Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




TOP 10 ZAGRAŃ: 30 MARCA 2011

czwartek, 31 marca 2011 16:40

WALL CHCE PODĄŻAĆ ŚLADEM PEWNEGO BYKA

czwartek, 31 marca 2011 1:26

 

Marek Dziuba

 

John Wall ma to nieszczęście, że jego sezon debiutancki - w którym notuje ponad 16 punktów i niemal 9 asyst w meczu - nastąpił równolegle z sezonem debiutanckim Blake'a Griffina. Gdyby nie latająca sensacja Clippers i gra w Waszyngtonie z nienadzwyczajnie inteligentynymi i zdolnymi kompanami (z wyjątkami) na pewno pisalibyśmy o nim częściej i częściej zachwycalibyśmy się wyczynami kolejnego rozgrywającego z potencjałem na supergwiazdę, czemu trudno zaprzeczyć. Już teraz jest niesamowicie szybki, czasami niestety szybszy od tego, co chce zrobić, ale ... szybkość to nie wszystko. Małe urazy związane z jej 'nadużywaniem' były dotąd zmorą "Mesjasza",  a oprócz tego cierpi on ciągle na (rzutowy) syndrom Rajona Rondo. Lecz spokojnie, to jakby nie patrzeć jego pierwszy rok  w lidze. Janek jeszcze nie jest Janem i ma czas na naukę.

 

Po doświadczeniach w tym sezonie w kolejnym powinniśmy oczekiwać tylko jego poprawy. Gra powinna dla niego zwolnić. Tak było w przypadku innych rozgrywających (to podobno najtrudniejsza do 'ogarnięcia' pozycja w NBA), którzy stanowią obecnie o sile swoich drużyn i tak było m.in z Derrickiem Rose'm, aktualnie czołowym kandydatem do nagrody MVP. Ta historia stała się inspiracją dla Janka Ściany. Dobrze słyszeć, że rozumie on swoją bolączkę:

 

 

- Moim celem jest osiągnąć jego poziom i ciągle poprawiać swoją grę. To zajęło mu trochę czasu. Ja staram się podobnie. [...] Wiem, że wiele drużyn daje mi rzucać z czystych pozycji. W niektórych meczach jestem na fali i trafiam co popadnie. W niektórych tylko ćwierć z nich. Myślę jednak o poprawie w tym elemencie, aby utrudnić rywalom krycie przeciwko mnie. To właśnie zrobił Derrick i teraz trudno go zatrzymać. - mówił z niekrytą szczerością.

 

 

Uwaga z rzutem jest jak najbardziej uzsadniona. Dobry rzut daje rozgrywającemu znacznie więcej możliwości. Gdy już nie będzie w stanie podać, zawsze może "ukłuć" w inny sposób, a nie szkodzić swojej drużynie, myląc rzucanie do kosza z rzucaniem cegieł pod budowe mieszkania. Zajrzyjmy do statystyk. Wall trafia 25% rzutów z 3/4 metra przy jednej próbie na mecz, 29% z 5. metrów przy ok. czterech próbach i 30 % trójek przy prawie 2 próbach. Dla porównania Rose jako "żółtodziub" oddawał nieznacznie więcej rzutów z każdej pozycji, bardziej bojąc się tylko rzutu za trzy (22%, 0.9 próby). Z 3/4 metra rzucał o 13% skuteczniej, z piątego o 14% skuteczniej.  Widać różnicę.

 

Przede wszystkim za tegorocznym sukcesem Rose stoi udoskonalony rzut za trzy (w tym sezonie 34%) lub raczej jak kiedyś zauważył Przemek brak obawy przed oddaniem takiej próby. Na półdystansie z kolei nie zwiększył swojej siły rażenia, ale jego procent krąży w granicach solidnych 40%. Co istotne, lider Bulls ma świadomość, że nie jest to jego główny atut, więc oddaje ich mniej, lepiej dobiera pozycje rzutowe. Zamiast odległych trafień za 2 woli już cofnąć się i rzucić za trzy. Tym samym ściąga obrońcę wysoko na obwód i stwarza sobie możliwość szybkiej penetracji pod kosz i dopiero wtedy jego szybkość i siła wydają się mieć pełne pole do popisu.

 

Zapisz to sobe Johnie w dzienniczku lub iPadzie od Flipa Saundersa.

 

Tak, Wall na pewno potrzebuje lepszego rzutu na półdystansie, ale zwłaszcza pewnej ręki przy rzutach zza łuku by w pełni wykorzystywać swoje talenty, co widać na przykładzie Rose'a. Dobry trener i silne wsparcie to osobna kwestia. Wall na razie musi zadowolić się z tym, co ma w zespole i polegać  głównie na własnym progresie. Musi zacząć karcić przeciwnika za śmiech twarz, gdy składa się do rzutu, nie dawać mu powody, by robił to dalej. Problem w tym, że John w przeciwieństwie do Rose'a ma braki typowo techniczne...

 

 

- Staram się oddawać po tysiąc rzutów dziennie. Chciałbym częściej robić to po wysoku. Ubiegłego lata tak naprawdę nie skakałem przy swoim rzucie. Po prostu rzucałem, a w tej lidze to karygodne. Zawodnicy są tu szybcy i zwinni i łatwo potrafią powstrzymać taką próbę. Popracuję nad tym i za rok zobaczycie mnie z lepszym rzutem.


 

Powodzenia John, trzymamy za słowo.


Podziel się

KUP WARZYWA W PUSZCZE I ZGARNIJ DARMOWE BILETY

czwartek, 31 marca 2011 0:00

Marek Dziuba

 

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam kukurydzę z puszki (tak jak niemal wszystko, co nadaje się do spożycia). Moja mama musiała ostatnio uzupełnić domowy magazyn, kiedy okazało się, że błyskawicznie zmniejszam jego zasoby i kupiła na wszelki wypadek z pięć na zapas. Wiecie, to zawsze fajny dodatek do sałatki, oczywiście zanim nie dopadnę jej wcześniej...

 

Gdyby zrobiła to w Minnesocie otrzymałaby... dwa darmowe bilety na mecz. Poważnie. Jest aż tak źle, T'Wolves? Chyba nawet w Polsce nikt nie wpadł na taki pomysł.

 



Podziel się

TOP 10 ZAGRAŃ: 29 MARCA 2011

środa, 30 marca 2011 20:14

LEBROON JAAMES! ... GDZIE ON JEST?

środa, 30 marca 2011 15:56

Marek Dziuba

 

LeBron James zaliczył triple-double - 27 punktów, 12 asyst i 10 zbiórek.

LeBron James trafił 10-21 rzutów, w tym jeden (niesłusznie?) w trzeciej kwarcie z drugiego końca parkietu.

LeBron James znów nie miał litości dla dawnej drużyny... (ktoś znów nie miał litości dla Chrisa Bosha, ale to nie nowość.)

 

... ale tym razem LeBron James przegrał. No pochwalcie się, kto tak obstawił  i rozbił bank?


A jeszcze wcześniej miała miejsce tajemnicza scena z czapką niewidką. Na prezentacji zawodników w Quicken Loans Arena LeBrona Jamesa  nie było.

 

 

Czy kiedykolwiek doszło do czegoś podobnego? Moja pamięć nie odtwarza bliźniaczego zdarzenia. Kibice Cavaliers jednak na długo zapiszą w swojej ostateczny wynik tego pojedynku. Jeśli oglądaliście mecz, musieliście widzieć, jak bardzo zależało im na tej wygranej. Chyba największej 15-stej wygranej w sezonie w historii.


Podziel się

LEBRON ZAWITA DO CLEVELAND, CZĘŚĆ II

wtorek, 29 marca 2011 22:38

 

Marek Dziuba

 

- Nie może być gorzej niż ostatnio. Jestem tego pewien. - twierdzi James.

 

Tak, tak nie było wiele szumu, bo i jak skoro Heat bez większych problemów wygrali dotychczasowe trzy potyczki, więc całkiem możliwe, że zupełnie niedawno dowiedzieliście się, że ten mecz w ogóle jest w dzisiejszym menu. Drugiego grudnia atmosfera była zupełnie inna i każdy miał tą datę wyraźnie zaznaczoną. w swoim kalendarzyku. Nikt tak naprawdę nie wiedział się czego spodziewać. Ciekawość nie dawała spokoju. Must see TV. Publika ostatecznie stworzyła Jamesowi piekiełko, ale nie powiem wa m jak duże, bo przecież nie byłem w hali i nie słyszałem tego hałasu. Musiałbym wejść w skórę LeBrona by to zrozumieć.

 

Dawny król miał wymarzony powrót po "decyzji". Mimo wszechobecnej nienawiści uciszył swój dwór, rzucając 38 punktów w  bolesnym blow-oucie 90:118 i spowodował załamanie dawnej armii. W Cleveland nastała passa niepowodzeń. Aktualnie Cavaliers mają bilans 14-58. Czy naprawdę muszę przytaczać, jaki mieli w tym samym punkcie rok temu jeszcze z LeBronem? No właśnie...

 

W każdym razie odpalajcie ILP lub streamy o 1:00 w nocy. Taki mecz zawsze ma swój smaczek. Heat są wyraźnym faworytem, ale to sport i niespodzianki czasem się zdarzają. Jak duży kurs jest na CC i kto spróbował szczęścia?


Podziel się

TOP 10 ZAGRAŃ: 28 MARCA 2011

wtorek, 29 marca 2011 20:04

CO TAM PANIE W JEZIORANACH?

wtorek, 29 marca 2011 19:03

Rafał Niewiadomski

 

Ktośtam się domagał w komentarzach napisania wreszcie czegoś o Jeziorowcach. Proszę bardzo. W zasadzie wypadałoby w końcu coś skrobnąć, bo ostatnio grają naprawdę dobrze, co widać od paru tygodnii nie tylko w naszym (Maćka) Power Rankingu. Wygrali 15 z 16 spotkań od All Star Weekend, zdobywając takie miasta jak San Antonio, Dallas, Oklahoma City czy Portland. U siebie pokonali m.in. Magic, Blazers, Hornets czy Clippers, zatem nie ma mowy o łatwym kalendarzu. Właściwie nie pokonali jedynie Miami Heat na ich terenie.

 


Co się kryje za tym, że nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęli tak dobrze grać?


Po pierwsze, postawa dwóch graczy: Rona Artesta i Andrew Bynuma. Od przerwy na ASW Ron trafia 44% z gry (wcześniej 37,9%), 43% za 3 (wcześniej 35%) i zdobywa 10,7 punktów na mecz (7,9). Jeszcze bardziej kluczowa wydaje się postawa Andrew Bynuma, który w tym samym okresie dostaje od Phila 5 minut gry więcej, niż przed ASW, do tego trafia 7% więcej rzutów (62,7%) i co najważniejsze zbiera o 5 piłek więcej (11,2) i blokuje o 0,7 rzutu więcej niż wcześniej (1,9 bpg).


To są dwa czynniki, dzięki którym Lakers grają dużo lepiej. O ile poprawy w grze Rona Artesta nie potrafię wyjaśnić (na twitterze pisał, że to tylko sezon regularny i czeka na Playoffs, wtedy nie zawiedzie. I to chyba jest jedyny sensowny powód, dla którego potrafi robić takie rzeczy ostatnio) o tyle z Bynumem jest o wiele łatwiej. Bynum w trakcie przerwy na Weekend Gwiazd spotkał się z trenerem Jacksonem i poprosił o to by odciążyć go w ofensywie, by mógł się skupić na defensywie. Panowie znaleźli nić porozumienia, Bynumowi wyznaczono nowe cele i od tego momentu Andrew jest bestią o czym przekonał się nawet Dwight Howard. Robi różnicę w pomalowanym i z meczu na mecz wygląda coraz lepiej. Drugi powód poprawy w grze młodego środkowego, to dojście do formy. Andrew opuścił początek sezonu (25 spotkań) i wiadomo było, że zajmie mu trochę czasu zanim dojdzie do pełnej sprawności. Póki co sam przyznaje, że to jeszcze nie 100%.


 

Zaangażowanie Bynuma widać doskonale w ostatnim okresie. Było sporo dyskusji w komentarzach przy okazji faulu na Michaelu Beasleyu, w tekście Przemka. Słusznie to był ostry i głupi faul ale to przewinienie pokazało, że mamy do czynienia z zupełnie innym graczem. Wcześniej to było dziecko w ciele giganta i odnosiłem wrażenie, że Bynum pomimo swojej postury jest... miękki. Teraz to już dorosły facet, który nie zawaha się ostro zagrać i gdy patrzę na jego zachowania w defensywie widzę w pełni ukształtowanego pod tym względem koszykarza.

 

Jak już jesteśmy przy faulach, to możemy przejść do meritum. Zach Love z Sport Illustrated rozłożył na czynniki pierwsze ten historyczny run Lakersów 15-1. I co się okazuje?

 

Lakers notują w nim efektywność ofensywną na poziomie 109 punktów na 100 posesji. Tylko Denver Nuggets w przekroju całego sezonu mają tak efektywną ofensywę. W obronie zaś, Jeziorowcy tracą 99 punktów na 100 posiadań, co oznacza, że ich defensywa jest w tym okresie jedynie trochę gorsza od tego co prezentują Bulls i Celtics.

 

Kolejna rzecz to straty. Jak się okazuję, w erze Pau Gasola, Lakers po raz pierwszy zeszli poniżej średniej ligowej w tej kwestii. Co więcej, odkąd zaczęli grać wolniej (z Bynumem i Artestem, ciężko grać uptempo), zaczęli popełniać najmniej strat w lidze, co wydaje się szokujące, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że Lakers grają trójkąty, atak oparty na podaniach, mnóstwie podań. Z reguły najmniej strat miały zespoły ze świetnymi jedynkami, grające powolny basket. Lakers obecnie średnio tracą 13 piłek przez cały sezon ale w trakcie tego 16- meczowej serii ograniczyli straty jeszcze mocniej - do 10,8 straty na mecz.

 

Obrona przeciwko trójkom. W trakcie sezonu, asystent Phila Jacksona, Chuck Person zaproponował nowe schematy defensywne, wzorując się na Pacers z czasów Ricka Carleslie. Główne nowe założenia, to przekazania na pick&rollach, oraz mocniejsza defensywa trójek i strefy podkoszowej kosztem półdystansu. Najlepsze defensywy ligi zawsze dobrze broniły rzuty 3- punktowe. Lakers rok temu też byli w czołówce w tej kategorii ale zakładano, że rywale mogą rzucać trójki do woli. Teraz średnia oddawanych rzutów coprawda wzrosła ale wzrosła również ilośćoddawanych rzutów pod presją. Trójki od zawsze wydawały się jedynym remedium przeciwko wysokim Lakers i faktycznie, jak się przyjrzycie, zespoly przeciwne rzadko kiedy wygrywają z Lakers nie mając dnia na dystansie. Tak czy siak, przeciwko Lakers zespoły rzucają prawie najwięcej w lidze (nieco ponad 20 prób) ale tylko 33% dochodzi do celu, lepsi są tylko Miami Heat w tym względzie.

 


 

Ostatnia sprawa to umiejętność niefaulowania oraz umiejętność mądrego faulowania. Od wielu lat specjalistami w tej dziedzinie byli San Antonio Spurs, i są zresztą dzisiaj. Wiadomo. że im mniej fauli, tym mniej rzutów wolnych i okazji do zdobycia punktów. Lakers w tych 16 spotkaniach po ASW dopuszczali do zaledwie 18,4 rzutów wolnych na mecz. W całym sezonie mają niewiele gorszy wskaźnik, mianowicie 19,4, co jest drugum najlepszym wynikiem w ciągu ostatnich lat. Lepszy wskaźnik, mieli jedynie Suns 04/05 (19.3) ale jeżeli Lakers utrzymają takie granie pobiją i ten rekord. Jak się okazuje tylko 8 zespołów w erze "post checking" zdołało zejść poniżej 20 rzutów osobistych rywali na mecz i były to zawsze świetne zespoły defensywne (np. Hornets 07/08 czy Spurs). To pokazuje, że Lakers naprawdę dobrze bronią i to nie jest tak, że David Stern nakazał sędziom nieodgwizdywanie przewinień Jeziorowcom. Ten argument mozna spokojnie obalić zeszłorocznymi statystykami czy tymi sprzed 2 lat, choć Lakers grali też wtedy dużo szybciej. Niemniej fakt pozostaje faktem, że Lakers i Spurs sa najrzadziej faulującymi drużynami w NBA (18,8 przewinienia na mecz) i to ma bezpośrednie przełożenie na ich wyniki. Dla przykładu, tacy Utah Jazz faulują 4,5 raza częściej, do tego robia to nieumiejętnie, co przekłada się na prawie 9 rzutów osobistych więcej, wykonywanych przez ich rywali. Odejmijcie od tego średnio 5-6 punktów co wieczó, i zobaczylibyście jakie miałoby to przełożenie na tegoroczną pozycję w tabeli Jazzmanów.

 

Ostatni powód lepszej gry, to moim zdaniem powrót do rotacji Matta Barnesa, któremu daleko do pełni formy, ale jeżeli odejmiemy te kilka(naście) minut Luke'owi Waltonowi i damy je Mattowi, to nawet szukający formy Barnes jest 100-krotnie lepszą opcją. Swoją drogą Matt zapowiedział, że wykorzysta opcję zawodnika i pozostanie w Lakers za 1,9 mln $ na przyszły sezon?!


I na koniec ciekawostka. Tylko 4 drużyny w historii NBA zaliczyły po All Star Weekend bilans 15-1 w pierwszych 16 grach. Byli to Detroit Pistons (1989/90), Chicago Bulls (1990/91), Utah Jazz (1997/98) oraz Los Angeles Lakers (1999/00). 3 z tych 4 drużyn (Jazz się nie udało ale byli w Finałach NBA) zdobywały później mistrzostwo NBA. 2 z tych drużyn prowadził Phil Jackson. Ciekawe prawda?

 

Ciekawie zapowiada nam się również końcówka sezonu. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że wszystko jest już ustawione, znamy zespół z najlepszym bilansem oraz jedynego kandydata na MVP sezonu regularnego. Teraz wiemy dużo mniej. Gdyby Lakers utrzymali taką formę, mogą jeszcze powalczyć nawet z Spurs o najlepszy bilans w lidze a wtedy, przy takiej końcówce sezonu dziennikarze mogą się jeszcze 2 razy zastanowić komu wręczyć MVP za sezon regularny. Oczywiście rozwiązań w kwestii tabeli po RS może być jeszcze więcej. Thunder, Mavs, Lakers, Heat, Celtics i Bulls - te wszystkie drużyny stać jeszcze na to, by odebrać San Antonio spurs najlepszy bilans w lidze. Oczywiście w przypadku Thunder wiązałoby się to z tym, że Spurs musieliby przegrać praktycznie wszystkie mecze do końca sezonu. Jest to prawdopodobne, wręcz niemozliwe ale już Bulls i Lakers w kontekście ich terminarza (Spurs grają w czwartek z Celtics, później jadą do Houston a 12 kwietnia czeka ich starcie z Lakers) mają całkiem realne szanse na zrównanie się z Ostrogami, choć sami mają przed soba jeszcze kilka ciekawych spotkań. Nie nalezy także zapominać o Miami Heat. ci mają piekielnie... łatwy terminarz, jedno spotkanie z Celtics i nie zdziwiłbym sie gdyby skończyli z 1 na Wschodzie. Ciekawie też sytuacja wygląda w dole tabeli. Charlotte Bockats, Milwaukee Bucks, Houston Rockets czy Phoenix suns to są druzyny, które wciąż mogą znaleźć się w Playoffs.

 

Za oknem już coraz więcej słońca, coraz cieplej. Za 3 tygodnie będą już Playoffs. Czujecie to?!

 



Podziel się

SUNS JUŻ BEZ SZANS? + KILKA MIŁYCH SŁÓW O GORTACIE

wtorek, 29 marca 2011 18:21

 

Marek Dziuba

 

Phoenix Suns z najsłynniejszym nosem ostatnich kilku(nastu) dni wybierają się dzisiaj do Sacramento, czyli terenu zasadniczo nie należącego do tych najtrudniejszych na nba-owskiej mapie. Wszystko mogło już jednak rozstrzygnąć się w ubiegłą niedzielę w Dallas, po przegranej w z Mavericks. Marcin Gortat  z świeżo nastawionym, nosem - zalepionym wielkim plastrem - wyszedł wreszcie po dłuuugim oczekiwaniu w pierwszej piątce Suns i zaliczył 20 punktów i 15 zbiórek. To był na pewno jeden z lepszych występów "Polskiego Młota" tym bardziej, biorąc pod uwagę okoliczności. Niestety szanse "Słońć" na awans do Playoffs stały się już niemal czysto matematyczne.


Wy sami przestaliście wierzyć (patrz ankieta po prawej) i trudno nie zgodzić się z większością. Gdy teraz spojrzymy na tabelę, zespół Alvina Gentry'ego na 10 spotkań przed zakończeniem sezonu zasadniczego zajmuje 10 miejsce z bilansem na poziomie 0.500 (36-36) i traci nie tylko 4 mecze do Grizzlies, ale także 2 do Houston Rockets.

 

Jest mówiąc wprost cienko i jakkolwiek zakończy się ten sezon dla Suns, a prawdopodobnie sprawdzi się czarny scenariusz, to na szczęście postawa Marcina będzie dla nas taką małą pociechą. Zresztą nie tylko dla nas. Czytam różne fora Suns, komentarze pod postami o Gortacie i widzę, że nie tylko my widzimy jego postęp, doceniamy jego pracę,  a także duże poczucie humoru. Zresztą, na jednym z najpopularniejszych  amerykańskich blogów padają o nim choćby takie opinie od prostych kibiców po tym jak wyszedł z cienia Dwighta Howarda:


 

"Powiniem być centrem Mavericks, zamiast tego cieniasa Brendana Haywooda."


"Gdyby był regularnym starterem, spokojnie wliczano by go do czołowej piątki środkowych w lidze."


"Uwielbiam gościa, to twardziel. Top5 ligowych centrów. Musi wychodzić w pierwszej piątce,  Robin w niej to jakieś nieporozumienie. Lopezi mają miękkość w genach, ale Brook przynajmniej trafia."


"Gortat to zawodnik, który poczynił jeden z najwięszych postępów. Robi wrażenie, odkąd gra w Phoenix"


"Dlaczego do diabła Robin Lopez wychodzi w pierwszej piątce, a nie on?"

 

"Brakuje mi go w Orlando. To trochę taka gorsza wersja Gasola. Ale fajnie widzieć, że wspaniale rozwija się przy Stevie i podbija swoje statystyki."   itd. itd.

 

 

Miło się czyta, prawda?

 

Postęp Marcina to jego połowa, czyli Steve' Nash. Ich relacje poza parkietem są - i widać to gołym okiem - świetne i dlatego łatwo zrozumieć, skąd dobra chemia także na boisku:

 

 

 

 

Poza tym wiadomo, Marcin ma gadane, a jego komentarze to wg wielu istne rarytasy na rynku (czasami rzecz jas na działa to w drugą stronę). Oto jeden z nich. Wspomnę tylko, że chodzi naturalnie o złamany nos, a raczej zabieg, który przeszedł.. bez znieczulenia, leków (auć):

 

- To moja wina. Powinienem wziąć zastrzyk. Zabieg był bardzo bolesny. Nie chcę używać brzydkich słów. Prawie miałem brudne gacie.


 

Hahaha i jak go tu nie lubić. Cieszmy się z osobistego sukcesu naszego rodaka. Poziom, jaki zaczyna prezentować i to, że jest po prostu sobą, zupełnie normalnym człowiekiem to wyborna reklama dla Polski. Od razu z większym zainteresowaniem patrzy się na ligę. Oby tak dalej, nawet jeśli pozostało nam ostatnich 10 meczów z udziałem Polaka w aktualnych rozgrywach. Potem czeka nas kolejny, ale czy Steve ciągle będzie biegał w koszulce Suns? Eee, sorry. To już zbędne wybieganie w tym momencie... w końcu szanse Phoenix na Playoffs prowizoryczne, ale są, a Marcin powinien już do końca wychodzić jako starter. Pozdrawiamy Robin.


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 141  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718141

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0