Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 930 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




3 NA 3: SAN ANTONIO, CO TERAZ?

sobota, 30 kwietnia 2011 20:42

 

 

1. Kto jest dotychczas MVP tych playoffów?

 

Rafał Niewiadomski: Kevin Durant. 32 ppg, 47% z gry, 43% za 3, + 5 apg. Lider pełną gębą i to w sezonie, w którym poprowadził w wakacje USA Team B do mistrzostwa świata. Thunder zmietli 4-1 najtrudniejszego (na papierze) rywala na 1 rundę, jakim byli Nuggets. W zasadzie byłołoby 4-0, gdyby Westbrook oddał piłkę w Game 4 Durantowi wtedy, kiedy powinien.

 

2. Zach Randolph, 3. Derrick Rose.

 

Przemek Kujawiński: Chris Paul.  Na przekór wszystkiemu muszę wskazać kogoś, kto już w tych playoffach nie zagra. Moim MVP pierwszej rundy był zdecydowanie Chris Paul. Patrząc na niego - szczególnie w dwóch wygranych przez Hornets spotkaniach - miałem wrażenie, że nie dałby się zesweepować żadnej
drużynie tej lidze. Warto też cały czas przypominać, że Szerszenie grały bez Davida Westa. Wyrwanie dwóch spotkań Lakers przez zespół, który bez Paula miałby problem z wygraniem 15 spotkań w sezonie
regularnym to rzecz, która nie miała prawa się zdarzyć -  a jednak się zdarzyła.

 

Spośród zwycięzców muszę docenić Zacha Randolpha, który stał się liderem z prawdziwego zdarzenia i Raya Allena, którego skuteczność w serii z Knicks była z innej planety.

 

Marek Dziuba: Kevin Durant. Wiele nieznaczącą i nieoficjalną statuetkę MVP po pierwszej rundzie Playoffs wręczam Kevinowi Durantowi, któremu bacznie się przyglądałem. Thunder pewnie odprawili Nuggets na wakacje, a Durant z głów obrońców Denver (a raczej tych, którzy mogli tylko stać i podziwiać jego trafienia) na pewno szybko nie zniknie. KD zaliczał w tej serii statystyki na poziomie graczy z najwyższej światowej półki: 32 punkty w meczu plus ~ 6 zbiórek i 4 asysty. Ponadto w spotkaniu numer 5 dał wyraźny sygnał, że nie boi się podnieść ciężaru gry w zaciętej końcówce. Był tak okropnie "gorący", że niemal w pojedynkę zakończył serię. Nie wiem skąd i co brał jakiś pismak przed starciem z Nuggets, gdy siał przypuszczenia, że kariera KD będzie przypominać syndrom "pierwszorundowej blokady" z którym zmagał się T-Mac. KD w przeciwieństwie do niego już rozdziewiczył ten etap, a niektórzy twierdzą, że właśnie w tej chwili nastąpiło swojego rodzaju jego symboliczne przejście na inny, wiecie ten 'kosmiczny' poziom. Ja póki co też jestem oczarowany, ale czekam już jak pokaże się w kolejnej rywalizacji. Mogę was zapewnić, że ze względu na tego chłopaka warto jest wstawać o 3, 4 nad ranem, a to również cecha MVP.

 

Tuż za: Zach Randolph, Dirk Nowitzki.

 

Michał Górny: Zach Randolph. Wiem, pewnie liczyliście na kolejny wywód czemu nie Durant albo Paul. Dlaczego? Po pierwsze jak pisałem na twtterze I love underdogs. W dodatku underdogów, którzy biją pierwszą ekipę Zachodu i (teoretycznie) drugą w NBA. Po drugie bez Zacha mogliby tego nie osiągnąć. 20.9 pkt/mecz i 8.2 zb/mecz na pozycji numer cztery przeciwko SAS robi wrażenie. Fakt faktem, że Zach w RS w 4 spotkaniach miał znacznie lepsze *liczby* - prawie 24 pkt/mecz i 15 zb/mecz. Może piszę to jeszcze w afekcie ostatniego spotkania serii ze Spurs, ale te występy były ważniejsze dla Grizzlies od najlepszych spotkań Duranta i Paula dla ich drużyn w tej serii. 

 

Sebastian Hetman: Zach Randolph, który wygrał w zasadzie dla Memphis dwa spotkania w czwartych kwartach. Spurs nieoczekiwanie polegli z ósmą ekipą Zachodu, a Randolph w tej serii grał na poziomie 21-9 przy skuteczności 50% z gry. W pierwszym sptokaniu uruchomił także Marca Gasola i moim zdaniem mecz nr 1 był jednym z kluczów do wygrania całej serii. Zdaję sobie sprawę, że inni gracze wspinali się na wyższy poziomi, ale Grizz powinni być wdzięczni za pierwszy w historii awans do drugiej rundy, Good job Z-Bo!

 

Dalej: Kevin Durant, Dirk Nowitzki.

 

Maciej Kwiatkowski: Chris Paul. Carl Landry jeszcze w styczniu był rezerwowym w najgorszej drużynie Konferencji Zachodniej. Trevor Ariza ma najgorszy TS% w historii cywilizacji. A tylko tych dwóch zagrało w miarę równo i dobrze w tej serii dla Hornets... Pamiętacie jak rok temu wyglądał Deron Williams w serii przeciwko Los Angeles Lakers? Nigdy nie przestałem uważać, że Chris Paul jest najlepszym rozgrywającym w lidze. Potrzebował tylko wyzwania i motywacji, żeby nam o tym przypomnieć. Był najlepszym zawodnikiem serii, w której na parkiecie był Kobe Bryant. Wygrał dwa mecze dla Hornets przeciwko zespołowi, który Phil Jackson nazwał na koniec serii "mającym szanse zostać najlepszym jakie prowadziłem w L.A.". Tak naprawdę to co zrobił Paul, po obydwu stronach parkietu w tej serii, to standard, do którego dorosnąć muszą pozostali, żebyśmy w ogóle brali ich pod dyskusję. Drugi PER w playoffach, 22.0 pkt, 11.5 as., 1.8 przechwytu, 55% z gry, 47% za 3. Dalej: Kevin Durant, Dirk Nowitzki.





 


 

* * * * *


2. Który z Big 3 Miami jest najważniejszy w serii z Bostonem? 

 

Niewiadomski: Oczywiście Chris Bosh. Od tego, kto wygra pojedynek Bosh-Garnett może zależeć wynik całej serii. To pytanie, jak poradzi sobie Chris, stawiano już przed sezonem i wciąż jest kluczowe dla ekipy z Florydy.

 

Dziuba: Boston twierdzi, że najważniejszy w tej serii będzie Chris Bosh. Bzdura. Dla mnie nie ma wątpliwości - sorry Dwyane, sorry Chris - ale to od LeBrona Jamesa zależeć będzie najwięcej. To jego seria, jego prawdopodobnie największy sportowy sprawdzian i najtrudniejszy "obiad" do strawienia" - bo wg mnie fasola jest ohydna - nie tylko po ubiegłorocznych batach w Cleveland, ale wszystkich klęskach, jakich doznał z Bostonem do tej pory w swojej karierze. Teraz już chyba tak naprawdę zobaczymy, czy Król (skreśl) książe James zasługuje na wymienianie go w jednym rzędzie z innymi wielkimi tej ligi czy okaże się po prostu przysłowiową dupą (wybaczcie kolokwializm), która mimo ogromnego talentu, wszechstronności oraz wielkich występów w sezonie zasadniczym czy pojedynczym meczu PO wymięka jednak przy największych wyzwaniach, z największymi przeciwnikami stojącymi na drodze do chwały. W przypadku kolejnej porażki Jamesa - Cavaliers najprawdopodobniej wywieszą w swojej hali banner "Boston, nasz przyjaciel", Dan Gilbert otworzy sieć zieleniaków, a na miejscu LBJ'a pewnie kupiłbym wówczas łopatkę i zakopał się gdzieś na pięknej plaży w Miami. Z drugiej strony może skończyć się zupełnie inaczej, tylko, że wtedy będziemy mówić, że to dzięki Wade'owi, że Boston jest stary i tak miało być. Tak czy inaczej ta seria jest moim zdaniem kluczowa dla dalszej kariery Jamesa i od tego czy znów nie zaboli łokieć, czy znów nie pęknie psychika przy obronie Bostonu zależy jak będzie postrzegany, nie przez "rok, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem...", ale prawdopodobnie całe życie. Jesteśmy świadkami. Nie przegapcie tego.

 

Hetman: Bez wątpienia będzie to Chris Bosh, który od początku swojej kariery nie zalicza dobrych występów przeciwko Garnettowi. James i Wade powinni grać na swoim poziomie, ale za Oceanem aż huczy na temat matchupu  CB vs. KG. Jeżeli Bosh chce coś zdziałać, musi zagrać naprawdę twardo po obu stronach parkietu. Musi wyzwolić w sobie diabła i walczyć o każdą piłkę. Jestem ciekaw, czy pozostała dwójka będzie odgrywać do niego nieco więcej piłek i tutaj tkwi cały sekret trenera Spoelstry. Obawiam się, że w crunch time piłkę w rękach będzie miał James lub Wade, a Bosh odejdzie w zapomnienie. Bez agresywnego Bosha Heat i będą kuleć pod koszami, szczególnie w ofensywie.

 

 

* * * * *

 

3. Co dalej z San Antonio Spurs? 

 

Niewiadomski: Wow. Grizzlies naprawdę tego dokonali... Spurs czeka długie lato i mocne przewietrzenie składu. Nikt nie usunie Popa, zresztą nie ma za co, bo ten robi świetną robotę ale ten zespół potrzebuje świeżej krwi. Nie wiem czy wystarczy komuś odwagi by ruszyć ich Big 3, nie wiem też czy Tim Duncan powróci do gry, bo podobno ma ochotę zakończyć karierę. Jeżeli te spekulacje okazałyby się prawdą, to możnaby zacząć pełny rebuilding. Sytuację komplikuje też trochę lokaut.

 

Górny:  Hmmm nie powiem, że kiedyś kiedy usypiałem przy spotkaniu numer trzy Finałów 2007 i modliłem się by coś stało się z tymi Spurs. Drużyna, która zawsze odstręczała ludzi od telewizorów (przynajmniej większość) teraz prawdopodobnie przejdzie na koszykarską emeryturę. Albo rozpierzchnie się po NBA kończąc kariery gdzie indziej... Jest jeszcze jedna teoria, że agent CIA Greg Popovich zaplanował wszystko z góry. Przypominam, że Tim Duncan podczas ostatniego lockoutu rozgrywał drugi sezon w NBA i powoli przejmował wszystko po swoim "guru" Davidzie Robinsonie. Może to czas na zmianę warty ? Jeśli chodzi o Duncana to może być za wcześnie od sezon, dwa czy trzy, natomiast jeśli mówimy "kto to będzie" to jak na razie brak odpowiedzi. Na Tiago to jak na razie za wcześnie....

 

Kujawiński: Tim Duncan umarł na naszych oczach. Podejrzewam, że właśnie w tej chwili zbiera swoje rzeczy z szatni, po raz ostatni patrzy w oczy Greggowi Popovichowi, ogarnia wzrokiem halę w San Antonio, a następnie wchodzi na jakieś wzgórze i popełnia Sepuku. A tak na poważnie, zastanawiam się, czy zakończenie kariery nie przeszło mu przez myśl. Nie wiem, czy takiem zwycięzcy jak Duncan łatwo przychodzi godzenie się z tym, że jego czas się skończył. Podejrzewam, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby mógł się teraz wcielić w rolę Davida Robinsona i być mentorem dla jakiegoś dzieciaka, któremu z radością mógłby przekazać władze. Spurs nie mają jednak nikogo o kim możnaby pomyśleć, że będzie w przyszłości gwiazdą. Kto wie, może właśnie nadchodzi przebudowa?

 


 

 

 


Podziel się

JEST IMPREZA U ZACHA RANDOLPHA. WSZYSCY SĄ ZAPROSZENI

sobota, 30 kwietnia 2011 14:26

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Memphis Grizzlies wygrali tą serię tak przekonująco, że większość oglądających zapomniała chyba, że mamy do czynienia z odgórnie usankcjonowaną "SENSACJĄ!", czyli zwycięstwem nr 8 nad nr 1.



To nie wyglądało w ten sposób. To nie San Antonio Spurs przegrali tą serię, jak Seattle SuperSonics w 1994, którzy prowadzili już 2-0 z Denver Nuggets, albo jak Dallas Mavericks w 2007, gdy wystraszony Avery Johnson zacżął zmieniać wyjściowe piątki w połowie serii z Golden State Warriors. Nie, ta seria sprawiła, że zaczęliśmy myśleć "Gdzie u licha byli Ci Grizzlies?!".

 

Cóż... W 1999 roku New York Knicks wyeliminowali #1 czyli Miami Heat, po pamiętnym rzucie Allana Houstona. Sezon regularny po lokaucie miał jednak wtedy 50 spotkań. Gdyby policzyć więc 49 ostatnich spotkań sezonu regularnego 2010/11, to Spurs i Grizzlies zaliczyli taki sam bilans, 33-16, i jeśli zagraliby w pierwszej rundzie play-offów, to z pozycji 4/5.

 

Spurs odpadli i pewna era się kończy (myśleliśmy tak rok temu, po czym wrócili i wygrali 61 meczów w sezonie regularnym...), ale gdy na cztery minuty przed końcem, mimo pozornej dominacji Grizzlies, poobijany w każdym meczu i być może grający po raz ostatni, Antonio McDyess trafił rzut z półdystansu - po kolejnym w tym meczu udanym rozegraniu Tony'ego Parkera - Spurs prowadzili 81:80. Skąd? Jak? Grizzlies rzucali 50% z gry do tego momentu, Spurs 42%. Nigdy nie można jednak lekceważyć mistrza, powiedział kiedyś Rudy Tomjanovich.

 

To co wydarzyło się później, było tym co nie wydarzyło się od dawna w życiu LeBrona Jamesa, czy nawet w życiu Kobe'go Bryanta. Lionel Hollins wziął time-out i powiedział - po prostu - "Get the ball to Zach and get out of the way!".

 

Następnie Randolph poszedł do pracy, wykorzystując dwie kwestie, w których kto wie czy po prostu nie jest najlepszy w NBA. Ponieważ to jest dzień, w którym możemy poczuć się zwycięzcami nie tylko z racji na zwycięstwo "underdoga", ale dlatego, że Zach Randolph to gość, za którym jeszcze do niedawna ciągnęły się przeróżne historie z nocnych klubów, którego reputacja boiskowa sprowadzała się do dwóch słów "czarna dziura", który był przereklamowany przez statsy,  zdobywał punkty, zbiórki, ale nie bronił i nie pomagał swoim teamom wygrywać, który był handlowany z Knicks Isiah Thomasa do Clippers Donalda Sterlinga, czy który w końcu wygląda jak żelek, bez mięśni i w dodatku ma mniejszy wyskok dosiężny niż Matt Bonner.

 

I był All-Starem rok temu, po raz pierwszy w karierze - ta percepcja zacżęła się więc zmieniać już w poprzednim sezonie. Wczoraj nastąpiła kulminacja. A te dwie kwestie? Walka o pozycję tyłem do kosza i znajdowanie jej oraz niesamowite dłonie, które łapią wszystko. Te dwie rzeczy pozwalają mu nie raz być zablokowanym, ale ponawiać akcję zanim blokujący zdąży spaść na ziemię (hej, mały wyskok ma też swoje plusy). To akurat motywujące uczucie, wiecie, ktoś blokuje Was pod obręczą, atakujecie drugi raz i zdobywacie punkty, obracacie się i nakręceni biegniecie do oborny. Mówiąc wprost, Zach Randolph to taki Charles Barkley bez mięśni, a Barkley jest jego ogromnym fanem zresztą.

 

81-80 Zach wywalczył pozycję i dostał piłkę z McDyessem na plecach przy samej linii bocznej pomalowanego. Obrócił się i trafił pół-hak, money.

 

83-80 Mike Conley trafił z mid-range po picku Marca Gasola, tylko dlatego, że nie zaczekał aż Grizz rozegrają akcję do końca.



85-80 Zach znowu w post-up z Dyessem. Tym razem obaj siłowali się o pozycję, po tym jak już Randolph złapał piłkę i przerwał kozioł, ale mimo świetnej obrony AMD, Randolph przerzucił piłkę tuż tuż nad jego wyciągniętą dłonią. Podskoczył przy tym rzucie może z 3cm.



87-80 Zach walczył znowu o pozycje z Dice'm, ale ten go sfaulował. Dwa rzuty wolne 2/2 (2.54 do końca)



89-82 Spurs udało się zebrać piłkę w ataku po niecelnym rzucie George'a Hilla i punkty zdobył Tony Parker. W kolejnej akcji Grizzlies uderzyli oczywiście do Zacha, a ten trafił genialny fade-away, rainbow-shot, piłka nawet nie dotknęła obręczy. 1.55 min. do końca.



91-82 Napisałem tylko w notatniku:



"ZACH RANDOLPH na Duncanie WHOA" 1.11 

 


 

A potem wszyscy poszli na barbecue. Pani Randolph przygotowała wszystko, ojciec podrzucił mięso, babcia siedziała w bujanym fotelu i paliła jointa, Zach smażył steki, jakieś dzieciaki jeździły wokół płotu na rowerach, Biggie Smalls leciał z drugiego piętra. Party on the block!

 

Zach Randolph urządził przyjęcie - wszyscy byli zaproszeni. Tony Allen, jego złote zęby i jego złote dzieci w złotych łańcuchach. Hamed Haddadi jak zwykle cool, we flaneli, gwiazda imprezy, Greivis Vasquez ze swoją latynoską świtą. Shane Battier na galowo z żoną analizują kazanie pastora. Wszyscy. Nawet właściciel Michael Heisley, który jak się okazało nie musiał znać zasad CBA, żeby dostać się ze swoim teamem do drugiej rundy.



Zach Randolph to wyjątkowy gość i dziś jest dzień, w którym chcieliśmy docenić to wszystko. Ponieważ naprawdę potrafisz się zmienić, naprawdę mozesz stać się częścią drużyny, naprawdę możesz stać się liderem i wygrywać w playoffach, nie mając łydek Derricka Rose'a czy bicepsów Jamesa. To jest bardzo proste, nie? Jeśli czegoś bardzo chcesz, to możesz to mieć. I świat nie jest tylko dla tych z wybielonymi zębami.



Dzięki Zach.

 

 

 


Podziel się

KKWP: T-MAC MA DUŻY DYSTANS DO SIEBIE, POWAŻNIE

sobota, 30 kwietnia 2011 13:54

 

 

Tracy McGrady  w czwartek na swoim Twitterze - gdzie swoją drogą często zdarza mu się napisać coś ciekawego, jak choćby cenne rady dla księcia Williama - zaskoczył mnie i opublikował popularne zdjęcie wykonane przez niewiadomokogo po tym, jak Rockets w 2009 roku jeszcze z nim "w składzie" przeszli do drugiej rundy Playoffs. Anonimowy twórca tego dzieła może być z siebie zadowolony, bo udało mu się rozbawić samą główną postać na tym plakacie:


 

"Niektóre pierdoły są po prostu zwyczajnie śmieszne."

 

 

 

 

Haha, duże brawa za dystans do siebie, Tracy!



Podziel się

HEAT VS. CELTICS: CZYLI PLAYOFFS PEŁNĄ GĘBĄ!

sobota, 30 kwietnia 2011 12:54

 

 

 

 

Sebastian Hetman

 

No tak, doczekaliśmy się wymarzonej serii w Eastern Conference. Może nie dla wszystkich jest to wymarzona seria, ale ja ogromnie liczyłem na starcie tych dwóch ekip. Szkoda, że już w drugiej rundzie, ale nie ma co narzekać. Z Maćkiem postaramy się jak najlepiej zrelacjonować wszystkie wydarzenia związane z Bostonem i Miami, a dzisiaj zapraszamy w pewnym sensie na zapowiedź, lub jak kto woli luźne rozważania na temat serii Heat vs. Celtics.

 

 

Będzie to kolejna batalia między LeBronem Jamesem a weteranami z Gang Green i jak wiadomo, James już dwa razy miał okazję przełknąć gorycz porażki. W latach 2008 i 2010 C’s odprawiali Cavaliers z kwitkiem, a liderowi z Cleveland przypinano wówczas  łatkę Michaela Jordana, który w latach 80-tych nie był w stanie pokonać Larry’ego Birda, Kevina McHale’a i Roberta Parrisha.

 

 

Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej, ponieważ James obok siebie ma jeszcze dwie gwiazdy, a niecny plan z zeszłorocznych wakacji trójki kolegów doszedł do skutku. Nowa „Wielka Trójka” bije atletyzmem na głowę tercet Allen-Pierce-Garnett, ale nie zapominajmy, że Heat nie posiadają kogoś takiego jak Rajon Rondo. C’s są bardzo doświadczonym zespołem i w tym roku nie mają nic do stracenia. A może mają? Wszyscy wiemy, że czas leci nieubłagalnie, a chłopaki z Zielonego Gangu starzeją się z każdą wiosną. Może to być ostatni rajd Celtics w pogoni za mistrzowskim pierścieniem, kiedy będą mogli jeszcze zagrać w tegorocznych Playoffs na bardzo wysokim poziomie. Danny Ainge już w lutym sprowadził posiłki w dyskusyjnej wymianie Perkinsa za Jeffa Greena, ale było to swego rodzaju zabezpieczenie przyszłości na pozycji swingmana. Paul Pierce w październiku skończy 34 lata, Kevin Garnett w maju 35, a Ray Allen w lipcu 36. Jakby nie patrzeć, stawy całej trójki będą w przyszłym roku jeszcze bardziej wyeksploatowane. Heat właśnie tutaj mogą szukać swojej szansy. Czy będą próbowali zajechać C’s przez 4 kwarty? Być może, ale cały sztab Bostonu przygotowywał się do tej serii jeszcze w starciach z Knicks. Doc Rivers momentami grał długo ławką rezerwowych, która nie miała świetnych spotkań przeciwko nowojorczykom. Wykonał plan minimum, a Celtics otrzymali w prezencie tydzień przerwy. Rivers dał dwa dni wolnego swoim podopiecznym, z czego mogli szczególnie skorzystać weterani.

 

 

Na ESPN naczytałem się sporo na temat tych dwóch dni wolnych. Wielka rzecz? Kto wie, ale Zieloni zostali porównani  chociażby do Indiany Pacers z 2004 roku, którzy na drugą rundę z Miami Heat (po sweepie z Celtics) czekali aż 11 dni. Pacers mieli wtedy najlepszy bilans po sezonie regularnym na Wschodzie (61-21), ale w drugiej rundzie rozegrali aż sześć spotkań, by w Finale Konferencji paść ofiarą Detroit Pistons, również po sześciu meczach. W składzie Indiany grał wtedy Jermaine O’Neal, który do spekulacji mediów podchodzi raczej normalnie i jak sam mówi: „Jesteśmy starszą drużyną, więc akceptujemy taki odpoczynek”. O’Neal wspominał także rok 2004 i mówił nawet o tym, że podczas 11 dni przerwy kilku graczy Pacers zrobiło sobie tygodniowe wakacje. Obecną otoczkę tonuje także Doc Rivers, który twierdzi, że Celtics idą wg własnego planu. Ja osobiście uważam, że dwa dni przerwy to nic wielkiego, a staruszkom z Bostonu może to tylko pomóc. Zobaczymy jak wyjdzie w praktyce, ale chociażby cały tydzień czekania na Heat daje dużego plusa w raporcie o stanie zdrowia Shaquille’a O’Neala. Gruby nadal narzeka na bóle łydki i kostki, ale z obozu Celtics płyną wieści, że może powrócić do treningów już dzisiaj.

 

 

Sporo mówi się także o przewadze parkietu, która jak wiadomo leży po stronie Miami. Celtics w tym sezonie w hali American Airlines Arena mają bilans 1-1, z czego o spotkaniu z 10 kwietnia chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Ogólnie w regular season wygrali serię 3-1, a Heat w starciach w TD Garden przegrywali różnicą średnio tylko 6,5 punktu. Na takim poziomie rozgrywek przewaga parkietu nie ma raczej większego znaczenia,. Przepraszam – ma, ale tylko w przypadku meczu nr 7, a historia nauczyła nas, że Celtics w Playoffs potrafią grać na wyjazdach (chociażby 2010 przeciwko Magic, czy Cavaliers).

 

 

Jeszcze jednym, ważnym wg mnie aspektem będzie walka na tablicach i w pomalowanym. Więcej na ten temat napiszę przy konkretnych graczach, ale zarówno C’s jak i Heat momentami będą musieli ciągnąć do kosza. Tutaj dużym plusem będzie to, czy zagra Gruby, ewentualnie ile minut będzie wstanie wytrzymać Jermaine O’Neal, który był czasami x-faktorem w starciach z Knicks. Heat w odpowiedzi będą mieć na środku Ilgauskasa i Dampiera. Jest także Joel Anthony. Niby drewniaki, ale oprócz Anthony’ego, który dysponuje niezłym zastawieniem deski i siłą, pozostała dwójka ma coś bardzo istotnego – size. Po stracie Perkinsa frontcourt Celtics miał kuleć, a defensywa w middle-post była skazana na niepowodzenia i dziury. JO do tej pory dobrze funkcjonował w układance, ale czy przy nieobecności Shaqa Glen Davis i wspomniany Jermaine O’Neal wytrzymają trudy nawet i 7 spotkań? Dla dobra serii chciałbym żeby w defensywie odnalazł się nieco Nenad Krstic, który w okolicach Massachusetts uważany jest za „softowego” gościa. Pooglądamy, zobaczymy...

 

 

CO MUSI ZROBIĆ W TEJ SERII?

 

 

Rajon Rondoplaymaker Celtics przeciwko Heat notował niecałe 8 oczek na mecz, ale za to miał średnią 12 asyst w każdym spotkaniu. Rondo absolutnie nie będzie mógł sobie pozwolić na słabe dni w ofensywie, ponieważ „Wielka Stara Trójka” potrzebuje jego punktów jak diabli. Szczególnie w transition offense, gdzie w Miami nie będą mieć odpowiedzi na jedynce. Mike Bibby i Mario Chalmers nie nadążą, po prostu. Szybki rozgrywający po słabej końcówce sezonu wrócił na swoją planetę w serii z Knicks, w której był niekiedy go-to-guy. Domyślam się, że Heat nie będą chcieli pozwolić na łatwe penetracje rozgrywającego Celtics, a sam Rondo nie będzie miał tyle miejsca na 4-5 metrze, ile miał w starciach z Nowym Jorkiem. Uważam, że na tej pozycji Rivers widzi jeden z kilku kluczy do wygrania całej serii i co istotne, Rondo momentami będzie musiał przejmować gierkę, przede wszystkim w trzecich kwartach.

 

Ray Allen – Sugar Ray w sezonie regularnym był najlepszym strzelcem C’s w meczach z Miami (20,3 pkt.) i trafiał średnio 4 trójki na 7. Kolejny aspekt przemawiający za Zielonymi, ale z tego względu, że Wade kompletnie nie radzi sobie z takimi graczami jak Allen. Ray Ray jest moim zdaniem najlepszym graczem w NBA, jeśli chodzi o granie na zasłonach i szybkość podejmowania decyzji rzutowych. Gwiazdor Heat będzie miał ogromne problemy, a na ewentualnej pomocy przy przejęciu zostaną Chris „The Chill” Bosh lub Joel Anthony. Grozi to w 75% oddanym rzutem, a w 25% zagraniem z wysokim, który będzie mógł uwolnić się na high-post lub ściąć do środka po zmianie krycia. Allen notorycznie będzie musiał przemieszczać się na screenach, czy to na dole lub na górze. Nie ma znaczenia. Po prostu ktoś musi w tej serii uprzykrzyć życie Dwyane’a Wade’a.

 

Paul Pierce – kapitan Celtics nie zagra tak dobrze w defensywie na Jamesie, jak grał podczas Playoffs 2008. Nie ma takiej opcji, ponieważ zwyczajnie zabraknie mu powietrza. Zadaniem Pierce’a będzie mijanie defensywy  w okolicach 4-5 metra i  ścinanie pod kosz w celu wymuszania przewinień. Pierce ma ku temu warunki, a w serii z Knicks wykorzystywał monopol na rzuty dystansowe, momentami oddając piłki partnerom, którzy mieli więcej miejsca. Doc Rivers będzie sporo wymagał od Pierce’a w czwartych kwartach, bo jak wiadomo „The Truth” potrafi świetnie grać w crunch time. Ja jednak zostaję przy mniemaniu, że Pierce będzie więcej penetrował i grał na kontakcie.

 

Kevin Garnett – po Rondo najważniejszy człowiek i drugi klucz do wygrania serii przez Boston. No doubt! Prawdopodobnie najlepszy obrońca na pozycji numer 4 w lidze, który śni się po nocach Chrisowi Boshowi. Nie widziałem jeszcze ani jednego meczu w wykonaniu tej dwójki, w którym lepszy był Chris „The Chill”. Kwestia psychiki Bosha w pojedynkach z Garnettem na pierwszy plan wysuwa zablokowanie mentalne. Z resztą nazwijcie to jak chcecie, ale Bosh w starciach z KG nie jest tym samym Boshem. I tak się to ciągnie od roku 2003. O ile defensywa wysokiego Celtics będzie tutaj istotnym aspektem, o tyle twardość jaką pokazywał CB1 w sezonie regularnym będzie musiała dać znać o sobie po raz kolejny, a raczej od początku. Chris Forsberg z ESPN Boston napisał niedawno ciekawy artykuł na temat ofensywy jednego z liderów Celtics. Owszem, Garnett w czasach Minnesoty był jednym z najlepszych punktujących w NBA, a na dzień dzisiejszy zajmuje 20 miejsce na liście wszechczasów. Jego jumper z 5 metra jest zabójczą bronią i jak powiedział parę dni temu  Jeff Green: „People forget him. The guy can freakin’ score. He’s been doing it his whole career.”  Dużo w tym racji, a mający na swoim koncie 23 323 punkty KG nawet nie zauważył, że w ostatnim meczu przeciwko Knicks rzucił 20 oczek w drugiej połowie. W Playoffs ostatni taki występ zanotował w 2004 roku, w siódmym meczu z Kings, kiedy Wolves przeszli do Finału Konferencji Zachodniej. Sam Garnett czasami nie reaguje na prośby Doca Riversa, który karze mu po prostu grać z piłką i oddawać więcej rzutów. KG zawsze stara się szukać swoich partnerów i pracować ciężko w defensywie. W serii z Heat taki wkład w sukces drużyny może nie wystarczyć i przypomina mi się 2008 rok, kiedy Garnett z serii na serię dawał więcej w ataku Celtics. W Finałach wrócił do starego, dobrego KG, który wymuszał sporo fauli i ciągnął do kosza jak mało kto. Od postawy podkoszowego C’s w ataku będzie sporo zależeć i należy brać pod uwagę fakt, że w przypadku foul trouble Bosha Miami mogą wystawić Joela Anthony’ego lub Zydrunasa Ilgauskasa. Wiecie sami jaki może być efekt, dlatego Garnett musi w pojedynkach z Boshem grać częściej pod obręczą.

 

Jermaine O’Neal – krótko pisząc: JO musi być x-faktorem. Jego zasięg i wyczucie na pomocy będą dość istotnym elementem defensywy Celtics. O’Neal częściowo załatał dziurę po Perkinsie w pierwszej rundzie Playoffs i pod znakiem zapytania stoi tylko kwestia jego minut na parkiecie. Musi szykować się na ciężką, wręcz intensywną serię, szczególnie w meczach wyjazdowych. Czy stać go na 30-35 minut? Nie wiem, ale w Bostonie wszyscy mają wielkie na nadzieje na powrót Shaqa.

 

Shaquille O’Neal – jak już jesteśmy przy powrocie Diesla, to 39-letni O’Neal ma podobno trenować z drużyną już dzisiaj, jednak Doc Rivers niepewnie wypowiada się na ten temat. Ciężko powiedzieć, czy Gruby zagra w meczu nr 1 w Miami, ale w tej serii będzie robił ogromną różnice w środku, nawet grając tylko po 15 minut. Spoelstra szykuje pewnie Erica Dampiera, a nawet Jamala Magloire’a na ewentualny powrót doświadczonego centra Celtics. Shaq będzie tu ogromnie istotny i nie chodzi nawet o doświadczenie z gier o wysoką stawkę, ale o gabaryty i przestrzeń, którą zabierze po obu stronach parkietu. Nie wspominając już o faulach całego unitu podkoszowego Heat.

 

Jeff Green – pukałem się po głowie przez dobre dwa miesiące zanim zrozumiałem, że Danny Ainge miał chytry plan, który po części zrealizował trejdując Perka do Oklahomy. Jak napisała Jackie McMullan, Green został sprowadzony po to, aby zmieniać Paula Pierce’a i Raya Allena. Owszem, atletyczny swingman może grać na pozycjach od 2 do 4. Niektórzy zapomnieli o jego dyspozycjach strzeleckich, ale Green potrafi punktować i McMullan uparcie twierdzi, że jego czas jeszcze nadejdzie. Trudno się z tym nie zgodzić, skoro Green nawet za czasów uczelni Georgetown był rewelacyjnym strzelcem i co najlepsze, świetnie pracował w defensywie. W 2007 roku został najlepszym graczem Big East Conference i poprowadził Hoyas do Final Four. W lutym wrócił do Bostonu, do Celtics, którzy puścili go w wymianie za Raya Allena.  W serii z Knicks grał przeciętnie. Tak przynajmniej orzekają cyferki. Ainge doskonale wiedział co robi. Raz – Green będzie następcą Pierce’a na kolejne lata, dwa – C’s ściągnęli go właśnie na ewentualną serię z Heat. Dlaczego? Warunki fizyczne (206 cm) i umiejętność przyklejania się do rywali są dużym atutem 25-latka. W tej serii Jeff Green będzie musiał zatrzymać LeBrona Jamesa, przynajmniej częściowo, szczególnie kiedy Pierce straci drugi oddech. Z 16 minut jakie spędzał na parkiecie w pierwszej rundzie powinien wskoczyć na pułap 25-28. I to jest właśnie trzeci klucz Celtics do rozstrzygnięcia wszystkiego na swoją korzyść. Pamiętacie Jamesa Poseya w serii z Cavs? No właśnie...

 

Glen Davs – seria z Knicks ewidentnie nie była serią Glena Davisa. Shrek dopiero w ostatnim spotkaniu trafił kilka pull-up jumpers. Takiego Davisa chciałby mieć w swoim składzie Doc Rivers. Pewnego siebie, grającego nieźle na deskach i stawiającego mocne zasłony. W tej serii Davis może się odnaleźć, bo Heat mają co najmniej dwóch gości do tzw. bumping game (Anthony, Dampier). Nadal nieznany jest status Udonisa Haslema, zatem Big Baby będzie wyciągał wysokich Heat na obwód, gdzie niekoniecznie musi oddawać rzut z czystej pozycji, bo w ball-movement odnajduje się całkiem nieźle.

 

Delonte West – rozciąganie gry na obwodzie, czyli to co robił najlepiej w barwach Cleveland Cavaliers. W pierwszej rundzie był mało widoczny. West to doświadczony grajek i jestem ciekaw jak poradzi sobie z drugim unitem Heat, a tam w rotacji będą mieć Mario Chalmersa i Jamesa Jonesa, który broni jak gimnazjalista. Może Eddie House dostanie solidne minuty, szczególnie na wyjazdach. Poza tym podejrzewam, że Rondo nie będzie schodził z pułapu 35-37 minut, zatem West musi dać z siebie wszystko  i produktywnie wykorzystywać czas gry. Powinien zapewnić spacing chociażby Rayowi Allenowi.

 

 

Mój typ: 4-2 dla Celtics, rozsądek podpowiada: 7 piekielnych spotkań.

 

 

Maciek wyprzedził mnie na Wirtualnej Polsce i zrobił zapowiedź serii nieco wcześniej. U nas na blogu podzieliliśmy się drużynami. Mi przypadło pisanie o Celtics z racji tego, że robiłem pierwszą rundę z Knicks. Z kolei Maciek będzie dostarczał wszelakie informacje związane z obozem Heat,

 

 

Jesteśmy nadal na łączach!

 

Stay tuned!


Podziel się

LAKERS VS. MAVS, CZYLI DUŻO ZŁEJ KRWI

sobota, 30 kwietnia 2011 11:12

 

Rafał Niewiadomski

 

Najpierw zacznijmy od tego co stało sie w końcówce ostatniego ze spotkań tych drużyn:

 

 

 

 

Nie wiem jak to się stało ale te zespoły za sobą nie przepadają ostatnimi czasy. To trochę dziwne, zważywszy, że te zespoły nie zrobiły sobie nic takiego, co mogłoby zaboleć jedną ze stron. Z reguły ta "zła krew" wytwarza się w Playoffs. Problem w tym, że Kobe Bryant nigdy nie spotkał się z Dirkiem Nowitzkim w post season. Jest to dość szokujące, gdy pod uwagę weźmiemy fakt, że Mavs zaliczyli 11 sezon z rzędu z minimum 50 wygranymi i w każdym z tych sezonów byli uważani za jednego z głównych pretendentów do mistrzostwa na Zachodzie. Lakers z Kobe'm w tym okresie zaliczyli aż 7 wycieczek do Finałów NBA, jednak jakimś trafem, obie drużyny mijały się. Dlatego nie było okazji do tego by pomiędzy tymi drużynami narodziła się rywalizacja z prawdziwego zdarzenia, choć było ku temu wiele powodów.

 

Na szczęście, teraz nareszcie dojdzie do tego spotkania. Kobe vs. Dirk, Lakers vs. Mavs. Przyjdzie jeszcze czas na to by spróbować rozłożyć tę serię na czynniki pierwsze. Teraz chciałbym się przyjrzeć temu jak rodziła się ta zła krew.

 

Obserwując w tym roku Lakers, zauważyłem, że tylko z graczami i właścicielem Dallas Mavericks mają na pieńku. Głównie objawiało się to przez liczne pikantne wypowiedzi w mediach oraz wpisy na twitterze. Jednak eskalacją tych zachowań były przepychanki, do których doszło podczas ostatniego starcia tych drużyn.

 

Mavericks od kilku lat budowani są "pod Lakers". Mark Cuban bardzo szybko zdał sobie sprawę z tego, że droga do Finałów NBA wiedzie przez Los Angeles. Dlatego ściągnięto do zespołu Tysona Chandlera, jednego z czołowych obrońców na pozycji srodkowego w lidze NBA. Do pomocy sprowadzono mu Brandona Haywooda i ten duet miał zagwarantować Mavs nawiązanie walki pod koszami z Lakers w Playoffs. Jak wiemy, klub starał się również pozyskać Marcina Gortata, ten był już nawet 1 nogą w Dallas ale jak wyszło, wszyscy wiemy.

 

Nie pamiętam już kto zaczął słowne potyczki w tym sezonie. Prawdopodobnie był to Phil Jackson, który w jednym z wywiadów powiedział coś w stylu "Cuban może kupować wszystkich zawodników ale mistrzostwa nie zdobywają pieniądze". Nie mogęznaleźć cytatów, dlatego przytaczam to tak, jak zapamiętałem. W odpowiedzi cuban powiedział, że dziwią go komentarze kogoś, kto jest jedynie zabawką córki właściciela zespołu (jak wiadomo, Phil Jackson prywatnie jest związany z Jeannie Buss, córką właściciela Lakers, mówi się, że gdyby nie ona, Phil nie wróciłby do Jeziorowców w 2005 roku).

 

W międzyczasie wypowiedzi udzielił Jason Terry, który na pytanie dziennikarza o Lakers odparł: "Nie obchodzą nas Lakers w tej chwili. Są za nami w tabeli, więc dlaczego mielibyśmy się nimi przejmować?"

 

Następne wypowiedzi padły przed drugim starciem pomiędzy tymi zespołami. Lakers bardzo chcieli wygrać w Dallas. Kobe powiedział nawet, że w szatni długo dyskutowano przed meczem, ponieważ zgodnie stwierdzono, że Mavs, to druzyna, która w Playoffs może pokonać Lakers. Phil natomiast stwierdził, że dobrze byłoby wygrać z Mavs, bo to może ułatwić przescigniecie ich w tabeli i uniknięcie częstszego grania na terenie Cubana, co nie nalezy do przyjemności. Lakers ten mecz po zaciętym pojedynku wygrali, zmniejszyli stratę w tabeli do Mavs i wysłali wyraźny sygnał: Możemy wygrać na waszym terenie i nie zawahamy się tego zrobić w Playoffs. Na meczu podobno doszło do małej wymiany zdań pomiędzy Ronem Artestem a Markiem Cubanem. Ron odwdzięczył się właścicielowi Mavs kilkoma śmiesznymi twittami w sylu "Cuban może kupić wszystko, wykupi mój kontrakt i wprowadzi do Microsoftu..."

 

Trzecie starcie miało miejsce prawie miesiąc temu. Lakers wygrali w Staples Center dość wyraźnie, dzięki czemu umocnili swoje prowadzenie w tabeli i wygrali serię w sezonie 2-1. Do tego wygrywając tę serię wygrali pojedynek psychologiczny. Po meczu nie wytrzymał Jason Terry, który dla jednej z rozgłośni radiowych w Teksasie udzielił wywiadu, w którym przyrównał Matta Barnesa do papieru toaletowego i zarzucił mu, że jest jedynie twardy na pokaz i poszedł na łatwiznę idąc do Lakers.

 

W odpowiedzi Barnes na twitterze wyśmiał Terry'ego, zarzucił Mavs iż to oni są "twardzi na pokaz" a najlepszy tego dowód dali w 2007 roku (jak wiemy Barnes był członkiem Warriors, którzy sensacyjnie wyeliminowali wtedy Dallas), stwierdził także, że od tego czasu w Big D nic się nie zmieniło.

 

Terry wtrącił jeszcze swoje 3 grosze na temat defensywy, a raczej jej braku, u kobego Bryanta, Mark Cuban natomiast powiedział, że z miłą chęcią zakończyłby karierę Phila Jacksona np. w 7. meczu Playoffs.

 

To tak w skrócie. Wybaczcie, że nie wrzuciłem oryginalnych cytatów, ale dużo tego było i nie wszystko da się szybko odnaleźć w sieci. Prawdopodobnie przeoczyłem jeszcze jakieś pikantne wypowiedzi, coś tam jeszcze ciekawego mówili m.in. Lamar Odom i Tyson Chandler z tego co pamiętam, niemniej przywołane wypowiedzi, świadczą o tym, że od Game 1 możemy być świadkami walki na śmierć i życie w tej serii. Jeszcze większej pikanterii dodaje fakt, że obie drużyny mają wiele do stracenia i zakończenie sezonu na drugiej rundzie będzie ogromną porażką dla obydwu organizacji.

 

Zabawne jest to, że o HCA w przypadku tych 2 drużyn zadecydował jeden rzut  za 3 Kobego Bryanta, dający dogrywkę w meczu z Kings. Podobno na tym spotkaniu był Peja Stojakovic, który bardzo chciał uczestniczyć w ostatnim spotkaniu NBA w historii Sacramento i mocno dopingował Kings.


Podziel się

TOP 5 ZAGRAŃ: 29 KWIETNIA 2011

sobota, 30 kwietnia 2011 9:58

3 NA 3: CO DALEJ Z HOWARDEM I PAULEM

piątek, 29 kwietnia 2011 21:42

 

1. Czy Dwight Howard odejdzie z Orlando przed 2012?

 

Przemek Kujawiński: Wszystko zależy od tego, co wydarzy się tego lata i w trakcie następnego sezonu. Wygląda na to, że Stan Van Gundy i Otis Smith zachowają swoje posady. Oznacza to tyle, że w Orlando musi się zmienić coś innego. Nie wygląda jednak na to, że Magic mieli tak naprawdę kim handlować, bo kontrakty Hedo Turkoglu i Gilberta Arenasa wyglądają na niewymienialne, a jedyny gracz, za którego można pozyskać realne wzmocnienie to Jameer Nelson, który uchodzi na Florydzie za nietykalnego właśnie przez wzgląd na jego relacje z Dwightem. Władze klubu liczą z pewnością, że nikt nie będzie równie skuteczny w rozmowach z Howardem niż Otis Smith, który zna go od lat i wygląda na to, że decydują się prowadzić ryzykowną grę, w której, mający łatke lojalnego, Dwight ma dostać wszystko o czym marzy, czyli silniejszy zespół bez zmian elementów, do których jest przyzwyczajony. Mam jednak wrażenie, że Howard w pewnym momencie otrzeźwieje i zda sobie sprawę, że nie wygra mistrzostwa, grając w systemi Stana Van Gundy'ego i zacznie naciskać na zmiany lub wymianę. Kto wie, czy nie wydarzy się to już na początku sezonu, jeśli Magic nie będą w stanie wyraźnie wzmocnić składu (a to bardzo prawdopodobne) i nagle okaże się, że z czołówki konferencji wschodniej stoczyli się do poziomu zespołu walczącego o playoffy.


Rafał Niewiadomski: Nie. Jestem przekonany, że Dwight, tak jak LeBron, wypełni swój kontrakt w Orlando i dopiero wtedy zastanowi się nad tym co dalej. Możliwości wciąż jest wiele, klub z Florydy wciąż jest w stanie zrobić latem kilka transferów i obudować Howarda odpowiednimi graczami, by mógł jeszcze o coś powalczyć w sezonie 2011/12. Choć patrząc na sytuację kontraktową zespołu, nie będzie to łatwe. Jestem jednak przekonany o tym, że w klubie policzone są dni Stana Van Gundy'ego i kilku graczy. 


Marek Dziuba: Piłeczka po stronie Magic. Jeśli w Orlando coś szybko nie ulegnie zmianie, czytaj jeśli władze Magic w najbliższym czasie, offseason, sezonie nie dokonają wyraźnego wzmocnienia zespołu lub chociażby zmiany szkoleniowca to jak najbardziej potrafię sobie wyobrazić Dwighta mówiącego "żegnaj" Florydzie  po następnych rozgrywkach. Trzykrotny "Najlepszy Obrońca NBA" na pozór to wielki dzieciak, ale jestem przekonany, że nie jest głupi i wie jak wygląda i jak może wyglądać niebawem jego sytuacja. Wizja sięgania po mistrzostwo przy dalszej grze z zużytym materiałem w postaci Hedo Turkoglu i Gilbertem Arenasem, mającymi grube kontrakty do samiuśkiego 2014 roku oraz rządy szkoleniowe Stana "nasz sukces zależy od trójek" van Gundy'ego jest iście utopijna i na pewno musi 'magicznie' oddziaływać na psychikę Howarda. Mętlik jest tam pewnie tym większy, bo Magic po latach obfitych w tym roku zakończyli rywalizację już na pierwszym przystanku Playoffs z Atlantą Hawks. Kto by się spodziewał. No, ale tak jak powiedziałem, myślę, że w przypadku, gdy Magikom uda się w  jakiś cudowny sposób wymienić Howardowi jego obecnych partnerów na lepsze modele, a będzie to cholernie trudne, to on będzie skłonny pozostać. W przeciwnym razie możemy mieć powtórkę z Shaqa, ale mam prywatną nadzieję, że na krawędzi odejścia Dwight nie obierze kierunku "Lakers".

 

 

2. Co powinien zrobić Chris Paul?

 

Dziuba: Sam Chris Paul prawdopodobnie jeszcze o tym nie wie. W przeciwieństwie do Orlando Magic Dwighta Howarda, fenomenalny CP3 wraz z Hornets w Playoffs nie zawiódł i mimo porażki postawił swojemu wyżej notowanemu rywalowi nieoczekiwanie twardsze warunki niż myślano. Tak czy inaczej,
Paul to urodzony zwycięzca i na pewno pragnie czegoś więcej niż pierwsza, druga runda, co prawdopodobnie nawet ze zdrowym Davidem Westem nie byłoby możliwe. Szczerze mówiąc, nie widzę dużych szans na jakiś znaczący postęp Hornets w najbliższym czasie. W dodatku "Szerszenie" mają niejasne sprawy natury "kto jest naszym właścicielem?". Na miejscu Chrisa, cóż, widząc to, co zrobił LeBron pewnie podziękowałbym za wszystko i połączyłbym siły z innym supergwiazdorem/ami. Dwight? Nowy Jork? Trudno powiedzieć, nie wiem, czy te opcje są możliwe, ale zdecydowanie przerażające. Wiem... odejście Paula zabolałoby Nowy Orlean niemniej niż odejście LeBrona z Cleveland, ale mnie nie zaskoczyłoby w ogóle. Zaskoczy mnie, jeśli pozostanie i będzie starał się osiągnąć sukces z tym, co ma.

 

Niewiadomski: Odpocząć przede wszystkim, by sezon 2011/12 zagrać na takich obrotach, na jakich grał w Playoffs'11. Szczerze mówiąc życzę mu, by połączył swoje siły z Dwightem Howardem ale z drugiej strony, wiem, że jeżeli Paul odejdzie z Hornets, będzie to równoznaczne z końcem koszykówki w Nowym Orleanie a tego byśmy nie chcieli. Z drugiej strony w obecnej sytuacji finansowej klubu, w Nowym Orleanie może szybko tego wsparcia nie dostać i lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby Paul gdzieś odszedł (Magic). Tego nie będą chcieli w Nowym Orleanie i prawdopodobnie, prędzej czy później, będziemy swiadkami czegoś pomiędzy Melodarma a La Decision. Ale to jest wpisane w ten biznes. Reasumując: powinien odejść. 

 

Kujawiński: Chris Paul powinien zacząć się modlić o nowego właściciela zespołu, który umożliwi mu zmienienie barw klubowych lub o nowego właściciela zespołu - cudotwórcę, który sprawi, że Hornets będą w stanie pozyskać dla CP3 jakieś sensowne wzmocnienie. Dopóki klub jest w rękach NBA Paul jest uziemiony i myślę, że musiałby naprawdę wyraźnie domagać się transferu, aby było to możliwe, a nawet wtedy nie obeszłoby się bez kontrowersji. CP3 nie ma właściwie w tej chwili większego wyboru niż czekać na rozwój wydarzeń, na które nie ma wpływu. 

 


3. Dirk Nowitzki i Kobe Bryant jeszcze nigdy nie grali przeciwko sobie w playoffach. Czy Mavericks mogą zaskoczyć Lakers i czy mogą w ogóle ich czymś zaskoczyć?

 

Kujawiński:  W Dallas od kilku lat buduje się drużynę "pod Lakers". Co roku słyszymy te same przewidywania ekspertów, twierdzących, że jeśli ktoś może zatrzymać LAL, to tylko Mavs. W tym roku wreszcie przekonamy się ile miało to wspólnego z rzeczywistością. Osobiście po serii z Trail Blazers mam poczucie, że Mavs wreszcie mentalnie są gotowi do walki o mistrzostwo. Pytanie, czy gotowe są na to ich ciała. 


Maciej Kwiatkowski: Mavericks mniej lub bardziej zaskoczą Lakers, tym że mogą skutecznie bronić przeciwko nim. Andrew Bynum nie będzie miał już tak dobrej serii, grając przeciwko Tysonowi Chandlerowi i Brendanowi Haywoodowi. Pau Gasol chętnie będzie grał tyłem do kosza z Dirkem Nowitzkim, ale grając obok Lamara Odoma będzie miał kłopoty, gdy będzie krył go Chandler. Kobe Bryant, o ile kilka dni przerwy cudownie nie ozdrowią jego lewej stopy, będzie miał problemy z defensywą zwłaszcza DeShawna Stevensona, a jest jeszcze Shawn Marion. Pisałem już o tym jednak w sezonie regularnym - Mavericks bez Carona Butlera i pewnej drugiej opcji ofensywnej będą mieli ogromnie ciężką przeprawę z obroną Lakers, która była szczególnie dominująca w ostatnim meczu serii z Hornets. Oczywiście, Mavericks to team ofensywnie lepszy niż Hornets, ale brak tej pewnej drugiej opcji - którą nie będzie w tej serii Jason Terry - podobnie jak i rok temu sprawi, że Dallas piąty rok z rzędu nie zajdzie dalej niż druga runda.

 

Niewiadomski: Tak, ustawiając strefę oraz inne rodzaje defensywy, gdzie kładzie się mocny nacisk na pomoc i grę zespołową. Chandler to idealny materiał na mózg i środek takiej defensywy, Marion i Nowitzki zasięgiem ramion są w stanie przechwytywać podania pomiędzy wysokimi Lakers i dzięki takiemu ustawieniu Mavs są w stanie zniwelować przewagę centymetrów i kilogramów Lakers. Kluczem bedzie też granie uptempo i transition offense ekipy z Big D ale to jest priorytet dla każdego zespołu, który przystepuje do pojedynku z Jeziorowcami. 


 


Podziel się

DWIGHT JEDZIE NA RYBY

piątek, 29 kwietnia 2011 17:37

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Przemek Kujawiński

 

Powiedzmy sobie wprost. Nie unikniemy tego tematu. Dwight Howard obok Chrisa Paula będzie największym nazwiskiem wśród wolnych agentów AD 2012 i dyskusja nad tym, co zdecyduje się zrobić będzie trwała w najlepsze. A zaczyna się już dziś.

 

Magic przegrali z Hawks 2-4 serię, o której wszyscy chcielibyśmy zapomnieć na Florydzie chcieliby zapomnieć. Serię, w której Dwight Howard wzniósł się na wyżyny swojej dominacji i dowiedział się, że w tym systemie i tak nie będzie w stanie zwyciężać, gdy otaczający go strzelcy pudłują. Serię, której najbardziej emocjonującym momentem był rzut za trzy o tablice Jamala Crawforda i spięcie pomiędzy Zazą Pachulią i Jasonem Richardsonem.

 

Ostatnie spotkanie? Właściwie było całą serią w pigułce:

 

Dwight Howard zmuszony był grać 48 minut -dominował pod koszami i tracił piłki (33 w 6 meczach)


Magic trafiali poniżej 30% zza łuku i jeśli nawet umieli sobie wykreować pozycje do rzutu, to pudłowali (spudłowany rzut z 6 metra po wyjściu z piłką zza zasłony powinien być od dzisiaj nazywany 'Hedo'. Na przykład: Derrick Rose znów grał mnóstwo pick'n'rolli ze swoim wysokimi - niestety większość z nich kończyła się Hedo.)


Orlando w meczu zakończonym różnicą 3 punktów, w którym największa różnica w jednej kwarcie wynosiła 5 punktów, nie prowadzili ani razu. Ani sekundy i chyba to zdanie najlepiej oddaje to, co działo się w tym starciu i w całej serii.

 

Hawks dla odmiany mają najlepszy duet ISO-guardów w lidze, który wystarczył do tego, by przejść tę rundę. Dopiero w tym momencie fanom Orlando powinno zrobić się smutno. Magic nie przegrali bowiem z dobrym zespołem. Przegrali z drużyną z chyba najsłabszym trenerem w playoffach (gdyby nie jego decyzje, seria ta mogła zakończyć się sweepem), w której zawodnicy z największymi przewagami na swoich pozycjach, albo grali tak, jakby byli na podwórku z kolegami (Josh Smith), albo w minimalnym stopniu byli w ogóle wykorzystywani (Al Horford). Magic przegrali z zespołem kompletnie niepoukładanym, który w ofensywie był w stanie trzymać sie systemu gry może przez 2 kwarty w 6 meczach. 

 

Pamiętam jeden z komentarzy pod zapowiedzią tej serii, którego autor stwierdził, że jeśli Jason Collins ma być kluczową postacią w tym starciu, to idzie postawić pieniądze na Orlando. Chyba przegrał...

 

Jason Collins miał 8 punktów, 11 zbiórek i 2 bloki... w 6 meczach. Do tego grał średnio tylko 17 minut i wciąż był czynnikiem X w tej serii. Oczywiście słowa uznania należą się Zazie Pachulii, czy nawet Hiltonowi Armstrongowi, który miał swoje 3 minuty dominacji na Dwightem, ale to Collins robił największą różnicę. Jak dużą? W czasie trwania serii furorę robiła statystyka, wedle której Hawks z Collinsem na boisku zatrzymują poniżej 80 punktów na 100 posiadań. Zgodnie z tym, co twierdzi strona basketball value w całej serii efektywność ofensywna Orlando, gdy na boisku był Collins spadała do 83 punktów na 100 posiadań, kiedy go nie było wynosiła 113. Inna sprawa, że tym samym czasie podobne skoki notowała efektywność Hawks, ale to tylko świadczy o tym, jak bardzo Collins zmieniał dynamikę gry. Podobne wyniki (choć w przecinym kierunku) miał jedynie Jamal Crawford.

 

Lepszą różnicą między efektywnością defensywną drużyny, pomiędzy czasem, gdy byli na boisku i gdy siedzieli na ławce zaliczyli w pierwszej rundzie tylko Luol Deng i Joel Anthony. Jamal Crawford jest oczywiście po drugiej stronie tabeli, a tam wyprzeda go jedynie z niesamowitą różnicą 52 punktów... LaMarcus Aldridge. 

 

Do tego jak będą wyglądali Hawks w serii z Chicago jeszcze wrócimy. Póki co bardziej interesujące są dalsze losy Orlando. Jak już wczoraj pisałem Stan Van Gundy i Otis Smith dostali zapewnienie, że zachowają swe posady. Jeśli faktycznie tak się stanie, to spodziewajcie się wielkiego przemeblowania latem na Florydzie - coś w końcu musi zmienić się w zespole, który stoczył się poziomu pierwszej rundy. Oczywiście nie będzie to łatwe lato dla Otisa Smitha, bo trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógłby się skusić na fatalne kontrakty Gilberta Arenasa i Hedo Turkoglu. Jestem naprawdę bardzo ciekawy, co się wydarzy w tej organizacji przed nowym sezonem. Z pewnością temat ten będzie wracał wraz z kolejnymi plotkami o transferze Howarda. Playoffy w toku, ale to są własnie tematy, którymi zaczynamy karmić się od czerwca. 

 

Maciek Kwiatkowski napisał więcej o Atlancie Hawks.


 

 


Podziel się

PRZERWA NA ŻĄDANIE (29.04.2011)

piątek, 29 kwietnia 2011 12:00

Bartek Tomczak

 

Świeżutka Przerwa na Żądanie. Pierwsza część to podsumowanie tego co wydarzyło się w NBA od wtorku do czwartku, natomiast w części drugiej wspólnie z Michałem, Przemkiem i Maćkiem zapowiadamy półfinały konferencji wschodniej.

 

 


Podziel się

LAKERS VS. HORNETS (4-2) GDZIE LAKERS ZNOWU TO ZROBILI

piątek, 29 kwietnia 2011 9:01

 

 

RN

 

LAKERS @ HORNETS 98:80 (Stan serii 4:2, awans Lakers)

 

Im bliżej było do końca tej serii, tym przewagi Lakers coraz mocniej się uwypuklały. Jeziorowcy z meczu na mecz wyglądają coraz lepiej i duża w tym zasługa właśnie Hornets. Szerszenie zrobiły w tej serii więcej niż ktokolwiek się spodziewał. Dawano im max 1 wygraną. Oni, a w zasadzie Chris Paul, tą jedną wygraną wyrwali już w pierwszym spotkaniu. Później zrobili to ponownie w Game 4 i dzięki temu mieliśmy serię przez duże "S". Zanim napiszemy co Lakers mogą z tej serii wynieść skróćmy Game 6.

 

Od pierwszych minut to była błotna koszykówka. Dość wolna gra, dużo fizycznej walki pod koszami, Lakers kiedy tylko mogli próbowali wykorzystywać granie przez środek i to przynosiło efekt. Po 17 minutach gry był remis po 26, żadna ze stron do tego momentu nie objęła wyższego prowadzenia niż 4 punkty. Andrew Bynum do tego momentu miał 12 punktów, 7 zbiórek i to on był tym, który robił różnicę na parkiecie. Chris Paul znajdował się za to na drugim biegunie będąc po raz pierwszy w tej serii skutecznie wyłączonym z gry. Paul w pierwszej połowie oddał tylko 2 rzuty z gry i miał zaledwie 4 asysty. Swój pierwszy rzut trafił dopiero w 24 minucie meczu. Duża w tym zasługa Dereka Fishera, który przeciskał się na zasłonach i nie pozwalał CP3 na stworzenie jakiejkolwiek przewagi w ataku.

W momencie zejścia Bynuma z boiska nastapił pierwszy run punktowy dla Lakers, który ustawił to spotkanie. to dziwne, że stało się to po zejściu Bynuma, bo tak jak pisałem do tego momentu Bynum był najjaśniejszym punktem na parkiecie. Lakers zaliczyli run 12-4, zatrzymali Hornets w 5 kolejnych akcjach bez punktów i choć CP3 swoim trafieniem uspokoił nieco sytuacje to Lakers fragemnt gry bez swojego środkowego wygrali 14-8, co w tym meczu, tej błotnej koszykówce gdzie zdobywanie punktów przychodziło z ogromnym trudem, znaczyło mniej więcej tyle co run 15-0. Hornets do przerwy mieli na swoim koncie 34 punkty, przy 40 Lakers.


Po przerwie Monty Williams szukał sposobu na to jak uruchomić Paula w ataku. W kilku akcjach Paul próbował grać jako fałszywy SG, Ariza próbował rozgrywać ale tego dnia defensywa Lakersów była krok przed każdym rozwiązaniem ofensywnym Hornets. Po niezłym poczatku gospodarzy (2 razy szybciej udało im się przejść do ataku, co zaowocowało 4 łatwymi punktami), doszli na 42-40 i od tego momentu defensywa Lakers po raz kolejny przypomniała o sobie. Hornets w ofensywie stali w miejscu, bez pomysłu,  odcięci od penetracji. Przestali trafiać kolejne jumpshoty. Do tego faule nr 3 i 4 złapał Okafor i Lakers mogli zacząć rozjeżdżać Szerszenie. Gasol zaczął trafiać rzuty z półdystansu, Bynum zbierał na atakowanej desce, Lakers zakończyli punktami 7 z 9 posiadań, co dało run 12-2 i to był początek końca Szerszeni.

 

CP mógł tylko zerkać na Monty'ego Williamsa, który wprowadzając kolejnych rezerowych próbował rozruszać Hornets przynajmniej w ataku, to jednak nie przynosiło skutku. Nie pomogła także zmienna defensywa. Krycie na 3/4 obrońców Lakers, przejścia do strefy itd. W Game 1 te wyjścia na całym przyniosły skutek w postaci kilku strat Lakers pod własnym koszem i łatwymi punktami dla Hornets. Teraz tego zabrakło.

 

Hornets nie trafiali kolejnych rzutów, Lakers wymuszali straty, blokowali rzuty i doprowadzali do błędu 24 sekund. Był jeszcze moment w 3 kwarcie, kiedy po zmianie Bynuma, gra Lakers... spowolniła, CP wyprowadził 2 szybkie kontry, które dały łatwe punkty, jednak wtedy czas wziął Phil Jackson i po raz pierwszy od długiego czasu widziałem jak zrugał jednego ze swoich podopiecznych (chodziło o Odoma). To faktycznie pomogło. Końcówka kwarty należała do Artesta, który najpierw pod koszem Szerszeni zabrał piłkę CP3 i zdobył punkty przy Smicie, w nastepnej akcji zablokował Smitha, co dało kontrę Lakers i 2 kolejny punkty z wolnych dla gości.

 

Na poczatku 4 kwarty 7 szybkich punktów zdobył duet Bynum-Odom i chwilę później prowadzenie wynosiło 20 punktów (82-62) i było już po meczu. Do tego Lakers powtórzyli dominację w tych aspektach gry, kktóre gwarantowały sukces w tej serii. Oprócz wspomnianych zbiórek, 21-4 - tyle wygrali "punkty drugiej szansy", natomiast ławka Lakers okazała się lepsza w punktach 30-21 (Odom 14 punktów, 8 zbiórek).

 

W ten sposób Jeziorowcy wygrali po raz 5 w 6 przypadkach, w których po 5 meczach prowadzili 3-2 i grali na terenie rywala. Dopisują w ten sposób kolejne miasto do swojej listy. Co najważniejsze dla ich fanów, nareszcie zaczęli grać tak, jak grali w marcu tego roku, co napawa sporym optymizmem przed serią z Dallas.

 

Hornets zagrali naprawdę świetną serię. Wielkie słowa uznania w kierunku CP3 i Monty Williamsa, którzy we dwójkę wyrwali te 2 mecze w tej serii. Hornets zagrali świetnie w defensywie, uprzykrzyli mocno życie Lakersom, zmuszając ich do wielu usprawnień. Na konferencji prasowej zwrócił uwagę na to m.in. Phil Jackson. Lakers mieli okazję mocno przećwiczyć w tej serii defensywę na zasłonach i trzeba przyznać, że w 2 ostatnich meczach wychodziło to już bardzo dobrze. Zamknąć Chrisa Paula w 10 punktach (4/9 z gry) i 11 asystach to spora sztuka. Paul zebrał jeszcze 8 piłek, i choć statystycznie wygląda to świetnie, to w tym meczu Paul został praktycznie wyłączony z meczu. Chris przyznał, że wielka w tym zasługa Dereka Fishera, który faktycznie dzisiaj wykonał wielką robotę, przechodzac nad zasłoną i nie odstepując Paula na krok w defensywie.

 

Swoje zrobił dziś Kobe (24 punkty), który trafił tylko 6 z 16 rzutów z gry ale aż 10 razy stawał na linii rzutów wolnych, wymusił podwojenia, dzięki czemu otwierały się pozycja dla Gasola czy Bynuma pod koszem. Jednak X-Factorem tej serii i być może nawet jej MVP jest Andrew Bynum. Dziś 18 punktów, 12 zbiórek (8 w ataku, 7 na atakowanej desce miał cały zespół gospodarzy), 2 bloki, 8/13 z gry. Bynum był tym, który narzucił twarde warunki grania pod koszem, nie tylko w tym spotkaniu ale i całej serii. Lakers w poniedziałek rozpoczynaja serię z Dallas Mavericks i nie sądzę by postawa AB była w tej serii mniej kluczowa.

 


 

Hornets kończa sezon, który był dla nich całkiem pechowy. Problemy z właścicielem ,frekwencją na trybunach, później kontuzja Davida Westa. Z drugiej strony kończą ten sezon z podniesionymi głowami. Świetnie rozpoczeli sezon, grali bardzo dobrze w defensywie. ciekawą osobowością wydaje siębyć coach Monty Williams, CP3 udowodnił, że jest wciąż jednym z najlepszych rozgrywajacych w lidze, jednak przyszłość tego klubu nie jest niestety tak kolorowa, jak chciałbym by była. Jeszcze słowa uznania dla Trevora Arizy i Carla Landry'ego. Pierwszy zagrał przełomową serię i grał niegorzej niż w Playoffs'09. Drugi natomiast wykorzystał swoją szansę, zaliczając bardzo dobra serię przeciwko, jak by nie było, najlepszemu frontcourtowi w tej lidze.

 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 780 026  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18780026

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0