegał do każdej kontry i trafił kilka niełatwych rzutów. Zdecydowana większość tych punktów padła poza systemem.

Czytałem dziś o tym meczu w jednej z chicagowskich "gazet" (www, znaczy się), w której napisano, że Bulls powinni byli wygrać to spotkanie, chwaląc też Jannero Pargo za to jak bronił Nasha. Nie zgodzę się. Suns nie zrobili nic czego nie zwykli robić w drugiej części tego sezonu. Perfekcyjna egzekucja pick&rolli, zaangażowanie w to całego zespołu, dobry ruch bez piłki - niewiele drużyn w NBA jest w stanie temu zaradzić. Suns zwyczajnie  przełączyli wajchę na ON i wygrali ten mecz, będąc po prostu lepszym zespołem. Dwie penetracje Nasha, jedna z faulem, dunk Amare, rzut za trzy Frye'a czy dunk Hilla - wszystko to miało miejsce w 4 ostatnie minuty meczu, wszystko po pickach.

Oglądając od dwóch miesięcy tych Suns mogę ich postawić w jednym szeregu z Utah Jazz, tuż za Dallas i Denver (o ile wróci Martin) - Lakers to nadal team-to-beat. Spotkałem się z opiniami, że Jazz powinno się postawić obok Dallas i Denver, ale myślę, że koszykarscy bogowie ukarzą "Jazzmenów" za to, że w trakcie sezonu pozbyli się dwóch graczy z rotacji praktycznie za darmo.

Tymczasem Bulls mają już 1.5 meczu straty do Toronto Raptors. To poniedziałkowe zwycięstwo Raps w Charlotte może okazać się doprawdy kluczowe. Poniżej terminarz pozostałych gier i choć Raptors stać na przegranie meczu w Filadelfii czy w Detroit, to jeśli wygrają u siebie z Clippers, Warriors, Knicks, w dodatku pokonując na własnym parkiecie Bulls, to mając w dodatku tie-breaker z Chicago na swoją korzyść - "Bykom" będzie niezwykle ciężko awansować. Jak myślicie?

CHICAGO:

b2b @Was vs Cha
vs Mil
b2b vs Cle @ NJ (3m w 4 dni)
@ Tor
b2b vs Bos @ Cha (3m w 4 dni)

TORONTO:

vs Lac
b2b @Phi vs GS
b2b @Cle vs Bos (4 mecze w 5 dni)
@ Atl
b2b vs Chi @ Det
vs NY (3 mecze w 4 dni)

Podziel się

AMAR'E NIE GRA DLA PIENIĘDZY?

środa, 31 marca 2010 11:43
Przemek Kujawiński

Tak wiem - znowu o Amar'e. Zasada jest jednak prosta, dobrze graj a będziesz w centrum zainteresowania. Stoudemire miał fantastyczny marzec i trzeba to docenić a że dzięki temu amerykańskie media chętniej zwracają na niego uwagę to i wy musicie odczuć tego skutki. Przechodząc do rzeczy. STAT udzielił ostatnio radiowego wywiadu dla stacji KTAR w Phoenix, w którym dosyć bezceremonialnie wyraził się o swoich krytykach. Na pytanie prowadzącego o to, co powiedziałby ludziom, którzy mówią, że ostatnio gra tak jak gra tylko po to, żeby dostać maksymalny kontrakt a potem móc się zrelaksować odpowiedział:

"Powiedziałbym, że są po prostu upośledzeni [org. retarded] i nie śledzili mojej kariery odkąd jestem w lidze. Odkąd jestem w lidze poprawiam się każdego lata. Dochodząc do szczytowej formy, skupiając się na wygraniu mistrzostwa, walcząc w playoffs, powracając z siłą i pozostawiając beztroskę. Poprawiałem się każdego roku. Po All-Star poprawiłem się więc myślą, że gram dla kontraktu. Chyba postradali rozumy."

Cóż...

Nie będę ukrywał, że uważam, że istnieje "efekt sezonu kontraktowego". Nie sądzę (a przynajmniej mam taką nadzieję), żeby byli zawodnicy, którzy myślą tylko o tym, żeby podpisać grubą umowę a potem siąść na tyłku i nic nie robić ale wydaje mi się, że podświadomie wiedzą jaka jest stawka i czy chcą, czy nie w jakiś sposób ich to napędza. Co się dzieje potem? Mając świadomość wielkich pieniędzy, które zarobią, mając stabilizację, którą daje długi kontrakt tracą po prostu jakiś ułamek swojej motywacji. Czasem większy, czasem mniejszy ale w większości przypadków tak się chyba jednak dzieje.

Z drugiej strony mam nadzieję, że twierdzenia Amar'e o jego ciągłej pracy nad sobą przyniosą konsekwencje w postaci utrzymania na dłużej takiego poziomu jaki obecnie prezentuje. Nie ważne, czy podpisze satsfakcjonujący go kontrakt, czy nie (a raczej podpisze). Być może takie opinie podrażnią go i w pierwszym roku nowego kontraktu będzie jeszcze bardziej zmobilizowany by pokazać jak bardzo się myliliśmy. Oby.

Przy okazji wyżej wspomnianego wywiadu oberwało się nie tylko wszystkim wątpiącym w motywację Amar'e. Na pytanie, czy to, że trener D'Antoni nie koncentrował się na defensywie zahamowało jego rozwój Stoudemire odpowiedział:

"Tak myślę. Gdy nie byliśmy szczególnie skoncentrowani na obronie i nie uczono nas jej wielu wytykało mnie palcami mówiąc, że nie byłem dobry w obronie a mnie po prostu nikt nigdy nie uczył grania w defensywie więc było trochę niesprawiedliwe mnie za to obwiniać. Myślę, że pokazujemy teraz, że jesteśmy lepszym defensywnym zespołem, mamy chłopaków, którzy umieją grać w obronie a i moja obrona nie jest wcale taka zła."

Mała przestroga dla Nowego Jorku?

Na koniec coś z zupełnie innej beczki:

"Nie obchodzi mnie to kogo tam spotkam LeBrona, czy E.T. Po prostu chcę tam być" - Kobe Bryant o finałach NBA (swoją drogą nasuwa mi się pytanie... to Sam Cassell jeszcze gra?).

Podziel się

TOP 5 ZAGRAŃ: 30 MARCA 2010

środa, 31 marca 2010 9:19


Podziel się

"WIDZĘ NAS W PLAYOFFS" - D.ROSE

wtorek, 30 marca 2010 22:42
Michał Górny

 


 W jednym z ostatnich wywiadów dla stacji ESPN, Derrick Rose powiedział, że nie wyobraża sobie, aby jego zespół opuścił fazę gier posezonowych.

Jeszcze Nam się uda! Nie możemy dopuszczać do siebie wiadomości, że będziemy poza playoffs. ~ Derrick Rose

W tym samym wywiadzie Rose mówi o tym, jak bardzo cieszy się na samą myśl, iż w pierwszej rundzie będzie dostawał łomot "Kawalerią" z Ohio. W zeszłym roku Bulls sprawili bardzo dużo kłopotów ówczesnym obrońcom tytułu mistrzowskiego - Boston Celtics. Rose pobił wtedy rekord największej ilości zdobytych punktów przez debiutanta w jego pierwszym spotkaniu PO. Pierwszoroczniak zbił z piedestału samego Kareema Abdul - Jabbara. Czy Bulls będą w stanie wygrać z Cavs ?


Zakładając, że nawet jakimś cudem zdołają wyprzedzić Raptors (obecnie ich bilans to 36 - 37) to i tak trafiają na "wiecie kogo". Jak ćwierkał Adasz "sweep z ręki" może okazać się jedynym prawdziwym scenariuszem. Cavs w ostatnich czterech sezonach, dwa razy zafundowali przeciwnikom najkrótszą możliwą serię. W 2007 roku zamietli "czarnoksiężnikami", w zeszłym roku ten sam los podzieliły "tłoki".

Przed drużyną z Chicago jeszcze 9 spotkań, z czego pięć z nich w United Center - Phoenix, Charlotte, Milwaukee, Cleveland oraz Celtics. Wyjazdowe spotkania zapowiadają się trochę "lepiej", bo przeciwnikami Bulls będą Washington, żądni zwycięstw New Jersey Nets, bezpośredni konkurenci do "8th spot" Toronto Raptors oraz Charlotte Bobcats. Ile wygrają ? Końcówka sezonu ma przeważnie to do siebie, że wyniki układają się często wbrew wszelkim prognozom oraz wykresom statystycznym. Zespoły z góry tabeli "odpoczywają", te ciut gorsze walczą o lepsze miejsce przed PO, te najgorsze stają się żadnymi zwycięstw robotami zaprogramowanymi na wygrywanie. Washington i New Jersey mogą być doskonałym przykładem tej teorii....

Suma sumarum Bulls są bliżej Draftu (z najmniejszymi szansami na jedynkę w całej loteryjnej czternastce), niż Playoffs. Zarząd organizacji z Chi - Town będzie miał dużo czasu, by pomyśleć o ewentualnych wzmocnieniach (z posadą trenera włącznie). Tego lata nadarzy się niepowtarzalna okazja, by pozyskać jakiegoś "kozaka". Oby ten  "kozak" nie okazał się ciężko strawnym dla salary cap "muchomorem"....

Podziel się

GDY SUNS IDĄ NA WOJNĘ

wtorek, 30 marca 2010 22:39
Przemek Kujawiński

Życie profesjonalnego koszykarza nie jest łatwe. Zderzenie się z Dwightem Howardem, czy nadzianie na łokieć Kobego Bryanta nie należy przecież do największych przyjemności. Stłuczenia, siniaki, guzy, obtarcia, naciągnięcia, skręcenia i wszystkie inne typy potworności to w NBA chleb powszedni. Parkiet to pole bitwy a mecze to kolejne odsłony tej samej wojny. W co najlepiej ubrać się idąc na wojnę?

Jako jeden z pierwszych, około trzech lat temu, odpowiedział sobie na to pytanie Amar'e Stoudemire i do każdej bitwy zaczął przywdziewać swoistą zbroję składającą się ze specjalnych piankowych ochraniaczy pod spodenki i koszulkę. Jak mówi Amar'e: "Nosisz bojowe ochraniacze by chronić swoje żebra, plecy, uda. To pomaga. Nie mam żadnych siniaków. Normalnie, kiedy stawiasz zasłonę dostajesz kolanem w udo albo obrywasz po żebrach. To chroni cię przed tym wszystkim. To zdecydowanie pomaga." Poza widocznymi na zdjęciu ochraniaczami i spandeksowym nałokietnikiem Amar'e nosi swoje, słynne już, gogle. Odpowiedzialny w Phoenix za sprzęt Jay Gaspar wozi ze sobą zawsze cztery pary - tak na wszelki wypadek. Co ciekawe Stoudemire, który jako jedyny  w zespole obok Steve'a Nasha, ma swój własny model butów... przerzucił się ostatnio na te zrobione dla Kevina Duranta. Powodem miała być ich waga i uroda.

Paul Coro z The Arizona Republic postanowił przyjrzeć się jak, w tym względzie, wyglądają nawyki reszty graczy Suns. Jeśli chodzi o ochraniacze, śladami Stoudemire poszli wszyscy z wyjątkiem Steve'a Nasha, Granta Hilla, Jarrona Collinsa i Earla Clarka. Jason Richardson, na co dzień, używa jedynie ochronnych spodenek. O swoje żebra postanowił zatroszczyć się dopiero przy okazji spotkania... z Kobe Bryantem.

Najtańszy w utrzymaniu jest podobno Steve Nash, który ma tylko jedną zachciankę. Otóż w jego szafce zawsze znaleźć musi się suszarka do włosów. Steve nie chce się zaziębić. Nash generalnie bardziej niż w trakcie dba o siebie po meczu. Jako pierwszy w drużynie zaczął używać specjalnych regenerujących, obcisłych rajtuz (podobnych do tych, które noszą łyżwiarze szybcy), które mają poprawiać krążenie i zapobiegać puchnięciu. "Mam nadzieję, że pomagają ale tego nigdy nie wiesz na pewno. Jeśli myślisz, że pomagają to tak się dzieje ponieważ czujesz się lepiej psychicznie" - mówi Steve.

Obok Stoudemire'a najbardziej "uzbrojony" wychodzi na parkiet Leandro Barbosa. Do ochraniaczy pod spodenki i koszulkę dochodzą u niego prawy nałokietnik, usztywniacze na kostki, ochraniacz umieszczony pod taśmami na kostce (z imieniem jego matki) i taśmy na palce.

Co ciekawe Grant Hill, który z całego zespołu miał najwięcej "przygód" z kontuzjami nie próbuje się chronić w ten sposób:

"Nie czuję, żeby mi to pomagało. Nie powstrzymuje to od bycia uderzanym i siniaków. Raz je założyłem i tak samo jak zawsze po meczu byłem obolały. Wydaje mi się, że jestem ze starej szkoły. Nie lubię tych wszystkich dodatków. Mam wrażenie, że wszystkie te ochraniacze robią cię cięższym. Myślę, że to bardziej kwestia mentalna. Od ponad 20 lat nosiłem jedynie spandeksową podkoszulkę i nic poza tym."

Mało tego Hill nie chciał nosić nawet taśm na swoich "doświadczonych" kostkach. Zmusił go do tego dopiero klubowy nakaz.

Zastanawiam się, czy koszykówka naprawdę zrobiła się aż tak twardym sportem, że potrzebna jest taka ochrona. Czy naprawdę Kobe Bryant ma mniej przyjemne łokcie od Johna Stocktona? Czy Bill Laimbeer w porównaniu do dzisiejszych "twardzieli" mógłby służyć jedynie za przytulankę? Oczywiście rozumiem, że zawodnicy chcą chronić swoje ciała (które są im przecież niezbędne do pracy). Po prostu czasem zwycięża we mnie moja romantyczna natura, która karze mi wracać z utęsknieniem do czasów tenisówek i przykrótkich spodenek.

Podziel się

BRUCE WILLIS SE ŻYJE

wtorek, 30 marca 2010 19:35
Maciej Kwiatkowski

W zasadzie to nie sugerujcie się tytułem. Chrzanić tytuł, chrzanić mecz, chrzanić Lakers, chrzanić Nowy Orlean, West Virginie, co się dzieje, czemu Darius Songaila wygląda jak Wojtek Zeidler, co się dzieje... Spokojnie, nic nie wziąłem. To Bruce Willis na meczu Lakers / Hornets minionej nocy. Dobrze, że ktoś to wyciął i wrzucił, oszczędził mi roboty, bo miałem to zrobić. Dosyć interesujący styl prowadzenia się:


Podziel się

DOKONALI TEGO!

wtorek, 30 marca 2010 19:04
Marek Dziuba

Niekiedy nie trzeba wiele pisać.. wystarczy po prostu znaleźć dobre zdjęcie, a to jedno z
takich właśnie:

                                                             Brook Lopez w końcu uśmiechnięty    źródło: Getty Images (galeria)


Dokładnie tak wygląda radość po... 10 wygranej Siatek w sezonie!
Brakowało tylko szampana i confetti. Co tam, że doszło do niej w starciu z osłabionymi Spurs (grali bez argentyńskiego magika). Liczy się sam fakt, że Nets nie będą drużyną z najgorszym bilansem w historii NBA! hurray! I nie, ja nie kpię sobie z Nets. Ja naprawdę doceniam to, że oni ciągle potrafią się cieszyć (+) i to jak! Mistrzowsko! Powinno mnie to dziwić? Nie. Dlaczego?  Bo uniknięcie tak niechlubnego zapisania się na kartach historii było dla NJN jak walka o tytuł. Devin Harris wspomniał po zwycięstwie z San Antonio: "Słuchajcie, nie chcieliśmy zapisać się w dziejach NBA jako najgorsza drużyna, dlatego cieszymy się z 10 zwycięstw, choć.. to wciąż tylko 10 zwyciestw." / oj tak, tak.. choć przyszłość wcale nie rysuje się tak źle jak mogłoby się wydawać. Zaangażowany rosyjski właściciel dobrze wróży.

W komentarzach możecie wysyłać swoje gratulacje. Cieszmy się razem z sukcesu Nets!


Podziel się

GDZIE MAVS TO NOWI NUGGETS, LAKERS TO NOWI SPURS, A 30 TO NOWE 20

wtorek, 30 marca 2010 15:19
Maciej Kwiatkowski


DENVER 93, DALLAS 109

Jeszcze rok temu to Dallas Mavericks byli tym finezyjnym, miękko grającym zespołem, który po kilku łokciach pod koszem bał się wracać z powrotem. Denver Nuggets byli natomiast tą fizycznie i agresywnie, grającą drużyną, wykorzystującą połączenie siły i quickness w pomalowanym najlepiej w całej lidze.

Minionej nocy obydwa teamy zamieniły się rolami. Dwa tygodnie temu zastanawiałem się tutaj o ile tak naprawdę Nuggets są gorsi bez Kenyona Martina. Zakończona trasa wyjazdowa Denver (1-4) pokazała, że nie powinienem był się nawet nad tym zająknąć. W tym akurat przypadku statystyki, nawet te zaawansowane nie przechodzą tzw. eye-test.

Chyba, że rozwinąłbym wtedy te rozważania o dodatkowy element - o ile lepsi/gorsi są Nuggets, gdy Malik Allen i Johan Petro muszą grać razem przynajmniej po 15-20 minut pod koszem. Podobne spostrzeżenie tyczy się Josha Powella i D.J.'a Mbengi - oni też są 4 i 5 podkoszowym w rotacji swojego teamu. Jeśli jednak - co niestety bardzo prawdopodobne - uraz kolana nie pozwoli wrócić albo mocno uziemi Martina albo Bynum będzie miał problemy z powrotem do formy - zarówno Nuggets, jak i Lakers będą mieć tutaj dużą obniżkę w porównaniu z tym co oferują na dalszych miejscach swojej rotacji Orlando Magic (Anderson, Bass) czy Cleveland Cavaliers (Big Z, Hickson, Powe).

Nuggets byli wczoraj przemęczeni trasą wyjazdową, zwłaszcza niedzielnym meczem w Orlando. Carmelo Anthony (10 pkt, 9 zb) ponownie miał problemy ze znalezieniem sobie pozycji na półdystansie. Kryty agresywnie przez Shawna Mariona (21 pkt, 9/13), podwajany z boków zdobył tylko 3 punkty w pierwszej połowie i podobnie jak w Orlando - musiał wziąć też pod uwagę, że pod koszem czai się dobrze blokujący środkowy (Damp Haywood, to jeden gracz - 14 pkt, 12 zb, 4 zb). Melo zakończył mecz pudłując 13 z 16 rzutów i by dać mu odetchnąć w obronie, Adrian Dantley nie pozwolił kryć mu Mariona, który z kolei raz po raz wykorzystywał przewagi w match-upach (w 1q krył go np Billups), wbijając się pod kosz albo kończąc kontrataki. Świetny mecz Mariona, który wyrasta nie tylko na problem dla Lakers (Kobe), ale będzie też niewygodnym obrońcą w kontekście ewentualnej serii z Denver.

Dirk Nowitzki (34 pkt, 10 zb, 10 as)zaliczył wielkie triple-double, trafiając 4 z 5 trójek, ale może za wyjątkiem ławki rezerwowych Nuggets w drugiej kwarcie (JR Smith 27, Ty Lawson 10), Mavericks mieli ewidentną przewagę przez całe spotkanie. Ponownie pudłował Chauncey Billups (11 pkt, 6 as, 3/14), który w marcu trafia tylko 27% za 3 (1/7 wczoraj) - dla porównania 47% w lutym i 48% w styczniu.

Nuggets przegrywając 4 z 5 ostatnich spotkań spadli już na piąte miejsce Zachodu i mają tylko dwie porażki mniej od San Antonio Spurs, którzy z kolei po - czy tylko dla mnie nieszokującej? - przegranej w New Jersey (bez Manu Ginobiliego) są na ósmej pozycji.

Nie wyciągałbym jednak zbyt wiele z tego meczu jeśli chodzi o grę Mavericks, bo jeśli to oni mieli tutaj przewagę energii i siły fizycznej, to Nuggets bez Kenyona Martina nie będą mieli z nimi najmniejszych szans pod koszami. Tymczasem Martin powiedział wczoraj Marcowi Spearsowi z Yahoo Sports, że realistycznie może już nie wrócić do gry w tym sezonie. Jeśli tak, to Nene jeszcze częściej będzie miał pretensje do Malika Allena, że ten nie ścina pod kosz, ale czeka na 5-6 metrze na oddanie rzutu. W ten sposób Nuggets staną się nowymi Mavericks.


TORONTO 103, CHARLOTTE 101

Bardzo ważne zwycięstwo Toronto Raptors w Charlotte, choć Stephen Jackson miał po meczu - a Michael Jordan w jego trakcie - pretensje do sędziów, że to oni zaważyli na wyniku. Mecz stał jednak na zbyt przeciętnym poziomie, bym się tym jakoś specjalnie interesował, choć w drugiej połowie faktycznie odniosłem wrażenie, że sędziowie... nie faworyzują gospodarzy. To wszystko, nic więcej. Raptors mieli 15 osobistych w 4q, ale Bobcats oddali ich w całym meczu 31, Toronto 24.

Raptors wygrali bardzo ważne spotkanie, uciekając dalej przed goniącymi ich Chicago Bulls w walce o to kto przegra z Cleveland Cavaliers w czterech-pięciu meczach. Raps mają szczęście, że Bulls dotknęło takie piekło kontuzji. Tylko dlatego znajdują się jeszcze pod nad kreską. W każdym razie Trianos wykorzystali brak w Charlotte kontuzjowanych Tyrusa Thomasa i Nazra Mohammeda, i nawet pomimo tego dosyć niespodziewanie nadawali ton pod tablicami, wygrywając deski 38-31, przede wszystkim ograniczając Cats do tylko 4 zb w ataku.

Bobcats, dla których głównym fundamentem jest przecież defensywa, dali sobie natomiast trafiać 51% z gry i po raz pierwszy od 14 meczów rzucić więcej niż 100 punktów. To plus zbiórki, plus dobre mecze Antoine'a Wrighta (17 pkt, 6 zb, 7/11) oraz Hedo Turkoglu (11 pkt, 3/6 za 3) i jego ważne trójki, w tym ta, która wyprowadziła w koncowce Raptors na prowadzenie 95-93 - zaważyło na wyniku.

Chris Bosh (22 pkt, 11 zb, 10/19) nadal nie jest sobą odkąd wrocił po kontuzji, mając problemy w przedostawaniu się na linię osobistych (przez co mogę nie wygrać ostatniej ligi fantasy, w której mam jeszcze szanse na 1sze miejsce...) ale zagrał przyzwoicie. Cats natomiast trafili aż 12 z 24 rzutów za trzy co nie pamiętam kiedy ostatni raz im się przytrafiło. DJ Augustin 3/3, Larry Hughes (!) 2/3, Raymond Felton 4/5. Przeciętny mecz na styku przez 48 minut. Gdyby Cats mieli chociaż Thomasa wynik tutaj mógłby być naprawdę inny, nic nie odbierając Raptors z ich zwycięstwa. Tym bardziej, że w weekend już wszyscy tam spuścili głowy w dół.


LA LAKERS 100, NEW ORLEANS 108

Co jest dla Lakers gorsze od jednego superszybkiego rozgrywającego? Dwóch superszybkich rozgrywających.

Chris Paul (15 pkt, 13 as) rozegrał swoje najlepsze spotkanie po powrocie, a Darren Collison zdobył 17 punktów w 21 minut, i Lakers przegrywali od początku do końca, zbliżając się tylko na trzy punkty w połowie trzeciej kwarty, którą skończyli z 14 punktami straty..

Paul trafił pierwsze trzy rzuty z wyskoku i w końcu zagrał z pewnością parkietowego generała, a Hornets do przerwy znakomicie wywiązywali się z planu, który jest coraz lepszym planem na Lakers w tym sezonie.

Hornets podwajali Kobe'go Bryanta (31 pkt, 6 as, 10/18), gdy ten dostawał piłkę na swoim ulubionym pinch-poście w triangle-offense. Nie od razu, , ale po sekundzie-dwóch, robiąc to w dodatku raz z obwodu (Paul), innym razem od linii końcowej czy od strony pomalowanego (Okafor, West). Bryant w naturalny dla siebie już sposób nie forsował rzutów, rozrzucając piłkę na obwód, gdzie z kolei Derek Fisher (1/7 za 3) i Ron Artest (1/8 za 3) ...spudłowali pierwszych pięć otwartych trójek w tym meczu (<ziewa>).

W połowie drugiej kwarty Hornets mieli 10 punktów przewagi, z czego aż 18 w trójkach (6/10 vs 0/7). Artest w końcu trafił kilka rzutów z półdystansu (14 pkt, 7 zb), ale Fisher nie. W dodatku aż do czwartej kwarty nieskuteczny był Lamar Odom (10 pkt, 8 zb, 4/13), a ławka rezerwowych Lakers zdobyła pierwsze punkty dopiero na dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty (Farmar) ! 42-12 dla ławki "Szerszeni".

Pau Gasol (26 pkt, 22 zb) dominował pod tablicami od pierwszych minut, zdobywając pierwsze 12 punkty dla L.A. i bez pomocy Odoma dzieląc i rządząc między podkoszowymi mierzącymi 203 i 206 cm (nuda). Nie był to pierwszy raz, gdy Gasol bestialsko wykorzystywał przewagę wzrostu nad mikrusami. Tutaj wkracza akurat pomysł mojej wymiany dla Hornets.

Zamiast łączyć Collisona z kończącym się kontraktem Peji Stojakovica, można spróbować dokonać dwóch osobnych trejdów i kontrakt Peji zostawić dla kogoś kto będzie mocno spragniony samego zejścia z salary-cap. Natomiast jeśli Larry Bird nie ma nic przeciwko, a że Jim O'Brien bardziej niż centra potrzebuje w końcu mieć w swojej taktyce bardzo dobrego rozgrywającego - Hornets powinni zhandlować Collisona za Roy'a Hibberta. Paul, Thornton, West, Hibbert to wg mnie bardzo dobry trzon ekipy, którą można obudować w kilku strzelców, czyniąc z Okafora jednego z najlepszych zmienników pod tablicami. Jest superplaymaker, jest snajper nie muszący grać z piłką, West jako rzucająca czwórka i wieżowiec blokujący rzuty. Kto pierwszy powinien powiedzieć 'nie', Pacers czy Hornets?

Derek Fisher trafia tylko 38% z gry, najgorzej od sezonu 2003/04 i chyba już nie doczekamy się w tym sezonie regularnym Lakers grających jak faktyczny faworyt, a nie tylko jeden z kontenderów do tytułu. Wczoraj zabiła ich szybkość Paula, Collisona i Marcusa Thorntona (18 pkt) oraz brak... Glena Rice'a.

Lakers nie wrócą już w tym sezonie do bycia tym samym superofensywnym zespołem, którym bywali rok czy dwa lata temu. Naprawdę, zapomnijcie o tym. Brakuje strzelców za trzy i tylko takie słowa jak "wiara" "nadzieja" mogą komuś pozwalać pomyśleć o tym, że nagle Fisher i Artest staną się 45-procentowymi snajperami. To nawet nie byłoby zresztą dość, bo brakuje jeszcze jednego takiego gracza z ławki. Do tego Lakers mieli w meczu z Hornets zaledwie 4 punkty z kontrataków, 17 w ostatnich 3 meczach i szóste miejsce od końca w lidze.

Czy może być lepszy dowód na to jak bardzo zmieniła ten zespół zamiana Trevora Arizy na Rona Artesta?

Ariza trafiał czyste trójki, biegał do kontry. Artest tego nie robi, ale za to teraz z nim w składzie Lakers to przede wszystkim najlepiej broniący team Konferencji Zachodniej, wolniejszy, ale twardszy, który jednak będzie potrzebował też Andrew Bynuma w wysokiej formie, by zdobyć mistrzostwo NBA. Pisałem o tym przed sezonem i już wtedy wróżyłem, że bez Bynuma Lakers nie będą wcale faworytem. Nie w tym sezonie wobec zmian, które nastąpiły nie tylko w samy składzie Lakers (Ariza,Artest), ale wraz ze spodziewanym postępem tych najlepszych drużyn, który ogólnie rzecz biorąc zaistniał (Cleveland, Orlando, Dallas).

Jeśli jednak to defensywa wygrywa tytuły mistrzowskie, a tempo w play-offach jak zwykle zwolni, to kibice Lakers nie mają się też specjalnie o co martwić. Muszą po prostu przestawić się na kibicowanie drużynie, która będzie musiała pracować jeszcze ciężej, by wygrywać mecze. Mam nadzieję, że będzie to oczyszczające doświadczenie dla rzeszy tych fanów Lakers, którzy nie doceniali wcześniej sposobu w jaki San Antonio Spurs zdobyli cztery tytuły mistrzowskie. Jeśli jesteście znudzeni Waszymi Lakers, to dobry znak. Przyzwyczajcie się do tego. Celtics w sezonie 2007/08 byli na swój sposób równie okropni i niedołężni w ataku, by potem zgarnąć pulę w czerwcu.

Podziel się

TOP 5 ZAGRAŃ: 29 MARCA 2010

wtorek, 30 marca 2010 10:39


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 137  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718137

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0