Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


CZY KOBE BRYANT NIE POSTARZAŁ SIĘ NAM TROSZKĘ?

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 20:22


Maciej Kwiatkowski

Wczorajszy mecz nie rozwiał moich obaw odnośnie Kobe'go Bryanta. Kobe trafił 6 z 19 rzutów, wyglądając na zmęczonego, nie tak zwrotnego, bez takiej ekspresji jak jeszcze w grudniu czy styczniu. To są podobne objawy, które widoczne są od początku sezonu u Paula Pierce'a czy x lat temu u Vince'a Cartera. Starość nie radość, ujmując to jak najprościej. Kobe miał np w jednej akcji szybkie sprawne minięcie z linii za trzy pod kosz, gdzie został sfaulowany. To nie był jakiś mocny faul i jeszcze jakiś czas temu Bryant kończył takie akcje mimo przewinień. Teraz nawet nie próbował, a piłka nawet nie dotknęła obręczy. Już w pierwszej kwarcie miał też otwarty dunk z lewej strony, ale nawet i on nie przypominał nic co na amerykańskim googlu znajduję pod hasłem "Kobe piorunujące".

Bryant spudłował 10 z 12 rzutów z gry po przerwie i aż 5 z 12 osobistych. Po meczu przyznał, "I feel good". Phil Jackson dodał, natomiast że problemy Kobe'go wynikają z przerw jakie robił sobie w kwietniu i trudności w złapaniu odpowiedniego rytmu gry.

Z tym, że jeśli już Kobe grał w kwietniu to trafił tylko 27 z 89 rzutów (30%) i gdy staram się przypomnieć sobie jakieś wielkie występy z jego strony w ostatnich dwóch miesiącach, to naprawdę mam problem. Czy obserwujemy schyłek Bryanta? Czy to już to? Czy mogę włożyć koszulkę Jamesa i robić falę przed monitorem? Dobre pytanie - nie to ostatnie - bo oczywiście Kobe pewnie jeszcze nie raz i nie dwa wróci w playoffach, by  rzucić 10 punktów w ostatnie trzy minuty, ośmieszy Kevina Duranta tak jak zrobił to blokując jego layup, albo po prostu będzie znowu tym samym Kobe Bean Bryantem, rozstrzygającym losy meczów na korzyść Lakers, tak jak prawie zrobił to ponad tydzień temu z Portland, gdy rzucił 6 punktów w 15 sekund ostatniej minuty meczu.


Nie umiem wątpić w to, że zdarzać się będą chociaż przebłyski jego znakomitej gry i dominacji, do której nas przyzwyczajił, ale czy po 14 sezonach gry i zwłaszcza tych trzech ostatnich dużo dłuższych niż poprzednie trzy będzie w stanie grać równie regularnie co LeBron James? Tutaj mogą ważyć się bezpośrednio losy tytułu mistrzowskiego w czerwcu, a nawet dla Lakers losy ewentualnego matchupu w drugiej rundzie z Denver Nuggets, którzy wszystko wskazuje, że mogą być dużo bardziej wypoczęci po swojej pierwszej rundzie.



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

ZAPUŚĆ BRODĘ DLA LAKERSÓW

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 19:31

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Fanie Lakers nadeszła godzina próby. Nadszedł czas by oddzielić mężczyzn od chłopców. Mogłeś nazwać swojego pierwszego syna Bean, mogłeś rzucić dziewczynę bo powiedziała: "LeBron jest całkiem przystojny", mogłeś nawet mówić, że to Kobe zasługuje w tym roku na nagrodę MVP. Wszystko to jednak na nic jeśli teraz nie staniesz w szeregu i nie zapuścisz brody z Derekiem Fisherem.

Zwyczaj zapuszczania brody przez zawodników na czas playoffs jest bardzo popularny w NHL. Koszykarze nigdy raczej nie hołdowali tej modzie. Nowe zwyczaje postanowił wprowadzić Derek Fisher. Szybko okazało się, że nie wszyscy są gotowi na takie poświęcenie nawet w samym zespole:

"Nie podam żadnych nazwisk. Powiem tylko numer - 18. Zawarliśmy pakt, że będziemy hodować brody podczas playoffs i zobaczymy jak wiele osób uda nam się do tego namówić i co? Po dwóch dniach zgolił brodę. Wyglądam jak niechluj ale mam zamiar wytrwać i mam nadzieję, że ktoś się do mnie przyłączy."

Ponoć do akcji przyłączyć się ma Lamar Odom. Coś tam już mu wczoraj na twarzy rosło więc kto wie może plotka jest prawdziwa. Trudno cokolwiek powiedzieć na temat Andrew Bynuma bo nikt do końca nie wie, czy zaczął się już w ogóle golić. Pau Gasol nawet nie poczuje różnicy. Dziwi mnie, że Ron Artest się jeszcze nie zdeklarował. Więcej włosów to więcej możliwości. No i kto nie chciałbym zobaczyć Kobego z gąszczem na twarzy?

Jeśli jednak Derek nie może liczyć na swoich kolegów z zespołu być może ostatnią deską ratunku zostaniecie właśnie wy. Na facebooku można dołączyć do grupy zapaleńców hodujących brody dla Lakers. Jeśli macie na tyle cojones, żeby przyłączyć się do tej akcji to czekamy na zdjęcia na naszej grupie.

Nie pytaj, co Twój zespół może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobić dla Twojego zespołu. Fani pozostałej piętnastki macie jakieś pomysły?


Podziel się:

komentarze (23) | dodaj komentarz

MARCIN GORTAT PODSUMOWUJE SEZON REGULARNY

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 16:03


Marcin Gortat z pewnością miał lepsze mecze niż ten wczorajszy, ale zobaczyliśmy też czemu może liczyć w serii z Charlotte Bobcats na duże minuty gry. Bobcats po prostu zrobią wszystko, by sfrustrować Dwighta Howarda i trzymać go z faulami na ławce. A Bobcats to zaciekły zwierz. Nawet po 8 blokach Howarda w pierwszej połowie nie przestali go atakować po przerwie. Dlatego minuty Marcina w starciu z atletycznym frontcourtem Cats mogą być przełomowe dla losów tej serii i jeśli będą to dobre minuty, mogą ją szybko ją rozstrzygnąć na korzyść Orlando Magic. Tymczasem najwyższy blogger w Polsce podsumował dla nas krótko swój trzeci sezon w NBA i wybrał też swój All-NBA Team.


Marcin Gortat

Najlepiej z minionego sezonu regularnego wspominam jeden z meczów przeciwko Boston Celtics, gdy byłem na boisku w decydujących momentach i rozegrałem bardzo dobre spotkanie. W końcówce miałem wtedy parę dobrych akcji w obronie, zatrzymując Kevina Garnetta i utrudniając grę Rasheedowi Wallace'owi.


Najbardziej rozczarowało mnie to, że nie dostawałem wielu szans, by grać na pozycji silnego skrzydłowego. Rozumiem, że ciężko było się tutaj przebić z tego względu, że mamy bardzo dużo graczy w rotacji, którzy mogą z powodzeniem grać na tej pozycji. Mimo tego myślę, że były mecze, gdy powinienem dostać kilka minut, by przebywać na parkiecie razem z Dwightem Howardem.

Nasi kibice byli fantastyczni w tym sezonie, zwłaszcza gdy przyszli nam pomagać w walce z takimi drużynami jak Boston Celtics, Los Angeles Lakers, Cleveland Cavaliers. Na pewno nie zapomnę ich wkładu w nasze zwycięstwa. Będę też pamiętał długo rywalizację i kilka słów zamienionych na boisku z Shaquille'm O'Nealem.

Z sytuacji o których chciałbym zapomnieć był to z pewnością styczeń, gdy przegrywaliśmy praktycznie z każdym. Na pewno też początek sezonu, gdy byłem przemęczony i byłem pod dużą presją. Dużo wtedy mówiło się rzeczy negatywnych o mojej osobie. Na pewno chciałbym o tym szybko zapomnieć.

Najcięższym meczem było dla mnie starcie z Philadelphią 76ers, gdy kryłem zawodnika (Mareese Speights.), który nie wyrobił sobie jeszcze imienia w NBA, ale zanotował świetny mecz przeciwko mnie. Grało mi się wtedy bardzo trudno i z pewnością było to jedno z moich najsłabszych spotkań w sezonie.

Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że dalej grałem tyle samo minut co w poprzednim sezonie. Myślałem, że dostanę więcej szans na grę, ale moja rola w zespole niestety nie zmieniła się w porównaniu z zeszłym rokiem.

W trakcie tego sezonu nauczyłem się wiele pokory i cierpliwości. Mam nadzieję, że mój czas jeszcze nadejdzie, ale pokora i cierpliwość póki co były tym czemu musiałem stawić czoła. Przez to też wiele się przez ten sezon nauczyłem, nie tylko jeśli chodzi o sprawy typowo boiskowe.

Swoją postawę w tym sezonie oceniam pozytywnie. Na pewno nie grałem gorzej niż sezon temu, choć zdaję sobie sprawę, że w pewnym momencie stanąłem trochę w miejscu. Miałem jednak dobrą drugą część sezonu, zwłaszcza samą jego końcówkę. Myślę, że prezentowałem taką samą formę co przed podpisaniem kontraktu. Nasz zespół miał bardzo dobry sezon regularny. Czujemy się gotowi, by powalczyć w tym roku o mistrzostwo. Mamy w składzie wszystkie elementy potrzebne, by to osiągnąć, ale stąpamy twardo po ziemi. Wiemy już jak to jest być w finale. To doświadczenie bardzo się przydaje i teraz jesteśmy jeszcze bardziej zdterminowani, żeby zdobyć tytuł.

Najlepsza piątka sezonu regularnego moim zdaniem?

Rozgrywający czyli Steve Nash, na "dwójce" Kobe Bryant, obok niego LeBron James. Jako silny skrzydłowy, Dirk Nowitzki i na piątce Pau Gasol. MVP wg mnie jest zdecydowanie LeBron James.


Podziel się:

komentarze (18) | dodaj komentarz

TOP 5 ZAGRAŃ: 18 KWIETNIA 2010

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 12:27

GDZIE BLAZERS NIE MOGLI LEPIEJ TRAFIĆ

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 7:25
Maciej Kwiatkowski

OKLAHOMA CITY 79 @ LA LAKERS 87 (0-1)

To było 12 minut dominacji i pozostałe trzydzieści sześć dla Lakers. Andrew Bynum (13 pkt, 12 zb, 4 blk) wrócił do piątki i razem z nim wróciła triangle offense czyli triple-post offense. Byłoby jednak miło dla Lakers, gdyby zamiast pudłować czyste trójki (2/16) zdecydowali się w drugiej połowie grać dalej pod kosz. Bynum i Pau Gasol (19 pkt, 13 zb) to było za dużo dla Thunder, nie tylko w ataku, ale byłoby łatwiej Lakers, gdyby Glen Rice czy Trevor Ariza przechodzili przez drzwi ich szatni. Nie chcę zakopywać Rona Artesta po pierwszym meczu serii, ale w konsekwencji ostatnich kilku tygodni mógłby się zastanowić dlaczego coraz częściej obrońcy zostawiają go niepilnowanego w rogach boiska.


Artest i Kobe Bryant spudłowali 21 z 30 rzutów (Artest 1/8 za 3), ale Lakers zamknęli swoje pomalowane i jeśli gdzieś tracili punkty regularnie to tylko wtedy, gdy znowu mieli problemy z postawieniem "zamku" w transition-defense. Russell Westbrook (23 pkt, 8 as) zaprosił Dereka Fishera (11 pkt) na wrotki do skate-parku, choć swoje 8 punktów na koniec drugiej kwarty zdobył, kiedy Bynuma nie było na parkiecie.

Bynum znaczył dla Lakers niebo i więcej. Nie tylko cztery bloki, ale sama jego obecność za śledzącym Duranta Artestem sprawiała, że KD nie miał po prostu dobrego widoku na kosz. Nawet Bryant w drugiej połowie zostawiał swojego gracza, by zacieśnić środek i dać Thunder pokonać się z dystansu.

Można znaleźć duże podobieństwo w tym co ogranicza i Thunder i Bulls. Z tą różnicą, że Thunder są o jedną opcję na obwodzie do przodu. Jednak z mającym problemy Durantem, Westbrook nie mógł liczyć na wsparcie żadnego z innych obwodowych. Dla Jamesa Hardena (0/3) i Erica Maynora (1/3) był to nie tylko pierwszy mecz w playoffach, ale i pierwszy mecz w playoffach w pierwszym sezonie gry. Były momenty, gdy Thunder mieli w grze trzech rookies - Scott Brooks dał Serge'owi Ibace 22 minuty, ale chyba zbyt mało w 1poł., choć mam nadzieję, że widzieliście geniusz Nicka Collisona (5 pkt, 8 zb, 2 prz) przy łapaniu obrońców Lakers na faule ofensywne przed przerwą. Collison jest w tym drugi w lidze, a czekam na dzień gdy offensy zaczną się liczyć do kategorii przechwytów, albo staną się statystyką traktowaną bardziej serio (tak jakby akurat przechwyty były... no ale...). W końcu to też zabrana pozycja.

Po zdobyciu 13 punktów w pierwszej kwarcie, Thunder wygrali trzy kolejne 66-60. Lakers przez całą czwartą kwartę byli o jedną trójkę od odłożenia tego meczu do historii, ale to obrona trzymała ich w grze przez 48 minut.

Durant mimo siedemnastu pudeł (7/24) zdobył 24 punkty i z każdą jego kolejną wędrówką na linię Phil Jackson gestykulował coraz mocniej. Zresztą Jax wykonał swoją pracę dobrze, skoro publika w Staples Center wybuczała praktycznie każde przewinienie odgwizdane na Durancie w drugiej połowie. Zanim jednak Durant trafił na linię po raz pierwszy, była połowa drugiej kwarty i Thunder już przegrywali 17-toma.


Nie bardzo widzę co mogą zrobić OKC by zatrzymać Bynuma z Gasolem, ale Thunder pomimo braku skuteczności Duranta i braku trzeciej opcji byli lepsi przez ostatnie 36 minut meczu. Intrygujące w kontekście meczu nr 2. Thunder muszą jednak uruchomić Duranta bardziej po zasłonach, by mógł dostawać piłkę bliżej kosza. Scott Brooks musi odrobić pracę domową w tej kwestii.

"I got the shots I wanted to get; I just didn't make them, I feel confident that next game I'm going to make those shots. ... We still had an opportunity to win even though I didn't shoot the ball well. What happens if I shoot the ball well and we continue to play defense?" - Durant.


CHARLOTTE @ ORLANDO 89:98 (0-1)

"Jeśli przeczytacie statystyki dokładnie, zobaczycie, że Dwight Howard zdobył 5 punktów i był MVP tego meczu,". Powiedział Larry Brown, a z drugiej strony nie przestał wykonywać swojego planu nawet po tym jak Howard zablokował w pierwszej kwarcie tyle samo rzutów ile trafił jego zespół (6). To zupełnie normalne (bloki i determinacja, by próbować dalej) dla Quickcats i pardon, że napiszę, że miałem o tym napisać w zapowiedzi, ale... miałem o tym napisać w zapowiedzi.

24 z 32 punktów Jameera Nelsona (w tym 12 z pierwszych 16 w meczu dla Magic) i jego zaskakująca łatwość ogrywania podobnego mu motorycznie Raymonda Feltona (19 pkt) dały Magic w pierwszej połowie kontrolę nad tym spotkaniem. Kelly Dwyer z Ball Don't Lie nazwał jakiś czas temu Nelsona najważniejszym nie-All Starem w tegorocznych playoffach i Nelson potwierdził jego słowa w swoim pierwszym, prawdziwym meczu o stawkę od dwóch lat. Ten Nelson jakiego widzieliśmy rok temu w Finałach nie powinien był w nich nawet grać, ale ten wczorajszy Nelson z pewnością zaskoczył Bobcats. Mnie też. Siebie pewnie też trochę.

Nelson trafił wszystkie 8 osobistych i żył w pomalowanym Bobcats zdobywając tam więcej punktów niż Howard i Marcin Gortat (2 pkt, 5 zb) razem wzięci. Vince Carter forsował rzuty (4/19), ale potwierdziło się raz jeszcze, że Magic mają najgłębszy skład w lidze. Mickael Pietrus trafił cztery trójki i każda kolejna była większa od poprzedniej. J.J. Redick dodał dwie, w tym jedną, gdy zdobył 5 punktów w jedną minutę czwartej kwarty. Poza tym najlepsza czwarta opcja w lidze, czyli Rashard Lewis (19 pkt, 3/5 za 3) nie tylko trafiał przygotowane rzuty (8/11), ale kilkukrotnie grał po koźle i trafiał też z odchylenia jak robił to jeszcze w czasach nieodżałowanych SuperSonics.

Gerald Wallace (25 pkt) zebrał więcej piłek (17) niż Howard i Gortat. Te kilka w czwartej kwarcie to była klinika. Wallace był furiatem na bronionej desce, zbierając nie raz z czołem na wysokości obręczy.

Cats przegrali jednak ten mecz mimo tego, że trafiali lepiej od Magic (46%-44%). Nie wiem jednak jak zamierzają wygrać jakiś mecz w Orlando, gdy Wallace, Felton i Stephen Jackson rzucili razem 62 punkty, a Howard i Carter - 17.


SAN ANTONIO @ DALLAS 94:100 (0-1)

71 punktów, tyle zdobyli razem Manu Ginobili, Tim Duncan i Tony Parker. Kolejna ex-Wielka Trójka tym razem przypominała tą z 2007 roku, ale tak jak i jeszcze kilka lat temu powtórzyła się historia z meczów, które Spurs przegrywali. Nie, Jason Terry nie miał tym razem wielkiej nocy przeciwko Spurs. George Hill, grający z podkręconą kostką, nie rzucił punktu przez 18 minut gry, a Richard Jefferson wrócił do bycia "Dickiem Jeffersonem" sprzed marca i Spurs mieli po prostu za mało, by pokonać Mavericks w Dallas.

Dirk Nowitzki był superefektywny, trafiając 12 z 14 rzutów, 12 z 12 osobistych i zdobywając 36 punktów. Kryty tym razem nie przez dwóch czy trzech, ale tylko przez jednego obrońcę (McDyess, Bonner, Bogans). Nie znajduję tego jako zaskakujące, że jeszcze tylko jeden gracz w całej historii ligi zdobył ponad 30 punktów przy skuteczności 80% z gry, 100% z linii rzutów wolnych, przy przynajmniej dwunastu próbach. Obecnie ten ktoś jest D.J.'em w USA Airways Center w Phoenix i nie miał wczoraj dobrego humoru. Można go chyba nawet i teraz nazywać po prostu Cedricem Ceballosem.

Żeby było jeszcze ciekawiej - choć to już jest na pewno moja ulubiona seria play-offów. Nie Denver/Utah po tym jak odpadł z niej Okur - Nowitzki trafił już 86 rzutów wolnych z rzędu. Osiemdziesiąt sześć, tak.

Przydał się ofensywnie Caron Butler i jego 22 punkty, w tym kilka sytuacji, w których motorycznie i fizycznie upokorzył Jeffersona. Jason Kidd był w swojej regularnej formie, flirtując z triple-double, a Hamp Daywood (15 pkt, 18 zb) przez cały czas nie dawał Duncanowi łatwych pozycji do rzutu (12/20) plus spowodował niecharakterystyczne aż 6 strat hall-of-famera z San Antonio. Spurs mieli nietypowe dla siebie 17 strat, które Mavs zamienili na 20 punktów. Spurs przegrali też deski 37-45.

"I thought we had a lot of guys that played like dogs," - Gregg Popovich.


PORTLAND 105 @ PHOENIX 100 (1-0)

I znowu Phoenix Suns nie mogli zatrzymać ludzi, gdy tego potrzebowali w playoffach. To już trwająca od lat historia. Trail Blazers kompletnie wyeliminowali pick&rolle Steve'a Nasha (25 pkt, 9 as) i Amare.

Stoudemire rzucił 18 punktów przy aż 19 rzutach i tylko dwukrotnie był na linii (4 straty, 6 fauli). Grant Hill trafił 2 z 9, Jason Richardson tylko 4 z 12. Andre Miller (31 pkt, 8 as) nie zwykł przegrywać matchupów, a Blazers w czwartej kwarcie zablokowali kilka ważnych rzutów (Camby), zebrali kilka piłek w ataku (Aldridge) i trafili dwie trójki w crunch-time (Miller, Batum). Plus Miller zaliczył game-winning rebound, zbierając piłkę po pudle za trzy Steve'a Nasha przy  103:100 na 4 sek. przed końcem meczu.

W przypadku Suns nie ma wcale tak dużej róznicy czy przeciw nim gra Brandon Roy. Miller potrafi wcielić się w jego rolę plus Blazers mają Marcusa Camby'ego (17 pkt, 3 zb), na którego to z kolei Suns nie mają żadnej odpowiedzi. Defensywa i zbiórki. To wygrywa w playoffach i tak jak dobrze grała znowu ławka Phoenix, tak Amar'e i Jason Richardson (bad d) dali się zatrzymać.

Blazers mają w tym sezonie całą historię gry w osłabieniu i nie jedno już przeżyli. Dla nich to żadna nowość, by szukać sposobów na wygrywanie spotkań bez swojego najlepszego gracza. Suns muszą za to póki co przynajmniej wymyślić jak zatrzymać Blazers poniżej 100 punktów w każdym z pozostałych meczów. Przede wszystkim jednak - jak wygrać mecz nr 2, zanim w meczach 3 i 4 znajdą się w samym środku piekła Rose Garden.


Podziel się:

komentarze (43) | dodaj komentarz

DNIÓWKA: BYNUM KLUCZOWY JUŻ NA STARCIE

niedziela, 18 kwietnia 2010 20:01




[ Copy this | Start New | Full Size ]





 


Maciej Kwiatkowski


Niestety nie udało mi się dokończyć zapowiedzi. Zabrakło tego jednego dnia, by to zrobić, po tym jak dopiero w czwartek poznaliśmy aż sześć ostatnich par play-offów. Nie chciałem też publikować czegoś niedopracowanego, ale reszta naszej ekipy zrobiła naprawdę solidną robotą we wczorajszych zapowiedziach, które tutaj opublikowaliśmy wieczorem.


Lakers zaczynają o 21:00 meczem z OKC Thunder i mają szansą rozpocząć nową historię, już z Andrew Bynumem w składzie. Bynum będzie potrzebny już od zaraz, bo dominował pod tablicami w trzech zwycięstwach Lakers nad Oklahomą w tym sezonie (19 pkt, 8 zb, 2 blk). Gdy go zabrakło w ostatnim meczu, Thunder rozgromili "Jeziorowców" na swoim parkiecie, prowadząc już 30 punktami po trzech kwartach.


Bynum czuje się ponoć wybornie, trenuje z zespołem od czwartku, ale póki co będzie potrzebował wejścia w odpowiedni rytm gry. Mimo wszystko jego obecność na deskach będzie niezwykle kluczowa nie tylko dla Lakers w playoffach, ale przede wszystkim w tej serii. Thunder nie mają wzrostu pod tablicami i nie mają żadnego gracza, który mógłby mu fizycznie sprostać. Serge Ibaka notował aż 11 zbiórek i 3 bloki w meczach z Lakers, ale trafiał tylko 33% z gry. Nenad Krstić w dodatku ma stłuczone prawe kolano i nie grał w dwóch ostatnich meczach sezonu.


Thunder zbierali w sezonie 73% piłek na bronionej desce, ale w trzech meczach, w których zagrał Bynum mieli tylko 68% zbiórek w obronie. Kluczem do zatrzymania Thunder będzie bowiem dla Lakers ograniczenie szybkości Russella Westbrooka, a jeśli Lakers będą potrafili zdobywać łatwe punkty spod kosza i zbierać piłkę w ataku, to Thunder częściej będą musieli ją wprowadzać za linii końcowej, co z kolei odetnie im możliwości przyspieszenia tempa. Nie ma tutaj nic skomplikowanego.


Half-court defense Lakers to może być natomiast za dużo na Thunder. Kevin Durant w starciach z Lakers zdobywał pięć punktów mniej (25), trafiał tylko 2% z gry gorzej (46), ale istotna różnica była w tym, że docierał na linię wolnych blisko dwa razy rzadziej (6) niż w pozostałych meczach (10.2). Dlatego też wszystkie te wypowiedzi Phila Jacksona tym bardziej mogły nie być przypadkowe. Już widzę jak w sytuacji, w której Durant będzie miał kłopoty w dostaniu się na linię, zostanie to ułożone w zgrabną historię o kłopotach Duranta i wpływie na to słów Jacksona... albo przeceniam Jacksona. Ron Artest i Lakers odcinali Duranta od linii w sezonie regularnym co jest kolejnym kluczem, by zatrzymać Thunder.


Interesujące natomiast jak będzie spisywać się Kobe Bryant. Dla Kobe'go jest to wg mnie ostatni sezon, ostatnie playoffy, gdy będzie jeszcze w stanie prezentować formę z jakiej go znamy. To już jego czternasty sezon w lidze, doliczając do tego dwa długie ostatnie sezony plus jego obecność w kadrze USA, Kobe ma już solidny przebieg i spadającą efektywność. Do tego dochodzą urazy kolan, palca, czy wszystkie te drobne kontuzje, które z wiekiem stają się coraz bardziej uciążliwe. Znamienne też było to, że po tygodniu przerwy jaki dostał w końcówce sezonu przed meczem z Portland, Kobe faktycznie wrócił głodny gry, ale brakowało mu motoryki, "explosivness". Nie powinno tak być, skoro dostał kilka dni przerwy.


A mimo wszystko Thunder będą ciężkim rywalem dla Lakers, z racji na szybkość i atletyczność graczy na obwodzie. Zwłaszcza Westbrook dla Dereka Fishera, czy rezerwowi Eric Maynor (ostatnio w świetnej formie) i James Harden. Kluczowa dla OKC będzie też gra Jeffa Greena, który w sezonie regularnym trafiał tylko 38% w meczach z Lakers.


Lakers mieli jednak za dużo problemów w końcówce sezonu, by wg mnie potrafili tak łatwo i tak szybko się podnieść i wygrać tą serię w 5 meczach. Thunder postawią się zwłaszcza w pierwszym meczu u siebie, więc jeśli uda im się ukraść jedno ze spotkań w Staples Center, powinno być ciekawie.


Mój typ: Lakers w 7 meczach.

 



Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

KUKURYDZ vs PIERCE, HISTORIA POZNANIA

niedziela, 18 kwietnia 2010 17:25
Maciej Kwiatkowski

Quentin Richardson i Paul Pierce nie są przyjaciółmi. Richardson to przyznawał po meczu, mówiąc że nie przyjaźni się ani z Pierce'm ani z KG, przy okazji nazywając ich 'aktoreczkami', 'księżniczkami'. Kukurydz nie musiał mieć więc dobrych zamiarów podchodząc do Pierce'a, gdy ten padł jak postrzelony przy ławce Miami. To mogło być powodem, dla którego KG potem przereagował jak to ma w zwyczaju. Gracze NBA mają jednak swoje historie  i ESPN nie potrafiło o tym wczoraj przypomnieć. W poniższym wideo, gdy Richardson był jeszcze zawodnikiem Knicks widać, że raczej nie ma tutaj mowy o wielkiej miłości. Tym bardziej, że tamten mecz toczony był w dzień Martina Lutera Kinga, a mimo wszystko jeden i drugi nie mogli przestać.



Podziel się:

komentarze (16) | dodaj komentarz

TOP 5 ZAGRAŃ: 17 KWIETNIA 2010

niedziela, 18 kwietnia 2010 10:17

GDZIE UTAH JUŻ WIE ŻE MA PROBLEM. Q-RICH: PIERCE I KG TO KSIĘŻNICZKI

sobota, 17 kwietnia 2010 23:35



Maciej Kwiatkowski

Utah @ Denver 111:126 (0-1)

Nie był to pokaz defensywy w żadnym wypadku. Ale czego się spodziewać, gdy spotykają się dwa z najlepszych ofensywnie teamów w lidze. 57% Denver, 54% Utah. Nuggets próbowali spowolnić Derona Williamsa (26 pkt, 11 as) kosztem mnóstwa niekontestowanych wjazdów czy ścięć pod kosz Carlosa Boozera (19 pkt, 8 zb, 5 as) czy Paula Millsapa (15 pkt, 10 zb). Tymczasem Jazz nie mieli jak przypuszczałem jakiejkolwiek odpowiedzi na Carmelo Anthony'ego (42 pkt, 5 as). Melo trafił 18 z 25 rzutów, był świetny na pinch-post, skuteczny nisko przy trumnie. Trafiał rzuty nad obrońcami, mijał, odegrał kilka piłek na asysty pod kosz. Powinien mieć ich nawet trzy-cztery więcej. JR Smith zdobył aż 18 punktów w czwartej kwarcie i Nuggets rozstrzelali Jazz w ostatniej kwarcie. Jazz, który stracił w drugiej kwarcie Mehmeta Okura, któremu odnowił się uraz lewego achillesa.


To może być bardzo poważne, bo jeszcze przed meczem Okur otrzymał zastrzyki wzmacniające i w niedzielę przejdzie ponowne prześwietlenie. Jazz nie mogą sobie pozwolić na dalszą utratę wzrostu pod koszem (wcześniej Kirilenko), odkąd Nuggets mieli tam piknik w takim samym stopniu co Utah pod koszem Denver.

Ty Lawson grał aż do czwartej minuty przed końcem. George Karl raczej nie dopuściłby do trzymania Billupsa tak długo na ławce. Dobra decyzja Adriana Dantley'a, bo właśnie z Lawsonem na boisku Nuggets otworzyli dwucyfrową przewagę w czwartej kwarcie z meczu, który przez 40 minut toczył się kosz za kosz. Billups oczywiście tuż po wejściu trafił trójkę, na 118:104.


Milwaukee @ Atlanta 92:102 (0-1)
Bucks wyglądali jak drużyna ze szkoły średniej, gdy Hawks w pierwszej połowie zafundowali im prawdziwe lanie. Gospodarze prowadzili 62:40 do przerwy w meczu, który przypominał trochę pierwsze spotkanie wieczoru. Tam Derrick Rose, a tu Brandon Jennings, zdobywając 34 punkty próbował wrócić Bucks do meczu. W pewnym momencie na przełomie drugiej i trzeciej kwarty dla Bucks punktował tylko on, kryty po przerwie przez Johnsona. Nie było wcale tak dużo 'switching-defense', ale Bucks nie mogąc sforsować strefy podkoszowej długo pudłowali cięzkie rzuty z dystansu, sami tracąc punkty w pomalowanym z rąk Ala Horforda i Josha Smitha. Scott Skiles zaskoczył wszystkich desygnując Luca Mbah a Moute do krycia Johnsona, a zostawiając Smithowi ewidentny mismecz, czyli kryjącego go Carlosa Delfino.

Zaskakujacy był brak konsekwencji, gdy w drugiej połowie Hawks zupełnie zapomnieli o Smithie, oddając piłkę w ręce Joe Johnsona i Jamala Crawforda. Ci po przerwie potrzebowali aż 16 rzutów, by zdobyć 19 punktów. Jenningsowi natomiast udało się zmniejszyć straty do siedmiu punktów w końcówce trzeciej kwarty, ale zabrakło mu pomocy i dodatkowych opcji prócz 16 punktów Johna Salmonsa i kilku celnych rzutów Ersana Ilyasovy.

Mike Bibby był wyjątkowo efektywny, pudłując tylko jeden z dziewięciu rzutów, Johnson dorzucił 22 punkty, a Crawford 17. Hawks trafiali 54% z gry, Horford i Smith zablokowali razem 9 rzutów, wyganiając tak jak można było się spodziewać Bucks spod kosza.

Rose oddał 28 rzutów przeciwko Cavaliers i tylko raz w karierze oddał więcej. Jennings miał z kolei tylko dwie okazje oddać więcej niż 25 prób z gry. Trafił 14 z nich, z czego kilka znakomitych floaterów lewą czy prawą ręką. Hawks mieli ten mecz pod absolutną kontrolą, ale w drugiej połowie wrócili do "swojego" grania zamiast dalej konsekwentnie grać pod kosz.




Chicago @ Cleveland 83:96 (0-1)

LeBron James zdobył 14 ze swoich 24 punktów w pierwszej połowie, miał też 4 bloki, w tym kilka klasycznych gdzie śledził i czyhał za jednym z "Byków", by złapać go w kontrze przy obręczy. Mo Williams dołożył 19 punktów, rozdał 10 asyst i Cleveland Cavaliers łatwo pokonali Chicago Bulls, 96:83. Derrick Rose miał prawie quadruple-double dla Bulls, 28 punktów, 10 asyst, 7 zbiórek, ale i 7 strat. Do tego aż 28 rzutów miał tylko raz w sezonie regularnym i tylko potwierdza się to, że będzie potrzebował pomocy w ataku.

Cavaliers prowadzili już 18-toma punktami w drugiej kwarcie, by po przerwie zaliczyć siedem minut bez punktów, w trakcie których stracili aż osiem piłek. W połowie czwartej kwarty Bulls doszli na 7-9 punktów, ale szybkie 2 plus 1 Jamesa i rzut z 6 metrów w kolejnej akcji odłożyły mecz do zamrażarki.

Przewaga talentu w tej serii jest ewidentna. Dobry defense 1-na-1 plus Rose utrzymały "Byki" w tym meczu po przerwie, ale blowout w starciu nr 2 jest raczej nieunikniony. Cavaliers wygrali deski 50-38 i mieli aż 12 bloków, dominując po obydwu stronach boiska do przerwy (27 as. do 39 FG). Anderson Varejao zebrał 15 piłek w 32 minuty. Zydrunas Ilgauskas grał tylko 9 minut. Dominował Shaquille O'Neal. W jego przypadku 12 punktów, 5 zbiórek, 4 asyst i 3 bloki to bowiem nadal dominacja. Jest po prostu dużym Shaqiem, dwa razy większym niż Joakim Noah i za ten  ruch na lewym low-blocku będzie ponownie gwiazdą youtube.

"That's the "Diesel Truck With No Brakes." You see when I get into that move people get out of the way because they know I'm (going) and I don't have any brakes."

Varejao, Shaq i double-double Antawna Jamisona. Bulls nie mogą się mierzyć. Noah nie może się mierzyć z Shaqiem, a co dopiero z całym frontcourtem Cavaliers. I to nawet jeśli ten grał ze sobą dopiero pierwszy raz w życiu. J.J. Hickson po 73 meczach w piątce zagrał 1 minutę. W Bulls grałby teraz po 25 minut.




Miami @ Boston 76:85 (0-1)

Celtics przegrywali już czternastoma punktami, by dać Heat rzucić tylko 15 przez ostatnie 19 minut meczu. Słaba ofensywa Heat plus bardzo solidny defense Bostonu zrobiły ogromną różnicę po przerwie. W ostatniej minucie Celtics stracili Kevina Garnetta, po dwóch faulach technicznych. Paul Pierce upadł przy ławce Heat, trzymając się za ramię. Quentin Richardson próbował podejść do Pierce'a albo po prostu szedł do swojej ławki, gdy Garnett zagrodził mu drogę ramieniem i odepchnął łokciem. Obydwaj zaczęli "rozmawiać" ze sobą, szybko dołączyli Udonis Haslem i Glen Davis, po czym KG raz jeszcze użył łokcia, tym razem trafiając Richardsona w twarz. Wyglądało to wszystko dosyć przypadkowo, choć akurat Garnetta można spokojnie posądzać o zamierzony cel, co zrobili sędziowie. Na konferencji tłumaczy, że chodziło mu tylko o bezpieczeńswo Pierce'a, który wylądował przy ławce Heat. Z pewnością, ale ten drugi łokieć wyglądał już na zupełnie niepotrzebny. Dzisiaj/jutro z pewnością dowiemy się czy zostanie zawieszony na drugi mecz,  choć wydaje się to być formalnością. Dwight Howard rok temu opuścił w ten sposób jeden z meczów przeciwko Sixers.

Brudne faule, scysje, trash-talking? Tak miało być. Richardson nie oszczędzał się na konferencji po meczu:

"I was trying to get over there to take the ball out of bounds and he tarted to talk to me so I talked back. I don't have any business talking to him (Pierce), he was on the ground crying I dont know what was going on, two actresses over there that's what they are."

Garnett zdobył 15 punktów, miał 9 zbiórek, 3 asysty, kończąc też dwukrotnie z góry podania od Rondo w drugiej połowie. Znakomicie zagrał Tony Allen (14 pkt, 3 prz, 2 blk), wyłączając z gry Dwyane'a Wade'a po tym jak ten rzucił 9 punktów w pierwsze 4 minuty po przerwie. Wade był w centrum zainteresowania obrony Celtics, która na ostatni kwadrans wróciła do intensywności sprzed dwóch sezonów, wysyłając do niego drugiego obwodowego obrońcę i zabezpieczając jeszcze tył jednym wysokim. Nic wielkiego, ale nagle Heat nie mogli sobie wypracować żadnej dobrej pozycji. Nikt Wade'owi nie potrafił pomóc. Z kolei Allen i walczący na deskach Glen Davis byli wzmocnieniem z ławki w dzień, gdy Rajon Rondo (10 pkt, 10 as, 7 zb), Pierce i Ray Allen trafili tylko 8 z 27 rzutów. Allen zakończył mecz z symptomatycznym +17, Davis +15.

Wade zdobył 26 punktów, ale miał 7 z aż 22 strat Miami. To rzadki wynik Heat, którzy są w czołówce ligi, jeśli chodzi o opiekowanie się piłką. Celtics są natomiast drudzy w lidze w ilości przechwytów i mieli szereg okazji do puktowania po stratach.

Prócz Wade'a tylko Richardson miał dwucyfrową ilość punktów, 15. O'Neal, Beasley i Haslem trafili ledwie 9 z 30 rzutów.

 



Podziel się:

komentarze (51) | dodaj komentarz

DURSZLAK

sobota, 17 kwietnia 2010 22:43
Michał Górny


 Miał być emocjonujący Tip-Off, a jak jest sami widzicie (o ile wytrzymaliście dwie kwarty plus przerwę). Bulls gubią się na zasłonach,  bardzo szybko zbierają faule  albo zapominają o czyhającym za ich plecami LeBronie Jamesie. Jednym słowem mecz jest jednostronny...


Update:

 Bulls trochę podgonili w czwartej kwarcie i zbliżyli się na 9 punktów. 2:50 remaining




Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 801 (wersja testowa)

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u