Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 714 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




FINAL FOUR 2012: DROGA KOŃCZY SIĘ TUTAJ

sobota, 31 marca 2012 13:17

 

 

Sebastian Hetman

 

Być może będzie to jedna z moich najkrótszych zapowiedzi na tym blogu, ale myślę, że na tyle dużo pisałem o wszystkich czterech zespołach, więc nie chciałbym się powtarzać i pisać w kółko tego samego. EDIT: Wyszło nie najgorzej…

 

Odsyłam oczywiście do zakładki NCAA, gdzie rzetelnie byłem z Wami przez cały Tournament.

 

Poza tym nadchodzący tydzień będzie iście pracowity i ciekawy. W końcu przeprowadzka do miejsca, gdzie internet może zawodzić, ale hej! Nie poddam się tak łatwo, dlatego po sezonie akademickim szykujcie się na pierwsze Mocki + sylwetki ciekawych grajków przed Draftem 2012.

 

Zacznę do tego, że ten Turniej był naprawdę fajny mimo, że spotkałem się z negatywnymi komentarzami. Były upsety, zacięte mecze, dogrywka, nie było game-winnera, ale pal sześć! Dla mnie marzec to najlepszy miesiąc pod względem koszykarskim, jednak nie spocznę na laurach i wspólnie z chłopakami będziemy przygotowywać się na Playoffs 2012, dlatego powoli przeprogramuję się także na NBA.

 

Final Four 2012, Nowy Orlean – droga kończy się tutaj, gra dobra muzyka, a życzliwi ludzie tłumnie zjeżdżają się do Luizjany, by zobaczyć parkiet w klimacie Mardi Grass…

 

 

 

 

KENTUCKY WILDCATS – Teraz, albo nigdy…

Ostatnio przeczytałem gdzieś w amerykańskiej blogosferze, iż zespół kokainowego Cala ograłbym bez większych problemów Washington Wizards, co oczywiście zdissował stary dobry Jeff Van Gundy. Na pierwszy rzut oka może i tak, bo całe ESPN huczało, że Kentucky to NBA level, a super gwiazdy poziomu akademickiego są jedną nogą w Top 10 Draftu. Nie wiem co będzie w czerwcu, ale na dzień dzisiejszy Wildcats są najlepszym zespołem w NCAA i nie widzę powodu, dla którego mieliby przegrać z Louisville. Na każdej pozycji przewaga, może za wyjątkiem PG + swagger przez duże S. Dzikie Koty przeszły przez Turniej niczym tornado, a trener Calipari ostrożnie wypowiada się na temat F4, bo przecież sam jeszcze nigdy nie zdobył mistrzostwa NCAA. Nie pomógł mu w tym Marcus Camby, Derrick Rose nie dał rady, a Tyreke Evans miał chyba za słaby team wokół siebie w Memphis. Podobnie było z Johnem Wallem i DeMarcusem Cousinsem, kiedy „Draft Cats” odpadli nieoczekiwanie w Elite 8 z Baylor Bears. Rok temu Terrence Jones i Brandon Knight poprowadzili Wildcats do F4, end of story. Dzisiaj Calipari ma być może jeden z najsilniejszych składów w ostatniej dekadzie, a takich talentów nie będzie miał pod dostatkiem chociażby w następnym sezonie. Anthony Davis, Michael Kidd-Gilchrist, Terrence Jones, Doron Lamb i Marquis Teague stoją przed szansą, której po prostu nie mogą zmarnować. I nie chodzi już tylko o medialną burzę, gdzie zostaną zjedzeni żywcem, ale o zapiski na kartach historii, którą tworzą od listopada 2011. Panie Cal – teraz, albo nigdy…

 

 

 

 

LOUISVILLE CARDINALS – Pitino innym człowiekiem…

Rick Pitino się zmienił. Nie jest już ujadającym warszawskim owczarkiem niemieckim, który okazale wygląda na kolanach samego Hugh Hefnera w Szczyrku. Nie, to nie Rick. Pitino nie szczeka i nie obraża, a po wejściu do Final Four miał łzy w oczach, przytulał każdego kogo mógł przytulić. Nowy Rick Pitino ma prawie 60 lat i bagaż bardzo ciężkich doświadczeń z przeszłości. W jego walizce tych przykrych wydarzeń znajdziemy śmierć 6-miesięcznego synka w latach 80-tych, tragiczny wypadek pierwszego szwagra, którego potrąciła nowojorska taksówka, śmierć drugiego szwagra podczas ataku 9/11 na WTC, czy zarzuty o molestowanie seksualne w Louisville, które nie miały żadnych podstaw. Pojawiła się także sprawa bodajże nowotworu, ale świat i tak skupiał się na jego porażkach w NBA, które niejako zmusiły go do powrotu na kampusy. Rick Pitino do tej pory niósł na swoich barkach bardzo ciężki krzyż. Jak sam mówi, nie zostało mu zbyt wiele lat i chce cieszyć się każdą chwilą. Nie widziałem tak opanowanego Pitino, który znany był ze swoich ostrych metod szkoleniowych, a za krzywe spojrzenie wysyłał swojego gracza na rundkę 100 okrążeń wokół całego kampusu. True story. Być może wpływ na jego przemianę miał także ten zespół Cardinals. Team, w którym nie ma gwiazd i prospektów na Draft 2012. Drużyna, której nikt na poważnie nie brał pod uwagę, a niedowiarkom szczęki opadły w dół, kiedy Cards okazali się najlepiej broniącym zespołem w tym Turnieju. Trójka Peyton Siva, Kyle Kuric i Chris Smith zatrzymała w Elite 8 fantastyczny obwód Florydy, a dość przeciętni Gorgui Dieng i Chane Behanan stali się solidnymi walczakami pod koszem. W takich chwilach poznaje się charakter wielkiego coacha, który ma wpływ na dość przeciętnych ludzi. Ma wpływ na szare postacie koszykówki akademickiej, które mają szansę zabłysnąć w Nowym Orleanie. W tym przypadku i match-upie akurat dwie wielkie historie być może połączą się w całość, bo zarówno Pitino jak i Calipari mieli dość zawile drogi do swoich sukcesów, dlatego gorąco polecam sprawdzić tekst całej rodziny akademickiej ESPN.com, która zebrała fantastyczne wypowiedzi osób związanych z jednym i drugim trenerem. Rewelacja...

 

 

 

 

OHIO STATE BUCKEYES – Sull Sully gra o wszystko…

Jared Sullinger rok temu po porażce z Kentucky Wildcats w Sweet 16 był rozbity, ale już w autobusie zapowiedział swój powrót na uczelnię. Sully w tym sezonie gra o wszystko, zaś jego świta z Ohio State awansowała bez większych przeszkód do Final Four potwierdzając, że można osiągnąć sukces bez długiej ławki rezerwowych, której Buckeyes tak naprawdę nie mają. Pięciu chłopa robi kapitalną robotę, a tydzień odpoczynku przed F4 najwyraźniej był dla nich darem z niebios. Aaron Craft, William Buford i DeShaun Thomas są odpowiedziami na ekipę Kansas Jayhawks, która po początkowej zadyszce rozbiła Północną Karolinę bez Kendalla Marshalla. Sullinger z Thomasem Robinsonem – być może najlepszy match-up w tym sezonie, bo jeden i drugi typowani są w Top 10 Draftu 2012, a ja przekonałem się, że dobre historie rodzą się także na kampusach NCAA. Thad Matta pamięta jeszcze Grega Odena, ma przed oczami crossy Mike’a Conleya i porażkę z Florida Gators podczas finału 2007. Dzisiaj staje przed kolejnym wyzwaniem, a chyba zbyt wiele osób pomija tego świetnego szkoleniowca, podczas gdy eksperci zachwycają się Caliparim i Pitino. Thad Matta zamienił ten program w solidną ekipę z Konferencji Big Ten, która rekrutuje coraz lepszych graczy. OSU są w Final Four. Co dalej? Sully zajmie się wszystkim…

 

 

 

 

KANSAS JAYHAWKS – Dla Robinsona…

Początkowo męczyli się z niżej rozstawionymi zespołami mimo, że mieli dość łatwą drabinkę. Wiem, wiem, powtarzam się… Thomas Robinson i jego historia dostarczyły koszykarskiej Ameryce łez i zachwytów. Zachwytów nad rozwojem wojownika, który w ciągu jednego roku stracił całą rodzinę i został opiekunem swojej młodszej siostry Jayli. Robinson zasługuje na grę w NBA, zaś jego progres zaprowadzi go do Top 5/Top 7 Draftu 2012, gdzie będzie miał gwarantowane miliony w kontrakcie debiutanckim, a co za tym idzie, zabezpieczy siebie i swoją siostrę na dłuższe lata. Pomijając już kwestie finansowe, każdy chciałby go zobaczyć w NBA. To jest jego czas, jego moment, chwila, którą musi się delektować, a sam trener Bill Self wygania go na zawodowe parkiety. W meczu z UNC T-Rob błyszczał, w końcu robił rzeźnię na dobrej skuteczności i chciał jak mało kto. Obudowany solidnym obwodem (Elijah Johnson i Tyshawn Taylor), który w crunch time ratował Jayhawks nie raz, mający obok siebie centra z prawdziwego zdarzenia (Jeff Withey), Robinson może postawić kropkę nad i, ale czy po ewentualnym awansie do finału będzie w stanie pokonać Kentucky NBA Wildcats? Czas pokaże, ale jedno jest pewne. Jego drużyna i cały sztab Jayhawks zrobią wszystko, aby ich ukochany „Earl” zakończył karierę akademicką z tytułem…

 

 

 

 

Co będzie nam potrzebne?

 

Streamy – tradycyjnie FIRST ROW lub player na CBS Sports

 

Terminarz:

00:09 – CBS – (1)Kentucky vs. (4)Louisville

02:49 – CBS – (2)Ohio State vs. (2)Kansas

 

 

Nie możecie tego przegapić, a z drugiej strony nie powinienem się tym przejmować, bo i tak zrobicie co będziecie chcieli. Jest sobota i pewnie większość z Was pójdzie robić wódkę w plenerze, albo zabije się Citronem u cioci na imieninach.

 

O dziwo mam inny plan i chcę dotrwać do białego rana. Bez Citrona, bez małpeczek, z kubkiem herbaty i słonecznikiem. Tak dla kurażu. Nerdowsko, ale dla kurażu…

 

Tymczasem Hugh Hefner w Szczyrku nadal wciąga koks w domowym zaciszu ze grzbietu owczarka niemieckiego…

 

Aloha!


 


Podziel się

TOP 10 ZAGRAŃ: 30 MARCA 2011

sobota, 31 marca 2012 13:14


Podziel się

"DWAJ KOMPLETNIE INNI GRACZE"

sobota, 31 marca 2012 13:04

 

Przemek Kujawiński

 

Kevin Garnett słuchał uważnie głosów mówiących, że Kevin Love jest najlepszym silnym skrzydłowym w lidze:

 

"Jeśli cokolwiek o mnie wiecie, to zdajecie sobie sprawę, że byłem więcej niż gotowy na dzisiaj".

 

Garnett trafił 12 z 18 rzutów i zatrzymał swojego vis-a-vis na 5 z 18 trafień. Więcej. Jeśli dobrze policzyłem, Love trafił zaledwie raz, gdy w okolicy był KG. Nie było w tym wielkiej filozofii. Garnett nie oddawał swojemu rywalowi nawet centymetra miejsca, gdy ten próbował ustawiać się tyłem do kosza. Dosłownie leżał na nim za  każdym razem, gdy Love bez piłki próbował szukać swoich ulubionych miejsc na parkiecie. Oczywiście było w tym trochę brudu, łapania za ręce, czy szczypania po brzuchu. Ot stary dobry Kevin Garnett.

 

Dodatkowo Celtics od pierwszej kwarty świetnymi rotacjami w obronie wyjęli Minnesocie zagrania pick'n'roll (znów brawo KG i dobrze - zazwyczaj - rotujący Brandon Bass). Love tego, co stracił w ataku nie potrafił oddać w obronie, zostawiając Garnettowi zbyt dużo miejsca w sytuacjach pick'n'pop (jeśli dobrze liczyłem 5/9). To była różnica agresji i doświadczenia i właśnie to, co dzieje się po bronionej stronie parkietu wciąż działa na niekorzyść Kevina Love w dyskusji na temat jego miejsca wśród najlepszych graczy tej ligi.

 

Celtics są 14-5 od czasu Meczu Gwiazd i jak napisał Chris Forsberg na ESPN przestawienie Garnetta na pozycję centra mogło uratować im sezon. KG rzucił ponad 20 punktów w czterech z ostatnich pięciu spotkań i znów jest najważniejszym graczem Celtów. Oczywiście terminarz był ostatnio łaskawy, ale Boston jest już pierwszy w Atlantic Division i prze po przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie playoffs.

 

W Minnesocie natomiast szpital (Rubio, Beasley, Barea, Pekovic), który grzebie ich szanse na ostatni run po miejsce w playoffs. Kevin Love może już nigdy nie zrzucić z pleców małpki Kevina Garnetta. W dotychczasowych trzech pojedynkach trafia średnio 36% swoich rzutów (i oddaje 69% rywalowi). Choć może należałoby mu przyznać rację, że żadne porównania nie mają tu żadnego sensu:

 

"Jesteś dwoma kompletnie różnymi graczami. Jedyne, co nas łączy, to takie samo imię. To nie jest sprawiedliwe porównanie. On jest jedynym w swojej generacji, jedynym w swoim rodzaju".

 

Amen.

 

ps. Wolves postanowili uczcić starcie Kevinów występeme Vanilla Ice'a. Tak, tak. Vanilla Ice żyje i nadal zna tylko jeden kawałek:

 

 

Dzięki bogu Derricka Rose'a nie było w okolicy...


Podziel się

JJ HICKSON NAD DEANDRE JORDANEM, HASHEEM THABEET NAD OBRĘCZĄ

sobota, 31 marca 2012 11:06

 

Maciej Kwiatkowski


Przedlokautowy trade Cleveland i Sacramento nie wypalił dla obu drużyn. Omri Casspi stracił miejsce w piątce Cavaliers, trafiając w tym sezonie najgorsze w karierze 33% za trzy i 59% z linii. J.J. Hickson wypadł natomiast z rotacji Kings, będąc tam kolejnym niespokojnym, młodym duchem w zespole nie narzekającym na ilość strzelców. Hickson dogadał się więc z Kings, a ci wykupili jego kontrakt. Zanim zszedł z listy waivers przejęli go Portland Trail Blazers i zaprosili go na casting, czyli ostatni miesiąc gry w zespole, który po sezonie będzie miał nowego GM'a, być może nowego trenera i najlepiej żeby póki co nie wygrywał.

 

Dlatego widzimy nawet alley-oopy Jonny'ego Flynna do Hasheema Thabeeta ze śmiesznymi stopami:

 


Podziel się

CHRIS PAUL WYGRYWA KOLEJNY MECZ (ZIEW)

sobota, 31 marca 2012 9:58

Maciej Kwiatkowski

 

Straciłem już rachubę który w tym sezonie... J.J. Hickson był przez cały mecz gorący dla Portland, rzucił season-high 29 punktów, dunkując i trafiając 13 z 19 prób. Był tak gorący, że przejął krycie Chrisa Paula i wnet został zamrożony:  

 

 

"I'm used to it,"


Podziel się

KLASYCZNY GAMEWINNER DIRKA W ORLANDO

sobota, 31 marca 2012 8:20

Maciej Kwiatkowski

 

W przypadku Dallas Mavericks wystarczy utrzymać się w meczu do 40-42 minuty. Sześć punktów, osiem, dziesięć straty? Mavericks tak zostali doświadczeni przez playoffy, że teraz w crunch-time zawsze znajdą się ręce do rzutu. Problemem są kontuzje, Lamar Odom, Jason Kidd, dopiero 18. w tym sezonieofensywa.

 

W ostatnich minutach piłkę ma Jason Terry, jeśli nie - jest sfrustrowany. Terry tak mocno żyje swoimi potyczkami z Miami Heat. W ostatniej akcji Mavericks mogą jednak wejść poziom wyżej i piłka idzie najczęściej do Dirka Nowitzkiego. Zadaniem pozostałych jest to, aby w różne sposoby mu ją dostarczyć na prawy post-up pięć metrów od kosza. Tym razem Nowitzki zaczął na drugim skrzydle i zbiegł z lewego rogu wzdłuż linii końcowej po zasłonach Iana Mahinmiego i Terry'ego.

 

Dirk dostał piłkę, rozpoczął przodem, zrobił trzy kozły, ustawił się tyłem w ulubionym miejscu i Hedo Turkoglu już nie mógł zrobić nic więcej w obrębie przepisów gry. Wcześniej? Być może. Dlatego czasem trenerzy wybierają niższych obrońców na Nowitzkiego, ale wtedy Mavericks pewnie znaleźliby sposób, aby ustawić Nowitzkiego bliżej kosza... Tym razem Turkoglu mógł tylko bronić i patrzeć co zrobi Dirkzilla - prawy łokieć, odskok, lewa noga, rzut. Hardwood Classic.

 

 


Podziel się

JAK KUPIĆ JEDEN MECZ (NA ILP)

sobota, 31 marca 2012 2:40

 

 

Michał Górny

 

 

 Szanowne ILP urosło o jeszcze jedną opcję. Nie jest to jakaś specjalna rewolucja jak dożywotnia 90 % zniżka na Kasztelana Niepasteryzowanego ale zawsze coś. Otóż od kilkunastu godzin oficjalnie można zakupić dostęp do usługi International League Pass tylko na jedno spotkanie.

 

 

 

 

 Cena 2 dolary 99 centów zachęca do  zakupu. Wystarczy wybrać na stronie nba.tv odpowiednie spotkanie z terminarza (również z archiwum). 

 


 

 


Podziel się

RICKY RUBIO IMPERSONATION

piątek, 30 marca 2012 23:01

 

 

 Michał Górny

 

 

 Co ja tutaj będę opowiadał. Zobaczcie sami, jak Mary Mack udaje Ricky’ego Rubio. Może nie jest to tak zabawne, jak Reggie Evans i jego "swędzenie policzka" ale mimo wszystko jest się z czego pośmiać.



 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się

PIĄTEK Z NBA

piątek, 30 marca 2012 21:42

Przemek Kujawiński

 

Hiszpanie zirytowali się już całkiem na poważnie nową reformą prawa pracy i postanowili olać fakt, że już wczoraj, prosto z lotniska miałem udać się do biura, by przyczyniać się do psucia rynku i wzrostu niezadowolenia w społeczeństwie i zastrajkowali na całego. Jestem wdzięczny, bo po 6 meczach (i butelkach, których nikt nie liczył) w przeciągu 3 dni miałem wrażenie, że każdy kolejny krok może złamać mi nogę. Nie gardzę więc odrobinę dłuższymi wakacjami w Polsce.


Od rana pochłaniam mecze NBA z ostatnich nocy, Hardwood Classics na NBA TV, Agnieszkę Radwańską, Euroligę i zapasy moich rodziców,, dzieląc czas między komputer, telewizor i lodówkę. Chciałem napisać kilka słów na temat Mistrzostw Polski Dziennikarzy, na których udało nam się zająć czwarte miejsce (sami nie wiemy, czy spodziewaliśmy się czegoś więcej, czy mniej), ale w gruncie rzeczy pewnie nie jesteście tym zainteresowani.


Dla nas to coś więcej niż turniej koszykówki. To okazja, by przez kilka dni spotkać się z ludźmi, z którymi dzielimy wspólną pasję. Tylko tyle i aż tyle. Pokazywanie 3-googles po trafionej trójce, czy trash-talk, gdy jeden z naszych rywali wykonuje rzuty wolne w crunch time to tylko wisienka na torcie. Dla was pewnie to jedynie okazja, by pośmiać się z naszych sylwetek-bloggerów. Cóż, jak udało się nam ustalić, wszyscy minęliśmy nasz prime, gdy skończyliśmy 19 lat. Tak więc korzystając z okazji, że mam trochę wolnego czasu, krótki skrót tego, co miała dziś do zaoferowania koszykarska blogosfera:

 

Witaj z powrotem Derek!

 

Lakers przygotowali na tę okazję niespodziankę. Derek Fisher przygotował swój prywatny run 7-2.

 

 

Hej dzieciaki, wiem, że musiałem się przeprowadzić do Oklahoma City, bo mojemu klubowi nie podobał się kontrakt, który wcześniej sam mi zaoferował, ale patrzcie na to! Pretty cool, huh? Już się nie gniewam.

 

Stephon the Champion

 

Przez mistrzostwa w Szczyrku przegapiliśmy finały ligi chińskiej. Kaczki z Pekinu pokonały w nim 4 do 1 broniących tytułu Guangdong Hongyuan. Największym wygranym finałów okazał się Stephon Marbury, który zdążył zapłakać ze szczęścia już dwa tygodnie wcześniej po zwycięstwie w półfinałach. Tym razem obyło się bez łez, choć radości było co niemiara Niebawem spodziewajcie się filmiku ze Stephem śpiewającym We are the Champions z udawanym chińskim akcentem.


Image and video hosting by TinyPic

 

Kevin vs Kevin

 

Dziś w nocy pojedynek dwóch najlepszych (?) graczy w historii Minnesoty Timberwolves. Choć Kevin Love jest w tym sezonie bestią, właściciel klubu Glen Taylor, wciąż wyżej stawia swoją byłą gwiazdę:

 

"Garnett robił to latami. Love gra świetnie, ale przed nim jeszcze długa droga, by dorównać długiej, pełnej sukcesów karierze, jaką miał Garnett".

 

Chyba trudno się nie zgodzić. No chyba, że pracujecie w hiszpańskich mediach, gdzie najlepszym graczem w historii Wolves jest już Ricky Rubio.

 

No love for Andray

 

Andray Blatche nie ma łatwo. Wydawałoby się, że trochę ulgi od Verizon Center i kilkunastu tysięcy gwiżdżących na niego kibiców przynieść powinny wizyty w domu rodzinnym, ale nawet tam czeka na niego krytyka. Jak przyznał skrzydłowy Wizards jego mama rzuciła mu w twarz samą prawdę:

 

"Powiedziała: Buczą na ciebie, bo wiedzą jaki masz potencjał i jakim graczem mógłbyś być. Ona czuje, że nie robię wszystkiego, czego powinienem, by być tym graczem i powinienem pracować ciężej i być bardziej skupionym. Powiedziała mi, że wina nikogo innego tylko moja. To trochę zabolało, ale czasem potrzebujesz prawdy".

 

Znając historię wymówek Andraya, dobrze że nie uznał, że przecież to ona go tak wychowała...

 

Różnica pokoleń

 

Po środowym spotkanie Spurs z Kings Tim Duncan doczekał się komplementu od swojego młodszego kolegi - DeMarcusa Cousinsa, który nie przebierając w słowach oznajmił: "K***a, ale jesteś dobry". W poprzednich dwóch dekadach Duncana doceniano w nieco inny sposób, ale 36-latek, chyba nie pogardzi takim stwierdzeniem z ust 21-latka.

 

JET bez opaski i skarpetek?

 

Oglądajcie uważnie dzisiejsze spotkanie Mavs w Orlando. Jason Terry ma w nim zagrać bez swoich charakterystycznych wysokich skarpetek i bez opaski. Dla obrońcy Dallas będzie to nie byle jakie wydarzenie, bowiem podkolanówki zaczął nosić jeszcze w czasach gry dla Arizony. Do tego jest ponoć jednym z najbardziej przesądnych graczy w lidze i sztywno trzyma się swoich rytuałów. Skąd więc pomysł na tę nagłą zmianę?


 

Swoją drogą, kto wie? Może 1-10 w meczu z Miami miało tu swe podłoże? Jeszcze przed spotkaniem Terry powiedział dziennikarzom, że nie wyklucza w przyszłości gry dla Heat i dość jasno określił, co muszą zrobić Mavs, by go zatrzymać:

 

"Powiedzieli, że chcą mnie zatrzymać. Mogą mówić, co chcą, ale najpierw, jak mówił Jerry McGuire, muszą pokazać mi pieniądze".

 

Muzyka motywacyjna

 

LeBron James przed każdym meczem zamyka się na chwile w swoim świecie i nuci Cyndi Lauper i słucha muzyki. Przed meczem z Mavs postanowił jednak włączyć do swojego przedmeczowego rytuału kolegów z drużyny. Na 90 minut przed spotkaniem w szatni Heat z głośników na pełny regulator polecieli więc Method Man, Jay-Z i kompilacja hitów DMX. Jeśli znacie te kawałki, to pewnie domyślacie się, jaki cel miał James. Podziałało.

 

Zaczynam myśleć, że szkoda, że Maciek przed naszymi meczami nie puszczał nam na przykład tego.


 


Podziel się

BLAZERS OSTATNIĄ SZANSĄ DLA SEATTLE

piątek, 30 marca 2012 15:59

Michał Kajzerek

 

Cali i w miarę zdrowi powracaliśmy do domów po Mistrzostwach Polski Dziennikarzy 2012. Turniejem będę żył jeszcze przez kilka najbliższych tygodnii, bo był i Hugh Heffner, krew też się lała, a padać zaczęło dopiero, gdy pakowaliśmy manatki. Tymczasem za oceanem dzieję się dużo ciekawych historii także tych poza-parkietowych, które najczęściej pomijacie, bo albo rozchodzą się o pieniądze, albo po prostu są mało interesujące i nie wiecie do końca, w którą szufladę je włożyć. Tak oto na przykład w Portland właściciel Trail Blazers otworzył drzwi dla potencjalnych inwestorów i kupców ekipy z Rose Garden.

 

Pogłoski o sprzedaży zespołu krążą po ulicach Oregonu od 2006 roku, kiedy w prasie zaczęły pojawiać się pierwsze wzmianki o rzekomej chęci pozbycia się zespołu ze swojego kapitału przez Paula Allena. Recesja w światowej gospodarce i brak większych sukcesów Blazers mogłyby być dla właściciela odpowiednim bodźcem, by porzucić wielkie koszykarskie plany w Portland i zabezpieczyć swoje dochody poprzez inwestowanie w środki nie tak bardzo zależne od sytuacji finansowej największych rynków. De facto w przypadku miliarderów jest to niewykonalne, ale w ostatecznym rozrachunku rozwój wydarzeń nie zmusił Allena do podjęcia tak radykalnych kroków, co było pokrzepiające dla całego Portland.

 

Rozdział mimo wszystko nie został zamknięty, bowiem minęło sześć lat, a według dobrze poinformowanych źródeł właściciel zespołu ciągle rozważa koncepcji oddania Blazers za cenę adekwatną do tego, co udało mu się w Rose Garden zbudować. Przez okres sześciu lat przewinęło się kilku zainteresowanych, ale Paul wymagał zaliczki w wysokości 100 tys. $. Jeżeli nie jesteś pewny, czy wiesz co robisz i czy naprawdę masz na to ochotę – odpuść. Mniej więcej takie było przesłanie, ale patrząc na to z innej perspektywy - Allen w ten sposób ratował zespół przed szemranym inwestorem, który zabiłby koszykarskiego ducha w Oregonie.


 

Od przeszło dwóch dekad właściciel Blazers się nie zmieniał, więc Allen traktuje ten zespół jak jedno z najwyższych dóbr, perłę w koronie swojej działalności. Niegdyś wspólnie z Billem Gatsem współtworzył Microsoft, a jego majątek na tę chwilę szacowany jest w granicach 14 milardów dolarów. Działa na szeroko rozumianym rynku, a poza tym uchodzi za filantropa, który swojej charytatywnej duszy nie stara się wykorzystać do pomnożenia majątku. Tak przynajmniej powinniśmy myśleć, skoro nie mamy podstaw, aby to kwestionować.

 

W 1988 roku odkupił Blazers od Larry’ego Weinberga za 70 mln $, co wówczas było w światku odebrane jako wielka niespodzianka, ponieważ nikt nawet nie przeczuwał, że Weinberg jest otwarty na jakiekolwiek propozycje sprzedaży zespołu.

 

Prócz Portland Trail Blazers, Allen stoi także na czele Seattle Seahawks (NFL) i Seattle Sounders (MLS). SEATTLE! Seattle moi drodzy, gdzie za niedługo ruszą pracę nad nową halą, a burmistrz zapowiadał zintensyfikowanie działań na rzecz przywrócenia koszykówki spod znaku NBA. Wam też zaczyna coś tu śmierdzieć? Ostatnio pojawiło się dwóch zainteresowanych kupnem Blazers (jeden inwestor lokalny, drugi z Los Angeles) i według źródła informacji gdzieś za zamkniętymi drzwiami trwają bardzo poważne rozmowy odnośnie sprzedaży zespołu. „Nic mi o tym nie wiadomo” – mówi prezydent - Larry Miller. „Nie posiadam żadnej wiedzy na temat rozmów z kimkolwiek. Myślę, że gdyby faktycznie się coś działo to bym o tym wiedział. Czy może być coś na rzeczy? Niewykluczone, ale ja nic nie wiem” – dodał.

 

Istnieje rzekomo klauzula, w której Allen zobowiązywał się, że do roku 2023 Blazers nie ruszy z Portland żadna siła. To jednak nie jest gwarantem bezpieczeństwa dla zespołu z Rose Garden. Nigdy nie było, jeżeli pierwszorzędną rolę odgrywają $$$. Magazyn Forbes, który bardzo lubi analizować sportowy rynek, oszacował wartość tejże organizacji na około 370 mln $, ale prócz tego pozostaje jeszcze spłata pożyczki, jaką Allen zaciągnął na wybudowanie hali w pierwszej połowie lat 90-tych. Suma sumarum cena powinna wynosić około 400 mln $.

 

„To są fałszywe informacje, nie mam zamiaru sprzedawać zespołu”- odpowiada Allen. Dla Seattle może być to ostatni dzwonek na odzyskanie NBA, a u Allen w 2009 roku zdiagnozowano nowotwora układu chłonnego. Choroba nie wybiera, a życie w biznesowej karuzeli może z czasem coraz bardziej ciążyć 59-letniemu właścicielowi Blazers. W Portland nauczeni przykładem Weinberga nikomu bezgranicznie nie ufają.

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 730  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779730

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0